Zbigniew J Piskorz

Zbigniew J Piskorz www.PISKORZ.pl
sMs692094788
kreowanie wizerunku
...

Temat: Wczoraj rynkiem wstrząsnęła informacja ING BSK stracił...

ING BSK stracił 290 mln zł przez brak płynności na rynku euroobligacji
(Parkiet/16.01.2009, godz. 09:34)

Podczas wczorajszej sesji na GPW indeks WIG Banki spadł o 2,3 procent, podczas gdy WIG20 zniżkował o 1 procent. Instytucja kierowana przez Brunona Bartkiewicza w czwartym kwartale ubiegłego roku zanotowała 94 mln zł straty. Winne są przede wszystkim euroobligacje.

Wczoraj rynkiem wstrząsnęła informacja o 94 mln zł straty ING BSK w IV kwartale, choć analitycy spodziewali się nawet 160 mln zł zysku netto. W całym 2008 r. instytucja zarobiła na czysto 480 mln zł, czyli o 24 proc. mniej niż rok temu, kiedy zysk wyniósł 631 mln zł. - Należy zaznaczyć, że te wyniki nie zostały jeszcze zatwierdzone przez audytora - mówi Brunon Bartkiewicz, prezes ING BSK. Wczoraj kurs akcji banku spadł o 6,4 proc.

Jeszcze większe zamieszanie wywołała wiadomość, że 290 mln zł straty w IV kwartale było spowodowane wyceną obligacji Skarbu Państwa - przede wszystkim denominowanych w euro. W jaki sposób bank mógł zanotować tak duże straty na tak bezpiecznych instrumentach?

Sztuka zabezpieczania

- Za ogromną część tej straty odpowiadają posiadane przez nas dwunastoletnie euroobligacje wyemitowane przez Skarb Państwa - przyznaje Brunon Bartkiewicz. Nie chce podać, ile bank tych papierów posiada. Nieoficjalnie mówi się jednak, że ma ich najwięcej spośród wszystkich polskich instytucji finansowych. "Parkiet" dowiedział się, że ich wartość można oszacować na niecałe 2 mld zł. W jaki sposób doprowadzono do strat w tym portfelu?

Banki przechowują obligacje w trzech różnych portfelach, zależnie od tego, jakie mają wobec nich plany: trzymane do terminu wykupu, przeznaczone do handlu oraz wyceniane rynkowo. ING BSK, kupując euroobligacje, umieścił je w tym trzecim. Są to papiery o stałej stopie procentowej. Bank postanowił więc je zabezpieczyć, w portfelu handlowym umieszczając specjalne instrumenty chroniące przed wahaniami stóp procentowych (interest rate swap - IRS).

Rynek bez płynności

Rynek polskich euroobligacji jest jednak mało płynny, co utrudnia ich wycenę. Bank postanowił więc, że papiery te będzie wyceniał na podstawie różnicy (spreadu) pomiędzy ceną obligacji a kwotowaniem IRS. Przed wybuchem kryzysu finansowego ten spread kształtował się na bezpiecznym poziomie 18 punktów bazowych.

- Jednak od października handel polskimi euroobligacjami całkowicie zamarł - mówi Brunon Bartkiewicz. Dodaje, że przez obniżkę wyceny tych papierów spread wzrósł nawet do 150 punktów bazowych. Stąd tak duża strata, którą będzie musiał uwzględnić w raporcie za IV kwartał 2008 r.

Jednocześnie - przez wspomniane zabezpieczenia instrumentami IRS - bank nie mógł przenieść tych obligacji do portfela papierów trzymanych do wykupu. Zgodnie z nowymi zasadami rachunkowości, można tam umieścić jedynie obligacje, które nie są w taki sposób zabezpieczone. Jak przyznaje Brunon Bartkiewicz, nie przewidziano takiego scenariusza.

Gdyby więc nie IRS-y, bank mógłby uchronić się przed zanotowaniem tak dużej straty - przenosząc bowiem obligacje do portfela "do czasu wykupu", mógłby wyceniać te walory na podstawie wartości nominalnej, która pozostaje niezmienna. Jednocześnie instytucja musiałaby jednak trzymać te papiery aż do momentu ich wykupu, co nastąpi dopiero za dziesięć lat.

Następnym negatywnym czynnikiem wpływającym na wielkość strat jest... kolejne zabezpieczenie zastosowane przez ING BSK. Teoretycznie bowiem wartość euroobligacji powinna - ze względu na osłabienie złotego - wzrosnąć o około 20 proc. Tak się jednak nie stało, ponieważ bank zabezpieczył ten portfel przed ryzykiem kursowym.

I co dalej?

"Parkiet" dowiedział się, że teraz bank zamierza ustalić z audytorem sposób wydostania się z kłopotów. ING BSK ma dwa wyjścia.

Może stopniowo rewaluować wycenę tych papierów. Wczoraj spread pomiędzy wyceną euroobligacji a IRS wynosił już znacznie mniej - 64 punkty bazowe. ING BSK może również rewaluację przeprowadzić jednorazowo w wybranym przez siebie momencie. Niezależnie od wybranej drogi, straty poniesione przez ING BSK można na razie ocenić jedynie jako czysto księgowe.

Dlaczego bank poinformował o problemach jeszcze przed ogłoszeniem wyników za IV kwartał, które wstępnie zaplanowano na połowę lutego?

- Uznaliśmy, że naszym obowiązkiem jest informowanie rynku o wszelkich istotnych dla spółki zdarzeniach. Tak duża negatywna wycena obligacji z pewnością jest taką informacją - tłumaczy Brunon Bartkiewicz. Nie chce jednak powiedzieć, w jaki sposób omawiane problemy wpłyną na plany wypłaty dywidendy.

- Ta decyzja pozostaje w gestii naszych akcjonariuszy - ucina prezes ING BSK.

Co czeka ING?

Prezes banku poinformował, że kolejnym negatywnym czynnikiem, który wpłynął na wynik w IV kwartale, były odpisy na ryzyko, m.in. związane z opcjami walutowymi. Ich skalę można oszacować na 20-30 mln zł. Potwierdziła się więc wysokość odpisów, o której "Parkiet" pisał już w ubiegłym roku.

Brunon Bartkiewicz przyznaje, że w obliczu spowolnienia w sektorze ING BSK skupi się teraz na cięciu wydatków.

- Przy tak intensywnym rozwoju banku niemożliwe będzie jednak obniżenie kosztów poniżej poziomu z 2008 r. - wyjaśnia prezes ING BSK. Z pewnością instytucja nie będzie w tym roku otwierać nowych placówek. Prezes twierdzi jednak, że nie planuje zwalniania pracowników. - Nie możemy sobie pozwolić na odcinanie źródeł przychodu - mówi.

Dodaje, że realizacja celu, którym jest pozyskiwanie co roku przynajmniej 250 tys. klientów detalicznych, będzie bardzo trudna. - Na razie jednak nie zmieniamy tych planów - kończy prezes ING BSK.

Marek Juraś, szef działu analiz domu maklerskiego Banku Zachodniego WBK
Jak się nie zabezpieczać

Bank w działalności skarbcowej z definicji stara się utrzymywać ryzyko portfela w granicach przyjętych limitów. W związku z tym kupując obligacje "na własną książkę" czy też w celach płynnościowych, zazwyczaj ogranicza wpływ zmian kursów walut czy też stóp procentowych na wycenę posiadanych papierów. Dlatego ING BSK zabezpieczył portfel euroobligacji przed ryzykiem kursowym. Jednak gdyby tego nie zrobił, to dzięki samej tylko zmianie wartości euro w stosunku do złotego mógłby zyskać na tym portfelu w IV kwartale ponad 20 proc, czyli kilkaset milionów złotych. Na swoje nieszczęście ING BSK... się zabezpieczył. Tymczasem na skutek kryzysu finansowego ceny trzymanych w portfelu obligacji spadły w IV kwartale. Dodatkowo, ze względu na niską płynność ING BSK wycenia te obligacje w relacji do IRS, gdzie spready w ostatnich kilku miesiącach wzrosły ponaddwukrotnie. Strata ING BSK nie obniży jednak w znaczącym stopniu współczynnika wypłacalności tej instytucji. Gwałtowne zmiany na rynku euroobligacji nie wpłyną w tak znaczącym stopniu na wyniki innych banków, w tym na Pekao, które ma nieco mniejszy portfel euroobligacji.

Marta Jeżewska, dom inwestycyjny BRE Banku
Strata czysto księgowa

Strata, którą wykazał ING BSK, jest jedynie czysto księgowa. Powinna zostać odwrócona w momencie ustabilizowania się sytuacji na rynkach finansowych. Wówczas spready pomiędzy kwotowaniami euroobligacji a instrumentami zabezpieczającymi, które w tym przypadku zostały wykorzystane do wyceny wartości posiadanych papierów, powinny spaść.

Jeśli nastąpi to w tym roku, bank odnotuje dodatni wynik z wyceny tych instrumentów. Strata ING BSK nie wpływa w znacznym stopniu na jego płynność i współczynnik wypłacalności. ING BSK jest przy tym jedyną instytucją, która w tak dużym stopniu zaskoczyła inwestorów negatywną wyceną obligacji.

Złoty słaby jak w 2004 roku

Z punktu widzenia zaangażowania w każdego typu instrumenty denominowane w walutach obcych podstawowe znaczenie ma kurs złotego. Ten zaś po fali optymizmu w pierwszych dniach stycznia teraz systematycznie spada. Wczoraj złoty był najsłabszy od 2004 roku.

Za euro płacono na rynku międzybankowym nawet ponad 4,24 złotego. Jeszcze poprzedniego dnia kurs był o około 8 groszy niższy.

Z kolei kurs franka szwajcarskiego - podstawowej waluty kredytów mieszkaniowych zaciąganych przez klientów polskich banków - w ciągu dnia dochodził nawet w pobliże 2,89 złotego. Wieczorem złoty odrobił nieco strat i euro kosztowało niewiele ponad 4,20 złotego, zaś frank niespełna 2,86 złotego.

Na wartości traci nie tylko złoty. Podobnie jest z walutami innych wschodzących gospodarek, szczególnie środkowoeuropejskich.

Notowania naszej waluty mogłoby ustabilizować wprowadzenie jej do mechanizmu kursowego ERM2 - "poczekalni" przed wejściem naszego kraju do strefy euro. W ERM2 wahania są ograniczone w przedziale +/-15 proc. od centralnego parytetu (Unia Europejska zwykle dopuszcza umacnianie się o 5 proc., ale deprecjację tylko do 2,25 proc. od parytetu). Według Ministerstwa Finansów, rozmowy naszych władz ze stroną unijną w sprawie wejścia do ERM2 mogą rozpocząć się na przełomie stycznia i lutego. - Pewne działania na polu krajowym zostały podjęte, jednak nie rozmowy z Komisją Europejską i Europejskim Bankiem Centralnym - powiedział wczoraj Ludwik Kotecki, wiceminister finansów i pełnomocnik rządu do spraw wprowadzenia euro.

Zgodnie z harmonogramem wprowadzenia euro, który przewiduje, że wspólna waluta pojawi się u nas na stałe w 2012 r., złoty powinien znaleźć się w mechanizmie kursowym w pierwszej połowie 2009 r.

Nie brakuje opinii, że duże wahania złotego nie sprzyjają wejściu do ERM2. - Bieżące notowania złotego nie są zasadniczą kwestią w tej sprawie - stwierdził minister finansów Jacek Rostowski. - Przystąpienie do ERM2 wymaga zgody obu stron - zaznaczył minister.

Piotr Rutkowski, Łukasz Wilkowicz