Reklama: Adriana została znaleziona przez rekrutera w GoldenLine. Powtórz jej sukces!
Ryszard Mierzejewski

offline

Ryszard Mierzejewski

poeta, tłumacz i krytyk literacki, wolny ptak

Wypowiedzi

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wojna
    14.11.2009, 12:25

    Howard Nemerov*

    Zmiana sytuacji


    Mówią, że wojna się skończyła. Ale nadal
    z kurków cieknie woda krwawa, a mój ulubiony kot
    wymiotuje robakami, które szybko uciekają. Może
    opuszczą dom. Robaki te są białe, nakrapiane
    kropelkami krwi kota.

    Może i wojna się skończyła. Znam kogoś,
    kto przechowuje przyjemną pamiątkę z wojny, niebieskie
    źrenice żołnierza, który poległ. Znalazł
    je gdzieś. Twarde jak kreda, niebieskie jak płytka do pisania.
    Grzechocze nimi w kieszeni w czasie rozmowy.

    Teraz mamy karaluchy w domu,
    upijają się lekko DDT,
    są szybkie, ruchliwe, zwinne. Można je utopić,
    ale trzeba je trzymać pod wodą przez dłuższy czas.
    Mówią, że odmiana meksykańska nawet potrafi latać.

    Koniec wojny. Przyjąłem go ze spokojem.
    Usiłowałem zmyć brud z włosów i spod paznokci.
    Włożyłem czystą, białą bieliznę
    i położyłem się spać.
    Słyszałem, jak kurz osypywał się ze ścian.

    tłum. Tadeusz Rybowski

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 15.11.09 o godzinie 12:06



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja kolei żelaznych
    14.11.2009, 11:51

    Howard Nemerov*

    W drodze na Święta


    Nasz pociąg czekał przez godzinę w Troi
    zmieniano mu lokomotywę Znaki świetlne okna
    Kwiaty migały gwałtownie Oczy starające się nie płakać
    Ośnieżone kamienie ciemny kwadrat stacji i miasto
    odpływające w dal przygnębiały mnie
    gdy jechałem do domu na Święta
    Kiedy byłem chłopcem fascynowała mnie
    tajemnica torów kolejowych
    widziana z zewnątrz Ponad wodą wzdłuż brzegu
    toczyły się żelazne koła
    cały dzień dudniąc Znikały długie pociągi
    w tunelu pod Mundy Hill
    Godzinami obserwowałem w zimowym zmierzchu
    oświecone wagony sypialne jak pięły się w górę
    by zniknąć w ciemnej czeluści (marzyłem
    że ujrzę kiedyś nagą kobietę ale to nie nastąpiło)
    Czarna lokomotywa jadąca w przeciwnym kierunku
    wyrzucała dym w górę z czarnego otworu
    Uwolniony dym unosił się
    w cichym powietrzu i wisiał tam biały i trwały
    jak galopujący marmur Gwizd lokomotywy
    wypowiadał mękę pokonywanej przestrzeni
    Nigdy tam nie pojadę
    Wszystkie miasta były Trojami
    Żelazny koń przerywający się przez mur niósł
    skarby Priama i Heleny O Grecy
    Worek świętego Mikołaja był głęboki i czarny
    wewnątrz Zadymiony i bez otworu jak spirala
    czarna plama za Orionem tam gdzie czas
    i przestrzeń krzyżują się Miasto neonów płonie
    i Chrystus rodzi się znowu Gwiazdy spadają z kół pociągu
    Koła te opukuje teraz młotkiem
    człowiek pod moim oknem Dym jego oddechu
    unosi się za szybą i zaciemnia mrozem
    widok Troi jednej ze stacji na drodze
    która jest wszystkimi miastami wszystkimi neonami
    gwiazdami planetami meteorami i znakami świetlnymi
    Pociąg wolno rusza Jedzie przez ulicę Między wysokimi
    Murami Przez podwórka czynszowych kamienic
    gdzie dzieci patrzą jak jadę do domu na Święta

    Jutro wieczorem przystroimy choinkę
    kulami światła gwiazdami słodkim śniegiem
    i łańcuchami lodu Będziemy śpiewali stare kolędy
    pod choinką jak w czasach dzieciństwa
    A rodzice pod drzewkiem umieszczą różne dobre rzeczy
    Skarby Priama i Heleny
    Tak wiele przedmiotów których nie zdążysz użyć
    Te wszystkie krawaty łańcuszki do zegarków
    Koszule nocne pióra
    Widome znaki tego że się Pan narodził
    Co w najciemniejszej godzinie roku
    zapala planety wiecznie zielonymi drzewkami
    na których ma wkrótce sam zawisnąć
    O Greku niosący dary
    W miarę jak pociąg przyspiesza i Troja rozpływa się
    wśród sennych ruder i nie zabudowanych placów
    i hałd ośnieżonego węgla widzę twój uśmiech
    odbity na szybie gwałtownie ruszającego pociągu
    Trwały na poruszającym się ekranie

    tłum. Tadeusz Rybowski

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 15.11.09 o godzinie 12:05



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie A mnie jest szkoda słomianych strzech
    13.11.2009, 22:17

    Antonio Machado*

    Listopad 1913


    O rok więcej. Siewca w polu
    sypie ziarno w bruzd ziemi.
    Dwa powolne woły orzą
    i obłoki popielate
    cień rzucają na dolinę,
    na uprawne gleby bure,
    na oliwki szare. Dalej
    rzeka zmętniała. Cazorla
    pod śniegiem. Nad Maginą
    burza. Azmatin w czapei
    chmur. I w słońcu ku Grenadzie,
    słoneczne głazy gór.

    tłum. Artur Międzyrzecki

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wspomnienia
    13.11.2009, 22:06

    Antonio Machado*

    Wspomnienie dzieciństwa


    Zimowe i zamglone
    godziny. Chłopcy senni
    uczą się. O monotonie
    deszczu zza szyb okiennych!

    To klasa. Na kartonie
    Kaina wyobrażono
    w ucieczce – i po zgonie
    Abla z plamą czerwoną.

    Mdłym głosem podniesionym
    grzmi nauczyciel nad nami,
    staruszek z książką w dłoni,
    kościsty i źle ubrany.

    Chór uczniów śpiewa lekcję
    I z wielu dobiega stron:
    Mil veces ciento, cien mil,
    Mil veces mil, un millón.

    Zimowe i zamglone
    godziny. Chłopcy senni
    uczą się. O monotonie
    deszczu zza szyb okiennych!

    tłum. Artur Międzyrzecki

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Co się poetom śni ...?
    13.11.2009, 21:49

    Antonio Machado*

    Na samym progu snu...


    Na samym progu snu zawołano do mnie.
    Był to drogi głos, głos wielbiony.

    - Powiedz: pójdziesz ze mną by ujrzeć duszę?...
    Czułe tchnienie przewiało mi serce.

    - Z tobą zawsze... I podążyłem w śnie
    pustym i długim korytarzem
    czując dotknięcie nieskalanej sukni
    i łagodne drżenie sprzyjającej mi dłoni.

    tłum. Artur Międzyrzecki

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Przemoc w majestacie prawa
    13.11.2009, 21:33

    Antonio Machado*

    Przestępca


    Oskarżony jest bladym młodzieńcem
    Z oczami błyszczącymi surowo
    kłócą się jego rysy dziecięce
    i pobożna łagodność postawy.

    Dało mu seminarium ciemne
    skromny sposób bycia i nawyk
    spoglądania w brewiarz lub na ziemię

    Marii ofiarowany,
    matce grzeszników ubogich,
    był już przed pierwszymi święceniami,
    gdy w Burgos zdał egzamin z teologii.

    Popełnił wielką zbrodnię. Przesycony
    świeckimi i boskimi tekstami,
    pewnego dnia uznał za stracony
    czas nad łacińskimi korektami.

    Zauroczył się piękną dziewczyną;
    Miłość mu do głowy uderzyła
    Jak mieniące się złotem wino,
    I natura dzika w nim odżyła.

    Śnili mu się rodzice – gospodarze
    średnio zamożni – przy ognisku
    ujrzał ich ogorzałe twarze
    w purpurowym płomieni rozbłysku.

    Pragnął schedy. O, orzechy i wiśnie
    ciemnistego sadu w zieleni,
    o, kłosy zboża złociste,
    którymi się spichlerz wypełni!

    Wspomniał siekierę, która w domu starym
    wisiała lśniąca i wyostrzona,
    siekierę, co dębowe konary
    rozcinała na równe bierwiona.

    ......................................................................

    Przed oskarżonym sędziowie w zniszczonych
    togach swych żałobniczych,
    i szpaler czarnych brwi zasępionych
    i plebejskich twarzy: ławnicy.

    Peroruje adwokat obrony,
    ręką w pulpit uderza w niezgodzie,
    pisarz piórem po papierze wodzi,
    prokurator słucha niewzruszony
    i gdy oracja dzwoni złotousta,
    akta wertuje strona po stronie
    albo palcami szkło przejrzyste muska
    okularów w oprawie złoconej.

    Woźny mówi: „nie ma litości nad nim”.
    Młody kruk na swą nadzieję jest zdany.
    Lud pragnie stryczka i nieubłagany
    sąd sposobi wyrok swój przykładny.

    tłum. Artur Międzyrzecki

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 13.11.09 o godzinie 21:34



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym i...
    13.11.2009, 20:46

    Antonio Machado*

    Śmierć rannego dziecka


    Noc. gorączka. Zlatują się majaki
    ku owiniętej bandażami głowie
    rannego dziecka. Mamo, żółte ptaki!
    Mamo, motyle czarne i różowe!

    - Śpij , synku. – I ściska mu piąstkę matka
    obok łóżka. Ach, kwiatów z ognia grzędy!
    Kto was zmrozi, kwiaty o krwawych płatkach!
    Roznosi się w sypialni woń lawendy,

    księżyc przystanął nad ciemnością domów,
    bielą na wieżach zabłysnął i cyną,
    szum samolotu słychać z nieboskłonu.

    - Czy zasnąłeś? Kwiecie mej krwi! Dziecino!
    Zabrzęczały głośniej szyby balkonu,
    O, zimno, zimno, zimno, zimno, zimno!

    tłum. Artur Międzyrzecki

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Magia kina
    13.11.2009, 15:52

    Seans kinowy

    Stare kino nieczynne od lat
    symbol nieuchronnych przemian
    kiedyś chluba
    miasteczka miejsce rytualnych
    spacerów
    całych rodzin po niedzielnej mszy
    schadzek zakochanych
    spotkań dojrzewającej młodzieży
    ucieczki samotnych

    Pełna wyśnionych marzeń
    i uroku latarnia
    czarnoksiężnika zapalana
    za niewielką opłatą
    dla wszystkich po równo aby
    choć przez chwilę mogli
    popatrzeć na
    inny świat oderwać się od ziemi
    poszybować za
    swoimi skrywanymi marzeniami

    Uwięzione
    w niszczejącym budynku senne
    fantomy przykute
    łańcuchem czasu do krzeseł
    na pustej widowni
    oglądają przez ścianę od wewnątrz
    najnowszy film
    o życiu uśpionego miasteczka


    Obrazek
    Kino "Słońce" w Pieszycach, nieczynne od 20 lat, fot. Ryszard MierzejewskiTen post został edytowany przez Autora dnia 20.06.13 o godzinie 05:48



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poetycka garderoba, czyli łaszki, fatałaszki, buty, paski...
    12.11.2009, 22:59

    Tymoteusz Karpowicz

    Ciuchy na łachy


    słyszę oddechy mego ubrania
    pełne moli w tchawicy jakbym dyszał
    prawe płuco marynarki w kieszeni
    ma klapę powyżej lewych szmerów
    jakbym bił się jeszcze o nie moje serce
    i ciszę na kleik bezwzględnie czystą
    niżej prawej z wielkim wysiłkiem
    od ust samopas bredzących do ust
    aż kaszel zbiera mnie w suchy kołnierz
    stary golf dostaje zawrotu
    wokół mej szyi wyniesionej z trudem
    z resztek na ciuchy ale bez supła ciała
    szyja wychyliła się i znikła w białym odchyleniu
    teraz szelki wieszają się z głupiej jak zawsze radości
    na byle ramiona dlatego cofam ale nie mam co
    trzymałem je za szafą najbardziej w tych rzeczach otwartą
    raną nie raną nie kijem to pałką
    w szarawarach zeszastałbym nogi po kolana przepadły
    dla butów na miarę drogi byle z nóg
    na wyłogi rękawów nie mogę podać rąk
    zawieruszyły się w podaniach jak w legendzie rękawiczki
    i mój beret baskijski luźno założył się o moją głowę
    i przegrał w biały dzień do czoła nie dotknąwszy
    nawet mnie niczym poza otoką
    tak mnie ubrali myślę gdzieś obok szafy wystrychnięty
    na futro kiedy stałem w ogniu pod włos
    i mankiet całuję po sezonie z sobą

    z tomu „Trudny las”, 1964



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Nagość
    12.11.2009, 22:30

    Tymoteusz Karpowicz

    Nagość


    tylko w rzadkie noce
    udaje się przeciec ciału
    do swej nagości
    nie ma mowy by mówić
    nie ma rąk by ręczyć
    jest pradotykiem stopy w stopie
    sprzed wszystkich koszul i papuci
    jest jeszcze tylko spostrzeżeniem
    że oko tu potrzebne
    by stawiać sobie czoło
    w blasku okularów
    i daje się tu pocałunek
    daleko głębiej za ustami
    i pierwsze się przytacza jabłko
    do zębów nieopanowanych kością
    tu serce się nie tłoczy jeszcze
    do krwi
    niziutko w podczerwieni stoi
    na pelargonię niezasianą
    grzebień sam się w falach włosów
    płynących w węzłach bez godziny
    kapelusz załamany
    na przybycie czoła
    rzuca cień
    na nadchodzące z daleka
    rzęsy
    wszystko wita się bez podania dłoni
    bo one jeszcze nie podane
    bo to przed łonem jeszcze słychać
    płacz dziecka
    podobny do łabędzia
    w śnie skrzypiec
    tylko ułożony prościej
    wzdłuż smyczka
    do kołyski

    tak nago leży się
    w te rzadkie noce
    w gęstych górach kołder i szlafroków
    bez żadnego zapięcia
    w samych otwarciach
    bez murmuranda wieszaków
    które suchymi zębami
    w środku nocy
    trzymają nasze skóry
    za kark
    i nikt nie może połknąć śliny
    bo nie ma gardła

    tym razem jest inaczej
    połykamy jeszcze bez gardeł
    długie światło zorzy

    z tomu „Trudny las”, 1964



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Pamięć
    12.11.2009, 22:07

    Tymoteusz Karpowicz

    Pamięć


    Wyparowują twarze z mej pamięci
    lub zamieniają się w kamień

    Czas zmitrężony wspólnie
    niewiele tu znaczy

    Czy to klon przydrożny czy pan co wyraźnie
    tyle lat mówił mi dzień dobry?

    A przygodnie lecący liść twarzyczki chłopca
    z plamą światła odwróconą do mnie –

    położył się na sercu niczym dłoń przyjazna
    i jestem jego drzewem a on moim liściem

    z tomu „Kamienna muzyka”, 1958



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Muzea i galerie
    12.11.2009, 21:57

    Tymoteusz Karpowicz

    Rozmowa z mumią

    (w British Museum)

    nie krępuj się
    straż odeszła
    z wiekami
    wilgotny klimat
    wieje dla języka
    chcę go rozwiązać

    wtedy wysypię się
    z ust naprzeciw
    w luźnych wątkach
    za język
    nawet najdrobniejszy
    w zębach

    gdzie ty masz oczy
    aby tak wiernie
    w węzłach doglądać
    ślepych rzęs dawnych
    z zaciętej skrzyni
    daj mi wysupłać
    gorące oko
    na nowy sufit

    wówczas za daleko zajdę
    za powiekę
    cała niewidzialna
    w mgnieniu oka

    ogrody strzygą
    krzewami
    wzdłuż nożyc
    po brzegach tamizy
    czyż nie chcesz
    nawet nogą ruszyć
    dla tej wiosny
    z powijaków

    raz mi się noga powinęła
    szczęśliwie
    drugi raz
    może się odwinąć
    ze szczęścia
    na nic

    więc chcesz tak leżeć
    bez zmysłów
    na oczach wszystkich
    i językach
    zadzierzgnięta obłożnie
    w słowie

    staraj się szczelniej
    mnie obchodzić
    bądź dla mnie ścisły
    jak ja
    może poruszysz mnie
    w sobie

    Oprowadzanie po domu-muzeum

    to jest czepek w którym się urodziło
    brak kokardki z lewej strony od czoła
    tak to jest luka ale pomyślmy
    przepraszam płakało jak przyszło mu na świat

    to jest piórnik nie wszystkie pióra zachowały się
    jak trzeba te na górze w najlepszym stanie
    tak mogliśmy się doczyścić ale skręćmy
    przepraszam przemywał rumiankiem

    tu jest wózek wielki człowiek
    u szczytu sławy o cudzych siłach musiał się poruszać
    tak irchą je przecierał ale patrzmy dalej
    przepraszam miał prawo poza kolejką

    a tu ostrożnie łoże śmiertelne ale nie wiadomo czy w nim umarł
    po śmierci ciała jego tu nie znaleziono
    tak są hipotezy ale nie ma zwłok
    przepraszam ktoś stąd wyszedł przed chwilą może on

    z tomu „Trudny las”, 1964



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Muzea i galerie
    12.11.2009, 15:11

    Charles Bukowski*

    Deszczowy dzień w Muzeum Stanowym w Los Angeles


    Żyd zgiął się w pół i
    umarł. Dziewięćdziesiąt dziewięć karabinów
    maszynowych przemycono do Francji. Ktoś wygrał trzeci wyścig.
    Gdy przyglądałem się
    śmigłu starego jednopłatowca,
    podszedł do mnie mężczyzna z przepaską na oku. Zaczęło
    padać. Padało i padało, a ambulanse jechały
    ulicami
    i chociaż
    wszystko było stosownie nudne,
    podobało mi się tu
    tak jak wtedy, gdy w Nowym Orleanie
    żyłem cukierkami
    i przyglądałem się gołębiom
    w bocznej uliczce o francuskiej nazwie,
    gdy rzeka poza mną zmieniała
    się w zatokę,
    a chmury poruszały się, chore po
    niebie, które umarło
    mniej więcej wtedy, gdy zasztyletowano Cezara;
    obiecałem sobie,
    że zapamiętam je takim,
    jakie było wówczas.
    Mężczyzna podszedł do mnie i zakaszlał.
    „Myśli pan, że przestanie padać?” zapytał.
    Nie odpowiedziałem. Dotknąłem
    starego śmigła, przysłuchując się ruchliwym
    mrówkom na dachu, przesuwającym się ku
    krawędzi świata. „Odejdź – powiedziałem –
    odejdź, bo zawołam
    policjanta.”

    tłum. Tadeusz Rybowski

    *notka o autorze, inne wiersze i linki w temacie
    Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 18.02.10 o godzinie 18:57



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Muzea i galerie
    12.11.2009, 15:07

    Nikos Chadzinikolau

    Dziewczyna i posąg


    Codziennie przychodziła do muzeum.
    Zatrzymywała się przed posągiem Krisosa,
    wieszała swoją torebkę na jego ramieniu,
    przytulała się do jego ciała
    i opuszkami palców pieściła tors, uda, kolana.
    Potem zakrywała twarz włosami,
    pochylała się
    i penisem drażniła swoje wargi.

    Dzisiaj przyszła bardziej podniecona.
    Rozpięła bluzkę,
    naprężyła piersi,
    palcami rozogniła sutki,
    ramionami objęła biodra Krisosa
    i zębami obgryzła kawałek jego członka.
    Potem zwinęła się na podłodze
    i zapłakała.

    wiersz jest też w temacie PomnikiRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 12.11.09 o godzinie 15:08



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Muzea i galerie
    12.11.2009, 14:28

    Richard Wilbur

    Obrazek z muzeum


    Strażnicy sztuki strzegą sal
    W miękkich pantoflach, starzy, siwi,
    Bezstronnie opiekuńczy, choć
    Ciut o Lautreka podejrzliwi.

    Rozparty w krześle jeden z nich
    Pod ścianą drzemkę uciął sobie.
    Degasa tancereczka, spójrz,
    Piruet kręci mu na głowie.

    Patrz, jak wiruje! Jaki wdzięk!
    Lecz i wysiłek w to włożony
    Widać, bo Degas lubił to:
    Piękno z energią połączone.

    Edgar Degas zakupił raz
    Płótno El Greka i wygodnie
    Ustawił je przy łóżku, by
    Idąc spać wieszać na nim spodnie.

    z tomu „Ceremony and Other Poems”, 1950

    tłum. Ludmiła Marjańska

    w wersji oryginalnej pt. „Museum Piece”
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.06.12 o godzinie 18:04



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie O liściach
    11.11.2009, 14:37

    Strumienie

    Brodziłem
    po kostki w brunatnym
    strumieniu liści
    stąpałem miękko
    pod podeszwami czułem twarde
    głowy uśpione
    od wieków w kamiennym śnie
    zbudzone
    przemówiły w swej milczącej
    mowie
    nie czułem się już
    tak samotny
    w tej nieogarnionej samotności.

    W dole szeptał inny
    strumień
    bystry szary srebrzysty
    do którego nie można ponoć
    jak mówił filozof
    wejść dwa razy
    odbiłem się od tafli
    jak ptak wodny wzbiłem powoli
    do góry leciałem
    zostawiając za sobą
    strumienie liści
    kamieni wody snu świadomości.

    19. 10. 2008Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 11.11.09 o godzinie 14:54



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersz na taki dzień, jak dzisiaj
    11.11.2009, 12:34

    Święto narodowe

    Kaczor na defiladzie
    Kaczor w telewizyjnym wywiadzie
    Kaczor w internecie
    Kaczor w każdej gazecie

    a miało być tak pięknie
    i świątecznie



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie O liściach
    11.11.2009, 12:16

    Halina Poświatowska

    * * *


    liściu
    osłoń mnie zielenią
    jestem jesienne nagie drzewo
    z zimna drżę

    wodo
    napój mnie
    jestem piaskiem
    gorącej suchej pustyni

    wiatr mnie przegarnia ręką
    ogrzej mnie
    ty który jesteś słońcem
    przed którym stoję
    ukryta w słowach jak w drzew cieniu
    źródło bijąceRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 11.11.09 o godzinie 12:25



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie O liściach
    11.11.2009, 12:12

    Marian Ośniałowski

    Liście


    Listek żółty, listek siwy.
    Jestem cały nieprawdziwy.
    Już nic bardzo nie pragniemy.
    Zapomnimy, odjedziemy.

    Listki srebrne, listki szare.
    Ciche stawy, lipy stare.
    Spacer w pola, dawne rymy.
    Odjedziemy, zapomnimy.

    z tomu „Kontrasty”, 1958

    * * *

    Śpiewa na liściach kasztanów
    deszcz serenadą mokrą –
    noc dziś jest najbardziej bezdenna.
    Nie odchodź, nie odchodź, nie odchodź.

    Wiem dobrze: zostaniesz, odejdziesz,
    trwać będę wysepką samotną.
    Ach, noc dziś jest taka bezdenna,
    nie odchodź, nie odchodź, nie odchodź.

    z tomu „Wiersze i proza”, 2008



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Pamięć
    10.11.2009, 19:56

    Meandry pamięci

    Moje życie z ojcem minęło
    niepostrzeżenie
    czterdzieści jeden lat zmieściło się
    w kilku niewyraźnych
    obrazach i wciąż się zaciera
    lepiej już wygląda
    na tych pożółkłych fotografiach
    gdzie czarno-biało-woskowy
    kolor zdołał
    wstrzymać ruch by
    pokazywać nas wciąż w tym
    samym
    umarłym dawno ułamku życia

    Stoję obok ojca
    w krótkich spodenkach na szelkach
    na tle pola
    dorodnych łanów zboża
    trzymam się mocno rękawa
    jego koszuli
    na ramieniu przewieszony karabin
    dziecinna zabawka
    a obaj tacy szczęśliwi
    na twarzach
    pogodni i dumni

    Nie pamiętam tej chwili
    wszystko
    wykreowała wyblakła
    fotografia to ona zapamiętała
    dzięki niej czuję
    powiew lipcowego wiatru
    mocny uścisk dłoni ojca
    zapach kłosów zboża
    moja pamięć
    ułomna
    więc wierna trzyma się mocno
    starej fotografii jak ten
    malec
    rękawa koszuli ojca

    Szukałem tego zdjęcia ale
    nie znalazłem
    odeszło niepostrzeżenie
    nie bacząc
    na moją słabnącą pamięćRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 10.11.09 o godzinie 19:59



    Zgłoś | Cytuj

Wyślij zaproszenie do