Ryszard Mierzejewski

offline

Ryszard Mierzejewski

poeta i tłumacz, wolny ptak

Wypowiedzi

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersz na taki dzień, jak dzisiaj
    7.03.2010, 07:45

    13 lat temu, 7 marca 1997 roku, zmarła

    AGNIESZKA OSIECKA

    poetka, autorka tekstów piosenek,
    reżyser teatralny i telewizyjny,
    dziennikarka,
    wielka osobowość polskiej piosenki literackiej



    Obrazek


    Agnieszka Osiecka

    Na zakręcie


    Dobrze się pan czuje?
    To świetnie,
    właśnie widzę - jasny wzrok, równy krok
    jak w marszu.

    A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
    Moje prawo to jest pańskie lewo.
    Pan widzi: krzesło, ławkę, stół,
    a ja - rozdarte drzewo.
    Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
    Ode mnie widać niebo przekrzywione.
    Pan dzieli każdą zimę, każdy świt na pół.
    Pan kocha swoja żonę.

    Pora wracać, bo papieros zgaśnie.
    Niedługo, proszę pana, będzie rano.
    Żona czeka, pewnie wcale dziś nie zaśnie.
    A robotnicy wstaną.

    A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
    Migają światła rozmaitych możliwości.
    Pan mówi: basta, pauza, pat.
    I pan mi nie zazdrości.

    Lepiej chodźmy, bo papieros zgaśnie.
    Niedługo, pan to czuje, będzie rano.
    Ona czeka, wcale dziś nie zaśnie.
    A robotnicy wstaną.

    A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
    Choć gdybym chciała - bym się urządziła.
    Już widzę: pieska, bieska, stół.
    Wystarczy, żebym była mila.

    Pan był także, proszę pana, na zakręcie.
    Dziś pan dostrzega, proszę pana, te realia.
    I pan haruje, proszę pana, jak ten wół.
    A moje życie się kolebie niczym balia.

    Pora wracać, już śpiewają zięby.
    Niedługo, proszę pana, będzie rano.
    Iść do domu, przetrzeć oczy, umyć zęby.
    Nim robotnicy wstaną.

    Na zakręcie – słowa Agnieszka Osieecka,
    muzyka Przemysław Gintrowski, śpiewa Krystyna Janda


    Paweł Ślusarczyk

    Za Zakrętem


    Pamięci Agnieszki Osieckiej

    Jak się Pani czuje?
    Dobrze wiedzieć.
    Tak lekko stąpają
    tylko płatki kwiatów.

    A tu proszę Pani wszystko tak napięte,
    Jak w gitarze zardzewiała struna.
    Pani słyszy Anielski Chór.
    A tu dzwon, odpust, suma.

    U nas po staremu życie wciąż przeklęte.
    Wódka nad ranem smak już ma inny.
    W naszej drodze tylko więcej dziur.
    Na karę nie ma winy.

    Teraz Pani wreszcie ma wysoką rentę.
    A my znów bawimy się w poetów.
    W piaskownicy palcem pisząc wiersz,
    Zbiór rymowanych petów.

    Pani, jak ten rybak rzuca nam przynętę,
    Połykamy haczyk, dźwięk, półnuty
    I czekamy na natchnienia dreszcz,
    Ton poezji - tak smutny.

    Pani przecież zna pogardy zęby wstrętne!
    W nich podłości założone plomby.
    Jeszcze na sercu został Pani ślad,
    Jak fałsz żołnierskiej trąby.

    Lecz już Pani ma na własność Saską Kępę.
    Majowym bzem pachnącą ławkę.
    A nam z łaską dali jesienny sad,
    W nim nastrojów huśtawkę.

    Pani przecież czeka na nas za zakrętem.
    Między nami światy, miasta, domy...
    My jesteśmy także za zakrętem.
    Lecz my z tej drugiej strony...

    02. 11. 2005 r.Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 16.11.11 o godzinie 09:49



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Latarnie - symbolika i poetyckie konteksty
    5.03.2010, 16:58

    Thomas Stearns Eliot

    Rapsodia wietrznej nocy


    Dwunasta.
    Tam, dokąd sięga ulica
    Ujęta w księżycową syntezę,
    Szeptane zaklęcia księżyca
    Rozpuszczają podłoża pamięci,
    Wszystkie jej jasne skojarzenia,
    Sformułowania i rozróżnienia,
    Każda latarnia, którą mijam,
    Bije jak bęben przeznaczenia
    I przez obszary mroków
    Północ potrząsa pamięcią,
    Jak szaleniec potrząsa uschniętym geranium.

    Pół do drugiej,
    Latarnia parska,
    Latarnia mamrota,
    Latarnia mówi: "Patrz na tę kobietę,
    Co waha się ku tobie w świetle bramy
    Rozwartej nad nią jak szyderstwo.
    Widzisz obrąbek jej sukni,
    Postrzępiony, zachlapany błotem.
    I widzisz jej skośne spojrzenie,
    Pokrętne jak haczyk".

    Pamięć sucho wyrzuca
    Mnóstwo splątanych rzeczy;
    Na brzegu gałąź splątana,.
    Objedzona do gładka, błyszcząca,
    Jak gdyby świat osłaniał
    Tajemnicę swojego szkieletu,
    Sztywną i białą.
    Rozkwitająca wiosna na podwórcach fabryk,
    Rdza uczepiona kształtów z sił opadłych,
    Jędrna, skulona, gotowa do klapnięcia kłami.

    Pól do trzeciej,
    Latarnia mówi:
    "Spójrz na kota, co przylgnął do ścieku,
    Wysuwa język
    I pożera kawałek zjełczałego masła".
    Tak ręka dziecka machinalnie
    Chwyta zabawkę toczącą się bulwarem.
    Nic nie mogłem zobaczyć za oczyma dziecka.
    Widziałem oczy na ulicy
    Usiłujące zajrzeć w szpary okiennicy
    I pewnego popołudnia kraba widziałem w stawie,
    Starego kraba z pancerzem na grzbiecie,
    Co chwytał koniec kija, który mu podałem.

    Pół do czwartej,
    Lampa parska,
    Lampa mamrota w ciemności,
    Lampa mruczy:
    "Spójrz na księżyc,
    La lune ne garde aucune rancurie,
    Mruga wątłym okiem,
    Uśmiecha się do zakamarków,
    Gładzi włosy traw.
    Księżyc utracił pamięć,
    Ospa mu twarz przeorała,
    Jego ręka skręca papierową różę
    Pachnącą kurzem i wodą. kolońską,
    Jest sam
    Ze starą nocną wonią,
    Która mu się wciąż wraża I wraża do mózgu".
    Wraca wspomnienie
    Suchych badyli bezsłonecznego geranium
    I kurzu w szczelinach bruku,
    Zapachu ulicznych kasztanów,
    I zapachu kobiety w pokoju za storą,
    I papierosów w korytarzach
    I alkoholu w barach.

    Lampa mówi:
    "Czwarta, Tutaj jest numer na bramie.
    Pamięci!
    Ty masz klucz,
    Lampa roztacza krąg światła na schodach.
    W górę.
    Łóżko posłane: szczotka do zębów wisi na ścianie,
    Połóż buciki pod drzwiami, śpij, przygotuj się do życia".

    Ostatni skręt noża.

    1917

    tłum. Władysław Dulęba

    w wersji oryginalnej pt. „Rhapsody on a Windy Night”
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 05.03.10 o godzinie 17:01



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja anglojęzyczna
    5.03.2010, 16:55

    Thomas Stearns Eliot

    Rhapsody on a Windy Night


    Twelve o'clock.
    Along the reaches of the street
    Held in a lunar synthesis,
    Whispering lunar incantations
    Dissolve the floors of memory
    And all its clear relations,
    Its divisions and precisions,
    Every street lamp that I pass
    Beats like a fatalistic drum,
    And through the spaces of the dark
    Midnight shakes the memory
    As a madman shakes a dead geranium.

    Half-past one,
    The street lamp sputtered,
    The street lamp muttered,
    The street lamp said, "Regard that woman
    Who hesitates towards you in the light of the door
    Which opens on her like a grin.
    You see the border of her dress
    Is torn and stained with sand,
    And you see the corner of her eye
    Twists like a crooked pin."

    The memory throws up high and dry
    A crowd of twisted things;
    A twisted branch upon the beach
    Eaten smooth, and polished
    As if the world gave up
    The secret of its skeleton,
    Stiff and white.
    A broken spring in a factory yard,
    Rust that clings to the form that the strength has left
    Hard and curled and ready to snap.

    Half-past two,
    The street lamp said,
    "Remark the cat which flattens itself in the gutter,
    Slips out its tongue
    And devours a morsel of rancid butter."
    So the hand of a child, automatic,
    Slipped out and pocketed a toy that was running along the quay.
    I could see nothing behind that child's eye.
    I have seen eyes in the street
    Trying to peer through lighted shutters,
    And a crab one afternoon in a pool,
    An old crab with barnacles on his back,
    Gripped the end of a stick which I held him.

    Half-past three,
    The lamp sputtered,
    The lamp muttered in the dark.

    The lamp hummed:
    "Regard the moon,
    La lune ne garde aucune rancune,
    She winks a feeble eye,
    She smiles into corners.
    She smoothes the hair of the grass.
    The moon has lost her memory.
    A washed-out smallpox cracks her face,
    Her hand twists a paper rose,
    That smells of dust and old Cologne,
    She is alone
    With all the old nocturnal smells
    That cross and cross across her brain."
    The reminiscence comes
    Of sunless dry geraniums
    And dust in crevices,
    Smells of chestnuts in the streets,
    And female smells in shuttered rooms,
    And cigarettes in corridors
    And cocktail smells in bars."

    The lamp said,
    "Four o'clock,
    Here is the number on the door.
    Memory!
    You have the key,
    The little lamp spreads a ring on the stair,
    Mount.
    The bed is open; the tooth-brush hangs on the wall,
    Put your shoes at the door, sleep, prepare for life."

    The last twist of the knife.

    1917

    przekład Władysława Dulęby pt. „Rapsodia wietrznej nocy”
    w temacie Latarnie – symbolika i poetyckie konteksty


    Ash Wednesday

    I


    Because I do not hope to turn again
    Because I do not hope
    Because I do not hope to turn
    Desiring this man's gift and that man's scope
    I no longer strive to strive towards such things
    (Why should the agèd eagle stretch its wings?)
    Why should I mourn
    The vanished power of the usual reign?

    Because I do not hope to know
    The infirm glory of the positive hour
    Because I do not think
    Because I know I shall not know
    The one veritable transitory power
    Because I cannot drink
    There, where trees flower, and springs flow, for there is
    nothing again

    Because I know that time is always time
    And place is always and only place
    And what is actual is actual only for one time
    And only for one place
    I rejoice that things are as they are and
    I renounce the blessèd face
    And renounce the voice
    Because I cannot hope to turn again
    Consequently I rejoice, having to construct something
    Upon which to rejoice

    And pray to God to have mercy upon us
    And pray that I may forget
    These matters that with myself I too much discuss
    Too much explain
    Because I do not hope to turn again
    Let these words answer
    For what is done, not to be done again
    May the judgement not be too heavy upon us

    Because these wings are no longer wings to fly
    But merely vans to beat the air
    The air which is now thoroughly small and dry
    Smaller and dryer than the will
    Teach us to care and not to care Teach us to sit still.

    Pray for us sinners now and at the hour of our death
    Pray for us now and at the hour of our death.

    II

    Lady, three white leopards sat under a juniper-tree
    In the cool of the day, having fed to sateity
    On my legs my heart my liver and that which had been
    contained
    In the hollow round of my skull. And God said
    Shall these bones live? shall these
    Bones live? And that which had been contained
    In the bones (which were already dry) said chirping:
    Because of the goodness of this Lady
    And because of her loveliness, and because
    She honours the Virgin in meditation,
    We shine with brightness. And I who am here dissembled
    Proffer my deeds to oblivion, and my love
    To the posterity of the desert and the fruit of the gourd.
    It is this which recovers
    My guts the strings of my eyes and the indigestible portions
    Which the leopards reject. The Lady is withdrawn
    In a white gown, to contemplation, in a white gown.
    Let the whiteness of bones atone to forgetfulness.
    There is no life in them. As I am forgotten
    And would be forgotten, so I would forget
    Thus devoted, concentrated in purpose. And God said
    Prophesy to the wind, to the wind only for only
    The wind will listen. And the bones sang chirping
    With the burden of the grasshopper, saying

    Lady of silences
    Calm and distressed
    Torn and most whole
    Rose of memory
    Rose of forgetfulness
    Exhausted and life-giving
    Worried reposeful
    The single Rose
    Is now the Garden
    Where all loves end
    Terminate torment
    Of love unsatisfied
    The greater torment
    Of love satisfied
    End of the endless
    Journey to no end
    Conclusion of all that
    Is inconclusible
    Speech without word and
    Word of no speech
    Grace to the Mother
    For the Garden
    Where all love ends.

    Under a juniper-tree the bones sang, scattered and shining
    We are glad to be scattered, we did little good to each
    other,
    Under a tree in the cool of day, with the blessing of sand,
    Forgetting themselves and each other, united
    In the quiet of the desert. This is the land which ye
    Shall divide by lot. And neither division nor unity
    Matters. This is the land. We have our inheritance.

    III

    At the first turning of the second stair
    I turned and saw below
    The same shape twisted on the banister
    Under the vapour in the fetid air
    Struggling with the devil of the stairs who wears
    The deceitul face of hope and of despair.

    At the second turning of the second stair
    I left them twisting, turning below;
    There were no more faces and the stair was dark,
    Damp, jaggèd, like an old man's mouth drivelling, beyond
    repair,
    Or the toothed gullet of an agèd shark.

    At the first turning of the third stair
    Was a slotted window bellied like the figs's fruit
    And beyond the hawthorn blossom and a pasture scene
    The broadbacked figure drest in blue and green
    Enchanted the maytime with an antique flute.
    Blown hair is sweet, brown hair over the mouth blown,
    Lilac and brown hair;
    Distraction, music of the flute, stops and steps of the mind
    over the third stair,
    Fading, fading; strength beyond hope and despair
    Climbing the third stair.

    Lord, I am not worthy
    Lord, I am not worthy

    but speak the word only.


    IV

    Who walked between the violet and the violet
    Whe walked between
    The various ranks of varied green
    Going in white and blue, in Mary's colour,
    Talking of trivial things
    In ignorance and knowledge of eternal dolour
    Who moved among the others as they walked,
    Who then made strong the fountains and made fresh the springs

    Made cool the dry rock and made firm the sand
    In blue of larkspur, blue of Mary's colour,
    Sovegna vos

    Here are the years that walk between, bearing
    Away the fiddles and the flutes, restoring
    One who moves in the time between sleep and waking, wearing

    White light folded, sheathing about her, folded.
    The new years walk, restoring
    Through a bright cloud of tears, the years, restoring
    With a new verse the ancient rhyme. Redeem
    The time. Redeem
    The unread vision in the higher dream
    While jewelled unicorns draw by the gilded hearse.

    The silent sister veiled in white and blue
    Between the yews, behind the garden god,
    Whose flute is breathless, bent her head and signed but spoke
    no word

    But the fountain sprang up and the bird sang down
    Redeem the time, redeem the dream
    The token of the word unheard, unspoken

    Till the wind shake a thousand whispers from the yew

    And after this our exile

    V

    If the lost word is lost, if the spent word is spent
    If the unheard, unspoken
    Word is unspoken, unheard;
    Still is the unspoken word, the Word unheard,
    The Word without a word, the Word within
    The world and for the world;
    And the light shone in darkness and
    Against the Word the unstilled world still whirled
    About the centre of the silent Word.

    O my people, what have I done unto thee.

    Where shall the word be found, where will the word
    Resound? Not here, there is not enough silence
    Not on the sea or on the islands, not
    On the mainland, in the desert or the rain land,
    For those who walk in darkness
    Both in the day time and in the night time
    The right time and the right place are not here
    No place of grace for those who avoid the face
    No time to rejoice for those who walk among noise and deny
    the voice

    Will the veiled sister pray for
    Those who walk in darkness, who chose thee and oppose thee,
    Those who are torn on the horn between season and season,
    time and time, between
    Hour and hour, word and word, power and power, those who wait
    In darkness? Will the veiled sister pray
    For children at the gate
    Who will not go away and cannot pray:
    Pray for those who chose and oppose

    O my people, what have I done unto thee.

    Will the veiled sister between the slender
    Yew trees pray for those who offend her
    And are terrified and cannot surrender
    And affirm before the world and deny between the rocks
    In the last desert before the last blue rocks
    The desert in the garden the garden in the desert
    Of drouth, spitting from the mouth the withered apple-seed.

    O my people.

    VI

    Although I do not hope to turn again
    Although I do not hope
    Although I do not hope to turn

    Wavering between the profit and the loss
    In this brief transit where the dreams cross
    The dreamcrossed twilight between birth and dying
    (Bless me father) though I do not wish to wish these things
    From the wide window towards the granite shore
    The white sails still fly seaward, seaward flying
    Unbroken wings

    And the lost heart stiffens and rejoices
    In the lost lilac and the lost sea voices
    And the weak spirit quickens to rebel
    For the bent golden-rod and the lost sea smell
    Quickens to recover
    The cry of quail and the whirling plover
    And the blind eye creates
    The empty forms between the ivory gates
    And smell renews the salt savour of the sandy earth

    This is the time of tension between dying and birth
    The place of solitude where three dreams cross
    Between blue rocks
    But when the voices shaken from the yew-tree drift away
    Let the other yew be shaken and reply.

    Blessèd sister, holy mother, spirit of the fountain, spirit
    of the garden,
    Suffer us not to mock ourselves with falsehood
    Teach us to care and not to care
    Teach us to sit still
    Even among these rocks,
    Our peace in His will
    And even among these rocks
    Sister, mother
    And spirit of the river, spirit of the sea,
    Suffer me not to be separated

    And let my cry come unto Thee.

    1930

    dwa przekłady: Adama Pomorskiego pt. „Środa popielcowa” w temacie Poezja religijna
    i Jerzego Niemojowskiego, pod tym samym tytułem, w temacie Wiersz na taki dzień,
    jak dzisiaj
    . Wcześniej, w tym samym temacie inne tłumaczenie, Jacka Nowaczyka
    fragmentu utworu (cz. I)
    .Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 09.03.11 o godzinie 21:24



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Latarnie - symbolika i poetyckie konteksty
    5.03.2010, 10:39

    Anna Maria Goławska

    Latarnie


    latarnie to smukłobiodre panny uliczne
    z ciężkim wodogłowiem blasku
    który im wygina cienkie szyje

    przyprawiają o szaleństwo skrzydlate owady
    i zawracają do nieba mżawki
    szczebiotliwe nasionka

    wychodzą wieczorami w zbyt obcisłych sukienkach
    z plamami od rdzy i lepkiej gumy
    wyżutej przez podrostków

    by przez całą noc po cichu i bez cienia skargi
    trzymać złe mrukliwe miasto
    na łańcuchach światła

    z tomiku "sumienna rzeźniczka", 2003Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 05.03.10 o godzinie 17:36



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Latarnie - symbolika i poetyckie konteksty
    5.03.2010, 09:05

    Latarnie od wieków są ważnym elementem środowiska człowieka. Pomagają w nawigacji na morzu, lądzie i w powietrzu. Na trwałe wpisane są w pejzaż miejskich ulic. Dają ludziom to, co niezbędne do życia – światło. Nic więc dziwnego, że są też ważnym motywem w sztuce i literaturze. Zawierają bogatą symbolikę i metaforykę przemijającego czasu, sensu życia, samotności (vide: „Latarnik” Henryka Sienkiewicza), a także ukrywania wstydliwych stron rzeczywistości, czy wręcz zjawisk nagannych, co przejawia się w znanych powiedzeniach, że najciemniej jest pod latarnią, nazywaniu kobiet trudniących się prostytucją „kobietami spod latarni” czy mówieniu, że pijak potrzebuje latarni nie do oświetlenia, ale do podparcia, aby nie upaść na ziemię. Latarnie, zwłaszcza morskie, są też odrębnym i ważnym elementem architektonicznym, w wielu przypadkach mającym wartość zabytkową. I w takim właśnie szerokim znaczeniu, dosłownym i metaforycznym, proponuję rozumieć je w tym temacie.

    Rafael Alberti*

    Zbłąkany sternik


    Latarniku, zabłądziłem,
    a nie świeci twa latarnia!
    Ty śpisz! Wiatr z nordwestu wieje
    i noc taka czarna.

    Że też latarnik śpi mocno,
    a ludzie z poręby nocą
    budzić go nie próbowali!
    Biegnij co sił, morski wietrze,
    powiedz marynarzom, spiesz się,
    że latarnia się nie pali!

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska



    Obrazek
    Salvador Dali "Latarnia morska w Aleksandrii", 1954Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 25.11.11 o godzinie 09:55



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie POEZJA w temacie ...a może w języku Szekspira...?
    4.03.2010, 17:48

    James Joyce

    A Flower Given to My Daughter


    Frail the white rose and frail are
    Her hands that gave
    Whose soul is sere and paler
    Than time's wan wave.

    Rosefrail and fair -- yet frailest
    A wonder wild
    In gentle eyes thou veilest,
    My blueveined child.

    Trieste, 1913

    Kwiat dany mojej córce

    Krucha i biała, jak ta krucha róża,
    Dłoń różę dała.
    Jak rzeka czasu przybladła jej dusza,
    Zwiędła, omdlała.

    Różanokrucha i piękna – lecz żyje
    Kruchszy cud dziki,
    Który w łagodnych twoich oczach kryjesz,
    Dziecko o żyłach błękitnych.

    Triest, 1913

    A Memory of the Palyers in a Mirror at Midnight

    They mouth love's language. Gnash
    The thirteen teeth
    Your lean jaws grin with. Lash
    Your itch and quailing, nude greed of the flesh.
    Love's breath in you is stale, worded or sung,
    As sour as cat's breath,
    Harsh of tongue.

    This grey that stares
    Lies not, stark skin and bone.
    Leave greasy lips their kissing. None
    Will choose her what you see to mouth upon.
    Dire hunger holds his hour.
    Pluck forth your heart, saltblood, a fruit of tears.
    Pluck and devour!

    Zurich, 1917

    Wspomnienie o aktorach w lustrze o północy

    W ustach ich mowa miłości. Zgrzyt,
    To zębów trzynaście
    W wychudłych szczękach twych,
    To twój śmiech. Zduś wstyd,
    Żądzę nagich ciał. Stęchł oddech miłości
    Twój, słowo i pieśń jak język są kwaśne:
    Koci, szorstki.

    Ta szarość, która patrzy, jest,
    Nie kłamie. Sama skóra i kość.
    Tłustym ustom zostaw całus. Dość.
    Nikt tych, które widzisz, nie zechce dla swych warg.
    Strasznego głodu godzina trwa.
    Wyrwij swe serce słonokrwiste, owoc łez,
    Wyrwij i pożryj!

    Zurich, 1917

    A Prayer

    Again!
    Come, give, yield all your strenght to me!
    From far a low word breathes on the breaking brain
    Its cruel calm, submission's misery,
    Gentling her awe as to a soul predestinated.
    Cease, silent love! My doom!

    Blind me with your dark nearness, O have mercy, beloved enemy of my will!
    I dare not withstand the cold touch that I dread.
    Draw me still
    My slow life! Bend deeper on me, threatening head,
    Proud by my downfall, remembering, pitying
    Him who is, him who was!

    Again!
    Together, folded by the night, they lay on earth. I hear
    From far her low word breathe on my breaking brain.
    Come! I yield. Bend deeper upon me! I am here.
    Subduer, do not leave me! Only joy, only anguish,
    Take me, save me, soothe me, O spare me!

    Paris, 1924

    Modlitwa

    Znowu!
    Przyjdź, daj, przekaż mi wszystkie moce twoje!
    Z dala, w mózg pękający nisko tchnie jej słowo
    Nędzą poddania, okrutnym spokojem,
    Grozę jej łagodząc jak wobec duszy wybranej.
    Dość już, cicha miłości! Zgubo moja!

    Oślep mnie twą ciemną bliskością, O miej litość, ukochany wrogu mej woli!
    Trwoży mnie zimne dotknięcie, którego znieść nie mogę.
    Sącz ze mnie do woli
    Życie me powolne! Pochyl nade mną niżej groźną głowę,
    Dumną z mojego upadku, pamiętającą, żałującą
    Tego, który jest, który był!

    Znowu!
    Razem, otuleni nocą, leżeli na ziemi. Słyszę,
    Jak z dala w mój mózg pękający nisko tchnie jej słowo.
    Przyjdź! Ulegam. Jestem tu. Pochyl się nade mną niżej
    Ujarzmicielko, nie odchodź! Jedyna radości, jedyna udręko,
    Weź mnie, zbaw mnie, ukój mnie, O, oszczędź mnie!

    Paryż, 1924

    wszystkie wiersze z tomu „Pomes Penyeach”, 1927
    w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 04.03.10 o godzinie 17:49



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja anglojęzyczna
    4.03.2010, 16:45


    Obrazek
    James Joyce (1882-1941) – irlandzki poeta i prozaik, piszący po angielsku, jeden
    z najwybitniejszych twórców literackich XX wieku, wielki eksperymentator i nowator
    w zakresie języka artystycznego. Urodził się w Dublinie, w rodzinie katolickiej jako jeden z dziesięciorga dzieci, dwóch jego braci zmarło wcześnie na tyfus. Uczył się
    w jezuickiej szkole prywatnej Clongowes Wood College, trochę w domu i w innej szkole jezuickiej Belvedere. W tym czasie jego ojciec stracił pracę i popadł w alkoholizm, co znacznie pogorszyło sytuację finansową rodziny Joyce’ów. W 1898 roku podjął studia na uniwersytecie w Dublinie w zakresie filozofii, literatury i języków nowożytnych (angielskiego, francuskiego i włoskiego). Studiował też medycynę w Paryżu, ale szybko ją szybko porzucił. Prowadził dość swobodny i awanturniczy tryb życia, konflikty
    z prawem, problemy finansowe, do których dołączył wkrótce też alkoholizm, zwłaszcza po śmierci matki, która zmarła na raka, spowodowały że dobrowolnie opuścił Irlandię
    i większość życia spędził za granicą. W 1904 roku poznał Norę Barmacle – młodą pokojówkę z hotelu, z którą spędził wiele lat w konkubinacie i po 27 latach nieformalnego związku ożenił się. Pomimo, iż Nora, kobieta prosta i niewykształcona, nie mogła być partnerką intelektualną dla pisarza, który słynął ze swej erudycji, ich związek należał do udanych i szczęśliwych. W styczniu 1941 roku znalazł się szpitalu
    w Zurychu. Po operacji na wrzody zapadł w dwudniową śpiączkę, z której wybudził się na 15 minut przed śmiercią. Przyczyną zgonu było zapalenie otrzewnej, choć wiele źródeł podaje, że był podobno chory na syfilis. Ostatnie, wypowiedziane przed śmiercią, słowa brzmiały: "Czy nikt nie rozumie?"
    James Joyce zaczął pisać wiersze, kiedy miał 9 lat. Pierwszy tomik „Chamber Music” (Muzyka kameralna, 1907) wydał w wieku 19 lat. Były to wiersze niezbyt oryginalne, utrzymane w konwencji neoromantycznej, do której niechętnie się przyznawał.
    Z czasem zaczął eksperymentować i tworzyć nowe formy zapisu literackiego, którego ukoronowaniem był tzw. strumień świadomości. Eksperymenty te podejmował głównie na gruncie prozy: „Dublińczycy” (1914), „Portret artysty z czasów młodości” (1916), przede wszystkim: „Ulisses” (1922), „Finnegans Wake” (1939) i "Giacomo Joyce", którego rękopis odnaleziono już po śmierci pisarza, a wydano dopiero w latach 60-tych, w poezji: „Pomes Penyeach” (Jabłuszka po pensie, 1927). Jak napisał jeden
    z najlepszych na świecie znawców i tłumaczy jego twórczości, Maciej Słomczyński: „James Joyce był zapewne jednym z największych poetów, jacy kiedykolwiek żyli na naszym tak obfitującym w poetów globie, lecz w ogóle nie liczył się z koniecznością tworzenia w takim lub innym gatunku literackim. Zasadą jego pisarstwa było podporządkowanie wszelkich istniejących rodzajów twórczości: prozy, dramatu, liryki, epiki – jednemu celowi nadrzędnemu, jakim był najdoskonalszy zapis tego, co chciał powiedzieć.” (z Posłowia do James Joyce: Utwory poetyckie. Przełożył Maciej Słomczyński. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1971).

    Z tomu “Chamber Music”, 1907

    II


    The twilight turns from amethyst
    To deep and deeper blue,
    The lamp fills with a pale green glow
    The trees of the avenue.

    The old piano plays an air,
    Sedate and slow and gay;
    She bends upon the yellow keys,
    Her head inclines this way.

    Shy thought and grave wide eyes and hands
    That wander as they list -- -
    The twilight turns to darker blue
    With lights of amethyst.

    przekład Macieja Słomczyńskiego pt. „***[Zmierzch, z ametystu
    przemieniony...]” w temacie Wiersz na różne pory dnia


    XXII

    Of that so sweet imprisonment
    My soul, dearest, is fain -- -
    Soft arms that woo me to relent
    And woo me to detain.
    Ah, could they ever hold me there
    Gladly were I a prisoner!

    Dearest, through interwoven arms
    By love made tremulous,
    That night allures me where alarms
    Nowise may trouble us;
    But lseep to dreamier sleep be wed
    Where soul with soul lies prisoned.

    przekład Macieja Słomczyńskiego pt. „***[Że jest ma dusza
    uwięziona...”] w temacie Trochę o duszy


    XXIV

    Silently she's combing,
    Combing her long hair
    Silently and graciously,
    With many a pretty air.

    The sun is in the willow leaves
    And on the dappled grass,
    And still she's combing her long hair
    Before the looking-glass.

    I pray you, cease to comb out,
    Comb out your long hair,
    For I have heard of witchery
    Under a pretty air,

    That makes as one thing to the lover
    Staying and going hence,
    All fair, with many a pretty air
    And many a negligence.

    przekład Macieja Słomczyńskiego
    pt. „***[Milcząc czesze włosy...]” w temacie Włosy


    XXVI

    Thou leanest to the shell of night,
    Dear lady, a divining ear.
    In that soft choiring of delight
    What sound hath made thy heart to fear?
    Seemed it of rivers rushing forth
    From the grey deserts of the north?

    That mood of thine
    Is his, if thou but scan it well,
    Who a mad tale bequeaths to us
    At ghosting hour conjurable -- -
    And all for some strange name he read
    In Purchas or in Holinshed.

    przekład Macieja Słomczyńskiego pt. „***[Wtuliłaś ucho
    w muszlę nocy...] w temacie Dar słuchu


    XXIX

    Dear heart, why will you use me so?
    Dear eyes that gently me upbraid,
    Still are you beautiful -- - but O,
    How is your beauty raimented!

    Through the clear mirror of your eyes,
    Through the soft sigh of kiss to kiss,
    Desolate winds assail with cries
    The shadowy garden where love is.

    And soon shall love dissolved be
    When over us the wild winds blow -- -
    But you, dear love, too dear to me,
    Alas! why will you use me so?

    przekład Macieja Słomczyńskiego pt. „***[Droga, cóż ze mną
    chcesz uczynić?...]” w temacie Schyłek miłości


    Z tomu „Pomes Penyeach”, 1927

    A Flower Given to My Daughter


    Frail the white rose and frail are
    Her hands that gave
    Whose soul is sere and paler
    Than time's wan wave.

    Rosefrail and fair -- yet frailest
    A wonder wild
    In gentle eyes thou veilest,
    My blueveined child.

    Trieste, 1913

    przekład Macieja Słomczyńskiego pt. „Kwiat dany mojej córce”
    w temacie Dziecko jest chodzącym cudem...


    A Memory of the Players in a Mirror at Midnight

    They mouth love's language. Gnash
    The thirteen teeth
    Your lean jaws grin with. Lash
    Your itch and quailing, nude greed of the flesh.
    Love's breath in you is stale, worded or sung,
    As sour as cat's breath,
    Harsh of tongue.

    This grey that stares
    Lies not, stark skin and bone.
    Leave greasy lips their kissing. None
    Will choose her what you see to mouth upon.
    Dire hunger holds his hour.
    Pluck forth your heart, saltblood, a fruit of tears.
    Pluck and devour!

    Zurich, 1917

    przekład Macieja Słomczyńskiego pt. „Wspomnienie o aktorach
    w lustrze o północy” w temacie Widzę ich w duszy teatrze...


    A Prayer

    Again!
    Come, give, yield all your strenght to me!
    From far a low word breathes on the breaking brain
    Its cruel calm, submission's misery,
    Gentling her awe as to a soul predestinated.
    Cease, silent love! My doom!

    Blind me with your dark nearness, O have mercy, beloved enemy of my will!
    I dare not withstand the cold touch that I dread.
    Draw me still
    My slow life! Bend deeper on me, threatening head,
    Proud by my downfall, remembering, pitying
    Him who is, him who was!

    Again!
    Together, folded by the night, they lay on earth. I hear
    From far her low word breathe on my breaking brain.
    Come! I yield. Bend deeper upon me! I am here.
    Subduer, do not leave me! Only joy, only anguish,
    Take me, save me, soothe me, O spare me!

    Paris, 1924

    przekład Macieja Słomczyńskiego pt. „Modlitwa” w temacie Modlitwa



    Obrazek
    James Joyce, 1915

    Inny wiersz Jamesa Joyce'a w temacie Kołysanki, nie tylko dla dzieciRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 13.07.10 o godzinie 12:51



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Modlitwa
    4.03.2010, 15:02

    James Joyce

    Modlitwa


    Znowu!
    Przyjdź, daj, przekaż mi wszystkie moce twoje!
    Z dala, w mózg pękający nisko tchnie jej słowo
    Nędzą poddania, okrutnym spokojem,
    Grozę jej łagodząc jak wobec duszy wybranej.
    Dość już, cicha miłości! Zgubo moja!

    Oślep mnie twą ciemną bliskością, O miej litość, ukochany wrogu mej woli!
    Trwoży mnie zimne dotknięcie, którego znieść nie mogę.
    Sącz ze mnie do woli
    Życie me powolne! Pochyl nade mną niżej groźną głowę,
    Dumną z mojego upadku, pamiętającą, żałującą
    Tego, który jest, który był!

    Znowu!
    Razem, otuleni nocą, leżeli na ziemi. Słyszę,
    Jak z dala w mój mózg pękający nisko tchnie jej słowo.
    Przyjdź! Ulegam. Jestem tu. Pochyl się nade mną niżej
    Ujarzmicielko, nie odchodź! Jedyna radości, jedyna udręko,
    Weź mnie, zbaw mnie, ukój mnie, O, oszczędź mnie!

    Paryż, 1924

    tłum. z angielskiego Maciej Słomczyński

    w wersji oryginalnej pt. „A Prayer”
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 06.03.14 o godzinie 05:58



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Widzę ich w duszy teatrze...
    4.03.2010, 14:47

    James Joyce

    Wspomnienie o aktorach w lustrze o północy


    W ustach ich mowa miłości. Zgrzyt,
    To zębów trzynaście
    W wychudłych szczękach twych,
    To twój śmiech. Zduś wstyd,
    Żądzę nagich ciał. Stęchł oddech miłości
    Twój, słowo i pieśń jak język są kwaśne:
    Koci, szorstki.

    Ta szarość, która patrzy, jest,
    Nie kłamie. Sama skóra i kość.
    Tłustym ustom zostaw całus. Dość.
    Nikt tych, które widzisz, nie zechce dla swych warg.
    Strasznego głodu godzina trwa.
    Wyrwij swe serce słonokrwiste, owoc łez,
    Wyrwij i pożryj!

    Zurich, 1917

    tłum. z angielskiego Maciej Słomczyński

    w wersji oryginalnej pt. „A Memory of the Players
    in a Mirror at Midnight” w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 28.03.14 o godzinie 02:32



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym i...
    4.03.2010, 14:34

    James Joyce

    Kwiat dany mojej córce


    Krucha i biała, jak ta krucha róża,
    Dłoń różę dała.
    Jak rzeka czasu przybladła jej dusza,
    Zwiędła, omdlała.

    Różanokrucha i piękna – lecz żyje
    Kruchszy cud dziki,
    Który w łagodnych twoich oczach kryjesz,
    Dziecko o żyłach błękitnych.

    Triest, 1913

    tłum. Maciej Słomczyński

    w wersji oryginalnej pt. „A Flower Given to My Daughter”
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 04.03.10 o godzinie 18:04



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Dar słuchu
    4.03.2010, 14:16

    James Joyce

    * * *


    Wtuliłaś ucho w muszlę nocy,
    Choć brzmi naokół chór rozkoszy.
    Pani, cóż za złowróżbne głosy,
    Jakiż dźwięk serce twoje spłoszył?
    Czy zdał się jako rzeki rwące,
    Z pustyni Północy tu płynące?

    Ten nastrój twój, o zatrwożona,
    Jego jest, jeśli to pojmujesz;
    On to opowieść tę szaloną
    W godzinie duchów przekazuje...
    W Purchasie znalazł – stąd rzecz płynie –
    Lub w Holinshedzie, dziwne imię.

    1907

    tłum. Maciej Słomczyński

    w wersji oryginalnej pt. „XXVI [Thou leanest to the shell of night…]”
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 04.03.10 o godzinie 18:01



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Trochę o duszy
    4.03.2010, 12:20

    James Joyce

    * * *


    Że jest ma dusza uwięziona,
    Cieszę się całą duszą...
    Każą mi ulec twe ramiona,
    Do pozostania kuszą.
    Ach, gdyby uścisk był wiecznością,
    Więźniem pozostałbym z radością!

    Najdroższa, splotła nam ramiona
    Rozedrgane rozkoszą
    Ta noc i wabi, wiedzie ona,
    Gdzie troski nie zagoszczą,
    Lecz senną z sennym zaślubiono
    I dusze we śnie uwięziono.

    1907

    tłum. Maciej Słomczyński

    w wersji oryginalnej pt. „XXII [Of that so sweet imprisonment …]”
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 04.03.10 o godzinie 17:58



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wiersze na różne pory dnia
    4.03.2010, 09:44

    James Joyce

    * * *


    Zmierzch, z ametystu przemieniony,
    Niebieski jest, ciemnieje;
    Latarni blask bladozielony
    Rośnie wśród drzew alei.

    W starym pianinie pieśń rozbrzmiewa
    Powolna; godna, miła;
    W klawisze żółte zapatrzona
    Głowę ku nim skłoniła.

    Myśl błądzi, dłonie zasłuchane,
    Oczy wielkie i czyste...
    W zmierzchu niebieskim, ciemniejącym
    Światełka ametystu.

    1907

    tłum. z angielskiego Maciej Słomczyński

    w wersji oryginalnej pt. „II [The twilight turns from amethyst…]”
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 30.04.14 o godzinie 04:40



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Schyłek miłości...
    4.03.2010, 09:28

    James Joyce

    * * *


    Droga, cóż ze mną chcesz uczynić?
    Twe drogie oczy, obrócone
    Ku mnie, by mnie łagodnie winić,
    Piękne są wciąż, lecz odmienione!

    Przez czystych oczu twych zwierciadła,
    Przez okrzyk twój wśród pieszczot czysty,
    Wichura pustosząca spadła
    Na mej miłości gaj cienisty.

    I wkrótce wichru dzikość sroga
    Sprawi, że miłość się rozwieje,
    Lecz, droga moja, nazbyt droga,
    Czemuż, ach czemuż, tak się dzieje?

    1907

    tłum. z angielskiego Maciej Słomczyński

    w wersji oryginalnej pt. „XXIX [Dear heart, why will you use me so? …]”
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 19.04.14 o godzinie 10:14



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Włosy
    4.03.2010, 09:12

    James Joyce

    * * *


    Milcząc czesze włosy,
    Długie włosy swoje,
    Milcząc, lecz jak wdzięcznie
    Śliczne minki stroi.

    Słońce już na trawę
    I liść wierzby padło,
    A ona wciąż czesze długie włosy swoje
    I zerka w zwierciadło.

    Błagam, nie rozczesuj
    Długich włosów swoich,
    Czarownica także
    Różne minki stroi.

    Kochanek iść może
    Lub zostać niechętnie;
    Tak piękna, tak ślicznie minki stroi:
    Tak obojętnie.

    1907

    tłum. Maciej Słomczyński

    w wersji oryginalnej pt. „XXIV [Silently she's combing …]”
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 04.03.10 o godzinie 18:01



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja i malarstwo
    3.03.2010, 11:28

    Rafael Alberti*

    Delacroix


    Kolor jak dramat. Cieni
    i jasności porywczość.
    Wśród linii z nagła błyszczą
    zachwyt i żar płomieni.

    Krwi wieżyce. Rozdartych
    niebios skurcze skręcone.
    Horyzonty zwęglone.
    Miasta mieszkańców martwych.

    Wszystko furią, łopotem
    bander oszołomionych.
    Morze i koń spłoszony,
    rwący wściekłym galopem.

    Gna bez cugli, uprzęży,
    wolność wsiadłszy zuchwale
    na mórz spienione fale,
    ponad nią nagi księżyc.

    Pasja nieokiełznana,
    malarzu w twórczej furii!
    Portret krzyku wichury
    twa paleta odsłania.

    Renoir

    Kolorów sny i marzenia.
    Czas mijał, ach, czas upływał!
    Róż czym zechciał, tym bywał:
    spływając piersią, w biodra się przemieniał.
    Żółtość to włosów sploty .
    Włosy to żółte róże.
    Między udami spływa
    ciemnego błękitu dotyk.
    Błękit, w wodę zmieniony, ku górze
    pnąc się, opasuje kolana.
    Srebro drzewem oliwnym
    winem z goździków będzie karmin żywy.
    Czyżby czerń zmarła, zapomniana?
    Lazur zamiast niej śpiewa
    i to on się przechyla
    ku cieniom zielonym lub lila.
    Lecz to róż jest tym, co śpiewa najdźwięczniej.
    Nad samym morzem róż śpiewa,
    plama różu, pośladki w rzece,
    w różu pleców, jak w lustrze, słońce
    i dźwięczące
    różane stopy wśród rosy.
    Życie wibruje i dzwoni:
    to cykanie koników polnych,
    w twojej wiejskiej źrenicy drżące.
    Zefir w klarnet dmie kobaltowo,
    błękitnieją włosy,
    skóra mieni się masą perłową,
    pejzaż w jasnym pyle lśni srebrzyście.
    Sinieją liście,
    zielenieje bez w cieniu lila.
    Lecz to róż najpiękniej migocze,
    gdy nagością w róży się rozpyla.

    Malarzu! Na palecie twej gwarnej
    farby z dzbanów kipiące się burzą,
    aż się staną pękiem kwiatów różnobarwnych
    I różą.

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Homo automobilus, czyli jadę samochodem...
    3.03.2010, 09:20

    Jonasz Kofta

    Autobusy zapłakane deszczem


    Łezka do łezki
    Aż będę niebieski
    W smutnym kolorze blue
    Jak chłodny jedwab
    Pustego nieba
    Zaśpiewa
    Kolor blue

    Autobusy zapłakane deszczem
    Wożą ludzi od siebie do siebie
    Po błyszczącym mokrym asfalcie
    Jak po czarnym gwiaździstym niebie
    Od tygodnia leje w tym mieście
    Ścieka wilgoć po sercu i palcie
    Z autobusu spłakanego deszczem
    Liczę gwiazdy na mokrym asfalcie

    Łezka do łezki
    Aż będę niebieski
    W smutnym kolorze blue
    Jak chłodny jedwab
    Pustego nieba
    Zaśpiewa
    Kolor blue

    Autobusy zapłakane deszczem
    Jak ogromne polarne foki
    Przepływają w hamulców piskach
    Wydmuchują spalin obłoki
    Po zmęczonych grzbietach ich dreszczem
    Przelatują neonów błyski
    Autobusy zapłakane deszczem
    Mają takie sympatyczne pyski

    Łezka do łezki
    Aż będę niebieski
    W smutnym kolorze blue
    Jak chłodny jedwab
    Pustego nieba
    Zaśpiewa
    Kolor blue

    Do łezki łezka

    (tekst piosenki w wykonaniu Maryli Rodowicz)

    Autobusy zapłakane deszczem
    wożą ludzi od siebie do siebie,
    po błyszczącym mokrym asfalcie,
    jak po czarnym gwiaździstym niebie
    Od tygodnia leje w mym mieście,
    ścieka wilgoć po sercu i palcie,
    z autobusu spłakanego deszczem
    liczę gwiazdy na mokrym asfalcie.

    Do łezki łezka,
    aż będę niebieska
    w smutnym kolorze blue,
    jak chłodny jedwab,
    w kolorze nieba
    zaśpiewa kolor blue.

    Autobusy zapłakane deszczem
    jak ogromne polarne foki,
    wyszukują w deszczu swe miejsce
    wydmuchując pary obłoki.
    Po zmęczonych grzbietach ich dreszczem
    przelatują neonów błyski,
    autobusy zapłakane deszczem
    mają takie sympatyczne pyski.

    Do łezki łezka...

    A gdy padać przestanie w mym mieście,
    gdzie się ze swoim smutkiem umieszczę,
    w autobusie zapłakanym deszczem
    tam pojadę, gdzie pada wiecznie.

    Do łezki łezka, aż będę niebieska…

    Do łezki łezka – słowa Jonasz Kofta,
    muzyka Andrzej Korzyński, śpiewa Maryla Rodowicz, 1977



    Obrazek

    piosenka jest też w temacie W czasie deszczu nudzą się dzieci...Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 03.03.10 o godzinie 09:33



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Błędne koła rowerów...
    3.03.2010, 08:38

    Rafael Alberti*

    Ballada o rowerze ze skrzydłami
    (fragm.)

    1

    Ja, pięćdziesięcioletni dziś, posiadam rower.
    Wielu ludzi jacht miewa,
    inni, liczniejsi, także i samochód,
    a są i tacy, którzy mają srebrny aeroplan.
    Ale ja,
    teraz dokładnie pięćdziesięcioletni,
    mam tylko rower.

    Napisałem, wydałem ja wierszy bez liku.
    Prawie wszystkie mówią o morzu,
    a także i o lasach, aniołach, równinach.
    I opiewałem również wojny w słusznej sprawie,
    i pokój, i rewolucje.
    Lecz niczym jestem teraz, jedynie wygnańcem.
    Tysiąc kilometrów od mojego kraju
    pięknego, z fajką w ustach,
    z zeszytem białych kartek i z ołówkiem,
    przejeżdżam na rowerze moim miejskie parki,
    asfaltowe ulice, hałaśliwe drogi,
    by zatrzymać się zawsze tuż nad brzegiem rzeki,
    i zobaczyć, jak wieczór do snu się układa,
    i jak z nadejściem nocy
    jej gwiazdy najwcześniejsze zanikają w wodzie.

    4

    Ja wiem, że on ma skrzydła.
    I że nocami we śnie
    przez jego koła srebrne
    wiatr wiejąc głośno szepcze.

    Ja wiem, że ona ma skrzydła.
    Że gdy wzlatuje, śpiewa
    przez sen, aż się otworzy
    we śnie niebiańska ścieżka.

    Ja wiem, że on ma skrzydła.
    Chce mnie unieść nad morza,
    co nie mają początku
    i nad łąki bez końca.

    Ja wiem, że on ma skrzydła.
    Nieba jego odlotu, kiedyś,
    jeżeli zechce,
    już nie znajdą powrotu.

    tłum. Irena Kuran-Bogucka


    Obrazek


    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 19.02.12 o godzinie 16:38



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Defilady i pochody
    2.03.2010, 11:37

    Andrzej Bursa

    Chrystus na defiladzie


    Oto w mieście wielkie poruszenie
    Zjechali działacze wziąć udział w naradzie
    Bo ksiądz z ambony ogłosił w niedzielę
    że Chrystus weźmie udział w defiladzie
    Wierni w kolejce do konfesjonału
    Rachują grzechy by się dobrze wyspowiadać
    A działacze w miejskiej radzie
    Radzą jak tu z księdzem się dogadać
    Do dnia zwycięstwa już tak mało czasu
    I jedni i drudzy wieszają chorągiewki
    Dzieci miasto ubierają w kwiaty
    Chłopcy dla wojska Chrystusowi
    dziewczynki
    I oto jest już dziś za chwilę
    Wielka defilada z Chrystusem na czele
    Słychać już marsz i płacz wzruszenia
    Wielki dzwon odzywa się w kościele
    Gdy przechodzą szeregi i już widać
    czołgi
    Działacze czują ulgę wierni nie
    wierzą
    Lecz nagle ksiądz zrywa się na nogi
    I wrzeszczy: jest!... ale drewniany i na krzyżu!...

    Chrystus na defiladzie - słowa Andrzej Bursa, muzyka Paweł Piotrowski
    i Robert Materna, wykonanie zespół "Dezerter", z albumu "Wszyscy przeciw wszystkim", 1990


    utwór jest też w temacie Poezja śpiewanaRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 09.05.10 o godzinie 11:41



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Błędne koła rowerów...
    2.03.2010, 11:07

    Ewa Lipska

    Serca na rowerach


    Żyję od. Żyję do.
    Bywam anty. Bywam pro.
    Fruwam ponad. Ponad to.
    Ale nade wszystko
    kocham go.

    Żyję czasem. Czasem nie.
    Żyję nocą. Żyję dniem.
    Los wybiera nas na głos.
    O miłości śpiewa,
    śpiewa ktoś.

    Może to taka jest maniera,
    że nagle niebo się otwiera.
    Że nagle on. Że nagle ja
    i wszystko wokół razy dwa.
    Może to taka jest maniera,
    że kocham ciebie, etcetera.

    Że nagle ja, że nagle ty,
    a dookoła obłok mgły.
    Może to taka jest maniera,
    że nasze serca na rowerach,
    że nagle on, że nagle ja
    i wszystko wokół razy dwa.

    Pytasz mnie, czy ja śnię
    i kto o tym jeszcze wie.
    Drogi się spotkały dwie
    i magiczny wokół
    wieje szept.

    Żyję czasem. Czasem nie.
    Żyję nocą. Żyję dniem.
    Drogi się spotkały dwie.
    Chcę powiedzieć tobie, że...

    z tomiku "Serca na rowerach", 2004

    Serca na rowerach – słowa Ewa Lipska, muzyka Andrzej Sikorowski,
    śpiewa Anna Szałapak, z płyty "Serca na rowerach - piosenki do wierszy
    Ewy Lipskiej", 2004


    utwór jest też w temacie Poezja śpiewanaTen post został edytowany przez Autora dnia 06.06.13 o godzinie 04:00



    Zgłoś | Cytuj

Wyślij zaproszenie do