konto usunięte

Temat: Kierunki, szkoły, manifesty poetyckie

Poeci niechętnie układają swoją twórczość w szufladach kierunków, szkół i nurtów artystycznych, jakie im szykują krytycy i historycy literatury. Pewnym wyjątkiem są sytuacje, kiedy sami poeci zakładają odrębną szkołę i w formie wierszy-manifestów ogłaszają swoje istnienie, przykładem mogą być grupa Skamander czy futuryści w międzywojennej polskiej literaturze. Nie zmienia to jednak faktu, że prędzej czy później, nie tylko z powodu skrupulatności i konsekwencji krytyków i badaczy literatury, twórczość każdego prawie poety zostaje umieszczona w jakiejś przegrodzie klasyfikacji. Mam nadzieję, że podróż po różnych kierunkach, szkołach i nurtach artystycznych, odbywana często w wierszach i manifestach samych twórców, okaże się ciekawa i warta poświęcenia uwagi.Do czego serdecznie zapraszam i proponuję na początek jeden z najbardziej oryginalnych kierunków w sztuce XX wieku – surrealizm.

Octavio Paz*

Surrealizm


Surrealizm był ognistym jabłkiem na drzewie syntaksy
Surrealizm był spopieloną kamelią między piersiami dziewczyny,
którą posiadł duch Orestesa
Surrealizm był talerzem soczewicy, którą wzrok marnotrawnego syna
przemienia w dymiącą ucztę króla kanibali
Surrealizm był balsamem Fierabrasa, co znajduje plamę grzechu
pierworodnego na pępku języka
Surrealizm był splunięciem na hostię, goździkiem dynamitu
w konfesjonale i hasłem, otwierającym kasy pancerne i domy
wariatów
Surrealizm był pijanym płomieniem prowadzącym lunatyka, który
idzie na palcach po ostrzu cienia, rzucanego przez ostrze
gilotyny na szyje skazańców
Surrealizm był rozpalonym gwoździem wbitym w czoło geometry
i wiatrem, który o północy unosi prześcieradła dziewcząt
Surrealizm był dzikim planem, wywracającym trzewia Towarzystwa
Jezusowego, aż zwymiotuje wszystkie koty i diabły zamknięte
w środku
Surrealizm był garścią solo, która rozpuszcza skorpiony realizmu
socjalistycznego
Surrealizm był papierową koroną bezgłowego krytyka i żmiją,
ślizgającą się między udami jego żony
Surrealizm był trądem chrześcijańskiego Zachody i biczem
o dziewięciu sznurach, co rysuje na plecach tępego
i ogłupiałego nacjonalizmu drogę wyjścia do innych ziemi,
innych języków, innych dusz
Surrealizm był opowieścią dziecka, tkwiącą w każdym człowieku;
był sylabami z mleka lwicy, które skropiły spalone kości
Giordana Bruno
Surrealizm był siedmiomilowymi butami uciekinierów z więzień
przecinającym węzły trującego pnącza, co pokrywa ściany
skamieniałych rewolucji XX wieku
Surrealizm był tym, i tym, i tym

z tomu „Árbol adentro, 1987

przełożył Maciej Zientara

*notka o autorze, inne jego wiersze i linki
w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
Marta K. edytował(a) ten post dnia 29.01.12 o godzinie 06:48

konto usunięte

Temat: Kierunki, szkoły, manifesty poetyckie

Dwa wiersze Luisa Buñuela (1900-1983) – najwybitniejszego chyba w historii kina scenarzysty i reżysera filmowego, który tworzył w poetyce surrealizmu, a w młodości pisał też wiersze.

Luis Buñuel

Tęcza i kataplazm


Ilu marian mieści się na kładce?
Czterech czy pięciu?
Ole ósemek ma donżuan?
1230424
to proste pytania.

Klawisz jest pchłą?
Przeziębię się na udach mojej kochanki?
Papież ekskomunikuje ciężarne?
Policjant potrafi śpiewać/
Hipopotamy są szczęśliwe?
Pederaści są marynarzami?
A te pytania, czy są proste?

Za jakąś chwilę nadejdą ulicą
dwie śliny za rękę
prowadząc klasę głuchoniemych dzieci.

Czy będę nieuprzejmy, jeśli zwymiotuję fortepian
Z mojego balkonu?

1927

Ptak nostalgii

Plezjozaur spał między moimi oczami,
podczas gdy w lampie gorzała muzyka,
a pejzaż chłonął namiętność Tristiana i Isajosa.

Twoje ciało obejmowało moje
tak jak dłoń obejmuje rzecz, którą chce ukryć;
bez skóry
pokazywała mi mięśnie z drewna
i lubieżne bukiety
które mogą wziąć w posiadanie
twoje żyły.

Słychać było galop bizonów w rui
wśród włosów, co drżały jak liście w ogrodzie;
wszystkie miłosne szepty są podobne,
wszystkie wydają majaczące tony,
ale pierś jest zduszona
muzyką wiekowych wspomnień;
potem nadchodzi modlitwa i wiatr,
wiatr, który ostre dźwięki tka
ze słodyczy krwi
z wycia, co stało się ciałem.

Jakie pragnienia, żądze złamanych mórz
przemienionych w nikiel
albo w ekumeniczną pieśń tego, co mogło być tragedią,
narodzą się, niby ptaki naszych połączonych warg,
kiedy śmierć podchodzi nas od stóp?

Rozpięta jak most kamiennych pocałunków wybiła pierwsza.
Druga odleciała z dłońmi złożonymi na piersi.
Trzecia brzmiała odleglej niż śmierć.
Czwarta już drżała ze świtu.
Piąta cyrklem wytyczała zakres nadawczy dnia.

O szóstej ryknęły alpejskie koźlęta
wiedzione przez mnichów na ołtarz.

1929

przełożył Marcin Kurek
Marta Konarska edytował(a) ten post dnia 20.05.09 o godzinie 14:02
Jolanta Chrostowska-Sufa

Jolanta Chrostowska-Sufa Redakcja, korekta,
adiustacja, kampanie
internetowe, zlec...

Temat: Kierunki, szkoły, manifesty poetyckie

Adam Mickiewicz

Romantyczność


Methinks, I see… Where?
- In my mind’s eyes.

Shakespeare

Zdaje mi się, że widzę… gdzie?
Przed oczyma duszy mojej.


Słuchaj, dzieweczko!
- Ona nie słucha -
To dzień biały! to miasteczko!
Przy tobie nie ma żywego ducha.
Co tam wkoło siebie chwytasz?
Kogo wołasz, z kim się witasz?
- Ona nie słucha. -

To jak martwa opoka
Nie zwróci w stronę oka,
To strzela wkoło oczyma,
To się łzami zaleje;
Coś niby chwyta, coś niby trzyma;
Rozpłacze się i zaśmieje.

“Tyżeś to w nocy? to ty, Jasieńku!
Ach! i po śmierci kocha!
Tutaj, tutaj, pomaleńku,
Czasem usłyszy macocha!

Niech sobie słyszy, już nie ma ciebie!
Już po twoim pogrzebie!
Ty już umarłeś? Ach! ja się boję!
Czego się boję mego Jasieńka?
Ach, to on! lica twoje, oczki twoje!
Twoja biała sukienka!

I sam ty biały jak chusta,
Zimny, jakie zimne dłonie!
Tutaj połóż, tu na łonie,
Przyciśnij mnie, do ust usta!

Ach, jak tam zimno musi być w grobie!
Umarłeś! tak, dwa lata!
Weź mię, ja umrę przy tobie,
Nie lubię świata.

Źle mnie w złych ludzi tłumie,
Płaczę, a oni szydzą;
Mówię, nikt nie rozumie;
Widzę, oni nie widzą!

Śród dnia przyjdź kiedy… To może we śnie?
Nie, nie… trzymam ciebie w ręku.
Gdzie znikasz, gdzie, mój Jasieńku!
Jeszcze wcześnie, jeszcze wcześnie!

Mój Boże! kur się odzywa,
Zorza błyska w okienku.
Gdzie znikłeś? ach! stój, Jasieńku!
Ja nieszczęśliwa”.

Tak się dziewczyna z kochankiem pieści,
Bieży za nim, krzyczy, pada;
Na ten upadek, na głos boleści
Skupia się ludzi gromada.

“Mówcie pacierze! - krzyczy prostota -
Tu jego dusza być musi.
Jasio być musi przy swej Karusi,
On ją kochał za żywota!”

I ja to słyszę, i ja tak wierzę,
Płaczę i mówię pacierze.
“Słuchaj, dzieweczko!” - krzyknie śród zgiełku
Starzec, i na lud zawoła:
“Ufajcie memu oku i szkiełku,
Nic tu nie widzę dokoła.

Duchy karczemnej tworem gawiedzi,
W głupstwa wywarzone kuźni.
Dziewczyna duby smalone bredzi,
A gmin rozumowi bluźni”.

“Dziewczyna czuje, - odpowiadam skromnie -
A gawiedź wierzy głęboko;
Czucie i wiara silniej mówi do mnie
Niż mędrca szkiełko i oko.

Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,
Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce.
Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!
Miej serce i patrzaj w serce!”.



styczeń 1821Jolanta Chrostowska-Sufa edytował(a) ten post dnia 21.05.09 o godzinie 09:47
Jolanta Chrostowska-Sufa

Jolanta Chrostowska-Sufa Redakcja, korekta,
adiustacja, kampanie
internetowe, zlec...

Temat: Kierunki, szkoły, manifesty poetyckie

Kazimierz Wierzyński

Manifest szalony


Precz z poezjami! Z duszą tromtadrata!
Niech żyją bzdurstwa, bujdy, banialuki!
Dosyć rozsądku! Wiwat trans wariatd!
Życie jest wszystkim! Nie ma żadnej sztuki!

Dosyć bezpłciowych, literackich stylów,
Form, psychologii, manier, problematów!
Dzisiaj pegazem: czwórka krokodylów,
Gryząca w pyskach swych orzechy światów!

Dziś gra się słońcem football-match ogromny!
Bóg strzela gole - po ludzku, wspaniale!
Dziś skok na ziemię z nieba karkołomny,
Cesarskie cięcie i salto mortale!

Dalej, Kolumbie! Odkrywaj Europę!
Jest trzeci między dwoma biegunami!
Świat się zamienił w kolosalną szopę,
I wszystko chodzi do góry nogami!

Literatura kona w dzikich krzykach,
A tłum się śmieje, śmieje do rozpuku!
Kpy jakieś tango tańczą na pomnikach
I wieszczom wrzeszczą: terefere-kuku!

Pereł już nie chcą jeść wybredne świnie,
"Hop!" krzyczy smarkacz, nim zrobi dwa kroki,
Miód z ptasim mlekiem w wodociągach płynie
I jeden ogon mają wszystkie sroki!

Szlag trafił wreszcie raz strachy na lachy,
Jak trawa rośnie - słychać w całym mieście,
Ziarnkami grają ślepe kury w szachy
I Meksyk leży sobie w Budapeszcie!

Na dłoni rosną włosy, brwi i rzęsy,
Święci tureccy chodzą stale w fraku,
Przedziwnie mądre są wszystkie nonsensy
I ludzie rodzą się dziś w szapoklaku!

Łącz się, hołoto! Hurmą do szeregu!
Pod słońcem błyska twoja ciemna gwiazda!
Bij, zabij! Razem pierwsi lepsi z brzegu!
Wal krokodyla! Pegaz rusza! Jazda!

Wróble na dachu [1921]Jolanta Chrostowska-Sufa edytował(a) ten post dnia 21.05.09 o godzinie 10:04
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Kierunki, szkoły, manifesty poetyckie

Bruno Jasieński

Do futurystów


Już nas znudzili Platon i Plotyn,
i Czarlie Chaplin, i czary czapel -
rytmicznym szczękiem wszystkich gilotyn
piszę ten apel.

Dziwy po mieście skaczą już pierwsze,
zza kraty parków rzeźby wyłażą,
kobiety w łóżkach skandują wiersze
i chodzą z niebieską twarzą.
Po cztery głowy ma każdy z nas.
Przestrach nad miastem zawisnął niemy.
Poezja
z rur się wydziela
jak; gaz.

Wszyscy zginiemy.
Dzień się nad nami zatrzymał złoty
i pola nasze pobił grad,
jakby wytoczyła przeciw nam kulomioty
Niebieska Republika Rad.
Krzyczały w gazetach telefony i Paty,
że w zimie nie starczy nam chleba -
Nikt z nas nie dożyje do zimy.
Przyszedł czas ostatniej krucjaty.
Tłumie,
coś mnie okrążył i chciał bić laskami,
czemuż stoimy.
Niech poeci idą do nieba.
Jestem z wami.
Nie będzie więcej żaden,
któremu do ust swój dzban dasz,
pieścić nam oczu jadem
gęstym jak bandaż.

Przyjacielu Anatolu,
połóż, połóż tu się
i gdy ci spadnie na czaszkę mój młotek
i szczury się na nią wgramolą,
nie krzycz z teatralnym gestem:
"I ty, Brutusie".
To ja jestem.
I wyciągnę ci z głowy,
jak magik,
domy,
okręty,
księżyce
i dragi,
kobietę z dzieckiem,
flagi wszystkich nacji,
bezcenne słowa po dolarze karat.
Dzisiaj sprzedaję hurtem
z licytacji
cały aparat.
Próżno się wdzięczy chmurek rokoko,
na plafon nieba rzucone bazie.
Nikogo więcej księżyc - gonokok
tęsknotą nocy nie zarazi.
Znów będzie wiosna raz tylko na rok
i jedno słońce w niebo się wkrości.
Jak tynk
obleci ze świata
barok
poetyczności.
Nie będzie kobiet brzuch
jak dynamo
milionem wolt im w głębinie wrząca
będą po prostu drżały,
gdy nam
o
ciała ich miękkie
pluśnie żądza.
Znów będzie ogród,
jak ogród
i róż chwiejące się metry.
Świat rozprostuje się nagle na powrót
w nowej, słonecznej geometrii.
Znikną,
jak wrzody,
które ktoś przegniótł,
sznury tych,
miejsca nie było przed kim -
z wiaderkiem w ręku
każdy przedmiot
pooklejali w etykietki.

O zamknij oczu swoich semafor.
Snów yokohamy kąpią się w kwiatach.
Idziemy
wydrzeć z lawy metafor
twarz
rysującą się
Świata.
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Kierunki, szkoły, manifesty poetyckie

Bruno Jasieński

Do Narodu Polskiego Manifest
w sprawie natychmiastowej futuryzacji życia


Rozumiejąc jasno, że sporadyczna i izolowana reforma sztuki w oderwaniu jej od samego życia, którego, tętnem i funkcją organiczną jest sztuka każda, musi się okazać z gruntu czczą, bezowocną i jałową, nie mając jednocześnie czasu na żadne kroki przedwstępne i przygotowawcze w tym kierunku - życie i sztuka polska grożą zaduszeniem, a jedynym możliwym i skutecznym w takim wypadku środkiem jest niezwłoczna tracheotomia - my, futuryści polscy, przystępujemy z dniem dzisiejszym
do wielkiej radykalnej przebudowy i reorganizacji życia polskiego i wzywamy wszystkich obywateli wolnej Rzeczypospolitej Polskiej do zorganizowanego współdziałania i pomocy.
Wojna wszechświatowa wraz z olbrzymim przesunięciem się całych państw, warstw
i narodów pociągnęła za sobą wielkie przesunięcie wartości. Rezultatem tego jest kryzys kulturalny; którego widownią jest dzisiaj cała Europa Wschodnia i Zachodnia.
U nas ten kryzys objawia się w szczególnie ostrej i specyficznej formie. Półtora wieku niewoli politycznej wycisnęło na całej naszej fizjonomii, psychice i produkcji twardy, niezatarty ścieg. Świadomość kulturalna nasza nie mogła się rozwijać tak swobodnie, jak w państwach zachodnich. Z konieczności cała nasza energia narodowa wyładowywała się w kierunku największego naporu, w kierunku żmudnej i mozolnej walki o język, życie i organizacje własne. W tym samym kierunku walki o własne narodowe "ja" i budowania twardej, nieprzełamanej, odpornej na wszystko i życiowo zdolnej narodowej psychiki wyładowywała się i sztuka polska.
My, futuryści polscy, składamy w tym miejscu polskiej poezji romantycznej okresu niewoli, której widma dzisiaj bez litości szczuć i dobijać będziemy - hołd za to,
że w czasach wielkiego skupienia się i powolnego dojrzewania Narodu Polskiego nie była sztuką "czystą", a właśnie głęboko narodową, że pisana była sokiem i krwią samego przewalającego się. życia, że była tętnem i krzykiem swojego dnia, jaką
w ogóle i jedynie może i musi być każda sztuka.
Dla tych samych przyczyn dzisiaj, kiedy wraz z odzyskaniem samodzielnego bytu politycznego życie polskie wstąpiło w zupełnie sową fazę i ocknęło się wobec miliona czyhających u drzwi, zagadnień, o których wczoraj jeszcze nie było po prostu czasu myśleć, a na które dziś już trzeba dać niezwłoczną i kategoryczną odpowiedź, jeżeli nie chcemy, aby fale nabiegające znów nas zalały, wołamy do was:
Dosyć długo byliśmy już narodem-panopticum, dukającym tylko mumie i relikwie. Szalone, niepowstrzymane dziś wali do wszystkich naszych drzwi i okien, krzyczy, dopomina się, wymaga. Jeżeli nie stać nas na stworzenie nowych kategorii, w których by się mogło pomieścić, nowej sztuki, w której by się mogło wyśpiewać - nie ostoimy się.
Trzeba otworzyć na oścież wszystkie drzwi i okna, niech wywieje ten swąd piwnic
i kościelnego kadzidła którym od dziecka uczyli was oddychać. Zaopatrzeni
w gigantyczne respiratory, idziemy wam na spotkanie.
Ogłaszamy za St. Brzozowskim wielką wyprzedaż starych rupieci. Sprzedaje się za pół darmo stare tradycja, kategorie, przyzwyczajenia, malowanki i fetysze.
Wielkie ogólnonarodowe panopticum na Wawelu.
Będziemy zwozić taczkami z placów, skwerów i ulic nieświeże mumie mickiewiczów i słowackich. Czas opróżnił postumenty, oczyścić place, przygotować miejsca tym, którzy idą.

My, ludzie o szerokich płucach i rozrośniętych barach, kichamy od mdłych zapachów waszego wczorajszego mesjanizmu, a proponujemy wam mesjanizm nowy, jedyny, współczesny i szalony. Jeżeli nie chcecie być narodem ostatnim w Europie,
a przeciwnie, narodem pierwszym, przestańcie raz karmić się starymi ochłapami
z kuchni Zachodu (stać nas na swoje własne menu), a w wielkim wyścigu cywilizacji
o rekord krótkimi, syntetycznymi krokami zdążajcie do mety.
Przystępujemy do budowania nowego domu dla rozszerzonego Narodu Polskiego, który w starym już się pomieścić nie może. Sami nie podołamy. Wzywamy wszystkich żywych, nie mieszczących się i chcących do pomocy.
Ogłaszamy:
Wielkie przesunięcie się warstw na Wschodzie i Zachodzie trwa. Do głosu dochodzi nowa siła - uświadomiony proletariat. Zaczyna się wielkie przewartościowanie wartości. Mierzą się wszystkie prawości i nieprawości 1000-wiekowej za jego plecami, jego kosztem wytworzonej kultury. Mierzą się jedynym sprawdzianem bojującego życia - twardą, żelazną, organiczną pracą. Następuje wielki przegląd legitymacji. Kto nie potrafi wylegitymować swojego udziału w życiu tą jedyną monetą - nie ostoi się.
Podkreślamy trzy zasadnicze momenty życia współczesnego: maszynę, demokrację i tłum.
Życie warstw intelektualnych przechodzi powolny okres wyradzania się i neurastenii. Dawne kategorie przeżyły się już i strawiły - nowych jeszcze nie ma. Moment ogólnego przesilenia. Życie samo, zamiast być w swoim założeniu radością i dytyrambem, przybiera coraz wyraźniej formy twardego, narzuconego z zewnątrz obowiązku. Człowiek nowoczesny nie potrafi już organicznie cieszy się żydem. Epidemia samobójstw, wykolejeń, załamań i przetragedyzowań jest tylko konsekwentnym domyśleniem do końca tego zjawiska. Ten stan rzeczy dłużej pozostawać bez zmiany nie może. Należy przedsięwziąć natychmiastową i energiczną akcję leczniczą.
Jako jeden z zasadniczych czynników proponujemy:
Więcej słońca.
Przysłowie mądrości starochińskiej: "Noś parasol i przy pogodzie", stało się u nas czymś organicznie ukonstytuowanym.
Odrzucamy parasole, kapelusze, meloniki, będziemy chodzić z odkrytą głową. Szyje gołe. Trzeba, aby każdy jak najbardziej się opalił. Domy budować należy ze ścianami szklanymi od południa. Więcej światła, powietrza i przestrzeni. Gdyby Sejm polski obradował na powietrzu, na pewno mielibyśmy o wiele słoneczniejszą konstytucję.
Człowiek nowoczesny, 3/4 energii którego pochłania praca fachowa, potrzebuje mocnego i zdrowego pokarmu, nowych, ostrych, syntetycznych wrażeń. Tych wrażeń może mu obecnie dostarczyć jedynie sztuka. Sztuka winna być sokiem
i radością życia, a nie jego płaczką ani pocieszycielką. Zrywamy raz na zawsze
z fikcjami tzw. "czystej sztuki", "sztuki dla sztuki", "sztuki dla absolutu". Sztuka musi być jedynie i przede wszystkim ludzką, tj. dla ludzi, masową, demokratyczną
i powszechną.

Rozumiejąc zadanie sztuki wobec dnia dzisiejszego i jego zagadnień, wołamy:
Artyści na ulicę!
Sztuka gnieżdżąca się w kilkuset, a nawet kilkutysięcznoosobowych salach koncertowych, wystawach, pałacach sztuki itp. jest śmiesznym anemicznym dziwolągiem, ponieważ korzysta z niej 1/100 000 000 wszystkich ludzi. Człowiek współczesny nie ma czasu na chodzenie na koncerty i wystawy, 3/4 ludzi nie ma po temu możności. Dla tego sztukę muszą znajdować wszędzie:
Latające poezokoncerty i koncerty w pociągach, tramwajach, jadłodajniach, fabrykach, kawiarniach, na placach, dworcach, w hallach, pasażach, parkach, z balkonów domów, itd. itd. itd. o każdej porze dnia i nocy.
Sztuka musi być niespodzianą, wszechprzenikającą i z nóg walącą.
Człowiek współczesny przestał się już od dawna wzruszać i spodziewać. Kodeksy prawne unormowały i poklasyfikowały raz na zawsze wszystkie niespodzianki. Życie, które tym różni się od nowoczesnej maszyny, że dopuszcza bajeczne nieprzewidzialności, coraz mniej poczyna się od niej różnić. Odwieczne kategorie logiczne, zgodnie z którymi po pojęciu A zawsze nastąpić musi pojęcie B, a one oba
w sumie nieuniknienie dadzą C - stają się nie do wytrzymania. Matematyczne 2X2=4 rozrasta się do rozmiarów upiornego polipa, który nad wszystkim rozpostarł swoje macki. Wszelkie logiczne możliwości wyczerpały się do ostatniej. Następuje moment wiecznego przeżuwania w kółko aż do utraty przytomności. Życie stało się w swojej logice upiorne i nielogiczne.
My, futuryści, chcemy wskazać wam furtkę z tego getta logiczności. Człowiek przestał się cieszyć, ponieważ przestał się spodziewać. Jedynie życie, pojęte jako balet możliwości i niespodzianek, może mu jego radość powrócić.
W diabelskim kole rzeczy, które się same przez się rozumieją, zrozumieliśmy, że nic się przez się nie rozumie i że poza tą jedyną logiką istnieje jeszcze całe morze nielogiczności, z której każda może tworzyć swoją odrębną logikę, gdzie A+B=F, a 2X2 daje 777.
Potop cudowności i niespodzianek. Nonsensy tańczące po ulicach. Sztuka - tłumem.
Każdy może być artystą.
Teatry, cyrki, przedstawienia na ulicach, grane przez samą publiczność.
Wzywamy wszystkich poetów, malarzy, rzeźbiarzy, architektów, muzyków, aktorów, aby wyszli na ulicę.
Scena się przekręca. Trzeba zmienić dekoracje.
Obrazy jako ściany poszczególnych gmachów. Domy wielościenne, kuliste
i stożkowate. Orkiestra gra marsza. Ludzie chcą chodzić do taktu.
Wzywamy wszystkich rzemieślników, krawców, szewców, kuśnierzy, fryzjerów do tworzenia nowych, nigdy nie widzianych strojów, fryzur i kostiumów.
Wzywamy techników, inżynierów, chemików do odkrywania nowych, niebywałych wynalazków.
Technika jest tak samo sztuką jak malarstwo, rzeźba i architektura.
Dobra maszyna jest wzorem i szczytem dzieła sztuki przez doskonałe połączenie ekonomiczności, celowości i dynamiki. Aparat telegraficzny Morsego jest 1000 razy większym arcydziełem sztuki niż "Don Juan" Byrona.
Rozróżniamy spomiędzy dzieł sztuki architektonicznej, plastycznej i technicznej - KOBIETĘ - jako doskonałą maszynę rozrodczą.
Kobieta jest siłą nieobliczalną i nie wyzyskaną przez swój wpływ niebywały. Domagamy się bezwzględnego równouprawnienia kobiet we wszystkich dziedzinach życia prywatnego i publicznego. Przede wszystkim równouprawnienia w stosunkach erotycznych i rodzinnyh.
Liczba małżeństw nie żyjących .ze sobą, rozchodzących się oficjalnie lub nieoficjalnie, dosięga rozmiarów zatrważających dla porządku społecznego. Jako jedyny sposób zapobieżenia i powstrzymania tego procesu uważamy niezwłoczne wprowadzenie rozwodów.
Podkreślamy moment erotyczny jako jedną z najbardziej zasadniczych funkcji życia
w ogóle. Jest on jednym z elementarnych i nadzwyczaj ważnych źródeł radości życia,
pod warunkiem, że stosunek do niego jest prosty, jasny i słoneczny.
Tragedie seksualne a la Przybyszewski są niesmaczne i dowodzą tylko zupełnej bezpacierzowości i impotencji mężczyzn współczesnych. Wzywamy kobiety, jako zdrowsze i silniejsze fizycznie, do ujęcia inicjatywy w tej płaszczyźnie.
W celach wyżej wymienionych społeczeństwo polskie musi samo wziąć w swoje ręce nadzór i kontrolę nad całokształtem dotychczasowego życia społecznego i wszelką produkcją, nie dopuszczając nadal do produkowania rzeczy z tym celem niezgodnych, zbędnych lub szkodliwych.
Jako pierwszy i konieczny krok - kontrola nad wszelką produkcją artystyczną.
Nie pozwalajcie zalewać się codziennie kubłami stęchłej, starczej i snobistycznej literatury, która nie jest już nawet w stanie pobudzić waszych instynktów płciowych. Publiczność zorganizowana jest siłą, przeciwko której nic się nie ostoi. Żadna niepotrzebna książka nie będzie mogła być ogłoszoną drukiem, skoro nikt jej nie zapotrzebuje.
Wzywamy wszystkich obywateli Państwa Polskiego do zorganizowanej akcji samoobrony. Publiczność polska przerosła swoich twórców. Dzisiejszy widz ziewa już otwarcie na Makbecie i czuje nieokreślony ból w okolicach ślepej kiszki przyglądając się umierającym Orlątkom. Twórczość polską zaś nie stać na stworzenie dla niego nowego, żywotnego pokarmu. Jako jedyna skuteczna walka z beztwórczością - zgodny, zorganizowany sabotaż starczej literatury i sztuki. Niechodzenie do teatrów, niekupowanie książek, nieczytanie czasopism itd. itd. itd.
Dla zorganizowania społeczeństwa polskiego do wspólnego owocnego wysiłku
w kierunku natychmiastowej, głębokiej, do korzeni sięgającej, zasadniczej i trwałej futuryzacji życia zakładamy na całą Rzeczpospolitą Polską gigantyczne stronnictwo futurystyczne. Członkiem czynnym stronnictwa może stać się każdy obywatel pracujący, przeżywający instynktownie moment obecnego przesilenia ogólnokulturalnego i szukający z niego wyjścia.
Takich neurasteników
i męczenników życia współczesnego jest dziś całe społeczeństwo. Tym podać chcemy rękę.
Zwracamy się do tzw. ludzi nowych, tj. nie zakażonych jeszcze losem cywilizacji, których wojna wszechświatowa wyrzuciła na powierzchnię i do których społeczeństwo stare odnosi się ciągle jeszcze niesłusznie jak do bękartów. My, futuryści, pierwsi wyciągamy rękę braterstwa do "ludzi nowych". Oni będą tym zdrowym, odżywczym sokiem, który odświeży starą, wyradzającą się rasę ludzi wczorajszych, tą bolesną konieczną szczepionką, którą wielki kataklizm dziejowy zaszczepił całej rozkładającej się i zaczynającej już cuchnąć Europie przedwojennej.
Stronnictwo nasze, ludzi wdzierających się w jutro będzie niebywałe, wszechogarniające i szalone. Każdy może być wodzem i nikt nie może być wodzem. Decentralizacja jak najszersza. Nie znamy leaderów ani szeregowców, każdy jest równym pracownikiem bojującego życia; Podkreślamy wielki moment w dziejach ludzkości.
Los przeżył się i umarł. Każdy odtąd może, stać się twórcą własnego życia i życia ogólnego.
My, futuryści, idziemy społeczeństwu polskiemu w tej akcji z pomocą. Poszczególnymi odezwami będziemy dawać konkretne wskazówki i instrukcje we wszystkich dziedzinach w myśl niniejszego manifestu. Na wezwanie nasze każdy bezimienny członek stronnictwa Futurystycznego (nazwisk nie potrzebujemy - istnieją tylko równi, świadomi i powszechni) - winien odezwać się na swojej placówce.
Aby jakakolwiek akcja z naszej strony okazała się możliwą, domagamy się od Sejmu konstytucyjnej Rzpltej Polskiej niezwłocznego uchwalenia nietykalności artysty na równi z posłem na sejm. Artysta jest takim samym przedstawicielem Narodu jak poseł, posiadającym jedynie inny zakres działania i inne kompetencje.
W chwili wielkiej i przełomowej my, futuryści, zapominamy dawnych uraz, nie pamiętamy tego, że dotychczasowe wszystkie nasze poczynania, zmierzające
w jednym wytkniętym kierunku, spotykane były przez społeczeństwo polskie wrogo, bezmyślnie i śmiesznie. Wiemy dobrze, że było to nieporozumienie wywołane przez fałszywych informatorów i komentatorów, jak również i przez brak jednolitego frontu
i jasnego, fizycznego wiary wyznania nas samych. Teraz wszystkie te nieporozumienia odpadają same przez się. Z purpurową wiarą w jutro i jego niewyczerpane możliwości jednym mocnym rzutem przekreślamy wszystko, co było poza nami i w nas samych złe, zbędne i starcze, i wyciągamy rękę do społeczeństwa polskiego. Jeżeli, jesteście żywym narodem, a nie narodzikiem, jeżeli półtorawiekowa niewola nie wyżarła wam mlecza pacierzowego, jeżeli jesteśmy rzeczywiście narodem jutra, a nie narodem-przeżytkiem - pójdźcie za nami.
Wzywa się wszystkich do rozpoczęcia zgodnej, masowej akcji futurystycznej niezwłocznie z chwilą ogłoszenia tego manifestu.

W Krakowie, 20 kwietnia 1921 r.Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 21.05.09 o godzinie 10:52
Jolanta Chrostowska-Sufa

Jolanta Chrostowska-Sufa Redakcja, korekta,
adiustacja, kampanie
internetowe, zlec...

Temat: Kierunki, szkoły, manifesty poetyckie

słynny antymanifest ideowy pokolenia dekadentów


Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Koniec wieku XIX


Przekleństwo?... Tylko dziki, kiedy się skaleczy,
złorzeczy swemu bogu, skrytemu w przestworze.
Ironia?... Lecz największe z szyderstw czyż się może
równać z ironią biegu najzwyklejszych rzeczy?

Wzgarda... lecz tylko głupiec gardzi tym ciężarem,
którego wziąć na słabe nie zdoła ramiona.
Rozpacz?... Więc za przykładem trzeba iść skorpiona,
co się zabija, kiedy otoczą go żarem?

Walka?... Ale czyż mrówka rzucona na szyny
może walczyć z pociągiem nadchodzącym w pędzie?
Rezygnacja?... Czyż przez to mniej się cierpieć będzie,
gdy się z poddaniem schyli pod nóż gilotyny?

Byt przyszły?... Gwiazd tajniki któż z ludzi ogląda,
kto zliczy zgasłe słońca i kres światu zgadnie?
Użycie?... Ależ w duszy jest zawsze coś na dnie.
co wśród użycia pragnie, wśród rozkoszy żąda.

Cóż więc jest? Co zostało nam, co wszystko wiemy,
dla których żadna z dawnych wiar już nie wystarcza?
Jakaż jest przeciw włóczni złego twoja tarcza,
człowiecze z końca wieku?... Głowę zwiesił niemy.

Poezje. Seria II 1894Jolanta Chrostowska-Sufa edytował(a) ten post dnia 21.05.09 o godzinie 18:51

konto usunięte

Temat: Kierunki, szkoły, manifesty poetyckie

Frank O'Hara

Personizm


Manifest

Wszystko jest w wierszach, ale mimo ryzyka, że będę brzmiał jak
biedaczysko Allen Ginsberg dla bogaczy, piszę do ciebie, bo właśnie się
dowiedziałem, że jeden z kolegów poetów uważa, iż mój wiersz nie daje się
uchwycić za jednym czytaniem, że sam też nie wiedziałem o co mi chodzi.
A więc do rzeczy. Nie wierzę w boga, toteż nie muszę robić subtelnie
nagłośnionych struktur. Nie znoszę Vachela Lindsaya, nigdy go nie
cierpiałem, nie lubię nawet rytmu, asonansów, żadnych takich. To się robi
odruchem. Jeśli ktoś z nożem w ręku goni cię po ulicy, po prostu dajesz
nogę, nie odwracasz się żeby krzyknąć: „Daj spokój! Byłem gwiazdorem
bieżni w barwach Mineola Prep”.

I tyle o pisaniu wierszy. (...)

3 września 1959

przełożył Piotr Sommer
Marta K. edytował(a) ten post dnia 07.06.09 o godzinie 13:43
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Kierunki, szkoły, manifesty poetyckie

Charles Baudelaire

"Confiteor" artysty


Jakże zmierzchy jesiennych dni są przeszywające. Ach, przeszywające aż do bólu!

A to dlatego, że nieokreśloność niektórych cudownych doznań nie wyklucza ich intensywności; a nie ma cieńszego ostrza niż ostrze nieskończoności.

Jak wielka to rozkosz zatopić swój wzrok w nieskończoności niebios i morza! Samotność, cisza, niezrównana czystość lazuru! Maleńki żagiel drżący na horyzoncie, którego małość i wyobcowanie odzwierciedlają moją nieuleczalnie chorą egzystencję, monotonna melodia burzących się fal, wszystkie te zjawiska myślą przeze mnie lub ja myślę przez nie (dlatego, że moje ja zatraca się natychmiast w wielkości marzeń!); one myślą, ale, jak wolno mi powiedzieć, muzycznie i malarsko, bez argumentacji, bez sylogizmów, bez dedukcji.

Niekiedy jednak wszystkie te myśli, dobywające się ze mnie lub wyrzucane jak przedmioty, stają się nagle zbyt intensywne. Energia tkwiąca w rozkoszy sprawia mi ból i wywołuje twórcze cierpienie. Moje nazbyt napięte nerwy nie odczuwają nic innego, jak tylko rozdzierające i bolesne drgania.

I teraz głębia niebios drażni mnie, jego przejrzystość doprowadza do rozpaczy. Obojętność morza, bezruch widoku, rewoltują mnie... Ach, czyż trzeba wiecznie cierpieć katusze lub wiecznie uciekać przed pięknem? Naturo, bezlitosna czarodziejko, rywalko zawsze zwycięska, porzuć mnie! Zaprzestań wzniecać moje żądze i moją dumę! Studiowanie piękna jest pojedynkiem, podczas którego artysta krzyczy z przerażenia, nim zostanie ostatecznie zwyciężony.

tłum. Anna Boczkowska

konto usunięte

Temat: Kierunki, szkoły, manifesty poetyckie

Carlos Oquendo de Amat

Wiersz surrealistyczny o słoniu i o piosence


Słonie ortopedyczne na początku będą się stale zmieniać w jabłka
Ponieważ awiatorzy kochają miasta zaniecone płomieniem jak kwiaty
Muzyka wetkana w palta zimowe
Twoje usta dostawcy gestów dążących w górę
Gorące palmy wokół twego słowa itineraria łatwych podróży
Weź mnie jak bierzesz fiołkiu otwarte na słońcu

przełożył Jerzy Niemojowski
Ryszard Mierzejewski

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz,
krytyk literacki i
wydawca; wolny ptak

Temat: Kierunki, szkoły, manifesty poetyckie

Jeden z najbardziej znaczących manifestów poetyckich,
jakie powstały w XX wieku:


Archibald MacLeish

Ars poetica


W wierszu powinno chodzić o dotyk, nie słowo –
Powinien być bezgłośny jak kulisty owoc,

Niemy
Jak stare medaliony, kiedy ich dotkniemy,

Milczący jak mech na kamiennym parapecie,
Polerowanym rękawami od stuleci,

Wiersz powinien nie mieć słów, być taki
Jak szybujące ptaki,

Istnieć bez ruchu w mijających chwilach,
Jak księżyc, gdy się wspina,

Jak jego światło, wyswobadzające
Wplątaną w noc gałązkę po gałązce,

Jak jego blask za zimowymi liśćmi
Znikać, wspomnienie po wspomnieniu, z myśli –

Istnieć bez ruchu w mijających chwilach,
Jak księżyc, gdy się wspina/

Za cała historię rozpaczy –
Puste drzwi i klonowy liść.

Za miłość –
Schylone trawy i dwa światła ponad morzem.

Wiersz powinien nie znaczyć,
Lecz być.

tłum. Stanisław Barańczak

w wersji oryginalnej pt. „Ars Poetica”
w temacie Poezja anglojęzyczna

wiersz jest też w temacie Czym jest wiersz?
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 17.12.09 o godzinie 11:44
Krystyna Bielarczyk

Krystyna Bielarczyk Wędrówki po górach,
rubieżach poezji i
miłości

Temat: Kierunki, szkoły, manifesty poetyckie

Bronisław Jaśmin

Surrealizm


handluje płcią na chmurach
zagląda pod sznurówki
prawdziwy surrealizm potrafi podnieść oczy
we wzrok i jeszcze zwinąć powieki pod światło
galerie przekwitania poznasz po krawędziach
na którym ptak powrotny zakupywał skrzydła
na niebie uśmiechnięty zegar odsiaduje
wyrok przed klawiszem słońce
dokłada do żołądka kolejną kromkę z datą
terminu ważności do dzisiaj nieustalonego

krojenie białego pieczywa
przypomina zimę zostawioną pod płotem
gdy mówi się o chlebie na uczcie anemicznego zegara
należy też pamiętać o tym kto te wszystkie

okruchy

posprząta

gdy będzie po wszystkim

konto usunięte

Temat: Kierunki, szkoły, manifesty poetyckie

Julian Przyboś

Więcej o manifest


Orałem, nawlekałem nitkę na igłę,
ogłaszałem wrogiemu tłumowi manifest,
prałem zgrzebne płótno stęporem nad rzeką,
bieliłem je na łące,
tańczyłem, pędziłem na koniu w cwał, szedłem na bagnety,
przewijałem niemowlę,
zamknąłem powieki ojcu,
żąłem sierpem,
celowałem, strzelałem w bitwie, trafiłem,
ściąłem słonecznikowi okołopłomienną
głowę, aby świeciła
twojemu ciału w naszą noc miłosną,
rozcinałem kartki książki -
i nie wprawiłem w ruch pióra inaczej niż według
wektora sił w tych moich działaniach i owych
jeszcze
nie skończonych.

Nie rozsnułem linijki wiersza na papierze
- nie rozsnuję -
która by nie była wykresem zaczynu
(prócz jednej – najkrótszej – zgonu).

Ale dopiero w tej chwili, przybliżonej do Całości,
widzę,
że transmitując ruchy i trud mego ciała
na struny głosowe i na napęd
napomykającego o nich znaczącego języka,
uniknąłbym
rozwijającej się w bezmiar bez was hiperboli,
gdybym był
prócz linii słów
wyświetlających
obraz zaczętego przeze mnie
i rzutowanego – po zapłonie pamięci – jak z wyrzutni
artystycznego satelity świata
nie żądał,
żebyście wy, inni (lecz o ile inni?)
wprawiali wszyscy swoją wolę w skłądnię
i w rytm,
a wzrok o prędkość,
z jaką biegnie jasność moich widzeń,
w rozbłysk, za rozbłyskiem
wyobraźni, tej cefeidy umysłu.
To w biegu do was
przekroczyłem w języku polskim barierę dźwięku.
Macie prawo – dałem je wam – żądać,
ażeby pisanie
było robieniem tego, co się pisze.

Poezja spełnia się wtedy, gdy staje się powołaniem
innych
do stanu wynalazców.

- Poeto krajobrazu, czy mógłbyś przedłużyć
dukt pióra na siewny rozmach
garści pełnej ziarna?
(Pytałem, a on, zamiast odpowiedzi,
z maszyny do pisania zrobił siewnik maczku...).

Wspomnę, na wiosnę w mojej wsi rodzinnej
z gałązką w zębach pierwsze słowa wierszy:
szept kładł się wdłuż i wszerz i stał się
kiełkującą powierzchnią zasianego łany
jarej pszenicy, którą
(marzę, że wspomnę)
wpisze jutro księgowy na pamiątkę dniówek
wykonanych powszechnym narzędziem ze światła:
moim uczynnym posłowiem.

A jednak napisałem ten poemat – o czym? znowu,
nieskończenie znowu o poezji? a więc
o niczym, a raczej: o wszystkim które
prawie że dotyka niczego, czyli:
o nieskończonych moich zamachach na Wszystkość!

Dopóki jednak nie odłożę pióra, aby jej nie – skończyć,
ale zacząć na nowo:
orać... nawlekać nić... ogłaszać manifest...
Ogłaszam.

z tomu „Utwory poetyckie”, 1975

wiersz jest też w temacie Autoportret w lustrze wiersza

Następna dyskusja:

Miniatury poetyckie




Wyślij zaproszenie do