Ryszard Mierzejewski

offline

Ryszard Mierzejewski

poeta i tłumacz, wolny ptak

Wypowiedzi

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersze na Święto Zmarłych
    1.11.2009, 11:03


    Obrazek

    Jeszcze się kiedyś rozsmucę,
    Jeszcze do Ciebie powrócę,
    Chrystusie...

    Jeszcze tak strasznie zapłaczę
    Że przez łzy Ciebie zobaczę,
    Chrystusie...

    I z taką wielką żałobą
    Będę się żalił przed Tobą,
    Chrystusie...

    Że duch mój przed Tobą klęknie
    I wtedy – serce mi pęknie,
    Chrystusie...

    Julian Tuwim „Chrystusie...”Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 01.11.09 o godzinie 11:29



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersze na Święto Zmarłych
    1.11.2009, 11:03


    Obrazek

    Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
    haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
    malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg
    wyszywali wisielcami drzew płynące morze.

    Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
    gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
    Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
    przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.

    I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
    i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
    Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
    Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?

    Krzysztof Kamil Baczyński „Elegia o...[chłopcu polskim]”



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersze na Święto Zmarłych
    31.10.2009, 12:33

    Charles Simic*

    Niebiańscy nadzorcy


    Czy oni liczą skrupulatnie moje kroki?
    Czy doszli już do liczby, ciągnącej za sobą
    Siekany przecinkami ogon zer? Czy zdążyłem
    Teoretycznie i pieszo dojść do najbliższej gwiazdy?

    Wskrzeście dla mnie, proszę,
    Jeden z moich pierwszych kroków.
    Ubranko, jakie miałem na sobie, ma być wyprasowane.
    I żeby matka trzymała mnie mocno za rączkę.

    To pewnie naszą babcię widać
    W otwartej trumnie. Ręce ma spękane –
    Tyle się naszorowała tej podłogi,
    Którą zadeptujemy czarnymi butami.

    Trzy kroczki, po których ktoś mnie podnosi pod pachy,
    Abym ją pocałował, i trzy równie małe,
    Którymi odstępuję... Czy ich gromkie echo
    Ciągle rozbrzmiewa, chociaż coraz słabiej?

    Czy to możliwe, żeby ten duży pies,
    Siedzący jak sfinks na brzegu szarego Atlantyku,
    Ciągle słyszał skrzypienie moich nowych butów
    Tamtego dnia, po drugiej stronie świata?

    tłum. Stanisław Barańczak

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 02.11.09 o godzinie 10:14



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Nasze publikacje
    31.10.2009, 12:20

    Izabella KIERZEK:


    Obrazek
    Witam , czy można prosić o jakiś wiersz z tego tomiku .

    Ja również witam serdecznie. Widzę, że Koleżanka jest w naszej grupie chyba od niedawna, bo niezbyt zorientowana? Więc podpowiadam: kol. Michał Maczubski jest moderatorem w naszej grupie, a Jego wiersze, z których niektóre znajdują się
    w tomiku "Pamięć liścia", obecne są na naszym forum od 26 lipca 2008 roku, wystarczy zajrzeć do linków wypowiedzi Michała. Życzę przyjemnej lektury, Ryszard - założyciel grupy (moje wiersze są tu od 2 lipca 2008 roku, też łatwo dojść po linkach).Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 31.10.09 o godzinie 12:25



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Samobójstwo w wierszach: ... Nie lepiej od razu się...
    31.10.2009, 12:00

    Charles Simic*

    Mały majsterkowicz


    Tyle problemów z zakresu inżynierii
    Napotkasz, usiłując sam się ukrzyżować
    Bez pomocy linowych bloków, kół zębatych
    I innych zmyślnych mechanicznych sztuczek –

    W małym, gołym, białym pokoiku,
    Gdzie tylko rozchwierutane krzesło
    Pozwoli ci sięgnąć sufitu
    I tylko but posłuży do wbijania gwoździ.

    A w dodatku na tę okazję musisz być nagi –
    Każde żebro i mięsień ma być na widoku.
    Twoja lewa dłoń już przybita,
    Tylko prawą można otrzeć pot

    I z przepełnionej popielniczki
    Wyłuskać niedopałek,
    Który zapalić nie całkiem ci się uda –
    A tu już noc nadchodzi, arcymajster noc.

    tłum. Stanisław Barańczak

    *notka o autorze, inne wiersze i linki w temacie Poezja anglojęzyczna



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Być poetą...
    30.10.2009, 15:28

    Weselin Chanczew*

    Poeta


    Kolumbem bądź zawsze,
    bądź Kolumbem przez całe swe życie.
    Odkrywaj kontynenty i gwiazdy,
    przestrzenie i ludzi;
    zmieść w swym sercu
    świat cały,
    wszystkie drogi, co prowadzą nas w dal;
    nie zaznaj spokoju,
    szukaj ich wciąż,
    a znalazłszy, ruszaj znów
    w drogę daleką
    ku krainom nie znanym.
    Do ostatniego swego tchnienia
    bądź zawsze Kolumbem
    i własną śmierć swą powitaj
    jak nie odkrytą ziemię,
    jak nie znany ci kraj.

    tłum. z bułgarskiego Anatol Stern

    *notka o autorze w temacie Poezja kolei żelaznych
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 30.10.09 o godzinie 15:28



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Piękno
    30.10.2009, 15:15

    Weselin Chanczew*

    Piękno


    Tak długo cię szukałem,
    że cała ziemia
    stała się tobie podobna.

    Tak bardzo cię pragnąłem, ż
    e twoim imieniem
    nazywam wszystko,
    co moje.

    Czy istniejesz?
    Czy sam cię wymyśliłem?

    A jeśli tak, to może nawet lepiej.
    Być może,
    skoro cię wymyśliłem,
    najdłużej przy mnie zostaniesz,
    najpóźniej cię
    znienawidzę.

    Najostrzej
    mnie zaboli,
    gdy przypadkiem
    choćby na jedną chwilę
    zdradzę cię kiedykolwiek.

    tłum. z bułgarskiego Janina Brzostowska

    *notka o autorze w temacie Poezja kolei żelaznych



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Cisza w poezji
    30.10.2009, 15:01

    Weselin Chanczew*

    Cisza


    Moje serce zapragnęło ciszy.

    Przemieniłem w dno morskie
    ten pokój,
    w puszczę niemych cieni
    zmieniłem,
    aby drżało w nim
    moje serce
    jak jedyny jedyny liść.
    Wydarłem język
    drzwiom,
    krokom,
    mknącemu wiatrowi,
    kroplom,
    podłodze,
    skazałem usta na milczenie,
    ulicom odebrałem ich gwar,
    by zapanowała pełna cisza.

    Lecz nie ma ciszy.
    O, nie ma jej, nie ma!
    Cały jestem
    pocięty szynami,
    przeszyty
    słowami,
    kulami,
    przeorany krokami,
    pługami.
    Uderzają we mnie młoty
    i szepczą usta,
    wyją syreny statków,
    wołają ptaki
    i napełniają mnie całego
    jęki i pieśni
    coraz potężniejsze w tej pozornej ciszy.

    O, nie ma,
    nie ma już ciszy!

    Kiedy moszcz
    w końcu staje się winem,
    rozpiera naczynie,
    aby się z niego wydostać,
    by stać się ruchem i dźwiękiem,
    a obok,
    co napływa w milczeniu,
    cały pęcznieje
    i bieleje mu wymię
    od błyskawic,
    od łopotu skrzydeł.

    Nie ma, nie ma ciszy!

    Dokąd ucieknę
    od tego szumu,
    od tych głosów?

    Serce,
    one z ciebie powstały,
    zebrane
    w twej muszli czerwonej,
    i oto noszę je w sobie,
    i słyszę,
    jak rodzą się we mnie
    i mnie rozdzierają,
    jak zabijają mnie
    i wskrzeszają,
    jak mnie pozbawiają
    ostatniej piędzi ziemi,

    aby mi zwrócić
    po raz drugi świat.

    tłum. z bułgarskiego Anatol Stern

    *notka o autorze w temacie Poezja kolei żelaznych



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Ból
    30.10.2009, 13:48

    Weselin Chanczew*

    Żyję


    Żyję.

    Wszystko we mnie
    rozpalone jest do białości.
    Żyję.
    Padam i krzyczę z bólu.
    Żyję.
    To nie z choroby ten ból.
    Boli mnie, że jestem powalony.

    Żyję.

    Drżę jak cięciwa cały.
    Żyję.
    Cały płonę i krzyczę w gorączce.
    Żyję.
    Nie z gorączki drżę,
    ale z gniewu,
    że nagle ustałem.

    Żyję.

    Ludzie, zatrzymane minuty mnie bolą.
    Żyję.
    Za straconymi grogami krzyczę.
    Żyję.
    Ludzie,
    narodzin pragnę
    nie śmierci.

    Żyję.

    Krzyczy we mnie niedorodzony świat.
    Żyję.

    Umrę,
    jeśli nie będę krzyczał z bólu.
    Żyję.
    Ludzie,
    posłuchajcie diagnozy choroby:

    żyję.

    tłum. z bułgarskiego Jan Zych

    *notka o autorze w temacie Poezja kolei żelaznych



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie O rybach i innych mieszkańcach wód
    30.10.2009, 13:32

    Weselin Chanczew*

    Połów delfinów


    Czemu mi się teraz
    połów delfinów przypomniał.

    Znaleźliśmy nagle
    wiele delfinów.
    Napełniono ładownie.
    Woda sięgała po burty,
    ale statek nie mieścił obfitego połowu.

    A chcieliśmy zabrać wszystko.

    Wtedy ściągnęliśmy sieci,
    wypełnione delfinami,
    i ruszyliśmy powoli z powrotem.
    Wracaliśmy z bogactwem.
    Wiatr był pomyślny.
    Maszt wesoło tańczył razem z nami
    i nie widzieliśmy nic
    oprócz miast,
    które nas wypatrują oczami cichych kobiet.

    Wtedy nadeszła niespodzianie burza.
    Statek stanął.
    Ciążyły ogromne sieci.
    Bogaty połów ciągnął nas do tyłu
    i strach nas przeszedł,
    że nie dojdziemy do brzegu.

    - Tnijcie liny! – wreszcie ktoś krzyknął.
    Miał rację.
    Ale nienawidziliśmy tego człowieka.
    Podnieśliśmy topory.
    Odcięliśmy pełne sieci.
    Bardzo nas bolało.
    Cięliśmy i płakali ze złości.

    A na wprost przed nami brzeg się dźwigał powoli
    pusty i cały w jasności.

    Czemu mi się teraz
    połów delfinów przypomniał?

    tłum. z bułgarskiego Jan Zych

    *notka o autorze w temacie Poezja kolei żelaznych

    wiersz ten jest też w temacie Polowania i łowy
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 12.02.10 o godzinie 12:15



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wspomnienia
    30.10.2009, 13:18

    Weselin Chanczew*

    Mam wszystko


    Wszyscy odchodzą.

    Ja zostaję.
    Zostaję z tą szafką bez książek,
    z tymi dwoma czerwonymi goździkami,
    z tym białym oknem naprzeciw,
    które kładzie krzyże na podłodze,
    z kartami szpitalnymi,
    na których
    szalona moja krew narysowała
    góry i morskie burze.

    Wszyscy odchodzą.
    Ja zostaję.
    Zostaję sam i nieruchomy,
    a pod powiekami w gorączce
    świecą mi dwa czerwone goździki.

    Nie wołam nikogo.
    Mam wszystko.
    Mam was,
    błogosławione wspomnienia.

    Was,
    twarze zmarłych i żywych,
    was,
    oczy wrogów i bliskich,
    was,
    ręce bezlitosne i czułe
    jak ostrze lancetu.

    Mam
    rozłąki,
    spotkania,
    niebo wysokie
    i upadki,
    znaki na ciele mam
    pocałunków
    i zębów jadowitych,
    kajdan,
    zerwanych i nowych.
    Wszystko mam.
    I leżę spokojny
    mądrością spokojną drzewa,
    schylonego przez owoce jesienią.

    O, błogosławione moje wspomnienia.
    Wszyscy odchodzą.
    Wy mnie nie odstępujcie.
    Zostańcie,
    żebym ożył,
    żebym mógł
    znowu stanąć.
    Strasznie jest,
    Kiedy was nie ma.
    Straszna będzie
    ta szafka bez książek,
    ta sala,
    to białe okno,
    które kładzie czarny krzyż na mnie,
    i twarz moja będzie straszna,
    jeżeli od niej odejdziecie.

    Wszyscy odchodzą.
    Ja zostaję.

    Sala jest pełna goździków.

    tłum. z bułgarskiego Jan Zych

    wiersz jest też w temacie Szpital

    *notka o autorze w temacie Poezja kolei żelaznych
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 30.10.09 o godzinie 13:38



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Mury, ściany, granice
    30.10.2009, 13:16

    Weselin Chanczew*

    Ściany


    Trzy ściany
    w mojej sali
    były białe i ciche.
    Czwarta jęczała nocą:
    - Wody!

    Wołała
    trzy noce pod rząd.
    Na czwartą noc
    stała się biała i cicha
    jak inne.
    Biała,
    zimna
    i niema.

    Straszna ściana.

    tłum. z bułgarskiego Jan Zych

    wiersz jest też w temacie Szpital

    *notka o autorze w temacie Poezja kolei żelaznych



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Szpital
    30.10.2009, 13:14

    Weselin Chanczew*

    Przybycie do szpitala


    W takiej sali, doktorze, z jednym tylko łóżkiem,
    czy ktoś wyzdrowieć potrafi?
    Może jest gdzieś sala dla całego świata?
    W tej sali mnie połóżcie,
    w tej sali!

    Ściany

    Trzy ściany
    w mojej sali
    były białe i ciche.
    Czwarta jęczała nocą:
    - Wody!

    Wołała
    trzy noce pod rząd.
    Na czwartą noc
    stała się biała i cicha
    jak inne.
    Biała,
    zimna
    i niema.

    Straszna ściana.

    wiersz jest też w temacie Mury, ściany, granice

    Mam wszystko

    Wszyscy odchodzą.

    Ja zostaję.
    Zostaję z tą szafką bez książek,
    z tymi dwoma czerwonymi goździkami,
    z tym białym oknem naprzeciw,
    które kładzie krzyże na podłodze,
    z kartami szpitalnymi,
    na których
    szalona moja krew narysowała
    góry i morskie burze.

    Wszyscy odchodzą.
    Ja zostaję.
    Zostaję sam i nieruchomy,
    a pod powiekami w gorączce
    świecą mi dwa czerwone goździki.

    Nie wołam nikogo.
    Mam wszystko.
    Mam was,
    błogosławione wspomnienia.

    Was,
    twarze zmarłych i żywych,
    was,
    oczy wrogów i bliskich,
    was,
    ręce bezlitosne i czułe
    jak ostrze lancetu.

    Mam
    rozłąki,
    spotkania,
    niebo wysokie
    i upadki,
    znaki na ciele mam
    pocałunków
    i zębów jadowitych,
    kajdan,
    zerwanych i nowych.
    Wszystko mam.
    I leżę spokojny
    mądrością spokojną drzewa,
    schylonego przez owoce jesienią.

    O, błogosławione moje wspomnienia.
    Wszyscy odchodzą.
    Wy mnie nie odstępujcie.
    Zostańcie,
    żebym ożył,
    żebym mógł
    znowu stanąć.
    Strasznie jest,
    Kiedy was nie ma.
    Straszna będzie
    ta szafka bez książek,
    ta sala,
    to białe okno,
    które kładzie czarny krzyż na mnie,
    i twarz moja będzie straszna,
    jeżeli od niej odejdziecie.

    Wszyscy odchodzą.
    Ja zostaję.

    Sala jest pełna goździków.

    tłum. z bułgarskiego Jan Zych

    wiersz jest też w temacie Wspomnienia

    *notka o autorze w temacie Poezja kolei żelaznych
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 30.10.09 o godzinie 13:15



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Autoportret w lustrze wiersza
    30.10.2009, 11:56

    Weselin Chanczew*

    Guliwer


    Jestem Guliwerem
    w kraju twoich drobnych rąk.

    Dziesięcioma ślepymi liliputami
    mnie witasz,
    moja kochana.
    Dziesięcioma ślepymi liliputami
    mnie obejmujesz,
    moja kochana.
    Dziesięcioma ślepymi liliputami
    mnie prowadzisz.,
    usypiasz mnie,
    wiążesz mnie mocno
    powrozami
    włosów.

    Dziesięć ślepych liliputów
    biega po mnie
    po moim sercu,
    wchodzi w moje tajemnice
    i z gwiazd w moich oczach
    robi śmieszne latarenki.

    Miłe,
    przeklęte liliputy.
    Jestem bardziej ślepy
    niż one.
    Jestem mniejszy
    od nich.
    Nie mogę się podnieść.
    Zapominam,
    że muszę szukać
    kraju olbrzymów.
    Jestem Guliwerem
    w kraju twoich drobnych rąk,
    moja kochana.

    tłum. z bułgarskiego Jan Zych

    *notka o autorze w temacie Poezja kolei żelaznych



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja kolei żelaznych
    30.10.2009, 11:32

    Weselin Chanczew*

    Kiedy pociąg przejeżdżał


    Szedłem wśród traw gorących na wzgórzu.

    Koło mnie,
    namydlone,
    czereśnie myły się w niebie.

    Dzwoniły pszczoły i wiatr,
    i obłok nad wzgórzem wolno się kołysał.
    To nie obłok,
    a ptasie pióro może.

    Zasapany
    pociąg szedł dołem.
    Przechodził
    niewidoczny za czereśniami
    i tylko jego sygnał wesoły mnie dobiegał.

    Teraz zwrotniczy wychodzi przed budkę
    z chorągiewką w ręce.
    Dziecko macha z okna
    między nasturcjami.
    Kobieta doi kozę
    i w zamyśleniu patrzy na wagony.

    Ale wagonów nie widziałem.
    Odjechały.
    Został po nich dym.
    I nic więcej.

    Wyrósł powoli między białymi drzewami
    czarny grzyb
    z wielką staromodną czapą.
    Śmieszny grzyb.

    Gdzieś tam
    istnieje
    jego trujący sobowtór.
    Gdzieś w ziemi
    Rośnie
    jego trujący sobowtór.
    Koło mnie
    czereśnie uleciały w górę.
    Widziałem czarne ich szkielety
    na niebie.
    Ich liście pękały
    i gasły
    jak serca.

    Ostatnie pociągi huczały
    naładowane milczeniem.
    Przebiegały
    obok zwiędłych nasturcji i dzieci,
    obok kóz
    o śmiercionośnych wymionach,
    obok rąk i chorągiewek
    wskazujących drogę
    do stacji Śmierć.
    Leciały ich cienie,
    a trawy się uniosły,
    żeby mnie ukąsić.
    W twarz mi uderzały
    i spadały
    pszczoły.

    Trujący miód
    Ściekał
    po moich ustach
    otwartych
    do krzyku.
    A krzyk nie przychodził.
    Byłem smużką dymu,
    rosą,
    umarłą komórką
    cofającą się
    o milion stuleci.
    Unosiłem się
    i znów się łączyłem z obłokiem,
    z którego przyszedłem.
    I znów dobiegał mnie
    ryk dinozaurów.

    Ach, bądźcie ostrożni!

    Nie był to gwizd pociągu.
    To było moje serce.
    Krzyczało nad całą ziemią.

    Bądźcie ostrożni!

    Przezroczysty obłok się kołysał
    jak ptasie pióro
    na czystym niebie nade mną.

    tłum. z bułgarskiego Jan Zych
    *Weselin Chanczew (1919-1966) – bułgarski poeta, tłumacz, eseista i dyplomata.
    Kierował wydziałem literatury i sztuki Radia Sofijskiego, był kierownikiem literackim Opery
    i Teatru Satyry w Sofii, redaktorem pism literackich, autorem 9 tomów wierszy, tłumaczem poezji francuskiej. Pracował też w dyplomacji, m. in. jako attachè kulturalny ambasady bułgarskiej w Polsce. Zmarł na raka w wieku 47 lat.
    Jego wiersze ukazały po polsku m. in. w książkach: Weselin Chanczew: Ballada o człowieku. Liryki. Wybrała i przełożyła Janina Brzostowska. PIW, Warszawa 1968; Ziemia gorąca. Antologia współczesnej poezji bułgarskiej. Wybór i opracowanie Anna Kamieńska, Anatol Stern. LSW, Warszawa 1968; Jan Zych: Z poezji bułgarskiej. Wyd. Literackie, Kraków 1972.



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja anglojęzyczna
    29.10.2009, 12:36


    Obrazek
    Gary Snyder (ur. 1930) – amerykański poeta, tłumacz i eseista, związany z ruchami Beat Generation i San Francisco Renaissance, znawca i propagator kultur orientalnych. Urodził się w San Francisco, wychował w Oregonie i Waszyngtonie. Ukończył studia w zakresie literatury i antropologii kulturowej, a także podyplomowe w zakresie orientalistyki. Trudna sytuacja materialna zmuszała go jednak do pracy fizycznej, m. in. przy skalowaniu drewna czy jako marynarza na statku. Dzięki uzyskanemu stypendium, w latach 1956-1968 wyjeżdżał kilkakrotnie do Japonii, gdzie studiował zen, m. in. pod kierunkiem mistrza Odo Sesso Roshi. W Japonii poślubił w 1960 roku, poznaną dwa lata wcześniej, poetkę Joanne Kyger – również związaną z beatnikami wyznawczynię i propagatorkę buddyzmu (patrz post poniżej). Małżeństwo to przetrwało pięć lat. W 1967 roku Snyder – gorący zwolennik ochrony środowiska, zwany też poetą „głębokiej ekologii” (Deep Ecology) - ożenił się
    z japońską aktywistką ruchów ekologicznych Masa Ueharą. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych, poświęcił się pracy naukowo-dydaktycznej i literackiej. Wykładał na wielu wyższych uczelniach, przez wiele lat był profesorem na Uniwersytecie Kalifornijskim
    w Davis. Opublikował następujące książki poetyckie: „Myths & Texts” (1960), „Six Sections from "Mountains and Rivers Without End” (1965), “The Back Country” (1967), “Riprap and Cold Mountain Poems” (1969), “Regarding Wave” (1969), “Earth House Hold” (1969), “Turtle Island” (1974), “The Old Ways” (1977), “The Real Work” (1980), “Axe Handles” (1983), “Passage Through India” (1983), “Left Out in the Rain” (1988), “The Practice of the Wild” (1990), “No Nature: New and Selected Poems” (1992), “A Place in Space” (1995), “Mountains and Rivers Without End” (1996), “The Gary Snyder Reader: Prose, Poetry, and Translations” (1999), “Danger on Peaks” (2005). Tłumaczy poezję orientalną z japońskiego
    i chińskiego na angielski. Jest laureatem wielu ważnych nagród literackich, m. in. nagrody Pulitzera w 1975 r. za tom wierszy „Turtle Island”, American Book Award, 1988 za „Left Out in the Rain” i National Book Award, 1992 za “No Nature: New and Selected Poems”. W roku 2003 otrzymał zaszczytny tytuł kanclerza Academy of American Poets.
    Fragmenty jego debiutanckiej książki „Myths & Texts” ukazały się po polsku w antologii Wizjonerzy i buntownicy. Wiersze współczesnych poetów amerykańskich. Wybór i przekład Teresa Truszkowska. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1976, patrz w temacie Buddyzm i kultura Dalekiego Wschodu. Kilka jego wierszy zawierają też tomy: ...opiewam nowoczesnego człowieka. Antologia poezji amerykańskiej. Wybór i opracowanie Julia Hartwig i Artur Międzyrzecki. RePrint-ResPublica, Warszawa 1992; Czesław Miłosz: Wypisy z ksiąg użytecznych. Wyd. Znak, Kraków 1994 i Grzegorz Musiał: Ameryka, Ameryka. Antologia wierszy poetów amerykańskich po 1940 roku. Wyd. Pomorze, Bydgoszcz 1994.

    Regarding Wave

    The voice of the Dharma
    the voice
    now

    A shimmering bell
    through all.

    Every hill, still.
    Every tree alive. Every leaf.
    All the slopes flow.
    old woods, new seedlings,
    tall grasses plumes.

    Dark hollows; peaks of light.
    wind stirs the cool side
    Each leaf living.
    All the hills.

    The Voice
    is a wife
    to

    him still.

    this poem is for deer

    I dance on all the mountains
    On five mountains, I have a dancing place
    When they shoot at me I run
    To my five mountains"

    Missed a last shot
    At the Buck, in twilight
    So we came back sliding
    On dry needles through cold pines.
    Scared out a cottontail
    Whipped up the winchester
    Shot off its head.
    The white body rolls and twitches
    In the dark ravine
    As we run down the hill to the car.

    deer foot down scree
    Picasso's fawn, Issa's fawn,
    Deer on the autumn mountain
    Howling like a wise man
    Stiff springy jumps down the snowfields
    Head held back, forefeet out,
    Balls tight in a tough hair sack
    Keeping the human soul from care
    on the autumn mountain
    Standing in late sun, ear-flick
    Tail-flick, gold mist of flies
    Whirling from nostril to eyes.

    Home by night
    drunken eye
    Still picks out Taurus
    Low, and growing high:
    four-point buck
    Dancing in the headlights
    on the lonely road
    A mile past the mill-pond,
    With the car stopped, shot
    That wild silly blinded creature down.

    Pull out the hot guts
    with hard bare hands
    While night-frost chills the tongue
    and eye
    The cold horn-bones.
    The hunter's belt
    just below the sky
    Warm blood in the car trunk.
    Deer-smell,
    the limp tongue.

    Deer don't want to die for me.
    I'll drink sea-water
    Sleep on beach pebbles in the rain
    Until the deer come down to die
    in pity for my pain.

    For a Stone Girl at Sanchi

    half asleep on the cold grass
    night rain flicking the maples
    under a black bowl upside-down
    on a flat land
    on a wobbling speck
    smaller than stars,
    space,
    the size of a seed,
    hollow as bird skulls.
    light flies across it
    –never is seen.

    a big rock weatherd funny,
    old tree trunks turnd stone,
    split rocks and find clams.
    all that time
    loving;
    two flesh persons changing,
    clung to, doorframes
    notions, spear-hafts
    in a rubble of years.
    touching,
    this dream pops. it was real:
    and it lasted forever.

    this poem is for bear

    "As for me I am a child of the god of the mountains."

    A bear down under the cliff.
    She is eating huckleberries.
    They are ripe now
    Soon it will snow, and she
    Or maybe he, will crawl into a hole
    And sleep. You can see
    Huckleberries in bearshit if you
    Look, this time of year
    If I sneak up on the bear
    It will grunt and run
    The others had all gone down
    From the blackberry brambles, but one girl
    Spilled her basket, and was picking up her
    Berries in the dark.
    A tall man stood in the shadow, took her arm,
    Led her to his home. He was a bear.
    In a house under the mountain
    She gave birth to slick dark children
    With sharp teeth, and lived in the hollow
    Mountain many years.

    snare a bear: call him out:
    honey-eater
    forest apple
    light-foot
    Old man in the fur coat, Bear! come out!
    Die of your own choice!
    Grandfather black-food!
    this girl married a bear
    Who rules in the mountains, Bear!

    you have eaten many berries
    you have caught many fish
    you have frightened many people

    Twelve species north of Mexico
    Sucking their paws in the long winter
    Tearing the high-strung caches down
    Whining, crying, jacking off
    (Odysseus was a bear)

    Bear-cubs gnawing the soft tits
    Teeth gritted, eyes screwed tight
    but she let them.

    Til her brothers found the place
    Chased her husband up the gorge
    Cornered him in the rocks.
    Song of the snared bear:
    "Give me my belt.
    "I am near death.
    "I came from the mountain caves
    "At the headwaters,
    "The small streams there
    "Are all dried up.

    – I think I'll go hunt bears.
    "hunt bears?
    Why shit Snyder.
    You couldn't hit a bear in the ass
    with a handful of rice!"

    Night

    All the dark hours everywhere repair
    and right the hearts & tongues of men
    and makes the cheerful dawn--
    the safe place in a blanket burrow
    hissing ears and nibbling wet lips
    smoothing eyebrows and a stroke up the back of the
    knee,
    licking the nape of the neck and tickling the tense
    breast with fluttering eyelid, flitting
    light fingers on thin chest skin,
    feeling the arteries tangle the hollow groin,
    arching the back backward, swinging sidewise,
    bending forward, dangling on all fours.

    the bit tongue and trembling ankle,
    joined palms and twined legs,
    the tilted chin and beat cry,
    hunched shoulders and a throb in the belly.
    teeth swim in loose tongues, with toes curled.
    eyes snapped shut, and quick breath.
    hair all tangled together.

    the radio that was never turned off.
    the record soundlessly spinning.
    the half-closed door swinging on its hinges.
    the cigarette that burned out.
    the melon seeds spit on the floor.
    the mixed fluids drying on the body.
    the light left on in the other room.
    the blankets all thrown on the floor and the birds
    cheeping in the east.
    the mouth full of grapes and the bodies like loose leaves.
    the quieted hearts, passive caress, a quick exchange
    of glances with eyes then closed again,
    the first sunlight hitting the shades.

    przekład Adama Szostkiewicza pt. „Noc”
    w temacie Erotyka


    Late October Camping in the Sawtooths

    Sunlight climbs the snowpeak
    glowing pale red.
    Cold sinks into the gorge
    shadows merge.
    Building a fire of pine twigs
    at the foot of a cliff,
    Drinking hot tea from tin cup
    in the chill air –
    Pull on a sweater and roll a smoke.
    A leaf
    beyond fire
    Sparkles with nightfall frost.

    przekład Czesława Miłosza pt. „Koniec października, biwakując w Sawtooths”
    w temacie Jesień przychodzi za wcześnie...


    Hay for the Horses

    He had driven half the night
    From far down San Joaquin
    Through Mariposa, up the
    Dangerous Mountain roads,
    And pulled in at eight a.m.
    With his big truckload of hay
    behind the barn.
    With winch and ropes and hooks
    We stacked the bales up clean
    To splintery redwood rafters
    High in the dark, flecks of alfalfa
    Whirling through shingle-cracks of light,
    Itch of haydust in the
    sweaty shirt and shoes.
    At lunchtime under Black oak
    Out in the hot corral,
    ---The old mare nosing lunchpails,
    Grasshoppers crackling in the weeds---
    "I'm sixty-eight" he said,
    "I first bucked hay when I was seventeen.
    I thought, that day I started,
    I sure would hate to do this all my life.
    And dammit, that's just what
    I've gone and done."

    przekład Julii Hartwig pt. "Siano dla koni"
    w temacie Zawody i profesje widziane okiem poety



    ”Hay for the Horses” – czyta Gary Snyder

    Inne wiersze Gary’ego Snydera w tematach: Buddyzm i kultura Dalekiego Wschodu,
    Owady są wszędzie..., Poezja i telewizja, Czym jest wiersz?, Zwierzęta w ZOO
    i nie tylko tam
    , Czynności i zajęcia, poza pisaniem wierszy
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 29.04.11 o godzinie 15:01



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Cmentarze
    29.10.2009, 08:58

    Alicja Michałek:
    Alicja Michałek

    ***

    rozsypało
    rozsłoneczniło
    barwnym bukietem
    wspomnień
    listów o zmarłych
    cmentarz na Powązkach
    /.../

    W takich tematach, jak: śmierć, odchodzenie najbliższych (również tych sławnych, bliskich naszemu sercu), cmentarz itp., łatwo popaść w tani sentymentalizm. Autorce tego wiersza udało się tego uniknąć, wiersz jest subtelny i oszczędny w słowach,
    a mimo to poruszający uczucia, i to jest jego niewątpliwą wartością.
    Witam serdecznie w naszej grupie - RyszardRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 29.10.09 o godzinie 08:59



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Buddyzm i kultura Dalekiego Wschodu
    28.10.2009, 23:17

    Gary Snyder*

    Zaklęcie na demony


    Wyzwalanie Demonicznych Energii w imię
    Ludzi
    musi się skończyć

    Nieczystości krwawej ofiary w imię
    Natury
    muszą się skończyć

    Duszne folgowanie samemu sobie w gniewie w imię
    Wolności
    musi się skończyć

    to śmierć jasności
    śmierć współczucia

    Człowiek z duszą wilka
    zna powściągliwość
    wilka

    bezcelowe wyniszczenie i rzeź zwierząt
    nie są dziełem wilków i orłów
    ale pracą histerycznej owcy
    Demoniczne musi zostać wchłonięte!
    Służenie samemu sobie musi zostać
    ukrócone

    Gniew musi zostać
    zaorany
    Nieustraszoność, humor, brak przywiązania, to siła

    Gnosis jest Tajemnicą Przekształcenia!

    Precz z demonicznymi mordercami, których usta są pełne rewolucyjnych
    sloganów i mętnego prądu przemiany, żeby ich tak
    Złapać na lasso i Poinstruować Diamentowym Mieczem
    ACZALI, Niezachwianego, Pana Mądrości, Pana Ciepła
    Zezowatego o budzącej przerażenie twarzy i nagich kłach,
    którego koronę wieńczy girlanda odrąbanych
    głów, ubranego w tygrysią skórę, tego który przemienia Gniew w
    Oczyszczające Spełnienie,

    którego moce to lawa,
    magma, warstwy skalne, proch strzelniczy,
    i Słońce.

    tego który ocalił torturowane inteligentne demony i jedzące brud
    głodne duchy, jego zaklęciem jest,

    NAMAH SOMANTAH VAJRANAM CHANDA
    MAHAROSHANA SPHATAYA
    HUM TRAKA HAM MAM

    tłum. Jacek Sieradzan

    MITY I TEKSTY (fragm.)

    Część III

    2. Spalanie


    Człowiek porusza się wciąż ze świadomością
    Tego innego, obcego całkiem, nieludzkiego
    Brzęcząc wewnątrz, jak napięty bęben,
    Troskliwie unikając myślenia o tym;
    Skupiony na realnym świecie ciała i kamienia.
    Złożone warstwy pustki
    Ten jedyny świat, podstępne formy
    ręka, pierś, dwoje w objęciu -
    Ludzka tkliwość oddala się
    Wyschłymi nieskończonymi cyklami,
    Kształty odpadające od kształtów
    luźno
    przylegają, cóż odeszło?
    - miłość

    Wiosną drzewo Avocado zrzuca zeschłe liście
    Miękki szelest na Wiśniowych błoniach

    Ptak zjawia się w tej chwili
    Te wszystkie książki
    ona ubrana w cienki sweter
    bez stanika

    3. Maudgalyayana ujrzał na piekło

    Pod drżącą powieką
    Sny targają włóknami nerwów,
    Umysł chłonie, a zamknięte oko widzi
    Przestrzenie płynące pod światłem słonecznym,
    Światy umarłych, Bardo, światy umysłu
    I grozę bezsłonecznego obrządku jaskini,
    Spotkanie świadomych mnichów-włóczęgów
    Przywianych wichrem Karmy z piekła
    Do nieskończonego zmiennego piekła,
    Życie i śmierć ubite
    Na pianę rzeczywistości (wiatr deszcz
    Ludzkie królestwa pełne żądzy) ponad zimnym
    Zawieszonym w bezkresie nieznanym, poniżej
    Sztuka i Historia, wszystkie myśli ludzkości,
    Okultystyczne i czarnoksięskie zło na wskroś prawdziwe.
    Cienka krawędź natury wznosi się krucha
    Bezbronna ze swą miłością, czującym kamieniem
    I ciałem, ponad mrocznymi snami narkotycznej śmierci.
    Nie mogę stracić chmur, nie możemy odejść.
    Uczymy się kochać dopuszczając grozę.
    Tam w dali i wewnątrz, całe piękno
    Seksu świadomego nauką i akceptacją miłości.
    Dzień po dniu wizje tej chorej
    Skrzącej się istoty, zasłuchanej w siebie, śniącej
    O rozkwicie ludzkiego umysłu,
    Która na koniec rzuca wszystko i otwiera oczy.

    7.

    Twarz w zagięciu jej szyi
    czuła puls żyły
    Gładka skóra, chłodne piersi

    Nagie o świcie
    "śpiew
    ptaków z każdej gałęzi"
    gdzie one teraz są
    We śnie ujrzałem Księcia Chou

    Matka o ciele Wszechświata,
    Której piersi to Słońce i Księżyc
    statua Prajni
    z Jawy: łagodny uśmiech,
    Nagie piersi.

    "Czy będziesz mnie kochać, gdy
    me piersi urosną?"
    rzekła mała dziewczynka —

    "Ziemskie Matki i ci, którzy ssą
    piersi ziemskich matek, są śmiertelni
    a bezśmiertni są tamci, wykarmieni
    u piersi Matki Wszechświata".

    tłum. Teresa Truszkowska

    Meng Hao-jan

    Mooring on Chien-te River


    The boat rocks at anchor by the misty island
    Sunset, my loneliness comes again.
    In these vast wilds the sky arches down to the trees.
    In the clear river water, the moon draws near.

    tłum. Gary Snyder

    *notka o autorze, inne jego wiersze w oryginale i linki
    do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 29.04.11 o godzinie 14:56



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Owady są wszędzie...
    28.10.2009, 22:48

    Gary Snyder*

    Ważka


    Ważka
    Nieżywa w śniegu
    Jak doleciałaś tak wysoko
    Czy zostawiłaś nasienie swego rodu
    W górskim stawie
    Zanim umarłaś?

    tłum. Czesław Miłosz

    *notka o autorze, inne jego wiersze w oryginale i linki
    do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 29.04.11 o godzinie 14:55



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Erotyka
    28.10.2009, 22:41

    Gary Snyder

    Noc


    Przez wszystkie ciemne godziny wszędzie
    naprawia i prostuje ludzkie serca i języki
    i rozwesela świt —
    bezpieczni, zagrzebani w kocach:
    szeptanie do ucha i delikatne kąsanie mokrych warg
    wygładzanie brwi i palce sunące w górę łydki,
    lizanie szyi i łaskotanie stwardniałej
    piersi mruganiem powieki, przebieganie
    palcami po cienkiej skórze na piersi,
    wyczuwanie arterii splatających się we wklęśnięciu pachwiny,
    wyginanie grzbietu w łuk, kołysanie się na bok
    pochylanie się w przód, opadanie na czworaki.

    pogryziony język i drżące łydki,
    splecione dłonie i splątane nogi,
    wysunięta broda i stłumiony jęk,
    zgarbione łopatki i pulsowanie w brzuchu.
    zęby zatopione w języku, palce u stóp zagięte.
    zaciśnięte powieki i szybki oddech.
    włosy zupełnie splątane.

    radio które grało do rana.
    bezgłośnie kręcąca się płyta.
    półprzymknięte drzwi kołyszące się w zawiasach.
    papieros, który wypalił się do końca.
    pestki melona wyplute na podłogę.
    zmieszany śluz wysychający na ciele.
    nie zgaszone światło w drugim pokoju.
    wszystkie koce zrzucone na podłogę i ptaki
    świergocące na wschodzie.
    usta pełne winogron i ciała luźne jak liście.
    uspokojone serca, leniwa pieszczota, szybka wymiana
    spojrzeń po której oczy zamykając się znowu,
    pierwsze promienie słońca zadają cios cieniom.

    tłum. Adam Szostkiewicz

    w wersji oryginalnej pt. "Night" w temacie
    Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 29.04.11 o godzinie 07:47



    Zgłoś | Cytuj

Wyślij zaproszenie do