konto usunięte

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Jorge Luis Borges*

Ród Borgesów


Nic lub niewiele wiem o moich przodkach
Portugalskich, Borgesach. Niewyraźni
Ci ludzie w moim ciele, w wyobraźni
Żyją nadal, bo duch ich drąży mnie od środka,
Zwiewni, jak gdyby nigdy nie istnieli,
Arkanom sztuki obcy, nieczytelnie
Spletli się z czasem, z ziemią, z zapomnieniem.
I tak jest lepiej. Ich misja spełniona.
Są Portugalią. Są to sławni ludzie,
Co sforsowali mury Wschodu w trudzie,
Morze zgłębiając, później piasku morza.
Oni – to władca, co w blasku pustyni
Mistycznym przepadł, klnąc się, że wciąż żyje.

Wzmianka o śmierci pułkownika
Francisco Borgesa (1835-1874)


Niech zostanie na koniu, gdy w zmierzch się zanurzał
I w tej godzinie szukał swojej śmierci;
Z wszystkich chwil życia ta jedna niech streści
Los jego: gorzka i zwycięsko długa.
W bezkresie pampy niesie się biel konia
I poncza. Wokół czai się, cierpliwa,
Śmierć w luf otworach. Twarz w smutku ukrywa
Francisco Borges, gdy przemierza błonia.
A coraz ciaśniej osacza go wystrzał,
A coraz dalej roztacza się pampa.
Dla jego oczu i uszu tak brzmiała
Codzienność: życie to zwyczajnie bitwa.
Niech tak góruje ponad swym eposem,
Nietknięty prawie tych wersów patosem.

przełożyła Krystyna Rodowska

*notka o autorze, inne jego wiersze i linki
w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
Marta K. edytował(a) ten post dnia 24.03.11 o godzinie 14:26
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Pablo Neruda*

Mój dziadek José Ángel Reyes


Mój dziadek José Ángel Reyes przeżył
sto dwa lata między Parrál a swoją śmiercią.
To był wielki chłopski rycerz
ze skrawkiem ziemi i całym mnóstwem dzieci.
Widzę go, stuletniego: cały ośnieżony
był ten starzec z błękitną swą, pradawną brodą,
ale wciąż jeszcze wsiadał do pociągów,
do wagonów trzeciej klasy, między Cauquenes a Południem.
Przychodził niezniszczalny don José Ángel, staruszek,
wypić ze mną kieliszek, ten ostatni;
jego stuletnia ręka podnosiła
wino, które drżało jak motyl.

tłum. Krystyna Rodowska

*notka o poecie, inne jego wiersze w oryginale i linki do polskich
przekładów w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 24.03.11 o godzinie 13:44

konto usunięte

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Zbigniew Herbert

Ręce moich przodków


Bez ustanku pracują we mnie ręce moich przodków
wąskie silne kościste ręce nawykłe do prowadzenia wierzchowca
władania mieczem szablą szpadą

- O jaki wzniosły jest spokój - śmiertelnego ciosu

Co chcą powiedzieć ręce moich przodków
oliwkowe ręce z zaświatów
pewnie bym się nie poddał
więc pracują we mnie jak w cieście
z którego ma być ciemny chleb

A co już przekracza moją wyobraźnie
wsadzają mnie szorstko na siodło
a stopy w strzemiona

z tomu "Rovigo", 1992

wiersz jest też w temacie Motyw dłoni i rąk
Krzysztof Adamczyk edytował(a) ten post dnia 27.03.11 o godzinie 21:18

konto usunięte

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Nicolás Guillén*

Przodkowie


Z tego co mówisz, Fabio,
twój dziadek był archaniołem dla swoich niewolników.
Za to mój dziadek
był wcielonym diabłem dla swoich panów.
Twojego zatłuczono kijami.
Mojego powieszono.

przełożyła Krystyna Rodowska

*notka o poecie, inne jego wiersze i linki
w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Robert Lowell*

Dziadkowie


Razem są już w zaświatach
Ci dorośli tak obstający przy piątkowych spacerach
Do apteki i sklepu Five-and-Ten w Brockton.
W zacisznych krajobrazach dzieciństwa
Dziadek po dawnemu wywija laseczką jak policjant
I babka jak mahometanka ciągle jeszcze nosi
Ciężki welon żałobny przesypany lawendą;
Słoneczna Strzała odchrząkuje w stajni;
Suchy kurz wznosi się nad drogą i wybiela
Zmęczone liście wiązów.
Dziewiętnasty wiek stracił cierpliwość do dzieci i odszedł.
Wszyscy oni odeszli w świat jasności; gospodarstwo jest moje.

Moje – i wracam tu sam.
Nie wychodzę z domu.
Marnotrawię następny sezon.
Słyszę jak zgrzytający wiejski patefon
Zadręcza swoją pięciostopową tubę:
O Summer Time!
Nawet w samo południe pyszny Stary Porządek ciągle jeszcze
Nie pozwala tu przyrodzie na poufałość.
Pięć lamp w zielonym abażurze zwisa nad bilardowym stołem;
Żadne pole nie jest zieleńsze od tego sukna.
Dziadek przewrócił na nim niegdyś fajansową filiżankę
Sięgając po cukier dla nas obydwu
I jest jeszcze plama od kawy
Na jego ulubionej kuli, numer trzy.

Nigdy więcej
Zbierania się tutaj, nacierania kredą bilardowych kijów,
Wzajemnych ponagleń do gry.
Dziadku, weź mnie z sobą i nie wypuszczaj z objęć.
Łzy zwilżają mi palce. Tutaj, w połowie
Pozostawionego mi życia, machinalnie,
W roczniku Illustrated London News,
Po dawnemu wiarołomny,
Dorysowuję kierownicę wąsów
Ostatniemu carowi Rosji.

tłum. Artur Międzyrzecki

wiersz ten w innym tłumaczeniu, Stanisława Barańczaka,
w temacie Starość

*notka o autorze, inne jego wiersze w oryginale i linki
do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 01.05.11 o godzinie 13:10
Krystyna Bielarczyk

Krystyna Bielarczyk Wędrówki po górach,
rubieżach poezji i
miłości

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Stanisław Misakowski*

Dziadek Hieronim


Dziadek Hieronim miał swoje zasady -
codziennie
razem ze słońcem
wychodził w pole
rozsiewać pozłotę jesieni

nie odstępował od tego rytuału
nawet zimą
kiedy
leniwe słońce
długo nie chciało przetrzeć oczu

wtedy mówił:
niech se pośpi
tera zimno
wy też śpijta
pódę zobaczę
czy konie są karmione
czy wóz sprawny

jesteś stary
po co ci to dziadku -
wołaliśmy
ale on wciąż swoje:
pódę zobaczę

wczesną wiosną dziadek leżał na wozie
szliśmy za nim do samego cmentarza
drugiego dnia
na tym wozie
jechaliśmy w pole
zasiać zboże

Babcia

Po śmierci babcia nie chciała opuścić naszego domu.
Opłakiwaliśmy ją przez dwa dni i dwie noce, ale ona
nawet palcem nie ruszyła. Wtedy zaprzęgliśmy konie
i wywieźliśmy ją na cmentarz.

Babcia nie pogodziła się z przeznaczeniem: każdej nocy
wracała do nas. Błąkała się po izbie, poprawiała zsunięte
kołderki. Gdy któreś z nas próbowało otworzyć oczy -
groźnie stukała obcasem. Wtedy klepisko izby dudniło
jak sosnowe deski trumny.

z tomu „Poezje”, 1980

*notka o autorze i linki do innych jego wierszy
w temacie Oczekiwanie
Krystyna Bielarczyk edytował(a) ten post dnia 15.04.11 o godzinie 16:10
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

José Ángel Leyva

Mój dziadek


dla Juana Gelmana

Mój dziadek miał długie bardzo ostre noże
i rzęsy milkliwe jak wierzbowe witki
Ojciec mawiał, że dziadek potrafił zabić od jednego pchnięcia
otworzyć w zwierzęciu kanał i zręcznie je wypatroszyć
Ofiara wykrwawiała się od cięć chirurga
Mój dziadek José Ángel nie myślał o bólu
ani o śmierci ciała
Codziennie w środku krwawiło mu słowo
czuł kłucie w sercu gdy zanurzał chleb
w porannej kawie z obfitością wędlin
W wyobraźni rozpalał wcześnie piec
zagniatał ciasto i nauczał wnuki
form z imionami które się rozpalą od gorącej gliny

Rzeźnik budził się w swym lokalu pełnym krwi i haków
Kroił na sztuki mięso kozie świńskie i baranie
Milcząc
obdarzał swych klientów spokojnym uśmiechem
Czasem alkohol pomagał mu zasnąć
Zapach chleba
rozjarzał blaskiem jego wielkie oczy
Szedł ulicą ze śmiechem miał wtedy głos dziwny
Wracając do domu kupował najlepsze słodycze

Dziadek umarł bo oścień bólu dotarł aż do serca
Nie zdążył poznać wnuków i się zestarzeć

Potomstwu babcia wpoiła nauki
i sentencję – jak mówiła - José Ángela:
„Słowo jest człowieka tym czym człowiek dla słowa”
Morderca opuścił rodzinę wyjściem na salony

Z dzieciństwa pamiętam jak ojciec uśmiercał zwierzęta
mistrzowską dłonią
pisywał przemówienia i wiersze na wielkie bankiety
we wspólnocie analfabetów
Widziałem także jak razem z matką wkładał chleb do pieca

Zastanawiam się teraz pisząc o dziadku
gdzie podziały się jego długie ostre noże
imiona mąki
i gdzie słowo-ciało

z tomu „Duranguraños”, 2007

tłum. Krystyna Rodowska

wersja oryginalna pt. „Mi abuelo” w temacie
Poezja iberyjska i iberoamerykańska
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 10.04.11 o godzinie 10:47

konto usunięte

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Zbigniew Herbert

Babcia


moja przenajświętsza babcia
w długiej obcisłej sukni
zapinanej
na niezliczoną ilość
guzików
jak orchidea
jak archipelag
jak gwiazdozbiór
 
siedzę na jej kolanach
a ona mi opowiada
wszechświat
od piątku
do niedzieli
 
zasłuchany
wiem wszystko
- co od niej
nie zdradza mi tylko swego pochodzenia
babcia Maria z Bałabanów
Maria Doświadczona
 
nic nie mówi
o masakrze
Armenii
masakrze Turków
 
chce mi zaoszczędzić
kilku lat złudzenia
 
wie że doczekam
i sam poznam
bez słów zaklęć i płaczu
szorstką
powierzchnię
i dno
słowa

z tomiku „Epilog burzy”, 1998Marek F. edytował(a) ten post dnia 10.04.11 o godzinie 20:40
Krystyna Bielarczyk

Krystyna Bielarczyk Wędrówki po górach,
rubieżach poezji i
miłości

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

O cioci, co się otruła


Ciotki nie były piękne, nie miały nic z wróżek.
Były dzielne, szczawiowe, barchanowe żony.
Nie miały złotych włosów ni jedwabnych nóżek,
ni oczu tajemniczych, ni rzęs wykręconych.

Brały serio dzieci, kwiaty i owoce,
mężów trzymały krótko, perfum nie lubiły,
zasypiały spokojnie w księżycowe noce,
pełne kurzej tężyzny i jaglanej siły.

Jedynie ciocia Lila, wiotka i pachnąca,
podobna była wróżce i paryskiej lali.
Chodziła w piórkach ptasich i tiulach ze słońca,
całowała unosząc nakrapianych woali.

Wkrótce ją jakieś wichry żałosne rozwiały
wśród wiosennych błyskawic i szumów ponurych...
Zgrzebne ciotki płakały — lecz nic nie wiedziały,
jaki był smak miłości i... trutki na szczury.

Wiersz jest też w temacie Samobójstwo w wierszach...Krystyna Bielarczyk edytował(a) ten post dnia 11.04.11 o godzinie 10:08

konto usunięte

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Péter Kántor*

Babcia


Kiedyś odprowadzała mnie do szkoły,
wsiadaliśmy do trolejbusu jak para dzieciaków,
zawsze gdy trolejbus dojeżdżał do ulicy Rottenbillera,
moja babcia chichotała głośno i dumnie:
Zgniły Billy! Ha, ha! Zgniły Billy!
Z początku to lubiłem, później chciałem prosić:
nie tak głośno, babciu, nie tak głośno!

Idź do diabła – mamrotała po angielski,
kiedy przygarbiona i niedowidząca błądziła po ulicy,
zawsze gdy spotykaliśmy się, najpierw wpadaliśmy na siebie,
zanim mnie rozpoznała: A więc to ty, nicponiu!
i uśmiech jak latarnia rozjaśniał jej twarz.

Miała niebieskie oczy, jej okulary miały grube szkła,
miała abonament do opery,
miała olbrzymie stopy i purpurowe pantofle,
była posiadaczką La Fontaone'a i Targowiska próżności,
domu, niegdyś, oczywiście, a później
mieszkała w nim tylko jako sublokatorka,
w ubikacji kartka dla uczniów z napisem długopisem
w czterech kolorach i w czterech językach
Ne tirez pas trop fort! – oprócz tego wszystkiego
skarbiec staroci i książek, fałszywe perły,
szkarłatny 24-częściowy chiński porcelanowy serwis do herbaty,
oszklone komody, piękne lustra, grzebienie, Larousse,
i ona sama tak cienka jak wykałaczka
i ona sama tak pojedyncza jak mój palec.

Każdego lata wyjeżdżała do Wiednia,
tam narzekając na Peszt, tu na Wiedeń,
na Trafalquar Square to jest tak – zmyślała,
ależ, babciu! przecież nigdy tam nie byłaś!...
stała na balkonie, wpatrywała się w deszcz:
COTUSIĘ WYPRAWIA! - mówiła z pogardą.

Jeden z mych prapradziadków

Jak stare brodate działo
imieniem Mordechaj Weis:
w 1985 Papcio w Londynie na Maida Vale
odpalił po raz ostatni
przy butelce hiszpańskiego wina.
Był cholewkarzem albo szewcem,
kiedy umierał, przy jego łożu
zebrał się tuzin dzieci, tylko
Samuela zabrakło, twojego dziadka.
Wtedy Mordechaj uniósł się,
przeszył wzrokiem całą dwunastkę
i powiedział tylko:
Mein einciger Smil!
I umarł.

Drugi z mych prapradziadków

Futrzana czapa korzennego
kupca Ferenca Kleina
dotykała gwiazd,
jeśli wierzyć babce.
Ja wierzyłem i nie wierzyłem,
ale jego broda na zdjęciu
była potężna, jak ocean.
Herman, Cili, Sándor, Illon,
Anka, Loli, Józsi – wszystkie dzieci
poginęły:
przez Kaszony, przez dym,
przez Amerykę, przez Peszt
wszystkie drogi prowadzą do niego.

z węgierskiego przełożył Bohdan Zadura

*Péter Kántor (ur. 1949) - węgierski poeta i tłumacz, syn poetki Zsuzsy Kántor. Urodził się
w Budapeszcie, tam studiował anglistykę, rusycystykę i hungarystykę na Uniwersytecie im. Loránda Eötvösa. W 1991 roku przebywał na rocznym stypendium Fulbrighta w USA. Pracował
w budapesztańskich liceach jako nauczyciel języków, był dziennikarzem specjalizującym się
w sprawach międzynarodowych, kierował działem poezji w piśmie „Élet és Irodalom”, tłumaczył poezję angloamerykańską. Wydał tomy wierszy: „Kavics” (1976), „Halmadár” (1981), „Grádicsok” (1985), „Hogy nö az ég” (1988), „Napló 1987-1989” (1991), „Bucsu es mégerkezés” (1997), „Lóstaféta” (2002), „Trója-váriócik” (2008), „Megtanulni élni” (2009).
Jego wiersze tłumaczyli na polski Anna Górecka i Bohdan Zadura.


Inne wiersze Pétera Kántora w tematach: Szczęście, Pierzaści bracia mniejsi,
O przyjaźni w poetyckich strofach, Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej, Dawni Mistrzowie, Archetypy i symbole w poezji, Szukanie lata
Marta K. edytował(a) ten post dnia 28.04.11 o godzinie 07:18
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Ottó Tolnai*

Moja babcia bohaterka


tam byliśmy naprawdę razem.
W błocie.
jeździliśmy patrzeć na ziemię,
oglądać ziemię
co tam jest do oglądania
ziemię oglądać płynęliśmy promem do banatu
potem cały dzień pieszo
kto tez po kim odziedziczył ziemię
była żółta albo czarna
kukurydza w niej była albo muhar
nie chodziliśmy na stronę by sikać przed gołym niebem
tam byliśmy naprawdę razem
W błocie.
zbłądziliśmy
wyjęła chleb z fartucha
stoimy na środku drogi
śpiewał skowronek
siedzimy pośrodku
kładziemy się
W błocie.
tam byliśmy naprawdę razem
W błocie.
lubiła konie
ta wielka kobieta nigdy nie zastanawiała się
kto ostatnio mył naszego konia
pięknie go szczotkowała
jak rumaka przed gonitwą
obwiązała mu pęciny białym płótnem
by sobie nie poobijał
by mu nie poobijali ich przed metą
W błocie.
zrodziła dziesięcioro dzieci
ośmioro zmarło
jedno chyba zwariowało
drugie urodziło mnie
ja byłem dla niej koniem
ona była dla mnie koniem
koń był dla mnie nią
ja byłem koniem dla niej
piękny koń
dwa piękne konie
W błocie.
kochała naszego konia
mnie
i odpadki
wyrzucane z magazynu naszego sklepu
osobno kładła bibułkowy papier
w którym były pomarańcze
a na nim złoty napis Jaffa
osobno gładką i karbowaną tekturę
dokumenty podatkowe
karteluszki z zamawianymi modlitwami
osobno coś do mydła
barwną tasiemkę do chodniczków z gałganków
kochała konie
mnie odpadki
suszone jabłka
suszącą się tarhonię w dużych okrągłych koszach
jak budda stawała na zydelku
W błocie.
przez cały dzień modliła się
za mnie
i stało się tak jak chciała
wszystko
bo ona wybłagała starła czarną kukurydzę
W błocie.
upadła
ziemia rozbiła jej głowę
nie znaleźliśmy jej w banacie
w drodze powrotnej nawet cisy nie widzieliśmy
W błocie.
spacerowałem brzegiem dunaju
patrząc na przytwierdzoną do transformatora
emaliowaną tabliczkę z trupią czaszką
mój syn powiedział moja babcia
myślałem nie każe szyć czarnego ubrania
kiedy przyjechaliśmy
w zenicie na gołębim targu kupiliśmy jasne chryzantemy
jej głowa była już
jak zawinięta w papier wątroba
jakiś płowy pająk łaził jej po ustach
o szczęśliwości
zawsze już tak to będzie góra – dół
W błocie.
mój ojciec się targował z cmentarnym dozorcą
kupował sobie i matce miejsce na grób
W błocie.
w tobie niech mnie pochowają
między twoimi długimi kośćmi
moje długie kości
daw naręcza bambusowej trzciny
W błocie.
tam byliśmy naprawdę razem
tam jesteśmy naprawdę razem
tam będziemy naprawdę razem
W błocie.
dwa naręcza bambusowej trzciny
W błocie.

Moje ciemne teksty pisałem z łatwością

Dwa małe pomieszczenia dolnej kuchni
Zaczął był przerabiać na saunę
Ale w końcu nie obił
Świerkowym drewnem ścian

I skończyło się na komorze
w której narzędzia ogrodnicze stały pośród rowerów:
Beczka kwaszonych kawonów!
Czasem stoję tam w środku w woni octu
Z zielonym kwaszonym kawonem w dłoni
I myślę sobie że powinienem był
Urządzić tam mieszkanko samemu sobie
Zwolna tracący mowę mój dziadek
Też sobie żył w podobnej dolnej kuchni
I tam mu nosiłem obiady
Miał nad żelaznym łóżkiem jarmarczny kredowy krzyż
który gdy chodził wokół spalonego
Do połowy domu zdjąłem
By pisać na łukowej tabliczce
Szczupłym ciałem krzyżowej postaci
Bo do czarnego pisma miałem tam mnóstwo
Zwęglonych głowni
Moje ciemne teksty pisałem z łatwością

wiersz jest też w temacie Wspomnienia

z węgierskiego tłum. Jerzy Snopek

*notka o autorze i linki do innych jego wierszy
w temacie Popatrz na mgłę, ileż cudów ukrywa...
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 30.04.11 o godzinie 10:47

konto usunięte

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Dziadzio


Dziadzio siedział w pracowni przed sztalugą, palił cygaro,
brał pędzel do ust, namyślał się długo,
strząsał jedwabny popiół w popielniczkę starą.
Rozrabiał na palecie soki fijołkowe,
deszczówkę pomieszaną z zielenią wiosenną
i mleko migdałowe z sjenną.
Ślad ołówka wycierał kawałkami chleba,
a po kobalt przez okno sięgał aż do nieba.
Malował rozrzewnieniem i słońcem
siwki, grzywki, kopytka tańczące i lśniące,
oczy pełniejsze ognia od oczu Hiszpanek
i zady roztęczone jak bańki mydlane,
jak grupy grzybków barwne miasteczka i chaty,
i łąki , i dziedziców jak sumy wąsatych.
A za fotelem dziadzi kiwając się stał
mądry Żydek Immerglück albo Himmelblau,
inni czyhali we drzwiach, a inni w ogrodzie,
aż słodko śpiący skończy swój sen o pogodzie.

z tomu "Wachlarz", 1927

konto usunięte

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Adrienne Rich*

BABKI

1. Mary Gravely Jones


Nie mieliśmy dla ciebie przezwisk, zdrobnień,
pojawiałaś się zawsze jak normalny gość pod dachem mego ojca:
Byłaś „babką Jones” i odwiedzałaś nas rzadko.
Widzę jak przemierzasz wzdłuż i wszerz ogród.
Ruchliwa, z południowym akcentem, pełna rezerwy,
nie wydawałaś się matką mojej matki ani czyjąkolwiek babką.
Byłaś Mary, wdową po Williamie, nic z matriarchy,
do końca w zapasach ze sfrustrowanym życiem,
z pomysłami, których nikt nie chciał słuchać, zwłaszcza mój ojciec.
Pewnej letniej nocy siedziałaś ze mną i z moja siostrą
na drewnianej huśtawce długo po zmierzchu
trzymając nas przy sobie potokami od dawna dławionych słów.
Potrafiłaś zacytować każdego poetę o którym kiedykolwiek słyszałam,
znałaś „Zjadacza opium”, Amiela i Bernarda Shaw
twoje zielone oczy nie znały co to cudzy sprzeciw.
Wyszłaś za mąż zaraz po ukończeniu szkoły klasztornej,
pochodziłaś ze wsi, zostawiłaś po sobie maszynopis
nigdy nie zagranej sztuki o Burrze i Hamiltonie,
byłaś bezsilna i wspaniała, nikogo nie obchodził
twój umysł, mogłaś skończyć
gdzie indziej, nie na tej huśtawce
opowiadając dzieciom swoje nienapisane powieści.

2. Hattie Rice Rich

Twoja słodycz była dla mnie tajemnicą,
pokrywałaś pokrowcem krzesła, sklejałaś stłuczoną porcelanę.
Miałaś jedną walizkę rzeczy w naszym pokoju gościnnym
przez lato i jesień, potem w swojej granatowej sukni i słomkowym kapeluszu
odjeżdżałaś pociągiem pullmanowskim do Alabamy
krążąc co pół roku między synem a córką.
Twoja słodycz była wszystkim na rękę,
wstawałaś razem z ptakami i dziećmi, gotowałaś swoje jajko,
godzinami łowiłaś ryby z pomostu pod otwartym parasolem,
jechałaś tramwajem do centrum po niezliczone zakupy
spełniając kaprysy swego syna, kaprysy geniusza,
notowałaś wydatki w zeszycie, pisałaś co dzień listy.
Przez całą drugą wojnę światową zabronione słowo
„Żyd” rzadko pojawiało się w domu twojego syna;
twój gniew wybuchał z powodów niezbadanych.
Raz zobaczyłam jak skulona na gościnnym łóżku
z dłońmi zaciśniętymi do białości na kolumience łóżka
odprawiałaś z łkaniem jedyną krótką, pamiętną scenę buntu:
nie chciałaś tego roku wracać na Południe.
Nie byłaś nigdy „babką Rich”, zawsze „Ananą”;
miałaś własne pieniądze, lecz byłaś bezdomna,
Hattie, wdowa po Samuelu, nie matriarcha,
rozproszona między dzieci i wnuki.

3. Wnuczka

Łatwiej zamknąć wasze życie
na taśmie obrazkowej notującej przeżycia i wrażenia
grać rolę dziecka lub ofiary, operatora kinowego
łatwiej wymyślić scenariusz dla każdego z was
ze mną wciąz w centrum
niż zapisać słowa, w których mogłybyście się odnaleźć

i powiedzieć patrząc mi w oczy:
„Tak, byłam taka, ale też byłam czymś więcej...”
Danville, Virginia, Vickburg, Missisipi,
żywa pamięć o „wojnie między stanami”
jej pozostałość – miasto pomoru zamykające
swoje bramy, próbujące uleczyć się truciznami.
Mogę niemal dotknąć tego miasta
małego białego miasta otoczonego Murzynami
jak głębokim cieniem padającym na biel.

Urodziwszy się jako kobieta biała, Żydówka, a więc o umyśle pełnym ciekawości -
- podwójnie obca, choć wierząca w przyłączenie,
broniąca przyczółka półprawd
złamana jedną uporczywą ideą
„krwi”, wszechpotężny, straszny temat
- jaką stąd można było wyciągnąć naukę? Jeśli mam
wierzyć córce jednego z was – odpowiedzią była amnezja.

przełożyła Julia Hartwig

*notka o autorce, inne jej wiersze i linki w temacie
Poezja anglojęzyczna
Marta K. edytował(a) ten post dnia 02.05.11 o godzinie 03:24

konto usunięte

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

John Cage

* * *


Moja babka była czasem głucha jak pień, a kiedy indziej, zwłaszcza kiedy mówiono o niej, wcale nie była głucha. Pewnej niedzieli siedziała w salonie, mając przed samym nosem radio, z którego tak głośno szło kazanie, że można je było słyszeć o kilka przecznic dalej. Ona jednak spała mocno i chrapała. Wszedłem do pokoju na palcach, z myślą że wezmę leżący na fortepianie rękopis i że, nie budząc jej, zdołam wyjść. Prawie mi się udało. Ale kiedy już byłem przy drzwiach, radio zamilkło, a babka odezwała się ostrym głosem: „John, czy jesteś już gotowy na powtórne nadejście Pana?”

przełożył Piotr Sommer

wersja oryginalna pt. „82. [My grandmother was sometimes very/deaf . ...]”
w temacie Poezja anglojęzyczna

Z tomu „A Year from Monday: New Lectures and Writings”, 1967
Marta K. edytował(a) ten post dnia 02.06.11 o godzinie 09:35

konto usunięte

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Thomas Stearns Eliot*

Ciotka Helena


Ciocia Helena Slingsby była starą panną,
Miała domek w pobliżu szykownego placu
I zajmowało się nią czworo służby.
Teraz, gdy zmarła, cisza nastała w niebiosach,
Cisza jest także w jej końcu ulicy.
Opuszczono żaluzje, przyszedł pogrzebowy
Agent, dla niego pogrzeb nie był niczym nowym.
Psom zapewniła hojne dożywocie,
Lecz i papuga zdechła wkrótce potem.
Zegar miśnieński nadal tykał na kominku,
A w jadalni na stole usiadł lokaj,
Trzymając na kolanach drugą pokojową,
Która dawniej - swą panią bawiła rozmową.

przełożył Krzysztof Boczkowski

*notka o autorze, inne jego wiersze i linki
w temacie Poezja anglojęzyczna
Krzysztof Adamczyk edytował(a) ten post dnia 16.06.11 o godzinie 13:21

konto usunięte

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Michaił Kuzmin

Moi przodkowie


Żeglarze o starożytnych nazwiskach,
rozmiłowani w dalekich horyzontach,
pijący wino w portowych zaułkach,
ściskając wesołe cudzoziemki;
franty lat trzydziestych,
naśladowcy d'Orcai i Brummele'go,
wnoszący do pozy dandy
całą naiwność młodej rasy;
wyniośli, z gwiazdami, generałowie,
będący niegdyś miłymi trzpiotami,
pielęgnujący wesołe opowieści przy rumie,
zawsze jedne i te same;
mili aktorzy bez wielkiego talentu,
co przynieśli szkołę z obcych ziem,
grający w Rosji "Mahometa"
i umierający z niewinnym wolterianizmem;
wy jaśniepanienki w bando,
z uczuciem grające walce Markalego,
wyszywające paciorkami sakiewki
dla narzeczonych na dalekich wyprawach,
odprawiające rekolekcje w domowych cerkwiach
i stawiające kabałę;
gospodarni, rozsądni ziemianie,
przechwalający się swoimi zasobami,
potrafiący przebaczyć i zerwać
i blisko podejść do człowieka,
kpiarscy i bogobojni,
wstający wcześniej od zorzy w zimie;
i rozkosznie głupie kwiaty szkół teatralnych,
zaprzedane od dzieciństwa sztuce tańca,
delikatnie rozwiązłe,
czysto zdeprawowane,
rujnujące męża na suknie
i widujące swoje dzieci pół godziny na dobę;
i dalej, w dali szlachcice z zapadłych powiatów,
jacyś tam srodzy bojarowie,
francuscy uchodźcy przed rewolucją,
co nie potrafili wejść na gilotynę
wszyscy wy, wszyscy wy
milczeliście przez wasz długi wiek,
i oto wołacie setkami głosów,
polegli, ale żywi,
we mnie: ostatnim, biednym,
ale posiadającym mowę po was,
i każda kropla krwi
bliska wam,
słyszy was,
kocha was;
i oto wszyscy wy:
mili, głupi, rozczulający, bliscy,
błogosławieni jesteście przeze mnie
za wasze milczące błogosławieństwo.

Maj 1907

przełożył Zbigniew Dmitroca
Anna B. edytował(a) ten post dnia 16.06.11 o godzinie 19:37

konto usunięte

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Jerzy Harasymowicz

Rodowód


Po pradziadach mam

Po babce Niemce
trąby skłonności dęte
gramatyczne rymy

Po dziadku Rusinie
ikony w kadzideł dymie
zdolności diaka skryby

Po matce Tatarce
nieokiełzaność życia
świst uczuć
sumienie czarne

Jestem stołem
zapisanym już dawniej

z tomiku „Zielnik”, 1973

konto usunięte

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Jerzy Ficowski

Dziadek


Moim wnukom - Filipowi i Lolkowi

Dziadka oglądać
najlepiej w półmroku
gdzie chowają się w cieniach
całe sterty lat
i ani jeden
rok nie wystaje

to wymaga wysiłku
trzeba się bardzo zmrużyć

wszelako najpierw
trzeba dostrzec dziadka
dziadek pomoże
swym podwójnym chrząknięciem
którym zakorzenia się w sobie
utwierdza w istnieniu

zatem zmierzajmy za tym głosem
bo dziadek się składa
głównie z niewidzialnego
i w sto dioptrii
nie dogoni
chyba że sam
udostępni nam i obnaży
swe z trudem czytelne
palimpsesty

on jest on był i będzie
zanim nastanie pora
gdy odchodzą dziadkowie
coraz dalej
aż po horyzont z którego
osuwają się laboga
spadają prosto w zaświaty
próżno wołając
o jakiś płot
iżby się o coś oprzeć
utrzymać doczesność czyli
równowagę

Aliści dziadek ten nasz
wybryk genealogii
nie chce Chce inaczej
Zostaje
jakby był swoim wnukiem
właśnie zagalopował się
o paręset lat z okładem
całą przeszłość mając
panie dobrodzieju
za swoją
tyle że leżącą odłogiem
gdzie jeszcze trudniej
zobaczyć go zwłaszcza
kiedy już nie jest
tym trzecim
jak dziadkowie mieli w zwyczaju
ale mną
mną
MNĄMarek F. edytował(a) ten post dnia 24.06.11 o godzinie 11:02

konto usunięte

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Dietmar Scholz*

spadek


matka mojego ojca
do której
jak mówią
jestem łudząco podobny

powraca

ileż to lat przeminęło
w obiegu

sześć zdjęć
wyblakłych minionymi latami
przypomina o tym
że
człowiek
którego ćwiartką jestem

kilka lat przede mną

podążał przez czasy
które
kochał
i
cierpiał
jak ja

2/2003

przełożyła Aldona Skowrońska

*notka o autorze, inne jego wiersze i linki
w temacie A może w języku Goethego?
Krystyna Bielarczyk

Krystyna Bielarczyk Wędrówki po górach,
rubieżach poezji i
miłości

Temat: Przodkowie - bliżsi i dalsi

Przemysław Dakowicz

Mój prapradziadek Jan


widzę go
kiedy stoi przy studni
w parcianych spodniach
z nagim torsem
i ziewa
miarowym ruchom drewnianej korby
towarzyszy zgrzyt łańcucha
wiaderko z wodą wędruje ku górze
już je chwycił nalewa wodę do dzbanka
przechodzi pod okno kuchni
na drewnianej ławie
miednica i przybory do golenia
w oknie kobieta
rozmawiają słychać śmiech
za jej plecami ogień trzaska w kaflowym piecu
na blasze mleko
zaczyna pokrywać się gęstym żółtym kożuchem
mężczyzna przeciąga się
patrzy na drzewa grządki
na wbite w ziemię tyczki z pędami fasoli
odwraca się i chwyta brzytwę
świetlne refleksy igrają na pobielanej ścianie domu

widzę go
kiedy idzie przez miasto
mija kino szkołę z czerwonej cegły
za jego plecami słońce przed nim rzeka
już słyszy jej szum
lubi patrzeć jak woda bije w przyczółki i filary mostu
myśli wtedy o zastępach budowniczych i architektów
którzy od wieków próbują ujarzmić naturę
jest murarzem
jako jedyny w okolicy
posiada licencję na stawianie kominów fabrycznych
rodzinne podania wspominają o jego udziale
w budowie Politechniki Lwowskiej

teraz stoi w środku grupy robotników
gestykuluje pokazując na wysoki komin z czerwonej
cegły
tamci na przemian przytakują i kręcą głowami
wreszcie rozstępują się i przepuszczają go
obserwują jak wspina się
ku szczytowi niedokończonego komina
opierając ręce i nogi na kręgach cegieł
wysuniętych jak schody z lica muru

mój prapradziadek Jan
po drabinie Jakubowej komina
wstępujący do nieba

angelos posłaniec niebieski
w parcianych spodniach z szelkami
i zgrzebnej koszuli

jeszcze nie wie że tam na górze
zaprawa nie zdążyła stwardnieć
i mur ustąpi pod jego ciężarem

a kiedy będzie spadał
wśród gradu glinianych cegieł
może w nagłym błysku
zobaczy
oddziały w żelaznych hełmach
maszerujące na wschód i na zachód
łuny pożarów
zaorany brzeg Bugu
gdzie nie ma już żadnego domu
i nas wszystkich
uciekinierów z ziemi rodzinnej
synów i wnuków
prawnuków i ich dzieci
z których jedno pochyla się nad reprodukcją obrazu
sokalskiej Cudownej Matki Bożej Pocieszenia
na poszarzałej karcie pocztowej
wydanej nakładem ojców Bernardynów w Sokalu
na początku ubiegłego wieku

2004



Wyślij zaproszenie do