Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

Jan Brzechwa

Przyjście lata


I cóż powiecie na to,
Że już się zbliża lato?

Kret skrzywił się ponuro:
- Przyjedzie pewnie furą.

Jeż się najeżył srodze:
- Raczej na hulajnodze.

Wąż syknął: - Ja nie wierzę.
Przyjedzie na rowerze.

Kos gwizdnął: - Wiem coś o tym.
Przyleci samolotem.

- Skąd znowu - rzekła sroka -
Nie spuszczam z niego oka

I w zeszłym roku, w maju,
Widziałam je w tramwaju.

- Nieprawda! Lato zwykle
Przyjeżdża motocyklem!

- A ja wam to dowiodę,
Że właśnie samochodem.

- Nieprawda, bo w karecie!
- W karecie? Cóż pan plecie?

- Oświadczyć mogę krótko,
Przypłynie własną łódką.

A lato przyszło pieszo -
Już łąki nim się cieszą

I stoją całe w kwiatach
Na powitanie lata.Ten post został edytowany przez Autora dnia 26.10.13 o godzinie 05:09
Robert Węgrzyn

Robert Węgrzyn :-) Kurde ... nie
jestem i nie byłem
posłem ....

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

A ja wstawię cos swojego ...
Kiedyś napisałem to w ramach programu PR dla szkół ...

Bal w Cyferkowie

Dziś z samego rana wieści
W Cyferkowie się rozeszły.
Wieści dobre, daje słowo,
Na bal proszą król z królową.

Każdy szafę już przegląda -
"W co się ubrać by wyglądać
Godnie na okazję taką
I nie wypaść jak ladaco."

Pan Jedynka pełen krzepy
Poleruje epolety -
Jako żołnierz Jego Mości
Musi błyszczeć pośród gości.

Szczupły, smukły, jak kij szczotki,
Ale za to wielce wiotki,
Spodnie z lampasami wkłada:
Cóż za szyk! Co za parada!

Pani Dwójka - wielka dama,
W garderobie już od rana,
Wciąż przymierza suknie nowe -
"Co ja włożę dziś na głowę?
Kapelusik czy też piórka,
Może kwiatek i peruka?
Szpilki obuć czy trzewiki...
Jestem bliska już paniki!"

Pana Trójki nie ma w domu,
Pani Dwójce poszedł pomóc.
Bal dlań to codzienna sprawa,
Zawsze wkłada złoty krawat.

Co dzień schludny i zadbany,
Wciąż wzdychają za nim damy.
W każdej chwili jest gotowy
Przed królewskie ruszyć głowy.

Czwórka jest od rana chora -
Trzeba wezwać doń doktora.
"Wieczór być dziś muszę zdrowa
A tak boli mnie wciąż głowa."

Lekarz już ma lek na bule -
"Aspirynę weź, cebulę,
Potem wygrzej się solidnie,
Do wieczora wszystko zniknie."

Piątka pędzi do fryzjera -
"Ktoś mi włosy sponiewierał!
Niech mi pan je upnie ładnie,
Muszę wypaść dziś powabnie."

"Droga pani, nic na szybko,
Najpierw mycie moja rybko!
Przytnę grzywkę, warkocz splotę,
Na godzinę mam robotę."

A pan Szóstka, daje słowo,
Ma dziś wielki problem z sobą,
Nie obejmie się swym pasem,
Tak to bywa już z grubasem.

Ciastka, pączki, tłuste dania,
Co dzień zjadał dwa śniadania,
Teraz w nic już wejść nie może,
"Jejku, jejku co ja włożę!"

Pan Siódemka to maruda,
Wciąż powtarza: "Czy się uda?
Mam ja dziś obawę wielką,
Że zginęło mi puzderko,
W którym trzymam złotą brochę,
A ją włożyć ma ochotę."
Wciąż swym wielkim nosem kręci,
Uwag służbie też nie szczędzi.

Na poddaszu u Ósemki,
Też od rana słychać jęki -
"Jak tak można, daję słowo,
nie popędzę z mokrą głową,
A tu wieczór już tak blisko,
Czy ja zdążę uprać wszystko?"
Piekli się ósemka srogo,
Tupiąc na swe córki nogą.

Pan Dziewiątka ze spokojem
Pali fajkę na balkonie -
"Ja tam nigdzie się nie spieszę,
Ja ze wszystkim zdążę przecież..."
Co dzień dzieci uczy w szkole
Aby wszystko mieć gotowe.
Posprzątane swe pokoje,
Na wieszakach wszystkie stroje,
"Gdy się o porządek starasz,
Nie przestawiasz rzeczy naraz,
Kiedy goście w odwiedzinach,
Lub gdy bal się rozpoczyna."

Na przedmieściu też dziś cisza,
Bo o balu nikt nie słyszał,
Waćpan Zero z krągłym licem
Nie wychodził na ulicę,
Lecz już dzwoni ktoś do niego -
"Na bal zbieraj się kolego,
Król nas prosi tuż z wieczora,
Dziś na tańce przyszła pora."

Wszyscy wybrać się zdążyli
I na balu się stawili.
Ja tam z nimi także byłem,
Doskonale się bawiłem.
Wkrótce resztę wam opowiem
Lecz dopiero gdy się dowiem,
że w pokoju swym sprzątacie,
I na miejscu wszystko macie.

trochę wiecej na http://sim69.nazwa.pl
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

Marek Grechuta

Muszę dziś wykonać plan


Słońce zaświeciło nam...bam
muszę więc wykonać plan - sam
wybudować domek z klocków
tak oszczędnie po krakowsku
wybudować domek z klocków
tak przepięknie po krakowsku

Żeby kiedy spadnie deszcz
krasnoludek mógł tam wejść
żeby mógł spokojnie zjadać
mleczną zupkę na obiadek

Bo ja tego znieść nie mogę
że do mleka leją wodę
do sałaty sypią piasek
pchają sznurek do kiełbasek

Słońce zaświeciło nam... pstryk
muszę więc wykonać plan - w mig
wstawaj mamo wstawaj tato
na wycieczkę woła lato
wstawaj mamo wstawaj tato
gdzieś nad rzeczkę woła lato

Wywietrzymy nos i koc
by zapachniał trawą w noc
kiedy spocznę w nim jak kloc
szumiącego drzewa

Bo ja tego znieść nie mogę
że nie dbacie o przyrodę
z mego okna widok marny
chodnik szary asfalt czarny
stoi słupek zamiast drzewa
nic nie rośnie nie dojrzewa
krasnoludek się zatruje
no a kto postawi dwóję?

Tydzień pod Giewontem

Poniedziałek
Giewont do dwunastej sypia
Gdy słońce zawraca
leży dalej, bo dziś wstawać
już się nie opłaca

Wtorek
Dzisiaj weźmie się kwarcówkę
bo na dworze plucha;
nos i broda się zaświecą
jak smażona klucha

Środa
Giewont w mgle wieczornej znika
nagle jak kamfora
pewno poszedł oparzenia
leczyć u doktora

Czwartek
Wrócił, leży jak złapany
w sidłach skalnych szczelin
cały śniegiem otulony
jak w gipsowej bieli

Piątek
Giewont łyka, bo mróz chwycił
słońca aspirynę
poci się i rozkopuje
puchową pierzynę

Sobota
Śpi spokojnie i śni mu się
choć go boli noga
że rycerzem jest co zniszczył
wawelskiego smoka

Niedziela
Wypoczywa i oddycha
oddycha głęboko
pod namiotem z błękitnego
tlenu - hen wysoko

Pochwała kolejki domowej

Jedzie pociąg jedzie
wiezie ludzie wiezie
puszcza dymu szare kłęby
powiedz mi sąsiedzie
dokądże ty jedziesz
bo ja do Szklarskiej Poręby

Jadę tam do lasu
jadę do sarenki
jadę sobie zbierać grzyby
będę się opalać
będę w słońcu walać
niech poparzą mnie pokrzywy

Dam mamusi spokój
spokój tatusiowi
niechaj sobie raz odpoczną
jedno mnie ciekawi
co oni beze mnie
co oni beze mnie poczną

Kto im będzie zbierał
okruchy ze stołu
na błękitną ciężarówkę
a gdy spadnie igła
albo szpulka nici
wyśle pod krzesło taksówkę

Kto z syreną wyśle
szybkie pogotowie
po proszek od bólu głowy
a po te ostatnie
zapałki pod stołem
zbierze szybko straż ogniową

Jedzie pociąg jedzie
wiezie ludzie wiezie
puszcza dymu szare kłęby
powiedz mi sąsiedzie
dokądże ty jedziesz
bo ja do Szklarskiej Poręby

Jadę tam do lasu
jadę do sarenki
jadę zbierać grzyby
po raz pierwszy jadę
do prawdziwej stacji
jadę pociągiem prawdziwym
Michał M.

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

Proponuję przypomnieć sobie piosenkę Kubusia Puchatka.

Alan Alexander Milne

Kubuś Puchatek
tłum. Irena Tuwim-Stawińska

piosenka z rozdziału VIII

Hejże ha! Niech Kubuś żyje!
Niechaj tyje, je i pije!
Czy przy środzie, czy przy wtorku
On w miodowym jest humorku.
I niewiele o co dba,
Gdy na nosie miodek ma!
Więc śpiewajcie dzisiaj wszyscy
Hymn na cześć Puchatka-Misia,
Który swe Conieco zje
Za godzinę lub za dwie!

A wszystkim Czytelnikom miłego wieczoru - w miodowym humorze.Michał Maczubski edytował(a) ten post dnia 09.08.08 o godzinie 21:55
Krzysztof Grzegorz Sufa-Chrostowski

Krzysztof Grzegorz Sufa-Chrostowski Menedżer, grafik,
projektant wnętrz,
freelancer

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

Baśń o stalowym jeżu - Jan Brzechwa

Na ulicy Czterech Wiatrów
Niedaleko Bonifratrów
Do zachodnich ścian przytyka
Sklep Magika Mechanika.
Sklep ten zawsze jest zamknięty,
Lecz przez okno wystawowe
Widać różne dziwne sprzęty,
Różne części metalowe,
Tajemnicze instrumenty,
Automaty, lalki, skrzynki,
Nakręcane katarynki,
Śpiewające psy i świnki.

Z głębi sklepu znad stolika
Patrzą oczy Mechanika.
Widać jego twarz niemłodą,
Okoloną rudą brodą,
Duże uszy, nos spiczasty
I krzaczaste brwi jak chwasty

Całe noce Magik siedzi
Pośród zwojów drutu z miedzi,
Warzy zioła, praży kwasy
I uciera kuperwasy.
Kto zobaczy Mechanika,
Tego zaraz lęk przenika,
Ten ucieka od wystawy,
Choćby nawet był ciekawy.

Dnia pewnego w październiku
Napłynęło chmur bez liku,
Runął wicher porywiście,
Poleciały żółte liście,
Zaciemniły się błękity,
Zgęstniał mrok niesamowity.
Snadź żałosny śpiew jesieni
Albo napływ nocnych cieni,
Albo gwiazd zupełny zanik
Sprawił właśnie, że Mechanik
Usnął nagle przy stoliku
Dnia pewnego, w październiku.

Spał jak kamień. A tymczasem
Drzwi rozwarły się z hałasem
I ze sklepu na ulicę
W noc, w jesienną nawałnicę
Wybiegł z chrzęstem jeż stalowy
Miał przyłbicę zamiast głowy,
Od przyłbicy aż po pięty
W stal hartowną był zaklęty.
Miał też pancerz - z każdej strony
Mnóstwem igieł najeżony,
Nadto miecz ze stali twardej,
Tarczę tudzież halabardę.

Jeż przez chwilę nasłuchiwał,
Coś wspominał, coś przeżywał.
Spojrzał w noc październikową
I zacisnął pięść stalową.
W krąg ulica była pusta.
Mrok narastał, wiatr nie ustał,
Deszcz jesienny w szyby chlustał.

Co się stało, to się stało,
Widać tak się stać musiało,
Jeż więc naprzód ruszył śmiało,
Pędził w dal opustoszałą,
Pod murami się przemykał
I w zaułkach ciemnych znikał.
A gdy biła jedenasta,
Jeż opuścił mury miasta.

Minął sady i ogrody,
Przebiegł szybko gaik młody,
Aż wydarłszy się zawiei
Jeż stalowy dopadł kniei.
Tu odetchnął. Leśne zmory
W dziuplach jadły muchomory,
W opuszczonym jarze strzygi
Odprawiały na wyścigi
Swoje pląsy i podrygi,
Wiedźmy spały w gniazdach wronich,
Sowy piały, a koło nich,
Wyskoczywszy na wierzchołek,
Na piszczałce grał Dusiołek.

Jeż przez chwilę odpoczywał,
Coś wspominał, coś przeżywał,
Lecz niebawem ruszył dalej,
Budząc wiedźmy chrzęstem stali.

Brzask od wschodu jaśniał złudnie,
A Jeż zdążał na południe,
Stanął właśnie na polanie,
Gdy znienacka, niespodzianie
Ujrzał tam, gdzie rzednie knieja,
Czarodzieja Babuleja.

Miał Babulej łeb jak skała,
Z nozdrzy para mu buchała,
Wylatywał ogień z gęby,
Miał ramiona jak dwa dęby,
Każdą nogę miał jak wieża.
Gdy się ocknął, spostrzegł Jeża.

Był Babulej tak potężny,
Że Jeż mężny i orężny
Zbladł - o ile jeże bledną,
Ale to jest wszystko jedno.
Rzekł Babulej: "Hej, rycerzu,
Hej, stalowy dzielny Jeżu,
Jaka moc i jaka władza
Do tej kniei cię sprowadza?
Czy przybywasz do mnie w gości,
Czy chcesz zabrać moje włości,
Czy też cel masz niedościgły,
Aby we mnie wbić swe igły?"

Jeż zawołał: "Dobrodzieju,
Czarodzieju Babuleju,
Od przyłbicy aż po pięty
Jam stalowy Jeż - zaklęty
Przez Magika Mechanika -
I wprost żałość mnie przenika,
Kiedy patrzę na mą zbroję,
Na stalowe igły moje.
Twoja mądrość jest bez miary,
Powiedz, jak mam zrzucić czary?
Dokąd iść mam? Wskaż mi drogę,
Bo tak dłużej żyć nie mogę."

Zastanowił się Babulej
I do Jeża rzekł już czulej:
"Z tej krynicy wody ulej.
Kiedy nią przemyjesz oczy,
Wnet przed tobą się roztoczy
Gładka droga. Idź nią żwawo,
Byle w prawo, zawsze w prawo!
Gdy dotrzymasz tego święcie,
Spadnie z ciebie złe zaklęcie."
Jeż uściskał Babuleja.
"W tobie cała ma nadzieja"-
Rzekł z wdzięcznością. Bez przeszkody
Nalał w dłoń cudownej wody,
Wodą plusnął sobie w oczy,
Aż tu nagle się roztoczy
Droga gładka, lecz zawiła:
Cała we mgle się gubiła,
Porośnięta przy tym była
Migotliwą srebrną trawą.
Jeż tą drogą ruszył w prawo.

Szedł bez przerwy aż do zmroku,
Nie zwalniając nawet kroku,
Ani nie jadł, ani nie pił,
Tylko chłodem się pokrzepił.
Dziwne dziwy widział z lewa:
Migdałowe kwitły drzewa,
Kolorowych słońc ulewa
Oblewała piękne place,
Na nich domy i pałace,
A w pałacach rajskie ptaki,
A w ogrodach złote maki,
A wokoło mleczne rzeki
Zdążające w świat daleki.

Jeża złudy nie skusiły.
Wytężając wszystkie siły,
Ciągle w prawo szedł po drodze,
Pamiętając o przestrodze.
I po stronie właśnie prawej
Ujrzał Jeż rtęciowe stawy.
Falowała rtęć srebrzyście
I srebrzyła się faliście,
I jaśniała uroczyście,
Blask rzucając na wybrzeża,
Na dal mroczną i na Jeża.

Jeż przed siebie śmiało dążył,
W żywym srebrze się pogrążył
I przez rtęci śliskie fale
Płynął silnie i wytrwale.
Stoczył przy tym bój zajadły,
Bowiem zewsząd go opadły
Wygłodniałe, złe trytony,
Ale on, niezwyciężony,
Mieczem rąbał i wywijał,
Aż je wszystkie pozabijał.
Gdy Jeż stawy wreszcie przebrnął,
Połyskiwał zbroją srebrną.

Kroczył naprzód niestrudzony,
Rtęcią złudnie posrebrzony,
Miecz wyostrzył, jak należy,
A gdy mrok się rozlał szerzej,
Zszedł w Dolinę Nietoperzy.
Czuł, że bój nie będzie błahy:
Nietoperze z kutej blachy,
Z metalicznym skrzydeł chrzęstem,
Uderzyły rojem gęstym,
Ćmy blaszane o północy
Przyleciały do pomocy,
A ze szczelin pełzły strachy,
Nocne strachy z kutej blachy.

Jeż odważnie się najeżył,
Halabardą się zamierzył,
Wpadł w sam środek nietoperzy
I na oślep ciął z rozmachem
Napastliwą groźną blachę.
Ciem padały całe stosy,
A on wciąż zadawał ciosy,
Nietoperzy chmary tępił,
Tarczę pogiął, miecz przytępił,
Deptał blachę pokonaną,
A gdy bój się skończył rano,
Stwierdził Jeż swój tryumf świeży,
Więc z Doliny Nietoperzy,
W której posiał śmierć i trwogę,
Wyszedł znów na gładką drogę.

Mgła, jak zwykle, drogi strzegła,
Droga prawą stroną biegła.
A gdy świt był niedaleko,
Stanął Jeż nad wielką rzeką.
Nurt burzliwy i spieniony
Tworzył wiry z prawej strony.
Jeż to zoczył, lecz nie zboczył,
Tylko w środek wirów skoczył.
Płynął śmiało jak na połów,
A gdy przemógł moc żywiołów,

Ujrzał Wyspę Trzech Bawołów.
Był na wyspie las potężny,
Nie drewniany, lecz mosiężny,
Z lasu, sadząc przez wądoły,
Wyskoczyły trzy bawoły
I ruszyły wprost na Jeża,
Który dotknął już wybrzeża.
Ziemia drżała, tratowana
Przez bawoły. Gęsta piana
Wystąpiła im na pyski,
W ślepiach drgały krwawe błyski,
A kopyta ich potężne,
Nie zwyczajne, lecz mosiężne,
I mosiężne wielkie rogi
W sposób groźny i złowrogi
Skierowały się na Jeża:
Tylko bawół tak uderza.
Jeż, do walki już gotowy,
Wyjął z pochwy miecz stalowy,
W bok uskoczył i zawzięcie
Rąbnął mieczem. Straszne cięcie
Zmiotło sześć bawolich rogów,
Które spadły wśród rozłogów.
Ich mosiężny dźwięk rozbrzmiewał,
O mosiężne tłukł się drzewa
I przez echo powtórzony,
Brzmiał i grzmiał na wszystkie strony.

A bawoły chyląc głowy
Legły rzędem. Jeż stalowy
Stał podparty halabardą
I przyglądał się z pogardą
Pokonanym swoim wrogom
I mosiężnym wielkim rogom,
Po czym w prawo ruszył drogą.

Dziwne dziwy widział z lewa:
Z białych skał sfrunęła mewa
Trzepotliwa, śnieżnobiała,
W dziobie złoty klucz trzymała,
Kluczem skały otwierała,
Otwierała złote bramy,
Skarbce, zamki i sezamy.

On szedł w prawo, ciągłe w prawo,
Gardził złotem, gardził strawą,
Szedł bez przerwy, aż do zmroku,
Nie zwalniając nawet kroku.
Ani nie jadł, ani nie pił,
Tylko chłodem się pokrzepił.

Kiedy tak przez piachy kroczył,
Z pochwy naraz miecz wyskoczył
I pofrunął w dal z łoskotem,
Tarcza za nim w ślad, a potem
Halabarda, mknąc przed siebie,
Znikła szybko w nocnym niebie.

Jeż oniemiał, Jeż się zdumiał,
Ale zanim coś zrozumiał,
Jakaś siła niebywała
Nagle z ziemi go porwała
I poniosła jak źdźbło słomy
W świat daleki, niewiadomy.

Jeż w niezwykłym swoim locie
Widział gwiazd jarzących krocie,
A pod sobą czarną chmurę,
A przed sobą wielką górę
Niebotyczną i wyniosłą -
Do niej właśnie Jeża niosło.

Jeż wytężył wyobraźnię,
Wzrok wytężył i wyraźnie
Widział teraz i miarkował,
Że to Góra Magnesowa
Z dali ciemnej się wyłania,
Że jej siła przyciągania,
Nieodparta i straszliwa,
Stal unosi i porywa.

Leciał Jeż jak srebrna kula,
Brzęczał tak jak pszczoła z ula,
Góra przed nim w oczach rosła
Niebotyczna i wyniosła,
Wreszcie gniewny i ponury
Przylgnął Jeż do zbocza góry.

Stał bezbronny, pełen trwogi,
Magnes więził jego nogi
I krępował wszystkie ruchy,
Tak jak muchę lep na muchy.

Chcąc się wydrzeć z tej niewoli,
Jął poruszać się powoli,
Jął powoli piąć się w górę,
Nie zważając na wichurę.
Szedł pięć godzin, aż o świcie
Wreszcie znalazł się na szczycie.

Był tam pałac z gwiazd wysnuty
I był człowiek w złocie kuty
I obuty w złote buty.
A dokoła w barwnej śniedzi
Stali ludzie z brązu, miedzi
I z mosiądzu, i z ołowiu -
Stali wszyscy w pogotowiu.
Władca Góry Magnesowej

Do zdobyczy swojej nowej
Krzyknął: "Jam jest w złocie kuty
I obuty w złote buty,
Bezprzykładna dzielność twoja
Ani pancerz, ani zbroja
Nie uchronią cię przede mną.
Ja mam taką moc tajemną,
Że się tylko stalą żywię
I na górze tej szczęśliwie
Miedzią, brązem i mosiądzem
Jak posłusznym ludem rządzę.
Broń się, Jeżu! Mam ochotę
Stal twą przebić ostrzem złotym!"

Jeż zawołał: "Niech się stanie!
Chodź, przyjmuję twe wyzwanie.
Nie mam miecza ani tarczy,
Ale igieł mi wystarczy!"
Po tych słowach pięść zacisnął,
Złoty rycerz tarczą błysnął,
Błysnął złotym swym pancerzem,
A gdy stanął tuż przed Jeżem,
Porwał szybko w dłoń waleczną
Złotą klingę obosieczną.

Zawrzał bój. I brzęk metali,
Naprzód złota, potem stali,
Dookoła się rozlegał
I wraz z echem w dal wybiegał.
Nagle dopadł Jeż rycerza
I straszliwa igła Jeża
W pancerz wbiła się ze zgrzytem.
Rycerz zachwiał się, a przy tym
Krwi czerwonej kropla spadła,
Krew trysnęła na wiązadła,
Na napierśnik, na przyłbicę,
Na stalowe rękawice.

Właśnie krwi tej kropla świeża
Złe zaklęcie zdjęła z Jeża.
Pękła stal, przyłbica spadła
I dziewczyny twarz pobladła
Wyłoniła się ze stali,
A tu stal pękała dalej,
Opadała jak łupina -
Wyszła z niej na świat dziewczyna
Jawiąc wdzięki swe dziewczęce
I dziewczęce białe ręce,
I kibici kształt powabny,
Obleczony w strój jedwabny.
Rycerz patrzał ze zdumieniem,
Podszedł, objął ją ramieniem
I na jego pierś złocistą
Łza jej spadła kroplą czystą.

I - o Boże! - łza ta świeża
Zdjęła czary złe z rycerza,
Złoto spadło zeń. Okowy
Władcy Góry Magnesowej
Nie zdołały już się ostać
I młodzieńca piękna postać
Przed dziewczyną kornie stała,
A dziewczyna promieniała,
Biale ręce wyciągała.

Świat spowiła mgła róźowa,
W mgle tej Góra Magnesowa
Rozpłynęła się, przepadła,
Tak jak nikną złe widziadła
I dokoła zaszła zmiana
Niewidziana, niespodziana:
Migdałowe kwitły drzewa,
Kolorowych słońc ulewa
Oblewała piękne place,
Na nich domy i pałace,
A w pałacach rajskie ptaki,
A w ogrodach złote maki,
A dokoła mleczne rzeki
Zdążające w świat daleki.

Cały bezmiar grał i śpiewał.
Z białych skał sfrunęła mewa,
Trzepotliwa, śnieżnobiała,
W dziobie złoty klucz trzymała,
Kluczem skały otwierała,
Otwierała złote bramy,
Skarbce, zamki i sezamy.

A młodzieniec rzekł najczulej:
"Zaczarował mnie Babulej,
Zakuł w złoto swym zaklęciem,
A ja jestem sławnym księciem,
Dzielnym księciem Złotowojem,
Właśnie jesteś w państwie moim."

"A ja - rzekła mu dziewczyna -
Jestem panna Klementyna,
Pasierbica Mechanika -
Śledziennika i magika.
Ach, to złośnik jest nieczuły,
Jego słowa mnie zakuły
W stal okrutną, w postać Jeża,
Który nie wie, dokąd zmierza."
"Porzuć troskę nadaremną -
Rzekł Złotowój. - Zostań ze mną.
Mowie serca chciej uwierzyć,
Pragnę z tobą życie przeżyć,
Będziesz dobrą moją żoną,
Szanowaną i wielbioną,
Mieszkać będziesz w tych ogrodach,
Wchodzić będziesz po tych schodach,
Siedzieć będziesz na tym tronie,
Jak przystało mojej żonie!"

Klementyna się zgodziła,
Była dobra, była miła,
Z mężem dużo lat przeżyła
W wielkim szczęściu i bez waśni -
I to właśnie koniec baśni.

Na ulicy Czterech Wiatrów
Niedaleko Bonifratrów
Do zachodnich ścian przytyka
Sklep Magika Mechanika.
Sklep, zamknięty na trzy spusty,
Jest od dawien dawna pusty,
Lecz przez szybę wystawową,
Gdy do szyby przylgnąć głową,
Widać wielką pajęczynę.
Pająk wątłą swą tkaninę
Utkał z nudów i z nawyku
Dnia pewnego, w październiku.
Michał M.

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

Szczególnie bliski mi jest ten wiersz Brzechwy. Aż chce się tańczyć - raz, dwa, trzy.
Anna B.:
Julian Tuwim

Dwa Michały

(...)
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

HYMN PRZEDSZKOLA NR 2
„POD SŁONECZKIEM”
W WĘGROWIE

I. Gdy przecieram oczy rano,
buzię jeszcze mam zaspaną –
myślę sobie: ale zmora!
Aż tu nagle przypominam:
Przecież idę do przedszkola!
I pojawia się radosna mina.

Ref. Bo w przedszkolu „Pod Słoneczkiem”
sto promyczków wciąż się złoci.
taki promień każde dziecko
w swoim sercu tu przynosi.

Aż uwierzyć trudno, ile
tych klejnotów tu przebywa,
więc przedszkole zasłużyło,
by słonecznie,
by słonecznie się nazywać!

II. Gdy słoneczko czasem chowa
za chmurami swoją głowę
a promyki smętnie mokną,
wtedy pytam: gdzie jest słońce?
Parasolkę do rąk biorę,
a słoneczko przecież jest w przedszkolu!

Ref.: Bo w przedszkolu „Pod Słoneczkiem”...

(Autor: Jadwiga Zgliszewska, czerwiec`2003)Jadwiga Zgliszewska edytował(a) ten post dnia 11.08.08 o godzinie 11:01
Jolanta Chrostowska-Sufa

Jolanta Chrostowska-Sufa Redakcja, korekta,
adiustacja, kampanie
internetowe, zlec...

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

Zrobimy sztorm
słowa Jacek Cygan
muzyka Grzegorz Turnau

Na morzu powtarzają,
Na lądzie powtarzają,
że dzieci i ryby
dziś głosu nie mają.
Musimy wspólnie wytłumaczyć,
że oni robią błąd.
I wiecie co?
I wiecie co?
Zrobimy sztorm!
Więc my będziemy szumieć,
a wy będziecie wiać.
Zrobimy straszne fale, a wy zrobicie wiatr.
Więc my zrobimy "szuuuu",
a wy zrobicie "wiuuu".
Uwaga zaczynamy,
Trzymajcie się burt!
Lecz każdy sztorm się kończy
i zawsze po sztormie
wychodzi piękne słońce
i morze jest spokojne,
i wszystkie trudne sprawy
na grzbiecie delfina
żeglują do tej wyspy,
jaką jest dobry finał.

Zrobimy sztorm, słowa Jacek Cygan, muzyka i wykonanie Grzegorz Turnau
Jolanta Chrostowska-Sufa

Jolanta Chrostowska-Sufa Redakcja, korekta,
adiustacja, kampanie
internetowe, zlec...

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

Szalony medyk
słowa Andrzej Domalik
muzyka Grzegorz Turnau

Ziemia drży i dudnią dzwony.
Oto pędzi medyk szalony.
Jest wezwanie? Rzecz to święta!
Los podesłał mi pacjenta!
To okazja niesłychana,
zordynować tego pana!
Już diagnozy leci iskra:
żadnej szansy dla ministra!
Na psychozy mam narkozy.
Na wzrok krótki niezabudki.
Na ból głowy krok żółwiowy.
Na zatrucie dziury w bucie.
Niezawodnie oryginalna
medycyna niebanalna.
Puls słabiutki, smętna mina...
Nie pomoże aspiryna!
Pod oczyma duże cienie,
więc wyczuwam nadciśnienie...
Tętno cienkie - jak u lenia,
czyżby chory z urojenia?
Niepotrzebna konsultacja -
OPERACJA! OPERACJA!
Na psychozy mam...
Zażądałem wreszcie Nobla
Oni na to: Zaraz, hopla!
Wymień swoje osiągnięcia!
Więc ja na to - bez zadęcia:
W mej karierze wyśmienitej
raz mi pacjent uszedł z życiem!
A co z resztą ?! -
Krzyczą w gniewie;
Jak to co? To co zwykle!
Reszta W NIEBIE!!!
Na psychozy mam...

Szalony medyk słowa Andrzej Domalik, muzyka i wykonanie Grzegorz Turnau
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

Robert Węgrzyn:
A ja wstawię cos swojego ...
Kiedyś napisałem to w ramach programu PR dla szkół ...

Bal w Cyferkowie

[...]

Robercie, WIERSZ ŚWIETNY i "dydaktyczny"... :)
Gratuluję i... dziękuję!

Bo na pewno zostanie wykorzystany!...
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

W SŁOTĘ – WOLĘ PRZEDSZKOLE

Gdy za oknem jest plucha,
nos przyklejam do szyby.
Kolorową wędrówkę
rozpoczynam na niby.

Szybko mijam kałuże
zimne, duże i mokre.
Żeby nie zmoczyć nóżek,
lepiej wyglądać oknem.

Bo gdy deszczyk i słota –
zanim wiosna nastanie –
wolę siedzieć w przedszkolu
na czyściutkim dywanie!
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

Jesienią tego roku, w którym zmarł JP II - zapragnęliśmy zorganizować w przedszkolu uroczystość środowiskową poświęconą Jego pamięci. Przedszkolaki "znały" Papieża-Polaka. Ale jak im tę postać przybliżyć "poglądowo"? W odniesieniu do tak małych dzieci - materiałów jakby brak... I wtedy przyoblekłam w prosta rymowankę Jego życiorys:

------------------------

PAMIĘTAMY!

W tysiąc dziewięćset dwudziestym roku
i w najpiękniejszym miesiącu maju
mama Emilia i tata Karol
narodzin synka się doczekali.

Potem Mu imię ojca nadano,
gdy chrzest przyjmował w kościele swoim.
I ucieszyło się niebo całe,
że dzieckiem Bożym stał się Karolek.

Jednak niedługo szczęście gościło
w przytulnym domku państwa Wojtyłów.
Kiedy Karolek skończył lat osiem -
umarła mama, został sierotą...

Życie się jednak dalej toczyło
w przytulnym domku państwa Wojtyłów.
Miał on starszego brata Edmunda,
któremu pytań sto stawiał co dnia.

Chętnie się uczył nasz mały Karol
i równie chętnie na bramce stawał.
Gdy w piłkę grali, to nie pozwolił,
by przeciwnicy zdobyli gola.

Ciągle zaś czytał, gdy był w liceum,
z książką się nigdy nie chciał rozstawać.
Został aktorem, pokochał teatr,
role kolegów nawet przedstawiał...

Pracował ciężko, także i zimą
rozbijał młotem kamienne skały.
Trudno Mu było, wracał zmęczony,
w pracy na mrozie zahartowany.

Wciąż trwała wojna, tata chorował,
Karol już musiał zawód wybierać,
gdy nagle nie chciał już żadnej roli,
bo postanowił: "Chcę zostać księdzem"!

Potem święcenia, radości wiele,
praca z młodzieżą, wyjazdy w góry...
Tak uwielbiali go przyjaciele,
że swego księdza nazwali wujkiem.

Los jednak inną rolę wyznaczył
dla największego Polaka w dziejach.
Jego kapłaństwo Bóg błogosławił,
Kiedy pamiętny nastał październik...

Gdy kardynałów szacowne grono
na tron papieski Jego wybrało,
w niebie rozśpiewał się chór Aniołów
i radowała się ziemia cała.

A wiosną żegnał Go lud zmartwiony.
Przyrzekli wszyscy po śmierci Jego,
że przecież nigdy nie zapomnimy
Papieża Jana Pawła Wielkiego!

----------------------------
Moje przedszkolaki recytowały go już kilka razy. Także podczas
miejskich obchodów Dnia Papieskiego. Bardzo łatwo przyszło się im nauczyć tych prostych zwrotek. A przy okazji dużo się o Janie
Pawle II dowiedziały.
Jadwiga Z. edytował(a) ten post dnia 25.08.08 o godzinie 23:17
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

SPACER PO WĘGROWIE

Spacer od Rynku rozpoczynam:
przy Domu Gdańskim się zatrzymam,
przekroczę progi Bazyliki,
zerknę na stare kamieniczki.

Już Urząd Miejski nieopodal –
tam nasze władze się sadowią.
Kłaniam się Panu Burmistrzowi;
znam Go – odwiedzał nas w przedszkolu.

Wnet okazały Dom Kultury –
to doskonale znane mury,
bo tu występy czasem mamy
oraz bajeczki oglądamy.

Potem jest dalsza okolica,
a tam – najbliższa mi ulica
Jedenastego Listopada,
gdzie iść codziennie mi wypada.

Dlaczego? Bo tam jest przedszkole:
kochane, piękne, bliskie, moje!
I więcej czasu już nie tracę,
bo do przedszkola muszę wracać.
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

MÓJ WĘGRÓW

Węgrów to miasto jedyne!
Zapraszam wszystkich w gościnę,
tutaj, do mego miasteczka,
które znam dobrze od dziecka.

Powietrza trochę zaczerpniesz,
oczy nasycisz zielenią –
więc przyjedź do nas, turysto!
Tu piękniej jest niż nad Wisłą...

Bo my też rzekę swa mamy
i chętnie tam przebywamy,
a okolica nad Liwcem,
to moja Mała Ojczyzna.
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

BAW SIĘ BIEDRONECZKO

Baw się biedroneczko,
baw się biedroneczko,
zakręć wkoło swoją sukieneczką.
Tupnij nóżką małą
i zawiruj śmiało
sukienką czerwoną
wdzięcznie przystrojoną
w drobne kropki czarne.

Tańcuj biedroneczko,
tańcuj biedroneczko,
zaproś koleżanki do kółeczka.
Wiruj jak na balu,
szukaj sobie pary,
machaj skrzydełkami,
przebieraj nóżkami,
obracaj na palcach.

Jadwiga Zgliszewska
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

MUCHOMOREK

Z zielonego mchu
wyrósł wczoraj
dumny parasol
czerwony
w białe kropki.

To muchomorek.
Nie ruszaj go!
Nie dotykaj!
Jest trujący,
ale może być
czapką dla zająca
albo parasolem
dla skrzata,
kiedy deszcz się rozpada.


Jadwiga Zgliszewska
Robert Węgrzyn

Robert Węgrzyn :-) Kurde ... nie
jestem i nie byłem
posłem ....

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

Pewnego dnia, doszedłem do wniosku, że mój syn ma problem z szeleszczącymi zgłoskami ... i w ten sposób powstał ten tekst:

Robert Węgrzyn

Szły trzy wszy

Brzegiem kry,
Szły trzy wszy,
Szara kra miała szwy,
W których szeleściły pchły,
Wszy spojrzały w przepaść szwu,
Aż im brakło w trzewiach tchu,
I szurnęła pierwsza wsza,
Szybko dosięgając dna,
Wsza pchła pchłę,
Pchał pchłę pchła,
No i pchła,
Za swoje ma
W górze wesz zostało dwie,
A w szczelinie ciągle wrze,
Wrzeszczy wesz na pcheł gromadkę,
A pchły na to „że przypadkiem”
Że to wsza szurnęła szwem,
Zaskoczywszy grupkę pcheł.
Wszy się szczerzą z brzegu szwu,
Pchły wciąż wrzeszczą ile tchu,
Wszyscy wszystkich przekrzykują,
Wytrząsają się i knują.
Sam już nie wiem kto ma rację,
Czas zakończyć cała akcję,
Bo na krę szurnęła foka,
I łypnęła gałką oka,
Przegoniła pchły i wszy,
I tak cicho jest do dziś.

PozdrawiamRobert Węgrzyn edytował(a) ten post dnia 17.09.08 o godzinie 19:21
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

* * *

Mamo,
jesteś kochana
od wieczora do rana.
Od rana do nocy
świecą twoje oczy
jak gwiazdy na niebie.
Mamusiu!
Kochamy ciebie!


ŻYCZENIA DLA MAMY

Wszystkie kwiaty najpiękniejsze,
które kwitną dziś w ogrodzie,
ja mamusi swojej wręczę
i życzenia szczere złożę.

Mamo, matuś moja droga,
żyj nam sto lat albo dłużej.
Odpędzę ci chmurę z czoła,
a słońce niechaj ci służy.

SŁONECZKO DLA MAMY

Wielkie słoneczko na niebie
wesoło od rana świeci.
Świeci dla mnie, dla ciebie,
blask daje wszystkim dzieciom.

I świeci dla naszej mamusi,
co dzisiaj ma swoje święto,
a więc mamusia być musi
radosna i uśmiechnięta.

KWIATY DLA MAMY

Tulipany, maki, bratki
zaniesiemy dziś dla matki,
bo to święto każdej mamy
mądrej i kochanej.

Różę, goździk i rumianek
wszystkim naszym mamom damy,
a do tego – swoje serca,
bo gorąco je kochamy.
UŚMIECHNIJ SIĘ

Uśmiechnij się, mamo,
my ci zaśpiewamy
tę piosenkę ulubioną,
którą dobrze znamy.

Niech niebo nad tobą
błękitny kolor ma!
Dziś wszyscy czują radość:
i mały brat, i ja.

Życzymy ci mamusiu,
byś była jaka jesteś.
Dla ciebie kwitną kwiaty
oraz świeci słoneczko.

OGRÓD DLA MAMY I TATY

Mój tata uwielbia sałatę,
więc tacie nie znoszę kwiatów.
Kwiaty zasadzę dla mamy,
sałatę zasieję dla taty.

W ogródku mam porządek,
bo pielęgnuję grządki
i często na nie zerkam:
tu mruga do mnie bratek,
tam się zieleni sałata –
to dla rodziców uciecha.

Kiedy rośliny dojrzeją,
mamie bukiet zaniosę,
a przed tatą postawię
wielką misę sałaty.

A cieszyć się będą oboje
i z kwiatów,
i z sałaty,
a z córki chyba najbardziej.

DZIADKU DROGI!

Dziadku drogi,
może cię bolą nogi?
Usiądź przy mnie,
obejmę cię za szyję.

Ucałuję,
serdecznie podziękuję
za twoje dobre ręce
i za kochane serce.

Za to, że trzymasz cukierka
dla niesfornego wnuka
i nie powtórzysz mamusi,
że szklankę dzisiaj stłukłem.

Bo przecież wcale nie chciałem
i ty to dobrze rozumiesz,
więc szybko wstawiłeś nową.
Jakże ci za to dziękuję!

Jadwiga ZgliszewskaJadwiga Z. edytował(a) ten post dnia 19.09.08 o godzinie 12:03
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

ZAPROSZENIE NA ŁĄKĘ

Nie będziemy tak zazdrośni,
podzielimy się więc słońcem.
Zapraszamy Was, dorosłych
na rozkwitłą, barwną łąkę.

Zielona, wiosenna łąka –
jakże tętniąca życiem!
A pośród traw – kto tam mieszka
za chwilę już zobaczycie.

Kwiaty szeroko kielichy
rozchylają w uśmiechu.
Tu taniec, gwar i muzyka
brzmią i się niosą daleko.

Wszystko się grzeje na słonku:
przyblakłe czerwone maki,
a strojna suknia biedronki
rozprasowuje się wiatrem.

Tu harce swe wyprawiają
muszki, pszczółki, motylki.
Na skrzypcach koncert grają
zielone pasikoniki.

A żabki – zielone także,
co głowy chowają w trawie,
ochoczo skacząc przybyły
na naszą wspólną zabawę.

Niebawem, widzowie drodzy,
zjawisko niezwykle urocze,
bo tańce stworków łąkowych
ujrzycie na własne oczy.

Jadwiga Zgliszewska
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Wiersze dla naszych milusińskich

TO NIE NASZE DZIECI...

Kto tu tak nabrudził,
kto rozrzucił śmieci,
zrobił dziurę w płocie –
kto tyle napsocił?

Przedszkolaki zawsze
dbają o porządek.
Sprzątają podwórko,
wiedzą, gdzie są kosze,
a papierki od cukierków
wszystkie tam wynoszą.

To nie nasze dzieci
narobiły szkody!
My ją naprawimy,
aby przy przedszkolu
było zawsze miło,
bo to jest nasz przecież
piękny, drugi domek.

Jadwiga ZgliszewskaJadwiga Z. edytował(a) ten post dnia 19.09.08 o godzinie 12:05

Następna dyskusja:

Nasze wiersze - do poczytan...




Wyślij zaproszenie do