Paweł Karwat

offline

Paweł Karwat

Właściciel, Psionika - usługi i warsztaty szamańskie (muninszaman.blogspot.com)

Wypowiedzi

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Świat się zmieni gdy ty się zmienisz
    dzisiaj 09:31

    Gdy mówię o zmianie siebie nie mam na myśli zmiany istotowej, że stajesz się jakimś innym bytem, niż jesteś, że tracisz dotychczasową tożsamość i nabierasz nowej. Chodzi tu o zmianę raczej na poziomie przypadłości i relacji, nie substancji.
    Potocznie mówimy o tym "zmiana siebie".
    Co się dzieje, kiedy nie zmieniamy siebie w przedstawionym tu sensie? Próbujemy naciskać i zmieniać wszystko inne. Zazwyczaj przypomina to pchanie rzeki lub zamachiwanie się motyką na księżyc.
    Jeżeli chcemy zmienić świat, musimy się z nim umieć połączyć. To wymaga od nas elastyczności. Elastyczność jest siódmą zasadą huny.
    Elastyczne ciało, elastyczna energia, elastyczne emocje, elastyczne myśli. O to właśnie chodzi.
    Bambus jest zarazem sztywny (MANA), jak i elastyczny (PONO).
    Kiedy przeżywamy jakieś cierpienie w związku ze światem, przy braku elastyczności stwierdzamy: świat nie ma racji, nie zasłużyłem na to, co mnie spotkało, zostałem skrzywdzony. Kahuni mówią, że świat ma zawsze rację. Jeżeli wydarza się coś na nim, to ma to swoje uzasadnione przyczyny. Słusznie, że się wydarza, ponieważ prawdziwość świata tego się właśnie domaga.
    Co jest ukryte, zostanie ujawnione.
    Twoje - nasze - sztywne przekonania sprawiają, że mamy wrażenie czołowego zderzenia z życiem. Widzimy tylko ten fakt ale nie zauważamy, że to my nie nauczyliśmy się przepisów ruchu drogowego i nie trzymaliśmy się go (takie przepisy to siedem zasad huny m.in.).
    Nie zauważamy, że to my powodujemy wypadki. Nie umiemy prowadzić naszego pojazdu - ciała i umysłu.
    Aby ich unikać musimy się zmienić - zmienić swoje nawyki, przekonania. Wypadek można potraktować jako lekcję. Lepiej uczyć się z mniejszych wypadków, każdy wypadek jest taki sam w istocie. Ale niektórzy są na tyle sztywni, nieugięci, że potrzebują wielkich kraks i cierpień by jakakolwiek mądrość życia dotarła do ich świadomości.
    Uczmy się, świadomie zdecydujemy naukę, a nauka jest zmianą siebie. To dopuszczenie, aby informacje i doświadczenie spowodowały nasze refleksje i pociągnęły nas do uczciwego przyjrzenia się sobie, pozbycia się tego, co nieprawidłowe i wprowadzenia tego, co właściwe.
    Nauka życia to korygowanie. Jeśli jesteśmy sztywni i oporni, korekta będzie bolesna.
    Dlatego nauka elastycznej postawy - siódmej zasady huny - jest tak istotna. Bo to otwiera cię na każdą sytuację, w której możesz się czegoś nauczyć. Wówczas stajesz się zdolny pobierać naukę nawet z samego procesu oddychania czy najmniejszego cierpienia, jak spowodowanego kamieniem w bucie, która zapobiegnie w twoim życiu niejednej tragedii.
    Jeśli masz w życiu problemy takie czy inne moja rada w hunie brzmi: nie zwlekaj, otwórz się na elastyczność, zrezygnuj ze sztywności postawy, z powodu której walisz głową o ścianę.
    Zechciej się uczyć ze swoich własnych doświadczeń.

    Uzdrowienie sfery pieniędzy, związku, ciała i psychiki, relacji
    towarzyskich i rodzinnych oraz duchowej ścieżki! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Nie ma ograniczeń
    wczoraj 13:28

    Druga zasada huny brzmi KALA, którą Serge Kahili King ujął z maksymie: Nie ma ograniczeń.
    Wielu osobom może się wydać ona bezsensowna i fałszywa. Jak to nie ma ograniczeń? Przecież doświadczamy ich na każdym kroku.
    Wynika to stąd, że podchodzimy do tej zasady abstrakcyjnie, w oderwaniu od doświadczenia. Tłumaczy ona po prostu nasze doświadczenie. Uczy, że w istocie nie jest ono przez nic ostatecznie zdeterminowane. Że można zmieniać nasze doświadczenie, ale pod warunkiem, że poruszamy się w jego obszarze (pierwsza zasada huny, czyli IKE).
    Zasada ta uczy, by nie narzucać na swoje doświadczenie, tym samym na swoje rodzące się w nas pragnienia i wizje ograniczeń na zasadzie "to za dużo, tego z pewnością nie będę w stanie zrobić, osiągnąć, przekształcić". Doświadczenie/świadomość zawsze ma rację. Nic nie pojawia się w nim bez sensu. Jeżeli czegoś bardzo pragniesz, to znaczy, że ma to swoje przyczyny. Powiedzmy to inaczej: duch nie może pragnąć niczego, co jest niemożliwe dla niego do osiągnięcia.
    I ponieważ świadomość jest podstawowym sposobem przejawiania się ducha, zawsze pokazuje nam to, co jest możliwe do urzeczywistnienia.
    Nie mów sobie "nie". O to w tym chodzi. Nie mów sobie "muszę" ani "nie mogę". "Nie ma ograniczeń" nie jest jednoznaczne z powiedzeniem "mogę wszystko". Mogę w tym momencie osiągnąć perfekcję, mogę rzeczy absurdalne jak stworzenie kwadratowego trójkąta. Żaden kahuna nie wyraża się w ten sposób, że może wszystko. To jakiś wytwór abstrakcyjnego myślenia współczesnych ludzi, u których dominuje konceptualne myślenie i których ponosi wyobraźnia.
    W hunie mówimy o faktach. Po prostu nie ograniczaj tego, co jest naturalne. Nie czyń tego czymś sztucznym. Jeżeli marzysz o idealnym partnerze, jest to marzenie twojego serca (idealnym, czyli dobranym duchowo a nie perfekcyjnym) to nie mów sobie, że nigdy tego nie osiągniesz. Serce ma rację. Dopuść jego pragnienie. To samo odnosi się do bogactwa, do zdrowia, relacji towarzyskich, duchowej ścieżki.
    Nie stawiaj sobie sztucznych ograniczeń. Naturalne granice rzeczy wyznacza ona sama, swoją własną naturą, pełnią i całością siebie. Sztuczne granice można stworzyć dzieląc ją abstrakcyjnie na części.
    KALA znaczy bądź całym sobą. Powiedz wszystkiemu, kim jesteś i co się w tobie i z ciebie pojawia OK. Nie zamykaj się. Bądź otwarty jak przestrzeń.

    Uzdrowienie sfery pieniędzy, związku, ciała i psychiki, relacji
    towarzyskich i rodzinnych oraz duchowej ścieżki! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Wiedz swoje i rób swoje
    przedwczoraj 11:18

    Potencjalnie zajmować się możemy w życiu ogromną ilością rzeczy. Faktycznie jednak czasu wystarczy nam na niektóre z nich. Wśród nich jedne będą mniej dla nas ważne, inne bardziej. Chodzi o to, by wybrać te najbardziej istotne i na nich się skupić.
    Jak zidentyfikować to, co jest dla nas najbardziej istotne? Sądzę, że to jest najbardziej istotne, co samo się do nas "przykleja", co samo nas wybiera. Nie masz dylematu czy robić to, czy nie - po prostu jesteś w tym sobą, widzisz w tym siebie.
    Zidentyfikujmy to, co chcemy robić najbardziej w życiu. I co oczywiście wiąże się z naszym sukcesem na całej przestrzeni życia, również w dziedzinie finansów. Co by to było?
    Nazywam to naszą pasją. Sądzę, że każdy ma pasję, rodzi się z pasją. Musimy tylko ją odkryć i urzeczywistnić.
    Wymaga to jednak poznawania samego siebie, obserwacji siebie, medytacji, kierowania się do wnętrza, pytania "kim jestem?" czy "po co tutaj jestem?". To odkrycie swojego własnego sensu, celu i kierunku życia. Sprawa bardzo indywidualna.
    By to realizować musisz wiedzieć swoje - jakie są twoje talenty, predyspozycje, zainteresowania, co lubisz robić, jakie masz preferencje. I musisz potem to robić - na swój własny sposób, wydeptując swoją własną ścieżkę bez względu na to, czy masz na niej mentora, czy nie.
    Gdy będziesz wiedział swoje i robił swoje, nie będziesz martwić się o przyszłość. Zresztą przyszłość straci znaczenie, poczujesz się w pełni zanurzony w chwili obecnej. Twój potencjał będzie aktywny tu i teraz.
    Myślimy stale o przyszłości. Jak to będzie? Jak się to ułoży? Czy wyjdę za mąż? Czy zostanę starym kawalerem? Czy będę mieć dzieci? Czy zdobędę wreszcie tę moją wymarzoną pracę? Jakbyśmy nie zauważali, że istnieje tylko chwila obecna. Nasze świadomości pełne są tego, czego nie ma, czyli iluzji. Te iluzje sprawiają, że ciągle się zastanawiamy, wahamy, wątpimy, załamujemy.
    Odkrycie siebie jest możliwe tylko w teraźniejszości. Sukces jest możliwy tylko w teraźniejszości. Moment mocy jest teraz. Sukces i powodzenie są teraz. Nie zastanawiaj się, czy przyjdą kiedyś. Gdy będziesz wiedział swoje i robił swoje odkryjesz, że ostateczny cel twojego życia jest w tobie, że nigdy nie byłeś oddzielony od szczęścia, że szczęście jest z byciu sobą, co wyraża się w robieniu tego, co się kocha a bycie ma miejsce zawsze w chwili obecnej.

    Uzdrowienie sfery pieniędzy, związku, ciała i psychiki, relacji
    towarzyskich i rodzinnych oraz duchowej ścieżki! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Problemy i reinkarnacja
    15.04.2014, 11:41

    Gdy patrzymy na ludzkie życie i problemy widzimy w pewnym momencie śmierć. Sądzimy, że śmierć coś załatwia. Że jeżeli całe życie popełnialiśmy błędy wobec swojego zdrowia, życia to przestaną się one liczyć po śmierci.
    Szamani mówią: nic podobnego. Nigdy i nigdzie nie uciekniesz od odpowiedzialności za swoje życie. Po śmierci doświadczać będziesz określonych skutków swoich działań a także w następnym wcieleniu.
    To nazywa się "prawem karmy" lub "prawem przyczyny i skutku". Na to prawo nie należy patrzeć pesymistycznie, karma nie jest fatum, karmę można zmieniać zmieniając swoje aktualne zachowanie.
    Tak czy inaczej nawet śmierć nic nie pomoże i w kolejnym odrodzeniu będziesz musiał spotkać się z tymi samymi wadami charakteru, którym dzisiaj może pobłażasz paląc nałogowo papierosy czy robiąc inne niezdrowe rzeczy. Każdy z nas będzie musiał. Musimy wyjść z problemu przez drzwi, przez jakie w niego weszliśmy, aby się zrealizować i wyzwolić.
    W przyrodzie nic nie ginie. Twoje wady charakteru też nie zginą. Skutki ignorancji nie przeminą. Wrócisz tutaj za kilkadziesiąt czy sto lat i będziesz dalej pracować nad sobą.
    Czy śmierć jest wybawieniem? Nie.
    Urodziłeś się w określonych warunkach wytworzonych przez twoją karmę i dlatego twoje życie jest inne niż życie innych ludzi. Skąd różnorodność między nami? Z poprzednich wcieleń. Doświadczasz tego, ja tego doświadczam, nieustannie to przeżywamy.
    My jesteśmy najlepszym dowodem na reinkarnację. Ta wiedza żyje w tobie. Musisz tylko sięgnąć do swojego wnętrza. Reinkarnacja to oczywistość. Na temat oczywistości się nie spekuluje, oczywistość się zastaje. I w twoim duchu reinkarnacja jest oczywistością - gdy uświadomisz sobie tylko siebie samego głębiej, dostrzeżesz tę oczywistość.
    Każdy sam musi się wyzwolić. Po to tu przychodzimy i będziemy przychodzić. My nie tylko się tutaj wyzwalamy - my się tutaj rozwijamy. Indywidualizujemy się poprzez nasze odrębne ciała, historie, wybory i tym samym problemy.
    Sami to tworzymy i sami musimy sobie z tym poradzić. Jeżeli nie w tym wcieleniu, to w następnym.

    Uzdrowienie sfery pieniędzy, związku, ciała i psychiki, relacji
    towarzyskich i rodzinnych oraz duchowej ścieżki! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Przyjmij schronienie w sobie
    14.04.2014, 09:42

    Gdy pada deszcz chronisz się np. pod parasolem lub stajesz pod daszkiem. Kiedy dziecko czuje niepokój chroni się w ramionach opiekuna - ojca, matki czy kogoś innego.
    Prawo chroni obywateli, policja i wojsko to robią. Mamy dookoła tak wiele schronień. Chronią nas polisy ubezpieczeniowe, lekarze itd.
    Szukanie schronienia jest czymś oczywistym. Bywa jednak, że przyjmujemy je we wszystkim, tylko nie w sobie.
    Alpinista sądzi, że mocna lina uchroni go przed upadkiem w przepaść. Często alpiniści giną nie z winy liny - sami niedostatecznie chronili siebie, bo gdyby to robili, żadnemu z nich nie przyszłoby do głowy wspinać się i narażać życie. Tybetańskie powiedzenie głosi: "Tylko głupcy wspinają się po górach". Innymi słowy tylko głupcy narażają swoją największą wartość dla adrenaliny.
    Musimy sami siebie chronić. Chronić siebie maksymalnie. Przede wszystkim. Ludzie sądzą, że wystarczy, że lekarz chroni ich zdrowie. Dlatego nie przejmują się zdrowym trybem życia - jakby co, to pójdą do lekarza.
    Po co, skoro można nauczyć się chronić własne zdrowie?
    Zewnętrzne schronienie to tylko wsparcie, prawdziwym życiowym oparciem jest schronienie wewnętrzne. To schronienie, jakie przyjmujemy sami w sobie, w swojej naturze, w swojej istocie, albo w siedmiu zasadach huny: świadomości, wolności, skupieniu, wytrwałości, miłości, pewności i elastyczności.
    Nieważne jak to nazwiesz, jaką masz koncepcję czy może w ogóle jej nie masz, jaki masz system: chodzi o ciebie.
    Rozumiem, że policja nas chroni, ale warto uczyć się sztuki walki przynajmniej w celu i do poziomu samoobrony. Lekarz czy naturopata są od leczenia i terapii, ale można przecież pójść na kurs bioterapii lub do rocznej szkoły naturoterapii i poznać zasady zdrowego stylu życia, by być niezależnym.
    W momencie śmierci co będzie nas chronić? Doświadczenie, jakie rozwinęliśmy w medytacji, nasza świadomość aury, czakr, ciała astralnego. To wymaga pracy nad sobą, na co dzień. Ćwiczenia, rozwijania się, aby śmierć nie była dla nas tragedią, lecz pewną przeprowadzką i przygodą.
    Bo skoro masz trwałą zdolność wizualizacji czakr, aury, ciał subtelnych to czego masz się bać? Już wiesz jak wygląda życie po śmierci. Masz klucz do pozbycia się strachu i ignorancji.
    Ale sam musisz sobie zapewnić to schronienie. Codziennie powinieneś ćwiczyć. Po to jest m.in. moja Akademia Huny - by być mistrzem i swojego życia, i swojej śmierci. W zasadzie pojęcie "śmierć", podobnie jak "życie" zmienia tutaj mocno znaczenie w stosunku do potocznych.
    Niemniej ty musisz sobie to zapewnić, musisz poznać tę fascynującą wiedzę i wprowadzić ją do swojego życia.
    Jest dzisiaj możliwość poznawania nauk tybetańskich mistrzów, jak lama Tenzin Wangyal Rinpocze, wykonywania tybetańskich ćwiczeń na czakry, które mogą cię dosłownie zbawić. "Przebudzanie świętego ciała" - kup i stosuj, masz tam DVD z filmem, ćwicz, pracuj by zapewnić sobie schronienie w życiu i umieraniu.
    Po to praktykuje się nauki wewnętrzne i szamanizm. By stać się panem swojego doświadczenia.
    To doświadczenie jednak musisz sam opanować. Ktoś może ci pomóc, ktoś może dać ci wsparcie, ale nigdy nie będzie dla ciebie prawdziwym schronieniem. Musisz stać się nim sam dla siebie czy tego chcesz, czy nie chcesz.
    Per aspera ad astra*. Im wcześniej obudzisz się do tej prawdy, tym lepiej.

    * łac. "Przez trudy do gwiazd"

    Uzdrowienie sfery pieniędzy, związku, ciała i psychiki, relacji
    towarzyskich i rodzinnych oraz duchowej ścieżki! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Wszytko masz w uwadze
    11.04.2014, 04:40

    Ludzie chcą wiedzieć jak wygląda rzeczywistość, prawda, dobro, piękno. Zadają pytania czym jest byt, czym lub kim są oni sami, co jest dla nich właściwe, jakie są ich preferencje itd.
    I szukają - my szukamy - odpowiedzi na zewnątrz, albo w zjawiskach emocjonalnych, myślowych, czasami paranormalnych.
    Ostatecznie nic z tego nie wychodzi. Nadal tkwimy w ignorancji. Nadal nie wiemy kim i po co tu jesteśmy, czym i po co jest świat.
    Gdzie szukać ostatecznej odpowiedzi o sens życia i śmierci? Jeżeli czytasz trochę moich tekstów i znasz siedem zasad huny to powinieneś wiedzieć: W ŚWIADOMOŚCI (IKE).
    Twoja własna świadomość. Tutaj, gdzie jesteś. 24h na dobę. 7 dni w tygodniu. Masz to zawsze ze sobą.
    Dlaczego więc się gubimy? Bo dajemy się oczarować. Oczarowują nas inni ludzie, instytucje religijne, naukowe, kultura, sztuka. Oczarowują nas zjawiska, do których zdążamy, za którymi biegamy. Nie umiemy, albo nie chcemy przystanąć, przysiąść, skontaktować się ze swoją świadomością, z samymi sobą.
    Nasza orientacja jest zewnętrzna i ciągle gna nas gdzieś w świat. Sądzimy, że gdzieś tam czeka na nas nasze Eldorado, nasz Raj, nasze szczęście. Ale nic takiego - wbrew powszechnej tendencji - nie znajdujemy.
    Sfrustrowani przyspieszamy jeszcze bardziej, podkręcamy palniki, dajemy z siebie jeszcze więcej i wielu z nas się wypala, stanowczo przed czasem.
    Nie można być szczęśliwym dzięki zmiennemu światu, umierającemu ciału własnemu lub naszego partnera. Nie można być szczęśliwym dzięki światu chorób, starości i śmierci. Dzięki światu siwiejących i wypadających włosów czy zmarszczek.
    Świadomość pokazuje ci ten świat w takiej formie - formie przemijającej i nietrwałej, podobnie jak twoje własne ciało. Ale to nie wszystko, co dzięki niej widać. Gdy jest dostatecznie przebudzona (a od twojej praktyki świadomości zależy jak bardzo) to naturalnie wskazuje jeszcze na swoje źródło - ducha w twoich piersiach, mieszkającego w czakrze serca.
    To wszystko, gdy kierujesz świadomość do swojego wnętrza. Tam jest coś więcej. To tego szukasz na tym świecie i nigdy nie znajdujesz. Bo tego w nim nie ma. To jest w tobie i jest tobą. To nie jest ciałem, ani zjawiskami umysłu. To nie umiera i nie rodzi się. I nie jest częścią ciebie - to cały ty.

    Uzdrowienie sfery pieniędzy, związku, ciała i psychiki, relacji
    towarzyskich i rodzinnych oraz duchowej ścieżki! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.comTen post został edytowany przez Autora dnia 11.04.14 o godzinie 04:47



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Huna jako szamanizm
    10.04.2014, 10:41

    Wiele mówi się i pisze o szamanizmie. Padają różne skojarzenia. Tradycje szamańskie zdecydowanie różnią się od siebie pod wieloma względami. Pod wieloma są do siebie podobne. I to właśnie te podobieństwa jako cechy wspólne stanowią istotę szamanizmu. Różnice, czyli przypadłości dla wielu mogą być najważniejsze, dla praktyków nie mają istotnego znaczenia.
    Huna jako szamanizm jest specyficzna. Nie mówi się tutaj o potrzebie bycia uderzonym piorunem, przeżycia własnej śmierci, bolesnej inicjacji itd. Huna głosi, że przekonania mogą stwarzać doświadczenia, i jeżeli ktoś głęboko wierzy, że musi doświadczyć czegoś przykrego by stać się szamanem, najpewniej czegoś takiego doświadczy.
    W jednej szkole nie znajdziesz całej wiedzy. Poza tym są różne szkoły i wiele spotkasz tam tego, co albo w ogóle dla skuteczności szamańskiej nieważne, albo wręcz szkodliwe.
    Ludzie są tylko ludźmi. Wszyscy popełniamy błędy. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą, dlatego stale miejmy się na baczności, by nie przyjmować na ślepo żadnych twierdzeń, ale sprawdzać wszystko przez doświadczenie.
    By stać się szamanem huny nie musisz przeżywać czegoś przykrego. Kahuni zresztą głoszą ideał szamana jako łowcy przygód, nie szamana-wojownika, personifikującego zło i walczącego ze złem.
    Tzw. zło to tylko efekt fałszywych przekonań i niewłaściwej postawy wobec kogoś i czegoś. Gdy widzisz gdzieś dookoła siebie zło, z którym chcesz walczyć też kultywujesz tę postawę. Ta niewłaściwa postawa przede wszystkim cechuje się m.in. tym, że nie bierze od uwagę miłości do siebie, nie pyta czy czuję się z czymś dobrze, czy to mi przynosi korzyść.
    Czy bycie uderzonym piorunem lub przeżycie własnej śmierci przynoszą jakąś korzyść? Czy pełne cierpienia głodówki itd. służą zdrowiu i życiu? Nie wydaje mi się.
    Twoje cierpienie nie jest konieczne, Bóg nie zsyła ci cierpienia. Dlatego możesz je usunąć. Możesz coś z tym zrobić. Coś uzdrowić.
    Są różni szamani, różne szkoły i wiele z tego, co nazywa się "szamanizmem" może w ogóle nie być w zgodzie z huną.
    Sądzę, że ten, kto zetknął się z huną, której uczy Serge Kahili King ma do dyspozycji kryterium, za pomocą którego można odróżniać prawdziwy szamanizm od fałszywego i zabobonnego.
    Osobiście bardzo się cieszę, że sam zacząłem zajmować się huną - choć nie jest to jedyna metoda szamańska, którą stosuję, to jednak traktuję ją jak wzorzec, który przykładam do wszystkiego, co zamierzam wprowadzić do własnej praktyki.

    Uzdrowienie sfery pieniędzy, związku, ciała i psychiki, relacji
    towarzyskich i rodzinnych oraz duchowej ścieżki! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Pycha i poznawanie rzeczywistości
    9.04.2014, 11:46

    Pycha to cecha charakteru. Można ją oczywiście przepracować. Ale jeżeli nie ma się ku temu odpowiedniej ilości samorefleksji bywa to bardzo trudne. Trudno dostrzec, że jest się pod wpływem tej wady.
    Gdy ktoś jest pyszny, to jest pyszny we wszystkim. Pycha oczywiście nie przynależy naszej istocie, lecz kiedy ją nosimy w osobowości, wydaje swoisty odór, który roznosi się wszędzie.
    Wszyscy popadamy w pychę, jest ona bezpośrednio związana z ego. Niemniej pewni ludzie mają jej zdecydowanie więcej. I ludzie ci uchodzą - przynajmniej we własnych oczach i w oczach im podobnych - za prawdziwych znawców życia.
    Pycha mówi: "przecież wiem, wiem o tym świetnie, nie musisz mi mówić". Ludzie pyszni nie potrafią zdać sobie sprawy z tego, że otacza ich tajemniczy świat, że życie ma swoje tajemnice. Mówią, że wiedzą: "energia nie istnieje, uzdrawianie jest niemożliwe, to wszystko brednie". Czym innym jest powiedzieć, że nie istnieje żółwiosłoń, bo to totalna abstrakcja (chociaż inżynieria genetyczna...), ale w czasach rozkwitu fizyki kwantowej głosić, że energia nie istnieje i że uzdrawianie jest niemożliwe czy nieprawdopodobne to jak wiara w żółwiosłonia.
    Nauka ponad wszelką wątpliwość dowodzi energetycznego aspektu każdej rzeczy, włącznie z naszym ciałem. To oczywistość. Ale ludzie pyszni nie umieją wyciągać wniosków z oczywistości, bo wiedzą lepiej z góry, tak po prostu, choć nie ma ku temu żadnych podstaw.
    Dla osoby praktykującej hunę (jak dla tych, którzy biorą udział np. w moich rocznych szkoleniach w Akademi Huny), nawet nowej przy odpowiedniej metodzie edukacji świat energii staje się tak oczywisty, jak słońce. Ale potrzeba pokory by w ogóle powiedzieć: potrzebuję wiedzy, wyedukować się, poznać coś nowego. Ludzie pyszni nie lubią się uczyć, ponieważ zdaje im się, że wszystko wiedzą i że pozjadali wszystkie rozumy.
    Nie potrzeba dużo aby uświadomić sobie energię, pole energetyczne, ciało energetyczne. Tylko trochę i to prostych praktyk huny. Chyba że ktoś jest poważnie zblokowany, ale to rzadkość.
    Zawsze jest coś do nauczenia się - nie chodzi mi nawet o ilość, ale o jakość. Zawsze wiedzę można bardziej pogłębić. Wymaga to jednak rezygnacji z bycia bufonem i gburowatości.
    Co takiego wiesz, człowiecze gburowaty (a każdy w ego ma gbura) o tym, kim jesteś, czym jest życie i śmierć? By być prawdziwym naukowcem potrzeba wiele pokory. Wiele otwartości. Rezygnacji ze swojego "ja wiem" dla "tak pokazuje doświadczenie".
    Poznałem niezwykłych ludzi. Są w tym lepsi ode mnie, kiedy stosuję jasnowidzenie. Wiedzą tyle rzeczy bez doświadczenia. Wszystko wiedzą, są specjalistami na każdy temat. Tyle, że jakoś nie przekłada się to na ich zarobki, związki, zdrowie, relacje towarzyskie i duchowy rozwój.
    Czy ty też wiesz wszystko? Czy należysz do takich ludzi?
    Wyrocznia w Delfach nazwała Sokratesa "najmądrzejszym z ludzi". W "Obronie Sokratesa" Platon napisał: więc może o tę właśnie odrobinę jestem (...) mądrzejszy, że jak czego nie wiem, to i nie myślę, że wiem.

    Uzdrowienie sfery pieniędzy, związku, ciała i psychiki, relacji
    towarzyskich i rodzinnych oraz duchowej ścieżki! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Błogosław dobro, które cię otacza
    7.04.2014, 09:52

    Są może osoby, które mają wrażenie, że szamanizm to ucieczka od cywilizacji. Nic podobnego. Szamanizm jest bardzo pragmatyczny. Skoro cywilizacja pomaga nam tak bardzo i na tak różne sposoby, szaman będzie używał jej osiągnięć i będzie za nie wdzięczny.
    Błogosławienie dobra, które nas otacza to niezwykle potężna praktyka. Stosują ją kahuni. I nie tylko. Każdy, kto uważnie widzi świat wie, że znajduje się na nim tak wiele dobra. I poczuje za nie wdzięczność.
    Jeżeli nie błogosławimy dobra, to mamy w życiu problemy. Podchodzimy pesymistycznie i nieufnie do ludzi i okoliczności.
    Mamy nastawienie bojowe - wszędzie czyhają na nas wrogowie, wszędzie czai się zło a my musimy być bardzo ostrożni.
    Gdy stajesz się bardzo ostrożny nie możesz niczego wielkiego dla siebie i innych dokonać. Musisz zaufać. Ostatecznie ufasz swojemu doświadczeniu, ale poprzez swoje doświadczenie ufasz względnie i osobom, a nawet zwierzętom, roślinom i rzeczom dookoła ciebie.
    Pewna część twojego zaufania przypada twojemu otoczeniu. Bez niego byłbyś wyobcowany, nieustannie przestraszony i pełen stresu.
    Możesz powtarzać sobie: życie jest dobre, świat jest dobry, ludzie są dobrzy, błogosławię dobro w sobie i wszędzie dookoła siebie.
    Być może mówiąc te słowa twój umysł zacznie dostarczać ci argumentów za tym, że się mylisz, że wcale nie jest tak dobrze, albo że prawie w ogóle dobrze nie jest.
    Zacznie wychodzić z twojej podświadomości pesymizm, zranienia, często urojenia, ograniczające przekonania wyniesione z indoktrynacji religijnej czy naukowej (bo mamy do czynienia w kulturze i z jednym, i z drugim zjawiskiem).
    Kiedy jednak uświadomisz sobie swoje uprzedzenia i iluzje masz szansę je rozpuścić.
    Zrób listę pięciu lub dziesięciu dobrych rzeczy w życiu, które ci się narzucają. Podziękuj za każdą z nich z osobna własnymi słowami. To kolejne z pożytecznych ćwiczeń.
    Świat jest pełen dóbr, ale musimy umieć z nich korzystać. Aby to się działo, musimy być również świadomi tego dobra. Wdzięczność i błogosławienie pomogą przebudzić się naszej świadomości. Owszem, świadomość można jeszcze przebudzić poprzez pełne cierpienia doświadczenia, przez życiowe błędy i nieszczęścia. Jeżeli chcesz iść drugą drogą, nie ma problemu, masz taki wybór, ale radzę ci iść pierwszą, wtedy życie stanie się przygodą zamiast przypominać horror.

    Uzdrowienie sfery pieniędzy, związku, ciała i psychiki, relacji
    towarzyskich i rodzinnych oraz duchowej ścieżki! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Wolna wola w hunie
    5.04.2014, 09:56

    Jedyną prawdziwą zdolnością, jaką posiada świadomość jest możliwość kierowania orintacją i uwagą w reakcji na słowa i doświadczenia. Sam proces kierowania nazywa się procesem decyzyjnym lub wyborem. To właśnie jest prawdziwe znaczenie sformułowania "wolna wola".
    Nie jest to bowiem wolność w robieniu czegokolwiek i kiedykolwiek się zechce, czy sprawianiu, żeby coś się stało, kiedy się tego chce, czy wpływaniu na innych, aby robili to, czego się chce. Patrząc realnie nie posiadamy takich mocy, choć możemy się nauczyć pewnych technik, które zwiększą efektywność. Nawet wysilając naszą wolę nie przerobimy kogoś według naszych pragnień. Ani też nie możemy sprawić abyśmy sami, bądź otaczający nas świat osiągnęli perfekcję w ciągu sekund tylko dzięki temu, że taka jest nasza wola (co w podtekście oznacza, że sobie tego życzymy). Możemy jednakże decydować jak będziemy reagować na doświadczenia w naszym życiu albo, co w danym momencie robimy, aby zmienić nas samych lub okoliczności. W każdej chwili, w której jesteśmy świadomi mamy możliwość wyboru. (Serge Kahili King, "Bądź mistrzem ukrytego ja", "Twój świadomy umysł", str. 66, wyd KOS).
    Bardzo bym chciał, aby wszyscy moi klienci rozumieli to, o czym napisał Serge. W hunie nie czynimy cudów i nie robimy tego, czego zechcemy za pstryknięciem palcem. Po prostu harmonizujmy okoliczności i poruszamy się w granicach naszego doświadczenia. A doświadczenie nie jest zasługą tego, że czegoś chcemy, ale tego, co istnieje i czego jesteśmy świadomi.
    Znaczy to, że nie jesteśmy relatywistami, uznającymi absurdalną możliwość dowolnego przekształcania sytuacji. Zastajemy pewną sytuację i wybieramy to, na czym będziemy się w niej koncetrować, co będziemy wzmacniać. W ten sposób zmieniamy siebie (w sensie potocznym) i okoliczności.
    Poruszamy się w granicach "realnego" i "realne" określa nasze możliwości zrobienia czegoś - nie nasze najgorętsze pragnienie osiągnięcia czegoś.
    Pragnienie określa stopień zaagażowania w "realne", ale nie to, co możliwe. Spotykamy się w hunie z obiektywnym światem, z Naturą. Pragnienia to pragnienia, a prawa Natury to prawa Natury.
    Od stopnia znajomości tym praw (siedem zasad huny to prawa Natury wg szamanów hawajskich) i sposobów, na jakie można z nich korzystać zależy zmiana siebie i okoliczności a nie od stopnia pragnienia czegoś.
    Można pragnąć czegoś niewłaściwego. Co nas koryguje i doskonali nasze pragnienia? Doświadczenie. Doświadczamy i wtedy wiemy co jest dla nas możliwe i właściwe.
    Ale wiele osób dzisiaj ma wrażenie, że wystarczy pragnąć by mieć prawo do spełnienia tego pragnienia i będą one narzekać, że huna nie pomogła, że ich pragnienie się nie spełniło. Według huny wszystkie sukcesy pochodzą z doświadczenia i pragnienie też powinno z niego płynąć. Twoje doświadczenie świata i siebie powinno weryfikować twoje pragnienia, tzn. ty powinieneś zaangazować się w poznawanie, w świadomość, w bycie uważnym aby na to pozwolić.
    Nie rodzimy się z doskonałą wiedzą o sobie i o świecie, o swoich pragnieniach, o naszej naturze. Potrzebujemy doświadczeń by nabywać wiedzę i rozwijać świadomość. Jeśli jednak traktujesz swoje pragnienia jako wzorce, które świat i inni ludzie zobowiązani są spełniać to zakładasz, że jesteś perfekcyjny, że wiesz o sobie i świecie wszystko, co tylko możesz wiedzieć. Dlaczego jednak tak bardzo cierpisz i nie udaje ci się w życiu?
    Bo nie masz względu na "realne". Kierujesz się własną fikcją.
    Więc albo zmienisz swoje pragnienia, czyli pozwolisz docierać do swojej świadomości temu, co istnieje by wybierać to, co jest dla ciebie korzystne, albo będziesz stać w opozycji do świata i innych ludzi na gruncie własnych pragnień, które nie zostały oświecone i odpowiednio zweryfikowane.
    W pierwszym wypadku masz przestrzeń pełną możliwości, w drugim nieustanny żal do wszystkich i wszystkiego o to, że nie spełniają twoich pragnieiń, a często robią coś odwrotnego.
    Wolna wola działa tylko wtedy, gdy poruszasz się w obszarze doświadczenia i wybierasz to, na czym skupiasz uwagę. Dzięki temu, czego doświadczasz wiesz, czego możesz pragnąć i czego pragnąć warto. Więc skupiasz się na tych treściach doświadczenia, które mają związek z tym, czego pragniesz.
    Gdy odcinasz się od doświadczenia nie możesz się dowiedzieć czego naprawdę chcesz, czyli w głębi serca. Twój kontakt ze światem realnym jest fatalny. Twoja głowa pełna jest wyobrażeń, które nie mają odniesienia do "realnego". Dlatego rozbijasz się na każdym kroku o przeszkody, jak bezgłowa mucha. Swoją drogą wiele z tych przeszkód mogłoby być dla ciebie czymś, co pomogłoby ci w osiągnięciu sukcesu, gdybyś postawił świadomość i doświadczenie (IKE), zamiast iluzji i subiektywnego, egoistycznego pragnienia jako swoją naczelną zasadę życia.
    W każdej chwili, w której jesteśmy świadomi mamy możliwość wyboru - napisał Serge. Odwróćmy tę sentencję. W każdej chwili, kiedy nie liczymy się ze świadomością tracimy tę możliwość.

    Uzdrów swoje pieniądze, związek, ciało i psychikę, relacje
    towarzyskie i rodzinne oraz duchową ścieżkę! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Haipule - co to takiego?
    3.04.2014, 13:17

    Hawajskie słowo "haipule" znaczy "pragnienie" i "siła magicznego przyciągania". Jest to metoda hawajskiego szamanizmu, czyli huny, służąca do realizacji swoich celów i zamiarów w sposób energetyczny.
    W haipule wysyłamy swój zamiar (mana'o), który ma możliwość się zrealizować. Kierujemy do świata myśli napełnione energią, tzw. myślokształty, które wpływają harmonijnie na otaczający nas świat.
    Haipule jest sposobem, który może pomóc ci osiągnąć wszystko, czego skrycie pragniesz. Czy są to pieniądze, czy właściwy partner, czy jakakolwiek zmiana - haipule to narzędzie, wykorzystujące twoją energię i siłę psychiczną, umożliwiające tworzenie rzeczywistości.
    Nie dzieją się oczywiście cuda, ale korzystamy z subtelnych praw natury. W podobny sposób wysyłamy swoje ogłoszenia w eter internetowy czy telewizyjny. Nadajemy informacje w związku z podłożem elektromagnetycznym.
    W styczniu prowadzić mam warsztaty szamańskie dotyczące haipule w Lublinie lub pod Lublinem. Informację znajdziesz na stronie głównej u góry. Zapowiada mi się ciągłe organizowanie zajęć z haipule.
    Haipule może stać się dla ciebie ważną praktyką, która sprawi, że poczujesz się graczem swojego życia, a nie piłką. By ją skutecznie stosować, należy zapoznać się z podstawami szamanizmu, z praktykami wewnętrznymi.
    W hunie uczeń poznaje poszczególne elementy zanim połączy je w jeden rytuał haipule, który może mieć formę dłuższą i krótką.
    W różnych szkołach różnie stosuje się haipule. Ale zasady są te same. Słowo "ha" znaczy tu "ładować się energią poprzez oddech pamiętając o czymś", "i" oznacza "afirmację" ,"pu" to"wyobrażenia, obrazy, wizualizacja" a "le" odnosi się do "działania", np. rytualnych gestów (jak ściskanie momenty jako symbol bogactwa finansowego).
    Każdy z nas posiada w sobie moc, energię. Haipule to jedna z genialnych praktyk, pozwalających wykorzystać ukryte w nas zdolności, byśmy w oparciu o prawa i siły natury własnej i świata osiągnęli w życiu to, co jest jest nam potrzebne do samorealizacji.
    Haipule może uzdrawiać psychicznie i fizycznie, przyciągać do nas tego właściwego człowieka, otwierać się na moc rzeczywistości, na zjawiska paranormalne, które dzięki tej praktyce mogą stać się dla nas normalnością.
    Możesz się nauczyć haipule i możesz przekonać się na własne oczy, że huna, jak i w ogóle metody szamańskie, choć liczą długie wieki, nadal są skuteczne.
    Nieważne jak to nazywamy, ważne że z tego korzystamy.
    Poznaj tajemnicę, sekret, jakim jest prawo przyciągania poprzez poręczną, nietrudną technikę szamańską haipule.

    Uzdrów swoje pieniądze, związek, ciało i psychikę, relacje
    towarzyskie i rodzinne oraz duchową ścieżkę! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Uzdrawianie huny na dystans z mojej strony
    2.04.2014, 18:15

    Jak wyglada to, co robię? Może niektórzy będą ciekawi co wtedy postrzegam itd.
    Sesja trwa tydzień, więc umieszczam osobę klienta na liście i podpisuję metodę, którą wobec niego stosuję. Oznaczam siedem dni sesji bym nie musiał się zastanawiać który to już dzień z kolei.
    Wykonuję metodę: część wstępną, w której m.in. łączę się z Akua lani a potem część główną, gdy oddziałuję na klienta.
    Tutaj podczas momentu przekazywania energii lub tworzenia wizji postrzegam jego stan aktualny "online". Po prostu wchodzę w kontakt z jego aurą i na żywo śledzę zmiany, jakie w niej zachodzą.
    Natura jest tak kulturalna, że nie daje nam niczego na ślepo. Pozwala obserwować to, co się dzieje również na poziomie uzdrawiania. W ten sposób stajemy się świadomym uczestnikiem procesu, nie zaś nic niewiedzącym medium.
    Zamykam przekaz i następnego dnia wykonuję taki sam po raz kolejny. Aura reaguje już inaczej, znajdując się pod wpływem poprzedniego.
    Co tam widać? Dla przykładu czakry. Czakry w postaci zablokowanej i odblokowanej. Widać też ciało mentalne, aktualne ogólne wrażenia, bloki czy kryzys, w jakim znajduje się osoba. Jest i ciało astralne. Oczywiście również i organy ciała.
    Wchodzisz w kontakt z energetyczną, emocjonalną i mentalną matrycą klienta. Widzisz to na odległość. Wiesz, że to jest to a nie coś złudnego choćby dlatego, że to, co postrzegasz, miejsca reakcji potwierdza potem klient.
    Zresztą dla profesjonalisty to oczywiste czym jest aura, nie musi niczego dedukować. Widzi i wie.
    Wymaga to oczywiście treningu, najlepiej pod okiem nauczyciela, ale jest do zrobienia - można stać się profesjonalnym uzdrowicielem huny, bioenergoterapeutą itd.
    W wizji widać barwy, także części ciała, które reagują. Początkowo, przez pierwsze dnie sesji ciało energetyczne dopiero głównie się otwiera, potem dzieje się coraz więcej.
    Tu można pójść tylko do momentu, na jaki pozwala aktywność mentalna, emocjonalna i energetyczna klienta. Innymi słowy otrzymuje to, co może otrzymać. Nie można uzdrowić nikogo na siłę. Stan uzdrawianego, jego tzw. karma, czyli aktywność głównie mentalna współtworzy efekt.
    Dlatego nikomu nie można nic obiecać, bo każdy jest inny. Ta sama metoda i inne skutki, bo inni ludzie biorący udział w uzdrawianiu. Tak po prostu jest. Ale czy życie zawsze daje nam pewność?
    Prawdziwą pewność może dać tylko duch, nasza istota. I sądzę, że osoby, które zgłaszają się do mnie z prowadzenia duchowego, z intuicji otrzymują to, czego potrzebują, bo są na to dostatecznie otwarte i przygotowane przez doświadczenia życiowe.
    Czasami może nawet nie widzą zmian, ale mogą one wyjść po krótszym lub dłuższym czasie.
    Bardzo ważne z kim się pracuje a nie tylko jak i kto to robi. Niemniej nie odrzucam nikogo i pracuję z każdym, kto się do mnie zgłosi. Nigdy nie wiadomo czy nagle ktoś, z kim pracuje się z oporem nie zmieni swojej karmy. Sami tworzymy swoje życie i mamy moc zmieniać aktywność wewnętrzną i zewnętrzną.

    Uzdrów swoje pieniądze, związek, ciało i psychikę, relacje
    towarzyskie i rodzinne oraz duchową ścieżkę! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Świadomość i wolność
    1.04.2014, 10:20

    Żyjemy w świecie telewizji, celebrytów, z których robi się bożków. Ponieważ media pokazują ich na okrągło i w splendorze ich kariery, mamy wrażenie, że to nasz kulturowy panteon - brakuje tylko jeszcze modlitw i pokłonów.
    My sami jednak decydujemy się być szarymi myszkami. Skoro poczucie bycia kimś uzależniamy od występowania w telewizji, zdecydowana większość nie ma szansy zabłyśnięcia na ekranie, dlatego musi pozostać nikim.
    Nasze życie odbywa się w cieniu - gwiazd, polityków, duchownych, lekarzy, naukowców itd. Kontroluje nami kultura, dokładniej cywilizacja, Nasza wolność to pakiet "możesz" lub "wypada" - to bycie przepełnionym konwencjonalnością do obrzydzenia.
    Wydaje nam się, że jeżeli nie będziemy żyć tak, jak żyją inni, jak mówią nam autorytety, to będzie z nami źle. Odbieramy sobie prawo posiadania racji tak po prostu, ze względu na to, że mamy świadomość i umiemy samodzielnie poznawać siebie i świat. Rację ma zawsze ktoś inny a my możemy co najwyżej zgadzać się z nim lub nie.
    To ty odpowiadasz za to, co zrobisz ze swoim życiem, jak będzie ono przebiegać. Zakładając na swoją głowę głowę innego człowieka ty to robisz - to nie on wpycha ci się na głowę.
    Nieważne kto to jest: ojciec, matka, dziadek, babka, ktoś z rodziny czy obcy. Niech nikt nigdy nie stanowi dla ciebie autorytetu, któremu się podporządkowujesz, który określa i wyznacza normy dla twojego poznawania, myślenia i postępowania.
    Nie rób sobie bożków również z kahunów, z lamów tybetańskich itd. Tylko twoja świadomość może bezpiecznie przeprowadzić cię przez życie. Nie używaj innych bezpieczników. My jednak pragniemy zabezpieczeń.
    Chcemy być pewni więc montujemy sobie bezpieczniki, biorąc je religii, z tradycji rodzinnej, z otoczenia, z jakichś książek, od jakichś internetowych guru itd. Chcemy poczuć się bezpiecznie dzięki przyłączeniu czegoś lub kogoś do siebie, poprzez dodanie czegoś do swojej świadomości - jakiejś przynależności, poczucia bycia czyimś uczniem, synem itd.
    Prawdziwe bezpieczeństwo zapewni ci tylko świadomość, a ona prowadzi do wolności. Bezpieczniki sprawiają, że chodzisz jak robot - twoje ruchy są jak ruchy C-3PO z Gwiezdnych Wojen (gdyby ktoś nie wiedział o czym mówię niech otworzy ten link: https://www.youtube.com/watch?v=LayytCn7jno).
    Jesteśmy sztuczni, jak wypchane zwierzęta. Wydaje nam się, że wszystko w porządku, bo tak to wygląda z zewnątrz - jesteśmy konwencjonalni, poprawni, myślimy zgodnie z jakimiś standardami. Zachowujemy się przyzwoicie, jesteśmy normalni. Mamy z tego tytułu wielki powód do dumy...
    Jeżeli stale karmisz się sztucznością, stajesz się jedną wielką maszyną. Potem masz wrażenie, że wszyscy są tacy, jak ty.
    Jak maszyna pracujesz, kochasz się i płodzisz oraz wychowujesz dzieci, leczysz się, modlisz się. Wszyscy dookoła tak robią więc stwierdzasz: jestem w porządku, nic nie muszę zmieniać, spełniam normy, niczego nie mogę sobie zarzucić.
    Ale zapominasz: umierasz, ty i cała reszta ludzi, którzy jak ty przypominają roboty. Wasze ciała trafią na złomowisko zwane cmentarzem. A co się stanie z waszymi świadomościami, z waszymi duchami?
    Ludzie-roboty przeczą nawet istnieniu ducha. Kiedy spotykam się z takimi osobami mam wrażenie, że biorę udział w uroczystości pogrzebowej.
    Choć każdy z nas ma w swoim życiu nieco takiej martwoty. Dlatego stale należy nad sobą pracować - przestaniesz pracować to automatycznie staniesz się robotem, wykonującym zewnętrzne dyrektywy na podstawie tego, jak go zaprogramowano.
    Odprogramujmy się by być sobą i aby znać i realizować prawdziwą wolność.
    Kiedy mamy to zrobić? Tu i teraz. Jutro zawsze jest za późno.

    Uzdrów swoje pieniądze, związek, ciało i psychikę, relacje
    towarzyskie i rodzinne oraz duchową ścieżkę! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Niech twoje życie płynie z twojego serca
    31.03.2014, 13:58

    Słowo "życie" jest wieloznaczne, dlatego można go używać w wielu znaczeniach.
    Chodzi mi tutaj o życie jako osobiste doświadczenie, sferę samorealizacji, własną aktywność pojętą ogólnie.
    Może ona zasadzać się według huny na jednym z trzech poziomów: ku (relacja naszej istoty do ciała albo po prostu ciało), lono (relacja naszej istoty do umysłu albo po prostu umysł) i kane (relacja naszej istoty do siebie samej albo po prostu duch, w sensie jaźni).
    Jeśli jesteś zorientowany na ku, to jesteś - jak mówią niektóre "pisma" - człowiekiem cielesnym, tzw. materialistą, "zmysłowcem" zanadto, osobą przyziemną.
    Orientacja na lono sprawia, że stajemy się bardziej może inteligentni, subtelni, kulturalni, elokwentni, liczą się dla nas pewne wartości wyższe, lecz nadal jest to bardzo zewnętrzne i "grupowe".
    Orientacja na kane czyni nas ludźmi uduchowionymi, właściwie rozwijającymi się i przejawiającymi we właściwy sposób zdolności paranormalne, posiadającymi wiedzę duchową i ezoteryczną.
    Zauważmy, że piszę "orientacja". Orientacja nie jest cechą samej istoty. Między zorientowanymi na ku, lono i kane nie ma różnicy pod względem wartości własnej i godności. Wszyscy są jaźniami, indywidualnymi kane. Różnica polega na sposobie postrzegania.
    Pierwszy bierze pod uwagę przede wszystkim to, co dzieje się w ciele i utożsamia ciało z samą istotą ludzką. To, jak wygląda ciało, jak pachnie, czy jest zdrowe, czy chore, czy ma jakieś braki, czy wydaje się być idealne znaczy zarazem, że ja jestem taki. To, co spotyka moje ciało, spotyka bezpośrednio mnie. Ono się starzeje więc ja się starzeję, ono umiera więc ja umieram. Ludzie z orientacji ku mają najtrudniejsze życie, najwięcej cierpień, najwięcej trosk i czują się najgorzej. Są najmniej szczęśliwi. Dlatego tyle wśród takich osób patologii.
    Drugi sposób postrzegania to życie kulturalne, to inteligencja, to może zajmowanie się sztuką, nauką, jakimś wyższym nieco porządkiem, to traktowanie swoich emocji i myśli jak siebie. To, co spotyka moje uczucia, spotyka bezpośrednio mnie. Gdy czuję się w miarę dobrze, świat jest dobry i ludzie są dobrzy, a kiedy huśtawka emocjonalna zmieni wychylenie wszystko jest złe, ponieważ czuję się źle. Huna jest zła, uzdrawianie jest złe, Munin jest zły - "cały świat tkwi w złem" (cytując pewną "świętą" książkę).
    Takie osoby zdominowane są przez swoje uczucia i myśli, swoje wyobrażenia, różne projekcie umysłu. Gdy wizja jest jasna, kiedy myśli są jasne, życie jest jasne. A gdy pojawia się coś mrocznego, jakieś "negatywne" myśli, albo przygnębiające uczucia cały świat zmienia barwy na ciemne.
    Osoby z orientacji ku traktują reakcje swojego ciała jak reakcje ich własnej istoty - dlatego np. mówią "chce mi się seksu". To ciało ma potrzebę orgazmu w tym momencie, ale oni sądzą, że to im się chce. Przecież wola to wybór, a nie bierne "chce mi się"; wybór to "chcę".
    Osoby z orientacji drugiej traktują reakcje swojego umysłu (myśli wraz z emocjami, uczuciami) jak reakcje własnej jaźni. Gdy myśli i uczucia są "cool", to i świat, inni ludzie, ich poziom samooceny są "cool". Najmniejsza zmiana, która wyprowadza z równowagi ich nawykowy sposób myślenia, która przerywa ciąg ich wyobrażeń o sobie, innych ludziach, świecie powoduje, że kciuk zamiast do góry, kieruje się do dołu - nic nie jest "cool". Emocje i myśli sterują takimi osobami. Takie osoby często popadają w obsesje i depresje.
    Ci, którzy nie utożsamiają się ani ze swoim ciałem, ani z umysłem są we właściwym miejscu. Są sobą. Bez względu na to, co dzieje się na zewnątrz i w ich myślach oraz emocjach pozostają optymistyczni, mają energię, wierzą w sobie, oczekują najlepszego i umieją przebywać tu i teraz.
    Takie osoby otwarte są na swój duchowy potencjał. Oczekują najlepszego bez względu na problemy, w jakich się znajdują.
    Nie potrzeba przejść duchowej ścieżki by stać się człowiekiem o trzeciej orientacji. To decyzja za czym będziemy podążać, czemu nadamy w naszym życiu, doświadczeniu priorytet: temu, co na zewnątrz albo temu, co w naszej głowie, czy może temu, co spotykamy w naszym sercu.
    Wybór należy do ciebie i do mnie, do każdego indywidualnie i nie jest jednorazowy - musi być podejmowany często, zwłaszcza w obliczu problemów, które wymuszają tego typu decyzje: na czym się w konfrontacji z nimi oprzemy? Na ciele, umyśle czy duchu?

    Uzdrów swoje pieniądze, związek, ciało i psychikę, relacje
    towarzyskie i rodzinne oraz duchową ścieżkę! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Twoje pragnienia są spełnialne
    30.03.2014, 13:09

    Człowiek nie posiada pragnień, które nie mogą zostać spełnione. To oznacza sensowność i doskonałość twojej prawdziwej natury. Twoje pragnienia jednakże wymagają spełnienia przez ciebie. Jeśli sam nie spełniasz swoich pragnień, po prostu nie czujesz się spełniony. Oczekując poza tym, że ktoś inny spełni twoje pragnienia, popadasz w poważne problemy.
    Można podciągnąć pod to wszystko, całe nasze życie. Dlaczego masz problemy z pieniędzmi? Bo albo w pewnym momencie zdecydowałeś, że nie będziesz spełniał swojego pragnienia luksusu i dobrobytu, albo oddałeś moc jego spełniania innym (pracodawcy, rodzicom, partnerowi itd.).
    To samo z seksem. Dlaczego masz może nieudany związek? Bo przyjąłeś opcję bierną: nie będę spełniał swojego pragnienia "drugiej połówki", idealnego partnera (idealny nie znaczy, że perfekcyjny), naprawdę realizującego związku na każdym poziomie, albo oddam tę władzę komuś innemu (otoczeniu, "ślepemu losowi", agencji matrymonialnej, swatom itd.).
    Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Jeśli ściele ci ktoś inny nigdy nie możesz mieć pewności, że będzie ci wygodnie. A jeżeli w ogóle nie będziesz nic z tym robił, najprawdopodobniej wcale nie zmrużysz oka, czyli nie zaśniesz i nie odpoczniesz.
    Huna nie polega na tym, że ktoś - włącznie z Bogiem - spełni twoje pragnienia, że zrobi to jakieś Wyższe Ja. Wyższe Ja to ty w swojej czystej naturze, w relacji do swojej własnej istoty. Huna to samodzielne spełnianie swoich pragnień. Robisz to za sprawą swojej duchowej mocy (MANA).
    Ty to robisz - samo się nie robi.
    Spełnienie swoich pragnień to w istocie spełnienie samego siebie. Pragniesz ostatecznie tylko jednego: samorealizacji, urzeczywistnienia siebie samego. Poszczególne pragnienia są jedynie aspektami głównego pragnienia twojego ducha, twojego ukrytego ja - pragnienia ujawnienia samego siebie.
    Dlatego wszystkie cele są ważne, ale ze względu na cel naczelny, w którym zawierają się wszystkie inne: samorealizację.
    Zen głosi: mądry łucznik zawsze celuje w samego siebie, nie strzela dla nagrody.
    Spełnij swoje największe pragnienie: samopoznania, stania się jasnym i obecnym dla siebie samego, świadomym, przebudzonym (IKE). Dzięki temu zdobędziesz klucz do zaspokojenia wszystkich innych pragnień.

    Uzdrów swoje pieniądze, związek, ciało i psychikę, relacje towarzyskie i rodzinne oraz duchową ścieżkę! Bezpłatne diagnozy ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość, kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Bądź klientem życia, skoro za wszystko płacisz
    28.03.2014, 10:23

    Są dwa rodzaje ludzi: klienci i petenci. Klient to ktoś, kto płci - petent zaś jest kimś, kto prosi.
    Wszyscy płacimy za swoje błędy i za całą resztę, więc nie powinniśmy czuć się żebrakami, ale panami. Czy ktoś robi nam łaskę? Skoro sami ponosimy odpowiedzialność?
    Miej postawę nie błagalną, lecz odważną, królewską. Z godnością ponoś konsekwencje swoich czynów ale nie traktuj ich jako krzywdy, którą ci wyrządzono.
    Petent tak do tego podchodzi. Czuje się niesprawiedliwie dotknięty jakimiś okolicznościami. Oczekiwał łaski, daru z nieba, pomocy i gdy coś poszło nie tak, nie czuje się odpowiedzialny.
    Sama ta postawa tworzy problemy. Odpowiedzialny jest zawsze ktoś drugi: politycy, biurokraci, bank, wspólnik, małżonek itd.
    Petent nie widzi własnej odpowiedzialności. Jego postawa to "proszę". Skoro więc nie dają, to znaczy, że nie chcą albo nie mogą dawać, dlatego to zawsze ich wina, nie jego.
    Klient ma postawę "chcę, biorę i płacę". By osiągnąć sukces musisz na niego sam zapracować - życie jest jak interes, jak transakcja. Sukces za pracę. Wiedza, doświadczenie, oświecenie, wtajemniczenie za określoną postawę i związane z nią działanie.
    "Chcę, biorę i płacę (ponoszę wszelką odpowiedzialność)" to zdrowa postawa. Stajesz się odważny. Asertywny. Z inicjatywą. Wolny. Dumny z siebie (w tym pozytywnym sensie).
    Chcesz tego? Bądź klientem - nie bądź petentem.
    W życiu nic nie ma za darmo. Rozumiesz? Za wszystko się płaci. Tak czy inaczej. Pieniądze są tylko jednym ze środków płatniczych. Zasada jest jednak naturalna.
    Powodzenie się kupuje, sukces się kupuje - niekoniecznie za pieniądze, choć są one częścią tego, czym za niego płacisz. Wszystko w życiu jest połączone (KALA).
    Czy stać cię na sukces? Jeżeli nie, to go po prostu nie osiągniesz. Bo go z pewnością od nikogo nie wybłagasz, nikt ci go nie da. To mogę ci w stu procentach zagwarantować.
    Jeśli zatem nie umiesz lub nie lubisz płacić (również pieniędzmi), nie umiesz lub nie lubisz osiągać sukcesu. Uwielbiasz czuć się żebrakiem, kochasz takie życie: status nieudacznika.
    W porządku, masz do tego prawo, ale ja nie mam i nikt inny nie ma obowiązku dawać ci niczego za darmo.
    Gdybym coś ci dał, tylko wzmocniłbym twoją żebraczą postawę petenta.

    Uzdrów swoje pieniądze, związek, ciało i psychikę, relacje towarzyskie i rodzinne oraz duchową ścieżkę! Bezpłatne diagnozy ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość, kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.comTen post został edytowany przez Autora dnia 28.03.14 o godzinie 10:42



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Marketing Sieciowy w temacie Pomysł na biznes: marketing sieciowy (cz. 9)
    27.03.2014, 21:24

    Osobiście preferuję drogę przez punkt dystrybutorski - nie jest to jednak konieczne. Wynajem pomieszczenia, materiały marketingowe (typu ulotki itd.) kosztują - może nie tak wiele, jak w tradycyjnym biznesie, ale zawsze coś.
    Potrzebna jest ci zatem praca inna, niż MLM aby pójść tą drogą.
    Możesz to zrobić inaczej, mianowicie poprzez sprzedaż bezpośrednią. Wymaga to jednak odwagi i determinacji, ale sądzę, że i talentu do sprzedawania.
    Nie każdy go ma, ma go może niewielu ludzi. Ale być może zaliczasz się do nich właśnie ty.
    Sprzedaż wymaga od ciebie zakupu produktów. Odsprzedajesz je i bierzesz za każdy z nich marżę.
    "Nie, ja wolę budować biznes poprzez pozyskiwanie klientów, nie nadaję się do sprzedaży, chcę być menedżerem". Doprawdy? A może - jeżeli myślisz w ten sposób - uciekasz po prostu przed wyzwaniem, które wymaga od ciebie podjęcia się pracy?
    Jeżeli jesteś właściwą osobą we właściwym miejscu, będziesz mieć pasję w tego typu zajęciu - w sprzedaży.
    Gdy w szkole naturoterapii, w której się edukowałem dziewczyny uczyły się masować, ćwiczyły na członkach rodziny czy znajomych. Robiły to za darmo. Teraz z tego, co wiem niektóre prowadzą swoje gabinety i naprawdę dobre zarabiają.
    Nauka sprzedaży sądzę powinna zacząć się tak samo: wystartuj z rodziną. Bez oczekiwania zapłaty. Nie dla pieniędzy. Zacznij z ludźmi, którzy są ci najbliżsi. Pożyć im jeden produkt lub kilka na dzień, dwa i sprawdź, czy poczują się dzięki niemu dobrze, czy im się on spodoba.
    Jeżeli tak, zechcą go kupić, wtedy wiesz już co robić.
    Ponieważ ich kochasz, chcesz ich szczęścia - daj im super produkt lub pożycz (najlepiej daj) by poczuli się lepiej dzięki lepszemu produktowi niż ten, który kupują w sklepie.
    Jeśli cię stać możesz im produkt dać (obcym nie dawaj, i jak najmniej mów). Oczywiście za kolejną sztukę będą musieli już zapłacić (z marżą, która ci się należy).
    Potem to samo zrób z drugim produktem, z trzecim. W pewnym momencie bliska ci osoba przekona się do firmy i sama będzie się angażować. Ty nauczysz się mówić o produktach.
    Jeżeli chcesz pożyczyć kilka produktów, użyj koszyka - umieść je w koszyku wiklinowym, z rączką, reklamówka jest zbyt miękka i niepozorna a produkty będą walały się po całym domu. Koszyk zajmie honorowe miejsce i stanie się istnym punktem reklamowym.
    To jeden ze sposobów i odnosi się do produktów typu chemia domowa, kosmetyki. Ale w MLM masz możliwość eksperymentować samodzielnie. I to jest piękne. Żadnych liderów, szkoleniowców, jesteś wolny. I robisz co chcesz.
    To całkowicie twój biznes. I świetna szkoła samodyscypliny oraz inicjatywy.
    Uważam, że punkt konsultacyjny to rozwiązanie najlepsze. Nie możesz prowadzić tam sprzedaży (ale przecież możesz to zrobić w domu klienta), dzielisz się w nim informacją biznesową.
    Idealnie punkt konsultacyjny zgrywa się ze sprzedażą: właściciel punktu zajmuje się biznesem a ktoś, z kim współpracuje (jedna osoba, więcej) chodzi "po kolędzie", czyli odwiedza domy klientów, którzy zainteresowali się sprzedażą bezpośrednią i na razie nie chcą być klientami niezależnymi (samodzielnie kupującymi wysyłkowo). Może to robić sam prowadzący jeżeli chce i starczy mu czasu.
    Tu, w MLM istotnie ważna jest elastyczność. Korzystaj z okazji: strzelaj a potem celuj. Tak działa się w biznesie. Najpierw wejdź do wody a potem zdecyduj się jakim stylem płynąć.
    Ogrom ludzi zastanawia się nad stylem pływania i nigdy nie wchodzą do basenu. Ciągle się zastanawiają i zastanawiają: jak się skutecznie pływa? W końcu to zastanawianie się "jak robić MLM" albo "jak robić biznes" (jakikolwiek) zaczyna im się nudzić, i rezygnują. Wybierają ciepłą posadę na etacie, którego wcale nie lubią.
    Poczuj wodę. Nawet jeżeli nie umiesz pływać - stojąc na brzegu nigdy się nie nauczysz. Nigdy nie dowiesz się jaki sposób działania w MLM jest dla ciebie najlepszy, jeżeli nie zaczniesz.
    Będziesz główkował, spekulował, snuł teorie i wątpliwości, ale nigdy niczego się nie dowiesz.
    W MLM niczym w zasadzie nie ryzykujesz. W firmie, z którą współpracuję to kwestia 40-50 zł (licząc przesyłkę) za materiały promocyjne i prawo do budowania sieci konsumentów. To nie jest głęboka woda. Twoja nauka biznesu-pływania będzie bezpieczna.
    W MLM jak w żadnym innym biznesie to człowiek jest największym zasobem, nie pieniądze. Dlatego tak tę formę biznesu lubię, bo sam jestem ludzką istotą. A ty chyba też jak się nie mylę nią jesteś...
    http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Użyj energii problemu do wewnętrznej przemiany
    27.03.2014, 10:00

    Gdy stale patrzymy na zewnątrz tracimy bardzo wiele. Nie zauważamy źródeł niepowodzeń i problemów w naszych wnętrzach. To, co widzimy na zewnątrz rzutuje się na nasze uczucia i myśli. Wpływa na sposób, w jaki funkcjonują nasze osobowości, organizuje życie mentalne i emocjonalne.
    Możesz przy pomocy wyobraźni zmienić działanie swojego umysłu, uczuć i energii. To jedna z wielkich szamańskich tajemnic wszelkich manifestacji. Wyobrażaj sobie to, czego pragniesz albo to, co jest użyteczne.
    Jeżeli masz problemy wyobrażaj sobie, jak usuwają one twoje złudzenia i ego. Po prostu rób to. Spróbuj.
    Masz za mało pieniędzy? Wyobrażaj sobie, jak ten fakt, ten problem zmienia twoje wnętrze, oczyszcza je od iluzji, pychy, egocentryzmu, lenistwa, ignorancji wobec dobra, jakim są pieniądze itd.
    Energia problemu jest niszcząca, ale możesz jej użyć do oczyszczenia wewnętrznego. Wyobrażaj sobie, ze usuwa ona z twojego życia ego i związane z nim złudzenia odpowiednio do dziedziny, jakiej dotyczy (np. pieniądze, związek, zdrowie, rodzina, duchowość).
    Użyj problemu aby pozbyć się tego, co go stworzyło: ego. Możesz zastosować w tym celu wyobraźnię.
    Gdy się oczyścisz w ten sposób, od razu staniesz po właściwej stronie - po stronie rzeczywistości. I wtedy będzie mogło pojawić się błogosławieństwo.
    My jednak chcemy zmian na zewnątrz nie chcąc zmian wewnątrz. Chcemy pieniędzy, związku, zdrowia, przyjaciół i rozwoju duchowego, ale nie chcemy pozbyć się związanego z tym egoizmu. To staje się domeną ego. Dlatego cokolwiek osiągając bez wewnętrznej przemiany czujemy się w końcu jeszcze bardziej nędzni.
    Huna, każdy szamanizm działa w ten sposób, że najpierw uzdrawia wnętrze, oczyszcza je od złudzeń, egoizmu, pychy, zazdrości, rozproszenia, ignorancji, chciwości, nienawiści. Nie myśl, że haipule zadziała dla ciebie bez ciebie - nie, nie, koleżanko i kolego. Ta metoda ma na celu doprowadzić cię do miejsca, w którym będziesz mógł przejść wewnętrzne oczyszczenie, polegające na porzuceniu ego i złudzeń. Dopiero wtedy życie na zewnątrz zacznie się zmieniać. Gdyby zewnętrzna przemiana miała nastąpić bez wewnętrznej, to nie byłoby błogosławieństwo, ale przekleństwo.
    I dlatego pieniądze, seks, nawet dobre zdrowie nie wystarczą do szczęścia. Przyjaciele i twój duchowy nauczyciel również. Potrzeba ci przemiany wewnętrznej, która polega na oczyszczeniu (nie na zmianie w kogoś innego). Problem może cię oczyścić, jeżeli mu na to pozwolisz a za pomocą wyobraźni możesz użyć energii problemu i mu w tym dopomóc, dzięki czemu zadziała szybciej i skuteczniej.

    Technika:
    Czujesz negatywne skutki np. nałogu? Biedy? Nieudanego związku? Czegokolwiek? Użyj wyobraźni. Wyobrażaj sobie, że energia problemu oczyszcza cię od egoizmu, od złudzeń, od wad moralnych, które go wywołały, generalnie oczyszcza i uwalnia. Rób to do momentu, aż poczujesz, że wystarczy (MANAWA). Współpracuj z nim, z problemem, zamiast z nim walczyć.

    Uzdrów swoje pieniądze, związek, ciało i psychikę, relacje
    towarzyskie i rodzinne oraz duchową ścieżkę! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Marketing Sieciowy w temacie Pomysł na biznes: marketing sieciowy (cz. 8)
    26.03.2014, 10:06

    Wszystko w porządku, co piszesz - ktoś powie - ale jeżeli nie mam pieniędzy, to jak stanę się swoim pierwszym klientem? Jeśli brakuje mi kasy na życie, mam stres, długi to jak mogę czerpać przyjemność z produktów, które są dodatkowym wydatkiem?
    Dlaczego stałeś się biedny? Według mnie bieda wynika stąd, że człowiek nie wie czego naprawdę chce i przez to tego nie robi. Nie wie czego chce by mieć dostateczną ilość pieniędzy.
    Aby stać się partnerem, ale i klientem firmy MLM musisz mieć pieniądze. Znaczy to, że jeśli ich nie masz, to potrzebujesz pracować na innym poziomie.
    Tak, myślę o etacie lub własnej jednoosobowej działalności.
    MLM znajduje się w kwadrancie biznesu. Wyróżnia się cztery kwadranty: etat, samozatrudnienie, biznes i inwestowanie. Robert Kiyosaki, autor książki "Bogaty Ojciec, biedny Ojciec" stworzył taki oto schemat kwadrantów:

    Obrazek

    R. Kiyosaki: Kwadrant przepływu pieniędzy
    P - Pracownicy, S - Samozatrudnieni, B - Biznesmeni, I - Inwestorzy.
    Tak zbudowany jest świat, że aby o własnych siłach zostać biznesmenem, czyli znaleźć się po prawej stronie kwadrantu, potrzeba najpierw stać się pracownikiem albo samozatrudnionym. Po prostu wszyscy tak zaczynali (chyba, że otrzymali jakieś pieniądze w spadku lub prezencie albo wygrali na loterii lub nawiązali współpracę z jakimś Aniołem Biznesu - są to jednak rzadkie przypadki, zbyt rzadkie, aby stanowić normę).
    Robert Kiyosaki tak zaczynał, np. jako sprzedawca w firmie Xerox.
    MLM znajduje się w kwadrancie biznesu i musisz mieć pieniądze, by ten biznes zacząć. Są one jednak nieproporcjonalnie mniejsze, niż w biznesie tradycyjnym. Wystarczy ci zwykła posada na etacie by mieć wszystko, czego potrzebujesz aby robić ten biznes.
    Oznacza to: jeżeli chcesz zostać biznesmenem, najpierw znajdź pracę.
    Firmy MLM (jak ta, z którą współpracuję) umożliwiają sprzedaż bezpośrednią (nie myl tego z MLM!), dzięki której osoba uzdolniona jako sprzedawca może godnie zarobić na życie, by potem robić biznes.
    Ale nie to jest ważne, czy będziesz sprzedawcą w firmie marketingowej zanim staniesz się biznesmenem, czy od razu (dzięki posiadanym z innego źródła pieniądzom) zaczniesz od kwadrantu B. Ważne jest to, że nagromadziłeś dostateczną ilość doświadczenia i względnie stałego źródła funduszy na poziomie P lub S, rozwinąłeś odpowiednie cechy jak pracowitość, samodyscyplina, komunikacja z ludźmi, skromność, które pretendują cię do zajmowania się innego typu działalnością, czyli biznesową.
    Biznes wymaga od ciebie więcej tego, co potrzebne ci jest od pracy na etacie lub w samozatrudnieniu: wytrwałości, cierpliwości, pewności, poczucia odpowiedzialności itd.
    To mogą ci się wydać wielkie słowa: biznes. Fakt, że większość tradycyjnych biznesów wymaga wielkich pieniędzy. Ale nie MLM, nazywany biznesem XXI wieku.
    Tu musisz mieć przede wszystkim pieniądze na własne zakupy i na normalne życie. Możesz je zdobyć jako sprzedawca w firmie MLM albo gdzieś indziej. To ostatecznie bez znaczenia. Chodzi o to, że musisz być klientem aby stać się partnerem (nie chodzi mi o formalność, ale o prawdziwość, autentyczność).
    Jeśli będziesz próbował stawać się klientem po to, aby być partnerem, staniesz się nieautentyczny. Będziesz pracować dla pieniędzy. Będziesz zniechęcać do siebie ludzi chcąc wyciągnąć od nich pieniądze lub nakłonić ich, by nawiązali bezpośrednią współpracę z firmą.
    Czym różni się sprzedawca bezpośredni od networkera? Różnica jest prosta. Sprzedawca przynosi klientowi do domu produkty i otrzymuje za to marżę, która stanowi jego główny zarobek. Networker skupia się na tym, by klient zarejestrował się w firmie i kupował w niej wysyłkowo, bez jego pośrednictwa.
    Możesz zostać sprzedawcą w tej samej firmie MLM zanim zostaniesz networkerem. Ale czym innym jest sprzedać coś komuś i mieć z tego bezpośredni zarobek w postaci marży, a czym innym sprawić, że ktoś staje się niezależnym klientem firmy i kupuje bezpośrednio w firmie.
    Sprzedawca ma głównie dochód aktywny - ze swojej aktualnie wykonywanej pracy, to właściwe dla kwadrantów P i S. Networker zaś generuje dochód pasywny za raz wykonaną robotę, czyli pozyskanie dla firmy niezależnego klienta, który kupuje wysyłkowo, nie płacąc marży sprzedawcy bezpośredniemu (te pieniądze można przy małych zamówieniach spokojnie przeznaczyć na koszta przesyłki, a przy większych firmy wysyłają z rabatem lub bezpłatnie; ostatecznie "dojrzałemu" klientowi zdecydowanie mniej opłaca się kupować u sprzedawcy bezpośredniego niż wysyłkowo).
    Firma networkera wynagradza punktami, które płyną z zakupów pozyskanych klientów, natomiast punkty, jakie zdobywa sprzedawca i jego marża wymagają, by ten np. chodził do klientów z przysłowiową reklamówką (nie uważam tego za nic złego!).
    Sprzedawca bezpośredni na ogół udaje się do domu klienta i tam przeprowadza transakcję. Networker posługuje się np. punktem dystrybutorskim, by w nim rozmawiać z potencjalnym klientem (nie może prowadzić w nim sprzedaży!) i pomóc mu w podjęciu i sfinalizowaniu decyzji o staniu się niezależnym klientem.
    Jeżeli potrafisz inaczej dotrzeć do ludzi, stworzyć inne niż punkt dystrybutorski warunki, aby sami zaopatrywali się w firmie, super. Tak naprawdę zależy to od ciebie. Ale nie zmienia to faktu, że aby pozyskać swojego pierwszego klienta - samego siebie - potrzebujesz pieniędzy. Albo zdobędziesz je jako sprzedawca bezpośredni w firmie, której formalnie jesteś partnerem, albo inną drogą - to bez znaczenia. Ważne, że musisz mieć pieniądze - tyle, co zwykły, normalny człowiek. MLM jest dla zwykłych, normalnych ludzi, których stać na produkty - te później będą promować wśród innych zwykłych, normalnych ludzi.
    Jeśli więc finansowo nie jesteś zwykłym, normalnym ale biednym człowiekiem, najpierw stań się zwykłym i normalnym (przez pracę na etacie, samozatrudnienie) by zająć się MLM... i potem stać się zwykłym, normalnym oraz dodatkowo bogatym.
    Jeżeli chcesz zająć się sprzedażą w firmie marketingowej wpisz się jako partner, ale nie myśl o budowaniu sieci konsumentów, lecz o znajdowaniu klientów i zarabianiu z marży. Jak powiedział raz mój znajomy, o którym już wspominałem jako o twórcy międzynarodowego sukcesu polskiej marketingowej firmy: pewna babcia do emerytury dorabiała sobie sprzedając produkty ze 2000 zł. O wiele więcej osiągnąć może jako sprzedawca bezpośredni młody człowiek.
    Chodzi o to, byś poczuł względną stabilność i zadowolenie, by było ci dobrze na poziomie kwadrantów P lub S, aby potem wejść w biznes. Tej drogi nie przeskoczysz. Wielu próbuje, znam takich, ale wierz lub nie, to koszmarne, co ci ludzie, działając w piramidowych grupach szukających partnerów do współpracy, potrafią z siebie zrobić i usiłować - często fanatycznie, agresywnie i nachalnie - zrobić z ciebie.



    Zgłoś | Cytuj

  • Paweł Karwat
    Wpis na grupie Forum Munina w temacie Nie próbuj wszystkiego zrozumieć
    26.03.2014, 09:02

    Powiedzenie głosi: "nie próbuj wszystkiego zrozumieć, bo wszystko stanie się niezrozumiałe". Dzisiaj żyjemy w dobie natłoku informacji, za czym stoi natłok myślenia. Zdaje nam się, że myśleniem można osiągnąć wszystko. Powoduje to, że utożsamiamy myślenie ze świadomością, jak to robił Kartezjusz, i w ten sposób zapędzamy się w "kozi róg" wątpliwości i zniechęcenia.
    Myślenie nie jest świadomością. Świadomość to widzenie, bezpośrednie, niedyskursywne poznanie. Myśl, gdy używa się jej do poznania, zawsze jest dyskursywna (chyba że stosujemy np. wizualizacje i tworzymy myśloksztsałty, z których diagnozujemy choćby stan zdrowia w bioenergoterapii).
    Dyskurs znaczy, że coś ujęte jest niebezpośrednio, pośrednio. Dyskurs to dyskusja.
    Są takie problemy niezwykle dyskusyjne: życie po śmierci, jak wygląda wieczność.
    Dyskurs zaczyna się i kończy na pojęciach i słowach, na języku i słowniku. Świadomość może poznawać bez słów, bez stawiania pytań i bez tworzenia pojęć.
    To właśnie poznanie bezpośrednie, czyli doświadczenie. Tutaj nie rządzi rozum ani żadne spekulacje.
    To tak, jak ze smakiem cytryny.
    Szamani, huna, inne tradycje głoszą, by być człowiekiem praktycznym. Człowiek praktyczny nie zajmuje się abstrakcjami, jest blisko swojego doświadczenia, kieruje się doświadczeniem, bezpośrednim poznaniem (IKE).
    Nie interesują go dyskursy i teorie - co myślano na ten temat a co na tamten.
    Dla niego prawda jest w bycie, jest aspektem bytu. Poznawać znaczy być świadomym a nie myśleć.
    Nawet gdy nauka empiryczna stawia jakieś tezy, to odnosi się do doświadczenia. Tu myślenie używane jest właściwie. Dlatego, choć nauka ta ma cel teoretyczny (wiedzę o czymś), stała się tak użyteczna technicznie.
    Nauki empiryczne nie chcą wszystkiego zrozumieć: zajmują się jakąś dziedziną doświadczenia i to je satysfakcjonuje. Co innego filozofie, wielkie systemy myślowe, jak Arystotelesa czy Hegla, chcące objąć całą rzeczywistość, także tę wykraczającą poza doświadczenie. Okazują się i bezużyteczne praktycznie, i pełne logicznych sprzeczności, i niezgodne z odkryciami naukowymi. Wcale nie posuwają ludzkiego poznania do przodu.
    Nie staraj się zrozumieć wszystkiego, bo wszystko stanie się niezrozumiałe. Jak mówi się w logice: "dowodzenie nie jest jedynym sposobem uzasadniania twierdzeń". Doświadczenie uzasadnia je najlepiej.
    Dzisiaj mamy istny obłęd dowodzenia, spekulacji, wywodów. Może dlatego, że dzięki temu czujemy się lepsi, bardziej inteligentni, mądrzejsi? Fakt jest taki, że stajemy się raczej głupsi, mniej praktyczni, pochłonięci iluzjami, pełni wątpliwości i krytykanccy.
    Nie zmienia to jednak wcale naszego życia na lepsze i nie przybliża nas wcale do prawdy.

    Uzdrów swoje pieniądze, związek, ciało i psychikę, relacje
    towarzyskie i rodzinne oraz duchową ścieżkę! Bezpłatne diagnozy
    ze zdjęcia. Metody huny wg Serge'a Kahili Kinga na odległość,
    kursy i warsztaty: http://www.muninszaman.blogspot.com



    Zgłoś | Cytuj

Wyślij zaproszenie do