Ryszard Mierzejewski

offline

Ryszard Mierzejewski

poeta i tłumacz, wolny ptak

Wypowiedzi

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Trochę o duszy
    9.11.2009, 18:33

    August Kleinzahler

    Dokąd idą dusze


    A kto to może wiedzieć: z górki
    i po krzyku -
    na bobslejach ze skrzynek prosto w nowy wymiar.
    Nie wskrzeszaj tych zawodników
    chyba że stara kronika filmowa
    złapie ich porażonych
    z nożem wetkniętym w toster.
    Przestrzeń jest pełna migawek i epizodów
    jeśli tylko znaleźć jej właściwy wizjer.
    To i tak kłamstwo, wszystko Hollywood -
    Umysł to odjechana rzecz
    co sama się oczyszcza jak wielkie słone morze.
    Lepiej wyobraź je sobie pod okapem

    wśród gołębi
    lub zbite przy wietrzniku w wagonie linii D
    gdy przejeżdżamy mostem do Brooklynu.
    I niech to będzie piątek wieczór
    powiedzmy w lipcu. Mijamy właśnie
    sklep monopolowy w drodze do naszej ukochanej.
    Dwaj czarni chłopcy w możliwie najwymyślniejszy sposób
    jedzą kukurydziane chrupki.
    Ona czeka, bo chce puścić
    najlepszą piosenkę na nasze wejście.
    Księżyc jest rozmazany.
    Nasze helikoptery strzelają do chłopów na polach.
    Metsi przegrywają trzy do jednego w szóstej.

    z tomu “Live from the Hong Kong Nile Club", 2000

    tłum. z angielskiego Piotr Sommer

    w wersji oryginalnej pt. "Where Souls Go"
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 14.05.14 o godzinie 03:47



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Pamięć
    9.11.2009, 09:13

    Barry Spacks

    Abyśmy pamiętali


    Abyśmy pamiętali, idąc tej wiosny
    wzdłuż rzeki Charles, pełnej przypływów,
    gdy złota kopuła Kapitolu błyszczy w słońcu,
    a samochody na Storrow Drive połyskują,
    pędząc przed sobą chromowane słońce:
    świat dotykalny i radość życia.
    Miejskie mewy żeglują po niebie
    jak słowa w ciszy, a igły światła
    uderzają w wodę, wybuchając w chwili wejścia.

    Pewnego ciemnego dnia w listopadzie
    straciliśmy człowieka,
    który był jak ten promienny dzień.

    tłum. Tadeusz Rybowski



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Pamięć
    9.11.2009, 08:14

    Marek Grechuta

    Pamięci wierszy


    Pamięć
    Płynie wciąż z prądem nowych dni
    lecz czasu zamieć
    nierzadko gubi piękne sny
    Młodości czysty kwiat
    Radości pełen świat
    gdy ja szukam
    do drzwi pamięci mojej ciągle stukam
    Otwieram drżącą dłonią je
    szukając dobrych słów
    z poezji pięknych snów
    bo wiem

    że jesteś zielenią mą
    jesteś błękitem mym
    Dobra poezjo,
    sługo życia ponad światem złym
    Kiedy przypomnę cię wierszu,
    co bronisz mnie
    bym nie zamieniał serca w kamień
    przez noce i dnie
    Pamięć ma wzywa cię
    przez zagmatwany los
    Dobra poezjo,
    sługo życia wypełnij mój głos

    Nie można żyć bez wody
    Nie można życ bez chleba
    Ale płomienia i ochłody
    w duszy też szukać trzeba
    I kiedy czasem odpływam
    poezja jak z papieru łódka
    Pamięć niech będzie wciąż żywa
    dla wierszu o szczęściu i smutku

    Życie, tysiącem ksiąg spisane
    ludzkie życie
    przeżyło tyle różnych chwil
    Cudowny serca lot
    tragiczny losu splot
    lecz wiem
    że pamięć zaciera wiele w myślach
    lecz nie kłamie,
    wierząc że oprócz cudów co
    zmieniają życia ból
    w komfortu ciepły tiul jest wiersz

    Jesteś zielenią mą
    jesteś błękitem mym
    Dobra poezjo,
    sługo życia ponad światem złym
    Pamięć ma wzywa cię
    przez zagmatwany los
    wierszu wybrany słów najlepszych
    wypełnij mój głos

    Nie można żyć bez wody
    Nie można żyć bez chleba
    Ale płomienia i ochłody
    w duszy też szukać trzeba
    I kiedy z myśli odpływa
    duszy błądzącej udręka
    czyni to wciąż młoda i żywa
    z poezji tkana piosenka
    piosenka.

    Pamięci wierszy - słowa, muzyka i wykonanie Marek GrechutaRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 09.11.09 o godzinie 09:14



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Łaska przebaczenia
    8.11.2009, 19:51

    Andrzej Mogielnicki

    Nie umiesz kochać


    Nie umiesz kochać, ja wiem
    I nawet to nie twój błąd
    Wybaczam, wybaczam Ci to

    Za dużo chciałem, to fakt
    A wszystko było wciąż grą
    Wybaczam, wybaczam Ci to

    Nie umiesz kochać, ja wiem
    Potrafisz posłać na dno
    Wybaczam, wybaczam Ci to

    I chyba nie wiesz do dziś
    Czy to jest dobro, czy zło
    Wybaczam, wybaczam Ci to

    To nic, że zraniłaś mnie
    Bo kiedy będzie Cię brak
    Zapłaczę, zapłaczę o tak

    CODA:
    Nie umiesz kochać, ja to wiem
    Nie trzeba więcej wad
    Jesteś jak zimny, zimny deszcz
    Oszukasz cały świat
    Nie umiesz kochać, próżny trud żeby odmienić Cię
    Bo w ogień się nie zmieni lód
    Sama to dobrze wiesz
    Nie umiesz kochać, ja to wiem
    Szczęścia nikomu dać
    Taka już urodziłaś się
    Potrafisz tylko brać

    Gdy nawet za tysiąc lat
    Napiszesz do mnie: Bądź zdrów
    Wybaczę, wybaczę Ci znów

    "Nie umiesz kochać" - słowa Andrzej Mogielnicki, muzyka Romuald Lipko, śpiewa
    Krzysztof Cugowski z Budką Suflera, z albumu "Bal wszystkich świętych", 2000
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 05.02.14 o godzinie 01:43



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja anglojęzyczna
    8.11.2009, 14:11


    Obrazek
    Richard Wilbur (ur. 1921) – poeta amerykański, urodził się w Nowym Jorku, w 1942 roku ukończył Amherst College w Massachusetts, wkrótce potem został powołany do wojska, służył do końca II wojny światowej we Francji, ale - poza kilkoma drobnymi wierszami - wojna nie pozostawiła wyraźnego śladu w jego twórczości. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych uzyskał dyplom Master of Arts na Uniwersytecie Harvarda i poświęcił się pracy naukowo-dydaktycznej. Wykładał na Uniwersytecie Harvarda, Uniwersytecie Wesleya w Middletown oraz w Smith College w Northampton. Wydał zbiory wierszy: „The Beautiful Changes, and Others Poems” (1947), „Ceremony, and Other Poems” (1950), „A Bestiary” (1955), „Things of This World. Poems 1943-1956” (1956), „Advice to a Prophet, and Other Poems” (1961), „Walking to Sleep. New Poems and Translations” (1969), „The Mind-Reader. New Poems” (1976), „New and Collected Poems" (1987), „Mayflies. New Poems and Translations” (2000), „Collected Poems 1943–2004" (2004), "Anterooms. New Poems and Translations" (2010). Jest też znanym i cenionym tłumaczem poezji francuskiej, hiszpańskiej
    i rosyjskiej. Otrzymał wiele prestiżowych nagród literackich, m. in. dwukrotnie nagrodę Pulitzera w 1957 i 1989 r., National Book Awards w 1957 r., Ruth Lilly Poetry Prize w 2006 r.
    W 1987 r. pełnił godność poety konsultanta do Biblioteki Kongresu (Poet Laureate Consultant in Poetry to the Library of Congress).
    Jego wiersze tłumaczyli na polski: Ludmiła Marjańska, Stanisław Barańczak, Robert Stiller, Leszek Elektorowicz i Krzysztof Stachnik. Wydano m. in. tom: Richard Wilbur: Jasnowidz i inne wiersze. Wybrała, przełożyła i wstępem opatrzyła Ludmiła Marjańska. PIW, Warszawa 1981, obejmujący wybór z jego wczesnych utworów, powstałych w latach 1943-1976. Moje przekłady, poza jednym wierszem „Czerwcowe światło”, pochodzącym z debiutanckiego tomiku R. Wilbura, odnoszą do jego najnowszych książek, wydanych w latach 2000-2010
    i publikowane są po raz pierwszy.
           
          
    Z tomu „The Beautiful Changes, and Other Poems”, 1947

    June Light


    Your voice, with clear location of June days,
    Called me outside the window.You were there,
    Light yet composed, as in the just soft stare
    Of uncontested summer all things raise
    Plainly their seeming into seamless air.

    Then your love looked as simple and entire
    As that picked pear you tossed me, and your face
    As legible as pearskin's fleck and trace,
    Which promise always wine, by mottled fire
    More fatal fleshed than ever human grace.

    And your gay gift—Oh when I saw it fall
    Into my hands, through all that naïve light,
    It seemed as blessed with truth and new delight
    As must have been the first great gift of all.

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. „Światło czerwcowe”
    w temacie Kalendarz poetycki na cały rok


    A Dutch Courtyard

    What wholly blameless fun
    To stand and look at pictures. Ah, they are
    Immune to us. This courtyard may appear
    To be consumed with sun,

    Most mortally to burn,
    Yet it is quite beyond the reach of eyes
    Or thoughts, this place and moment oxidize;
    This girl will never turn,

    Cry what you dare, but smiles
    Tirelessly toward the seated cavalier,
    Who will not proffer you his pot of beer;
    And your most lavish wiles

    Can never turn this chair
    To proper uses, nor your guile evict
    These tenants. What surprising strict
    Propriety! In despair,

    Consumed with greedy ire,
    Old Andrew Mellon glowered at this Dutch
    Courtyard, until it bothered him so much
    He bought the thing entire.

    przekład Ludmiły Marjańskiej pt. „Holenderski
    podwórzec” w temacie Poezja i malarstwo

           
          
    Z tomu „Ceremony, and Other Poems”, 1950

    The Pardon


    My dog lay dead five days without a grave
    In the thick of summer, hid in a clump of pine
    And a jungle of grass and honey-suckle vine.
    I who had loved him while he kept alive

    Went only close enough to where he was
    To sniff the heavy honeysuckle-smell
    Twined with another odor heavier still
    And hear the flies' intolerable buzz.

    Well, I was ten and very much afraid.
    In my kind world the dead were out of range
    And I could not forgive the sad or strange
    In beast or man. My father took the spade

    And buried him. Last night I saw the grass
    Slowly divide (it was the same scene
    But now it glowed a fierce and mortal green)
    And saw the dog emerging. I confess

    I felt afraid again, but still he came
    In the carnal sun, clothed in a hymn of flies,
    And death was breeding in his lively eyes.
    I started in to cry and call his name,

    Asking forgiveness of his tongueless head.
    ..I dreamt the past was never past redeeming:
    But whether this was false or honest dreaming
    I beg death's pardon now. And mourn the dead.

    przekład Ludmiły Marjańskiej pt. „Łaska
    przebaczenia” w temacie Łaska przebaczenia


    Museum Piece

    The good gray guardians of art
    Patrol the halls on spongy shoes,
    Impartially protective, though
    Perhaps suspicious of Toulouse.

    Here dozes one against the wall,
    Disposed upon a funeral chair.
    A Degas dancer pirouettes
    Upon the parting of his hair.

    See how she spins! The grace is there,
    But strain as well is plain to see.
    Degas loved the two together:
    Beauty joined to energy.

    Edgar Degas purchased once
    A fine El Greco, which he kept
    Against the wall beside his bed
    To hang his pants on while he slept.

    przekład Ludmiły Marjańskiej pt. „Obrazek
    z muzeum” w temacie Muzea i galerie


    Parable

    I read how Quixote in his random ride
    Came to a crossing once, and lest he lose
    The purity of chance, would not decide

    Whither to fare, but wished his horse to choose.
    For glory lay wherever turned the fable.
    His head was light with pride, his horse's shoes

    Were heavy, and he headed for the stable.

    przekład Ludmiły Marjańskiej pt. „Przypowieść”
    w temacie Przypowieść


    A Glance from the Bridge

    Letting the eye descend from reeking stack
    And black façade to where the river goes,
    You see the freeze has started in to crack
    (As if the city squeezed it in a vice),
    And here and there the limbering water shows,
    And gulls colonial on the sullied ice.

    Some rise and braid their glidings, white and spare,
    Or sweep the hemmed-in river up and down,
    Making a litheness in the barriered air,
    And through the town the freshening water swirls
    As if an ancient whore undid her gown
    And showed a body almost like a girl's.

    przekład Ludmiły Marjańskiej pt. „Spojrzenie z mostu”
    w temacie Mosty w poezji


    Juggler

    A ball will bounce; but less and less. It's not
    A light-hearted thing, resents its own resilience.
    Falling is what it loves, and the earth falls
    So in our hearts from brilliance,
    Settles and is forgot.
    It takes a sky-blue juggler with five red balls

    To shake our gravity up. Whee, in the air
    The balls roll around, wheel on his wheeling hands,
    Learning the ways of lightness, alter to spheres
    Grazing his finger ends,
    Cling to their courses there,
    Swinging a small heaven about his ears.

    But a heaven is easier made of nothing at all
    Than the earth regained, and still and sole within
    The spin of worlds, with a gesture sure and noble
    He reels that heaven in,
    Landing it ball by ball,
    And trades it all for a broom, a plate, a table.

    Oh, on his toe the table is turning, the broom's
    Balancing up on his nose, and the plate whirls
    On the tip of the broom! Damn, what a show, we cry:
    The boys stamp, and the girls
    Shriek, and the drum booms
    And all come down, and he bows and says good-bye.

    If the juggler is tired now, if the broom stands
    In the dust again, if the table starts to drop
    Through the daily dark again, and though the plate
    Lies flat on the table top,
    For him we batter our hands
    Who has won for once over the world's weight.

    przekład Ludmiły Marjańskiej pt. "Żongler"
    w temacie Cyrk: tu wzlatuje się i spada...


    The Death of a Toad

    A toad the power mower caught,
    Chewed and clipped of a leg, with a hobbling hop has got
    To the garden verge, and sanctuaried him
    Under the cineraria leaves, in the shade
    Of the ashen and heartshaped leaves, in a dim,
    Low, and a final glade.

    The rare original heartsbleed goes,
    Spends in the earthen hide, in the folds and wizenings, flows
    In the gutters of the banked and staring eyes. He lies
    As still as if he would return to stone,
    And soundlessly attending, dies
    Toward some deep monotone,

    Toward misted and ebullient seas
    And cooling shores, toward lost Amphibia^Rs emperies.
    Day dwindles, drowning and at length is gone
    In the wide and antique eyes, which still appear
    To watch, across the castrate lawn,
    The haggard daylight steer.

    przekład Stanisława Barańczaka pt. „Śmierć ropuchy”
    w temacie W poetyckim terrarium


    Still, Citizen Sparrow...

    Still, citizen sparrow, this vulture which you call
    Unnatural, let him but lumber again to air
    Over the rotten office, let him bear
    The carrion ballast up, and at the tall

    Tip of the sky lie cruising. Then you’ll see
    That no more beautiful bird is in heaven’s height,
    No wider more placid wings, no watchfuller flight;
    He shoulders nature there, the frightfully free,

    The naked-headed one. Pardon him, you
    Who dart in the orchard aisles, for it is he
    Devours death, mocks mutability,
    Has heart to make an end, keeps nature new.

    Thinking of Noah, childheart, try to forget
    How for so many bedlam hours his saw
    Soured the song of birds with its wheezy gnaw,
    And the slam of his hammer all the day beset

    The people’s ears. Forget that he could bear
    To see the towns like coral under the keel,
    And the fields so dismal deep. Try rather to feel
    How high and weary it was, on the waters where

    He rocked his only world, and everyone’s.
    Forgive the hero, you who would have died
    Gladly with all you knew; he rode that tide
    To Ararat; all men are Noah’s sons.

    przekład Stanisława Barańczka pt. „Ale, obywatelu
    wróblu...” w temacie Pierzaści bracia mniejsi

           
          
    Z tomu „Things of This World. Poems 1943-1956”, 1956

    Love Calls Us to the Things of This World


    The eyes open to a cry of pulleys,
    And spirited from sleep, the astounded soul
    Hangs for a moment bodiless and simple
    As false dawn.
    Outside the open window
    The morning air is all awash with angels.

    Some are in bed-sheets, some are in blouses,
    Some are in smocks: but truly there they are.
    Now they are rising together in calm swells
    Of halcyon feeling, filling whatever they wear
    With the deep joy of their impersonal breathing;

    Now they are flying in place, conveying
    The terrible speed of their omnipresence, moving
    And staying like white water; and now of a sudden
    They swoon down into so rapt a quiet
    That nobody seems to be there.
    The soul shrinks

    From all that is about to remember,
    From the punctual rape of every blessed day,
    And cries,
    "Oh, let there be nothing on earth but laundry,
    Nothing but rosy hands in the rising steam
    And clear dances done in the sight of heaven.''

    Yet, as the sun acknowledges
    With a warm look the world's hunks and colors,
    The soul descends once more in bitter love
    To accept the waking body, saying now
    In a changed voice as the man yawns and rises,

    "Bring them down from their ruddy gallows;
    Let there be clean linen for the backs of thieves;
    Let lovers go fresh and sweet to be undone,
    And the heaviest nuns walk in a pure floating
    Of dark habits,
    keeping their difficult balance."

    przekład Leszka Elektorowicza pt. „Miłość wzywa nas
    ku rzeczom tego świata” w temacie Angelologia i dal...


    Piazza di Spagna, Early Morning

    I can't forget
    How she stood at the top of that long marble stair
    Amazed, and then with a sleepy pirouette
    Went dancing slowly down to the fountain-quieted square;

    Nothing upon her face
    But some impersonal loneliness,- not then a girl
    But as it were a reverie of the place,
    A called-for falling glide and whirl;

    As when a leaf, petal, or thin chip
    Is drawn to the falls of a pool and, circling a moment above it,
    Rides on over the lip-
    Perfectly beautiful, perfectly ignorant of it.

    przekład Ludmiły Marjańskiej pt. „Piazza di Spagna
    wczesnym rankiem” w temacie Kobiecy portret


    Boy at the Window

    Seeing the snowman standing all alone
    In dusk and cold is more than he can bear.
    The small boy weeps to hear the wind prepare
    A night of gnashings and enormous moan.
    His tearful sight can hardly reach to where
    The pale-faced figure with bitumen eyes
    Returns him such a God-forsaken stare
    As outcast Adam gave to paradise.

    The man of snow is, nonetheless, content,
    Having no wish to go inside and die.
    Still, he is moved to see the youngster cry.
    Though frozen water is his element,
    He melts enough to drop from one soft eye
    A trickle of the purest rain, a tear
    For the child at the bright pane surrounded by
    Such warmth, such light, such love, and so much fear.

    przekład Ludmiły Marjańskiej pt. „Chłopiec przy oknie”
    w temacie Dziecko jest chodzącym cudem...

           
          
    Z tomu „Advice to a Prophet, and Other Poems”, 1961

    The Undead


    Even as children they were late sleepers,
    Preferring their dreams, even when quick with monsters,
    To the world with all its breakable toys,
    Its compacts with the dying;

    From the stretched arms of withered trees
    They turned, fearing contagion of the mortal,
    And even under the plums of summer
    Drifted like winter moons.

    Secret, unfriendly, pale, possessed
    Of the one wish, the thirst for mere survival,
    They came, as all extremists do
    In time, to a sort of grandeur:

    Now, to their Balkan battlements
    Above the vulgar town of their first lives,
    They rise at the moon's rising. Strange
    That their utter self-concern

    Should, in the end, have left them selfless:
    Mirrors fail to perceive them as they float
    Through the great hall and up the staircase;
    Nor are the cobwebs broken.

    Into the pallid night emerging,
    Wrapped in their flapping capes, routinely maddened
    By a wolf's cry, they stand for a moment
    Stoking the mind's eye

    With lewd thoughts of the pressed flowers
    And bric-a-brac of rooms with something to lose,--
    Of love-dismembered dolls, and children
    Buried in quilted sleep.

    Then they are off in a negative frenzy,
    Their black shapes cropped into sudden bats
    That swarm, burst, and are gone. Thinking
    Of a thrush cold in the leaves

    Who has sung his few summers truly,
    Or an old scholar resting his eyes at last,
    We cannot be much impressed with vampires,
    Colorful though they are;

    Nevertheless, their pain is real,
    And requires our pity. Think how sad it must be
    To thirst always for a scorned elixir,
    The salt quotidian blood

    Which, if mistrusted, has no savor;
    To prey on life forever and not possess it,
    As rock-hollows, tide after tide,
    Glassily strand the sea.

    przekład Roberta Stillera pt. „Nieumarli”
    w temacie Lęk


    Advice to a Prophet

    When you come, as you soon must, to the streets of our city,
    Mad-eyed from stating the obvious,
    Not proclaiming our fall but begging us
    In God's name to have self-pity,

    Spare us all word of the weapons, their force and range,
    The long numbers that rocket the mind;
    Our slow, unreckoning hearts will be left behind,
    Unable to fear what is too strange.

    Nor shall you scare us with talk of the death of the race.
    How should we dream of this place without us?--
    The sun mere fire, the leaves untroubled about us,
    A stone look on the stone's face?

    Speak of the world's own change. Though we cannot conceive
    Of an undreamt thing, we know to our cost
    How the dreamt cloud crumbles, the vines are blackened by frost,
    How the view alters. We could believe,

    If you told us so, that the white-tailed deer will slip
    Into perfect shade, grown perfectly shy,
    The lark avoid the reaches of our eye,
    The jack-pine lose its knuckled grip

    On the cold ledge, and every torrent burn
    As Xanthus once, its gliding trout
    Stunned in a twinkling. What should we be without
    The dolphin's arc, the dove's return,

    These things in which we have seen ourselves and spoken?
    Ask us, prophet, how we shall call
    Our natures forth when that live tongue is all
    Dispelled, that glass obscured or broken

    In which we have said the rose of our love and the clean
    Horse of our courage, in which beheld
    The singing locust of the soul unshelled,
    And all we mean or wish to mean.

    Ask us, ask us whether with the worldless rose
    Our hearts shall fail us; come demanding
    Whether there shall be lofty or long standing
    When the bronze annals of the oak-tree close.

    przekład Ludmiły Marjańskiej pt. „Rada dla proroka”
    w temacie Apokalipsa i eschatologia (motyw
    końca świata i sądu ostatecznego w poezji)

           
          
    Z tomu „The Mind-Reader. New Poems”, 1976

    Wedding Toast


                                              M. C. H.
                                              C. H. W.
                                              July 14, 1971


    St. John tells how, at Cana's wedding feast,
    The water-pots poured wine in such amount
    That by his sober count
    There were a hundred gallons at the least.

    It made no earthly sense, unless to show
    How whatsoever love elects to bless
    Brims to a sweet excess
    That can without depletion overflow.

    Which is to say that what love sees is true;
    That this world's fullness is not made but found.
    Life hungers to abound
    And pour its plenty out for such as you.

    Now, if your loves will lend an ear to mine,
    I toast you both, good son and dear new daughter.
    May you not lack for water,
    And may that water smack of Cana's wine.

    przekład Ludmiły Marjańskiej pt. „Toast weselny”
    w temacie Toasty wierszem wznoszone

           
          
    Z tomu „Mayflies. New Poems and Translations”, 2000


    Obrazek


    A Barred Owl

    The warping night air having brought the boom
    Of an owl’s voice into her darkened room,
    We tell the wakened child that all she heard
    Was an odd question from a forest bird,
    Asking of us, if rightly listened to,
    „Who cooks for you?” and then „Who cooks for you?”

    Words, which can make our terrors bravely clear,
    Can also thus domesticate a fear,
    And send a small child back to sleep at night
    Not listening for the sound of stealthy flight
    Or dreaming of some small thing in a claw
    Borne up to some dark branch and eaten raw.

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. „Sowa
    kreskowana” w temacie Pierzaści bracia mniejsi


    At Moorditch

    „Now,” said the voice of lock and window-bar,
    „You must confront things as they truly are.
    Open your eyes at last, and see
    The desolateness of reality.”

    „Things have,” I said, „a pallid, empty look,
    Like pictures in an unused coloring book.”

    „Now that the scales have fallen from your eyes”
    Said the sad hallways, „you must recognize
    How childishly your former sight
    Salted the world with glory and delight.”

    „This cannot be the world,” I said. „Nor will it,
    'Till the heart's crayon spangle and fulfill it.”

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. „Na Moorditch”
    w temacie Przypowieść


    Mayflies

    In somber forest, when the sun was low,
    I saw from unseen pools a mist of flies
    - In their quadrillions rise
    And animate a ragged patch of glow
    With sudden glittering - as when a crowd
    - Of stars appear
    Through a brief gap in black and driven cloud,
    One arc of their great round-dance showing clear.

    It was no muddled swarm I witnessed, for
    In entrechats each fluttering insect there
    - Rose two steep yards in air,
    Then slowly floated down to climb once more,
    So that they all composed a manifold
    - And figured scene,
    And seemed the weavers of some cloth of gold,
    Or the fine pistons of some bright machine.

    Watching these lifelong dancers of a day
    As night closed in, I felt myself alone
    In a life too much my own,
    More mortal in my separateness than they -
    Unless, I thought, I had been called to be
    - Not fly or star
    But one whose task is joyfully to see
    How fair the fiats of the caller are.

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. „Jętki”
    w temacie Owady są wszędzie...

           
          
    Z tomu „Collected Poems 1943-2004”, 2004


    Obrazek


    Asides

    Though the season's begun to speak
    Its long sentences of darkness,
    The upswept boughs of the larch
    Bristle with gold for a week,

    And then there is only the willow
    To make bright interjection,
    Its drooping branches decked
    With thin leaves, curved and yellow,

    Till winter, loosening these
    With a first flurry and bluster,
    Shall scatter across the snow-crust
    Their dropped parentheses.

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. „Na uboczu”
    w temacie W harmonii z przyrodą


    Blackberries for Amelia

    Fringing the woods, the stone walls, and the lanes,
    Old thickets everywhere have come alive,
    Their new leaves reaching out in fans of five
    From tangles overarched by this year’s canes.

    They have their flowers too, it being June,
    And here or there in brambled dark-and-light
    Are small, five-petaled blooms of chalky white,
    As random-clustered and as loosely strewn

    As the far stars, of which we now are told
    That ever faster do they bolt away,
    And that a night may come in which, some say,
    We shall have only blackness to behold.

    I have no time for any change so great,
    But I shall see the August weather spur
    Berries to ripen where the flowers were –
    Dark berries, savage-sweet and worth the wait –

    And there will come the moment to be quick
    And save some from the birds, and I shall need
    Two pails, old clothes in which to stain and bleed,
    And a grandchild to talk with while we pick.

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. „Jeżyny dla Amelii”
    w temacie Grzybobranie i inne leśne zbieranie

              
              
    Z tomu „Anterooms. New Poems and Translations”, 2010


    Obrazek


    The House

    Sometimes, on waking, she would close her eyes
    For a last look at that white house she knew
    In sleep alone, and held no title to,
    And had not entered yet, for all her sighs.

    What did she tell me of that house of hers?
    White gatepost; terrace; fanlight of the door;
    A widow’s walk above the bouldered shore;
    Salt winds that ruffle the surrounding firs.

    Is she now there, wherever there may be?
    Only a foolish man would hope to find
    That haven fashioned by her dreaming mind.
    Night after night, my love, I put to sea.

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. „Dom”
    w temacie Tęsknota


    Psalm

    Give thanks for all things
    On the plucked lute, and likewise
    The harp of ten strings.

    Have the lifted horn
    Greatly blare, and pronounce it
    Good to have been born.

    Lend the breath of life
    To the stops of the sweet flute
    Or capering fife,

    And tell the deep drum
    To make, at the right juncture,
    Pandemonium.

    Then, in grave relief,
    Praise too our sorrows on the
    Cello of shared grief.

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego
    pt. „Psalm” w temacie Psalmy


    Anterooms

    Out of the snowdrift
    Which covered it, this pillared
    Sundial starts to lift,

    Able now at last
    To let its frozen hours
    Melt into the past

    In bright, ticking drops.
    Time so often hastens by,
    Time so often stops—

    Still, it strains belief
    How an instant can dilate,
    Or long years be brief.

    Dreams, which interweave
    All our times and tenses, are
    What we can believe:

    Dark they are, yet plain,
    Coming to us now as if
    Through a cobwebbed pane

    Where, before our eyes,
    All the living and the dead
    Meet without surprise.

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego
    pt. „Przedpokoje” w temacie Czas, zegary...


    Young Orchard

    These trees came to stay.
    Planted at intervals of
    Thirty feet each way,

    Each one stands alone
    Where it is to live and die.
    Still, when they have grown

    To full size, these trees
    Will blend their crowns, and hum with
    Mediating bees.

    Meanwhile, see how they
    Rise against their rootedness
    On a gusty day,

    Nodding one and all
    To one another, as they
    Rise again and fall,

    Swept by flutterings
    So that they appear a great
    Consort of sweet strings.

    przekład Krzysztofa Stachnika pt. „Młody
    sad” w temacie Ogród przedziwny


    Inne wiersze Richarda Wilbura w tematach:
    Owady są wszędzie..., W świecie wróżb, zaklęć i sił tajemnych, Starość, Nauczyciele -
    - w szkole i w życiu
    , Marzenia, Wędrówką życie jest człowieka, Umysł i potęga myśli, Zwierzęta w ZOO i nie tylko tam, Raj, wyspy szczęśliwe, arkadia
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 27.03.13 o godzinie 16:23



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Łaska przebaczenia
    8.11.2009, 12:04

    Richard Wilbur

    Łaska przebaczenia


    Mój pies leżał nieżywy i nie pogrzebany,
    Ukryty w kępie sosen przez pięć dni gorących
    W gąszczu trawy, wśród róży jerychońskiej pnączy.
    A ja, który kochałem go, kiedy był z nami,

    Podszedłem ledwie na tyle, by poznać
    Ciężką woń jerychonki, jej zapach splątany
    Z jakimś cięższym odorem, dotąd mi nie znanym,
    I usłyszeć brzęczenie much, jakże nieznośne.

    Cóż, miałem dziesięć lat, bałem się, poza tym
    W moim życzliwym świecie nikt zmarły nie gościł
    I nie mogłem wybaczyć smutku ni obcości
    W człowieku ni w zwierzęciu. Ojciec wziął łopatę

    I psa pochował. Wczoraj w nocy żyzna
    Trawa się rozchyliła (tak jak w tamtej scenie,
    Lecz żarząca się ostrą, śmiertelną zielenią);
    Zobaczyłem, jak pies się wynurza. I wyznam,

    Znowu się bałem, on jednak szedł w hymnie
    Brzęczących much, w cielesne słońce przystrojony,
    A śmierć lęgła się w jego oczach ożywionych.
    Zacząłem płakać, wołać jego imię,

    Prosząc, by bezjęzyczny łeb rzekł mi: wybaczę.
    ...Śniłem, że przeszłość może doznać odkupienia:
    Lecz złudne czy prawdziwe były te rojenia,
    O przebaczenie proszę śmierć. I zmarłych płaczę.

    z tomu „Ceremony, and Other Poems”, 1950

    tłum. z angielskiego Ludmiła Marjańska

    wersja oryginalna pt. „The Pardon” w temacie
    Poezja anglojęzyczna
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 05.02.14 o godzinie 00:47



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Starość
    8.11.2009, 11:15

    Richard Wilbur*

    Sąsiedztwo


    Dom dla starców otwiera swoje okna w maju,
    Zza przykurzonych zasłon zaczynają głosy
    Zgaszone zimą wnikać do naszego gaju,
    W którym kosy

    Śpiewają budząc zachwyt. I w pośpiechu drzewa
    Puszczają paki, rozwijają liście,
    Zacierając nam widok staruszków, gdy ptaki
    Odwołują perliście

    Smutek zimy, roztapiając każde westchnienie
    I drżenie głosu w trylach trwających dokoła,
    I nawet suchy kaszel przerywa zapamiętałe
    Postukiwanie dzięcioła.

    Nie widzieć i nie słyszeć tych steranych, słabych?
    Są tak – o ile wiemy – pełni dobrych chęci,
    Że nie pozbawią świata swoich względów,
    Nawet gdy bez nich się kręci.

    Rozsiedli się, zapewne, na cienistym ganku,
    W starych trzcinowych krzesłach, panowie i panie,
    Stare kumy, przegrani kumple, wyświetlając
    Na zmętniałym ekranie

    Plotki o mocnych ludziach, tancerkach i księżach,
    Których znali i którzy umieli żyć w świecie,
    O żołnierzu, kochanku, mówcy, wiernej żonie
    I upadłej kobiecie;

    A łgają coraz bardziej, bo pamięć zawodzi,
    Aż wreszcie biedne ich serca olśnione
    Zapominają aktorów i widzą już tylko
    Tak obnażone role,

    Jak Dawida, Heleny, albo wynajdują
    Wspomnienie – już się zdało, przepadłe z kretesem –
    Alcesty, wracającej do domu, z tym, co odstraszył śmierć,
    Z potężnym Heraklesem.

    Czy tak jest? Ba, dowiedzieć się nie ma sposobu:
    Na trawniku tak krzyczą dziewczęta i chłopaki,
    Liście się rozwinęły, wypełniły słońcem.
    I zbyt hałasują ptaki.

    z tomu „Advice to a Prophet, and Other Poems”, 1961

    tłum. z angielskiego Ludmiła Marjańska

    *notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
    do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 16.06.14 o godzinie 06:09



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Kobiecy portret
    8.11.2009, 09:03

    Richard Wilbur

    Piazza di Spagna wczesnym rankiem


    Nie mogę zapomnieć,
    Jak stoi tam na szczycie marmurowych schodów,
    Zdziwiona, aby sennym piruetem do mnie
    Zwrócić się i zejść, tańcząc ku fontanny wodom.

    I nie ma w jej twarzy
    Nic oprócz samotności, jakby nie kobietą
    Była, a snem o miejscu, którem kiedyś marzył,
    Przywołanym ześlizgiem pełnym piruetów.

    Tak jak liść, płatek, krucha odrobina
    Wciągana przez kaskadę drży chwilę na brzegu,
    Chociaż jej nic nie powstrzyma –
    Tak doskonale piękna, i nieświadoma tego.

    z tomu „Things of This World. Poems 1943-1956”, 1956

    tłum. z angielskiego Ludmiła Marjańska

    w wersji oryginalnej pt. „Piazza di Spagna, Early Morning”
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 25.10.13 o godzinie 04:16



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersze na każdy dzień tygodnia
    8.11.2009, 08:57

    André Frénaud

    Niedziela


    Mały dworzec,
    pan naczelnik,
    żona uciekła,
    zakochana w rybakach niedzielnych.
    Rozłóżmy się tam gdzie miłość, jej radość i płacze,
    pod płótnem zieleni.

    Rzeka widziana do dna.
    Niebo jest tak czułe.
    Pić będziemy w zamku łupkowym
    który właśnie odbija się w trawach.

    z tomu „Les Rois mages”, 1943

    tłum. z francuskiego Zbigniew Herbert

    *notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
    do polskich przekładów w temacie W języku Baudelaire'a

    wiersz jest też w temacie Blaski i cienie małżeństwa
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 06.04.14 o godzinie 07:17



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Motyw ojca
    7.11.2009, 10:34

    Michale, dziękuję za komentarz. Co do Twojej propozycji przełamania układu wersyfikacyjnego, czyli wydzielenia dwóch zwrotek odpowiadających dwóm perspektywom czasowym narracji, to wyjaśniam, że celowo tego nie zrobiłem,
    nie zastosowałem też żadnego innego środka demarkacyjnego, np. kropki,
    przecinka czy wielkiej litery, aby właśnie ich nie oddzielać, a połączyć,
    wymieszać ze sobą. Tak jak niepostrzeżenie, mija dzieciństwo, młodość i nagle odnajdujemy się w dojrzałości, zaraz potem w starości i trudno nam uchwycić tę granicę, wszystko zlewa się w jedną sekwencję.
    Wiersz jest co prawda w temacie ojca i o ojcu się zaczyna, ale na dobrą sprawę dotyczy w takiej samej mierze każdego z nas. I z pewnością, tak jak przed laty patrzyłem na swojego ojca i jego pokolenie, tak dzisiaj młodzi patrzą na mnie
    i moje pokolenie. Pozdrawiam - RyszardRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 07.11.09 o godzinie 10:54



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Motyw ojca
    7.11.2009, 06:36

    Jedna myśl

    Patrzyłem kiedyś
    na ojca jak był zmęczony
    jak nie przystawał do
    czasów
    w których żył zawsze
    wydawał mi się
    za stary
    sztucznie wtłoczony w tryby
    rzeczywistości
    patrzyłem na jego ciało
    obwisłe brzydkie
    na spuchnięte nogi z sinymi
    plamami nabrzmiałych
    pod przezroczystą skórą żył
    patrzyłem na jego ruchy
    powolne
    ślamazarne ciężki oddech
    i jedna myśl
    nasuwała się natrętnie
    dlaczego
    żyjesz tak długo ojcze

    Budzę się
    w nocy muszę wstać
    za potrzebą ślamazarnie
    wygrzebuję się
    z pościeli dźwigam z trudem
    ciało
    by stanąć
    na chwiejących się nogach
    najmniejszy ruch
    sprawia ból oddycham
    ciężko
    i jedna myśl
    kołacze się po głowie
    dlaczego
    żyłeś tak krótko ojczeTen post został edytowany przez Autora dnia 03.02.14 o godzinie 23:59



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Angelologia i dal..., czyli motyw anioła w poezji
    6.11.2009, 21:54

    Richard Wilbur

    Miłość wzywa nas ku rzeczom tego świata


    Oczy otwiera jazgot kołowrotów
    A ze snu wzlatując, zdumiona dusza
    Zawisła na chwilę, bezcielesna, naiwna
    Jak świt urojony...
    Za otwartym oknem
    Powietrze poranka zasnute jest aniołami

    Jedne w białych prześcieradłach, inne są w bluzach,
    A jeszcze inne w chałatach: ale naprawdę tam są.
    Już wznoszą się razem, wzdęte cichymi bańkami
    W poczuciu czarownej błogości, cokolwiek mają na sobie
    Pełne głębokiej radości w niewyczuwalnych tchnieniach...

    Teraz latają w przestrzeni rozwijając
    Przerażającą prędkość swej wszechobecności
    Falując i nieruchomiejąc jak bezbarwna woda; aż nagle
    Opadają zamarłe w tak głęboką ciszę,
    Jakby tam nikogo nie było.
    Dusza więdnie

    Od wszystkiego o czym należy pamiętać,
    Porywana punktualnie każdego błogosławionego dnia
    I woła:
    "O, niech nic na ziemi nie istnieje prócz pralni,
    Nic prócz zaczerwienionych rąk na wezbranej pianie
    I płynnych tańców w panoramie nieba".

    Jednak tak jak słońce potwierdza
    Ciepłym spojrzeniem łany i kolory świata,
    Dusza zstępuje raz jeszcze z gorzką miłością
    By wejść w budzące się ciała i mówi
    Zmienionym głosem, jak człowiek co wstaje z ziewaniem:

    "Zdejm je z tych zrudziałych szubienic
    Niech czyste płótno się ściele pod plecami złodziei,
    Niech będzie wonnie i świeżo nie spełnionym kochankom,
    A tęgie zakonnice niech idą w powiewnej czystości swych
    Czarnych habitów,
    utrzymując tak trudną równowagę".

    z tomu "Things of This World. Poems 1943-1956", 1956

    tłum. z angielskiego Leszek Elektorowicz

    wersja oryginalna pt. „Love Calls Us to the Things of This World ”
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 19.01.14 o godzinie 14:06



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym i...
    6.11.2009, 21:38

    Richard Wilbur

    Chłopiec przy oknie


    To nie do wytrzymania patrzeć, jak po ciemku
    Stoi śniegowy bałwan samotnie na mrozie.
    I chłopczyk płacze, słysząc, jak wiatr grozi
    Nocą pełną zgrzytania i niezwykłych jęków.

    Chłopięce oczy ledwo przez łzy dostrzegają
    Postać o białej twarzy z oczami z węgielków,
    Które patrzą na niego porzuciwszy wszelką
    Nadzieję, jak wygnany Adam u wrót Raju.

    Śnieżna postać jednakże jest ze siebie rada,
    Wcale nie chce do środka wejść i umrzeć, raczej
    Mróz woli. Jednak wzrusza ją, że chłopiec płacze,
    I, choć z pierwiastków wody mrożonej się składa,

    Topnieje odrobinę, z oka jej się stacza
    Strużka czystego deszczu, łza, co jest podzięką
    Dla dziecka, które tyle za szybą otacza
    Ciepła i światła, tyle miłości i lęków/

    z tomu „Things of This World. Poems 1943-1956”, 1956

    tłum. Ludmiła Marjańska

    w wersji oryginalnej pt. "Boy at the Window"
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.06.12 o godzinie 18:23



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Przypowieść
    6.11.2009, 21:25

    Richard Wilbur*

    Przypowieść


    Czytałem, jak Don Kichot w swej błędnej podróży
    Trafił na skrzyżowanie i, chcąc zdać się znowu
    Na czysty traf, rumakiem swoim się posłużył:

    Dokąd się udać, wybór zostawił koniowi,
    Bo gdzie by się nie zwrócił, sławy był zwyczajny.
    Dumną głowę niósł lekko, lecz końskie podkowy

    Były ciężkie, zaniosły go prosto do stajni.

    z tomu „Ceremony and Other Poems”, 1950

    tłum. Ludmiła Marjańska

    *notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
    do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.06.12 o godzinie 18:06



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Owady są wszędzie...
    6.11.2009, 21:15

    Richard Wilbur*

    Cykady


    Znasz te letnie, bezwietrzne wieczory wezbrane po bezruch
    Zbyt zgęszczoną melodią, napęczniałe jak
    Płyta, która się kończy, krążąc
    Zanim ucichnie. Nawet język
    Liści zbyt gruby.

    Kiedy świerszcze zaczną się ożywiać,
    inni mieszkańcy, przy oknach, przy drzwiach
    albo wstając od stołu, czują nagle w płucach
    omylny wiew rześkości, taki figiel
    płata im słuch.

    Opiewający cuda uważali polnego konika
    za oczywisty znak, ponieważ tak długo czeka,
    zmienia się w świetle dnia i śpiewa
    przez całe życie, wczepiony w liść jesionu,
    nie dbając wcale o mrówki.

    Inni tworzyli moralność; wszystkich zdumiewała,
    cieszyła i cieszy jego wdzięczna piosenka.
    Bo tak otwartej istoty nie mogą otoczyć morały
    ani słuchający:
    ni to „czirr”, ni „kri-kri”. Nie można do tego
    podejść po prostu.

    Ta wątła, niepojęta pieśń jest źródłem, które koi
    i łagodzi wszelkie problemy w scalającej nucie.
    Fabre, gdy kazał wystrzelić z wszystkich miejskich dział
    pod cykającym drzewem, odkrył nagle,
    że cykady nie słyszą.

    z tomu „The Beautiful Changes, and Other Poems” 1947

    tłum. Ludmiła Marjańska

    *notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
    do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 08.06.12 o godzinie 14:22



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Mosty w poezji
    6.11.2009, 14:34

    Richard Wilbur

    Spojrzenie z mostu


    Spuść wzrok utkwiony w dymiących kominach,
    W czarnej fasadzie, w którą wchodzi rzeka:
    Ujrzysz, że właśnie lód pękać zaczyna
    (Jakby zgnieciony przez miasta imadło),
    Miejscami woda spod niego przecieka,
    Stado mew, skrzecząc, na brudnej krze siadło.

    Lecą, splatają w warkocz swój lot biały
    Lub na obmurowanie rzeki nagle natrą,
    Jakby zamkniętą przestrzeń otwierały.
    I czysta woda wypływa nieśmiało,
    Jak stara prostytutka, która zdjęła szlafrok
    I ukazała wręcz dziewczęce ciało.

    z tomu „Ceremony and Other Poems”, 1950

    tłum. Ludmiła Marjańska

    w wersji oryginalnej pt. „A Glance from the Bridge”
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.06.12 o godzinie 18:07



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Przypowieść
    5.11.2009, 11:21

    Denis Levertov*

    Kontrabanda


    Drzewo wiadomości było drzewem rozumu.
    Toteż smak jego
    wygnał nas z Edenu. Ten owoc
    był po to, żeby go ususzyć i zemleć
    na drobny proszek i używać
    po szczypcie, jako przyprawy.
    Bóg pewnie zamierzał powiedzieć nam później
    O tych nowych rozkoszach. My nim napchaliśmy usta.
    Pochłanialiśmy, ale, jeżeli oraz jak,
    i znów ale, z lekkomyślnym zapałem.
    Jest trujący w większej ilości, jego opar
    kłębił się nam w głowie i dokoła nas,
    aż zbił się w chmurę i stwardniał na stal,
    wznosząc ścianę między nami i Bogiem. Bóg jest Rajem.
    Nie żeby Bóg był nierozumny – ale rozum
    w takim nadmiarze stał się tyranią
    i zamknął nas w swoich granicach, w polerowanej celi
    odbijającej naszą twarz. Bóg mieszka
    po drugiej stronie tego lustra,
    ale przez szparę, tam gdzie ściana prawie
    dotyka ziemi, umie jeszcze
    wcisnąć się – jako promień światła,
    odpryski ognia, muzyczna nuta
    usłyszana, gubiona, słyszana na nowo.

    tłum. Czesław Miłosz

    *notka o autorce, inne jej wiersze i linki
    w temacie Poezja anglojęzyczna



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Ciemność
    5.11.2009, 10:31

    Denis Levertov*

    Przepaska na oczy


    W tej ciemności odpoczywam,
    niegotowa na światło, które wschodzi
    dzień po dniu
    i wzywa do współudziału.
    Czarny jedwabiu, chroń mnie.
    Potrzeba mi więcej nocy, nim otworzę
    oczy i serce
    na olśnienie. Muszę jeszcze
    rosnąć w ciemności jak korzeń,
    niegotowy, niegotowy na pewno.

    tłum. Czesław Miłosz

    *notka o autorce, inne jej wiersze i linki
    w temacie Poezja anglojęzyczna



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Marzenia
    3.11.2009, 20:34

    Skarb

    Najpierw było oberwanie
    chmury, tak nazywali to dorośli, ale ja
    nie pamiętam żadnej chmury
    i wciąż nie mogę
    sobie wyobrazić, skąd i w jaki sposób
    ta chmura mogła się oberwać.
    Pamiętam, że deszcz padał i padał
    jeden dzień, drugi, a może
    i dłużej
    i że woda ogromna, brudna, w kolorze
    ziemi i gliny, rwała z góry
    potokiem, przelewała się jego korytem,
    wylewała na ulicę
    i niosła różne śmieci, gałęzie, szmaty,
    deski, butelki
    a my biegaliśmy boso, po kostki w niej
    zanurzeni i witaliśmy okrzykami
    zaskoczenia i radości
    kolejną ofiarę, płynącą bezwładnie jak
    topielec w nieznaną dal
    i przeznaczenie.

    I pamiętam tę skrzynię
    piękną, masywną ze złotymi okuciami
    jak płynęła z gracją wśród
    bezużytecznych rupieci, niczym okręt
    królowej w asyście swej straży.
    To skarb, skarb płynie! - piszczały dzieci
    wyjrzały z okien zaciekawione
    głowy – Ludzie skarb, skarb woda niesie! -
    ryknęły starsze głosy i wybiegły na ulicę
    popędziły wszystkie
    te dziecinne i dorosłe wzdłuż
    wzburzonej, brudnej wody, która niosła
    na swym grzbiecie tajemniczą skrzynię
    skarb
    niedoścignione marzenia
    ubogich, prostych robotników i ich rodzin.

    Do dzisiaj nie wiem, czy udało się
    komuś złapać tę skrzynię
    wyłowić, otworzyć i znaleźć swoje
    marzenia
    o bogactwie, lepszym i beztroskim
    życiu. Szybko
    bardzo szybko popłynęła i
    zniknęła z oczu
    pozostając na zawsze tajemnicza
    piękna i bezcenna.Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 04.11.09 o godzinie 19:29



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja anglojęzyczna
    3.11.2009, 17:20


    Obrazek
    Kenneth Rexroth (1905-1982) – jeden z najwybitniejszych poetów amerykańskich
    XX wieku, czołowy przedstawiciel ruchu pn. San Francisco Renaissance, prekursor wykorzystania klasycznych form japońskiego haiku w poezji amerykańskiej. Urodził się
    w prowincjonalnym miasteczku w stanie Indiana. Gdy miał 11 lat zmarła jego matka, dwa lata później ojciec, nałogowy alkoholik. Jego wychowaniem zajęła się ciotka w Chicago, gdzie podjął też studia w Art Institute of Chicago. Studiów jednak nie ukończył, bardziej pociągały go podróże, włóczęgowski i swobodny styl życia. Jego zainteresowania literackie
    i artystyczne były bardzo rozległe od poezji klasycznej, przez dwudziestowieczną awangardę, po japońskie haiku, w poglądach politycznych i społecznych był radykałem
    i pacyfistą. Ogromną popularnością cieszyły się i nadal cieszą jego bardzo śmiałe i zmysłowe wiersze o tematyce erotycznej, a także liryki filozoficzne, w których porusza związki człowieka z przyrodą i kosmosem. Ważniejsze książki: „In What Hour?” (1941), „Another Spring” (1942), “The Phoenix and the Tortoise”, (1944), “The Art of Worldly Wisdom”, (1949), “The Signature of All Things” (1950), "The Dragon and the Unicorn" (1952), "In Defense of the Earth" (1959), "Natural Numbers: New and Selected Poems" (1963), "The Collected Shorter Poems" (1967), "The Collected Longer Poems" (1968), "New Poems" (1974), “The Morning Star” (1979). Na język polski jego wiersze tłumaczyli: Teresa Truszkowska, Czesław Miłosz, Tadeusz Rybowski i Zofia Prele. Wydano tomik: Kenneth Rexroth: Wiersze wybrane. Wybrali i przełożyli Zofia Prele i Tadeusz Rybowski. Wstępem opatrzyła Zofia Prele. Oficyna Wydawnicza ATUT, Wrocław 2007.

    The Heart of Herakles

    Lying under the stars,
    In the summer night,
    Late, while the autumn
    Constellations climb the sky,
    As the Cluster of Hercules
    Falls down the west
    I put the telescope by
    and watch Deneb
    Move towards the zenith.
    My body is asleep. Only
    My eyes and brain are awake.
    The stars stand around me
    Like gold eyes, I can no longer
    Tell where I begin and leave off.
    The faint breeze in the dark pines,
    And the invisible grass,
    The tipping earth, the swarming stars
    Have an eye that sees itself.

    przekład Czesława Miłosza pt. „Serce Heraklesa”
    w temacie Gwiazdy, planety, kosmos w poezji...


    Autumn in California

    Autumn in California is a mild
    And anonymous season, hills and valleys
    Are colorless then, only the sooty green
    Eucalyptus, the conifers and oaks sink deep
    Into the haze; the fields are plowed, bare, waiting;
    The steep pastures are tracked deep by the cattle;
    There are no flowers, the herbage is brittle.
    All night along the coast and the mountain crests
    Birds go by, murmurous, high in the warm air.
    Only in the mountain meadows the aspens
    Glitter like goldfish moving up swift water;
    Only in the desert villages the leaves
    Of the cottonwoods descend in smoky air.

    Once more I wander in the warm evening
    Calling the heart to order and the stiff brain
    To passion. I should be thinking of dreaming, loving, dying,
    Beauty wasting through time like draining blood,
    And me alone in all the world with pictures
    Of pretty women and the constellations.
    But I hear the clocks in Barcelona strike at dawn
    And the whistles blowing for noon in Nanking.
    I hear the drone, the snapping high in the air
    Of planes fighting, the deep reverberant
    Grunts of bombardment, the hasty clamor
    Of anti-aircraft.

    In Nanking at the first bomb,
    A moon-faced, willowy young girl runs into the street,
    Leaves her rice bowl spilled and her children crying,
    And stands stiff, cursing quietly, her face raised to the sky.
    Suddenly she bursts like a bag of water,
    And then as the blossom of smoke and dust diffuses,
    The walls topple slowly over her.

    I hear the voices
    Young, fatigued and excited, of two comrades
    In a closed room in Madrid. They have been up
    All night, talking of trout in the Pyrenees,
    Spinoza, old nights full of riot and sherry,
    Women they might have had or almost had,
    Picasso, Velasquez, relativity.
    The candlelight reddens, blue bars appear
    In the cracks of the shutters, the bombardment
    Begins again as though it had never stopped,
    The morning wind is cold and dusty,
    Their furloughs are over. They are shock troopers,
    They may not meet again. The dead light holds
    In impersonal focus the patched uniforms,
    The dog-eared copy of Lenin’s Imperialism,
    The heavy cartridge belt, holster and black revolver butt.

    The moon rises late over Mt. Diablo,
    Huge, gibbous, warm; the wind goes out,
    Brown fog spreads over the bay from the marshes,
    And overhead the cry of birds is suddenly
    Loud, wiry, and tremulous.

    1938

    przekład Tadeusza Rybowskiego pt. „Jesień w Kalifornii”
    w tematach: Wspomnienia i Jesień przychodzi za wcześnie...


    Runaway

    There are sparkles of rain on the bright
    Hair over your forehead;
    Your eyes are wet and your lips
    Wet and cold, your cheek rigid with cold.
    Why have you stayed
    Away so long, why have you only
    Come to me late at night
    After walking for hours in wind and rain?
    Take off your dress and stockings;
    Sit in the deep chair before the fire.
    I will warm your feet in my hands;
    I will warm your breasts and thighs with kisses.
    I wish I could build a fire
    In you that would never go out.
    I wish I could be sure that deep in you
    Was a magnet to draw you always home.

    1944

    dwa przekłady pt. „Uciekinierka”: Teresy Truszkowskiej
    w temacie Ucieczki i Zofii Prele w temacie Erotyka


    The Signature of All Things

    My head and shoulders, and my book
    In the cool shade, and my body
    Stretched bathing in the sun, I lie
    Reading beside the waterfall —
    Boehme’s “Signature of all Things.”
    Through the deep July day the leaves
    Of the laurel, all the colors
    Of gold, spin down through the moving
    Deep laurel shade all day. They float
    On the mirrored sky and forest
    For a while, and then, still slowly
    Spinning, sink through the crystal deep
    Of the pool to its leaf gold floor.
    The saint saw the world as streaming
    In the electrolysis of love.
    I put him by and gaze through shade
    Folded into shade of slender
    Laurel trunks and leaves filled with sun.
    The wren broods in her moss domed nest.
    A newt struggles with a white moth
    Drowning in the pool. The hawks scream,
    Playing together on the ceiling
    Of heaven. The long hours go by.
    I think of those who have loved me,
    Of all the mountains I have climbed,
    Of all the seas I have swum in.
    The evil of the world sinks.
    My own sin and trouble fall away
    Like Christian’s bundle, and I watch
    My forty summers fall like falling
    Leaves and falling water held
    Eternally in summer air.

    2

    Deer are stamping in the glades,
    Under the full July moon.
    There is a smell of dry grass
    In the air, and more faintly,
    The scent of a far off skunk.
    As I stand at the wood’s edge,
    Watching the darkness, listening
    To the stillness, a small owl
    Comes to the branch above me,
    On wings more still than my breath.
    When I turn my light on him,
    His eyes glow like drops of iron,
    And he perks his head at me,
    Like a curious kitten.
    The meadow is bright as snow.
    My dog prowls the grass, a dark
    Blur in the blur of brightness.
    I walk to the oak grove where
    The Indian village was once.
    There, in blotched and cobwebbed light
    And dark, dim in the blue haze,
    Are twenty Holstein heifers,
    Black and white, all lying down,
    Quietly together, under
    The huge trees rooted in the graves.

    3

    When I dragged the rotten log
    From the bottom of the pool,
    It seemed heavy as stone.
    I let it lie in the sun
    For a month; and then chopped it
    Into sections, and split them
    For kindling, and spread them out
    To dry some more. Late that night,
    After reading for hours,
    While moths rattled at the lamp —
    The saints and the philosophers
    On the destiny of man —
    I went out on my cabin porch,
    And looked up through the black forest
    At the swaying islands of stars.
    Suddenly I saw at my feet,
    Spread on the floor of night, ingots
    Of quivering phosphorescence,
    And all about were scattered chips
    Of pale cold light that was alive.

    1946

    przekład Tadeusza Rybowskiego pt. „De signatura rerum”
    w temacie W harmonii z przyrodą,

    inny przekład, Czesława Miłosza, pierwszej części utworu
    pt. „Struktura wszystkich rzeczy” w temacie O przemijaniu...


    Quietly

    Lying here quietly beside you,
    My cheek against your firm, quiet thighs,
    The calm music of Boccherini
    Washing over us in the quiet,
    As the sun leaves the housetops and goes
    Out over the Pacific, quiet --
    So quiet the sun moves beyond us,
    So quiet as the sun always goes,
    So quiet, our bodies, worn with the
    Times and the penances of love, our
    Brains curled, quiet in their shells, dormant,
    Our hearts slow, quiet, reliable
    In their interlocked rhythms, the pulse
    In your thigh caressing my cheek. Quiet.

    1956

    przekład Tadeusza Rybowskiego pt. "Cisza"
    w temacie Cisza w poezji


    They Say This Isnt't a Poem

    I

    All that is is a harmony,
    Otherwise it would not endure.
    Harmony of the parts with the whole
    Is the definition of goodness.
    Therefore all that is is good.
    Man is part of all that is, so
    He is part of its harmony.
    Therefore he is by nature good.
    Insofar as he knows what is,
    He knows it because he is
    Within himself a harmony
    Of parts in a whole, of the same
    Kind as all that is. Therefore,
    The harmony of all that is
    Without man can unite with
    The harmony of all that is
    Within man as a knowable
    Good, an inner moral good.
    But if this good is known within
    By one party, man, it must
    Also be known by the other
    Party, All That Is, hence he who
    Is in perfect accord with All
    That Is can act upon It
    Without effort, with a kind
    Of reciprocity, like acts
    Of the mutual love of friends.
    How beautiful and specious
    And how stinking with the blood
    Of wars and crucifixions.

    II

    The order of the universe
    Is only a reflection
    Of the human will and reason.
    All being is contingent,
    No being is self-subsistent.
    All objects are moved by others.
    No object moves itself.
    All beings are caused by others.
    No being is its own cause.
    There is no perfect being.
    Being has no economy.
    Entities are multiplied
    Without necessity. They
    Have no sufficient reason.
    The only order of nature
    Is the orderly relation
    Of one person to another.
    Non-personal relations
    Are by nature chaotic.
    Personal relations are
    The pattern through which we see
    Nature as systematic.
    Homer, and all sensible
    Men since, have told us again
    And again, the universe —
    The great principles and forces
    That move the world — have order
    Only as a reflection
    Of the courage, loyalty,
    Love, and honesty of men.
    By themselves they are cruel
    And utterly frivolous.
    The man who yields to them goes mad,
    Kills his child, his wife or friend
    And dies in the bloody dust,
    Having destroyed the treasured
    Labor of other men’s hands.
    He who outwits them survives
    To grow old in his own home.

    1956

    przekład Zofii Prele pt. "Mówią, że to nie wiersz"
    w temacie W harmonii z przyrodą


    Inne wiersze Kennetha Rexrotha w tematach: Wiersze „zaangażowane”, Być poetą..., Buddyzm i kultura Dalekiego Wschodu, Wspomnienia, Erotyka, Ciemność, Popatrz na mgłę, ileż cudów ukrywa..., Nieśmiałość, Urodziny, imieniny i inne ważne dni..., Poezja pajęczych sieci, Poeci poetomTen post został edytowany przez Autora dnia 08.04.14 o godzinie 05:33



    Zgłoś | Cytuj

Wyślij zaproszenie do