Ryszard Mierzejewski

offline

Ryszard Mierzejewski

poeta i tłumacz, wolny ptak

Wypowiedzi

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Patologia wokół nas
    14.03.2010, 11:43

    Günter Grass*

    Punktualnie


    Piętro niżej
    młoda kobieta bije
    co pół godziny
    swoje dziecko.
    Dlatego
    sprzedałem zegar
    i zdaję się całkiem
    na srogą rękę
    pode mną
    odliczone papierosy
    obok mnie;
    mój czas uregulowany.

    tłum. Sława Lisiecka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie A może w języku Goethego?



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja kolei żelaznych
    14.03.2010, 11:36

    Günter Grass*

    Pociąg towarowy


    O towarowy, towarowy
    Zdmuchnęli światła aż po mrok,
    zakupił dom ich własny kot.
    Poniosą siebie samych tak,
    że przyjmie w domu ich sam szach,
    oni się zajmą każdą luką –
    przepiękny ośli most przerzucą;
    nad tym zadudni towarowy,
    dłuższy niż pociąg osobowy.

    Typują siebie między sobą,
    rozmowę też obsiądą.
    Z poglądem, z wglądem, po przeglądzie
    jeden drugiemu światło zdmuchnie
    przejdzie środkiem twarzy krótkiej;
    to towarowy, towarowy.

    Im się pali w rękach praca,
    przy nich zostaje honor.
    U nich pancerna stoi szafa,
    co wielką pustkę chroni.
    Jeden drugiego pisze chorym
    i na peronie dumnie stoją,
    witają ręką podniesioną;
    towarowy, towarowy.

    I ten autobus, ten autobus,
    w nim nuda siedząc ziewa.
    Samochód mija rzekę tuż,
    rzeka go nie wyprzedza.
    Każde przed sobą dalej w przodzie,
    i gaszą światła swoich wozów,
    i siedzą z piwem i za piwem,
    nocą zdziczałe zwierzę wyje;
    to towarowy, towarowy –
    dłuższy niż pociąg osobowy,

    tłum. Bolesław Fac

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie A może w języku Goethego?



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Homo automobilus, czyli jadę samochodem...
    14.03.2010, 11:14

    Günter Grass*

    Wypadek


    Jeleń krzyczy na zakręcie.
    Każdy weekend był węzełkiem
    w wełnie, i w zegarku.
    Miedziak padał, głuche łyżki,
    pieniądz brzęknął na wirażu,
    że zakrzyczał chrom i nikiel
    i chusteczka się pogniotła.
    Szofer zżerał armaturę,
    zmarzł i marznąc się owijał
    w szary szal swej narzeczonej.
    Czarny lakier, róża kwitła
    przy kelnerze, bruki ulic
    tarły miłość – pyły w proszek,
    który kurwie do kanistra
    co mężczyźnie za trzy wódki
    swą benzynę nalewała i bez dała.
    Dziesięć groszy, o starocie,
    w wierszowaniu automatu
    rym do staniolu i waty,
    ale lekarz w białych liliach
    przybył późno, ambulanse
    rozpłynęły się jak sól i cukier.

    Szczęście

    Pusty autobus
    runął w wygwieżdżoną noc.
    Może jego kierowca śpiewa
    i jest przy tym szczęśliwy.

    tłum. Bolesław Fac

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie A może w języku Goethego?
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 14.03.10 o godzinie 11:46



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Potrawy i napoje - degustacja, jedzenie i picie, wielkie...
    14.03.2010, 10:40

    Günter Grass*

    Do wszystkich ogrodników


    Dlaczego chcecie mi zabronić jedzenia mięsa?
    Teraz przychodzicie z kwiatami,
    przygotowujecie dla mnie astry,
    jakby po jesieni nie pozostał wystarczający posmak.
    Zostawcie goździki w ogrodzie.
    Migdały są przecież gorzkie,
    gazomierz,
    który nazywacie ciastem
    i odcinacie mi,
    póki nie zażądam mleka.
    Mówicie: jarzyny,
    i sprzedajecie mi róże na wagę.
    Zdrowe, mówicie, i myślicie o tulipanach.
    Czy mam truciznę,
    związaną w bukieciki,
    przełknąć ze szczyptą soli?
    Czy mam umrzeć na konwalie?
    A lilie na mym grobie,
    kto uchroni mnie przed wegetarianami?

    Pozwólcie mi pojeść mięsa.
    Zostawcie mnie samego z kością,
    aby pozbyła się wstydu i pokazała goła.
    Dopiero gdy odsunę się od talerza
    i głośno wychwalę wołu,
    dopiero wtedy otwórzcie ogrody,
    bym mógł kupić kwiaty –
    lubię bowiem patrzeć jak więdną.

    tłum. Maria Krysztofiak

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie A może w języku Goethego?



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Śmierć
    14.03.2010, 09:40

    Günter Grass*

    Wniebowstąpienie


    W jasnoszarych spodniach,
    z kamieniem w kieszeni.
    Z osiemnastego piętra,
    obok siódmego żebra,
    dziewiątego listopada.
    Obok mlecznego zęba,
    górnego guzika, zdobiącego,
    obok dwóch gładkich i dwóch pomarszczonych,
    długie doświadczenie pończoch.
    Przez węzeł,
    przez królestwo środka,
    herbata próżne łoże.

    Bez kamienia.
    Z pustego rękawa,
    z letniej studni w górę.
    Przez gniazdo kukułki,
    ręka kasztana napełnia się przerażona,
    Przez przedziałek z dźwięku i rozsądku,
    przez niebieską pustynię bez szyldu,
    przez szafy, przez inne węzły,
    obok dziesięciu odziedziczonych przykazań,
    rok przestępny chudych lat,
    obok sytych rogów
    niebiańsko poszachowanych krów
    i obok czasu na trzech szpulach
    i obok światła nad dwoma urzędami,
    robiące na drutach, szalone słońca jak pończochy.
    Pośrodku przez gładkie i pomarszczone,
    przez zamurowane okno,
    nago, w ostatniej liberii.

    tłum. Maria Krysztofiak

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki w temacie
    A może w języku Goethego?
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 14.03.10 o godzinie 09:41



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Angelologia i dal..., czyli motyw anioła w poezji
    14.03.2010, 09:18

    Günter Grass*

    Mój Anioł Stróż


    On mnie wylewa:
    jak dziecko z kąpieli.

    Ja skaczę niechętnie:
    kto skacze, temu łaski wiele.

    Jak wiele udźwignę:
    on mierzy drobinki.

    Chcę ja sobie z ciotką:
    on chroni kuzynkę.

    Gdy rozbijam szyby:
    on frymarczy kitem.

    A kiedy ja ginę:
    mój ratownik pobity.

    tłum. Bolesław Fac

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie A może w języku Goethego?



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersze na każdy dzień tygodnia
    14.03.2010, 09:09

    Günter Grass*

    Poranek niedzielny


    Jak czule w siebie zapatrzeni,
    poważnie zatroskani o zadrapanie głębokie na paznokieć
    myją swój samochód
    i swój zderzak.

    Nieudany napad

    W środę.
    Każdy wiedział, ile schodów w górę,
    nacisk na klamkę,
    w lewo drugie drzwi.
    Szturmowali kasę.
    Jednak to niedziela
    i forsa w kościele.

    tłum. Bolesław Fac

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki w temacie
    A może w języku Goethego?
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 14.03.10 o godzinie 11:22



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie W świecie wróżb, zaklęć i sił tajemnych
    13.03.2010, 16:01

    Józef Ratajczak*

    Wołanie o czarownice


    Dziewki leżą po miedzach,
    archanioł je nawiedza,
    chłopom od apostolskiego w knajpie zapału
    języki pomieszało.
    Mór na bydło,
    stonka w kartoflisku,
    sypie pszenica...
    - Ratuj, czarownico!

    Dzwony biją, kto je wydoi,
    chmury ciężkie, kto je wymłóci,
    bo o dzwony, nie o krowy stoję,
    zboża na nic, lecz chmury, że uciec!

    Chłopy stoją na rodzinnych polach,
    po kolana utopieni w kąkolu,
    chwasty same się pchają do stodół,
    chwast na stoły miast chleba podaj
    i na wiedźmy rzuć klątwę, jak zwyczaj
    każe – wołaj: Czarownica!
    Aż się zjawi, aż weźmie twe brzemię
    i na wieki krowom mleko odejmie.

    z tomu „Ballada dziadowska”, 1973

    *notka o autorze i linki do innych
    jego wierszy w temacie Być poetą...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.12.11 o godzinie 14:12



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie W świecie baśni, legend i mitów
    13.03.2010, 15:44

    Józef Ratajczak*

    Mitologia


    Pierwsze, co posiadł, to jabłoń,
    miał z nią ogród na pniu
    kwiatami maja osnuty;
    siódmy pot ją podźwignął
    ze zgniłej zieleni, z gleby,
    pchnął w górę koronę słabą,
    by niebo gałęzią przebić.

    Z ziemią spłodził pszenicę:
    do każdej bruzdy przywarł
    przewróconej na wznak,
    ziarno rzucając pod nogi
    w trzewia, po których kroczył;
    wschodziły pędy, żniwo
    przypadło mu nagle do oczu.

    Wtedy ze sznurem na krtani
    piwsko przywołał, gospodę
    pełną poduch brzuchatych
    i z wypuszczoną pościelą
    zadbał o mnie na oślep:
    pędziłem nazajutrz a nim
    w koniu, w ziemi, we wrzosie.

    z tomu „Ballada dziadowska”, 1973

    *notka o autorze w temacie Być poetą...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 13.03.10 o godzinie 15:45



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Widzę ich w duszy teatrze...
    13.03.2010, 14:04

    Józef Ratajczak*

    W teatrze lalek


    Poplątały się palce aktorom
    nad scenki fortepianem,
    zgubił wąsa Michał, krzepki wiarus,
    dzielny szewczyk Dratewka zginął w paszczy smoka
    (nie spłaciwszy domiaru)
    a królewna Hortensja
    zdarła wianka brokat
    przed pułkiem rosłych dragonów
    (wpadnie stąd druga pensja).

    I tylko głupi Jasio
    pozostał wierny swej roli,
    siedzi na tronie z gazety
    po magistratach guberni
    i rządzi białymi myszkami
    z woli i po niewoli.

    1958

    z tomu „Ballada dziadowska”, 1973

    *notka o autorze i linki do innych
    jego wierszy w temacie Być poetą...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.12.11 o godzinie 14:08



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Polowania i łowy
    13.03.2010, 13:57

    Józef Ratajczak*

    Sezon polowań


    Nienawiść obchodzi stulecia.

    Zza pni
    wynurza czarne dziury luf.

    Narośl na locie ptaka
    poderwanego do ołowiu,
    niebo w podskoku zająca
    rozcięte na pasztet.
    Gałązka rogów
    wyrąbana z łba
    krwawi na ścianie
    rozbielonej nocy.

    Obok dwururka,
    do strzału
    złożone oczy.

    z tomu „Ballada dziadowska”, 1973

    *notka o autorze i linki do innych
    jego wierszy w temacie Być poetą...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.12.11 o godzinie 14:28



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Potrawy i napoje - degustacja, jedzenie i picie, wielkie...
    13.03.2010, 13:50

    Józef Ratajczak*

    Przyjęcie po polsku


    Przytakuję półmiskom,
    acha, ano,
    śniętym dorszom
    w pas
    aż po zieleń schabu.
    Jak zdrówko, pytam
    (wieprzowinę),
    co słychać
    (w rosole).
    Nie czekam na odpowiedź,
    żuję rytualnie,
    uśmiecham się, dziękuję,
    rączki czule na mostku,
    żeberka objęte w pół,
    widelec
    z góry
    trach
    w rozwarte do kości gicze.
    Jak ci, pytam
    (z przyjęciem)
    i czeszę jej włosy
    w zupie.

    z tomu „Ballada dziadowska”, 1973

    *notka o autorze i linki do innych
    jego wierszy w temacie Być poetą...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.12.11 o godzinie 14:02



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Być poetą...
    13.03.2010, 12:15

    Józef Ratajczak*

    * * *


    Nauczony ugody za wszelką cenę,
    o honorze nie mówiąc, bo wyszedł z mody,
    jakże mam buntu uczyć, gdy wbito mi w skórę
    posłuch dla słów z pieczęcią, co już za mnie wiedzą,
    planując moje kroki, kreśląc mi sumienie.

    Stąd z myślą do urzędu idę wpierw nim ją pomyślę
    I pytam o ojcostwo liści, gdy w wiersz kładę liście.
    Więc jakże mam prowadzić, służyć, karcić za co,
    jeśli sam z ręki jadam, pokazuję język,
    czy nie jest obłożony czymś zakaźnym, jeśli
    słów szukam takich, które nic nie znaczą,
    by w nich zawrzeć najwięcej utajonych treści.

    Pragnęliście śmiechu, a tu własne więzy
    napotykacie nagle, a sio zatem, fora,
    nie ma co czekać jutra – żyjąc ciągle wczoraj.

    z tomu „Ballada dziadowska”, 1973
    *Józef Ratajczak (1932-1999) – poeta, prozaik, autor cenionych książek dla dzieci, współpracował
    też z teatrem lalkowym i Polskim Radiem. Wydał m. in. tomy poezji: „Niepogoda” (1957), „Zamknięcie krajobrazu” (1960), „”Pozy i akty” (1962), „W środku gwaru” (1965), „Miejsce z muru” (1966), „Ogniwa” (1967), „Wygnanie z mitu” (1971), „Fraszki i sielanki” (1971), „Ballada dziadowska” (1973). Był autorem antologii: „Krople wrzącej krwi. Powstanie Wielkopolskie w poezji i pieśni” (1978) oraz „Krzyk i ekstaza. Antologia polskiego ekspresjonizmu” (1987).


    Inne wiersze Józefa Ratajczaka w tematach: Potrawy i napoje..., Kolorowe jarmarki,
    Widzę ich w duszy teatrze..., W świecie wróżb, zaklęć i sił tajemnych, Polowania i łowy
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.12.11 o godzinie 14:28



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Nim przyjdzie wiosna...
    12.03.2010, 16:35

    Josif Brodski*

    * * *


    Rozgłośmy nadejście wiosny! Przemyjmy oblicze zaspane,
    czyraki potraktujmy niezawodnym kreozotem
    i wyjdźmy na bosaka, w jednej koszuli, na ganek –
    a oczy się zachłysną świeżością! horyzontem!
    przyszłością! Przyszłość z niezmienną ochotą
    napełnia ziemię ziarnem, serdecznością – głosy,
    zegary – tykającym marszem odtąd-dotąd;
    ockniesz się – i sam siebie zastajesz w przyszłości.
    Wiosną, gdy ptactwo budzi lasy i ogrody,
    cała przyroda, od jaszczurek do bocianów,
    tam się kieruje, dokąd również wiodą
    ślady w zasadzie każdej zbrodni stanu.

    tłum. z rosyjskiego Stanisław Barańczak

    *notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
    do polskich przekładów w temacie Стихи – czyli w języku Puszkina
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 10.03.14 o godzinie 02:59



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Latarnie - symbolika i poetyckie konteksty
    12.03.2010, 16:14

    Josif Brodski*

    Bez latarni


    Gdy w nocy wyjrzysz przez okno - od razu
    wiesz, jak daleko może być do wiosny;
    zwykłym sylwetkom narzutowych głazów
    nie będzie bliżej do rosnącej sosny.
    Z niedostrzegalnym uśmiechem spryciarza
    przeciągasz nitkę przez zęby w skupieniu,
    ażeby palce (albo mięśnie twarzy)
    łatwiej przekonać o swoim istnieniu.

    A serce w piersi skacze i szaleje
    z obawy przed tym ponurym milczeniem
    przestrzeni, która przed tobą czernieje
    tak jak ciągnące się za tobą cienie.

    tłum. Katarzyna Krzyżewska

    *notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
    do polskich przekładów w temacie Стихи – czyli w języku Puszkina
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 13.07.13 o godzinie 05:15



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Cztery żywioły
    11.03.2010, 15:18

    Rafael Alberti*

    Ogień


    Pnie drzew bolesne, zrąbane,
    mgieł ciężki masyw, przedmieścia
    spragnione gazu i głosów,
    spalone, płomienie z cienia.

    Dłuta z wrącego metalu
    i świdrów stal rozgorzała
    do czerwoności, ciosami
    kruszą kamienne kowadła.

    Nad dzwonnicami odłamki
    wbite w żelazne obłoki.
    Padają w iglice, wieże
    w przestrzeniach już gorejących.

    Siarkowe morze bez serca
    wspina się wzwyż, w skoku całe.
    Sinych promieni, zielonych
    jęzorów oślepły zamęt.

    Przybój fal dymu ochrypłych
    grzbiet w łuk wygina jak portyk
    na czarnym nieba atłasie
    z huby i sadzy skręcony.

    A trąba morska z popiołów
    czarnych w grób składa przedmieścia
    o pustych oczach i płaskich,
    powygaszanych już cieniach.

    1928

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja kolei żelaznych
    11.03.2010, 14:12

    Rafael Alberti*

    Pociągi


    Dzienny pociąg zatrzymany
    przydrożnych ostów kolcami.

    - Karczmareczko, dziewczę miłe,
    zostawiłem swoje serce
    w twoim kubku wody zimnej.

    Nocny pociąg, zatrzymany
    błyskiem rzeki, modrej szabli.

    Rybaku, mój przewoźniku,
    zostawiłem swoje serce
    w twej łodzi czarnej i zimnej.

    1924

    Dworzec Południowy
    Ekspres Andaluzyjski – Odjazd 20. 20


    Semaforowe, krągłe oko w górze
    zawisłe, prezes wszechkolei: księżyc.
    I zasmolony dróżnik w swym mundurze.

    Tętent, żelaznych galop Amazonek,
    świsty, przejazdy spuszczone z uwięzi,
    wieńce ze świateł zwęglonych splecie.

    Ekspres nad morze! Żegnajcie! (Ktoś strzelił!
    Huk! Zmarło ramię!) dróżniku, twój gwizdek
    rozciął La Manczę, Andaluzję dzieli.

    KORDOBA. (Bazar: wózek, srebrny dzwonek,
    pośpieszny kufer, szybki pęd walizek,
    sztywne pajace z blachy wykrojone.)

    - Ani w Kordobie twa chustka, chcę rzec ci,
    ani w Kadyksie, ale tak, w Sewilli
    Gwadalkiwirem modrym w niebo wzleci.

    SEWILLA. (Piwa brak, nie ma poziomek.
    Ochrzcić pociągi flaszką manzanilli,
    zaś sokiem z cytryn burty statków strome!)

    - Czy Lady tańczy? Mister, drinka w drodze?
    Wiruj, Giraldo, ciemny słoneczniku,
    bez szat, skrupułów, krąż na jednej nodze!

    KADYKS. (W powieści „Pociągi na torze”
    strzał na peronie. Wśród wierszy bez liku,
    przesuwa liście swych okrętów morze.)

    - Gratis od Wyspy na Syren regaty
    zabierze ciebie, uśpioną, marynarz
    w bieli na białym pokładzie fregaty.

    MALAGA. (Zegar, latarnia czerwona:
    wskazówka młyńcem pędzi po godzinach,
    ruletka mylna i wykolejona.)

    - Daktyle morskie! Palma daktylowa,
    twa parasolka, kreśląca na wietrze
    łuki, gdy skręca twa łódź motorowa.

    Restauracyjny Wagon! (Dziś: rozbratel,
    świeże goździki w francuskiej saletrze
    i wina jasny amarant – muszkatel.)

    żegnaj już, żegnaj, żegnajcie! Bo w każdej
    podróży trzeba pić – wzrokiem jedynie –
    wiatr uchodzących pośpiesznie pejzaży.

    1928

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 11.03.10 o godzinie 15:33



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Blaski i cienie małżeństwa
    11.03.2010, 13:21

    Rafael Alberti*

    Panna młoda


    Już z wieży katedry
    dzwon zaczyna bić.
    A ja bez trzewiczków
    mam do ślubu iść!

    Gdzie biała sukienka,
    gdzie welon i kwiatu
    pomarańczy kiść?

    Gdzie jest mój pierścionek,
    spinka pozłocista,
    naszyjnika nić?

    Śpiesz się, spiesz, o matko!
    Już z wieży katedry
    dzwon zaczyna bić.

    Gdzie jest mój kochanek?
    Mój kochanek miły,
    gdzie też może być?

    Już z wieży katedry
    dzwon zaczyna bić.
    A ja bez kochanka
    mam do ślubu iść!

    1927

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Obraz Madonny w poezji
    11.03.2010, 13:07

    Rafael Alberti*

    Najświętsza Panna Cudowna


    (Procesja)

    Najświętsza Panna Cudowna,
    jest świętą patronką Puerto.
    Ósmego września wychodzi
    na Swój balkon ponad rzeką.

    Wody rzeki Guadalete,
    marzące, na odpust biegną,
    a ma moście Aleksandra
    barwne latarenki świecą.

    Najświętsza Panna Cudowna
    jest Wojowniczką Najświętszą.
    Gdy schodzi z nieba, Jej czoło
    mur i baszty zamku wieńczą.

    Brzeg Atlantyku się staje
    goździków lodową czernią,
    promieniem latarni morskiej
    z Kadyksu w pasy pociętą.

    Najświętsza Panna Cudowna
    nie schodzi nigdy ku brzegom.
    Święty Ferdynand wysyła
    swą kanonierkę do Puerto.

    1924

    wiersz jest też w temacie Defilady i procesje


    Matka Boska Morska

    Hej, wy dzieci z Aqua-dulce!
    Niech brzmi wasza morska pieśń!

    Tamtędy od wschodu wiatr
    z Cabo de Gata się zerwał.
    Przyniósł Matkę Boską Mórz,
    ciemną i ze srebra.

    Za wschodu przyniósł Ją wiatr,
    złożył na piaski nadbrzeżne,
    wiatr co powrócił na morze
    ze srebra i ciemne.

    1927

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 17.03.10 o godzinie 12:16



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Ogród przedziwny
    11.03.2010, 12:38

    Rafael Alberti*

    Ogród miłości


    Dla Javiera de Winthuysena,
    „ogrodowego niedźwiedzia”


    Idź do morskiego ogrodu
    i posadź mi krzak mącznicy
    wśród podbiegunowych lodów.

    Ogrodniku.

    Dla mej przyjaciółki wyspę
    czereśniami gwiazd bez liku
    obsadź, mur kokosów wokół.

    Ogrodniku.

    I cztery palmy strzeliste
    w moim sercu wojownika
    zasadź jak maszty, wysoko.

    Ogrodniku.

    Podmorskie nawoływanie

    Jakżeby mi dobrze było
    w ogrodzie na morskim dnie,
    z ogrodniczką moją miłą!

    Na wózeczku zaprzężonym
    w łososia – czy to nie czary! –
    sprzedawać pod morzem słonym
    twoje, kochana, towary!

    - Kto ode mnie kupić chce
    świeżutkie wodorosty!
    Wodorosty!

    1924

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 11.03.10 o godzinie 12:45



    Zgłoś | Cytuj

Wyślij zaproszenie do