Ryszard Mierzejewski

offline

Ryszard Mierzejewski

poeta i tłumacz, wolny ptak

Wypowiedzi

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Ciemność
    3.11.2009, 11:28

    Kenneth Rexroth*

    * * *


    Trudno jest dostrzec cokolwiek
    w tym mroku; ale wiem, że to ja, Rexroth,
    przebijam się przez noc, na tej mroźnej planecie;
    ciepło jest i ruchliwie w roślinnej ciemności,
    gdzie niewidoczny jeleń pasie się cicho.
    Niebo jest gorące i ciężkie, nawet drzew
    nad głową nie sposób odróżnić,
    jednak wiem, że to sosny, których szyszki
    cierpią, zamknięte, na gałęziach, by w końcu
    wrosnąć w drzewo, czekając
    na płomień, co je otworzy i rozsieje po spalonym lesie.
    Wyczekuję tak sam, w górach,
    w lesie, w mroku, a świat
    spada szybko na wymierzoną elipsę.

    tłum. Tadeusz Rybowski

    *notka o autorze, inne jego wiersze w oryginale i linki
    do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.06.11 o godzinie 17:54



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Erotyka
    3.11.2009, 10:57

    Kenneth Rexroth*

    Chaos zmysłów


    Blask księżyca nasyca krzewy laurów
    Niczym muzyka. Prześwietlone księżycem
    Powietrze zastyga. Twoja biała
    Twarz pochyla się ku mnie.
    Rozkoszny smutek
    Spowija nas siecią pajęczą
    Jak pieśń, jak zapach, jak blask księżyca.
    Twoje włosy opadając łączą ze sobą nasze twarze.
    Twoje usta wtulają się w moje.
    Twój język wsuwa się w moje usta.

    Nietoperz wzlatuje w świetle księżyca.
    Księżycowy blask wypełnia twoje oczy
    Znikają w nich tęczówki i źrenice —
    Są niczym kule zimnego ognia
    Jak oczy jeleni przebiegających
    Przez opustoszałą knieję.
    Twe szczupłe drżące ciało
    Pachnie wodorostami.
    Leżymy razem nasłuchując
    Naszych oddechów w świetle księżyca.
    Czy słyszysz? Oddychamy. Żyjemy.

    Stopniowanie

    Spaliśmy nago
    Na narzucie łóżka — po przebudzeniu
    O chłodnym świcie wpełzliśmy
    W ciepłą pościel i kochaliśmy się.
    Rankiem powiedziałaś:
    — Śnieg padał ostatniej nocy w górach
    Wysoko na niebieskoczarnym diorycie
    Pomarańczowe smugi śniegu
    O rdzawym brzasku.
    Powiedziałem:
    — Śnieg padał od wielu miesięcy
    W Kanadzie i na Alasce
    W Minnesocie i Michigan.
    Właśnie teraz prószy śnieg
    Rankiem na ulicach Chicago.
    Powoli świat się zmienia
    Nawet w Meksyku, nawet dla nas.

    Wędrujący do nikąd

    Rozpinasz suknię
    Na zakurzonym łóżku
    Gdzie nikt nie spał
    od lat
    Sowa jęczy na dachu
    A ty mówisz
    Mój drogi
    Najdroższy
    W przyćmionym świetle starej
    Lampy naftowej twoje ramiona
    Brzuch piersi pośladki
    Są jak kwiat brzoskwini
    Wielkie gwiazdy dalekie osobne
    Na zewnątrz pęknięta szyba
    Olbrzymie nieśmiertelne zwierzęta
    Każde z nich jak ogromne oko
    Patrzące
    Otwierasz swe ciało
    Noc nie ma kresu
    Las nie ma kresu
    Dom porzucony na zawsze
    W lesie wśród nocy
    Nikt nie przyjdzie
    Do samotnego domu
    W mrocznym świecie
    W krainie oczu

    wszystkie wiersze
    w tłumaczeniu Teresy Truszkowskiej

    *notka o autorze, inne jego wiersze w oryginale i linki
    do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.06.11 o godzinie 17:53



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Jesień przychodzi za wcześnie...
    3.11.2009, 10:36

    Kenneth Rexroth

    Jesień w Kalifornii


    Jesień w Kalifornii jest łagodnym
    i anonimowym sezonem, wzgórza i doliny
    są wtedy bezbarwne, a ciemnozielone
    eukaliptusy, sosny i dęby toną w głębokiej
    mgle: zorane pola, nagie, czekają.
    Strome pastwiska głęboko wydeptywane są przez bydło.
    Nie ma tu kwiatów, a zioła są kruche.Przez cała noc wzdłuż brzegów i nad łańcuchami gór
    latają ptaki, świergocąc, wysoko w ciepłym powietrzu.
    Tylko na łąkach górskich osiki
    połyskują jak złote rybki w szybkiej wodzie,
    tylko w pustynnych wioskach liście
    bawełny opadają w zadymionym powietrzu.

    Raz jeszcze przychodzę tu, ciepłym wieczorem,
    przywołując do porządku serce, a zesztywniały mózg
    do wzruszeń. Powinienem myśleć o snach, miłości i umieraniu,
    o pięknie marnującym się w czasie jak sącząca się krew,
    o sobie samym, samotnym w świecie pełnym obrazów
    ładnych kobiet i konstelacji gwiazd.
    Ale słyszę zegary wydzwaniające świt w Barcelonie
    i gwizdki na południe w Nankinie.
    Słyszę buczenie samolotów, suchy trzask walki powietrznej
    wysoko, słyszę głęboki dudniący
    grzmot bombardowań, pospieszny jazgot
    zenitówek.

    W Nanikinie, po pierwszej bombie,
    smukła młoda dziewczyna, o twarzy jak księżyc, wybiega
    na ulicę, pozostawiając miskę z rozsypanym ryżem
    i płaczące dzieci, stoi sztywna, cicho przeklina, twarz ma wzniesioną
    ku niebu. Nagle rozpada się jak worek wypełniony wodą,
    a później, gdy płatki dymu i kurzu zmieszają się,
    ściany domów powoli na nią opadną.

    Słyszę głosy
    młode, zmęczone i podniecone, dwóch towarzyszy
    w zamkniętym pokoju w Madrycie. Cała noc
    przegadali o pstrągach w potokach Pirenejów,
    o Spinozie, nocach pełnych hałasu i sherry,
    o kobietach, które mogli mieć lub niemal mieli,
    o Picassie, Velasquezie, teorii względności.
    Światło świec czerwienieje, niebieski świt
    pojawia się w szczelinach okiennic, a bombardowanie
    rozpoczyna się tak, jakby nie było przerwy.
    Poranny wiatr zimny jest i pełen kurzu,
    urlop się skończył. To żołnierze frontowi.
    Mogą się już nigdy nie spotkać. Martwe światło
    pada bezosobowo na ich połatane mundury,
    wystrzępiony egzemplarz „Imperializmu” Lenina,
    ciężkie amunicyjne pasy, kaburę, czarną rękojeść rewolweru.

    Księżyc wstaje późno nad Mt Diablo,
    ogromny, garbaty, ciepły: wiatr się wycisza,
    brązowa mgła rozlewa się znad bagien nad zatoką,
    a krzyk ptaków nad głową jest nagle
    głośny, skłębiony i drżący.

    tłum. Tadeusz Rybowski

    wersja oryginalna pt. "Autumn in California"
    w temacie Poezja anglojęzyczna

    wiersz jest też w temacie Wspomnienia
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.06.11 o godzinie 17:36



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wspomnienia
    3.11.2009, 10:34

    Kenneth Rexroth

    Dzień twych urodzin w górach Kalifornii


    Księżyc załamujący się w zimnej wodzie
    I krzyk dzikich gęsi wysoko w górze.
    Dym ognisk wzlatuje
    Ku geometrii nieba—
    Punkty świateł w nieskończonej ciemności
    Obserwuję poprzez wąską zatoczkę,
    Jak twa ciemna postać zbliża się i oddala od ognia
    Nur krzyczy nad jeziorem płynącym w noc.
    Potem w całym świecie jest cicho
    Ciszą jesieni oczekującej
    Nadejścia zimy. Wchodzę
    W krąg ogniska, przynosząc ci
    Nawleczone na sznurek pstrągi na kolację

    Gdy jemy opodal szemrzącego jeziora
    Mówię: "Po wielu latach będziemy
    Wspominać tę noc i opowiadać o niej".
    Minęło odtąd wiele lat. Wspominam
    Tę noc jakby to było wczoraj.
    Lecz ty nie żyjesz od trzydziestu lat.

    tłum. Teresa Truszkowska

    Jesień w Kalifornii

    Jesień w Kalifornii jest łagodnym
    i anonimowym sezonem, wzgórza i doliny
    są wtedy bezbarwne, a ciemnozielone
    eukaliptusy, sosny i dęby toną w głębokiej
    mgle: zorane pola, nagie, czekają.
    Strome pastwiska głęboko wydeptywane są przez bydło.
    Nie ma tu kwiatów, a zioła są kruche.
    Przez cała noc wzdłuż brzegów i nad łańcuchami gór
    latają ptaki, świergocąc, wysoko w ciepłym powietrzu.
    Tylko na łąkach górskich osiki
    połyskują jak złote rybki w szybkiej wodzie,
    tylko w pustynnych wioskach liście
    bawełny opadają w zadymionym powietrzu.

    Raz jeszcze przychodzę tu, ciepłym wieczorem,
    przywołując do porządku serce, a zesztywniały mózg
    do wzruszeń. Powinienem myśleć o snach, miłości i umieraniu,
    o pięknie marnującym się w czasie jak sącząca się krew,
    o sobie samym, samotnym w świecie pełnym obrazów
    ładnych kobiet i konstelacji gwiazd.
    Ale słyszę zegary wydzwaniające świt w Barcelonie
    i gwizdki na południe w Nankinie.
    Słyszę buczenie samolotów, suchy trzask walki powietrznej
    wysoko, słyszę głęboki dudniący
    grzmot bombardowań, pospieszny jazgot
    zenitówek.

    W Nanikinie, po pierwszej bombie,
    smukła młoda dziewczyna, o twarzy jak księżyc, wybiega
    na ulicę, pozostawiając miskę z rozsypanym ryżem
    i płaczące dzieci, stoi sztywna, cicho przeklina, twarz ma wzniesioną
    ku niebu. Nagle rozpada się jak worek wypełniony wodą,
    a później, gdy płatki dymu i kurzu zmieszają się,
    ściany domów powoli na nią opadną.

    Słyszę głosy
    młode, zmęczone i podniecone, dwóch towarzyszy
    w zamkniętym pokoju w Madrycie. Cała noc
    przegadali o pstrągach w potokach Pirenejów,
    o Spinozie, nocach pełnych hałasu i sherry,
    o kobietach, które mogli mieć lub niemal mieli,
    o Picassie, Velasquezie, teorii względności.
    Światło świec czerwienieje, niebieski świt
    pojawia się w szczelinach okiennic, a bombardowanie
    rozpoczyna się tak, jakby nie było przerwy.
    Poranny wiatr zimny jest i pełen kurzu,
    urlop się skończył. To żołnierze frontowi.
    Mogą się już nigdy nie spotkać. Martwe światło
    pada bezosobowo na ich połatane mundury,
    wystrzępiony egzemplarz „Imperializmu” Lenina,
    ciężkie amunicyjne pasy, kaburę, czarną rękojeść rewolweru.

    Księżyc wstaje późno nad Mt Diablo,
    ogromny, garbaty, ciepły: wiatr się wycisza,
    brązowa mgła rozlewa się znad bagien nad zatoką,
    a krzyk ptaków nad głową jest nagle
    głośny, skłębiony i drżący.

    tłum. Tadeusz Rybowski

    wersja oryginalna pt. "Autumn in California"
    w temacie Poezja anglojęzyczna

    wiersz jest też w temacie Jesień przychodzi za wcześnie...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 30.06.11 o godzinie 13:42



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Widzę ich w duszy teatrze...
    3.11.2009, 08:54

    Bolesław Taborski

    Umarła klasa


    odeszli w przeszłość ze swymi kukłami
    zamordowane dźwigając kikuty
    żeby je w dymu przetworzyć obręcze
    a on sam tam stoi z różdżką czarnoksięską
    uśmiechem woła skinieniem przynagla
    by odtworzyli taniec automatów
    ludzkością całą są te biedne maski
    w momizmie swoim proszą o współczucie
    a my litując się nad ich słabością
    sami miotamy się po strasznej scenie
    wspomnień podszkolnych garbem przygnieceni
    na małą wieczność co nas wnet spopieli
    i nie pozwoli zmarłym duchom wrócić
    na salę cierpień zadanych z precyzją
    żeby w nas kukły tchnąć zarodek ludzi
    w teatrze śmierci szukać sensu życia

    Edynburg 25. 8. 1976


    ”Umarła klasa” – spektakl autorski Tadeusza Kantora (tekst, reżyseria, scenografia,
    jedna z ról), zrealizowany w 1975 roku z zespołem Teatru Cricot 2 z Krakowa.
    Wystawiany przez 17 lat ponad 2 tys. razy na całym świecie, jedno z najwybitniejszych
    dzieł w historii światowego teatru awangardowego.
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 28.03.14 o godzinie 02:39



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Widzę ich w duszy teatrze...
    3.11.2009, 08:05

    Paweł Vogler

    Wyzwolenie Konrada Swinarskiego*


    światła przygasają
    człowiek w białej koszuli z szablą w dłoni wybiega
    ściga go tłum masek – królów zjaw żołnierzy
    walka jaka się wywiązuje jest krótka
    zakończeniem jest spadająca kurtyna

    gdy widownia była już pusta
    bez kaszlów chrząkań natrętnych braw
    i tylko porozrzucane śmieci świadczyły o tym
    że jeszcze niedawno siedzieli tu ludzie

    oślepiony Konrad przedziera się przez kurtynę
    staje na proscenium już sam
    robi jeszcze krok naprzód
    i spadając na puste fotele
    odrzuca szablę
    daleko za widnokrąg zgaszonych reflektorów

    wrzesień 1975

    *”Wyzwolenie” Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Konrada Swinarskiego,
    spektakl zrealizowany w 1974 roku w Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej
    w Krakowie, zaliczany do jednego z największych wydarzeń w historii polskiego teatru. Konrad Swinarski (1929-1975) – wybitny twórca teatralny, telewizyjny i filmowy
    (reżyser, inscenizator, scenograf) zginął w katastrofie lotniczej pod Damaszkiem
    19 sierpnia 1975 roku, w pełni sił twórczych. - przyp. R. M.


    https://www.youtube.com/watch?v=9Mox1ZK-FS0Ten post został edytowany przez Autora dnia 28.03.14 o godzinie 02:16



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Gwiazdy, planety, kosmos w poezji...
    2.11.2009, 12:04

    Kenneth Rexroth

    Serce Heraklesa


    Leżąc pod gwiazdami
    W letnią noc, późno, kiedy jesienne
    Konstelacje wstępują w niebo
    I Gwiazdozbiór Herkulesa
    Zniża się ku zachodowi,
    Biorę teleskop
    I patrzę, jak Deneb
    Zmierza do zenitu.
    Moje ciało śpi. Jedynie
    Oczy i mózg nie śpią.
    Gwiazdy stoją wokół mnie
    Jak złote oczy. Teraz już nie wiem,
    Gdzie zaczynam się, gdzie być przestaję.
    Lekki powiew w ciemnych sosnach
    I niewidzialna trawa,
    Przechylająca się ziemia, mrowiące się gwiazdy
    Patrzą okiem, które widzi siebie.

    tłum. Czesław Miłosz

    wersja oryginalna pt. "The Heart of Herakles"
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.06.11 o godzinie 17:33



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie O przemijaniu...
    2.11.2009, 11:52

    Kenneth Rexroth

    Sygnatura wszystkich rzeczy
    (fragm.)

    Głowę, ramiona i książkę
    Mam w cieniu, a ciało
    Wygrzewa się na słońcu, leżę
    Koło wodospadu, czytając
    Boehmego Sygnaturę wszystkich rzeczy.
    Pełnia lipca, a już listki
    Lazuru, o różnych odcieniach
    Złota, wirując powoli
    Spadają cały dzień przez ruchomy
    Mrok cienia pod drzewem. Chwilę
    Ważą się na tle nieba i lasu,
    Po czym, znów wirując, toną
    W głębokim krysztale jeziorka
    I osiadają na złotolistnym dnie.
    Święty mąż widział świat jako strumień
    W elektrolizie miłości.
    Odkładam go i patrzę w cienistość
    Laurowych pni i liści z cętkami słońca.
    Mysikrólik siedzi w mchem wysłanym gnieździe,
    Tryton walczy z białą ćmą,
    Która trzepie się na powierzchni, jastrzębie
    Kwilą igrając na sklepieniu
    Niebios. Mijają godziny.
    Myślę o tych, które mnie kochały,
    O wszystkich górach, na które wszedłem,
    O wszystkich morzach, w których pływałem.
    Zło świata ucisza się,
    Mój grzech i troska są odrzucone
    Jak tłumok win chrześcijanina, widzę
    Moich czterdzieści lat jak spadające
    Liście i strugę wodospadu
    W powietrzu lata bezustannie tę samą.

    tłum. Czesław Miłosz

    wersja oryginalna pt. "The Signature of All Things"
    w temacie Poezja anglojęzyczna

    w temacie W harmonii z przyrodą inne tłumaczenie,
    Tadeusza Rybowskiego, całego utworu pt. "De signatura rerum".
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.06.11 o godzinie 17:42



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Jesień przychodzi za wcześnie...
    2.11.2009, 11:15

    Kenneth Rexroth*

    Miasto księżyca


    Budda wziął kilka liści jesiennych
    W rękę i zapytał
    Anandy, czy to wszystkie
    Czerwone liście, jakie są.
    Ananda odpowiedział, że jest jesień
    I naokoło pełno spadających liści,
    Więcej, niż można policzyć. Budda
    Rzekł tedy: dałem wam
    Garstkę prawd. Oprócz nich
    Są jeszcze tysiące prawd,
    Więcej, niż można policzyć.

    tłum. z angielskiego Czesław Miłosz

    *notka o autorze, inne jego wiersze w oryginale i linki
    do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna

    Wiersz jest też w temacie
    Buddyzm i kultura Dalekiego Wschodu
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 25.10.13 o godzinie 21:10



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Buddyzm i kultura Dalekiego Wschodu
    2.11.2009, 11:13

    Kenneth Rexroth*

    Miasto księżyca


    Budda wziął kilka liści jesiennych
    W rękę i zapytał
    Anandy, czy to wszystkie
    Czerwone liście, jakie są.
    Ananda odpowiedział, że jest jesień
    I naokoło pełno spadających liści,
    Więcej, niż można policzyć. Budda
    Rzekł tedy: dałem wam
    Garstkę prawd. Oprócz nich
    Są jeszcze tysiące prawd,
    Więcej, niż można policzyć.

    tłum. Czesław Miłosz

    wiersz jest też w temacie
    Jesień przychodzi za wcześnie...


    Długie życie

    Długie życie,
    miejsca i ludzie,
    i kryzys ludzkiego gatunku.
    A co zostaje? Kryształ
    Nieskończenie drobny –
    Wielki nieskończenie.

    tłum. Czesław Miłosz

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 14.05.11 o godzinie 10:29



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersze na Święto Zmarłych
    2.11.2009, 10:05

    Charles Simic*

    Kosmologia Charona


    Nic prócz światełka latarni
    Żeby mógł się zorientować gdzie jest
    I za każdym razem góra
    Świeżych zwłok do załadowania

    Przewozić je na drugi brzeg
    Gdzie cała masa takich samych
    Przypuszczam że już mu się myli
    Który brzeg jest który

    Przypuszczam że to nieistotne
    Nikt się nie skarży a on w końcu
    Ma tyle kieszeni do przeszukania
    W jednej skórka chleba w innej kiełbasa

    Z rzadka trafi się lusterko
    Albo książka którą wyrzuca
    Za burtę w głąb ciemnej rzeki
    Bystrej zimnej głębokiej

    tłum. Stanisław Barańczak

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja anglojęzyczna



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersze na Święto Zmarłych
    1.11.2009, 20:53

    Zaduszki dla (nie)dorosłych

    Jakie zajebiste to święto
    zmarłych
    młoda godzina a już night
    na dworze
    w naszej wiosze dwa cmentarze
    każdy rozświetlony
    i tyle lasek znajomych
    i przyjezdnych
    na groby z buta całą paką
    mamy szlugi
    browary
    będziemy krążyć koło cmentarzy
    musi się jakaś nadarzyć
    zagadamy
    zajaramy
    polejemy browar szybki
    numer i
    spadamy za
    duszki nasze kochaneRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 01.11.09 o godzinie 20:56



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja anglojęzyczna
    1.11.2009, 19:20


    Obrazek
    Joanne Kyger (ur. 1934) – poetka amerykańska, związana z ruchami Black Mountain, Beat Generation i San Francisco Renaissance. Propagatorka buddyzmu i ekologii. Studiowała na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Barbara, potem przeniosła się do San Francisco, gdzie współpracowała z teatrami poezji. W 1958 roku poznała poetę Gary’go Snydera (patrz post powyżej), za którego po dwóch latach wyszła za mąż i wyjechała z nim do Japonii, a potem do Indii. Małżeństwo rozpadło się jednak po niespełna pięciu latach, a Joanne i Gary Snyder, szybko założyli nowe rodziny. Od 1968 roku mieszka w Bolinas w Stanie Kalifornia, maleńkiej osadzie nad Pacyfikiem, uważanej za jedno z najbardziej odludnych miejsc w Stanach Zjednoczonych. Opublikowała przeszło dwadzieścia zbiorów poezji, m. in.: "The Tapestry and the Web" (1965), "All This Every Day" (1975), "The Wonderful Focus of You" (1979), „Going On. Selected Poems 1958-1980" (1983), „Just Space. Poems 1979-1989" (1991), "Again. Poems 1989-2000” (2001), “As Ever. Selected Poems" (2002), „God Never Dies. Poems from Oaxaca” (2004), „The Distressed Look” (2004), “About No. Collected Poems” (2007). Ten ostatni został wyróżniony w 2008 roku nagrodą PEN Oakland Josephine Miles National Literary Award for Poetry. Wydała też tom prozy "Strange Big Moon: Japan and India Journals 1960-1964" (1981). W Polsce jej twórczość nie doczekała się, jak dotąd, szerszej prezentacji. Dwa jej wiersze: "Zniszczenie" i "A w marcu upłynie dziesięć lat w Bolinas" przetłumaczył Czesław Miłosz. Opublikowane one zostały w jego antologii: Wypisy z ksiąg użytecznych. Wydawnictwo Znak, Kraków 1994. W piśmie "NaGłos" nr 26-28/1997 ukazały się trzy jej wiersze w przekładzie Jacka Podsiadły: "26 października, wyluzuj się", "Wtorek, 28 października" i "29 października, środa". Moje przekłady ukazują się po raz pierwszy.

    Z tomu „All This Every Day”, 1975


    Obrazek


    Earlier

    Into the party, with engraved invitations, I am bored when
    I realize the champagne in the decrepit bowl is going to get
    filled up a lot. Well then, on the greens in front of the
    Mansion are walking Tom Clark and Ted Berrigan, what chums!
    Do you think I could possibly fall in step, as they turn same
    to far flung university on horizon, gleaming. You bet your
    life not. The trouble, says Ted, with you Joanne, is that
    you're not intelligent enough.

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. "Wcześniej"
    w temacie Być poetą...


    September

    The grasses are light brown
    and ocean comes in
    long shimmering lines
    under the fleet from last night
    which dozes now in the early morning

    Here and there horses graze
    On somebody's acreage

    Strangely, it was not my desire

    that bade me speak in church to be released
    but memory of the way it used to be in
    careless and exotic play

    when characters were promises
    then recognitions. The world of transformation
    is real and not real but trusting.

    Enough of the lessons? I mean
    didactic phrases to take you in and out of
    love's mysterious bonds?

    Well I myself am not myself

    and which power of survival I speak
    for is not made of houses.

    It is inner luxury, of golden figures
    that breathe like mountains do
    and whose skin is made dusky by stars.

    O fresh day in February
    Come along
    with me under pine whose new cones
    make flowers. In a mellow mood
    let's take anything
    and you're better
    in the peaceful flowing
    in the bech
    in the bird who flys up
    out of coyote bush,
    bob cat who crosses the road.

    For who could think I could see
    the grace of other souls born, and reborn
    before in crab shells
    snail shells, the head of a grebe
    molesin, new onions up. Drawn by
    your clever sleigh of tortoise
    I listen for the melody
    to sing along.
             
    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. "Wrzesień"
    w temacie Kalendarz poetycki na cały rok

               
                     
    Z tomu „Just Space. Poems 1979-1989”, 1991


    Obrazek


    * * *

    You know when you write poetry you find
    the architecture of your lineage your teachers
    like Robert Duncan for me gave me some glue for the heart
    Beats which gave confidence
    and competition
    to the Images of Perfection
    . . . or as dinner approaches I become hasty
    do I mean PERFECTION?

    September 17, 1986

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. "***[Ty wiesz, kiedy
    piszesz wiersze....]" w temacie Być poetą...


    * * *

    Morning is such a welcome time. It doesn't demand
    much from the pocket- Some coffee, a cigarette,
    and the day starts, full of optimism & clarity of hope
    While the Muse holds her head, and the crazy Elementals
    hold down their wrath
    lightly under the earth's surface.
    Some vague attention
    of wind stirs the golden oats
    and Ita Siamese drags her breakfast rabbit over
    the roof three
    times into the house and escorted out
    the door. While Aram Saroyan & W.S. Merwin
    debate the paucity of their fathers' feelings
    in New York Times reviews,
    the deer
    coming down the pathway still
    are my startled guests as this morning proceeds normally

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. "***[Poranek jest tak mile
    witaną porą dnia...]" w temacie Wiersze na różne pory dnia

             
                       
    Z tomu „Again. Poems 1989-2000”, 2001


    Obrazek


    Philip Whalen's Hat

    I woke up about 2:30 this morning and thought about Philip's
    hat.
    It is bright lemon yellow, with a little brim
    all the way around, and a lime green hat band, printed
    with tropical plants.
    It sits on top
    of his shaved head. It upstages every thing & every body.
    He bought it at Walgreen's himself.
    I mean it fortunately wasn't a gift from an admirer.
    Otherwise he is dressed in soft blues. And in his hands
    a long wooden string of Buddhist Rosary beads, which he keeps
    moving. I ask him which mantra he is doing - but he tells me
    in [Zen, you don't have to bother with any of that.
    You can just play with the beads.

    1991

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. "Kapelusz Filipa Whalena" w tematach:
    Poetycka garderoba... oraz Buddyzm i kultura Dalekiego Wschodu


    Destruction

    First of all do you remember the way a bear goes through
    a cabin when nobody is home? He goes through
    the front door. I mean really goesthrough it. Then
    he takes the cupboard off the wall and eats a can of lard.

    He eats all the apples, limes, dates bottled decaffeinated
    coffee and 35 pounds of granola. The asparagus soup cans
    fall to the floor. Yum! He chomps up Norwegian crackers
    stashed for the winter. And the bouillion, salt, pepper,
    paprika, garlic, onions, potatoes.

    He rips the Green Tara
    Poster from the wall. Tries the Coleman Mustard. Spills
    The ink, tracks in the flour. Goes up stairs and takes
    a shit. Rips open the waterbed, eats the incense and
    drinks the perfume. Knocks over the Japanese tansu
    and the Persian miniature of a man on horseback watching
    a woman bathing.

    Knocks Shelter, Whole Earth Catalogue,
    Planet Drum, Northern Mists, Truck Tracks,
    and
    Women’s Sports into the oozing water bed mess.

    He goes
    down stairs and out the back wall. He keeps on going
    for a long way and finds a good cave to sleep it all off.
    Luckily he ate the whole medicine cabinet, including stash
    of LSD, Peyote, Psilocybin, Amanita, Benzedrine, Valium and aspirin.

    1996

    przekład Czesława Miłosza pt. „Zniszczenie” w temacie
    Zwierzęta w ZOO i nie tylko tam


    * * *

    Your heart is fine feeling the widest
    possible empathy for the day and its inhabitants

    Thanks for looking at the wind
    in the top of the eucalyptus
    dancing like someone you know
    well "I'm here I'm here I'm here!"

    The wind picks up
    a rush of leaves waving

    wildly for your understanding
    —apple, plum, bamboo
    rooted and flourishing
    next to your home
    in the air awake

    without defect

    June 17, 2000

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. "***[Twoje serce
    jest wspaniałe..." w temacie Wdzięczność

                
                    
    Z tomu „The Distressed Look”, 2004


    Obrazek


    Buddhism without a Book

    Well, you had to find it some
    where another person passed simplicity
    on to you, the practice of some syllables
    the position of a seated body and you believe
    a lineage of recognition of `mind'

    not perfect, but intimate
    with suffering
    and the futility of maintaining
    those troublesome states
    of fear and hate

    Try this
    Lift the corners of your mouth slightly
    and take three breaths
    this is known as mouth yoga
    ( * Yvonne Rand)

    It has nothing to do with smiling
    It has nothing to do with happiness

    March 7, 2003

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. "Buddyzm bez książki"
    w temacie Budyzm i kultura Dalekiego wschodu

               
                     
    Z tomu „God Never Dies. Poems from Oaxaca”, 2004


    Obrazek


    * * *

    Here in Oaxaca it's the Night of the Radishes
    Now I wave from the green
    balcony above the gardenia
    in my shoes without socks the sun
    is frankly generous
    today when everyone needs
    room at the inn Time to put
    the buddha back in place
    He doesn't mind being 'catholic'
    in Mexico
    Part of the long preliminaries of the days
    preparation
    for carving through the red skin
     
    December 23, Tuesday

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. "***[Tutaj w Oaxaca
    jest Noc Rzodkiewki...]" w temacie Ceremonie, obrzędy i święta

             
             
    Z tomu „About Now. Collected Poems”, 2007


    Obrazek


    September Panics

    You got MY vote
    just let me know
    who you are
    Is that a dog howling?

    You are very alone
    like everyone else
    You have just finished reading
    September's Vanity Fair

    And the bright moonlight is empty

    „I don't want to hear
    your CRAP anymore!”

    Your angst
    and your country's pain
    are often the same

    So pick up that Manual of Buddhism
    you threw on the floor

    Consider being

    like water running
    reaching the other shore

    and your mind won't be so bumming
    by some suck up oppressor

    September 23, 2003

    przekład Ryszarda Mierzejewskiego pt. „Wrześniowe niepokoje”
    w tematach: Niepokój i Kalendarz poetycki na cały rok


    W temacie W harmonii z przyrodą inny wiersz Joanne Kyger:
    „A w marcu upłynie dziesięć lat w Bolinas” w przekładzie Czesława Miłosza.Ten post został edytowany przez Autora dnia 17.07.13 o godzinie 18:46



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie W harmonii z przyrodą
    1.11.2009, 18:43

    Joanne Kyger*

    A w marcu upłynie dziesięć lat w Bolinas


    Po prostu siedząc razem, paląc, pijąc, opowiadając historie,
    nowiny, robiąc plany, analizując, zbliżając się do zatraty
    osobowości, poszczególna osobowość pojmuje, jak można
    zniknąć.
    Doświadczenie równoczesnego istnienia wszystkich ludzkich
    istot na tej planecie, żyjących wtedy właśnie, kiedy ty żyjesz.
    Ta niewyczerpana, zdawałoby się, sofistykacja świadomości
    nie popuszcza i staje się okropną pułapką. Czy kiedyś nauczę
    się dosyć, żeby z niej się wydostać?

    Piękna powolna i wytrwała pomoc Pacyfiku tutaj.
    Drzwi od ogrodu trzasnęły.
    Tak więc udało się nam mieszkać
    tutaj w zieleni lat siedemdziesiątych.
    Próbując wprowadzić w dygotliwą
    moralność dnia dzisiejszego
    szeroki oddech. Szeroki oddech wam daję!

    Styczeń 23, 1979

    tłum. Czesław Miłosz

    *notka o autorce i inne jej wiersze w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 05.09.12 o godzinie 08:46



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Zwierzęta w ZOO i nie tylko tam
    1.11.2009, 18:31

    Joanne Kyger

    Zniszczenie


    Przede wszystkim, czy pamiętacie, jak niedźwiedź wchodzi
    do domu w górach, kiedy nie ma tam nikogo?
    Przez drzwi frontowe. Dosłownie przez. Następnie
    Zdziera szafkę ze ściany i zjada puszkę szmalcu. Po czym

    Zjada wszystkie jabłka, cytryny, daktyle, zapas dekofeinowanej
    kawy i 35 funtów granoli. Puszki z zupą szparagową
    lecą rrrm! na podłogę. Pożera norweskie sucharki
    odłożone na zimę. I kostki bulionu, sól, pieprz,
    paprykę, czosnek, cebulę, kartofle.

    Zdziera ze ściany afisz. Próbuje musztardy. Rozlewa
    atrament, ślad na podłodze. Idzie na górę
    i załatwia się. Rozpruwa wodny materac, zjada ziarnka
    kadzidła, wypija perfumy. Przewraca japońskie tansu,
    strąca perską miniaturę z mężczyzną na koniu
    patrzącym na kąpiącą się kobietę.

    Zwala pisma – „Shelter”. „Whole Earth Catalogue”,
    “Planet Drum”, “Northern Mists”, “Truck Tracks” oraz
    “Women’s Sports” na wyciekające resztki materaca.

    Idzie na dół i wychodzi przez tylną ścianę. Wędruje
    długo, aż znajdzie dobrą jaskinię, żeby to wszystko odespać.
    Na szczęście zjadł całą apteczkę, łącznie z porcją LSD,
    peyotlu, psillocybiny, amanity, benzendryny, valium i aspiryny.

    z tomu „Again. Poems 1989-2000”, 2001

    tłum. Czesław Miłosz

    wersja oryginalna pt. "Destruction" w temacie
    Poezja anglojęzyczna
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 27.06.13 o godzinie 04:33



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersze na Święto Zmarłych
    1.11.2009, 14:18

    1 Listopada

    W tłumie kwiatów żywych
    i ściętych głów
    kapeluszy zniczy płonących
    i najnowszych kreacji
    młode wdowy
    niosą kwiaty i gałązki świerkowe
    najpiękniejsze bo
    z najświeższego bólu i żalu
    zrodzoneRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 31.10.11 o godzinie 13:18



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersze na Święto Zmarłych
    1.11.2009, 14:16

    Jerzy Nita:
    list otwarty jak najświeższy grób

    Kochana Mamo!

    Odeszłaś w porze telewizyjnej dobranocki
    ufna jak dziecko

    /.../

    Jurku, bardzo przejmujący i piękny to wiersz, o ile w ogóle kategoria piękna jest adekwatna do oceny tego typu utworów. Pozdrawiam - RyszardRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 01.11.09 o godzinie 14:17



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersze na Święto Zmarłych
    1.11.2009, 11:12


    Obrazek

    Tyle było dni do utraty sił
    Do utraty tchu tyle było chwil
    Gdy żałujesz tych, z których nie masz nic
    Jedno warto znać, jedno tylko wiedz,

    że...

    Ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy
    Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy

    Pewien znany ktoś, kto miał dom i sad
    Zgubił nagle sens i w złe kręgi wpadł
    Choć majątek prysł, on nie stoczył się
    Wytłumaczyć umiał sobie wtedy właśnie

    że..

    Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy
    Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy

    Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy?
    Jak pozbierać myśli z tych nie poskładanych?
    Jak oddzielić nagle serce od rozumu?
    Jak usłyszeć siebie pośród śpiewu tłumu?

    Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy?
    Jak pozbierać myśli z tych nie poskładanych?
    Jak odnaleźć nagle radość i nadzieję ?
    Odpowiedzi szukaj, czasu jest tak wiele ...

    Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy
    Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy ...

    Marek Grechuta „Dni, których nie znamy”Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 01.11.09 o godzinie 11:13



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersze na Święto Zmarłych
    1.11.2009, 11:11


    Obrazek

    - Kiedy umrę, zobaczę podszewkę świata.
    Drugą stronę, za ptakiem, górą i zachodem słońca.
    Wzywające odczytania prawdziwe znaczenie.
    Co nie zgadzało się, będzie się zgadzało.
    Co było niepojęte, będzie pojęte.

    - A jeżeli nie ma podszewki świata?
    Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem
    Tylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i noc
    Następują po sobie nie dbając o sens
    I nie ma nic na ziemi, prócz tej ziemi?

    Gdyby tak było, to jednak zostanie
    Słowo raz obudzone przez nietrwałe usta,
    Które biegnie i biegnie, poseł niestrudzony,
    Na międzygwiezdne pola, w kołowrót galaktyk
    I protestuje, woła, krzyczy.

    Czesław Miłosz „Sens”



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersze na Święto Zmarłych
    1.11.2009, 11:11


    Obrazek

    Panie
    wiem że dni moje są policzone
    zostało ich niewiele
    Tyle żebym jeszcze zdążył zebrać piasek
    którym przykryją mi twarz

    nie zdążę już
    zadośćuczynić skrzywdzonym
    ani przeprosić tych wszystkich
    którym wyrządziłem zło
    dlatego smutna jest moja dusza

    życie moje
    powinno zatoczyć koło
    zamknąć się jak dobrze skomponowana sonata
    a teraz widzę dokładnie
    na moment przed codą
    porwane akordy
    źle zestawione kolory i słowa
    jazgot dysonans
    języki chaosu

    dlaczego
    życie moje
    nie było jak kręgi na wodzie
    obudzonym w nieskończonych głębiach
    początkiem który rośnie
    układa się w słoje stopnie fałdy
    by skonać spokojnie
    u twoich nieodgadnionych kolan

    Zbigniew Herbert „Brewiarz IV”



    Zgłoś | Cytuj

Wyślij zaproszenie do