Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Poezja o tematyce żałobnej datuje się od samych początków twórczości literackiej.
W starożytności uprawiano ją najczęściej pod nazwami: „naenia” i „tristia”,
w czasach nowożytnych rozpowszechniły się gatunki trenu i epitafium.
W Polsce najbardziej znany jest cykl trenów Jana Kochanowskiego, napisany
po śmierci ukochanej córeczki poety – Urszuli. W czasach współczesnych wiersze
o tematyce żałobnej pisali m. in. Krzysztof Kamil Baczyński, Konstanty Ildefons
Gałczyński, Władysław Broniewski, Anna Kamieńska.

Zacznijmy ten wątek tematyczny od jednego z najpiękniejszych i najbardziej
przejmujących utworów o tematyce żałobnej w jego wersji poetyckiej
oraz poetycko-muzycznej.


Cyprian Kamil Norwid

Bema pamięci żałobny-rapsod

...Iusiurandum patri datum
usque ad hanc-diem ita servavi...


Annibal

I.

Czemu, Cieniu, odjeżdżasz, ręce złamawszy na pancerz,
Przy pochodniach, co skrami grają około twych kolan? --
Miecz wawrzynem zielony i gromnic płakaniem dziś polan;
Rwie się sokół i koń twój podrywa stopę jak tancerz.
-- Wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie,
Jak namioty ruchome wojsk koczujących po niebie.
Trąby długie we łkaniu aż się zanoszą i znaki
Pokłaniają się z góry opuszczonymi skrzydłami
Jak włóczniami przebite smoki, jaszczury i ptaki...
Jako wiele pomysłów, któreś dościgał włóczniami...

II.

Idą panny żałobne: jedne, podnosząc ramiona
Ze snopami wonnymi, które wiatr w górze rozrywa,
Drugie, w konchy zbierając łzę, co się z twarzy odrywa,
Inne, drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona...
Inne, tłukąc o ziemię wielkie gliniane naczynia,
Czego klekot w pękaniu jeszcze smętności przyczynia.

III.

Chłopcy biją w topory pobłękitniałe od nieba,
W tarcze rude od świateł biją pachołki służebne;
Przeogromna chorągiew, co się wśród dymów koleba,
Włóczni ostrzem o łuki, rzekłbyś, oparta pod-niebne...

IV.

Wchodzą w wąwóz i toną... wychodzą w światło księżyca
I czernieją na niebie, a blask ich zimny omusnął,
I po ostrzach, jak gwiazda spaść nie mogąca, przeświéca,
Chorał ucichł był nagle i znów jak fala wyplusnął...

V.

Dalej -- dalej -- aż kiedyś stoczyć się przyjdzie do grobu
I czeluście zobaczym czarne, co czyha za drogą,
Które aby przesadzić, Ludzkość nie znajdzie sposobu,
Włócznią twego rumaka zeprzem jak starą ostrogą...

VI.

I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem grody,
W bramy bijąc urnami, gwizdając w szczerby toporów,
Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody,
Serca zmdlałe ocucą -- pleśń z oczu zgarną narody...

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Dalej -- dalej -- --

1851

Bema pamięci żałobny rapsod – słowa Cyprian Kamil Norwid,
muzyka i wykonanie Czesław Niemen, z albumu „Enigmatic”, 1970


utwór jest też w temacie Defilady i pochodyRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 04.12.12 o godzinie 06:41
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Requiem dla lotników

Pamięci 20 polskich lotników,
którzy zginęli w katastrofie samolotu
pod Mirosławcem

Jako chłopcy biegali po łąkach,
puszczali kolorowe latawce,
zadzierali zawsze głowy do góry,
kiedy słyszeli znajomy warkot silnika.
Kleili z kartonu i plastiku małe samoloty
i wznosili się na ich skrzydłach wysoko
w najskrytsze marzenia.

Wczoraj rutynowo zajęli miejsca
w swoich wojskowych szeregach.
Jedni przy sterach, inni powierzyli
w ręce kolegów własne życie.
Po służbie w przestworzach,
spieszyli do domów, rodzin,
przyjaciół.

Byli już blisko ziemi,
Kiedy usłyszeli z oddali głos,
który im wydał ostatni rozkaz.
A oni, jak zawsze rozkazom posłuszni,
zawrócili w swym srebrzystym ptaku
i pomknęli prosto do Nieba.

Cześć Ich pamięci,
prowadź Ich Panie bezpiecznie
w tę wieczną podróż w przestworza.

Obrazek


Wolfgang Amadeusz Mozart – Lacrimosa - requiem d-moll (KV 626)Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 02.11.09 o godzinie 09:53
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Doktorowi W.

[*][*][*]

Jedenaste piętro
Osiedle Przydworcowe
w mieście B.

Winda
już nie poniesie więcej mnie
na nasze
niezwykłe spotkanie

Nigdy
nie zabrzmi
Twój piękny głos
i nie zapytasz
no co u pani słychać?

i nie zapewnisz
że to mój sukces
że się cieszysz
że mogę
że...

Więc dlaczego
już nigdy?!...

...

NIE!!!

[*][*][*]

Zginął drogowskaz
mapa z białą plamą -
pustka!

... jak odnaleźć drogę?

Zgasła latarnia
co wskazuje szlaki
zagubionym statkom...

dokąd teraz popłynę
moim wrakiem?
...

[*][*][*]

PUSTKA

... przestałeś być
tyczką swoim bluszczom...

[*][*][*]

cichy
jasny pokój
krzesło naprzeciw
okno
stolik
i
ON
zwyczajny-niezwyczajny

mnóstwo książek
o swojskich tytułach
na ścianach dyplomy
w języku nieznajomym

a gdzieś tam w tyle
(nigdy nie widziałam)
podobno leżanka
jak przystało
i
KARTOTEKA BÓLU

została...

[*][*][*]

pogasły lampy
które zapalałeś
każdego dnia

teraz
każdy nowy
wstaje
bezblaskowy

jak
zobaczyć mam
DROGĘ

w ciemnościach
dostrzec jej
nie mogę

[*][*][*]

MOJA SPÓŹNIONA ŻAŁOBA

Dawno powiędły kwiaty
na Twoim zimnym grobie
a ja zakwitam sercem
kwilę cichutko sobie

daremnie szukam
niewyjaśnionego...

DLACZEGO?

[*][*][*]

Wiersze napisane kilka miesięcy temu - po tym, jak dowiedziałam się o nagłej i bardzo przedwczesnej śmierci mojego najwspanialszego psychiatry-psychoanalityka... :(
Pozostawałam w terapii... Nie umiem ciągle jeszcze przyjąć Jego odejścia...
Jadwiga Z. edytował(a) ten post dnia 14.07.09 o godzinie 07:24
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Jolu, inaczej być nie mogło. Kiedy szykując się do kolejnej wizyty otrzymałam wiadomość, że... nie mam komu jej złożyć - skamieniałam! Ból zajrzał do serca DOPIERO po kilku godzinach. No i musiał przecież znaleźć jakieś ujście... U poety - co oczywiste - wylał się słowem... Pióro same goniło po papierze...
Teraz czuję się jak na rozstaju dróg - dokąd, do kogo się udać ze swoim bólem? Skoro WIEM, że nikt mi Go nie zastąpi? :( I jak tu nie pisać? Jak inaczej poradzić sobie z taką STRATĄ?

Absolutnie zgadzam się z cytowaną myślą, że ból i samotność to bezwzględnie nieodłączni druhowie poety. Osobiście - nie umiałabym bez tego tworzyć. Moja poezja wyrasta z bólu. Samotność jest zaś niejako jej naturalnym podłożem.

Jak zwykle dziękuję za wyrazy uznania i serdecznie pozdrawiam!
Jadwiga
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Mój Ojciec
był prawdziwym mężczyzną

miał czterech synów
(nazwisko nie zginie!)
posadził leszczynę
a ta się tak rozrosła
w pni kilkanaście
i gada z niebem
więc kto by powiedział
że to nie drzewo?
a owoców rodzi tysiące
więc kiedy jem orzech
to jakby sam Ojciec
był tu obecny
i podawał mi go
ze swojej ręki

i dom wybudował
bardzo szybko po żeniaczce
i nas szóstkę wychował
tylko za szybko odszedł...

odfrunął
nagłym bólem

swoim - skończonym
naszym - na zawsze...
Jolanta Chrostowska-Sufa

Jolanta Chrostowska-Sufa Redakcja, korekta,
adiustacja, kampanie
internetowe, zlec...

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Jadwiga Z.:
Mój Ojciec
był prawdziwym mężczyzną

miał czterech synów
(nazwisko nie zginie!)
posadził leszczynę
a ta się tak rozrosła
w pni kilkanaście
i gada z niebem
więc kto by powiedział
że to nie drzewo?
a owoców rodzi tysiące
więc kiedy jem orzech
to jakby sam Ojciec
był tu obecny
i podawał mi go
ze swojej ręki

i dom wybudował
bardzo szybko po żeniaczce
i nas szóstkę wychował
tylko za szybko odszedł...

odfrunął
nagłym bólem

swoim - skończonym
naszym - na zawsze...
Jadziu, Twój wiersz zapada głęboko w duszę. Jest bardzo przejmujący, ale bez patosu i krzyku. Przejmujący w swojej prostocie. Pozdrawiam.
Cezary Lipka

Cezary Lipka Poeta, publicysta

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Miesięcznik ,,Poezja'', wrzesień 1976:

Cicho!
- Wróciło,
Smagnęło przez grzbiet,
Podcięło nogi, owinęło szyję.
Gdzie się nie zwrócę,
Ja będę w to szedł:
Ja to przeżyłem
I to mnie przeżyje.

Epitafium Stanisława Grochowiaka (zm. 2 IX 1976)Cezary Lipka edytował(a) ten post dnia 19.08.08 o godzinie 18:49
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Dylan Thomas*

Nagrobek mi powiedział kiedy zmarła...


Nagrobek mi powiedział, kiedy zmarła.
Jej dwa nazwiska zatrzymały mnie w milczeniu.
Dziewczyna poślubiona na wieczny spoczynek.
Poślubiona w tej ulewnej okolicy,
O którą kiedyś trafem zawadziłem;
Poślubiona, zanim uzyskałem słuch,
Zanim w odłamku lustra mogłem ujrzeć
Deszcz, który mówił przez jej chłodne serce,
I słońce zabite w jej twarzy.
Nic więcej ciężki kamień mi nie powie.
Przedtem leżała na czyimś posłaniu
Z zatopioną we włosach dłonią,
Albo ów dżdżysty język odpychał ją wstecz
Poprzez lata demonów i niewinne zgony
Aż do pokoju tajemnego dziecka.
Słyszałem później wśród ludzi: płakała,
Że jej ubrane w biel ciało jest nagie,
A jej czerwone usta scałowano w czerń,
Płakała w bólu, z grymasem cierpienia,
Szarpana szlochem, choć uśmiech drżał w oczach.

Ja, który w przyśpieszonym filmie
Widziałem śmierć i tę bohaterkę szaloną
Raz w życiu napotkaną na cmentarnym murze,
Usłyszałem, jak mówi przez szczerbaty dziób
Swego strażnika, kamiennego ptaka;
Umarłam, zanim pora snu nastała,
Lecz wyło moje łono
I moim nagim upadkiem poczułam,
Jak targa się w płomieniach zmierzwiona, czerwona głowa
I ukochany potop jego włosów.

tłum. Stanisław Barańczak

*notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 16.07.11 o godzinie 07:59
Michał M.

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Jarosław Iwaszkiewicz

Uczta


Wyprawiam teraz uczty
z umarłymi

nie wymieniam ich imion
co komu z tego przyjdzie?
kto ich tam pamięta
ja sam już po trosze zapomniałem

tego czwartego Stasia
na przykład

i nawet nie wiem
kiedy Niemcy go
rozwalili

i jemy zagubione potrawy
paschy plombiry suflety
sabajony
zupy włoskie
szynki w cieście
pawie faszerowane szafranem

a resztki rzucamy pod stół
nieżyjącym pieskom

Neronowi Werusiowi
Doksiowi

najpiękniejszemu Peruńciowi
Mausyjkowi który czekał
ze śmiercią na mój powrót
i wszystkim którzy się z nami pobratali

w nicości
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Napisane na 5-tą rocznicę tragicznej śmierci mojego Ojca.
Dziś - to już lat prawie 25.


Tu nie chodzi o to, bym płakała,
abym swoich win szukała małych.
Późne łzy wszak nic już nie wskórają
i nie zaprowadzą Cię do Raju...

Pożegnałeś świat ten nazbyt wcześnie,
ale przez tragiczne swe odejście
wydorośleć mi kazałeś i potężnieć,
bym i w bólu dostrzegała szczęście.

Jesteś tam, gdzie nas wciąż jeszcze nie ma.
Twego życia – tu został poemat...
W nas wyryte Twoje jest spojrzenie,
gesty, czyny oraz głosu brzmienie.

Smutek mój Ci nieba nie otworzy!
Jednak wiem, że żyjesz gdzieś w przestworzach!
Będąc ledwie niewidocznym cieniem,
ciągle patrzysz na moje błądzenie...

Czasem dajesz STAMTĄD dziwną siłę...
Czego wyrzec dotąd nie zdążyłam –
niech spóźniony wiersz ten Ci przekaże:
Tato! Słyszysz, jak ja Cię przepraszam?...
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

TRAGEDIA W KATOWICACH

To nie był szum skrzydeł gołębich
a raczej złowieszczy zgrzyt
wrogi skowyt wydobył się z głębi
to dach szykował śmiertelny chwyt

i nikt się nie spodziewał,
że śmierć spadnie z góry,
jeden patrzył, drugi mówił, inny śpiewał…
a nad nimi był dach i chmury.

i każdy wierzył, że bezpiecznie,
że tylko wspaniałe gołębie
i że być tu trzeba koniecznie
bo jak to? Wystawa beze mnie?

Śmierć spadła niespodziewanie nagle
tak szybko jak spada metal
śnieg razem z dachem spłynął jak białe żagle
a na ciałach ludzi była jego meta.

Jęk, krzyk i skowyt przysypanych
słychać było wszędzie
i sygnały „komórek” nieodebranych
niejeden na zawsze pamiętać będzie.

Wszyscy świadkowie wydarzenia
i ocaleni wystawy uczestnicy
pomagali rannym ofiarnie
nim przybyli pierwsi ratownicy.

I zobaczyli metalowych konstrukcji kłębowisko
poskręcany metal, przywalone ciała,
śnieg, krew, gołębie – całe to rumowisko
najdzielniejszego ogromem tragedii powala.

A taki piękny i szlachetny gołąbek,
który jest wolności i pokoju symbolem –
dziś, w obliczu tragedii katowickiej –
ja aniołem śmierci nazywać go wolę.

Nasze polskie Katowice
macie dziś żałobne lice,
bo wystawiennicza hala
cmentarzyskiem tam się stała
ponad sześćdziesięciu ludzi,
a jej widok roztrzaskany
do dziś wielką grozę budzi.

Dobry Boże, mądry, wielki –
jakże plan Twój nazwać można?
To przechodzi rozum wszelki,
ja przestaję być pobożna.

Ta masakra w Katowicach
to też Twoja tajemnica?

A dokonało się to stycznia dwudziestego ósmego roku dwa tysiące szóstego o godzinie siedemnastej piętnaście zapamiętamy to na zawsze AMEN.

PAMIĘCI OFIAR POLEŁYCH W KATOWICKIEJ HALI 28.I.2006.

Napisałam 3.02.2006
B. Łuczaj


To mojej siostry-bliźniaczki. Napisze coś czasem, kiedy mocniej przeżywa.Jadwiga Z. edytował(a) ten post dnia 23.09.08 o godzinie 17:36
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

... znów ludzie jak gołębie
stadami pofrunęli do nieba.
I choć komuś świat nie jeden
runął przedwczoraj,
to mi wierzyć każą...,
że tak być miało,
że tak trzeba.
Więc świeczki w oczach palę
i sny poskramiam smutne,
usilnie Boga szukam w tym wszystkim,
co wydaje się okrutne.
Bo kiedy matki z dziećmi,
mężczyźni z gołębiami –
giną nagle,
między słowem a oddechem,
przywaleni dachem,
jak niebem
usłanym gwiazdami...
to trudno sensu się dopatrzyć
jakiegokolwiek...
Bo gdzie miejsce na zrozumienie,
gdy odchodzi człowiek...?

Ja tu jestem.
Ja tu świeczki za Nich palę.
Gołębie papierowe, jak pochodnie...
wysyłam do nieba,
bo może Oni jeszcze w drodze,
może drogowskazów Im trzeba (?)
Więc stoję tu sama,
ze smutkiem w obu dłoniach.
Czasem Boga wołam przez sen,
gdy się budzę przerażona.
Bo jak nie bać się po prostu,
kiedy wokół tyle śmierci...?
ja... bosa... bezimienna.

Wiersz młodziutkiej Asi (znanej mi tylko wirtualnie i tylko z imienia oraz nicka), napisany przez Nią dzień czy dwa po Tragedii Katowickiej... Obawiając się niewłaściwych komentarzy (bo to ani portal, ani forum literackie bynajmniej nie było!), przysłała mi go w e-mailu. Zrobił na mnie duże wrażenie! Dziś nań akurat natrafiłam - poczytajcie, proszę...
Jadwiga Z.

Jadwiga Z. Bardzo długoletni
dyrektor
przedszkola,
nauczyciel dyplom...

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Za kilka dni - rocznica nagłej śmierci wybitnego białostockiego psychiatry, który jako pierwszy stosował psychoterapię, także i w stosunku do mnie. I którego pacjentką pozostawałam do końca... Zostałam osierocona. Nie umiem sobie nadal poradzić z tym odejściem... :-(

Moje serce kamienieje
jak twoja płyta nagrobna
gdy przed rokiem
nieoczekiwany
zyskałeś spokój

ja - cała żałobna
wyciągam przed siebie
ręce ślepe
i nie wiem
czego się chwytać

a ty
z nieba pewnie spoglądasz
i...

dziwisz się?
jesteś pewien?

że żyjemy
bez ciebie

choć nie wszyscy...

Jadwiga Zgliszewska
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Robert Frost*

Domowy pochówek


Podnosząc oczy, ujrzał ją u szczytu schodów:
Nie widząc jeszcze, że wszedł, zaczynała właśnie
Zstępować z piętra, ale patrząc w tył, przez ramię,
Jakby coś — jakaś groźba — przykuło jej wzrok.
W pół niepewnego kroku powstrzymała stopę,
Cofnęła się, spojrzała znów. Podchodząc, spytał:
— Co ty tam zawsze widzisz z tego piętra? Powiedz,
Chcę wiedzieć. — Na dźwięk słów zwróciła się ku niemu,
Zarazem przysiadając bezwładnie na stopniu,
Przestrach w jej twarzy tępo zgasł. Powtórzył, aby
Zyskać na czasie: — Co tam widzisz? — Szedł po schodach,
Aż ją, skuloną, miał u stóp. — Powiedz mi wreszcie,
Kochana. — Nie ruszyła się, tylko milczeniem,
Sztywnością karku odmawiała mu pomocy:
Jakby mówiła "Niech sam spojrzy, i tak nic
Nie zauważy, ślepiec"; przez chwilę istotnie
Nie widział, wreszcie mruknął: — A. — I znowu: — A.

— No, co? — co? — zapytała.
— Nic; po prostu widzę.

— Nic nie widzisz — ucięła opornie. — Mów: co?

— Dziwne jest tylko to, że nie spostrzegłem zaraz.
I że stąd, z tego miejsca, nigdy mi się przedtem
Nie rzucił w oczy. Pewnie to przyzwyczajenie.
Cmentarzyk — wszyscy moi tutaj pochowani.
Taki mały, że mieści się w tej ramie okna.
Nie większy niż podłoga tu, w sypialni — co?
Trzy nagrobki łupkowe i jeden z marmuru —
Nieduże płyty, ale w ramionach szerokie,
Gdy tak w zachodzie słońca stoją tam na zboczu.
Z nimi nie ma kłopotu. Ale ja rozumiem:
To nie o płyty chodzi, ale o mogiłkę
Dzie... —
— Przestań, przestań, przestań, przestań — zakrzyczała.
Kurcząc się i nurkując pod jego ramieniem
Wspartym o poręcz, zbiegła schodami w dół, z sieni
Obracając ku niemu spojrzenie tak wrogie,
Że, nim się mógł powstrzymać, zawołał: — Czy człowiek
Nie ma już prawa wspomnieć dziecka, co mu zmarło?

— Ty — nie masz! Gdzie kapelusz? Och, nie potrzebuję!
Muszę wyjść na dwór, zaraz. Duszę się w tym domu.
Nie wiem, czy jest mężczyzna, co ma takie prawo.

— Amy! Chociaż raz nie idź gdzieś do obcych ludzi.
Wysłuchaj mnie. Nie zejdę na dół, obiecuję. —
Usiadł na stopniu, oparł podbródek na pięściach.
— Kochanie, już od dawna chcę cię o coś spytać.

— Nie umiesz nawet pytać.
— Dobrze, to mi pomóż. —

Jej palce w odpowiedzi dotknęły zasuwki
W drzwiach.
— Uraża cię prawie każde moje słowo.
Nie wiem, jak mam w ogóle mówić z tobą, żebyś
Przyjęła to przychylniej. Mógłbym się nauczyć —
Chyba. Wcale nie twierdzę, że wiem, w jaki sposób.
Wobec kobiet mężczyzna musi ograniczyć
Mężczyznę w sobie. Moglibyśmy się umówić:
Jestem gotów ci przyrzec, że nie tknę niczego,
Co ma być nietykalne — powiedz tylko, co.
Chociaż, kiedy ktoś kocha, po co mu umowy?
W małżeństwie bez miłości nie można żyć bez nich,
Ale kiedy jest miłość, nie można żyć z nimi. —
Poruszyła zasuwką. — Nie, nie; proszę, zostań,
Chociaż jeden raz nie idź z tym do obcych ludzi.
Jeśli to ludzka sprawa, to powiedz po ludzku,
W czym rzecz. Daj pojąć, co cię gnębi. Przecież
Nie jestem tak nieludzki, jakby ktoś mógł myśleć,
Widząc cię, jak tam stoisz, jak się wciąż odsuwasz.
Daj mi szansę. To prawda: moim zdaniem, trochę
Przesadzasz. Co kazało ci myśleć, że matka
Stratę pierwszego dziecka musi opłakiwać
Aż tak — żeby nikt bliski nie mógł jej pocieszyć?
Każdy by uznał, że już dość pamięć zmarłego... —

— Znów te twoje szyderstwa!
— Nie, przecież nie szydzę!
Naprawdę już mnie złościsz. Zejdę tam do ciebie.
Boże, co z tą kobietą!... Więc do tego doszło:
Człowiek nie może mówić o swym zmarłym dziecku.

— To ty nie możesz, bo nie umiesz o tym mówić.
Gdybyś miał w sobie trochę serca — przecież ty
Wykopałeś własnymi rękami — jak mogłeś? —
Tę mogiłkę; widziałam stamtąd, z tego okna,
Jak to robiłeś: tak, że żwir raz po raz, lekko,
Miarowo, wylatywał w powietrze i spadał,
I zsypywał się z górki na krawędzi dołu.
I myślałam: "Co to za człowiek? To ktoś obcy".
I zwlekłam się po schodach i znowu na górę,
Żeby jeszcze raz spojrzeć: szpadel wciąż wyrzucał
Ten żwir. Potem wróciłeś. Słyszałam, jak w kuchni
Dudni twój głos i, nie wiem sama, w jakim celu,
Podeszłam, żeby ujrzeć to na własne oczy:
To, że tak możesz siedzieć, w butach upaćkanych
Ziemią z grobu własnego dziecka, jeszcze świeżą,
I zwyczajnie coś mówić o codziennych sprawach.
A szpadel zostawiłeś oparty o ścianę
Na ganku — wiem, bo widziałam.
— Ja chyba
zacznę się śmiać, tak gorzko, jak nigdy dotychczas.
To jakaś klątwa. Boże, ja naprawdę jestem
Przeklęty.
— Każde słowo mogę ci powtórzyć:
Mówiłeś: "Mgła co rano przez trzy dni pod rząd
I trochę deszczu, a najlepszy płot brzozowy
Spróchnieje". W takiej chwili mówić coś takiego!
Co czas próchnienia płotu miał wspólnego z tym,
Co czekało w pokoju, tu, przy zasłoniętych
Oknach? Nie byłeś w stanie naprawdę się przejąć!
Gdy ktoś, nawet najbliższy, chce nam aż do końca
Towarzyszyć w konaniu, odpada tak prędko,
Ze w gruncie rzeczy mógł się wcale nie wysilać.
Nie, w śmiertelnej chorobie jest się od początku
Samotnym, a w agonii — jeszcze samotniejszym.
Bliscy udają, że są z nami aż do grobu,
Ale zanim pogrzebią, myślą o czymś innym,
Robią co mogą, żeby powrócić do życia,
Do żywych ludzi, do spraw, które mogą pojąć.
Tylko że świat jest zły. Ten żal by może przeszedł,
Gdybym coś mogła zmienić. Ale nie, nie, nie!...

— No, powiedziałaś wszystko i zaraz ci lepiej.
Nie pójdziesz teraz nigdzie. Płaczesz. Zamknij drzwi.
Przecież złość ci minęła. Po co się upierać?
Amy! Ktoś idzie drogą, patrz! Nie rób mi tego!

— Och, ty — ty myślisz, że wystarczy coś powiedzieć'.
Muszę wyjść, dokądkolwiek. Jakże ja mam tobie...

— Jeżeli tylko... Amy!... — Otwierała już
Drzwi. — Dokąd idziesz? Najpierw powiedz, dokąd idziesz.
Znajdę cię, zmuszę, żebyś tu wróciła. Słyszysz?! —

tłum. Stanisław Barańczak

*notka o autorze, inne jego wiersze i linki
w temacie Poezja anglojęzyczna
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 13.02.10 o godzinie 10:27
Michał M.

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Jan Kochanowski

Epitafium Wojciechowi Kryskiemu


Płaczą cię starzy, płaczą cię i młodzi,
Dwór wszystek w czerni przez cię, Kryski, chodzi,
Albowiem ludzkość i dworstwo przy tobie
W jednymże za raz pochowano grobie.
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Jan Lechoń

Śmierć Mickiewicza


Gdy przyszli, by jak co dzień odebrać rozkazy,
Zaszli drogę im ludzie, co umarłych strzegą,
I rzekli: „Nie możemy wpuścić was do niego,
Bo ten człowiek umiera od strasznej zarazy.”

Więc wtedy oni płakać zaczęli jak dzieci
I szeptali z przestrachem: „Przed nami noc ciemna!
Ten księżyc, który teraz nad Stambułem świeci,
Patrzcie, jaki jest inny niż ten nasz znad Niemna.”

A on w tej samej chwili myślał: „Jak to blisko!
Słyszę pieśń, co śpiewano nad moją kołyską,
Widzę zioła i kwiaty nad Świtezi tonią,
I jeszcze tylko chwila a dotknę je dłonią.”
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Władysław Broniewski

W zachwycie i grozie


Moja córka, moja córka umarła!...
Jak sercu powiedzieć: nie płacz,
kiedy rozpacz serce przeżarła,
a to serce wyrwać i zdeptać.

Moja córka... Ach! żadnej kochance
nie mówiłem tak siebie do dna
Jak Ance...
A była mi ona podobna

do świata, który się stawał
w zachwycie i grozie,
a jam serce gorące podawał
na mrozie

Idę, jak idą ślepi

Aniu, mówię na głos, ale cichutko, bo tak mi lepiej,
żeby się myśl najczulsza nie umknęła,
Aniu, już prawie rok idę, jak idą ślepi,
za tobą, któraś mi się umknęła.

Mówię na głos cichutko, cichuteńko,
żeby Ewa nie usłyszała:
stąd bliziutko, zamknięte okienko,
mogę przysiąc, że nie będzie słyszała.

Aniu, my stąd, z Juraty,
wybieraliśmy się Rzeką Wisłą
w światy, a może w Zaświaty,
no i nic z tego nie wyszło.

Anulu! Od kiedy ciebie nie ma,
podjąłem tym groźniej, tym śmielej
poemat,
z którego będzie Wesele!

Na naszej ziemi nie będzie Hiroszimy,
będą tańczyły topole i wierzby,
płockiej zimy my się nie boimy:
popłyną płockie jesienne zmierzchy.

O tej Wiśle ja nie powiedziałem
tobie tego, com pragnął,
ale wierz mi, że naręczem całem
tobie wiersz by się ugiął i nagnął,

tobie będą sprawy się działy,
ty byłaś dla nich
tobie będą słowiki śpiewały
w każdych doznaniach.

Zawsze pierwsza, choć nieżyjąca,
choć taka na pozór daleka,
jedyna spośród tysiąca-
a ojciec czeka.

Anka

Anka, to już trzy i pół roku,
długo ogromnie,
a nie ma takiego dnia, takiego kroku,
żebym nie wspomniał o mnie:

o mnie, osieroconym przez ciebie,
i choć twardość sobie wbijam w łeb,
nie widzę cię w żadnym niebie
i nie chcę takich nieb!

Żadna tu filozofia
sprawy tej nie zgładzi:
mojej matce, mojej siostrze było: Zofia,
i jakoś czas na to poradził.

A ja myślę i myślę o tobie
po przebudzeniu, przed snem...
Może ja jestem coś winien tobie? -
bo ja wiem.

Na Powązkach ośnieżona mogiła,
brzozy coś mówią szelestem...
Powiedz, czyś ty naprawdę była,
bo ja jestem...

Firanka

Otworzyłem okno, a firanka
pofrunęła ku mnie,
jak Anka
w trumnie.

Biała firanka, błękitne zasłony,
zaszeleściło...
O! pokaż mi się od tamtej strony!
Jesteś? Jak miło!...

Jak miło...jak miło...jak strasznie,
moja miła...
ja już chyba nie zasnę...
Firanka?...Czy tyś tu była


Obrazek

Władysław Broniewski z córką Joanną (Anką) i wnuczką Ewą, 1954. Joanna Broniewska – reżyser dokumentalista – zmarła tragicznie 1 września 1954 r. w trakcie realizacji filmu „Wisła”, miała wówczas 25 lat. Jej pamięci poświęcił Broniewski cykl 17 trenów pt. „Anka” (1956) – jeden z najbardziej przejmujących w polskiej poezji cykl liryków żałobnych.Ten post został edytowany przez Autora dnia 05.07.13 o godzinie 10:31
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Korowód

                        Jurkowi
                        zamiast kwiatów


Janusz Bogdan Janek Józek Jurek
coraz dłuższa lista kim
wypełnię ulice ścieżki w parku moje życie
gdy tak szybko odchodzicie
wy dwaj zginęliście w drogowych wypadkach
ty wyskoczyłeś z pociągu
ty długo cierpiałeś na ciężką chorobę
a ty biedaku zapiłeś się ale dawno
ostatnio sporządniałeś dom remontowałeś
opiekowałeś się starą matką i małą córeczką
nie piłeś chodziłeś na spacery dobrze się
odżywiałeś a wódka i tak cię zabiła
wredna pamiętliwa bezwzględna przyszła do
twego domu ze śmiercią pod rękę

no chodź kochasiu szydziła stęskniłyśmy się
za tobą może i mógłbyś pożyć dłużej
miałeś krótsze życie od innych
ale bardziej wesołe beztroskie
hop hop hop sasa
hop sasa
tańcz z nami skacz
zakręć nas wkoło
ty brzydki sztywny nieboszczyku


Jutro twój pogrzeb
kolego
będę na pewnoTen post został edytowany przez Autora dnia 05.07.13 o godzinie 10:56
Zofia H.

Zofia H. Życie jest poezją,
poezja-życiem.

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Maciej Maleńczuk

LEMA PAMIĘCI KOSMICZNY POGRZEB

Czas umierać nastał umieraj więc trwogo
Już cię żadne mury zatrzymać nie mogą
Niczego szpital w Tobie nie przemieni
Boś planetą nia niebie z księżycami swemi

Tknięty na umyśle tkwisz w czasu maszynie
Niczym ludzka larwa zaklęta w bursztynie
Mózg razy nieskończoność do entej potęgi
Trzeszczy przeciążony niczym statku wręgi

Zapętlone wstęgi miriady soczyste
Tyś w gnozie nie uwiądł miał myślenie czyste
By dyjament się wykluł eony mijają
Tyś codziennie znosił brylantowe jajo

Śpiewają plejady kipi mleczna droga
Tam na jej rozstaju pożegnalim Boga
Wczoraj z jutrem się miesza dziecinnieje starzec
Wiosna jesień zima luty styczeń marzec

O Władco Much! Głosie Mego Pana!
Summo Technologiae tylko Tobie znana
Ten rebus rozwiąże kto pod presją działa
Potęgą umysłu wesprze słabość ciała

Wszystko to woda maź trochę białka
Trze się to mnoży pożera i ciamka
Chłepce i chlipie drąc się w nieboskłony
Na pastwę na życie sam pozostawiony

Tyś mi opowiadał o nieludzkiej przyldze
Boś ty był człowiekiem gdzie mi szukać przyjdzie
Byłeś i po tobie kto mi bajkę powie
Choćbyś wszędzie umarł nigdy w mojej głowie

Takeś się rozmnożył wtedy w czasu pętli
Ile żeś natrudził by śrubę przykręcić
Bo choć tylu was było w tym kosmicznym domu
W sterach mutry przytrzymać wciąż nie było komu

Takeście się żarli popadali w swary
Tyś jak Gabryjela wytykał przywary
Kosmiczna dulszczyzna jądrowa głupota
Żadna przed tym wiatrem nie chroni kapota

Zabierz mnie ze sobą ostawim ten padół
Oddaj mnie czeluściom zaprzedaj miriadom
Może raz się obejrzę jeśli tak się stanie
To tylko dlatego żeś tam miał mieszkanie

Stanisławie martwy kukło twego ciała
Co żeś taki umysł przez życie chowała
Płoń teraz cierpliwie w ognistej kąpieli
Drugiego takiego już nie będziem mieli

Tyś pomysłów włócznie mi dościgać nie musiał
Starczy byś do stołu przy maszynie usiadł
Już w galaktykę pędzą strzały chyże
Z tytanowej stali bo na nic tam spiże

Leć pilocie Pirxie przywieź mi nadzieję
Dobry to skafander w niego się odzieję
Dzięki też losowi życia twardej skale
Żem cię Stanisławie czytał w oryginale

z albumu "Matematyk", 2008r., muzyka:Maciej Maleńczuk, wykonuje: Homo Twist Zofia M. edytował(a) ten post dnia 19.03.09 o godzinie 17:42
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej

Robert Hass

Tren dla Polaków z Buffalo
(fragm.)

Dla Margaret i Leslie Fiedler

Te zielone nowojorskie lata –
obce mi i magiczne
jak powieści, kiedy będąc
młodszy czytałem w długie popołudnia
o sadzonkach i żniwach, o moczarach,
gdzie wasi panowie polowali na dzikie ptactwo,
o tarni i żubrówce zbieranych z pól
do nasycenia wódek zapachem. Przychodził śnieg
i głęboka wiosenna plucha
która obracała się w zieleń przez trzy gorące miesiące
w czterech oliwkowych tomach Chłopów
Władysława Reymonta. Nie było to
zbyt podobne do moich wzgórz na Coast Range,
ogorzałych od głuchego owsa, lub farm w dolinie
zbrązowiałych w sierpniowym upale.
Byliście podwójnie tłumaczeni. Na angielski
z muzyki, której nigdy przedtem nie słyszałem,
śnieg na deszcz, dzikie ptactwo na cyraneczki i kaczki-amerykanki.

Teraz mój wzrok znajduje was tam,
gdzie brązowa mgiełka rozmywa
jasne niebo, ku jezioru i ku rzece.
Kominy, stalowość, smugi rzedniejącego dymu.
Myślę w tych dniach o hr. Esterhazym
i jego poddanych. Jest tu intensywnie zielono,
podmiejsko. Idę ścieżką wydeptaną przez piżmoszczury
łąką do strumienia,
gdzie rosną słodko-gorzkie wilcze jagody
uginające się od fioletu. Żółte słupki
strzelają spośród płatków jak maleńkie języczki.
Zalążnie nabrzmiewają leniwie
ku bladym listkom kielichów od spodu.
Posiadał sto tysięcy polskich dusz,
Esterhazy, mecenas Haydna.
Caryca Katarzyna ofiarowała mu
kiedyś dwadzieścia tysięcy mężczyzn i kobiet,
ponieważ miał niebywały dar pochlebiania.
Panie Lewandowski, pani Słomińska,
ciskam ku wam twarde słowa
stąd na Chestnut Ridge,
białe anglosaskie słowa,
ciężkie, szorstkie jak gruby śrut
na językach waszych dziadków.

tłum. Dobrosława i Janusz ZalewscyRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 01.04.09 o godzinie 14:39



Wyślij zaproszenie do