Ryszard Mierzejewski

offline

Ryszard Mierzejewski

poeta i tłumacz, wolny ptak

Wypowiedzi

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Powroty
    1.03.2010, 08:03

    Powrót

    Najpierw odszedł jej mąż tak
    zwyczajnie po prostu któregoś dnia
    wyszedł i nie wrócił
    zamieszkał bardzo blisko można by go
    nawet widzieć codziennie
    z okien domu
    gdyby nie to że ten jakby na złość
    odwrócił się plecami do
    cmentarza

    Potem wyjechała ich jedyna
    córka daleko
    zamieniła mowę ojczystą na
    nieojczystą
    dopasowała do niej
    nowe
    tablice z nazwami ulic
    lśniące witryny sklepów
    inne obyczaje

    Kiedy odcinała delikatnie
    w ogrodzie
    swoje korzenie one płakały
    głośno i długo
    potem tęskniły i czekały
    wiernie na jej powrót
    tęsknił też dom opuszczony
    ogród w nim pusta
    buda dla psa który też
    wyjechał
    drzewa owoce kwiaty
    subtelny nieuchwytny zapach
    wspomnień
    wszyscy tęsknili i czekali

    Postanowiła więc wrócić
    niebawem tu będzie
    czeka jeszcze na wydanie
    stosownych dokumentów i
    kremację

    powróci popiołemRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 01.03.10 o godzinie 08:06



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Kalendarz poetycki na cały rok
    1.03.2010, 07:47


    Obrazek


    Leopold Staff

    Marzec


    Marzec. Wracamy z parku. Wreszcie przeszła zima.
    Spod stopniałego śniegu wyjrzały murawy.
    Drzewa nagie, lecz pierwsze kiełkują już trawy,
    Choć na stawie zielony, cienki lód się trzyma.

    Z upojonymi wiosną wracamy oczyma,
    Krokiem lekkim, jak podczas tanecznej zabawy,
    Ulicą po słonecznej stronie idziem prawej,
    Za sobą ciepło słońca czujemy plecyma.

    W rozpiętych płaszczach spieszą ochoczo przechodnie.
    Jacyś świeżsi, wesoło patrzą i pogodnie;
    Niańki z dziećmi wychodzą z ciemnych domów sieni.

    A my, pierwszą przechadzką dumnie upojeni,
    Idziem w miasto po płytach suchych już chodników.
    Z grudkami pulchnej ziemi na piętach trzewików.

    z tomu "W cieniu miecza", 1911Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 01.12.12 o godzinie 07:37



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie POEZJA w temacie Poezja współczesna na świecie
    28.02.2010, 17:18

    Rafael Alberti

    z tomu „Retornos de lo vivo lejano”, 1957

    Retornos del amor en los balcones


    Ha llegado ese tiempo en que los años,
    las horas, los minutos, los segundos vividos
    se perfilan de ti, se llenan de nosotros,
    y se hace urgente, se hace necesario,
    para no verlos irse con la muerte,
    fijar en ellos nuestras más dichosas,
    sucesivas imágenes.

    ¿Dónde estás hoy, en dónde te contemplo,
    en qué roca, en qué mar, bajo qué bosque,
    o en qué penumbra de estivales sábanas
    o en qué calientes, nórdicas alcobas?

    Ha pasado la siesta dulce de los azules
    que la ancha isla nos tendió en el sueño.
    Venus casi dormida aún, te asomas
    al íntimo refugio de los barcos
    y toda tú ya cantas como un puerto
    amoroso de velas y de mástiles.

    Tus cabellos tendidos vuelan de los balcones
    a enredarse en la trama delgada de las redes,
    a poner banderines en los palos más altos
    y un concierto de amor en los marinos aires.

    Luego, cuando al poniente retornan silenciosos,
    blancos de sales y alas de gaviotas,
    pongo en tu corazón desnudo mis oídos
    y escucho el mar y aspiro el mar que fluye
    de ti y me embarco hacia la abierta noche.

    Powrót miłości na balkonie

    Nadszedł czas taki, że lata minione,
    Godziny, minuty, sekundy przeżyte
    Przybierają twój profil i nami się sycą;
    Wtedy staje się rzeczą pilną i potrzebą,
    By nie ujrzeć, jak razem ze śmiercią odchodzą,
    Utrwalić w nich nasze szczęśliwe, bez skazy,
    Jedne po drugich, obrazy.

    Gdzie jesteś dzisiaj, gdzie mam cię oglądać,
    Na jakiej skale, nad morzem jakim, w jakim lesie,
    Czy w cieniu na letniej polanie,
    Czy w północnej alkowie ogrzanej?

    Minął rozkoszny spoczynek w lazurach,
    Które nam rozświetliła we śnie wielka wyspa.
    Jeszcze, półsenna Wenus, ty się chylisz
    Ku zacisznym schronieniom statków morskich
    I całą sobą śpiewasz jak zatoka
    W żaglach zakochana i w masztach okrętów.

    Powiewają włosy twoje na balkonie,
    By się wplątać między wątłe sieci oka,
    By zatknąć chorągiewki na najwyższych drzewcach,
    Zagrać koncert miłości na nadmorskich wiatrach.

    Później, gdy o zachodzie powracają ciche,
    Ubielone solą i skrzydłami mewy,
    Ucho ci do serca przykładam nagiego,
    Morze w nim słysząc oddycham twym morzem
    I odpływam ku otwartej nocy.

    tłum. Zofia Szleyen

    Retornos del amor en la noche triste

    Ven, amor mío, ven, en esta noche
    sola y triste de Italia. Son tus hombros
    fuertes y bellos los que necesito.
    Son tus preciosos brazos, la largura
    maciza de tus muslos y ese arranque
    de pierna, esa compacta
    línea que te rodea y te suspende,
    dichoso mar, abierta playa mía.
    żCómo decirte, amor, en esta noche
    solitaria de Génova, escuchando
    el corazón azul del oleaje,
    que eres tú la que vienes por la espuma?
    Bésame, amor, en esta noche triste.
    Te diré las palabras que mis labios,
    de tanto amor, mi amor, no se atrevieron.
    Amor mío, amor mío, es tu cabeza
    de oro tendido junto a mí, su ardiente
    bosque largo de otońo quien me escucha.
    Óyeme, que te llamo. Vida mía,
    sí, vida mía, vida mía sola.
    żDe quién más, de quién más si solamente
    puedo ser yo quien cante a tus oídos:
    vida, vida, mi vida, vida mía?
    żQué soy sin ti, mi amor? Dime qué fuera
    sin ese fuerte y dulce muro blando
    que me da luz cuando me da la sombra,
    sueńo, cuando se escapa de mis ojos.
    Yo no puedo dormir. ĄCuántas auroras,
    oscuras, braceando en las tinieblas,
    sin encontrarte, amor! ĄCuántos amargos
    golpes de sal, sin ti, contra mi boca!
    żDónde estás? żDónde estás? Dime, amor mío.
    żMe escuchas? żNo me sientes
    llegar como una lágrima llamándote,
    por encima del mar, en esta noche?

    Powrót miłości w smutną noc

    Przyjdź, miła moja, przyjdź w tę noc samotną,
    smutną noc włoską. Twoje barki piękne
    i silne tym są, czego mi potrzeba.
    I twe wspaniałe ramiona, ud twoich
    masywna długość, nogi ruch gwałtowny
    i ta, co cię otacza,
    a zarazem unosi, linia zwarta, płynna,
    o morze szczęścia, o plażo otwarta.
    Jak ci powiedzieć, miła, że w samotną
    noc genueńską, gdy słychać, jak bije
    błękitne serce przypływu, ty jesteś
    tą, co nadchodzi poprzez morską pianę?
    W tę noc tak smutną, pocałuj mnie, miła.
    Powiem, ci miła, te słowa, na które
    z miłości ustom nie stało odwagi.
    Miła ma, miła, twoja głowa ze złota
    leżąca przy mnie, cała w rozjarzonych
    lasach jesiennych, to ona mnie słucha.
    Usłysz mnie, wołam, tyś jest moim życiem,
    tak, życiem moim, mym życiem jedynym.
    Czyjże, czyj inny, mógłbym być ja, który
    tylko dla twoich uszu śpiewam: miła,
    moja kochana, ukochana moja.
    Czym jestem, miła, bez ciebie? Czym byłbym
    bez tego muru co – mocny a czuły –
    światło mi daje, cień dając zarazem
    i sen mi zsyła, chociaż sen odbiera.
    Ja spać nie mogę. O ileż to razy
    ciemne jutrzenki mrok rozdzierające
    ciebie, o miła, nie mogły napotkać.
    Ile zgrzywionych fal, bez ciebie gorzkich,
    solą zaciekle biło w moje usta.
    Gdzieś ty? Gdzie jesteś miła? Czy mnie słuchasz?
    Czy mnie nie słyszysz, miła,
    jak łzą powracam, aby ciebie wołać,
    by poprzez morze wzywać cię tej nocy?

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    Retornos del amor en las arenas

    Esta mańana, amor, tenemos veinte ańos.
    Van voluntariamente lentas, entrelazándose
    nuestras sombras descalzas camino de los huertos
    que enfrentan los azules de mar con sus verdores.
    Tú todavía eres casi la aparecida,
    la llegada una tarde sin luz entre dos luces,
    cuando el joven sin rumbo de la ciudad prolonga,
    pensativo, a sabiendas el regreso a su casa.
    Tú todavía eres aquella que a mi lado
    vas buscando el declive secreto de las dunas,
    la ladera recóndita de la arena, el oculto
    cańaveral que pone
    cortinas a los ojos marineros del viento.

    Allí estás, allí estoy contra ti, comprobando
    la alta temperatura de las odas felices,
    el corazón del mar ciegamente ascendido,
    muriéndose en pedazos de dulce sal y espumas.
    Todo nos mira alegre, después , por las orillas.
    Los castillos caídos sus almenas levantan,
    las algas nos ofrecen coronas y las velas,
    tendido el vuelo, quieren cantar sobre las torres.

    Powroty miłości na piaskach

    Tego ranka, kochanie, mamy dwadzieścia lat.
    Lekko idą, powolne, splatając się,
    nasze bose cienie drogą wśród ogrodów,
    które błękitom morskim przeciwstawiają swe zielenie.
    Ty ciągle jesteś jak objawienie,
    nadchodzące w ciemny wieczór światło,
    kiedy chłopak klucząc za miastem odwleka
    rozmyślnie, zamyślony, swój powrót do domu.
    Ty ciągle jesteś ta, która przy mnie
    idzie szukając sekretnej pochyłości na wydmach,
    ukrytego zbocza piasku, tajemnego
    trzcinowego gąszczu, który stawia
    zasłony przed oczami żeglarskimi wiatru.

    Tam jesteś, tam jestem naprzeciwko ciebie, sprawdzając
    wysoką temperaturę fal szczęśliwych,
    serce morza, które wzeszło w oślepieniu,
    umierające w okruchach słodkiej soli i pianach.
    Wszystko na nas patrzy później radosne na brzegach.
    Zamki w ruiny rozpadłe swe blanki dźwigają,
    wodorosty w darze dają nam wieńce, a żagle,
    nabrawszy lotności, chcą śpiewać ponad wieżami.
    Tego ranka, kochanie, mamy dwadzieścia lat.

    tłum. Jan Zych

    Retornos del amor recien aparécido

    Cuando tu apareciste,
    penaba yo en la entraña más profunda
    de una cueva sin aire y sin salida.
    Braceaba en lo oscuro, agonizando,
    oyendo un estertor que aleteaba
    como el latir de un ave imperceptible.
    Sobre mí derramaste tus cabellos
    y ascendí al sol y vi que eran la aurora
    cubriendo un alto mar de primavera.
    Fue como si llegara al más hermoso
    puerto del mediodía. Se anegaban
    en ti los más lucidos paisajes:
    claros, agudos montes coronados
    de nieve rosa, fuentes escondidas
    en el rizado umbroso de los bosques.
    Yo aprendí a descansar sobre tus hombros
    y a descender por ríos y laderas,
    a entrelazarme en las tendidas ramas
    y a hacer del sueño mi más dulce muerte.
    Arcos me abriste y mis floridos años
    recién subidos a la luz, yacieron
    bajo el amor de tu apretada sombra,
    sacando el corazón al viento libre
    y ajustándolo al verde son del tuyo.
    Ya iba a dormir, ya a despertar sabiendo
    que no penaba en una cueva oscura,
    braceando sin aire y sin salida.
    Porque habías al fin aparecido.

    Powrót miłości świeżo objawionej

    Kiedy się pojawiłaś,
    cierpiałem we wnętrzu najgłębszej jaskini,
    jaskini bez wyjścia, bez powietrza.
    I tak konając miotałem się w ciemnościach,
    słuchałem rzężenia, które trzepotało
    jak bicie skrzydeł ukrytego ptaka.
    Rozsypałaś nade mną swoje włosy
    i wzniosłem się ku słońcu, ujrzałem, że były zorzą,
    co nad morzem otwartym na wiosnę się ściele.
    To było tak, jakbym przybył do najpiękniejszej
    przystani południa. Tonęły w tobie
    krajobrazy, te najbardziej lśniące:
    przejrzyste, ostre góry w różowych
    koronach ze śniegu i źródła
    w kędzierzawych cieniach lasów ukryte.
    Nauczyłem się odpoczywać na grzbietach gór
    i w dół spływać rzekami i zboczami,
    i długimi gałęziami drzew się oplatać,
    i sen przemieniać w przenajsłodszą śmierć.
    Otwarłaś mi drzwi lasu i moje lata młode,
    świeżo wydobyte na światło, leżały
    pod pieszczotą twojego gęstego cienia,
    poddając pod wiatr wolny serce
    i jego rytm równając z bujnym rytmem twojego.
    Już mogłem spać spokojnie i wstawać mogłem wiedząc,
    że już nie miotam się cierpiąc w tej ciemnej jaskini,
    w jaskini bez wyjścia, bez powietrza.
    Bo ty się nareszcie pojawiłaś.

    tłum. Jerzy Kühn

    Retornos del amor tal como era

    Eras en aquel tiempo rubia y grande,
    sólida espuma ardiente y levantada
    Parecías un cuerpo desprendido
    de los centros del sol, abandonado
    por un golpe de mar en las arenas.

    Todo era fuego en aquel tiempo. Ardía
    la playa en tu contorno. A rutilantes
    vidrios de voz quedaban reducidos
    las algas, los moluscos y las piedras
    que el oleaje contra ti mandaba.
    Todo era fuego, exhalación, latido
    de onda caliente en ti. Si era una mano
    la atrevida o los labios, ciegas ascuas,
    voladoras, silbaban por el aire.
    Tiempo abrasado, sueño consumido.

    Yo me volqué en tu espuma en aquel tiempo.

    Powrót miłości takiej, jaką była

    Byłaś podówczas duża, jasnowłosa,
    masywna piana wrąca, uniesiona.
    Zdawać się mogłaś ciałem wyłonionym
    z samego wnętrza słońca i ciśniętym
    fal uderzeniem na piaszczyste plaże.

    A wszystko ogniem było w owym czasie.
    Płonęła plaża wokół ciebie.
    Szkłem połyskliwym z blasku się stawały
    algi, mięczaki, muszle i kamienie,
    którymi przybój fali w ciebie rzucał.

    Wszystko to płomień był, żar, pulsowanie
    fali gorącej w tobie. Jeśli ręka
    lub usta śmiałość miały, popiół ślepy,
    ulotny z sykiem wzlatywał w powietrze.
    Czas gorejący i sen dopełniony.

    A ja tarzałem się wówczas w twej pianie.

    tłum. Irena Kuran-BoguckaRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 28.02.10 o godzinie 17:23



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    28.02.2010, 16:04


    Obrazek
    Rafael Alberti (1902-1999) – hiszpański poeta i dramaturg, członek grupy „Pokolenie 27“, do której należeli m. in. prezentowani też na naszym forum: Federico García Lorca, Vicente Aleixandre i Luis Cernuda. W młodości chciał zostać malarzem. Jego pierwsze wiersze m. in. ”Kamień”, pochodzą z początku lat 20-tych ubiegłego stulecia. Debiutował tomikiem poezji „Marinero en tierra” (Marynarz na lądzie) w 1924 roku. Następnie opublikował: „La Amante” (Kochanka, 1925), „Del alba del alheli” (Świt lewkonii, 1927), „Cal y canto” (Wapno i pieśń”, 1928), „Sobre los ángeles” (O aniołach, 1929), „Sermones y moradas” (Kazania i siedziby, 1930), „Verte y no verte” (Widzieć cię i nie widzieć, 1935), „El poeta en la calle” (Poeta na ulicy, 1938).
    W latach 30-tych zaangażował się w politykę, wstąpił do Komunistycznej Partii Hiszpanii (Partido Comunista de España), założył czasopismo lewicowe „Octubre”, wziął udział w hiszpańskiej wojnie domowej po stronie komunistów. Po zwycienstwie gen. Franco wyemigrował do Argentyny, gdzie przebywał do 1962 roku, w latach 1962-1977 mieszkał we Włoszech. Do Hiszpanii wrócił w 1977 roku i przez pewien czas był posłem do parlamentu z rekomendacji partii komunistycznej. Na emigracji wydał m. in. tomy poezji: „Entre el clavel y la espada” (Między goździkiem a szpadą, 1941), "Poemas de Punta del Este" (Wiersze z Punta del Este, 1957), „Retornos de lo vivo lejano” (Powroty tego, co żywe, choć dalekie, 1957), „Roma, peligro para caminantes” (Rzym, niebezpieczeństwo dla podróżnych, 1968), „A la pintura" (Do malarstwa, 1968), "Canciones del alto valle del Anienie" (Pieśni z górnej doliny Aniene, 1973) oraz kilka dramatów scenicznych. Poeta dwukrotnie odwiedził Polskę w 1950 i 1955 roku.
    W 1983 roku za całokształt twórczości otrzymał Nagrodę Cervantesa – najwyższe hiszpańskie wyróżnienie literackie. Zmarł w 1999 roku, w swoim rodzinnym portowym mieście El Puerto de Santa María, w prowincji Kadyks. Żył 97 lat.
    Jego wiersze tłumaczyli na polski m. in. Zofia Szleyen, Jan Zych, Jerzy Küh, Irena Kuran-Bogucka. Ukazały się dwa wybory jego poezji: Wiersze wybrane. Wybór
    i tłumaczenie Zofia Szleyen. PIW, Warszawa 1963
    i Chłodna mięta mórz. Wybór i przekład Irena Kuran-Bogucka. Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1986.

    El mar

    El mar. La mar.
    ¿Por qué me trajiste, padre,
    a la ciudad?
    ¿Por qué me desenterraste
    del mar?
    En sueños, la marejada
    me tira del corazón.
    Se lo quisiera llevar.
    Padre, ¿por qué me trajiste
    acá?

    z tomu „Marinero en tierra”, 1924

    przekład Ireny Kuran-Boguckiej pt. „***[Morze. I morze...]
    w temacie Marynistyka


    * * *

    Si mi voz muriera en tierra,
    llevadla al nivel del mar
    y nombradla capitana
    de un blanco bajel de guerra.
    ¡Oh mi voz condecorada
    con la insignia marinera:
    sobre el corazón un ancla
    y sobre el ancla una estrella
    y sobre la estrella el viento
    y sobre el viento la vela!

    z tomu „Marinero en tierra”, 1924

    przekład Ireny Kuran-Boguckiej pt. „***[Gdyby zmarł mój głos na ziemi...]”
    w temacie Marynistyka


    Paraíso perdido

    A través de los siglos,
    por la nada del mundo,
    yo, sin sueñó, buscándote.

    Tras de mí, imperceptible,
    sin rozarme los hombros,
    mi ángel muerto, vigía.

    "¿Adónde el Paraíso,
    sombra, tú que has estado?"
    Pregunta con silencio.

    Ciudades sin respuesta,
    ríos sin habla, cumbres
    sin ecos, mares mudos.

    Nadie lo sabe. Hombres
    fijos, de pie, a la orilla
    parada de las tumbas,

    me ignoran. Aves tristes,
    cantos petrificados,
    en éxtasis el rumbo,

    ciegas. No saben nada.
    Sin sol, vientos antiguos,
    inertes, en las leguas

    por andar, levantándose
    calcinados, cayéndose
    de espaldas, poco dicen.

    Diluidos, sin forma
    la verdad que en sí ocultan,
    huyen de mí los cielos.

    Ya en el fin de la tierra,
    sobre el último filo,
    resbalando los ojos,

    muerta en mí la esperanza,
    ese pórtico verde
    busco en las negras simas.

    ¡Oh boquete de sombras!
    ¡Hervidero del mundo!
    ¡Qué confusión de siglos!

    ¡Atrás, atrás!¡Qué espanto
    de tinieblas sin voces!
    ¡Qué perdida mi alma!

    "Ángel muerto, despierta.
    ¿Dónde estás? Ilumina
    con tu rayo el retorno."

    Silencio. Más silencio.
    Imóviles los pulsos
    del sinfín de la noche.

    ¡Paraíso Perdido!
    Perdido por buscarte,
    yo, sin luz para siempre.

    z tomu "Sobre los ángeles", 1929

    przekład Ireny Kuran-Boguckiej pt. „Raj utracony”
    w temacie Raj, wyspy szczęśliwe, arkadia


    El ángel bueno

    Un año, ya dormido,
    alguien que no esperaba
    se paró en mi ventana.

    "¡Levántate!" Y mis ojos
    vieron plumas y espadas.

    Atrás montes y mares,
    nubes, picos y alas,
    los ocasos, las albas.

    "¡Mírala ahí! Su sueño,
    pendiente de la nada."

    "¡Oh anhelo, fijo mármol,
    fija luz, fijas aguas
    móviles de mi alma!"

    Alguien dijo: "¡Levántate!"
    Y me encontré en tu estancia.

    z tomu "Sobre los ángeles", 1929

    przekład Ireny Kuran-Boguckiej pt. „Anioł dobry”
    w temacie Angelologoa i dal...


    Retornos del amor en los balcones

    Ha llegado ese tiempo en que los años,
    las horas, los minutos, los segundos vividos
    se perfilan de ti, se llenan de nosotros,
    y se hace urgente, se hace necesario,
    para no verlos irse con la muerte,
    fijar en ellos nuestras más dichosas,
    sucesivas imágenes.

    ¿Dónde estás hoy, en dónde te contemplo,
    en qué roca, en qué mar, bajo qué bosque,
    o en qué penumbra de estivales sábanas
    o en qué calientes, nórdicas alcobas?

    Ha pasado la siesta dulce de los azules
    que la ancha isla nos tendió en el sueño.
    Venus casi dormida aún, te asomas
    al íntimo refugio de los barcos
    y toda tú ya cantas como un puerto
    amoroso de velas y de mástiles.

    Tus cabellos tendidos vuelan de los balcones
    a enredarse en la trama delgada de las redes,
    a poner banderines en los palos más altos
    y un concierto de amor en los marinos aires.

    Luego, cuando al poniente retornan silenciosos,
    blancos de sales y alas de gaviotas,
    pongo en tu corazón desnudo mis oídos
    y escucho el mar y aspiro el mar que fluye
    de ti y me embarco hacia la abierta noche.

    z tomu “Retornos de lo vivo lejano”, 1957

    przekład Zofii Szleyen pt. „Powrót miłości na balkonie”
    w temacie Powroty


    Retornos del amor en la noche triste

    Ven, amor mío, ven, en esta noche
    sola y triste de Italia. Son tus hombros
    fuertes y bellos los que necesito.
    Son tus preciosos brazos, la largura
    maciza de tus muslos y ese arranque
    de pierna, esa compacta
    línea que te rodea y te suspende,
    dichoso mar, abierta playa mía.
    żCómo decirte, amor, en esta noche
    solitaria de Génova, escuchando
    el corazón azul del oleaje,
    que eres tú la que vienes por la espuma?
    Bésame, amor, en esta noche triste.
    Te diré las palabras que mis labios,
    de tanto amor, mi amor, no se atrevieron.
    Amor mío, amor mío, es tu cabeza
    de oro tendido junto a mí, su ardiente
    bosque largo de otońo quien me escucha.
    Óyeme, que te llamo. Vida mía,
    sí, vida mía, vida mía sola.
    żDe quién más, de quién más si solamente
    puedo ser yo quien cante a tus oídos:
    vida, vida, mi vida, vida mía?
    żQué soy sin ti, mi amor? Dime qué fuera
    sin ese fuerte y dulce muro blando
    que me da luz cuando me da la sombra,
    sueńo, cuando se escapa de mis ojos.
    Yo no puedo dormir. ĄCuántas auroras,
    oscuras, braceando en las tinieblas,
    sin encontrarte, amor! ĄCuántos amargos
    golpes de sal, sin ti, contra mi boca!
    żDónde estás? żDónde estás? Dime, amor mío.
    żMe escuchas? żNo me sientes
    llegar como una lágrima llamándote,
    por encima del mar, en esta noche?

    z tomu “Retornos de lo vivo lejano”, 1957

    przekład Ireny Kuran-Boguckiej pt. „Powrót miłości
    w smutną noc” w temacie Powroty


    Retornos del amor en las arenas

    Esta mańana, amor, tenemos veinte ańos.
    Van voluntariamente lentas, entrelazándose
    nuestras sombras descalzas camino de los huertos
    que enfrentan los azules de mar con sus verdores.
    Tú todavía eres casi la aparecida,
    la llegada una tarde sin luz entre dos luces,
    cuando el joven sin rumbo de la ciudad prolonga,
    pensativo, a sabiendas el regreso a su casa.
    Tú todavía eres aquella que a mi lado
    vas buscando el declive secreto de las dunas,
    la ladera recóndita de la arena, el oculto
    cańaveral que pone
    cortinas a los ojos marineros del viento.

    Allí estás, allí estoy contra ti, comprobando
    la alta temperatura de las odas felices,
    el corazón del mar ciegamente ascendido,
    muriéndose en pedazos de dulce sal y espumas.
    Todo nos mira alegre, después , por las orillas.
    Los castillos caídos sus almenas levantan,
    las algas nos ofrecen coronas y las velas,
    tendido el vuelo, quieren cantar sobre las torres.

    z tomu “Retornos de lo vivo lejano”, 1957

    dwa przekłady tego wiersza: Jana Zycha pt. „Powrót miłości
    na piaskach” w temacie Powroty oraz Ireny Kuran-Boguckiej
    pt. "Powrót miłości wśród piasków" w temacie Erotyka


    Retornos del amor recien aparécido

    Cuando tu apareciste,
    penaba yo en la entraña más profunda
    de una cueva sin aire y sin salida.
    Braceaba en lo oscuro, agonizando,
    oyendo un estertor que aleteaba
    como el latir de un ave imperceptible.
    Sobre mí derramaste tus cabellos
    y ascendí al sol y vi que eran la aurora
    cubriendo un alto mar de primavera.
    Fue como si llegara al más hermoso
    puerto del mediodía. Se anegaban
    en ti los más lucidos paisajes:
    claros, agudos montes coronados
    de nieve rosa, fuentes escondidas
    en el rizado umbroso de los bosques.
    Yo aprendí a descansar sobre tus hombros
    y a descender por ríos y laderas,
    a entrelazarme en las tendidas ramas
    y a hacer del sueño mi más dulce muerte.
    Arcos me abriste y mis floridos años
    recién subidos a la luz, yacieron
    bajo el amor de tu apretada sombra,
    sacando el corazón al viento libre
    y ajustándolo al verde son del tuyo.
    Ya iba a dormir, ya a despertar sabiendo
    que no penaba en una cueva oscura,
    braceando sin aire y sin salida.
    Porque habías al fin aparecido.

    z tomu “Retornos de lo vivo lejano”, 1957

    przekład Jerzego Kühna pt. „Powrót miłości
    świeżo objawionej” w temacie Powroty


    Retornos del amor tal como era

    Eras en aquel tiempo rubia y grande,
    sólida espuma ardiente y levantada
    Parecías un cuerpo desprendido
    de los centros del sol, abandonado
    por un golpe de mar en las arenas.

    Todo era fuego en aquel tiempo. Ardía
    la playa en tu contorno. A rutilantes
    vidrios de voz quedaban reducidos
    las algas, los moluscos y las piedras
    que el oleaje contra ti mandaba.
    Todo era fuego, exhalación, latido
    de onda caliente en ti. Si era una mano
    la atrevida o los labios, ciegas ascuas,
    voladoras, silbaban por el aire.
    Tiempo abrasado, sueño consumido.

    Yo me volqué en tu espuma en aquel tiempo.

    z tomu “Retornos de lo vivo lejano”, 1957

    przekład Ireny Kuran-Boguckiej pt. „Powrót miłości takiej,
    jaką była” w temacie Erotyka


    Inne wiersze Rafaela Albertiego w tematach:
    Angelologia i dal..., s. 6, s. 7, Motyw kamienia, Metamorfozy, Poezjomalowanie...,
    W wynajętych pokojach, Lekcja geografii..., Marynistyka, Między bogactwem
    a ubóstwem
    , Poeci poetom, Cóż jest piękniejszego niż (wysokie) drzewa...,
    Chodzę lasem..., W świecie baśni, legend i mitów, Kwiaty, Cisza w poezji,
    Błędne koła rowerów..., Poezja i malarstwo, Latarnie - symbolika i poetyckie
    konteksty
    , Ogród przedziwny, Obraz Madonny w poezji, Poezja kolei żelaznych,
    Mosty w poezji, Blaski i cienie małżeństwa, Cztery żywioły, Fontanna - co poetów
    i kochanków skłania do zadumy...
    , Zaśpiewam ci pieśń
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 17.09.10 o godzinie 07:01



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Raj, wyspy szczęśliwe, arkadia
    28.02.2010, 12:58

    Rafael Alberti

    Raj utracony


    Poprzez tyle stuleci,
    bez snu, przez nicość świata,
    ja, ciebie szukający.

    Za mną, niedostrzegalny,
    nie musnąwszy mi ramion,
    mój anioł martwy czuwa.

    - Gdzie raj? Gdzie raj, o cieniu,
    ty, który niegdyś byłeś? –
    milczeniem cisz mnie pyta.

    Miasta bez odpowiedzi,
    rzeki bez słów, gór szczyty
    bez echa, morza nieme.

    I nikt nie wie. W bezruchu
    ludzie, stojąc na brzegu
    grobów znieruchomiałym,

    nie poznają mnie. Ptaki,
    w kamień zmienione pieśni,
    wznoszące się na oślep

    w ekstazie. Nic nie wiedzą.
    Bez słońca, wiatry bierne,
    przez mil tysiące gnane,

    wzlatujące w powietrze,
    by ciężko na wznak upaść,
    zwapniałe, mało mówią.

    Rozcieńczone, zatarłszy
    prawdę, co w nich się kryje,
    uciekają w niebiosa.

    Na samym krańcu Ziemi,
    poprzez krawędź ostatnią
    zsuwają się me oczy,

    by portyku zieleni,
    nadziei zmarłej we mnie,
    szukać w czarnych otchłaniach.

    O ty, bukiecie cieni,
    kipiący kotle świata,
    jakiż stuleci zamęt!

    W tył! Cofnijmy się! Groza
    tych ciemności bez głosu!
    Duszo moja stracona.

    Zbudź się, aniele martwy!
    Gdzieś ty? twoim promieniem
    oświeć drogę odwrotu.

    Cisza. I więcej ciszy.
    Znieruchomiałe tętno
    bezkresu nocy czarnej.

    O Raju utracony!
    Żem cię szukał, jam w mrokach
    dziś zgubiony na wieki.

    tłum. Irena Kuran-Boguck

    w wersji oryginalnej pt. „Paraíso perdido”
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 28.02.10 o godzinie 16:29



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Cisza w poezji
    28.02.2010, 11:18

    Rafael Alberti*

    Ballada o straszliwej ciszy


    Tu, kiedy zamiera wiatr,
    mdleją bezsilne słowa.
    Już nic nie mówi wiatrak.
    Już nic mówią konie.
    Już nic nie mówią owce.
    Kończy się drzew rozmowa.

    Cichnie niebo.
    Rzeka cichnie.
    Cichnie benteveo.
    Zielona papuga cichnie.
    I słońce w górze cichnie.

    Cichnie hornero.
    I drozd cichnie.
    Cichnie jaszczurka.
    Cichnie iguana.
    Żmija cichnie.
    I cichną cienie niskie.

    Zielony parów cichnie.
    Cichną w krąg rozlewiska.
    I, chociaż nie cichnie nigdy,
    cichnie synogarlica.

    Lecz człowiek, wiecznie milczący,
    wtedy, z trwogi, mówić zaczyna.

    1957

    tłum. z hiszpańskiego Irena Kuran-Bogucka

    notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 18.03.14 o godzinie 07:09



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie W świecie baśni, legend i mitów
    28.02.2010, 10:25

    Rafael Alberti*

    Padał deszcz, padał, padał...


    Dla Anette
    w całym wdzięku jej młodości


    Padał deszcz, padał, padał, jak w jesieni
    pada w lasach nad morzem. Tego popołudnia
    nie było w lesie nic, nic oprócz wody,
    która zachłannie wbiegając pomiędzy
    liście, spijała ziemię.
    Wśród mokrych cieni, łagodne, maleńkie,
    wpół wychylały się blade korony
    małe, dziecinne grzyby zadumane.
    Znieruchomiałe, drzewa były tylko
    samymi pniami śpiącymi. Dziewczyna
    spokojnie lasem niemym przechodziła.
    Nagle dostrzegło ją drzewo. Gałęzie
    w dół zbiegły chciwie, pożądliwie... Nigdy
    nikt już nie poszedł do tamtego lasu.

    1957

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 28.02.10 o godzinie 17:01



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Chodzę lasem, zostawiam nie ślady, lecz tropy...
    28.02.2010, 10:23

    Rafael Alberti*

    Las jest ogromny i samotny...


    Las jest ogromny i samotny. Żyje
    jakby zamknięty w wielkim statku ciszy,
    czasami tylko z lekka poruszanej
    przez ciszę jego własnego listowia.
    Nie wie, że w górze, ponad nim, jest niebo,
    że je podpiera swymi milczącymi
    pni ciemnych wierzchołkami.
    Jego blask dziwny sam z siebie się rodzi.
    A zamieszkuje go, czarny i niemy,
    sam jeden koń, co czasem
    zapuszcza oczy w głąb lasu i myśli:
    - Jaką dziś drogą pójdzie ten koń, który
    zamieszkuje sam jeden,
    czarny i niemy, w lesie?

    1957

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 28.02.10 o godzinie 17:00



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Cóż jest piękniejszego niż (wysokie) drzewa...
    28.02.2010, 10:06

    Rafael Alberti*

    Wykarczowano drzewo...


    Wykarczowano drzewo. Jeszcze dzisiaj rano
    powiew i słońce i przeróżne ptaki
    mogły je pieścić serdecznie. A było
    młode, radosne, szczere i strzeliste,
    z jasnym, wyraźnym powołaniem w niebo
    i z gwiazd promiennych wysoką przyszłością.
    Oto wieczorem leży, niby dziecko
    ze swej kołyski wyrzucone. Nogi
    wątłe złamane, opuszczona głowa,
    wszystko po ziemi smutno rozsypane,
    już rozpada się w liście,
    w płacz, wciąż zielony, ale w płacz jedynie.
    Wyjdę dziś w nocy – kiedy nikt nie będzie
    mógł patrzeć na nie, gdy zostanie samo –
    aby mu oczy zamknąć i zaśpiewać
    tę samą piosenkę, którą tego ranka
    przelatujący wiatr mu szeptem nucił.

    1957

    tłum. z hiszpańskiego Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 15.03.14 o godzinie 06:35



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poeci poetom
    28.02.2010, 09:51

    Rafael Alberti*

    Elegia dla poety, który nie miał własnej śmierci

    (Federico García Lorca)

    Nie miałeś swojej śmierci, tobie przeznaczonej.
    Zabłądziła po drodze umyślnie, nikczemnie.
    Dokąd idziesz? – krzyczałem co sił, zatrwożony,
    los chcąc powstrzymać daremnie.

    Niech śmierć moja się zbudzi! Wstanie jak najwcześniej!
    Przeczucie drży na dachach, ulicach, tarasach.
    Za wszelką cenę rzeka woła do przedmieści,
    ciemność za wszelką cenę do wiatru się zwraca.

    Nie wiedziałem, wysp więzień, że śmierć twoja ciebie
    zapominając, mojej wolną rękę dała.
    Jakiż ból, ból, żem widział, ból, że widzę ciebie
    takiego, jakim byłbym, gdyby mnie spotkała!

    Powinieneś był umrzeć nie kryjąc twej sławy
    tą grozą, która w oczach po salwie śmiertelnej
    trwa, wobec krwi własnej, co pamięć ci dławi,
    i kwiat, i serce wolne od tych kul tak celnych.

    Lecz skoro śmierć ma zmarła, twoja mi została;
    jeśli przez długie, piękne lata będzie żywa,
    postaram się zasłużyć na nią, by oddała
    ziemi blask jej należny, skończonego żniwa.

    1939

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 28.02.10 o godzinie 16:47



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Między bogactwem a ubóstwem
    28.02.2010, 09:36

    Rafael Alberti*

    Dzieci z Estremadury


    Dzieci z Estremadury
    chodzą boso.
    Kto zrabował im buty?

    Rani je mróz i upał.
    Kto ubrania im ukradł?

    Słota
    łóżka i sen im zalewa.
    Kto dach znad głowy im zerwał?

    Nie wiedzą
    jak gwiazdy mają na imię.
    Kto szkoły zamknął przed nimi?

    Dzieci z Estremadury
    są poważne.
    Kto je ograbił z zabawek?

    1938

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 28.02.10 o godzinie 16:46



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Marynistyka
    28.02.2010, 09:08

    Rafael Alberti

    * * *


    Morze. I morze.
    Morze. Nic prócz morza!

    Czemu mnie, ojcze, przywiozłeś
    do miasta?

    W snach przypływ morza narasta
    i sercem moim szamoce.
    Pragnie je zabrać ze sobą.

    Czemu przywiozłeś mnie tutaj,
    ojcze?

    w wersji oryginalnej pt. „***[El mar. La mar...]”
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska


    Z pełnego morza

    Serce żaglowne! Po cóż mi łodzie?
    Pójdę do portu po morskiej wodzie.

    Pod niebem z saletry słodycz
    niepojęta słonej wody.
    Nie chcę sandałów! Niech boso
    przyjazne fale mnie niosą.

    Serce żaglowne! Po cóż mi łodzie?
    Do portu pieszo pójdę po wodzie.

    Dziewczę, co idzie nad morze

    Dziewczę, co idzie nad morze,
    jaką białą ma spódnicę!

    Ach, niechże jej atramentem
    nie splamią kałamarnice!

    Jak białe ręce masz, dziewczę,
    co idąc, nie wzdychasz smętnie!

    Ach, niechże ci się nie splamią
    kałamarnic atramentem!

    Jak jasne serce masz, dziewczę,
    jasne spojrzenie i lica!

    Ach, niech ci ich atramentem
    nie splami kałamarcica!

    * * *

    Wspomnij mnie na pełnym morzu,
    miła, kiedy bezpowrotnie
    w dal odpłyniesz.

    Kiedy w żagiel wbiją szpony,
    miła, sztormy zimne.

    Gdy nieruchomy kapitan
    czuwać będzie pilnie.

    Kiedy telegraf bez drutu
    bezradnie umilknie.

    Gdy wzburzona toń zagarnie,
    miła, maszty silne.

    Gdy zostaniesz już syreną,
    miła, w mórz głębinie.

    Jaka radość!

    Wiatr południowy przez step wieje,
    zmieniając go w morze.

    Jaka radość!
    Już ukazuje się morze!

    Jaka radość!
    Już wkrótce żeglować mogę!

    Jaka radość!
    Wnet mój marynarski sen
    - jaka radość! – ruszy w drogę!

    * * *

    Gdyby zmarł mój głos na ziemi,
    znieście go nad morza fale
    i zostawcie tuż nad nimi.

    Znieście go nad morza pianę
    i na wojennym okręcie
    zamianujcie kapitanem.

    Marynarskie odznaczenia
    będzie miał mój głos nie lada:
    serce, nad sercem kotwica,
    nad kotwicą srebrna gwiazda,
    nad gwiazdą świeży wiatr morski,
    a nad wiatrem – płótno żagla.

    w wersji oryginalnej pt. „***[Si mi voz muriera en tierra...]”
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska

    z tomu „Marynarz na lądzie”, 1924

    tłum. Irena Kuran-Bogucka



    Obrazek
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 28.02.10 o godzinie 16:27



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Lekcja geografii: mapy, atlasy, globusy w poezji
    28.02.2010, 08:50

    Rafael Alberti*

    Elegia


    Dziewczyna, siedząca róża.
    Na jej spódnicy fałdach
    jak kwiat
    otwarty atlas.

    Z mego balkonu na górze
    jakżem śledził jej podróże!

    Okręcik o białych żaglach,
    jej palec, z Wysp Kanaryjskich
    na Morze Czarne wiatr zagnał.

    Stojąc na moim balkonie,
    jakżem patrzał, jak tam tonie!

    Dziewczyna, siedząca róża.
    Na jej spódnicy fałdach
    jak kwiat
    zamknięty atlas.

    Poprzez morze wieczorne
    płyną płacząc obłoki,
    atole krwi czerwone.

    1924

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 28.02.10 o godzinie 16:58



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie W wynajętych pokojach
    28.02.2010, 08:48

    Rafael Alberti*

    Balkon z Guadarramy


    Hotel o wargach zaciętych
    i o spuszczonych powiekach,
    strzeżony przez granie świerszczy
    i z lekka
    wstrząsany przez pociągów
    lamenty.

    Pociągi. Pociąg o pierwszej,
    o drugiej... Ten, co przejeżdża
    w kierunku nadmorskich plaż,
    serce me z sobą zabiera.

    Popija, tęskniąc za morzem,
    moja narzeczona piwo
    w restauracyjnym wagonie.

    Prześlizguje się księżyc
    samotny po górskich szczytach.
    Świetlik pociągu na wylot
    przewierca jaru urwiska.

    A moja narzeczona,
    niepomna na mnie w tej chwili
    marzy o szaroperłowej
    dalekiej plaży Sardynii.

    1924

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 11.03.10 o godzinie 12:37



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezjomalowanie. Poezja kolorów — kolory poezji
    27.02.2010, 18:27

    Rafael Alberti*

    Błękit


    1
    Aż przybył błękit. I swój czas namalował.

    2
    Ile błękitów zrodziło Śródziemnomorze?

    3
    Wenus, matka morza z błękitów.

    4
    Błękit Greków spoczywa
    jak bóg antyczny, wsparty na kolumnach.

    5
    Lekki, subtelny błękit Wieków Średnich.

    6
    Dziewiczy błękit przyniosła Madonna:
    błękit maryjny, błękit Matki Bożej.

    7
    Zstąpiła na paletę jego, przynosząca
    z niebios lazury najbardziej tajemne.
    On swe błękity malował na klęczkach.
    Chrzcząc go błękitem, dały mu anioły
    imię: Beato Lazur Angelico.

    8
    Są palety niebiańskie niby skrzydła
    zstępujące z bieli obłoków.

    9
    Błękity Italii,
    błękity Hiszpanii,
    błękity Francji...

    10
    Rafael miał skrzydła.
    I Perugino też miał skrzydła, które
    kiedy malował, błękit rozsiewały.

    11
    Pędzel piórem się staje,
    o błękicie indygo, gdy tobą się bawi.

    12
    Błękitnego Tycjana Wenecja ze złota.

    13
    Rzym z błękitów Poussina pomiędzy piniami.

    14
    Zatruwam się błękitem czystym Tintoretta.

    15
    El Greco - błękit siarki, fosfor i alkohol.
    Trujący błękit grynszpanu El Greca.

    16
    Mam na palecie Velasqueza inne,
    odmienne imię: zwę się Guadarrama.

    17
    Kiedy się wiję wśród ciał z perłowej masy,
    noszę radosne imię: błękit rubensowskiej weny.

    18
    O jezior zaraniu świtam
    błękitem świetlistym, który powtarzają
    echa wśród cienia: błękit Patiniera.

    19
    Jest u Murilla błękit Niepokalanej,
    prekursor lśnienia brylantowych chromów.

    20
    I Tiepolo dał błękit swojemu stuleciu.

    21
    Jestem przepaską, wstążką leciuteńką,
    ja, błękit Goyi rozcieńczony, wiotki.

    23
    Wybuchy lazurów w alegoriach.

    24
    W błękicie Maneta oddzwaniają echa
    hiszpańskich błękitów w dali.

    25
    Jestem błękitniejącym cieniem,
    jasną sylwetką kształtów twego ciała.
    Dla starych oczu gorszącym skandalem.

    27
    I Baleary dały swój błękit Malarstwu.

    28
    Morze się czasem wdziera na paletę
    malarza i na niej kładzie
    błękitne niebo, dane tylko pod sekretem.

    29
    Cień błękitniejszy jest, kiedy to ciało,
    które go rzuca, całkiem już zniknęło.

    30
    Choćby błękitu nie było w obrazie,
    on jak klosz obraz okrywa.

    1968

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 28.02.10 o godzinie 16:56



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Metamorfozy
    27.02.2010, 16:00

    Rafael Alberti*

    Metamorfozy goździka
    (fragm.)

    Dla Richarda Molinari
    Goździk pociechą jest słodką

    Góngora

    1

    W najmłodszych moich latach nad rzeką i nad morzem
    chciałem być koniem.

    Gnały wichry i klacze po brzegach przez sitowie.
    Chciałem być koniem.

    Niebo z gwiazd omiatały ich ogony wzniesione.
    Chciałem być koniem.

    Słuchaj, matko, jak dudni plaża pod mym galopem.
    Chciałem być koniem.

    Już od jutra, o matko, zamieszkam tuż przy wodzie.
    Chciałem być koniem.

    Na samym dnie sypiało dziewczątko czworonogie.
    Chciałem być koniem.

    2

    Ogon był zielony.
    spoglądała nań Lola spoza fali zielonej.

    Lola była falą.
    Ogon na nią spoglądał, aż makiem się spłonił.

    I ogon przez fale
    przepływał powoli,
    od fali do Loli,
    zielony, makowy,
    makowy, zielony.

    3

    Raz goździk udał się w podróż.
    goździk w podróży wciąż bawi:
    piersią zwrócony do brzegu,
    a w stronę morza nogami.

    Raz goździk udał się w podróż,
    goździk się rozbił na fali.

    Co będzie, a co nie będzie?
    Czerwony był, a jest biały.

    4

    Odszedłem.
    Ostrygi są zamknięte.
    Tamta ślepa woń piany
    do dziś mnie pamięta.

    Ciągle mnie szukała.

    Odszedłem.
    Oto wyciskam cytryny
    do słonej wody na talerz.
    Do dziś ciebie pamiętam.
    Wciąż cię spotykałem.

    Odszedłem
    Ostrygi wciąż są zamknięte.

    5

    Co kryje się w mojej dłoni?
    (Niechaj ci w muszlę się zmieni.)

    Co Co kryje się w mojej dłoni?
    (Niech ci się drzewem zieleni.)

    Co kryje się w mojej dłoni?
    (Niech ci się w liście zamieni.)

    Co kryje się w mojej dłoni?
    (Niech kwiatem nardu się bieli.)

    1941

    tłum. z hiszpańskiego Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 19.03.14 o godzinie 00:58



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Powroty
    26.02.2010, 22:53

    Rafael Alberti

    Powrót miłości na balkonie


    Nadszedł czas taki, że lata minione,
    Godziny, minuty, sekundy przeżyte
    Przybierają twój profil i nami się sycą;
    Wtedy staje się rzeczą pilną i potrzebą,
    By nie ujrzeć, jak razem ze śmiercią odchodzą,
    Utrwalić w nich nasze szczęśliwe, bez skazy,
    Jedne po drugich, obrazy.

    Gdzie jesteś dzisiaj, gdzie mam cię oglądać,
    Na jakiej skale, nad morzem jakim, w jakim lesie,
    Czy w cieniu na letniej polanie,
    Czy w północnej alkowie ogrzanej?

    Minął rozkoszny spoczynek w lazurach,
    Które nam rozświetliła we śnie wielka wyspa.
    Jeszcze, półsenna Wenus, ty się chylisz
    Ku zacisznym schronieniom statków morskich
    I całą sobą śpiewasz jak zatoka
    W żaglach zakochana i w masztach okrętów.

    Powiewają włosy twoje na balkonie,
    By się wplątać między wątłe sieci oka,
    By zatknąć chorągiewki na najwyższych drzewcach,
    Zagrać koncert miłości na nadmorskich wiatrach.

    Później, gdy o zachodzie powracają ciche,
    Ubielone solą i skrzydłami mewy,
    Ucho ci do serca przykładam nagiego,
    Morze w nim słysząc oddycham twym morzem
    I odpływam ku otwartej nocy.

    tłum. Zofia Szleyen

    Powrót miłości w smutną noc

    Przyjdź, miła moja, przyjdź w tę noc samotną,
    smutną noc włoską. Twoje barki piękne
    i silne tym są, czego mi potrzeba.
    I twe wspaniałe ramiona, ud twoich
    masywna długość, nogi ruch gwałtowny
    i ta, co cię otacza,
    a zarazem unosi, linia zwarta, płynna,
    o morze szczęścia, o plażo otwarta.
    Jak ci powiedzieć, miła, że w samotną
    noc genueńską, gdy słychać, jak bije
    błękitne serce przypływu, ty jesteś
    tą, co nadchodzi poprzez morską pianę?
    W tę noc tak smutną, pocałuj mnie, miła.
    Powiem, ci miła, te słowa, na które
    z miłości ustom nie stało odwagi.
    Miła ma, miła, twoja głowa ze złota
    leżąca przy mnie, cała w rozjarzonych
    lasach jesiennych, to ona mnie słucha.
    Usłysz mnie, wołam, tyś jest moim życiem,
    tak, życiem moim, mym życiem jedynym.
    Czyjże, czyj inny, mógłbym być ja, który
    tylko dla twoich uszu śpiewam: miła,
    moja kochana, ukochana moja.
    Czym jestem, miła, bez ciebie? Czym byłbym
    bez tego muru co – mocny a czuły –
    światło mi daje, cień dając zarazem
    i sen mi zsyła, chociaż sen odbiera.
    Ja spać nie mogę. O ileż to razy
    ciemne jutrzenki mrok rozdzierające
    ciebie, o miła, nie mogły napotkać.
    Ile zgrzywionych fal, bez ciebie gorzkich,
    solą zaciekle biło w moje usta.
    Gdzieś ty? Gdzie jesteś miła? Czy mnie słuchasz?
    Czy mnie nie słyszysz, miła,
    jak łzą powracam, aby ciebie wołać,
    by poprzez morze wzywać cię tej nocy?

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    Powroty miłości na piaskach

    Tego ranka, kochanie, mamy dwadzieścia lat.
    Lekko idą, powolne, splatając się,
    nasze bose cienie drogą wśród ogrodów,
    które błękitom morskim przeciwstawiają swe zielenie.
    Ty ciągle jesteś jak objawienie,
    nadchodzące w ciemny wieczór światło,
    kiedy chłopak klucząc za miastem odwleka
    rozmyślnie, zamyślony, swój powrót do domu.
    Ty ciągle jesteś ta, która przy mnie
    idzie szukając sekretnej pochyłości na wydmach,
    ukrytego zbocza piasku, tajemnego
    trzcinowego gąszczu, który stawia
    zasłony przed oczami żeglarskimi wiatru.

    Tam jesteś, tam jestem naprzeciwko ciebie, sprawdzając
    wysoką temperaturę fal szczęśliwych,
    serce morza, które wzeszło w oślepieniu,
    umierające w okruchach słodkiej soli i pianach.
    Wszystko na nas patrzy później radosne na brzegach.
    Zamki w ruiny rozpadłe swe blanki dźwigają,
    wodorosty w darze dają nam wieńce, a żagle,
    nabrawszy lotności, chcą śpiewać ponad wieżami.
    Tego ranka, kochanie, mamy dwadzieścia lat.

    tłum. Jan Zych

    inne tłumaczenie Ireny Kuran-Boguckiej pt. "Powrót miłości
    wśród piasków" w temacie Erotyka


    Powrót miłości świeżo objawionej

    Kiedy się pojawiłaś,
    cierpiałem we wnętrzu najgłębszej jaskini,
    jaskini bez wyjścia, bez powietrza.
    I tak konając miotałem się w ciemnościach,
    słuchałem rzężenia, które trzepotało
    jak bicie skrzydeł ukrytego ptaka.
    Rozsypałaś nade mną swoje włosy
    i wzniosłem się ku słońcu, ujrzałem, że były zorzą,
    co nad morzem otwartym na wiosnę się ściele.
    To było tak, jakbym przybył do najpiękniejszej
    przystani południa. Tonęły w tobie
    krajobrazy, te najbardziej lśniące:
    przejrzyste, ostre góry w różowych
    koronach ze śniegu i źródła
    w kędzierzawych cieniach lasów ukryte.
    Nauczyłem się odpoczywać na grzbietach gór
    i w dół spływać rzekami i zboczami,
    i długimi gałęziami drzew się oplatać,
    i sen przemieniać w przenajsłodszą śmierć.
    Otwarłaś mi drzwi lasu i moje lata młode,
    świeżo wydobyte na światło, leżały
    pod pieszczotą twojego gęstego cienia,
    poddając pod wiatr wolny serce
    i jego rytm równając z bujnym rytmem twojego.
    Już mogłem spać spokojnie i wstawać mogłem wiedząc,
    że już nie miotam się cierpiąc w tej ciemnej jaskini,
    w jaskini bez wyjścia, bez powietrza.
    Bo ty się nareszcie pojawiłaś.

    tłum. Jerzy Kühn

    wszystkie wiersze w wersji oryginalnej
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 17.03.10 o godzinie 10:22



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Angelologia i dal..., czyli motyw anioła w poezji
    26.02.2010, 21:52

    Rafael Alberti*

    Anioł dobry


    Gdym spał któregoś roku,
    ujrzałem zaskoczony,
    że ktoś w mym oknie stoi.

    - Wstań – Pióra, szpady, miecze
    zaświeciły w me oczy.

    Z tyłu góry i morza,
    chmury, skrzydła i dzioby,
    jutrzenki i zachody.

    O Popatrz tam. Sen zobaczysz,
    zwisający z nicości.

    - Tchu! Zastygłe w bezruchu
    marmur, światło i wody
    mej duszy rzek ruchomych.

    Wstań! Ktoś do mnie powiedział.
    I otom w domu twoim.

    w wersji oryginalnej pt. „El ángel bueno”
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska


    Anioł anielski

    I morze poszło, i dało mu imię,
    od wiatru dostał nazwisko,
    a ciało od obłoków,
    od ognia duszę. To wszystko.

    Od ziemi nic.
    To królestwo ruchome,
    nad którym sto orłów zawisło,
    nie zna go, nie pozna.

    Nigdy kształt jego cienia
    w ludzką nie zmieni się postać.

    Anioł nierozpoznany

    Nostalgia archaniołów.
    Ja byłem...
    Spójrzcie wreszcie.

    Ubranie z tego padołu,
    nie widać moich skrzydeł.
    Nikt mnie tu nie pamięta.
    Nie wiedzą, jaki byłem.

    Któż poznaje mnie w mieście?
    Zamiast sandałów trzewiki.
    Spodnie z anielskim żakietem
    zamiast tuniki.
    Powiedzcie mi, kim jestem?

    A przecież byłem, wierzcie...

    Spójrzcie wreszcie...

    Anioł tajemniczy

    Sen bez latarni, wilgoć zapomnienia,
    podeptane nogami imienia i cienia.
    Nie wiem , przez wiele imion, czy jednym imieniem,
    albo czy przez cień jeden, czy przez liczne cienie.
    To mi objawicie.

    Wiem, że mieszkają w studniach głosy chłodne,
    lecz czy z jednego ciała, czy z wielu pochodne,
    czy to głosy dusz licznych, czy duszy samotnej,
    nie wiem.
    To mi wyjaśnij.

    Że sam, bez jeźdźca, pędzi koń spłoszony, który
    swą dawną amazonkę wlecze poprzez mury.
    Że po zaułkach krzyczy trup zaciekle,
    którego ja zbudziłem, kiedy spał w zwierciadle,
    że ja, niemy, do niego rzekłem...
    Nie wiem.

    Chcę wiedzieć, jaśniej.

    Anioł piasku

    Zaiste w twoich oczach morze było dwojgiem śledzących mnie dzieci,
    zastraszonych przez sidła i przez słowa gniewne.
    To dwoje straszliwych, wygnanych z nieba dzieci nocy,
    których dzieciństwo było korsarstwem okrętów, zbrodnią słońc i księżyców.
    Uśnij więc. Zamknij oczy.

    I ujrzałem, że morze prawdziwe, to nagi chłopiec, który w podskokach biegnie,
    by mnie na ucztę z gwiazd i spoczynek wśród wodorostów zaprosić.
    Tak! O tak! Już moje życie miało być, już niemal było oderwanym brzegiem.
    Lecz wtedy ty, zbudzony, wchłonąłeś mnie w swoje oczy.

    z tomu „O aniołach", 1929

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 17.03.10 o godzinie 09:19



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie O przemijaniu...
    26.02.2010, 16:22

    Trzej muszkieterowie w parku miejskim

    Tak jak u Dumasa trzej są
    tylko z nazwy czwarty przygalopował
    na damskim rowerze
    usiedli na ławce jak co dzień na skraju
    miejskiego parku aby mieć lepszy
    widok na ulicę
    jeden karłowaty dyndnał w powietrzu
    nóżkami krasnala
    drugi dziobaty z pomarszczoną twarzą
    kobiety po przejściach trzeci
    bez nóg zrośnięty
    z wózkiem inwalidzkim czwarty
    najbardziej rosły
    to jeździec starej odrapanej damki
    z wiklinowym koszykiem na kierownicy
    kawalerowie zestarzeli się nieco
    od czasów kiedy służyli wiernie swojemu
    królowi i ojczyźnie
    na ziemistych twarzach czas wyrył
    ich pełne przygód życie
    bohaterskie czyny honorowe pojedynki
    płomienne miłości wesołe
    hulanki alkoholowe
    dziś pozostało trochę wspomnień
    niespełnionych marzeń
    ubarwionych
    wydmuchiwanych powoli z namaszczeniem
    z głębi piersi
    szarożółtym dymem tanich papierosówRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 26.02.10 o godzinie 23:23



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie POEZJA w temacie Nasze wiersze
    26.02.2010, 09:24

    Muflony

    W szarości odchodzącego dnia
    w ciszy opadłej
    miękko na podgórskie pola
    stały nieruchomo
    jak figurki wyrzeźbione
    w bożonarodzeniowej szopce
    w grupce
    jak święta rodzina
    patrzyły na mnie uważnie
    z oddali
    i ja im się przyglądałem
    zauroczony
    ich pięknem wkomponowanym
    w tę zmarzniętą szaro-białą
    ciszę
    brunatno-czarne plamki
    na nieśmiałym śniegu.

    28. 12. 2008

    Żegnajcie muflony

    Las uśpiony
    w srebrnym szronie białych
    płatkach ciszy bezbronny
    i ufny ostoja
    spokoju rozcina krzyk
    przeraźliwy
    ryk jęk skowyt wołanie
    o pomoc
    nisko nad drzewami
    śmierć przeleciała jak pies
    dziki bezdomny
    idę po tropach swych braci
    wbijam w nozdrza
    ostrą woń ciepłej krwi
    widzę paśnik
    rozszarpane na strzępy
    ciała muflonów
    drgają w ostatnich konwulsjach
    samice ciężarne i
    młode zagryzione na oczach
    swych matek
    samce silniejsze zdołały
    uciec
    kilka wychudzonych kundli
    z rozjuszonej watahy kończy
    krwawą ucztę
    nażarte leniwe nie są agresywne
    nie zwracają na nic uwagi
    bez cienia skruchy
    wstydu i żalu
    krwią świeżą wpisane
    w księgę
    bezwzględnych praw przyrody

    25. 02. 2010

    W czasie tegorocznej zimy w Górach Sowich odnaleziono już blisko 40 martwych muflonów, z populacji ok. 200 sztuk, w większości ciężarne samice, które zostały zagryzione przez sfory wałęsających się psów. Muflony sprowadzono tu 100 lat temu z Korsyki. Nie są one przystosowane do warunków ostrej zimy. Ich stosunkowo wątłe i krótkie nogi zapadają się w zaspy śnieżne w czasie wędrówek po lasach i polach w poszukiwaniu pożywienia. Zwierzęta te są znacznie wolniejsze w ucieczce niż sarny i jelenie, stając się łatwym łupem
    dla bezpańskich psów.


    Obrazek
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 26.02.10 o godzinie 09:40



    Zgłoś | Cytuj

Wyślij zaproszenie do