Ryszard Mierzejewski

offline

Ryszard Mierzejewski

poeta i tłumacz, wolny ptak

Wypowiedzi

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie W świecie baśni, legend i mitów
    13.03.2010, 15:44

    Józef Ratajczak*

    Mitologia


    Pierwsze, co posiadł, to jabłoń,
    miał z nią ogród na pniu
    kwiatami maja osnuty;
    siódmy pot ją podźwignął
    ze zgniłej zieleni, z gleby,
    pchnął w górę koronę słabą,
    by niebo gałęzią przebić.

    Z ziemią spłodził pszenicę:
    do każdej bruzdy przywarł
    przewróconej na wznak,
    ziarno rzucając pod nogi
    w trzewia, po których kroczył;
    wschodziły pędy, żniwo
    przypadło mu nagle do oczu.

    Wtedy ze sznurem na krtani
    piwsko przywołał, gospodę
    pełną poduch brzuchatych
    i z wypuszczoną pościelą
    zadbał o mnie na oślep:
    pędziłem nazajutrz a nim
    w koniu, w ziemi, we wrzosie.

    z tomu „Ballada dziadowska”, 1973

    *notka o autorze w temacie Być poetą...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 13.03.10 o godzinie 15:45



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Widzę ich w duszy teatrze...
    13.03.2010, 14:04

    Józef Ratajczak*

    W teatrze lalek


    Poplątały się palce aktorom
    nad scenki fortepianem,
    zgubił wąsa Michał, krzepki wiarus,
    dzielny szewczyk Dratewka zginął w paszczy smoka
    (nie spłaciwszy domiaru)
    a królewna Hortensja
    zdarła wianka brokat
    przed pułkiem rosłych dragonów
    (wpadnie stąd druga pensja).

    I tylko głupi Jasio
    pozostał wierny swej roli,
    siedzi na tronie z gazety
    po magistratach guberni
    i rządzi białymi myszkami
    z woli i po niewoli.

    1958

    z tomu „Ballada dziadowska”, 1973

    *notka o autorze i linki do innych
    jego wierszy w temacie Być poetą...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.12.11 o godzinie 14:08



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Polowania i łowy
    13.03.2010, 13:57

    Józef Ratajczak*

    Sezon polowań


    Nienawiść obchodzi stulecia.

    Zza pni
    wynurza czarne dziury luf.

    Narośl na locie ptaka
    poderwanego do ołowiu,
    niebo w podskoku zająca
    rozcięte na pasztet.
    Gałązka rogów
    wyrąbana z łba
    krwawi na ścianie
    rozbielonej nocy.

    Obok dwururka,
    do strzału
    złożone oczy.

    z tomu „Ballada dziadowska”, 1973

    *notka o autorze i linki do innych
    jego wierszy w temacie Być poetą...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.12.11 o godzinie 14:28



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Potrawy i napoje - degustacja, jedzenie i picie, wielkie...
    13.03.2010, 13:50

    Józef Ratajczak*

    Przyjęcie po polsku


    Przytakuję półmiskom,
    acha, ano,
    śniętym dorszom
    w pas
    aż po zieleń schabu.
    Jak zdrówko, pytam
    (wieprzowinę),
    co słychać
    (w rosole).
    Nie czekam na odpowiedź,
    żuję rytualnie,
    uśmiecham się, dziękuję,
    rączki czule na mostku,
    żeberka objęte w pół,
    widelec
    z góry
    trach
    w rozwarte do kości gicze.
    Jak ci, pytam
    (z przyjęciem)
    i czeszę jej włosy
    w zupie.

    z tomu „Ballada dziadowska”, 1973

    *notka o autorze i linki do innych
    jego wierszy w temacie Być poetą...
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.12.11 o godzinie 14:02



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Być poetą...
    13.03.2010, 12:15

    Józef Ratajczak*

    * * *


    Nauczony ugody za wszelką cenę,
    o honorze nie mówiąc, bo wyszedł z mody,
    jakże mam buntu uczyć, gdy wbito mi w skórę
    posłuch dla słów z pieczęcią, co już za mnie wiedzą,
    planując moje kroki, kreśląc mi sumienie.

    Stąd z myślą do urzędu idę wpierw nim ją pomyślę
    I pytam o ojcostwo liści, gdy w wiersz kładę liście.
    Więc jakże mam prowadzić, służyć, karcić za co,
    jeśli sam z ręki jadam, pokazuję język,
    czy nie jest obłożony czymś zakaźnym, jeśli
    słów szukam takich, które nic nie znaczą,
    by w nich zawrzeć najwięcej utajonych treści.

    Pragnęliście śmiechu, a tu własne więzy
    napotykacie nagle, a sio zatem, fora,
    nie ma co czekać jutra – żyjąc ciągle wczoraj.

    z tomu „Ballada dziadowska”, 1973
    *Józef Ratajczak (1932-1999) – poeta, prozaik, autor cenionych książek dla dzieci, współpracował
    też z teatrem lalkowym i Polskim Radiem. Wydał m. in. tomy poezji: „Niepogoda” (1957), „Zamknięcie krajobrazu” (1960), „”Pozy i akty” (1962), „W środku gwaru” (1965), „Miejsce z muru” (1966), „Ogniwa” (1967), „Wygnanie z mitu” (1971), „Fraszki i sielanki” (1971), „Ballada dziadowska” (1973). Był autorem antologii: „Krople wrzącej krwi. Powstanie Wielkopolskie w poezji i pieśni” (1978) oraz „Krzyk i ekstaza. Antologia polskiego ekspresjonizmu” (1987).


    Inne wiersze Józefa Ratajczaka w tematach: Potrawy i napoje..., Kolorowe jarmarki,
    Widzę ich w duszy teatrze..., W świecie wróżb, zaklęć i sił tajemnych, Polowania i łowy
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.12.11 o godzinie 14:28



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Nim przyjdzie wiosna...
    12.03.2010, 16:35

    Josif Brodski*

    * * *


    Rozgłośmy nadejście wiosny! Przemyjmy oblicze zaspane,
    czyraki potraktujmy niezawodnym kreozotem
    i wyjdźmy na bosaka, w jednej koszuli, na ganek –
    a oczy się zachłysną świeżością! horyzontem!
    przyszłością! Przyszłość z niezmienną ochotą
    napełnia ziemię ziarnem, serdecznością – głosy,
    zegary – tykającym marszem odtąd-dotąd;
    ockniesz się – i sam siebie zastajesz w przyszłości.
    Wiosną, gdy ptactwo budzi lasy i ogrody,
    cała przyroda, od jaszczurek do bocianów,
    tam się kieruje, dokąd również wiodą
    ślady w zasadzie każdej zbrodni stanu.

    tłum. z rosyjskiego Stanisław Barańczak

    *notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
    do polskich przekładów w temacie Стихи – czyli w języku Puszkina
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 10.03.14 o godzinie 02:59



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Latarnie - symbolika i poetyckie konteksty
    12.03.2010, 16:14

    Josif Brodski*

    Bez latarni


    Gdy w nocy wyjrzysz przez okno - od razu
    wiesz, jak daleko może być do wiosny;
    zwykłym sylwetkom narzutowych głazów
    nie będzie bliżej do rosnącej sosny.
    Z niedostrzegalnym uśmiechem spryciarza
    przeciągasz nitkę przez zęby w skupieniu,
    ażeby palce (albo mięśnie twarzy)
    łatwiej przekonać o swoim istnieniu.

    A serce w piersi skacze i szaleje
    z obawy przed tym ponurym milczeniem
    przestrzeni, która przed tobą czernieje
    tak jak ciągnące się za tobą cienie.

    tłum. Katarzyna Krzyżewska

    *notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
    do polskich przekładów w temacie Стихи – czyli w języku Puszkina
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 13.07.13 o godzinie 05:15



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Cztery żywioły
    11.03.2010, 15:18

    Rafael Alberti*

    Ogień


    Pnie drzew bolesne, zrąbane,
    mgieł ciężki masyw, przedmieścia
    spragnione gazu i głosów,
    spalone, płomienie z cienia.

    Dłuta z wrącego metalu
    i świdrów stal rozgorzała
    do czerwoności, ciosami
    kruszą kamienne kowadła.

    Nad dzwonnicami odłamki
    wbite w żelazne obłoki.
    Padają w iglice, wieże
    w przestrzeniach już gorejących.

    Siarkowe morze bez serca
    wspina się wzwyż, w skoku całe.
    Sinych promieni, zielonych
    jęzorów oślepły zamęt.

    Przybój fal dymu ochrypłych
    grzbiet w łuk wygina jak portyk
    na czarnym nieba atłasie
    z huby i sadzy skręcony.

    A trąba morska z popiołów
    czarnych w grób składa przedmieścia
    o pustych oczach i płaskich,
    powygaszanych już cieniach.

    1928

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Poezja kolei żelaznych
    11.03.2010, 14:12

    Rafael Alberti*

    Pociągi


    Dzienny pociąg zatrzymany
    przydrożnych ostów kolcami.

    - Karczmareczko, dziewczę miłe,
    zostawiłem swoje serce
    w twoim kubku wody zimnej.

    Nocny pociąg, zatrzymany
    błyskiem rzeki, modrej szabli.

    Rybaku, mój przewoźniku,
    zostawiłem swoje serce
    w twej łodzi czarnej i zimnej.

    1924

    Dworzec Południowy
    Ekspres Andaluzyjski – Odjazd 20. 20


    Semaforowe, krągłe oko w górze
    zawisłe, prezes wszechkolei: księżyc.
    I zasmolony dróżnik w swym mundurze.

    Tętent, żelaznych galop Amazonek,
    świsty, przejazdy spuszczone z uwięzi,
    wieńce ze świateł zwęglonych splecie.

    Ekspres nad morze! Żegnajcie! (Ktoś strzelił!
    Huk! Zmarło ramię!) dróżniku, twój gwizdek
    rozciął La Manczę, Andaluzję dzieli.

    KORDOBA. (Bazar: wózek, srebrny dzwonek,
    pośpieszny kufer, szybki pęd walizek,
    sztywne pajace z blachy wykrojone.)

    - Ani w Kordobie twa chustka, chcę rzec ci,
    ani w Kadyksie, ale tak, w Sewilli
    Gwadalkiwirem modrym w niebo wzleci.

    SEWILLA. (Piwa brak, nie ma poziomek.
    Ochrzcić pociągi flaszką manzanilli,
    zaś sokiem z cytryn burty statków strome!)

    - Czy Lady tańczy? Mister, drinka w drodze?
    Wiruj, Giraldo, ciemny słoneczniku,
    bez szat, skrupułów, krąż na jednej nodze!

    KADYKS. (W powieści „Pociągi na torze”
    strzał na peronie. Wśród wierszy bez liku,
    przesuwa liście swych okrętów morze.)

    - Gratis od Wyspy na Syren regaty
    zabierze ciebie, uśpioną, marynarz
    w bieli na białym pokładzie fregaty.

    MALAGA. (Zegar, latarnia czerwona:
    wskazówka młyńcem pędzi po godzinach,
    ruletka mylna i wykolejona.)

    - Daktyle morskie! Palma daktylowa,
    twa parasolka, kreśląca na wietrze
    łuki, gdy skręca twa łódź motorowa.

    Restauracyjny Wagon! (Dziś: rozbratel,
    świeże goździki w francuskiej saletrze
    i wina jasny amarant – muszkatel.)

    żegnaj już, żegnaj, żegnajcie! Bo w każdej
    podróży trzeba pić – wzrokiem jedynie –
    wiatr uchodzących pośpiesznie pejzaży.

    1928

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 11.03.10 o godzinie 15:33



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Blaski i cienie małżeństwa
    11.03.2010, 13:21

    Rafael Alberti*

    Panna młoda


    Już z wieży katedry
    dzwon zaczyna bić.
    A ja bez trzewiczków
    mam do ślubu iść!

    Gdzie biała sukienka,
    gdzie welon i kwiatu
    pomarańczy kiść?

    Gdzie jest mój pierścionek,
    spinka pozłocista,
    naszyjnika nić?

    Śpiesz się, spiesz, o matko!
    Już z wieży katedry
    dzwon zaczyna bić.

    Gdzie jest mój kochanek?
    Mój kochanek miły,
    gdzie też może być?

    Już z wieży katedry
    dzwon zaczyna bić.
    A ja bez kochanka
    mam do ślubu iść!

    1927

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Obraz Madonny w poezji
    11.03.2010, 13:07

    Rafael Alberti*

    Najświętsza Panna Cudowna


    (Procesja)

    Najświętsza Panna Cudowna,
    jest świętą patronką Puerto.
    Ósmego września wychodzi
    na Swój balkon ponad rzeką.

    Wody rzeki Guadalete,
    marzące, na odpust biegną,
    a ma moście Aleksandra
    barwne latarenki świecą.

    Najświętsza Panna Cudowna
    jest Wojowniczką Najświętszą.
    Gdy schodzi z nieba, Jej czoło
    mur i baszty zamku wieńczą.

    Brzeg Atlantyku się staje
    goździków lodową czernią,
    promieniem latarni morskiej
    z Kadyksu w pasy pociętą.

    Najświętsza Panna Cudowna
    nie schodzi nigdy ku brzegom.
    Święty Ferdynand wysyła
    swą kanonierkę do Puerto.

    1924

    wiersz jest też w temacie Defilady i procesje


    Matka Boska Morska

    Hej, wy dzieci z Aqua-dulce!
    Niech brzmi wasza morska pieśń!

    Tamtędy od wschodu wiatr
    z Cabo de Gata się zerwał.
    Przyniósł Matkę Boską Mórz,
    ciemną i ze srebra.

    Za wschodu przyniósł Ją wiatr,
    złożył na piaski nadbrzeżne,
    wiatr co powrócił na morze
    ze srebra i ciemne.

    1927

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 17.03.10 o godzinie 12:16



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Ogród przedziwny
    11.03.2010, 12:38

    Rafael Alberti*

    Ogród miłości


    Dla Javiera de Winthuysena,
    „ogrodowego niedźwiedzia”


    Idź do morskiego ogrodu
    i posadź mi krzak mącznicy
    wśród podbiegunowych lodów.

    Ogrodniku.

    Dla mej przyjaciółki wyspę
    czereśniami gwiazd bez liku
    obsadź, mur kokosów wokół.

    Ogrodniku.

    I cztery palmy strzeliste
    w moim sercu wojownika
    zasadź jak maszty, wysoko.

    Ogrodniku.

    Podmorskie nawoływanie

    Jakżeby mi dobrze było
    w ogrodzie na morskim dnie,
    z ogrodniczką moją miłą!

    Na wózeczku zaprzężonym
    w łososia – czy to nie czary! –
    sprzedawać pod morzem słonym
    twoje, kochana, towary!

    - Kto ode mnie kupić chce
    świeżutkie wodorosty!
    Wodorosty!

    1924

    tłum. Irena Kuran-Bogucka

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja iberyjska i iberoamerykańska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 11.03.10 o godzinie 12:45



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie POEZJA w temacie Nasze wiersze
    11.03.2010, 11:50

    Pył i cisza

    I kiedy nadszedł ten dzień
    który nie miał być
    dniem a tylko ciemnym tunelem
    w otchłani nocy
    położył się wygodnie
    na wznak
    aby widzieć przez odrapany sufit
    zamknięte przed nim niebo
    ulatniający się gaz był
    najbliższym przyjacielem
    martwił się
    czy wszystko zadziała tak
    jak sobie zaplanował czyż nie
    jest genialny
    przewidział i zaplanował koniec
    wszystkiego tego
    całego bajzlu dookoła od dawna
    nie sprzątanego
    i siebie zanurzonego w tym bajzlu
    słodki słodki jakże słodki
    delikatny wyrozumiały i opiekuńczy
    przyjaciel pierwszy
    i zarazem ostatni usypiał go czule
    w ułamku sekundy
    zobaczył jeszcze tę twarz
    z przeszłości
    szarą pooraną bruzdami
    upiorną twarz nędzarza pukającego
    do drzwi z prośbą
    o kromkę chleba w zamian za
    szczerą modlitwę
    zapewne patrzy teraz przez ten
    odrapany sufit
    z drugiej strony i czeka na swego
    dobroczyńcę sprzed lat aby
    pogawędzić
    i może nawet myśli sobie
    jeśli tam można myśleć że jednak
    miał rację że wszyscy są
    równi i prędzej czy później
    spotkają się
    i nikt nie będzie już
    żebrał i nikt
    nie będzie już obdarowywał
    swoją łaską i nikt
    nie będzie już brutalnie
    nikogo przepędzał

    od drzwi ktoś

    nacisnął kontakt dzwonka
    potężny wybuch
    wstrząsnął przeklętym domem
    w oślepiającym blasku
    leciały
    cegły szczątki
    sprzętów i
    ludzi

    wszystko pokrył biały
    brudny pył i
    ciszaRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 11.03.10 o godzinie 12:17



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Samobójstwo w wierszach: ... Nie lepiej od razu się...
    11.03.2010, 11:37

    Pył i cisza

    I kiedy nadszedł ten dzień
    który nie miał być
    dniem a tylko ciemnym tunelem
    w otchłani nocy
    położył się wygodnie
    na wznak
    aby widzieć przez odrapany sufit
    zamknięte przed nim niebo
    ulatniający się gaz był
    najbliższym przyjacielem
    martwił się
    czy wszystko zadziała tak
    jak sobie zaplanował czyż nie
    jest genialny
    przewidział i zaplanował koniec
    wszystkiego tego
    całego bajzlu dookoła od dawna
    nie sprzątanego
    i siebie zanurzonego w tym bajzlu
    słodki słodki jakże słodki
    delikatny wyrozumiały i opiekuńczy
    przyjaciel pierwszy
    i zarazem ostatni usypiał go czule
    w ułamku sekundy
    zobaczył jeszcze tę twarz
    z przeszłości
    szarą pooraną bruzdami
    upiorną twarz nędzarza pukającego
    do drzwi z prośbą
    o kromkę chleba w zamian za
    szczerą modlitwę
    zapewne patrzy teraz przez ten
    odrapany sufit
    z drugiej strony i czeka na swego
    dobroczyńcę sprzed lat aby
    pogawędzić
    i może nawet myśli sobie
    jeśli tam można myśleć że jednak
    miał rację że wszyscy są
    równi i prędzej czy później
    spotkają się
    i nikt nie będzie już
    żebrał i nikt
    nie będzie już obdarowywał
    swoją łaską i nikt
    nie będzie już brutalnie
    nikogo przepędzał

    od drzwi ktoś

    nacisnął kontakt dzwonka
    potężny wybuch
    wstrząsnął przeklętym domem
    w oślepiającym blasku
    leciały
    cegły szczątki
    sprzętów i
    ludzi

    wszystko pokrył szary
    brudny pył i
    ciszaRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 18.06.10 o godzinie 04:34



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Kalendarz poetycki na cały rok
    10.03.2010, 22:51

    Maciej Woźniak*

    Marzec, wyjście na brzeg


    Śniade chmury i mgła. W dole resztki śniegu,
    piana z cofającej się fali. Włączam płytę
    i odsłaniam okno, żeby się półmrok w pokoju

    zmieszał z ciemnym przybojem. Sczerniałe gałązki,
    numery telefonów, grzbiety książek na półce
    jak rybi szkielet przy burcie, rachunki za światło

    i za brak światła, ostry brzęk, kiedy śmieciarze
    opróżniają pojemnik, i trąbki u Mahlera,
    stalowoszare wahadło oceanu, któremu obojętne

    daje czy zabiera. On n’est pas qui on pense,
    kiedy siedzi się rano z zapiaszczoną twarzą
    i słoną wodą w płucach. Przy drzwiach,

    zanim zdejmiesz buty, podnoszę ci bluzkę,
    koniuszki piersi całują mnie w usta, smak
    najpierw jest chwiejny, niepewny, aż się

    opiera o język. Wychodzę po nim na brzeg.

    z tomiku „Iluzjon”, 2008

    *notka o autorze i inne jego wiersze w temacie
    Współczesna poezja polska – najmłodsze pokolenie
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 13.05.10 o godzinie 15:49



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Za bramą piekieł, czyli motyw diabła w poezji
    10.03.2010, 08:11

    Krzysztof Daukszewicz

    Ballada o trzeźwym diable


    Pod wieczór dobrze było, gdy na polu pełnym zbóż
    Z diabłem się spotkał dobry Pan i Jego Anioł Stróż

    Diabeł był zdrowy jak ten rydz,
    po prostu czart na schwał
    Anioł, zalany w drobny mak, na nogach ledwo stał
    Ho! Ho! Na nogach ledwo stał

    Chłop, gdy usłyszał Pana głos, poprosił ich na stronę
    I poczęstował z flachy wprost świeżutkim samogonem

    Pociągnął zdrowo Anioł Stróż i flachę Panu dał
    A czart do gardła nie lał nic, a czart się tylko śmiał
    Ho! Ho! A czart się tylko śmiał

    Robotnik, co z roboty szedł, przez drogi asfaltowe
    Wyciągnął z torby chleba pół i tyleż "Wyborowej"

    Ksiądz proboszcz,
    który wracał z mszy prywatnym samochodem
    Zaprosił na plebanię i ugościł starym miodem

    Minister wyznań witał się z Panem
    jak z własnym bratem
    A potem toast piękny wzniósł wybornym "Araratem"

    A rano, gdy ich dopadł kac
    w przydrożnym wiejskim rowie
    Anioł do Pana rzecze tak: "Mój dobry Boże, powiedz

    Czy diabeł sobie wszył, czy co, i trzeźwym musi być?"
    Pan odpowiedział:
    "Spójrz na świat, on już nie musi pić"
    Ho! Ho! On już nie musi pić

    Ballada o trzeźwym diable -
    - słowa, muzyka i wykonanie Krzysztof Daukszewicz
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 10.03.10 o godzinie 08:15



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie POEZJA w temacie Poezja współczesna na świecie
    9.03.2010, 16:02

    Peter Maiwald

    Man hört auf mich!


    Ich habe gesagt: Wolken:
    bedeckt die Geliebte
    wenn ihr die Sonne zu heiß wird.
    Fluß: teil dich, wenn sie ans Ufer kommt.
    Häuser: nehmt sie auf, wenn sie ermüdet
    und Tische: laßt sie zu.
    Wiesen: bindet ihr einen Strauß
    und Vögel: singt ihr ein Lied,
    wenn sie erwacht. Steine:
    geht aus dem Weg, den sie nimmt
    und Berge: versetzt euch, wenn nötig.
    Meere: tragt ihren Körper zu den Kontinenten.
    Städte: seid freundlich.
    Menschen: liebt, die ich liebe.
    Ich habe das gesagt. Nun geh.
    Hab keine Angst. Man hört auf mich.

    Będę wysłuchany

    Powiedziałem: chmury,
    zakryjcie ukochaną,
    jeśli będzie jej za gorąco w słońcu.
    Rzeko: rozdziel swe fale, gdy przyjdzie na brzeg.
    Domy: przyjmijcie ją, gdy będzie zmęczona,
    i stoły: dopuście ją do siebie.
    Łąki: uwijcie jej bukiet
    i ptaki: zaśpiewajcie jej pieśń,
    gdy się zbudzi. Kamienie:
    usuńcie się z drogi, którą będzie szła,
    i góry: rozstąpcie się przed nią, gdy nadejdzie,
    morza: przenieście jej ciało na kontynenty.
    Miasta: bądźcie przyjazne.
    Ludzie: kochajcie tę, którą ja kocham.
    Powiedziałem. Teraz idź.
    Nie bój się. Będę wysłuchany.

    tłum. Jan Koprowski

    Die Liebenden

    Was hast du, Anna?
    Du atmest so sehr.
    Aber nein, Liebster.
    Ich komme vom Kaufen.
    Es war viel zu laufen.
    Es ist die Tasche, Liebster.
    Es ist die Tasche
    schwer.

    Was hast du, Anna?
    Die Hand ist so kalt.
    Aber nein, Liebster.
    Es ist nur das Wetter.
    Es fallen die Blätter.
    Es ist der Winter, Liebster.
    Es ist der Winter
    bald.

    Was hast du, Anna?
    Dein Haar ist so grau.
    Aber nein, Liebster.
    Ich backe nur Kuchen.
    Ich backe nur Kuchen.
    Es ist das Mehr, Liebster.
    Es ist das Mehl
    schau.

    Kochająca się para

    Co ci jest, Anno?
    Tak ciężko dyszysz.
    Ależ nic, mój najmilszy.
    Z zakupów powróciłam.
    Tyle tam bieganiny.
    Tylko ta torba, jedyny.
    Tylko torba trochę była
    za ciężka.

    Co ci jest, Anno?
    Taką masz zimną rękę, droga.
    Ależ nic, mój złocisty.
    To tylko ta pogoda.
    Już opadają liście.
    Idzie zima, kochanie.
    Wkrótce zima
    nastanie.

    Co ci jest, Anno?
    Włosy masz takie posiwiałe.
    Ależ nic, mój najdroższy.
    Ja tylko ciasto wypiekałam.
    Ja tylko ciasto.
    To mąka, miły mój.
    To mąka,
    spójrz.

    tłum. Wanda Markowska

    Ich war hungrig

    Ich war hungrig,
    aber deinTisch war leer.
    Ich war arm,
    aber du schriest nach mehr.

    Ich war müde,
    aber du sprangst zum Tanz.
    Ich teilte,
    aber du sagtest: ganz!

    Ich ging nach Osten,
    und im Süden warst du.
    Ich suchte dich lange
    und verlor dich im Nu.

    Byłem głodny

    Żyłem w głodu udręce,
    Ale twój stół był pusty.
    Byłem bardzo ubogi,
    Lecz ty wołałaś: więcej.

    Kiedy znużony byłem,
    Ty się rwałaś do tańca.
    A kiedy ja dzieliłem,
    Tyś mi mówiła: wszystko.

    Ja ku Wschodowi wyruszyłem,
    Ty byłaś na Południu.
    Długom cię szukał wszędzie,
    A w mgnieniu oka utraciłem.

    tłum. Wanda Markowska



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Zaśpiewam ci pieśń
    9.03.2010, 15:52

    Peter Maiwald*

    Pieśń


    Mój ukochany Yilmas Silberstein
    bez płaszcza wyjść musiał z domu.
    Proszę was, gdy go ujrzycie:
    szal dajcie mu po kryjomu.

    Mój ukochany Yilmas Silberstein
    ma oczy czarne jak heban,
    by przynieść dwie żółte gwiazdy
    udał się aż do nieba.

    Mój ukochany Yilmas Silberstein
    znów z dróg powróci wygnańca.
    Już go sąsiedzi słyszeli
    jak płakał na miasta krańcach.

    tłum. Jan Koprowski

    Ukochana

    Ukochana
    dwoje oczu ma
    nocą
    są przepiękne
    bo za dnia
    wysysają cały świat.

    Ukochana
    dwoje uszu ma
    nocą
    są pełne muzyki
    bo za dnia
    nasłuchują smutków
    śmiechu szczęścia.

    Ukochana
    dwoje rąk ma
    które nocą
    delikatne są i mocne
    bo co dnia
    biorą dają
    mnie nam żar i chłód.

    tłum. Wanda Markowska

    *notka o autorze i inne jego wiersze
    w temacie A może w języku Goethego?
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 09.03.10 o godzinie 15:53



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Blaski i cienie małżeństwa
    9.03.2010, 15:51

    Peter Maiwald

    Kochająca się para


    Co ci jest, Anno?
    Tak ciężko dyszysz.
    Ależ nic, mój najmilszy.
    Z zakupów powróciłam.
    Tyle tam bieganiny.
    Tylko ta torba, jedyny.
    Tylko torba trochę była
    za ciężka.

    Co ci jest, Anno?
    Taką masz zimną rękę, droga.
    Ależ nic, mój złocisty.
    To tylko ta pogoda.
    Już opadają liście.
    Idzie zima, kochanie.
    Wkrótce zima
    nastanie.

    Co ci jest, Anno?
    Włosy masz takie posiwiałe.
    Ależ nic, mój najdroższy.
    Ja tylko ciasto wypiekałam.
    Ja tylko ciasto.
    To mąka, miły mój.
    To mąka,
    spójrz.

    tłum. Wanda Markowska

    w wersji oryginalnej pt. „Die Liebenden“
    w temacie A może w języku Goethego?
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 09.03.10 o godzinie 15:51



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Schyłek miłości...
    9.03.2010, 15:50

    Peter Maiwald

    Byłem głodny


    Żyłem w głodu udręce,
    Ale twój stół był pusty.
    Byłem bardzo ubogi,
    Lecz ty wołałaś: więcej.

    Kiedy znużony byłem,
    Ty się rwałaś do tańca.
    A kiedy ja dzieliłem,
    Tyś mi mówiła: wszystko.

    Ja ku Wschodowi wyruszyłem,
    Ty byłaś na Południu.
    Długom cię szukał wszędzie,
    A w mgnieniu oka utraciłem.

    tłum. Wanda Markowska

    w wersji oryginalnej pt. „Ich war hungrig!“
    w temacie A może w języku Goethego?



    Zgłoś | Cytuj

Wyślij zaproszenie do