Ryszard Mierzejewski

offline

Ryszard Mierzejewski

poeta i tłumacz, wolny ptak

Wypowiedzi

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie A może w języku Goethego?
    9.03.2010, 15:39


    Obrazek
    Peter Maiwald (1946-2008) – poeta niemiecki. Studiował germanistykę, teatrologię
    i socjologię na uniwersytecie w Monachium. Studiów jednak nie skończył. Od 1985 roku mieszkał w Düsseldorfie, gdzie poświęcił się pracy literackiej i dziennikarskiej. Był redaktorem „Frankfurter Allgemeine Zeitung“, współpracował z radiem. Obok poezji, pisał też teksty piosenek i słuchowiska radiowe. Był członkiem Związku Pisarzy Niemieckich i laureatem wielu nagród za twórczość poetycką. Zmarł w wieku 62 lat,
    po długiej i ciężkiej chorobie. Opublikował m. in. „Antwort hierzulande“ (1976), „Balladen von Samstag auf Sonntag“ (1984), „Guter Dinge“(1987), „Springinsfeld“ (1992), „Wortkino“ (1993), „Lebenszeichen“ (1997), „Die Mammutmaus sieht wie ein Mammut aus“ (2006).

    Man hört auf mich!

    Ich habe gesagt: Wolken:
    bedeckt die Geliebte
    wenn ihr die Sonne zu heiß wird.
    Fluß: teil dich, wenn sie ans Ufer kommt.
    Häuser: nehmt sie auf, wenn sie ermüdet
    und Tische: laßt sie zu.
    Wiesen: bindet ihr einen Strauß
    und Vögel: singt ihr ein Lied,
    wenn sie erwacht. Steine:
    geht aus dem Weg, den sie nimmt
    und Berge: versetzt euch, wenn nötig.
    Meere: tragt ihren Körper zu den Kontinenten.
    Städte: seid freundlich.
    Menschen: liebt, die ich liebe.
    Ich habe das gesagt. Nun geh.
    Hab keine Angst. Man hört auf mich.

    przekład Jana Koprowskiego pt. „Będę wysłuchany”
    w temacie Miłość


    Die Liebenden

    Was hast du, Anna?
    Du atmest so sehr.
    Aber nein, Liebster.
    Ich komme vom Kaufen.
    Es war viel zu laufen.
    Es ist die Tasche, Liebster.
    Es ist die Tasche
    schwer.

    Was hast du, Anna?
    Die Hand ist so kalt.
    Aber nein, Liebster.
    Es ist nur das Wetter.
    Es fallen die Blätter.
    Es ist der Winter, Liebster.
    Es ist der Winter
    bald.

    Was hast du, Anna?
    Dein Haar ist so grau.
    Aber nein, Liebster.
    Ich backe nur Kuchen.
    Ich backe nur Kuchen.
    Es ist das Mehr, Liebster.
    Es ist das Mehl
    schau.

    przekład Wandy Markowskiej pt. „Kochająca się para”
    w temacie Blaski i cienie małżeństwa


    Ich war hungrig

    Ich war hungrig,
    aber deinTisch war leer.
    Ich war arm,
    aber du schriest nach mehr.

    Ich war müde,
    aber du sprangst zum Tanz.
    Ich teilte,
    aber du sagtest: ganz!

    Ich ging nach Osten,
    und im Süden warst du.
    Ich suchte dich lange
    und verlor dich im Nu.

    przekład Wandy Markowskiej pt. „Byłem głodny”
    w temacie Schyłek miłości ...

    Inne wiersze Petera Maiwalda w temacie Zaśpiewam ci pieśń
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 09.03.10 o godzinie 15:45



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poeci poetom
    8.03.2010, 15:45

    Poeta nie jest sam

                            Tadkowi Żurawkowi

    Kiedy spotykam na ulicy
    przyjaciela poetę
    nie jest sam prowadzi pod rękę
    wierną towarzyszkę życia
    nie zostawia jej nigdy
    jest dla niej
    czuły wyrozumiały opiekuńczy
    nie każe jej
    dźwigać zakupów ani innych
    ciężarów
    nie ujeżdża jej brutalnie jak
    robią to inni
    ze swoimi partnerkami
    idą jak
    stare małżeństwo pomalutku
    dostojnie
    emanując dokoła wzajemnym
    zaufaniem
    empatią i wiernością
    on pilnujący górskich wiatrów
    z kamiennej wieży
    na szczycie
    i budowy poetyckich strof
    długowłosy hippies
    poeta
    i jego rower


    Obrazek


    wiersz jest też w temacie Błędne koła rowerów...Ten post został edytowany przez Autora dnia 10.09.13 o godzinie 04:41



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Błędne koła rowerów...
    8.03.2010, 15:44

    Poeta nie jest sam

                            Tadkowi Żurawkowi

    Kiedy spotykam na ulicy
    przyjaciela poetę
    nie jest sam prowadzi pod rękę
    wierną towarzyszkę życia
    nie zostawia jej nigdy
    jest dla niej
    czuły wyrozumiały opiekuńczy
    nie każe jej
    dźwigać zakupów ani innych
    ciężarów
    nie ujeżdża jej brutalnie jak
    robią to inni
    ze swoimi partnerkami
    idą jak
    stare małżeństwo pomalutku
    dostojnie
    emanując dokoła wzajemnym
    zaufaniem
    empatią i wiernością
    on pilnujący górskich wiatrów
    z kamiennej wieży
    na szczycie
    i budowy poetyckich strof
    długowłosy hippies
    poeta
    i jego rower


    Obrazek

    wiersz jest też w temacie Poeci poetomTen post został edytowany przez Autora dnia 10.09.13 o godzinie 04:42



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersz na taki dzień, jak dzisiaj
    8.03.2010, 13:39

    Michale, w imieniu wszystkich Pań i Nie-pań z grupy,
    Czytelniczek i Nie-czytelniczek tego forum
    pięknie dziękuję za życzenia i kwiaty z Ogrodu Botanicznego
    w Powsinie - Rysia, zwana też niekiedy Ryszardem

    PS. Oczywiście, w pełni dołączam się do życzeń MichałaRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 08.03.10 o godzinie 13:56



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Homo automobilus, czyli jadę samochodem...
    7.03.2010, 21:08

    Teodor Bujnicki*

    Motoryzacja


    Pewien pasza cały harem
    woził z sobą autokarem.

    A prowadził ten autokar
    pewien szofer, bej Ottokar.

    W rezultacie cały harem
    zdradzał paszę z Ottokarem.

    Ze zdziwienia pasza ginął:
    „Czemu harem czuć benzyną?”

    Gdy domyślił się nareszcie –
    bej Ottokar siadł w areszcie.

    Na śmietnisko zaś autokar
    pasza rzucił psom na pokarm.

    I powiedział: „Święta racja,
    gubi nas motoryzacja”.

    Taki sąd nie ja wygłaszam,
    ale ten turecki pasza.

    z tomu „Wiersze wybrane”, 1961

    *notka o autorze w temacie O przemijaniu...



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Nihilizm (papierosy i wódka, zło i brzydota)
    7.03.2010, 14:07

    Teodor Bujnicki*

    Alkohol


    Wódka pocieszycielka rozgrzewa, rozgrzesza.
    Dobrze pić wódkę.
    Jak fałdziste zasłony gęste mgły zawiesza
    Na beznadzieje i smutki.
    Dobrze pić wódkę samemu, dobrze pić wódkę razem
    Szybkimi haustami, raz po raz.
    Niech płynie wielka woda, tocząc głuche głazy
    Czarnym parowem wieczoru.
    Trudno – gromadząc słowa i budując zdania
    Podobne stalagmitom.
    Dobrze jest rozpoczynać pijane wyznania
    Obawiając się świtu
    I dobrze jest, zapadłszy w wodę, mgły i ciemność,
    W szumiące klony i graby –
    Odpowiedzieć sam sobie, czy jesteś nikczemny,
    Czy tylko mały i słaby.

    listopad 1941

    Papieros

    Dymie biały i gorzki,
    Błogosławiony obłoku,
    Jak dłoń kojąca na skroni!
    Długie jedwabne wstążki,
    Zanurzone w potoku,
    W cichej zielonej ustroni.

    Jakim bogom kadzidła,
    Komu błękitna lira
    Z garstki ciepłego popiołu?
    Rozwijają się skrzydła, Rodzi się celny wyraz
    W chmurze płynącej nad czołem.

    Z mgieł spalonej trucizny,
    Z niewyrażalnych kształtów
    Rozwłóczonego w krąg dymu
    Plony roli nieżyznej:
    Szary stos niedopałków
    I zeszyt błahych rymów.

    9 lutego 1943

    z tomu „Wiersze wybrane”, 1961

    *notka o autorze i linki do innych jego wierszy
    w temacie O przemijaniu...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 16.06.11 o godzinie 04:45



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Warszawa w poezji
    7.03.2010, 13:47

    Teodor Bujnicki*

    Modlitwa za Warszawę


    Boże Pragi, Boże Raszyna!
    Boże Olszynki i Woli,
    Boże pól Radzymina,
    Boże walczącej Warszawy!

    Modlimy się za naszą stolicę,
    Z której jesteśmy dumni,
    Za jej bohaterskie sprawy,
    Za jej skrwawione ulice.

    Za pożary, za kruszone ściany,
    Za okopy i za barykady,
    Za Belweder bombami strzaskany,
    Za przedmieścia w ogniu pocisków.

    Za poległe kobiety i dzieci,
    Za żołnierzy na stanowiskach,
    Za piosenkę, co jak gwiazda świeci
    Nad baterią, nad rowem strzeleckim.

    Modlimy się za odważnych,
    Za radosnych, ofiarnych, ochoczych,
    Za patrzących bez trwogi na wroga,
    Za ich dłonie, usta i oczy.

    Boże Reduty Ordona,
    Sprawiedliwej Rozdawco glorii –
    Nie o cud Cię prosimy w modlitwie,
    Nie o cud, lecz o słuszną historię.

    „Słowo” 13 września 1939

    z tomu "Wiersze wybrane", 1961

    *notka o autorze i linki do innych jego wierszy
    w temacie O przemijaniu...

    wiersz jest też w temacie Modlitwa
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 16.06.11 o godzinie 04:57



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Modlitwa
    7.03.2010, 13:46

    Teodor Bujnicki*

    Modlitwa za Warszawę


    Boże Pragi, Boże Raszyna!
    Boże Olszynki i Woli,
    Boże pól Radzymina,
    Boże walczącej Warszawy!

    Modlimy się za naszą stolicę,
    Z której jesteśmy dumni,
    Za jej bohaterskie sprawy,
    Za jej skrwawione ulice.

    Za pożary, za kruszone ściany,
    Za okopy i za barykady,
    Za Belweder bombami strzaskany,
    Za przedmieścia w ogniu pocisków.

    Za poległe kobiety i dzieci,
    Za żołnierzy na stanowiskach,
    Za piosenkę, co jak gwiazda świeci
    Nad baterią, nad rowem strzeleckim.

    Modlimy się za odważnych,
    Za radosnych, ofiarnych, ochoczych,
    Za patrzących bez trwogi na wroga,
    Za ich dłonie, usta i oczy.

    Boże Reduty Ordona,
    Sprawiedliwej Rozdawco glorii –
    Nie o cud Cię prosimy w modlitwie,
    Nie o cud, lecz o słuszną historię.

    „Słowo” 13 września 1939

    z tomu "Wiersze wybrane", 1961

    *notka o autorze i linki do innych jego wierszy
    w temacie O przemijaniu...

    wiersz jest też w temacie Warszawa w poezji
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 16.06.11 o godzinie 04:58



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja i fotografia
    7.03.2010, 13:34

    Teodor Bujnicki*

    Fotografia


    Nie przekażesz kliszy
    najważniejszej treści:
    ani tamtej ciszy,
    ani tamtych barw.

    I ten śnieg na jodłach,
    i ten gest gałęzi,
    która w pejzaż wplotła
    wdzięk rozdartych szarf.

    To nie to, coś dostrzegł,
    coś utrwalić pragnął:
    biały blask wyostrzył
    oglądany kształt.

    Wdzięczny, pobłogosław
    Ludzkich dzieł bezradność
    I podziwiaj wzniosłość
    Nieba, drzew i skał.

    ”Słowo”, 1939

    *notka o autorze w temacie O przemijaniu...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 07.03.10 o godzinie 21:02



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Cóż jest piękniejszego niż (wysokie) drzewa...
    7.03.2010, 13:25

    Teodor Bujnicki*

    Drzewa


    Ten pień tak się poplątał, skłębił i zawęźlił,
    że trzeba nań położyć zachwyconą rękę,
    pod korą szukać mięśni, jeżeli nie pękły,
    gdy je ku górze ciągnął wysiłek gałęzi.

    A jak się tam korzenie skręciły w piaskowcach?
    jak darły opór skały, by dotrzeć, by wytrwać?
    Nie obejmę twej mocy w patetycznej strofce
    o buku, drzewo silne, trudne, jak modlitwa!

    ”Słowo”, 1939

    z tomu "Wiersze wybrane", 1961

    *notka o autorze i linki do innych jego wierszy
    w temacie O przemijaniu...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 16.06.11 o godzinie 04:51



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Obraz Madonny w poezji
    7.03.2010, 12:24

    Miron Białoszewski

    Karuzela z madonnami


    Wsiadajcie, madonny
    madonny
    Do bryk sześciokonnych
    ...ściokonnych!
    Konie wiszą kopytami
    nad ziemią
    One w brykach na postoju
    już drzemią.
    Każda bryka malowana
    w trzy ogniste farbki
    I trzy są końskie maści:
    od sufitu
    od dębu
    od marchwi.
    Drgnęły madonny
    I orszak konny
    Ruszył z kopyta.
    Lata dokoła
    Gramofonowa
    Płyta,
    Taka
    płyta:

    Migają w krąg anglezy grzyw
    I lambrekiny siodeł
    I gorejące wzory bryk
    Kwiecisto-laurkowe.
    A w każdej bryce vis à vis
    Madonna i madonna
    W nieodmienionej pozie tkwi
    Od dziecka odchylona
    - białe konie
    - bryka
    - czarne konie
    - bryka
    - rude konie
    - bryka
    Magnifikat!

    A one w Leonardach min,
    W obrotach Rafaela,
    W okrągłych ogniach, w klatkach z lin,
    W przedmieściach i niedzielach.
    I w każdej bryce vis à vis
    Madonna i madonna.
    I nie wiadomo, która śpi,
    A która jest natchniona
    - szóstka koni
    - one
    - szóstka koni
    - one
    - szóstka koni
    - one
    Zakręcone!

    I coraz wolniej karuzela
    Puszcza refren
    I peryfe
    rafa
    elickie
    madonny
    przed
    mieścia
    wymieniają
    konne piętro
    -------------------------
    Wsiadajcie
    w sześcio...!

    z tomu "Obroty rzeczy", 1956

    Karuzela z madonnami - muzyka Zygmunt Konieczny,
    śpiewa Ewa Demarczyk


    utwór ten jest też w temacie Powozy, bryczki, dorożki...Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 07.12.11 o godzinie 15:12



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja kolei żelaznych
    7.03.2010, 12:19

    Teodor Bujnicki*

    Podróż


    Wiatr i przeciąg, wiatr i przeciąg na przestrzał,
    podskakują dudniące podkłady –
    po czerwcowym gorącym deszczu
    cwałujemy metrami Iliady.

    Cwałujemy wychyleni z okien,
    pędzi z nami tłusty kurz węglowy –
    proste lasy, jeziora szerokie,
    na wygonach kanciaste krowy.

    Prędzej, prędzej wyślizganym traktem,
    wyciągniętym szpalerem słupów –
    białe domki klękają do taktu
    pod ten klekot i stukot, i tupot.

    Skandujemy lato, chmury, drzewa
    zachwyconym oddechem mieszczuchów,
    jak chorągiew nad nami powiewa
    balon dymu, snop białego puchu.

    I liczymy niecierpliwie minuty
    i mijane perony stacji
    aż horyzont błękitem zasnuty
    błyśnie dworem wśród żółtych akacji.

    1933

    z tomu „W połowie drogi”, 1937


    Pociąg
    ... ceux – là seuls qui partent
    Pour partir...


    Ch. Baudelaire

    To się zaczyna raptem. W kół miarowy stukot
    wkrada się rytm, melodia, wreszcie słowa, słowa...
    Jak bilardowe kule o siebie się tłuką,
    wiążą się w twarde zdania tajemniczej mowy,
    rozwijają się wstęgą szyn widzianych z okien,
    drutami telegrafów, łąk rozkwitłych wonią –
    nagle po przęsłach mostu drgną żołnierskim krokiem
    i znowu pędzą, pędzą – znowu dzwonią, dzwonią;
    plączą się w białym dymie, topniejącym w krzakach,
    w przystrzyżonym szpalerze gęstych żywopłotów –
    dudnią marszem triumfu, szeleszczą tęsknotą,
    tajemne, nieuchwytne słowa pieśni Szlaku.
    Każdemu z nas inaczej Szlak wygrywa pieśni,
    inny wyraz powtarza – najbardziej istotny –
    wyraz, co potem wraca w marzeniach i we śnie
    od treści pełnej miąższu i soku wilgotny;
    wyraz, co mówi wszystko. O całej podróży,
    o miastach oglądanych, o lasach i rzekach,
    o tym wszystkim, co żywe, co nigdy nie nuży,
    i o tym – co już od nas na wieki ucieka.
    I dlatego się jeździ. Dla tych słów jedynych,
    Dla rytmu i melodii w stukocie wagonu –
    i dlatego się tęskni do desek peronu,
    i dlatego się marzy o szynach, o szynach...

    Pani, która nie radziła pisać o pociągach

    z tomu „Wiersze wybrane”, 1961

    *notka o autorze w temacie O przemijaniu...



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Cyrk: tu wzlatuje się i spada...
    7.03.2010, 10:56

    Teodor Bujnicki*

    Znajomy z cyrku


    Światła u góry rozbłysły –
    trociny pachniały wilgocią –
    ubrany w trykot obcisły
    wbiegł promieniejąc emocją.

    Trąby orkiestry ryknęły
    tuszem fałszywej melodii –
    skoczył na środek areny,
    od trampoliny się odbił.

    Okręcił się! W przepaść głową!
    Kaskada nadludzkich skoków!
    Już spływa linią wężową
    gdzieś spod skłębionych obłoków.

    Znów leci! Pod stropem ginie –
    rozkołysany, skrzydlaty –
    po giętkiej ślizga się linie,
    po białych spiralach świateł.

    A teraz – a teraz cisza!
    Chłodem przewiało przez salę...
    Trapez się ledwo kołysze
    przed wielkim Salto Mortale.

    Łysnęła świateł kurzawa –
    Zniknął! I znów się wynurza!
    Już jest!!! Oklaski i brawa,
    entuzjazm huczy jak burza.

    Znowu zagrzmiały fanfary
    do taktu klaszczącym dłoniom –
    zginął za fałdą kotary
    zgięty w ostatnim ukłonie.

    ... Trykotu na sobie nie ma,
    strój wieczorowy włożył –
    pełen wewnętrznej tremy
    dyskretnie puka do loży.

    Całując podane ręce
    i w oczy patrząc nieśmiało
    pyta w rozterce i męce:
    - Czy dzisiaj mi się udało?

    Sierżantowi

    z tomu „Wiersze wybrane”, 1961

    *notka o autorze w temacie O przemijaniu...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 07.03.10 o godzinie 11:50



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Defilady i pochody
    7.03.2010, 09:47

    Teodor Bujnicki*

    Defilada


    Werblem w bęben, warczący grad.
    Ulicą idzie, rozwija się w marsz
    dziesięć tysięcy, dwadzieścia tysięcy,
    na czołach wyniosłych natchnienie i mars.

    Dwójkami, czwórkami, po pięciu, po sześć –
    trzepoce się, kwitnie, kołysze się tłum.
    Na skroni melonik, a w górze balonik.
    Podmywa ulice ten werbel i szum

    Języki chorągwi łaskoczą balkony,
    loopingi wywija samolot zielony,
    szybuje nad miastem jak motyl cytrynek –
    orkiestra. ORKIESTRA. Gra foxtrot z „Trzech świnek”.
    Melodia zespala wiersz wolny ze strofą
    i spija hałasy radiowy mikrofon.

    Na płytkim asfalcie wibruje krok.
    Na wielkim sztandarze Pegazy i Smok.
    A z okien deszcz kwiatów, deszcz kwiatów bez przerwy

    A pochód prowadzi kapitan rezerwy.

    Odstęp. Uwaga. Parademarsch.
    Wiatr płatki kwiecia w powietrzu kręci.
    W wonnym tumanie najwyższa z szarż:
    Krytycy.
    Recenzenci.
    Chodzące wodotryski,
    ssąco-tłoczące pompy.
    Jest tu Jan Emil Skiwski
    I Pomirowski – Pomper.
    Z mydłem firmy „Elida”
    szlusuje Ludwik Fryde
    i drepce w takt foxtrotta
    Domiński obok Kotta.
    I męcząc się bez granic
    wtłoczeni w jeden szereg:
    Napierski i Piasecki,
    Pieńkowski, Kołoniecki
    i mecenas Breiterek.
    Pochód grupki zamyka
    zwinny Kazimierz Wyka.

    Melodia wzrasta w sile,
    echem tętni w ulic parowie,
    bluzga miedzią waltorni i trąb.

    Za krytykami w tyle
    wybitni profesorowie –
    wiedzy głąb.

    Mickiewiczolodzy, norwidolodzy
    w gęstwie parasoli poplątali krok.
    Łaty i cytaty na pomiętej todze,
    pot po nosach spływa jak złocisty sok.
    Hejnały grają z wież,
    miasto spięły tonem jak łukiem.
    Anioły zstąpiły na ziemię:
    idą teoretycy sztuki.
    Peiper pluszową bluzę
    poddał wiatru pieszczocie.
    Sprężyście pcha się do czwórki
    wszechstronny Maśliński Józef.

    I znów magistrali aorta
    w niemym zachwycie się korzy:
    to idzie polski reportaż,
    nasi konkwistadorzy:

    W subtropikalnych kaskach
    kroczą przez ziemski glob,
    przez Sybir i Madagaskar,
    przez Polskę B i przez COP.

    Do taktu gra im basetla
    i dzwonią blachy zel,
    plecaki prezesa Goetla
    wiezie w swym aucie pan Mel.
    Przerwa.
    I długo, długo nic.

    Aż nagle z okien grad kwiecia leci.
    W locie się kwiecie zmienia w śmiecie
    i nie wiadomo? śmieć czy kwiecie?
    Olbrzymi tłum – nie zliczy widz.
    Poeci.
    Powiewa strzęp peleryny
    starożytnego barda,
    do każdej wolnej szczeliny
    przepycha się awangarda.
    W impregnowanych skafandrach
    kuleje grupka Skamandra,
    brzuchy obmierzłych mieszczan
    proletariackiego wieszcza
    depcze but.
    Barwne chorągwie rozwiały
    „Promy”, „Kameny”, „Sygnały” –
    hopaj, siup!

    A za specjalną przegródką,
    nucąc piosenkę cieniutką,
    pod stosem zwiędłych bukietów
    „Okolica Poetów”.

    Dalej drepczą wytrwale
    Słobodniki, Piechale,
    Madeje, Szczawieje
    i Timofiejew.

    Tudzież Związek Literatów Wileńskich.

    Na ciężarowym fordzie
    jedzie samotny saper
    i gra na klawikordzie
    i kicha, bo ma katar.
    Od Akademii do „Przedmieścia”
    tłoczy się, toczy potok ciał:
    przedstawiciele, polskiej powieści,
    mątwa upiorna, ponury kształt.

    A utrzymuje ordynek
    wielki sekretarz Rusinek.

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    Werblem w bęben, warczący grad.
    Minął ulice, wypłynął na plac,
    rozwiązał się pochód, odjechał samochód
    i więdnie rzucony z balkonów kwiat.

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

    Więdną jaśminy, więdną bzy.
    Wiatr płynie wonny. Osiada kurz.
    Podejdźmy do okna. Na rzece drży
    wysmukły kajak – srebrzysty nóż.

    Żono. Patrz – czoło gorące do szyb,
    patrz, jak mi śmiesznie drgają ramiona.
    Widzisz mnie? Idę szpalerem lip
    smutny, złośliwy grafoman.

    ”Słowo”, 1938

    *notka o autorze i linki do innych jego wierszy
    w temacie O przemijaniu...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 23.06.11 o godzinie 08:41



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie O przemijaniu...
    7.03.2010, 08:18

    Teodor Bujnicki*

    * * *


    Teraz właśnie odpływasz, przechodzisz i mijasz,
    obłoku niepotrzebny, cieniu.
    Jesteś tylko przeszłością. I już mi nie sprzyjasz
    w pierwszym podmuchu jesieni.

    Oto tak dłoń niechętna wzgardliwie unika
    uścisku niemiłej dłoni.
    Jakiż krótki rachunek! Książka się zamyka:
    strzępy podartych stronic.

    Zastygasz w obojętność. Więc może nie wzgarda,
    ale puste spojrzenie przechodnia?
    Mowa nieujarzmiona, chropawa i twarda
    więdnie, usycha bezpłodnie.

    Znam kwiaty, ptaki, chmury, miłość i nienawiść,
    puls i nurt wiersza tajemny.
    Lecz daremnie noc skrzydła w ostrzach świtu krwawi
    i gaśnie trud daremny.

    Nie potrafię. Przechodzisz, odchodzisz, odpływasz,
    falo nieobliczalna, gwiazdo.
    Oto gorzka dojrzałość ku sobie przyzywa
    i wabi toń nieprzyjazna.

    z tomu „W połowie drogi”, 1937

    *Teodor Bujnicki (1907-1944) – poeta, satyryk, krytyk literacki. Ukończył historię na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, po studiach pracował jako zastępca redaktora naczelnego wileńskiej „Gazety Codziennej”, której wydawcą był Józef Mackiewicz. W poezji nawiązywał do tradycji romantycznych oraz programu grupy „Sakamander”. W 1931 roku założył wraz z kolegami ze studiów grupę poetycką „Żagary”, skupioną początkowo wokół pisma pod tym samym tytułem. Był jednym z najaktywniejszych członków tej grupy. Poza nim do grupy należeli: Czesław Miłosz, Jerzy Zagórski, Stefan Jędrychowski, Kazimierz Hałaburda. Przed wojną wydał dwa tomy poezji: „Po omacku” (1933) i „W połowie drogi” (1937). W czasie okupacji sowieckiej Wilna w latach 1940-1942 związał się z kolaboracyjnym pismem „Prawda Wileńska”, wstąpił do Związku Patriotów Polskich i według niektórych, nigdy nie potwierdzonych oskarżeń, współpracował z NKWD. Polskie władze konspiracyjne oceniły, że Bujnicki jest sowieckim kolaborantem i wydały na niego wyrok śmierci, o czym napisały w podziemnym piśmie „Niepodległość” w grudniu 1942 roku. Bujnicki schronił się wówczas na Żmudzi. Po wojnie wrócił jednak, sądząc że wyrok jest już nieaktualny. Planował wyjechać do Lublina i kontynuować działalność literacką. W listopadzie 1944 został zastrzelony przez żołnierzy AK.
    Po wielu latach ukazał się, jedyny jak dotąd tom jego poezji po wojnie: Wiersze wybrane. Czytelnik, Warszawa 1961.

    Inne wiersze Teodora Bujnickiego w tematach: Warszawa w poezji/Modlitwa, Nihilizm (papierosy i wódka, zło i brzydota), Cóż jest piękniejszego niż (wysokie) drzewa..., Defilady i pochody
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 23.06.11 o godzinie 08:43



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersz na taki dzień, jak dzisiaj
    7.03.2010, 07:45

    13 lat temu, 7 marca 1997 roku, zmarła

    AGNIESZKA OSIECKA

    poetka, autorka tekstów piosenek,
    reżyser teatralny i telewizyjny,
    dziennikarka,
    wielka osobowość polskiej piosenki literackiej



    Obrazek


    Agnieszka Osiecka

    Na zakręcie


    Dobrze się pan czuje?
    To świetnie,
    właśnie widzę - jasny wzrok, równy krok
    jak w marszu.

    A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
    Moje prawo to jest pańskie lewo.
    Pan widzi: krzesło, ławkę, stół,
    a ja - rozdarte drzewo.
    Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
    Ode mnie widać niebo przekrzywione.
    Pan dzieli każdą zimę, każdy świt na pół.
    Pan kocha swoja żonę.

    Pora wracać, bo papieros zgaśnie.
    Niedługo, proszę pana, będzie rano.
    Żona czeka, pewnie wcale dziś nie zaśnie.
    A robotnicy wstaną.

    A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
    Migają światła rozmaitych możliwości.
    Pan mówi: basta, pauza, pat.
    I pan mi nie zazdrości.

    Lepiej chodźmy, bo papieros zgaśnie.
    Niedługo, pan to czuje, będzie rano.
    Ona czeka, wcale dziś nie zaśnie.
    A robotnicy wstaną.

    A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
    Choć gdybym chciała - bym się urządziła.
    Już widzę: pieska, bieska, stół.
    Wystarczy, żebym była mila.

    Pan był także, proszę pana, na zakręcie.
    Dziś pan dostrzega, proszę pana, te realia.
    I pan haruje, proszę pana, jak ten wół.
    A moje życie się kolebie niczym balia.

    Pora wracać, już śpiewają zięby.
    Niedługo, proszę pana, będzie rano.
    Iść do domu, przetrzeć oczy, umyć zęby.
    Nim robotnicy wstaną.

    Na zakręcie – słowa Agnieszka Osieecka,
    muzyka Przemysław Gintrowski, śpiewa Krystyna Janda


    Paweł Ślusarczyk

    Za Zakrętem


    Pamięci Agnieszki Osieckiej

    Jak się Pani czuje?
    Dobrze wiedzieć.
    Tak lekko stąpają
    tylko płatki kwiatów.

    A tu proszę Pani wszystko tak napięte,
    Jak w gitarze zardzewiała struna.
    Pani słyszy Anielski Chór.
    A tu dzwon, odpust, suma.

    U nas po staremu życie wciąż przeklęte.
    Wódka nad ranem smak już ma inny.
    W naszej drodze tylko więcej dziur.
    Na karę nie ma winy.

    Teraz Pani wreszcie ma wysoką rentę.
    A my znów bawimy się w poetów.
    W piaskownicy palcem pisząc wiersz,
    Zbiór rymowanych petów.

    Pani, jak ten rybak rzuca nam przynętę,
    Połykamy haczyk, dźwięk, półnuty
    I czekamy na natchnienia dreszcz,
    Ton poezji - tak smutny.

    Pani przecież zna pogardy zęby wstrętne!
    W nich podłości założone plomby.
    Jeszcze na sercu został Pani ślad,
    Jak fałsz żołnierskiej trąby.

    Lecz już Pani ma na własność Saską Kępę.
    Majowym bzem pachnącą ławkę.
    A nam z łaską dali jesienny sad,
    W nim nastrojów huśtawkę.

    Pani przecież czeka na nas za zakrętem.
    Między nami światy, miasta, domy...
    My jesteśmy także za zakrętem.
    Lecz my z tej drugiej strony...

    02. 11. 2005 r.Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 16.11.11 o godzinie 09:49



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Latarnie - symbolika i poetyckie konteksty
    5.03.2010, 16:58

    Thomas Stearns Eliot

    Rapsodia wietrznej nocy


    Dwunasta.
    Tam, dokąd sięga ulica
    Ujęta w księżycową syntezę,
    Szeptane zaklęcia księżyca
    Rozpuszczają podłoża pamięci,
    Wszystkie jej jasne skojarzenia,
    Sformułowania i rozróżnienia,
    Każda latarnia, którą mijam,
    Bije jak bęben przeznaczenia
    I przez obszary mroków
    Północ potrząsa pamięcią,
    Jak szaleniec potrząsa uschniętym geranium.

    Pół do drugiej,
    Latarnia parska,
    Latarnia mamrota,
    Latarnia mówi: "Patrz na tę kobietę,
    Co waha się ku tobie w świetle bramy
    Rozwartej nad nią jak szyderstwo.
    Widzisz obrąbek jej sukni,
    Postrzępiony, zachlapany błotem.
    I widzisz jej skośne spojrzenie,
    Pokrętne jak haczyk".

    Pamięć sucho wyrzuca
    Mnóstwo splątanych rzeczy;
    Na brzegu gałąź splątana,.
    Objedzona do gładka, błyszcząca,
    Jak gdyby świat osłaniał
    Tajemnicę swojego szkieletu,
    Sztywną i białą.
    Rozkwitająca wiosna na podwórcach fabryk,
    Rdza uczepiona kształtów z sił opadłych,
    Jędrna, skulona, gotowa do klapnięcia kłami.

    Pól do trzeciej,
    Latarnia mówi:
    "Spójrz na kota, co przylgnął do ścieku,
    Wysuwa język
    I pożera kawałek zjełczałego masła".
    Tak ręka dziecka machinalnie
    Chwyta zabawkę toczącą się bulwarem.
    Nic nie mogłem zobaczyć za oczyma dziecka.
    Widziałem oczy na ulicy
    Usiłujące zajrzeć w szpary okiennicy
    I pewnego popołudnia kraba widziałem w stawie,
    Starego kraba z pancerzem na grzbiecie,
    Co chwytał koniec kija, który mu podałem.

    Pół do czwartej,
    Lampa parska,
    Lampa mamrota w ciemności,
    Lampa mruczy:
    "Spójrz na księżyc,
    La lune ne garde aucune rancurie,
    Mruga wątłym okiem,
    Uśmiecha się do zakamarków,
    Gładzi włosy traw.
    Księżyc utracił pamięć,
    Ospa mu twarz przeorała,
    Jego ręka skręca papierową różę
    Pachnącą kurzem i wodą. kolońską,
    Jest sam
    Ze starą nocną wonią,
    Która mu się wciąż wraża I wraża do mózgu".
    Wraca wspomnienie
    Suchych badyli bezsłonecznego geranium
    I kurzu w szczelinach bruku,
    Zapachu ulicznych kasztanów,
    I zapachu kobiety w pokoju za storą,
    I papierosów w korytarzach
    I alkoholu w barach.

    Lampa mówi:
    "Czwarta, Tutaj jest numer na bramie.
    Pamięci!
    Ty masz klucz,
    Lampa roztacza krąg światła na schodach.
    W górę.
    Łóżko posłane: szczotka do zębów wisi na ścianie,
    Połóż buciki pod drzwiami, śpij, przygotuj się do życia".

    Ostatni skręt noża.

    1917

    tłum. Władysław Dulęba

    w wersji oryginalnej pt. „Rhapsody on a Windy Night”
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 05.03.10 o godzinie 17:01



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja anglojęzyczna
    5.03.2010, 16:55

    Thomas Stearns Eliot

    Rhapsody on a Windy Night


    Twelve o'clock.
    Along the reaches of the street
    Held in a lunar synthesis,
    Whispering lunar incantations
    Dissolve the floors of memory
    And all its clear relations,
    Its divisions and precisions,
    Every street lamp that I pass
    Beats like a fatalistic drum,
    And through the spaces of the dark
    Midnight shakes the memory
    As a madman shakes a dead geranium.

    Half-past one,
    The street lamp sputtered,
    The street lamp muttered,
    The street lamp said, "Regard that woman
    Who hesitates towards you in the light of the door
    Which opens on her like a grin.
    You see the border of her dress
    Is torn and stained with sand,
    And you see the corner of her eye
    Twists like a crooked pin."

    The memory throws up high and dry
    A crowd of twisted things;
    A twisted branch upon the beach
    Eaten smooth, and polished
    As if the world gave up
    The secret of its skeleton,
    Stiff and white.
    A broken spring in a factory yard,
    Rust that clings to the form that the strength has left
    Hard and curled and ready to snap.

    Half-past two,
    The street lamp said,
    "Remark the cat which flattens itself in the gutter,
    Slips out its tongue
    And devours a morsel of rancid butter."
    So the hand of a child, automatic,
    Slipped out and pocketed a toy that was running along the quay.
    I could see nothing behind that child's eye.
    I have seen eyes in the street
    Trying to peer through lighted shutters,
    And a crab one afternoon in a pool,
    An old crab with barnacles on his back,
    Gripped the end of a stick which I held him.

    Half-past three,
    The lamp sputtered,
    The lamp muttered in the dark.

    The lamp hummed:
    "Regard the moon,
    La lune ne garde aucune rancune,
    She winks a feeble eye,
    She smiles into corners.
    She smoothes the hair of the grass.
    The moon has lost her memory.
    A washed-out smallpox cracks her face,
    Her hand twists a paper rose,
    That smells of dust and old Cologne,
    She is alone
    With all the old nocturnal smells
    That cross and cross across her brain."
    The reminiscence comes
    Of sunless dry geraniums
    And dust in crevices,
    Smells of chestnuts in the streets,
    And female smells in shuttered rooms,
    And cigarettes in corridors
    And cocktail smells in bars."

    The lamp said,
    "Four o'clock,
    Here is the number on the door.
    Memory!
    You have the key,
    The little lamp spreads a ring on the stair,
    Mount.
    The bed is open; the tooth-brush hangs on the wall,
    Put your shoes at the door, sleep, prepare for life."

    The last twist of the knife.

    1917

    przekład Władysława Dulęby pt. „Rapsodia wietrznej nocy”
    w temacie Latarnie – symbolika i poetyckie konteksty


    Ash Wednesday

    I


    Because I do not hope to turn again
    Because I do not hope
    Because I do not hope to turn
    Desiring this man's gift and that man's scope
    I no longer strive to strive towards such things
    (Why should the agèd eagle stretch its wings?)
    Why should I mourn
    The vanished power of the usual reign?

    Because I do not hope to know
    The infirm glory of the positive hour
    Because I do not think
    Because I know I shall not know
    The one veritable transitory power
    Because I cannot drink
    There, where trees flower, and springs flow, for there is
    nothing again

    Because I know that time is always time
    And place is always and only place
    And what is actual is actual only for one time
    And only for one place
    I rejoice that things are as they are and
    I renounce the blessèd face
    And renounce the voice
    Because I cannot hope to turn again
    Consequently I rejoice, having to construct something
    Upon which to rejoice

    And pray to God to have mercy upon us
    And pray that I may forget
    These matters that with myself I too much discuss
    Too much explain
    Because I do not hope to turn again
    Let these words answer
    For what is done, not to be done again
    May the judgement not be too heavy upon us

    Because these wings are no longer wings to fly
    But merely vans to beat the air
    The air which is now thoroughly small and dry
    Smaller and dryer than the will
    Teach us to care and not to care Teach us to sit still.

    Pray for us sinners now and at the hour of our death
    Pray for us now and at the hour of our death.

    II

    Lady, three white leopards sat under a juniper-tree
    In the cool of the day, having fed to sateity
    On my legs my heart my liver and that which had been
    contained
    In the hollow round of my skull. And God said
    Shall these bones live? shall these
    Bones live? And that which had been contained
    In the bones (which were already dry) said chirping:
    Because of the goodness of this Lady
    And because of her loveliness, and because
    She honours the Virgin in meditation,
    We shine with brightness. And I who am here dissembled
    Proffer my deeds to oblivion, and my love
    To the posterity of the desert and the fruit of the gourd.
    It is this which recovers
    My guts the strings of my eyes and the indigestible portions
    Which the leopards reject. The Lady is withdrawn
    In a white gown, to contemplation, in a white gown.
    Let the whiteness of bones atone to forgetfulness.
    There is no life in them. As I am forgotten
    And would be forgotten, so I would forget
    Thus devoted, concentrated in purpose. And God said
    Prophesy to the wind, to the wind only for only
    The wind will listen. And the bones sang chirping
    With the burden of the grasshopper, saying

    Lady of silences
    Calm and distressed
    Torn and most whole
    Rose of memory
    Rose of forgetfulness
    Exhausted and life-giving
    Worried reposeful
    The single Rose
    Is now the Garden
    Where all loves end
    Terminate torment
    Of love unsatisfied
    The greater torment
    Of love satisfied
    End of the endless
    Journey to no end
    Conclusion of all that
    Is inconclusible
    Speech without word and
    Word of no speech
    Grace to the Mother
    For the Garden
    Where all love ends.

    Under a juniper-tree the bones sang, scattered and shining
    We are glad to be scattered, we did little good to each
    other,
    Under a tree in the cool of day, with the blessing of sand,
    Forgetting themselves and each other, united
    In the quiet of the desert. This is the land which ye
    Shall divide by lot. And neither division nor unity
    Matters. This is the land. We have our inheritance.

    III

    At the first turning of the second stair
    I turned and saw below
    The same shape twisted on the banister
    Under the vapour in the fetid air
    Struggling with the devil of the stairs who wears
    The deceitul face of hope and of despair.

    At the second turning of the second stair
    I left them twisting, turning below;
    There were no more faces and the stair was dark,
    Damp, jaggèd, like an old man's mouth drivelling, beyond
    repair,
    Or the toothed gullet of an agèd shark.

    At the first turning of the third stair
    Was a slotted window bellied like the figs's fruit
    And beyond the hawthorn blossom and a pasture scene
    The broadbacked figure drest in blue and green
    Enchanted the maytime with an antique flute.
    Blown hair is sweet, brown hair over the mouth blown,
    Lilac and brown hair;
    Distraction, music of the flute, stops and steps of the mind
    over the third stair,
    Fading, fading; strength beyond hope and despair
    Climbing the third stair.

    Lord, I am not worthy
    Lord, I am not worthy

    but speak the word only.


    IV

    Who walked between the violet and the violet
    Whe walked between
    The various ranks of varied green
    Going in white and blue, in Mary's colour,
    Talking of trivial things
    In ignorance and knowledge of eternal dolour
    Who moved among the others as they walked,
    Who then made strong the fountains and made fresh the springs

    Made cool the dry rock and made firm the sand
    In blue of larkspur, blue of Mary's colour,
    Sovegna vos

    Here are the years that walk between, bearing
    Away the fiddles and the flutes, restoring
    One who moves in the time between sleep and waking, wearing

    White light folded, sheathing about her, folded.
    The new years walk, restoring
    Through a bright cloud of tears, the years, restoring
    With a new verse the ancient rhyme. Redeem
    The time. Redeem
    The unread vision in the higher dream
    While jewelled unicorns draw by the gilded hearse.

    The silent sister veiled in white and blue
    Between the yews, behind the garden god,
    Whose flute is breathless, bent her head and signed but spoke
    no word

    But the fountain sprang up and the bird sang down
    Redeem the time, redeem the dream
    The token of the word unheard, unspoken

    Till the wind shake a thousand whispers from the yew

    And after this our exile

    V

    If the lost word is lost, if the spent word is spent
    If the unheard, unspoken
    Word is unspoken, unheard;
    Still is the unspoken word, the Word unheard,
    The Word without a word, the Word within
    The world and for the world;
    And the light shone in darkness and
    Against the Word the unstilled world still whirled
    About the centre of the silent Word.

    O my people, what have I done unto thee.

    Where shall the word be found, where will the word
    Resound? Not here, there is not enough silence
    Not on the sea or on the islands, not
    On the mainland, in the desert or the rain land,
    For those who walk in darkness
    Both in the day time and in the night time
    The right time and the right place are not here
    No place of grace for those who avoid the face
    No time to rejoice for those who walk among noise and deny
    the voice

    Will the veiled sister pray for
    Those who walk in darkness, who chose thee and oppose thee,
    Those who are torn on the horn between season and season,
    time and time, between
    Hour and hour, word and word, power and power, those who wait
    In darkness? Will the veiled sister pray
    For children at the gate
    Who will not go away and cannot pray:
    Pray for those who chose and oppose

    O my people, what have I done unto thee.

    Will the veiled sister between the slender
    Yew trees pray for those who offend her
    And are terrified and cannot surrender
    And affirm before the world and deny between the rocks
    In the last desert before the last blue rocks
    The desert in the garden the garden in the desert
    Of drouth, spitting from the mouth the withered apple-seed.

    O my people.

    VI

    Although I do not hope to turn again
    Although I do not hope
    Although I do not hope to turn

    Wavering between the profit and the loss
    In this brief transit where the dreams cross
    The dreamcrossed twilight between birth and dying
    (Bless me father) though I do not wish to wish these things
    From the wide window towards the granite shore
    The white sails still fly seaward, seaward flying
    Unbroken wings

    And the lost heart stiffens and rejoices
    In the lost lilac and the lost sea voices
    And the weak spirit quickens to rebel
    For the bent golden-rod and the lost sea smell
    Quickens to recover
    The cry of quail and the whirling plover
    And the blind eye creates
    The empty forms between the ivory gates
    And smell renews the salt savour of the sandy earth

    This is the time of tension between dying and birth
    The place of solitude where three dreams cross
    Between blue rocks
    But when the voices shaken from the yew-tree drift away
    Let the other yew be shaken and reply.

    Blessèd sister, holy mother, spirit of the fountain, spirit
    of the garden,
    Suffer us not to mock ourselves with falsehood
    Teach us to care and not to care
    Teach us to sit still
    Even among these rocks,
    Our peace in His will
    And even among these rocks
    Sister, mother
    And spirit of the river, spirit of the sea,
    Suffer me not to be separated

    And let my cry come unto Thee.

    1930

    dwa przekłady: Adama Pomorskiego pt. „Środa popielcowa” w temacie Poezja religijna
    i Jerzego Niemojowskiego, pod tym samym tytułem, w temacie Wiersz na taki dzień,
    jak dzisiaj
    . Wcześniej, w tym samym temacie inne tłumaczenie, Jacka Nowaczyka
    fragmentu utworu (cz. I)
    .Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 09.03.11 o godzinie 21:24



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Latarnie - symbolika i poetyckie konteksty
    5.03.2010, 10:39

    Anna Maria Goławska

    Latarnie


    latarnie to smukłobiodre panny uliczne
    z ciężkim wodogłowiem blasku
    który im wygina cienkie szyje

    przyprawiają o szaleństwo skrzydlate owady
    i zawracają do nieba mżawki
    szczebiotliwe nasionka

    wychodzą wieczorami w zbyt obcisłych sukienkach
    z plamami od rdzy i lepkiej gumy
    wyżutej przez podrostków

    by przez całą noc po cichu i bez cienia skargi
    trzymać złe mrukliwe miasto
    na łańcuchach światła

    z tomiku "sumienna rzeźniczka", 2003Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 05.03.10 o godzinie 17:36



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Latarnie - symbolika i poetyckie konteksty
    5.03.2010, 09:05

    Latarnie od wieków są ważnym elementem środowiska człowieka. Pomagają w nawigacji na morzu, lądzie i w powietrzu. Na trwałe wpisane są w pejzaż miejskich ulic. Dają ludziom to, co niezbędne do życia – światło. Nic więc dziwnego, że są też ważnym motywem w sztuce i literaturze. Zawierają bogatą symbolikę i metaforykę przemijającego czasu, sensu życia, samotności (vide: „Latarnik” Henryka Sienkiewicza), a także ukrywania wstydliwych stron rzeczywistości, czy wręcz zjawisk nagannych, co przejawia się w znanych powiedzeniach, że najciemniej jest pod latarnią, nazywaniu kobiet trudniących się prostytucją „kobietami spod latarni” czy mówieniu, że pijak potrzebuje latarni nie do oświetlenia, ale do podparcia, aby nie upaść na ziemię. Latarnie, zwłaszcza morskie, są też odrębnym i ważnym elementem architektonicznym, w wielu przypadkach mającym wartość zabytkową. I w takim właśnie szerokim znaczeniu, dosłownym i metaforycznym, proponuję rozumieć je w tym temacie.

    Rafael Alberti*

    Zbłąkany sternik


    Latarniku, zabłądziłem,
    a nie świeci twa latarnia!
    Ty śpisz! Wiatr z nordwestu wieje
    i noc taka czarna.

    Że też latarnik śpi mocno,
    a ludzie z poręby nocą
    budzić go nie próbowali!
    Biegnij co sił, morski wietrze,
    powiedz marynarzom, spiesz się,
    że latarnia się nie pali!

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska



    Obrazek
    Salvador Dali "Latarnia morska w Aleksandrii", 1954Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 25.11.11 o godzinie 09:55



    Zgłoś | Cytuj

Wyślij zaproszenie do