Witold Wilk

Sales Manager w Technika IT S.A.

Wypowiedzi

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Zarządzanie w temacie Zarządzanie pracownikami pokolenia Y.
    18.01.2013, 16:40

    Zygmunt D.:
    Rynek pracy zaczyna doceniać atuty pokolenia Y. Pracodawcy są świadomi, że chcąc zatrzymać młodych i utalentowanych muszą oferować im nie tylko adekwatne wynagrodzenie, ale i pracę, która zapewni coraz to nowe wyzwania.

    Zygmunt, nie obraź się, ale zabrzmiało jak dobry tekst z propagandy PRL :) :) :) Really, no offence, ale jak to przeczytałem.... Nie obraź sie, ale to ta zabrzmiało :) ...

    Masz rację, zaczyna doceniać atuty - jak atuty każdego "pokolenia" przed tymi Y. Za ileś tam lat kolejne pokolenie będzie tak doceniane. A pracodawcy, którzy mają tylko pracę, z przeciętnym wynagrodzeniem i bez wielkich wyzwań będą tych Y olewać.
    Może na to pokolenie oczywiście trochę popsioczyć narzekając na ich wady: niecierpliwość, wygórowane oczekiwania, trudności w rozwiązywaniu bieżących konfliktów, kłopoty w sprawnej komunikacji.

    Dokładnie, 10 lat temu tak było, to były największe wady X'ów.
    Pracodawcy-szefowie nie mają jednak innego wyjścia, bo bez rozwoju i doceniania młodej kadry trudno będzie konkurować na współczesnym rynku.

    Mocne założenie, rozwiń. Ja bym stwierdził, że na obecnym rynku mają masę innej kadry.
    Czy jednak pewność siebie nie zgubi Igreków na rynku pracy? Czy tez to pokolenie można zliczyć do pierwszego, które potrafi oddzielić życie prywatne od pracy. [...] Jedno jest pewne - Y-reki nie pozwolą się ignorować i wchodzić w swoje prywatne życie.

    Tak jak X'y swojego czasu :)

    Akurat jestem wyczulony, bo tak jak już wspominałem - takie hasła czytałem w różnorakiej literaturze gdy ja wchodziłem na rynek pracy, wysyłając jak głupi CV czytałem, aby się dowiedzieć co jest nie tak, po rozmowach - bo coś jest nie tak, skoro gdy mówiłem ile chcę zarabiać, to się na mnie dziwnie patrzeli :) Zadra została, bo nie lubię plakietek, a obce osoby oceniające mnie na bazie takiego pseudonaukowego bełkotu to nie jest nic miłego. Od zbyt wielu drzwi się odbiłem mając tylko średnie, pustą lodówkę i prawie odcięty w domu prąd, aby słuchać takiego czegoś, mimo, że mnie to już nie dotyczy. A właśnie, ja nie potrzebowałem cudów i byłem skłonny harować po 16h za choćby 1000zł, byle coś było.

    Ale przez takie, przepraszam, pieprzenie - jestem w stanie się założyć o dobrą butelkę, że gdzieś jest jakiś osobnik w wieku lat 18, który jak ja kiedyś odbija się od każdych drzwi, bo "te młode są zbyt pewne siebie, nie bierzmy ich Heniu pod uwagę, bo to tylko strata czasu".

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Zarządzanie w temacie Zarządzanie pracownikami pokolenia Y.
    18.01.2013, 16:22

    Czeslaw Kowalczyk:
    Witold Wilk:
    W firmie państwowej - można by uznać coś takiego za "stosowne" (choć nierozsądne), gdzie prezes jest z namaszczenia pracowników (twory typu spółdzielnia - choć w sumie tak nawet jest już), natomiast w firmie prywatnej mocno wątpliwe. Ktoś poświęca np. 25 lat życia, rozwijając firmę od pracy po 16h na dzień,
    a kto mu kazal? To swiadczy np. ze nie umie delegowac,

    jeszcze nie ma pracowników, lub ma np. 2 i oni też są zawaleni robotą... powinien zatrudnić dodatkowego, a tamtym płacić 25% mniej?
    pozyskiwac funduszy,

    mało to firm padło przez kredyty? pozyskiwanie funduszy... brzmi fajnie. wiesz jak najprościej sprawdzić czy warto wchodzić w jakiś biznes? sprawdzić czy można w miarę łatwo dostać jakieś dofinansowanie. jeśli tak - to nie wchodzić, bo konkurencja już tam jest :)
    zarzadzac, jest niezbyt kompetentnym chciwcem i swoja nieudolnosc, nadrabia wysilkiem.

    błędne założenie. w wielu biznesach, trzeba najpierw się wysilić, aby później uzyskać "breakthrough". bez tego to sobie można dziadować latami.

    rozumiem, chciałbyś anulować masę drobnych firm, które za grosze malują ściany, kładą panele, itp. oczywiście. tyle, że oświecę Cię - większość ludzi, którzy są odbiorcami kalkuluje - i obecne (niskie) ceny gdyby wzrosły to spadnie popyt na takie usługi, bo się okaże, że taniej jest wziąć bezpłatny urlop i zrobić samemu. i wtedy się okaże, że nie ma kim zarządzać, bo pracowników będzie trzeba pozwalniać, a samemu firmę zamknąć.
    A potem, zada za te katorge odszkodowania, od bogu ducha winnego, pracownikow.

    czy ktoś tych ludzi zmuszał do pracowania u tego ciemiężcy! ;)
    Szkoda, ze takich ludzi, nie mozna odrazu odsiewac, jako przedsiebiorcow. Zamiast czekac, na czyjes bankructwo. I mnie nie chodzi,
    o jakas sprawiedliwosc, tylko o efektywnosc

    Nie zgodzę się. Jakby od razu takich ludzi odsiewać, to byśmy mieli pewno 80% bezrobocie.

    Rynek jest najefektywniejszym "odsiewem" o którym mówisz. Każdy "odsiew" administracyjny skazany jest na zmniejszenie potencjału PKB, bo "temu nie pozwolimy, bo kiedyś przekroczył prędkość", "temu nie pozwolimy, bo kiedyś chodził z obecną żoną prezydenta miasta", itp cuda.

    Większość branż działa na niskiej marży efektywnej, bo KLIENT KOŃCOWY żąda jak najniższej ceny. Zobacz co najczęściej schodzi w marketach na dziale "szynki", albo na allegro w jakiejś kategorii ze sprzętem porównywalnym (dyski twarde o jakiejś tam pojemności). Idą najtańsze. Jeśli masz 5 towarów w cenie 100, 105, 110, 130, 150 - i te towary w sumie są tego samego producenta, nie różnią się niczym, prócz tego, że te za 150 zostały często kupione wcześniej za wyższą cenę od importera i dystrybutor chce je puścić na plusie lub na zero - a inni mają "świeże taniej". Wybierzesz który?

    Dobrze, to teraz jeśli są dwie firmy wędliniarskie, jedna produkuje szynkę za 10zł, druga za 12zł, obie szynki są robione na tych samych maszynach i mają podobny (dziadowski) smak - to którą przeciętny człowiek kupi? Tą, gdzie są niższe wynagrodzenia, bo wszystko, ceny podatków od gruntów, itp - są różne, tylko wynagrodzenia wyższe w tej drugiej firmie). Oczywiście można założyć, że są takie same, ale ta druga firma ma więcej pracowników - czyli produkują mniej efektywnie - patrz punkt pierwszy.

    Co więcej - bankructwa są wpisane w działalność gospodarczą. Nie unikniesz, nie ma takiej możliwości, a segmentacja... Jakbyś ją prowadził? Już jest poniekąd prowadzona - w Polsce bankructwa są dość mocno stygmatyzujące i penalizujące w porównaniu z np. Izraelem, czy USA. W Izraelu prawo stanowi się, tak, aby ten co zbankrutuje nie miał stygmatów na całe życie. Mógł wrócić jakoś do społeczeństwa i wnosić podatki, czy to jako pracownik, czy znów pracodawca. W stanach jak sprzedasz bankowi biznesplan, to będzie Cię kredytował i ubezpieczał, oczywiście wszystko załatwiasz przez nich, ich księgowego, żeby nie było cyrku, a kasy do ręki za wiele nie dostaniesz, aż się "wyswobodzisz". A jak biznes nie siądzie, to trudno, jesteś kryty. A u nas po bankructwie w sumie rzecz biorąc można iść pod śmietnik puszki zbierać, bo komornik, wierzyciele, syndyk, mafia i kto tam jeszcze - będzie przez następne 50 lat czekał na cokolwiek, aż wpadnie. Z sensem i bez sensu.
    przez okres 10 lat, aby później, gdy firma się rozrośnie - praktycznie nowemu pracownikowi płacić prawie tyle co sobie?
    wspominalem tam o rozsadnej premii, za SKUTECZNOSC. Zamiast zwyklej grabiezy, ktora
    w efekcie koncowym, nikomu na dobre nie wychodzi

    Ależ już jest premia za skuteczność. Wierz mi, ale nawet największy "ciemiężca, cham i prostak" jest w stanie docenić pracownika, który pracuje mu wydajnie i zgodnie z poleceniami.

    Kwestia jest taka, że wbrew pozorom wyróżnienie się nie jest aż tak proste, ponieważ "wyższość" nad innymi jest pewnym błędem poznawczym - to się tylko komuś wydaje jaki jest wydajny, kiedy jest tylko średni lub lekko powyżej średniej. Jednostki mocno powyżej średniej raczej dalej skupiają się na tym, by być jeszcze lepszymi.

    Do tego dochodzi nieumiejętność w pokazywaniu swoich sukcesów szefostwu.

    Lecz na ogół szefowie to są w stanie docenić. I dostanie się więcej - ale w porównaniu do ogółu. A ogół jaki jest - taki jest. Jeśli komuś nie podobają się przeciętne wynagrodzenia w tym kraju, to niestety powiem brutalnie - są inne kraje. Wiem, to mało patriotyczne i mi też się nie podoba, lecz taki jest stan faktyczny.
    No prooooszę... To tak jakby wprowadzić przepis, że każdy kto kupi nowy samochód, żeby 10 użytkownikom starszych aut płacił kilka stów miesięcznie. Bo tak jest "sprawiedliwie". Absurd.
    raz jeszcze: nie chodzi mi o zadna sprawiedliwosc, a przyklad jest kulawy, malo do powyzszego adekwatny. Wystarczy naokolo sie rozejrzec zeby znalezc konkretne przyklady, dobrego
    i kiepskiego zarzadzania.

    Właśnie idealnie to obrazuje :) "obniżyć prezesowi, żeby pracownicy mieli więcej pieniędzy". W czym ten przykład nie pasuje? :) Jak wziąłem w leasing auto, pochwaliłem się ot tak, znajomym, których widuję często, to od razu parę osób (dalszych znajomych) zaczęło się mnie pytać, czy nie mam coś kasy pożyczyć... Żeby było śmieszniej, to ja ten leasing wziąłem, aby zamiast 2500-3000zł miesięcznie w auto pakować - sumarycznie (z leasingiem) mieć wydatki max 2000zł - udało się, miesięcznie nie wydaję tego 1000zł, mając nowe auto :)

    Do czego zmierzam? Większość osób widząc kogoś, kto ma coś lepszego, to myśli "jak temu to dobrze", i się rozmarza, lub kombinuje jak to wykorzystać - zamiast "kurde, co by zrobić, aby mieć lepiej niż on"?

    Skoro bycie "ciemiężcą", który "katorgą pracowników zarabia" jest takie dobre - to niech każdy otworzy sobie po firmie lub po dwóch ;) Problem zniknie.

    JEDYNY sensowny sposób, aby pracownicy więcej zarabiali to żądać więcej. I tyle. Niestety, u nas utarło się "lepsza praca jakakolwiek", oraz fakt, że nie potrafimy rozmawiać na rozmowach kwalifikacyjnych i odpowiadamy na pytanie "ile pan chce zarabiać" tak, aby mieć tą pracę. Pracodawcy są tutaj usprawiedliwieni, logicznym jest, że wybiorą z dwóch podobnych ludzi (co do obu nie wiadomo po nawet 5 spotkaniach rekrutacyjnych) tego tańszego. Bo Ci mityczni pracodawcy to też ludzie i też stają przed dylematami w markecie "którą szynkę wziąć"... :)

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Zarządzanie w temacie Zarządzanie pracownikami pokolenia Y.
    15.01.2013, 10:55

    Artur Kucharski:
    Witold Wilk:
    Kokieterię zostaw na priv do Artura, w tym wątku się rozmawia na temat ;) c'mon....
    No i Twoja zazdrość Witold doprowadziła do tego, że nie wiem co Ewa napisała - ah!! :)

    Oj tam, nic w temacie, takie tam odpuszczenie... A szkoda, spodziewałem się jakiechś argumentów, dyskusji, a nie odpuszczenie jednym zdaniem :)

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Zarządzanie w temacie Zarządzanie pracownikami pokolenia Y.
    15.01.2013, 09:23

    Ewa Radomska:
    To nie była kokieteria tylko sarkazm ... ale oczywiście jako przedstawiciel swojego pokolenia masz prawo do dowolnej interpretacji.

    Nie jestem przedstawicielem swojego pokolenia ;)

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Zarządzanie w temacie Zarządzanie pracownikami pokolenia Y.
    15.01.2013, 01:16

    Ewo,

    Kokieterię zostaw na priv do Artura, w tym wątku się rozmawia na temat ;) c'mon....

    Czesław,

    W firmie państwowej - można by uznać coś takiego za "stosowne" (choć nierozsądne), gdzie prezes jest z namaszczenia pracowników (twory typu spółdzielnia - choć w sumie tak nawet jest już), natomiast w firmie prywatnej mocno wątpliwe. Ktoś poświęca np. 25 lat życia, rozwijając firmę od pracy po 16h na dzień, przez okres 10 lat, aby później, gdy firma się rozrośnie - praktycznie nowemu pracownikowi płacić prawie tyle co sobie? No prooooszę... To tak jakby wprowadzić przepis, że każdy kto kupi nowy samochód, żeby 10 użytkownikom starszych aut płacił kilka stów miesięcznie. Bo tak jest "sprawiedliwie". Absurd.

    Zygmunt,

    Przez takie teorie jakie prawisz, spora część tego "pokolenia XYZ" czy jak tam to zwiecie ma przerąbane. Od samego początku łatka bumelanta, debila, lekkoducha, itp. Oczywiście, widzimy środowisko wśród swoich znajomych, jednak to jest skala mikro, a nie makro. Pamiętać należy, że na GL raczej spotka się osoby odnoszące sukcesy, niż ludzi pracujących np. fizycznie. Ilu znasz pasujących do tych "Y" wśród przedstawicieli tej grupy wiekowej? Jak uważasz, gdyby zrobić badanie losowe, to jak by wynikło? Ilu byłoby "chronionych i wychuchanych"?

    Aha, mówię to z praktyki. Gdy zaczynałem pracę w wieku lat 18, z góry byłem traktowany wg. schematów obecnych "Y", którzy wtedy mieli z 8-12 lat. Stąd, udowadnianie, że są jakieś zasadnicze różnice w zarządzaniu pracownikami na bazie literek... Są śmieszne.

    Prędzej bym zrozumiał na podział na metody zarządzania pracownikami "przed założeniem rodziny", "z małymi dziećmi", "ze starszymi dziećmi", "po wychowaniu dzieci", i "z wnukami", a osobno "single młodzi", "single w średnim wieku", "single starsi". Tak, jest różnica, pomimo usilnych prób stanowienia poprawności politycznej, że tak nie jest (a XYZ to właśnie sposób jak ominąć takie niepoprawności). Takie coś miało by rację bytu, byłoby w jakiś sposób ponadczasowe i uniwersalne (jeśli by założyć jakiś stopień ogólności) oraz nie stygmatyzowałoby ludzi od samego początku kariery, tylko określało, co się zmienia, co wpływa na ich późniejsze zachowania i podejście do pracy.

    --------------

    Dygresja ode mnie. 5 lat temu pokolenie "X" było opisywane tak jak teraz "Y". Wróćcie do tematu za kolejne 5 lat, dostrzeżecie różnicę, że "Y" wtopi się w "X", starsze "X" będą miały nową nazwę, a jakieś "Z" czy jak to się tam nazwie będzie miało cechy obecnych Y.

    Jednak widzę, że zamiłowanie do gospodarki centralnie planowanej i plakietkowania ludzi zależnie od wieku, płci, koloru włosów, krzywizny nosa, itp - silne dalej jest w narodzie. Najgorsze, że widzę, że w dyskusji całkiem młode osoby walczą o to, aby rozróżniać ludzi ze względu na wiek....

    Swoją drogą - może by tak wprowadzić "jak zarządzać blondynami, rudymi"? Byli też kiedyś tacy co "zarządzali czarnymi" - nie chodzi oczywiście o kolor włosów.

    PS. to ostatnie to była ironia :)

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Zarządzanie w temacie Zarządzanie pracownikami pokolenia Y.
    8.01.2013, 23:25

    Adrian Greczycho:
    Przyznam, że nie spotkalem się jeszcze z taka praktyką że pracodawca powiedział "masz 10k na śmieciową umowę zamiast 5K na umowe o prcę" wydaje mi się bardziej powrzechną praktyką

    ja też się nie spotkałem, raczej bym się spodziewał 2-3k na umowie śmieciowej (o pracę) vs. 5-7k na umowie cywilnoprawnej. bo to jest podobny koszt dla pracodawcy. pracodawca ma budżet, nie myśli w kategorii netto ani brutto, tylko całkowitego kosztu jaki wyda na pracownika. zwykle o takiej sytuacji jest mowa, jeśli brać pod uwagę przeciętną sytuację.

    inna sprawa, że przy umowie cywilnoprawnej jesteś w stanie nawet podciągnąć budżet swojego, tak naprawdę klienta, o ceny dodatków wynikających z prawa pracy jak urlop, odpowiedzialność cywilna itp. - zwykle o tym zapomina się.

    dodatkowo płacisz podatek od faktycznego dochodu, a nie od przychodu powyżej ok. 5000zł/rok (kwota wolna + ryczałtowe KUP) jak przy umowie śmieciowej jaką jest umowa o pracę.
    działanie typu "zapłace ci przeciętną stawkę ale podwarunkiem że będzie to umowa śmieciowa" inaczej mogę zaoferować ci najniższą krajową na umowę o pracę.

    masz rację, wydaje Ci się. rzadko przy mało płatnych stanowiskach pracodawcom chce się męczyć z taką opcją. lepiej znaleźć biernych, miernych, wiernych, którzy będą chcieli umowę o pracę za 1500 netto niż takich samych za 3000 netto na FV. przy niskich wynagrodzeniach umowa o pracę jest czymś co pracownik chce. a pracodawca ponownie - ma swój budżet.

    za dawnych czasów, gdy szukałem pracy na umowie o pracę sytuacja była taka, że albo było pytanie jaką umowę preferuję, z akcentem typu "u nas większość jest na umowie o pracę i tak preferujemy" albo twarda informacja = tylko umowa o pracę.

    wbrew propagandzie medialnej, umowy cywilnoprawne nie są diabłem wcielonym.

    dla sprecyzowania - ja mówię o umowie o pracę vs. umowie cywilnoprawnej między firmami. nie o kombinacjach typu umowa-zlecenie poniżej płacy minimalnej, które to jest mieszanką wad umów o pracę i własnej DG.... Swoją drogą to właśni przez płace minimalną tyle tego jest.

    Inna sprawa - ktoś powie zakazać - jasne, a co z ludźmi którzy "cokolwiek" tak zarabiają?Witold Wilk edytował(a) ten post dnia 09.01.13 o godzinie 08:42

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Zarządzanie w temacie Zarządzanie pracownikami pokolenia Y.
    23.12.2012, 01:49

    Uwielbiam takie dyskusje. Pracowałem z ludźmi z roczników od 1950 do 1990 i tak naprawdę to całe rozgraniczanie na pokolenia.... Możecie schować sobie do czarnej dziury :)

    Że obecni młodzi są roszczeniowi.... Ile ja widziałem postaw roszczeniowych... Oczywiście, u starszych można tłumaczyć to komunizmem, u młodych jego brakiem, a u "średnich" przekazem rodziców. Można. Choć występuje też u ludzi, którzy w latach 80tych emigrowali do USA a wracali ok. 2000. Postawy roszczeniowe wynikają z innych procesów niż kwestia roku urodzenia. Wynikają z procesu, który spowodował, że jesteśmy, gdzie jesteśmy, a nie zatrzymaliśmy się na etapie wynalezienia ognia. Że trzeba go łapać od piorunów.

    Po pierwsze - im ktoś młodszy, tym bardziej jest "na czasie". Zapomniał wół jak cielęciem był i tyle. Dorabianie do tego ideologii - pokolenie X, Y, Z - zaraz skończą się litery, to będzie chyba koniec świata, tak? :)

    Po drugie - starsi od zawsze na młodszych narzekali. Przypominam Jana Kochanowskiego "Na młodość".

    Rozróżnienie które określa się jako X, Y, itp - generalnie oznacza po prostu typ osobowości "pracowniczej". I tyle. I to jest skomplikowane tak, że trzeba by zrobić wyróżniki od A do Z z indeksem od 0 do 5000.

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie ABY POMÓC W 48 GODZIN w temacie Co może być przyczyną...?!

    Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy ABY POMÓC W 48 GODZIN

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Przedstawiciel Handlowy w temacie Czym sie wozimy?

    Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy Przedstawiciel Handlowy

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Przedstawiciel Handlowy w temacie Czym sie wozimy?

    Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy Przedstawiciel Handlowy

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Przedstawiciel Handlowy w temacie Czym sie wozimy?

    Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy Przedstawiciel Handlowy

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie ABY POMÓC W 48 GODZIN w temacie samochod nowy czy uzywany... czy TEN sie oplaca?...

    Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy ABY POMÓC W 48 GODZIN

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Rekrutacja i selekcja w temacie Czego nie lubicie u rekrutowanych?
    14.10.2009, 19:04

    Mariusz Perlak:
    że pomidory nie, to nie. Można oczywiście zaryzykować i zaufać kandydatowi, że jego branża niczym się nie różni - i później dopytać się klienta, czy takiego kandydata nie chciałby spotkać. Jednak sa klienci, którzy mówią ma być z tej branży i koniec, a często ma być z firmy konkurencyjnej. Patrz wyżej...

    Rozumiem. To wypada powiedzieć kandydatowi, że nie pochodzi z firmy, z której szukają pracowników, a nie wciskać komuś ciemnotę, że branża się różni tak niesamowicie (w sumie to są podkategorię branży "elektrycznej", więc nawet mowa o branżach to dowcip, ale niech będzie, słowo "branża" jest bardziej profesjonalnie).
    Ja akurat piję do sytuacji gdy pewna agencja HR dość chamsko zachowała się dając feedback (o który męczyłem bite dwa tygodnie po 3-ciej aplikacji)
    feedback po wysłaniu aplikacji? wybacz, ale jaką informacje zwrtoną można dać na przesłaną aplikację - poza tym, że profil zawodowy kandydata nie odpowiada wymaganiom klienta?

    No choćby to - "poszukujemy osób z firm konkurencyjnych do firmy naszego klienta" i ja bym nie miał absolutnie żadnych pretensji. Natomiast wciskanie mi kitu, jakobym nie mógł znać tej branży "bo nie i już", to poziom dość mizerny, nieprawdaż?
    więc, czemu nie zgłosiłeś się bezpośrednio do źródła? Skoro znałeś tych ludzi, to z pewnością mogłeś dowiedzieć się o szczegółach w samej firmie - po co ci była agencja do tego?

    Oczywiście, na co dostałem odpowiedź od nich - "outsource'ujemy". Więc uderzałem dalej do tejże agencji.
    Dla mnie jako kandydata - jawiłem się jako dość ciekawy potencjalny pracownik.
    i tu pojawia się właściwy problem - bo dla drugiej strony tak nie było. Możliwe, że dla samej firmy i owszem byłbyś ciekawym kandydatem, ale dlaczego miałaby ona zapłacić agencji za znalezienie osoby spoza branży, skoro umawiali się za poszukiwania w tej konkretnej.

    A może nie umawiali się? Skąd kandydat ma to wiedzieć? Często ogłoszenie jest, a zatrudnia się kogoś innego, kto się pojawił. Czy jeśli zjawi się ktoś ciekawy to skreślamy go, ponieważ nie jest wysokim brunetem, lub nie jest przedstawicielem rasy aryjskiej? A zwykła kultura powinna nakazać choćby kandydatowi odpowiedzieć gdy kilka razy o to prosi i to całkiem grzecznie.
    Problem rozmowiązałby się, gdybyś udał się do firmy (którą przecież znałeś, i ludzi, i kontakty...) i zaaplikował bezośrednio, ewentuanie porozmawiał z osobami w tej firmie na ten temat.

    Dzwoniłem i rozmawiałem - outsourcing, potwierdzili, że rekrutuje dla nich ta agencja i żebym się skontaktował z tą właśnie agencją, bo taką mają umowę z nią. To duża korporacja i temat zlany był tzw. "sikiem prostym gotyckim". Z ich prezesem w golfa nie grałem, żeby tak pracę sobie tam załatwić. Rozmawiałem z kilkoma ludźmi (na podobnym stanowisku na obszarze północnej Polski w tej firmie) i wiem, że oni nie pochodzili z firm konkurencyjnych - tylko z hurtowni elektrotechnicznych. I teraz inne hurtownie obsługiwali. Ja to JUŻ robiłem w poprzedniej firmie.
    Na ogłoszenie odpowiadałem kilka razy, bo pół roku było non stop publikowane.
    no i w końcu zadzowniłeś i się dowiedziałeś, że cię nie zaproszą. Łaski bez, po co się na siłę wpraszać?

    Wiesz, z takim podejściem "nie wpraszać się" to wiele osób wysyła CV na każde pojawiające się ogłoszenie i nigdy się nie stara dowiedzieć co z jego aplikacją się dzieje. Ja na pierwszą aplikację tam poświęciłem ze dwie godziny, na kolejne mniej, ale łącznie powiedzmy ze 3-4 godziny mojego życia zużyłem. Można oczekiwać chociaż jednego krótkiego maila, sztampowego "niestety, poszukujemy kogoś innego, dziękujemy za złożenie aplikacji".
    zbieżności usłyszałem "ale ja się nie znam i dla mnie to jest inna branża". Już mi wtedy nerwy puściły i odpowiedziałem, że "Wypadałoby się dowiedzieć trochę o branży, skoro przez pół roku nie umie Pani znaleźć osoby na to stanowisko" i się pożegnałem.
    No i sobie poużywałes na Pani z agencji, która później spokojnie zajeła się swoją pracą, a ciebie to dalej męczy.

    Biorąc pod uwagę moją rozmowę z tą Panią, to raczej ja bym mógł powiedzieć, że to ona poużywała sobie na mnie.
    Ja rozumiem, że niektórzy są tak tępi, że ich notesy mają szerokość jednego cala i nie dadzą rady przejść do pokrewnej branży.
    Inni tępi, ja OK. Witek, co to za poglądy? Trzeba szanować drugich...ale rozumiem, emocje wciąz trzymają :)

    Emocje to miałem dawno temu :) Teraz to powoduje u mnie tylko uśmiech politowania.

    Zauważ, że kariera w jednej branży, ba! jednej firmie! to taki relikt przeszłości, czasów komuny, gdy ktoś zaczynał pracę w jednej firmie i kończył w niej. Było pełno takich ludzi. Teraz jest inaczej, wielu ludzi po prostu chce odmiany, często firmy zmieniają kadrę co jakiś czas. A HR mam wrażenie działa dalej wedle zasady, iż jeden człowiek = jedna branża/produkt/usługa. A najlepiej to jedna firma.

    Są od tego wyjątki. Agencja HR która mnie znalazła do obecnej firmy sama z siebie mnie zarekomendowała klientowi, na podstawie aplikacji którą wysłałem może z pół roku wcześniej, na kompletnie inne stanowisko (sprzedaż w br. informatycznej). Biorąc pod uwagę zakres obowiązków to w przypadku wielu HR'ów w opisie stanowiska stałoby:
    - co najmniej 5 lat doświadczenia w sprzedaży łożysk
    - co najmniej 3 lata doświadczenia w sprzedaży zagranicznej
    - znajomość co najmniej 4 języków obcych
    - wykształcenie wyższe związane ze stanowiskiem

    Żadnego z tych punktów nie spełniałem, a jednak... Gdyby jeszcze było tak, że płaca jest niska to można by zrozumieć, że "szukano kogokolwiek", ale tak też nie jest.
    Ja sądzę, że umysł mam otwarty i potrafię się odnaleźć wszędzie.
    Jeszcze na poczatku pisałeś, że mało kto ogarnia wszystkie branże - dlaczego Ty miałbyś być wyjątkowy?

    Ja nie mówię, że ogarniam, ja mówię, że potrafię ogarnąć. To jest spora różnica.
    Właśnie to po raz wtóry udowadniam. Dlatego nie lubię być przez nikogo wsadzany do worka "bezmózgie debile" w taki sposób.
    W całej historii nie powiedziałeś, że Pani z agencji nazwała cię "bezmózgim debilem" :) czy ktoś kiedyśnazwał cię "bezmózgim debilem" - nie sądzę ... więc czemu tak się czujesz?

    Nie powiedziałem, ale użyła czegoś podobnego. Uogólniła, że "wszyscy co do mnie dzwonią to bezmózgie debile", czy jakoś tak... Trafiłeś z pierwszą myślą :) Może było bezmózdzy idioci, albo sami idioci? Nie pamiętam i jest to mało ważne. W każdym bądź razie znam trochę ludzi, którzy gdy mają zrobić coś "nowego" to mają niesamowity problem to zrobić - i o nich to mówiłem. W poprzedniej firmie choćby, gdy kazałem jednej osobie napisać jakieś "ładne pismo z przeprosinami za brak realizacji zamówienia" to usłyszałem, że "nie wiem jak to napisać". I nie, nie chodziło o to, że nie wie jak worda odpalić, po prostu nie umiała pisma sklecić. Bo nigdy tego nie robiła. Nie była to jakoś szczególnie głupia osoba, po prostu - "nie robiła", więc "nie wie jak".
    Teraz wskoczyłem do nowej branży i czuję się jak ryba w wodzie, poznaję nowe rzeczy, nowe możliwości rozwoju, po prostu na razie bajka.
    Czyli wszystko ułożyło się po twojej myśli - masz super pracę i na co ci było to spotkanie w agencji.

    Wtedy pracy nie miałem, a oferta była wrzucana przez cały mój okres wypowiedzenia, a później bezrobocia, dodatkowo mnie irytując, bo tak naprawdę chcąc być "dalej w branży" to było tak naprawdę JEDYNE ogłoszenie, do tego wręcz się zdawało szyte na miarę. I jak w przypadku wielu ogłoszeń mogłem zrozumieć, że "nie ma Pan doświadczenia w branży", tak usłyszeć to tutaj to był jakiś dowcip :)
    Paragraf 22 - proces rekrutacyjny wybierający osoby, które często po prostu mają dość branży, ale się jej trzymają, bo tylko tam pracę mogą znaleźć, gdyż tak się rekrutuje pracowników. Idealnie.
    jeżeli osoba ma dość swojej branży, to nikt jej nie zmusi do podjęcia pracy w tej samej branży,

    Chwilka, instynuujesz, że jeśli ktoś ma dość pracy to przestanie pracować? A za co się utrzyma? Jeszcze nie ma tak w tym kraju, że po paru latach pracy można iść na emeryturę... :)

    Co z tego, że ma dosyć, jeśli jedyną inną pracę jest w stanie dostać w tej branży do której trafił kiedyś tam? Po prostu będzie pracować mało efektywnie, mało wydajnie...

    pozdrowiska :)
    ale zasypało dziś :)

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Rekrutacja i selekcja w temacie Czego nie lubicie u rekrutowanych?
    9.10.2009, 18:07

    Mariusz Perlak:
    to już jest nadinterpretacja kandydata - jeżeli w ogłoszeniu napisano w branży X, to takich kandydatów się oczekuje - choćby nawet branza Y była ta sama. Zakładamy, że osoba pisząca ogłoszenie wiedziała czego chce - a z wszelkiego "co autor miał na myśli" wychodzą właśnie kwiatki o których pisaly koleżanki.

    Ale zakładasz, że rekrutujący zna obie branże idealnie. A tak często nie jest, bo nie da się ogarnąć tajników wszystkich branż. Gdyby przenieść taki sposób selekcji na warzywniaki, to osoba która sprzedawała wcześniej ogórki - nie może sprzedawać pomidorów, ponieważ nie ma doświadczenia w branży... Powiedz szczerze, ten od ogórków się nie nadaje pomidorów?

    Ja akurat piję do sytuacji gdy pewna agencja HR dość chamsko zachowała się dając feedback (o który męczyłem bite dwa tygodnie po 3-ciej aplikacji). Sytuacja prosta - ja z firmy z branży elektrotechnicznej, producent, źródła światła też robił, nawet można by powiedzieć, że jeden z głównych profili produkcji. Poszukiwany był osobnik o moim doświadczeniu do firmy-producenta z branży oświetleniowej. Wręcz szło się domyśleć o którego chodzi z ogłoszenia. Znałem całkiem dobrze, uczestniczyłem w wielu ich szkoleniach i ludzi z tej firmy znałem, jak również miałem sporą ilość kontaktów i wiedzę z tej branży, bo sprzedaż idzie prawie tymi samymi kanałami. Dla mnie jako kandydata - jawiłem się jako dość ciekawy potencjalny pracownik. Na ogłoszenie odpowiadałem kilka razy, bo pół roku było non stop publikowane. Rozumiem, gdybym odpadł, bo znaleziono kogoś innego na to miejsce. Ale tak się nie stało, szukano i skreślano jak leci. W końcu się dowiedziałem "To ogłoszenie nie jest dla Pana, bo jest Pan z innej branży", a gdy wytłumaczyłem (po raz kolejny, bo w każdym liście motywacyjnym pisałem to samo, choć innymi słowami - ale po co czytać, wystarczy skończyć na pierwszej pozycji "firma" w CV) na czym polegają zbieżności usłyszałem "ale ja się nie znam i dla mnie to jest inna branża". Już mi wtedy nerwy puściły i odpowiedziałem, że "Wypadałoby się dowiedzieć trochę o branży, skoro przez pół roku nie umie Pani znaleźć osoby na to stanowisko" i się pożegnałem.

    Ja rozumiem, że niektórzy są tak tępi, że ich notesy mają szerokość jednego cala i nie dadzą rady przejść do pokrewnej branży. Ja sądzę, że umysł mam otwarty i potrafię się odnaleźć wszędzie. Właśnie to po raz wtóry udowadniam. Dlatego nie lubię być przez nikogo wsadzany do worka "bezmózgie debile" w taki sposób.

    Teraz wskoczyłem do nowej branży i czuję się jak ryba w wodzie, poznaję nowe rzeczy, nowe możliwości rozwoju, po prostu na razie bajka. Oczywiście, w przyszłości rekrutujący będą myśleć, że "nigdzie indziej nie mógł pracy znaleźć", lub "nie wie czego chce, nie ma swojej branży, my takich osób nie chcemy". Paragraf 22 - proces rekrutacyjny wybierający osoby, które często po prostu mają dość branży, ale się jej trzymają, bo tylko tam pracę mogą znaleźć, gdyż tak się rekrutuje pracowników. Idealnie.

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Rekrutacja i selekcja w temacie Czego nie lubicie u rekrutowanych?
    6.10.2009, 21:25

    Edyta Albrecht:
    ...znaczy robiłech chyba kiedyś, ale mi ze stoczni nie wydali...czy jakoś tak. Nie pamiętom.

    Yyyy... Na stoczni robił i godo po śluńsku? Na Kaszuba to nie brzmiało :P Raczej brzmiało na "Pana Heńka", który pospawa wszystko, certyfikat nieważny, ale w całym mieście nie ma takiego drugiego magika ;)

    Co do spełniania wszystkich wymogów formalnych, to przykładowo - wymagane doświadczenie 3 lata w branży X, a jest tylko 2 lata i 11 miesięcy? :) Albo poszukiwany ktoś do producenta branży A, która ma w 80% zbieżny rynek dystrybucji z producentem branży B (80% to te same firmy są odbiorcami dla A i B, a branże są jak mówiłem - pokrewne), to jeśli wymóg jest doświadczenia "w branży", to osoba z branży B może aplikować, czy nie?

    Dla kandydata, który zna rynek taki dobór formalny jest dziwny, bo zna produkty innych branż, zna rynek, wie o co chodzi i nic tylko pracować, a dla rekrutującego to różnica niesłychana... :)

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie ABY POMÓC W 48 GODZIN w temacie [MOTO] Pomoc w wyborze/ zakupie samochodu

    Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy ABY POMÓC W 48 GODZIN

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Rekrutacja i selekcja w temacie Czy chętnie zatrudniacie osoby zwolnione?
    4.10.2009, 13:52

    Z mojej przygody w tym roku wynika, że lepiej, aby pracownika pracodawca zwolnił, niż aby zwolnił się sam - jak ja :) Przynajmniej taką opinię usłyszałem od jednego HRowca podczas rozmowy kwalifikacyjnej.

    Co fakt to fakt, osoba bez pracy uznawana jest za gorszą, bo z jakiegoś powodu nie pracuje. Zawsze można coś negatywnego podłożyć w myślach. Pachnie paragrafem 22 - dobrzy pracownicy z dobrych firm rzadko odchodzą, a wszyscy ich chcą. Dobrzy pracownicy którzy z jakiegoś powodu zostają bez pracy - są omijani, ot tak, na wszelki wypadek :)

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Rekrutacja i selekcja w temacie Pracodawca nie ma z czego wybrać
    30.07.2009, 23:10

    piotr michalczuk:
    witaj,
    co do zasady daję. często gęsto odsyłam cv z print screen, gdzie są spacje wypunktowane.
    Mialem tez pare mail'i z info, ze osoba to slyszy pierwszy raz i zwroci uwagę.
    tak jak pisałem jest to dla mnie ważna kwestia. i masz rację - na początku zajmuje czas, potem jest to nawyk.

    To duży plus dla Ciebie, bo feedback często wręcz trzeba wymuszać.

    Jasne, że zajmuje czas, i jeśli to jest nawyk to też ten czas zabiera. Kwestia jest inna - czy ktoś odpowiada "hurtowo", czy też odpowiada na mniejszą ilość ogłoszeń, ceniąc jakość nad ilość.

    Niestety odnoszę wrażenie, że w przypadku osób, które naprawdę muszą jakąś pracę znaleźć, zależy im bardzo i może są zdolne - zaczynają iść na "masówkę". Sam taki etap przechodziłem. Nie oszukujmy się, nie każdy jest purpurową krową i gdy na małe ilości aplikacji nie ma odpowiedzi - idzie się w hurt. Wtedy skreślanie kogoś za takie błędy jest moim zdaniem strzałem we własną stopę. Narzekanie na brak ludzi na rynku pracy, przy bezrobociu wyższym niż 5% jest podejrzane (5% Eurostatu lub np. 8% GUSu).
    a tak na marginesie puknięcie 2 razy entera daje taki sam efekt na Twoim komputerze i może na paru innych, które uzywają tej samej wersji office'a.
    Jesli ktos otworzy go np. w openoffice lub jeszcze gdzies - efekt będzie inny.

    Dlatego ja z definicji wysyłam PDF, chyba, że wyraźnie zaznaczono, że ma być DOC. Wraz z klauzulą, że przepraszam za rozjazd, bo DOC wygenerowany u mnie rozjeżdża się prawie zawsze, czym by nie otworzyć. A u mnie prikrasno.
    a jeśli Ty masz teraz pracę w której to nie ma znaczenia - spoko. być może jednak, głupio Ci będzie jak kiedyś zobaczysz u swojego klienta, partnera czy jeszcze gdzieś swój dokument pokreślony w miejscach gdzie nie chce Ci się edytować.
    No i ktoś będzie miał opinię o Twojej pracy wyrobioną - przynajmniej o jednym z jej aspektów.

    Jeśli ktoś wytyka w dokumentach takie błędy, to poniekąd można uznać, że cała reszta, przekaz, ortografia, stylistyka są poprawne, bo do tego nie było uwag.

    Fakt, ja edytuję dokumenty "jak bozia przykazała", jak pisałeś - nawyk, przynajmniej przy ważnych dokumentach. Chyba, że robię błędy, o których istnieniu nikt mi jeszcze nie powiedział. Nie mniej jednak jestem w stanie zrozumieć taki tok edycji, bo sam go stosowałem, gdy tworzyłem dokument, który nie wychodził ode mnie w formie elektronicznej tylko wydruku, albo jeśli wychodził to był mało ważny. Zawsze wolałem treść od formy i za takie błędy nie skreślałbym nikogo.

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie Rekrutacja i selekcja w temacie Pracodawca nie ma z czego wybrać
    30.07.2009, 17:55

    piotr michalczuk:
    zgadzam się z Twoją oceną Urszula.
    doki jakie do nas obecnie przychodzą (bo mamy parę rekrutacji) to bryndza, bryndza, bryndza - często nawet mega bryndza.
    zwlaszcza na pozycje asystenckie (ps. nie musi byc 25 lat... bo niby czemu?)
    cv, w którym na podglądzie widać, nadużywanie spacji itd., itd., itd.
    bryndza powiadam!

    Oczywiście dajesz im feedback, że robią błędnie? ;) Czy też nieświadomie dalej źle czynią? Bo ja też nieświadomie tak robiłem dość długo, a później świadomie bo szczerze, bawienie się w prawoklik, akapit, klik, klik, klik, klik, klik trochę trwa (właśnie sprawdziłem, u mnie 12 sekund, z czego połowa to czekanie na reakcje Worda), a puknięcie dwa razy entera daje identyczny wizualnie efekt. Jeśli mowa o ludziach wysyłających więcej niż parę CV na tydzień - to wcale się nie dziwię, że starają się przyśpieszyć pisanie, bo im życie zeszłoby na pisanie CV, biorąc pod uwagę statystykę rekrutacyjną...

    Ten wymóg trochę daje do myślenia. A co by było, gdybyś skreślał wszystkie doc'e, przyjmując tylko aplikacje pisane w LaTeX? :))Witold Wilk edytował(a) ten post dnia 30.07.09 o godzinie 17:54

  • Witold Wilk
    Wpis na grupie ABY POMÓC W 48 GODZIN w temacie poszukiwany blog z odwrotną kolejnością wyświetlania...

    Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy ABY POMÓC W 48 GODZIN

Dołącz do GoldenLine

Oferty pracy

Sprawdź aktualne oferty pracy

Aplikuj w łatwy sposób

Aplikuj jednym kliknięciem

Wyślij zaproszenie do