Ryszard Mierzejewski

offline

Ryszard Mierzejewski

poeta i tłumacz, wolny ptak

Wypowiedzi

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Między sacrum a profanum (motywy religijne w poezji...
    30.11.2009, 22:31

    Hugo Williams

    Modlitwa


    Boże, daj mi siłę prowadzić podwójne życie,
    Przetnij mnie na pół.
    Spraw, aby każda połowa była szczęśliwa na swój sposób
    - z tym, co w niej pozostało. Pozwól, abym nie słuchał
    moich najlepszych instynktów
    i robił to, co chcę robić, czymkolwiek by to było,
    nie żałując tego i nie myśląc, że jednak powinienem żałować.

    Gdy późno w nocy przychodzę z domu - do domu,
    mówiąc, że wkrótce muszę wyjść,
    przypomnij, abym wyjrzał przez okno,
    by zorientować się - w którym domu jestem.
    Przypnij uśmiech do mojej twarzy,
    gdy wracam o dwa tygodnie za późno, opalony,
    z prezentami dla wszystkich.

    Naucz mnie, jak się zachować i gdzie patrzeć
    kiedy wyjaśniam,
    gdzie byłem
    i co tam robiłem.
    Czy było to dobre, czy złe? Czy czymś jak gdyby pośrednim?
    - chciałbym wiedzieć, co mam sądzić o tym,
    Ty może sprawisz, że będę wiedział?

    Gdy czas już pójść do łóżka, w tym albo w tamtym moim życiu,
    idź przede mną po schodach na górę,
    zapal światło w rogu pokoju.
    I powiedz mi: czy śpię tutaj w piżamie,
    czy nago?
    Jeśli nie możesz wyświadczyć tej przysługi, i przeciąć mnie na pół,
    to daj mi Boże siłę, bym mógł prowadzić podwójne życie.

    1994

    tłum. z angielskiego Krzysztof Boczkowski
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 25.03.14 o godzinie 04:37



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Pocałunki
    30.11.2009, 22:08

    Hugo Williams

    Kilka pocałunków z Kama Sutry


    Pocałunek Zwierciadlany, ten, który się składa
    Albo przesyła odbiciu
    Albo cieniowi kochanka
    W gładkim zwierciadle
    Albo na oświetlonej ścianie
    Albo na powierzchni wody,
    Zwie się Pocałunkiem Zwierciadlanym

    I jest jedynie jedną z wielu
    Odmian pocałunku, jak dla przykładu
    Pocałunek Równowagi, co jest wyrazem
    Najwyższej czułości, jako że się składa
    Na powiece kobiety
    Lub na koniuszkach palców mężczyzny
    I zwie się Pocałunkiem Równowagi

    Ponieważ nie powinien być za ciężki
    Ani zbyt lekki. Z kolei Pocałunek
    Budzący Pożądanie, ten, który
    Na twarzy śpiącego męża
    Składa kochliwa kobieta
    Iżby pokazać swe zamiary albo
    Namiętność, zwie się Pocałunkiem

    Rozniecającym Miłość lub Pocałunkiem
    Budzącym Pożądanie. A Vatsyayana wymienia
    Wiele innych odmian pocałunków
    Oprócz wspomnianych wyżej
    (np. Pocałunek Upojenia), twierdząc
    Że te nie będą potrzebne
    Prawdziwie zakochanym.

    tłum. z angielskiego Piotr SommerTen post został edytowany przez Autora dnia 02.12.13 o godzinie 05:21



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie O przemijaniu...
    30.11.2009, 20:50

    Kiedy przedmioty odchodzą
         przedmioty żyją dalej...

                                   Charles Bukowski

    Opowiadała mi kiedyś znajoma
    jak po śmierci jej
    ojca przez dłuższy czas
    nikt z domowników
    nie odważył się
    ruszyć żadnego przedmiotu
    ubrania
    dokumentu które do niego
    należały
    jakby wszyscy wierzyli
    że któregoś dnia
    wbrew temu co zaszło
    nieodwracalnie
    otworzy drzwi wejdzie
    a wraz z nim wszystko powróci
    na swoje dawne miejsce
    będzie nadal używał stojącego
    w łazience pędzla
    do golenia ubierze czystą koszulę
    wyprasowaną i powieszoną
    w garderobie przez żonę
    zaparzy sobie kawę w ulubionej
    filiżance i podzieli się
    lampką koniaku z ukochanym
    fikusem
    jednak z czasem przedmioty
    jak wszystko
    co na tym świecie ma duszę
    zatęskniły
    za swoim Panem i niepostrzeżenie
    zaczęły odchodzić

    Z każdym rokiem
    odchodzą przedmioty po moim ojcu
    starzeją się
    i osiągają kres wędrówki
    pustka
    samotność wokół
    coraz większa kiedy po
    bliskich ich
    przedmioty odchodzą

    Wiersz jest też w temacie
    Pamiątki i ślady przeszłości
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 29.06.13 o godzinie 15:31



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Między sacrum a profanum (motywy religijne w poezji...
    29.11.2009, 23:29

    Mamy już na forum temat „Poezja religijna”, nie było jednak dotąd wyodrębnionego miejsca dla tematyki religijnej w poezji, którą z uwagi na inne jej treści trudno zaliczyć do poezji religijnej. Ta ostatnia zawiera bowiem w sobie charakterystyczne przesłanie, odwołanie się do wiary i Boga jako najwyższych wartości w życiu człowieka. Inaczej mówi natomiast o wierze i Bogu poezja świecka, która posiłkuje się tylko pewnymi motywami, symbolami, czy archetypami zapożyczonymi z religii. Nie mają one jednak w niej pozycji nadrzędnej, a należą jedynie do jednych z wielu elementów duchowej przestrzeni człowieka. Pomimo swej świeckiej czy nawet – z punktu widzenia określonej religii – bluźnierczej wymowy, poezja ta ma często charakter głęboko humanitarny. Dlatego myślę, że warto i dla tego rodzaju twórczości poświęcić osobny wątek tematyczny.
           
          
    Lawrence Ferlinghetti

    Czasem w wieczności


    Czasem w wieczności
    pojawiają się różni faceci
    a jeden z nich
    który pojawił się naprawdę późno
    jest czymś w rodzaju cieśli
    z jakiegoś nieciekawego miejsca
    jak Galilea
    zaczyna skomleć
    utrzymując że jest z kości
    tego co stworzył niebo
    i ziemię
    i że ten gość
    który nam dał to wszystko
    jest jego starym

    Ponadto
    dodaje
    że jest to wszystko spisane
    na jakichś zwojach pergaminu
    które jego wyznawcy
    pozostawili w okolicach Morza Martwego
    dawno temu
    i których nawet znaleźć nie było można
    przez kilkanaście tysięcy lat czy coś takiego
    a przynajmniej przez
    tysiąc dziewięćset czterdzieści siedem*
    dokładnie
    i nawet wtedy
    nikt nie wierzy im
    ani mnie
    jeśli o to idzie

    Nie gorączkuj się
    powiadają mu
    i uspokajają go
    rozpinając na krzyżu aby ochłonął
    I wszyscy potem
    tego krzyża
    z nim na nim zwieszonym
    zawsze robią wizerunki
    I zawodzą miękko jego imię

    I zasiadł
    W ich orkiestrze
    Jako ich król
    wzywając go aby zszedł
    i zasiadł
    w ich orkiestrze
    jako ich król
    i trąbił
    bo inaczej nic im nie wyjdzie
    Tylko że on nie schodzi
    ze swego krzyża
    Po prostu tam wisi
    i wygląda naprawdę kiepsko
    zimny
    a także
    według przeglądu
    ostatnich wiadomości dnia
    ze zwykłych wiarygodnych źródeł
    martwy

    tłum. z angielskiego Tadeusz Rybowski

    *jest to rok powstania wiersza - przyp. R. M.

    wiersz ten w oryginalnej wersji językowej pt. „Sometime
    During Eternity” w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ten post został edytowany przez Autora dnia 25.03.14 o godzinie 04:36



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Mów do mnie...
    29.11.2009, 17:41

    Philip Larkin*

    Rozmowa w łóżku


    Rozmowa w łóżku — trudno, żeby było prościej;
    Tak długą ma tradycję wspólne leżenie w pościeli:
    Emblemat dwojga ludzi w stanie zupełnej szczerości.

    A jednak coraz więcej czasu upływa w milczeniu.
    Za oknem wiatr to wznawia, to wstrzymuje pościg
    Za strzępami spłoszonych chmur, w odległym cieniu

    Pod horyzontem czają się dachy osiedli.
    Nic z tego nie dba o nas. Nic nie powie, czemu
    Właśnie teraz, gdy taki nas dystans oddzielił

    Od naszej osobności, coraz oporniej przybywa
    Na pomoc mowa czuła a jednocześnie prawdziwa,
    Lub choćby nie nieczuła i nie nieprawdziwa.

    tłum. Stanisław Barańczak

    *notka o autorze, inne jego wiersze i linki
    w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 29.11.09 o godzinie 17:57



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Umysł i potęga myśli
    28.11.2009, 13:02

    Zbigniew Herbert

    Pan Cogito a myśl czysta


    Stara sie Pan Cogito
    osiągnąć myśl czystą
    przynajmniej przed zaśnięciem

    lecz samo już staranie
    nosi zarodek klęski

    więc kiedy dochodzi
    do stanu że myśl jest jak woda
    wielka i czysta woda
    przy obojętnym brzegu

    marszczy się nagle woda
    i fala przynosi
    blaszane puszki
    drewno
    kępkę czyichś włosów

    prawdę rzekłszy Pan Cogito
    nie jest całkiem bez winy
    nie mógł oderwać
    wewnętrznego oka
    od skrzynki na listy
    w nozdrzach miał zapach morza
    świerszcze łaskotały ucho
    i czuł pod żebrem palce nieobecnej

    był pospolity jak inni
    umeblowane myśli
    skóra ręki na poręczy krzesła
    bruzda czułości
    na policzku

    kiedyś
    kiedyś później
    kiedy ostygnie
    osiągnie stan satori

    i będzie jak polecają mistrzowie
    pusty i
    zdumiewający

    z tomu „Pan Cogito”, 1974



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Umysł i potęga myśli
    28.11.2009, 13:00

    Richard Wilbur*

    Umysł


    Umysł w swej grze najczystszej jest do nietoperza
    Podobny, co samotnie w jaskini trzepoce,
    Próbując się ze ścianą kamienia nie zderzać,
    Nieświadomym rozumem wiedziony w pomroce.

    Nie musi wiele błądzić czy sondować,
    Niejasno rozpoznaje, gdzie jaka zapora,
    Może więc kluczyć, wzlatać, nurkować, szybować
    W najczarniejszej przestrzeni po właściwych torach.

    I czyż to porównanie nie jest doskonale?
    Umysł jest jak nietoperz. Dokładnie. Jedynie
    Z tą różnicą, że intelekt najbardziej wspaniały
    Wdzięczną omyłką może sprostować jaskinie.

    tłum. Ludmiła Marjańska

    *notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
    do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.06.12 o godzinie 07:39



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Muzea i galerie
    28.11.2009, 11:20

    Josif Brodski

    Na wystawie Karla Weilinga


    I
    Nieomal pejzaż. Zbyt liczne figury
    tak wyglądają, jakby się cofały
    przed pomnikami. I płowe marmury
    jak węgiel, tyle że przenicowany.
    Równina. Gdzieś na północnej półkuli.
    Hiperborejczyk nastroszył kapustę.
    Wszystko jest płaskie, nikt cię nie przytuli,
    nie wejdziesz w kontakt z falującym biustem.

    II
    Możliwe, że to przyszłość. Powód skruchy.
    Odrzucić, pozbyć się wszelkiej przyjaźni.
    „Precz” brzmiące bardzo dobitnie, lecz głucho.
    Nagły chwyt dżudo skuteczny wyraźnie.
    Miasto przyszłości. W ogrodach i sadach
    trzeba dokładnie rozejrzeć się w chaszczach,
    tak jak jaszczurka w tropikach – w fasadach
    hoteli również. W drapaczach chmur zwłaszcza.

    III
    Może to przeszłość. Granica rozpaczy.
    Wspólny szczyt. Tu się czasowniki, słowa
    w kolejce w „S” nie mogą rozpatrzyć.
    Załagodzona burza żorżetowa.
    Tak, to królestwo przeszłości. Kałuże
    chłoną odbicie. I pozarastane
    dokładnie ścieżki. Skorupy nieduże
    przez jajecznicę z zewnątrz oglądane.

    IV
    Tu niewątpliwie perspektywa. Księga.
    Kalendarz. Tunel z zaognionych krtani
    w psychologiczną głębię chyba sięga,
    już nie mającą nic wspólnego z nami.
    Głos, który lepiej niż wzrok zna pejzaże
    niepowodzenia, raczej nie zaniecha
    zamiaru, mogąc wybrać wśród porażek
    większe zło – liczy na wrażliwość echa.

    V
    Być może – martwa natura. Z daleka
    wszystko zamknięte ramą, jest po części
    martwe, w bezruchu. Obłoki. I rzeka.
    A nad nią w górze ptaszysko się kręci.
    Równina. Właśnie ona bywa smutna,
    nie może zmienić formy, co ją zmusza,
    by stać się łupem pocztówki lub płótna,
    być potwierdzeniem tez Ptolemeusza.

    VI
    to pewnie tygrys, albo morski konik.
    Mieszanka tamy i sukni sprzed lustra
    zabranej – liże na jakimś balkonie
    nie opalone łydki u balustrad,
    a pora chyba przedwieczorna. Upał;
    spocony młot już opuścił kowadło,
    brzęczące solo, bo komar się uparł,
    wraz z oklaskami w sypialni przepadło.

    VII
    To dekoracja chyba. Do „Przyczyny
    Obojętności na Rozbrat ze Skutkiem”.
    Piewcy czułości nie są, jak widzimy,
    nazbyt subtelni, lecz wzrok mają krótki
    i „do” brzmi czasem jak „od” myląc nutę.
    Połyskujące dźwięczną nutą ponad drutem
    lunopodobne gorąco sopranu.

    VIII
    Bezspornie – portret, ale bez upiększeń:
    ziemiste barwy na powierzchni, które
    zaciekawienie wzbudzają tym większe,
    im bliżej wówczas stoi się murem.
    Opada, niby odstępstwo od bieli
    olimpijczycy, czując, jak się kurczy
    skóra na plecach, stanęli skłębieni –
    to wzrok malarza – oczy samobójcy.

    IX
    A co istotą jest autoportretu.
    To krok zaledwie od własnego ciała,
    zwrócony do was profil taboretu,
    widok na życie, które przeleciało.
    To jest to, co się zwie "mistrzostwem" właśnie,
    umieć odrzucić lęk przed procedurą
    swego niebytu - jako formy własnej
    nieobecności - kopiując naturę.

    1984

    tłum. Katarzyna Krzyżewska
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 28.11.09 o godzinie 15:10



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Jesień przychodzi za wcześnie...
    27.11.2009, 18:28

    Josif Brodski

    * * *


    Jesienny wieczór w miasteczku niedużym,
    które się szczyci istnieniem na mapie.
    (Kartograf chyba spuścił kleks na papier,
    albo się w córce sędziego zadurzył.)

    Formatem swoich dziwactw zmordowana,
    Przestrzeń tu jakby zrzuca z siebie brzemię
    gigantomanii – gdyż ją zadowala
    rozmiar ulicy Głównej. A Czas drzemie,
    zerkając sennie na sklepik malutki,
    który na froncie ma ogromny zegar,
    a wewnątrz – wszystko, co stworzył duch ludzki:
    czy to teleskop będzie, czy laubzega.

    Jest tutaj kino, saloon i apteka,
    oraz kawiarnia, jedyna w promieniu
    mili. Bank z orłem, widocznym z daleka.
    Plus kościół, który w głuchym zapomnieniu
    daremnie byłby zarzucał swe sieci,
    gdyby się poczta nie mieściła obok.
    I gdyby tutaj nie robiono dzieci,
    pastor udzielałby chrztu samochodom.

    Tu rejwach świerszczy przez ciszę się niesie.
    O szóstej wieczór, jak po atomowej
    wojnie, nie spotkasz żywej duszy w mieście.
    Tylko z księżycem można wieść rozmowę,
    gdy się jak prorok pcha w okna prostokąt,
    i czasem światła cadillaca hojnie
    omiotą, pędząc nie wiadomo dokąd,
    cokół, na którym trwa Nieznany Żołnierz.

    Tu przyśni ci się nie girlasek szwadron,
    ale twój własny adres na kopercie.
    Tu mleczarz, widząc, że mleko się zsiadło,
    pierwszy przyjmuje wieść o twojej śmierci.
    Tu w czterech ścianach można żyć latami,
    łykać brom, palić kalendarze wszystkie
    i patrzeć w lustro, tak jak blask latarni
    przegląda się w kałuży na wpół wyschłej.

    1972

    tłum. Stanisław Barańczak

    wersja oryginalna pt. „***[Осенний вечер в скромном городке...]”
    w temacie Стихи – czyli w języku Puszkina
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 01.10.12 o godzinie 06:47



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Dla nas śpiewa pustynia...
    27.11.2009, 17:37

    Josif Brodski

    Postój w pustyni


    Tak mało teraz w Leningradzie Greków,
    żeśmy zburzyli Kościół Grecki, aby
    na jego miejscu salę koncertową
    postawić. Jest coś w tej architekturze
    beznadziejnego, chociaż sama przez się
    sala na tysiąc albo więcej miejsc
    beznadziejnością nie tchnie. To świątynia.
    Świątynia sztuki. Nie zawinił nikt,
    że większą kasę daje dziś wokalna
    wirtuozeria niż rytuał wiary.
    Szkoda jedynie, że z daleka teraz
    będziemy oglądali nie kopułę,
    tylko płaszczyznę szpetną nieskończenie.
    Lecz co się tyczy szpetoty proporcyj,
    nie ona wszak dokucza człowiekowi,
    stokrotnie częściej – proporcje szpetoty.

    Świetnie pamiętam, jak burzono kościół.
    Było to wiosną, o tej porze zwykłem
    pewną tatarską odwiedzać rodzinę,
    która mieszkała nieopodal. Stamtąd
    przez okno widać było Kościół Grecki.
    Wszystko się rozpoczęło od tatarskich
    rozmów, następnie dźwięki się wmieszały,
    co na początku zlewały się z mową,
    a wkrótce zagłuszyły ją doszczętnie.
    Dźwig wjechał do ogrodu kościelnego
    z ciężarem podwieszonym na ramieniu
    i mur łagodnie poddał się ciosowi.
    Głupio się nie poddawać, skoro jest się
    murem, a naprzeciwko – to, co burzy.
    Ponadto dźwig miał prawo go uważać
    za przedmiot sobie podobny poniekąd,
    nie ożywiony. A w nieożywionym
    świecie przedmioty nie oddają ciosów.
    Z kolei stado tam spędzono wszelkich
    koparek, walców. O późnej godzinie
    usiadłem w mroku na gruzach absydy.
    W wyrwach ołtarza kłębiła się noc.
    Więc przez te wyrwy podglądałem teraz
    umykające tramwaje, korowód
    mętnych latarni; i to, czego zwykle
    spotkać w kościele nie ma się okazji,
    teraz widziałem przez pryzmat kościoła.

    Kiedyś tam, kiedy już nie będzie nas,
    dokładniej – po nas, lecz na naszym miejscu,
    powstanie także coś takiego, że
    każdy, kto znał nas, wpadnie w przerażenie.
    Lecz tych, którzy nas znali, będzie mało.
    Podobnie, starej hołdując pamięci,
    na dawnym miejscu, zdarza się, że pies
    zadziera łapę … Płot zniesiony dawno,
    a jemu ciągle tu się roi płot.
    Jego rojenia przekreślają jawę,
    lub może ziemia zachowała zapach,
    asfalt zapachu psiego nie pokonał.
    I cóż kundlowi do szpetnego domu?
    Dla niego jest tu ogród. Nic innego.
    I to, co oczywiste dla człowieka,
    dla psa jest absolutnie obojętne.
    To właśnie nosi miano „psiej wierności”.
    I jeśli serio mówić o sztafecie
    pokoleń – wierzę tylko w tę sztafetę.
    Ściślej, w tych wierzę, którzy czują zapach.

    Tak mało teraz w Leningradzie Greków,
    i w ogóle niewielu poza Grecją.
    W każdym zaś razie, zbyt niewielu, aby
    przybytki wiary zachować. A wiary
    w to, co stawiamy, nikt nie żąda od nich.
    Jedną jest widać rzeczą ochrzcić naród,
    zaś dźwigać krzyż – zupełnie inną rzeczą.
    Oni to jedno mieli posłannictwo.
    Wypełnić go do końca nie zdołali.
    Zarosło perzem pole nie orane.
    „Ty, siewco, sochy swojej strzeż, a my
    zdecydujemy, kiedy się skłosimy”.
    Lecz oni sochy swojej nie ustrzegli.

    Dzisiejszej nocy spoglądam przez okno
    i myślę, dokądśmy zawędrowali?
    Od czego bardziej jesteśmy dalecy:
    od prawosławia czy od hellenizmu?
    A czemu bliscy? Co jest tam, przed nami?
    Czy nas nie czeka teraz nowa era?
    I jakie nasze wspólne posłannictwo?
    I cośmy winni złożyć mu w ofierze?

    1966

    tłum. Wiktor Woroszylski



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Mów do mnie...
    27.11.2009, 11:57

    Muriel Rukeyser

    Próba porozumienia się dwojga ludzi


    Przemów do mnie. Weź mnie za rękę. Czym jesteś teraz?
    Opowiem ci wszystko. Niczego nie zataję.
    Kiedy miałam trzy lata, małe dziecko czytało o króliku,
    który zdechł, w bajce, a ja wpełzłam pod krzesło:
    różowy królik: były akurat moje urodziny i świeczka
    wypaliła mi bolesny punkt na placu, powiedziano mi, ze będę szczęśliwa.

    O, staraj się mnie zrozumieć. Nie jestem szczęśliwa. Otworzę się przed tobą.
    Myślę o białych żaglach na tle nieba jak muzyka,
    tętniących jak dźwięk rogu, o szybujących ptakach, o obejmującym mnie ramieniu.
    Był ktoś, kto mnie kochał i pragnął żyć, żeglując.

    Przemów do mnie. Weź mnie za rękę. Czym jesteś teraz?
    Kiedy miałam lat dziewięć, byłam sentymentalna,
    płynna; moja owdowiała ciotka grała Chopina,
    a ja opierałam głowę o rzeźbione meble i płakałam.
    Chcę być teraz blisko. Chciałabym
    powiązać minuty dni moich, jakoś, z twoimi.

    Nie jestem szczęśliwa. Otworzę się przed tobą.
    Lubię lampy w mrocznych kątach pokoju i spokojne wiersze.
    Był w moim życiu lęk. Czasami zastanawiam się,
    jaką tragedią było jego życie, naprawdę.

    Weź mnie za rękę. Zamknij mnie w swojej dłoni. Czym jesteś teraz?
    Kiedy miałam czternaście lat, śniłam o samobójstwie,
    stałam na parapecie okna, o zmierzchu, skacząc ku śmierci;
    gdyby światło nie przetopiło chmur i płaszczyzn w piękno,
    gdyby światło nie przemieniło tego dnia – skoczyłabym.
    Nie jestem szczęśliwa. Jestem samotna. Przemów do mnie.

    Otworzę się przed tobą. Chyba mnie nigdy nie kochał.
    On kochał jasne plaże, cienkie wargi piany
    na grzywach drobnych fal, on kochał krzyk mew.
    Mówił wesoło: kocham cię. Staraj się mnie zrozumieć.

    Czym jesteś teraz? Gdybyśmy mogli się dotknąć,
    gdyby nasze oddzielne jestestwa mogły połączyć się w całość
    zwartą jak chińska łamigłówka... wczoraj
    stałam na zatłoczonej ulicy, pełnej żywych ludzi,
    i nikt się nie odezwał, a ranek jaśniał.
    Wszyscy w milczeniu szli... Weź mnie za rękę. Przemów do mnie.

    tłum. Tadeusz RybowskiRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 27.11.09 o godzinie 12:06



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Mów do mnie...
    27.11.2009, 11:56

    Kazimierz Przerwa-Tetmajer

    XXXV


    ... Mów do mnie jeszcze... Za taką rozmową
    tęskniłem lata... Każde twoje słowo
    słodkie w mem sercu wywołuje dreszcze -
    mów do mnie jeszcze...

    Mów do mnie jeszcze... ludzie nas nie słyszą
    Słowa twe dziwnie poją i kołyszą,
    Jak kwiatem, każdem słowem twem się pieszczę -
    Mów do mnie jeszcze...

    z tomu "Preludia", 1894

    Mów do mnie jeszcze - słowa Kazimierz Przerwa-Tetmajer,
    muzyka i wykonanie Czesław Niemen, z albumu "Enigmatic", 1970



    Mów do mnie jeszcze II

    Mów do mnie jeszcze... Z oddali, z oddali
    głos twój mi płynie na powietrznej fali,
    jak kwiatem, każdym słowem twym się pieszczę.
    Mów do mnie jeszcze...

    Mów do mnie jeszcze... te płynące ku mnie
    słowa są jakby modlitwą przy trumnie
    i w sercu śmierci wywołują dreszcze -
    mów do mnie jeszcze...Ten post został edytowany przez Autora dnia 01.10.13 o godzinie 09:22



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wędrówką życie jest człowieka
    26.11.2009, 13:08

    Richard Wilbur*

    Syreny


    Nie znałem dotąd drogi,
    Na której mój głód ziemi jeszcze by nie wzrastał:
    Gdzieś nad wzgórzami kołują dzikie ptaki
    I wydzierają z serca dane trwogi,
    Morze o brzeg wybija swój rytm wieloraki,
    Zostań, wzywają miasta
    Oświetlone znaki.

    Dawne moje miłości,
    Kraje, w których nie byłem, gdzie nie postawię nogi,
    Wszystko, com zlekceważył, pominął bez słowa,
    Widoków, które może przynieść
    Droga nowa.
    Nasłuchuję wzdłuż drogi,
    Aby tym więcej żałować.

    tłum. Ludmiła Marjańska

    *notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
    do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.06.12 o godzinie 07:31



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Cyrk: tu wzlatuje się i spada...
    26.11.2009, 12:54

    Richard Wilbur

    Żongler


    Piłka skacze raz, drugi, lecz pełna niechęci
    Do sztuczek spada, nie ceniąc własnej sprężystości.
    Piłka lubi opadać. Tak ziemia jak pyłek
    Opada w naszych sercach z świetnej wysokości,
    By osiąść, zniknąć z pamięci.
    Dopiero niebieski żongler i pięć czerwonych piłek

    Wstrząsa naszą siłą ciężkości. Wiuuu – piłka nieskora
    Do nauki lekkości, wiruje jak w walcu,
    Krąży w krążących rękach, aż niebieskim ciałem
    Staje się, ledwie muska końce palców,
    I pędzące po własnych torach
    Piłki tworzą nad głową jakby niebo małe.

    Łatwiej z niczego niebo stworzyć w jednej chwilce
    Niźli ziemię odzyskać; żongler milcząc płynie
    Wśród wirujących światów, aż godnie, powoli
    Pewnym ruchem niebiosa zwinie,
    Na lądzie piłkę osadzi po piłce,
    Zmieniając je na szczotkę, talerzyk i stolik.

    Oo, na palcu u nogi obraca go, szczotką
    Balansuje na nosie, a talerz się kręci
    Na czubku szczotki! Co za cyrk, do licha!
    Chłopcy tupią i słychać dziewczęcy
    Pisk, werbel dudni, a pośrodku
    Cisza – zdjął wszystko, kłania się i znika.

    Choć już zmęczony żongler, chociaż w piasku
    Wala się znowu szczotka, chociaż stolik
    W mrok codzienny już zapadł i chociaż talerzyk
    Żadnej już nie gra roli,
    Dla żonglera ta burza oklasków,
    Iż na moment przyciąganie ziemskie przezwyciężył.

    z tomu „Ceremony and Other Poems”, 1950

    tłum. Ludmiła Marjańska

    w wersji oryginalnej pt. „Juggler” w temacie
    Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.06.12 o godzinie 18:11



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Marzenia
    26.11.2009, 12:30

    Richard Wilbur*

    Dokopać się do Chin


    „Daleko w głąb – powiedział ktoś – są Chiny.
    Starczy głęboko kopać, a zobaczysz
    Niebo tak jasne jak w studni na dnie,
    Tylko prawdziwe – całkiem inne niebo.
    Wtedy kop głębiej, a dotrzesz tunelem
    Do Chin! O, są tak bardzo rożne od New Jersey.
    Są tam ludzie i drzewa, domy i tak dalej,
    Lecz całkiem różne. Wszystko wygląda inaczej.”

    Wyjąłem szpadel z ogrodowej szopy
    I dół kopałem całe przedpołudnie,
    Jak mysz spocony, tuż za krzakiem bzu,
    Na czworakach schylony. Był to rodzaj
    Modlitwy, podejrzewam. Patrzyłem, jak ręka
    Coraz głębiej się zanurza, i wciąż próbowałem
    Wyśnić miejsce, gdzie wszystko wygląda inaczej.
    Ale szpadel nie chciał przebić się do błękitu.

    Nim się marzenie mogło sobą znużyć,
    Miałem oczy zmęczone patrzeniem w mrok gliny,
    A głowę w dół zwieszoną spiekło słońce.
    Wstałem w miejscu, o którym całkiem zapomniałem,
    Chwiejąc się i mrugając, a ziemia krążyła
    Ukazując mi srebrne stodoły i senne

    Pola w paliuszach blasku, złote kręgi paten,
    A niebo miało błękit chińskiej porcelany.
    Nim odzyskałem znowu równowagę
    Widziałem w krąg jedynie Chiny, Chiny, Chiny.

    z tomu "Things of This World", 1956

    tłum. Ludmiła Marjańska

    *notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
    do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 09.06.12 o godzinie 19:38



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Raj, wyspy szczęśliwe, arkadia
    26.11.2009, 12:06

    Richard Wilbur*

    Wysokości

    I


    Spójrzmy wzwyż, pod kopułę:
    To znamienne miejsce te salony,
    A przecież niezbyt świetne dla zadomowionych
    Tutaj istot, których bytność najwyraźniej czułem

    Wśród świateł, co się jarzą,
    Wśród złotych rozet boazerii białej
    I na plafonie figur doskonałych,
    Co przechadzają się gwarząc,

    Nie wątpię, o miłości.
    Miły ciężar grzeczności czasami upadnie
    W dół, na ciebie i na mnie,
    Gdzie patrząc wzwyż stoimy wśród ciemności.

    Lecz, iż nie mogą pomagać
    Światu więcej ani wszystkim się dzielić,
    W ich wyniosłych domostwach się ścieli
    Gęsty głos bezustannych błagań.

    II

    O, jakże stąd daleko
    Do rodzinnego domu Emily Dickinson w Ameryce;
    Pomyśl, jak wspina się po krętych schodkach
    Na wieżyczkę z kopułką, ku małym okienkom,

    Gdzie miejsce tylko dla niej.
    Ten ciemny dom na dole, gdzie muchy trzepocą.
    A lustra pełne są oczu,
    I ten pokój, do którego się wznosi i w którym
    Widzi we wszystkich drzewach ptasie chóry
    I czysty blask nieznanego, jak płynie

    Nad Amherst. Ten blask pochwycony
    Przez okienka poddasza sąsiada,
    Którego tylko patrzeć. Wnet ujrzy go, rada,
    Jak krąży po ogrodzie w myślach pogrążony.

    z tomu "Things of This World. Poems 1943-1956", 1956

    tłum. Ludmiła Marjańska

    *notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
    do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 09.06.12 o godzinie 19:52



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Nauczyciele - w szkole i w życiu
    26.11.2009, 11:47

    Richard Wilbur*

    Do strajkujących studentów


    Idźcie pomówcie z tymi, co podobno różnią się od was
    I od których wy się różnicie rzekomo.
    Powiedzcie im, dlaczego wyszliście strajkować,
    Stańcie na progu ich domów.

    Jeszcze nie czas na kamień, kulę czy brutalny slogan,
    Co do przemocy skłania zamroczone głowy.
    Niech nowy ton na ulicach będzie cierpliwym dźwiękiem
    Waszej rozmowy.

    Niektóre drzwi na pewno zatrzasną przed wami.
    Lecz tu czy tam, być może, ktoś w nich stanie
    I, jak wieczorem w blokach światła zaczynają migotać,
    Zacznie się rozmowa o zmianie.

    Przecież to wasze domy; ci ludzie się różnią się od was;
    Pomówcie z nimi przeto; nie trzeba ich unikać
    Przez wzgląd na siwą żonę waszej nocnej zmory, sędziego,
    I na syna strażnika.

    z tomu "The Mind-Reader. New Poems", 1976

    tłum. Ludmiła Marjańska

    *notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
    do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 09.06.12 o godzinie 19:29



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Schyłek miłości...
    26.11.2009, 11:20

    Denis Levertov*

    Niszczyciele


    Siedzi przy łóżku
    kobiety, którą zbił,
    opatruje jej rany,
    ostrożnie dotyka jej sińców.
    Kałuża jej krwi na podłodze
    czernieje.

    Zdziwiony, odkrywa, że teraz
    zaczyna ją cenić. I boi się.
    Dlaczego przedtem nigdy
    nie widział, czym ona jest?
    Co będzie, jeżeli przestanie oddychać?

    Ziemio, czy tylko wtedy umiemy ciebie kochać,
    kiedy myślimy, że twój koniec blisko?
    I wierzyć w twoje życie
    tylko kiedy sądzimy, że umierasz?

    tłum. Czesław Miłosz

    *notka o autorce, inne jej wiersze i linki
    w temacie Poezja anglojęzyczna



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Sierściuchy
    25.11.2009, 13:08

    Dario Bellezza

    x x x*


    Wystarczy ci bawełniana nić, kulka
    papieru aby zwinąć w kłębek wszystko
    na szczęście bez słowa, tylko
    całus złożony po kryjomu
    na twojej twarzy przed lustrem
    wszystkich cudów. Do raju
    pójdziesz całkiem prosto, pod białymi żaglami
    przy dźwięku fanfar, a ja z trudem dotrzymam
    ci kroku wiedząc, że mój kres
    nastąpi znacznie bliżej.

    tłum. Wojciech Bońkowski

    z tomu „Io”, 1983

    w wersji oryginalnej pt. „Gatti” w temacie W języku Dantego

    *z niezrozumiałych powodów w tłumaczeniu tym pominięto włoski tytuł wiersza "Gatti" - Koty, co zupełnie zamazuje jego sens, dlatego zdecydowałem się umieścić wiersz w tym temacie,
    zgodnie z oryginalnym jego tytułem – R. M.
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 09.01.10 o godzinie 11:38



    Zgłoś | Cytuj

  • Ryszard Mierzejewski
    Wpis na grupie Ludzie wiersze piszą... w temacie Wierność i zdrada
    25.11.2009, 12:34

    Michael Longley

    Cudzołożnik


    Ukryłem swe cudzołóstwa
    Pod podłogą, po czym na nowo
    Użyłem linoleum
    By dopasować deseń,

    A gdy wepchnąłem do szafki
    Ich poszczególne członki, głowy –
    Pokryłem drzwi tapetą i
    Wyciąłem otwór na klamkę.

    Śpią tam obok swych imion
    Moje inne kobiety, a ich bielizna
    W niejakim nieładzie,
    Ich rany zamykają się z wolna.

    Patrzyłem jak w tej samej popękanej filiżance
    Rozpływała się każda twarz,
    A kombinacje twarzy
    Sklejają się jak herbaciane fusy,

    I wokół moich rąk zapada cisza
    Która zaraża wyżymaczkę,
    Chodnik przy kominku, i kuchenne krzesło
    Które myślałem oddać do naprawy.

    z tomu "An Exploded View", 1973

    tłum. Piotr Sommer

    wersja oryginalna pt. "The Adulterer"
    w temacie Poezja anglojęzyczna

    Wiersz jest też w temacie Nierząd i prostytucja
    Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 31.05.11 o godzinie 09:09



    Zgłoś | Cytuj

Wyślij zaproszenie do