Wypowiedzi
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy Trenerzy Biznesu/Szkolenia "miękkie"
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy BAZA TRENERÓW
-
Przez Polskę przewala się fala protestów związanych z likwidacją szkół...
Obie strony - jak zawsze - mają swoje racje...
Władze samorządowe - bo przy malejącej liczbie uczniów, i wielości wydatków,
gdy nie starcza na wszystko co by się chciało utrzymywanie małych szkół wygląda nieracjonalnie.
Małe szkoły to jednak i wygoda i lepszy proces dydaktyczny.. (a poza tym jest tyle wydatków, które mogliby obciąć..)
Czy coś można z tym zrobić? Czy to naprawdę pat?
Otóż nie - można zrobić coś poza klasycznym "przeciąganiem liny" i "kto - kogo"..
Jeśli to właśnie koszty są krytycznym czynnikiem, to może..
Może wzięcie szkoły pod zarząd społeczny, przy zadeklarowaniu istotnej redukcji kosztów można szkołę jednak utrzymać?
Bo przecież: - uczniowie (pod dozorem nauczycieli czy rodziców) samo mogą szkołę sprzątać, lokalna firma - czy supermarket jednej z wielkich sieci handlowych może szkołę wesprzeć, rodzice mogą dokonać renowacji..
Zawsze jest więcej możliwości niż strajk, niż walenie pięścią w stół...
Zwłaszcza, jeśli ten stół - jak samorządowe finanse - ma już dość wątłe nogi..
A kreatywny mediator może pomóc stronom dojść do porozumienia..
-
Wykantowała Cię jakaś firma? Daj znać, ostrzeż innych..
Ja się nabrałem na "Vistaprint"
Reklamują się z rewelacyjnymi cenami, a potem...
Dowalają opłaty "koszt wysyłki", jak by to umyślny na piechotę niósł..
I wychodzi ci drożej niż normalnie..
Ale to jeszcze nic..
"Normalny" termin jest koszmarnie długi, więc bierzesz ekspres.. 3 dni.. i co?
Płacisz paskudnie zawyżoną opłatę za ekspres.. i..
i nie dostajesz albo wcale, albo z opóźnieniem..
A jak interweniujesz?
to się dowiesz, że "termin 3 dni" to oni liczą od.. daty zaksięgowania wpłaty..
a czy księgują trzy dni, czy pięć, i że w tym wypadku zapłaciłeś za ten "ekspres" "za bezdurno", to już nikogo nie obchodzi..
Więc..
Ostrzegam przed "vistaprint"
P.
-
w Pulsie Biznesu ukazał się bulwersujacy tekst:
>>>
Deweloperzy budują w Gdyni zamki na piasku
Prezydent Wojciech Szczurek dał plac pod budowę osiedla. PBR Barlinek wyłożyło kasę. Niestety, inwestycja padła. Firma też
..
Firma PBR z Barlinka (zachodniopomorskie) w 2005 r. podpisała umowę ze szczecińskim przedsiębiorstwem Techbud-Dom na wykonawstwo osiedla mieszkaniowego przy ul. Bosmańskiej w Gdyni. Techbud- Dom jako inwestor miał postawić tanie domy na działce o powierzchni 0,8 ha, na którą uzyskał użytkowanie wieczyste od Urzędu Miasta Gdynia. Działka jest atrakcyjnie położona na zalesionym wzgórzu z pięknym widokiem na Zatokę Gdańską. Nic dziwnego, że już po wbiciu pierwszej łopaty znalazło się wielu chętnych, którzy zaczęli wpłacać pieniądze na konto inwestora (niektórzy nawet po 100 tys. zł).
Piękna pechowa działka
Co znamienne, Techbud-Dom nie był pierwszym inwestorem. Władze Gdyni już w 2000 r. zleciły jednej z toruńskich firm wybudowanie na działce przy ul. Bosmańskiej osiedla tanich domów. Nic z tamtych planów nie wyszło, choć także wiele osób wpłaciło pieniądze. PBR Balinek ostro ruszył z robotą.
— Wzięliśmy 2 mln zł kredytu, które zainwestowaliśmy w budowę. Jednak w 2006 r. Techbud-Dom popadł w kłopoty finansowe i przestał nam płacić. Wystąpiliśmy do sądu o nakaz zapłaty. Po jego uzyskaniu zabezpieczyliśmy się ustanowieniem hipoteki przymusowej na działce przy ul. Bosmańskiej. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza. Techbud nie płacił, więc byliśmy zmuszeni wstrzymać prace — opowiada Danuta Danisz.
Zaniepokojeni klienci zaczęli szturmować urząd miasta. Władze Gdyni postanowiły podziękować niewypłacalnemu Techbudowi, a inwestycję przekazać PBR Barlinek.
— Urząd miasta zaproponował, że wygasi użytkowanie wieczyste Techbudu. My mieliśmy dostać grunt w dzierżawę i dokończyć budowę. Ta obietnica powstrzymała nas przed uruchomieniem egzekucji z posiadanych zabezpieczeń na działce. Uwierzyliśmy władzom Gdyni — mówi pani Danuta. W marcu 2007 r. powstaje nowa wizja.
— Na spotkaniu z wiceprezydentem Gdyni Bogusławem Stasiakiem przedstawiliśmy nowy projekt osiedla. Miały być mieszkania i dla biedniejszych, i dla zamożniejszych klientów, z ogrodami na dachach. Władze Gdyni nasze propozycje przyjęły entuzjastycznie — opowiada Danuta Danisz.
Jednak urząd miasta znowu zmienił plany. Postanowił, że osiedle przy ul. Bosmańskiej wybuduje TBS „Czynszówka”, w której 100 proc. udziałów miał… Urząd Miasta Gdynia.
— Nie mogliśmy budować. Jednak ciągle ponosiliśmy koszty, np. dozoru przez całą dobę. Bank, który nas kredytował, zaczął tracić cierpliwość — mówi Danuta Danisz. Pod koniec 2009 r. władze Gdyni powołały rzeczoznawcę, który nakłady firmy Danuty Danisz wycenił na 2,1 mln zł.
— Zgodziliśmy się z tą wyceną. Zapłata miała nastąpić w marcu 2010 r. Do dziś nie dostaliśmy grosza — żali się współwłaścicielka PBR Barlinek. Firma traci płynność finansową. Musi ciąć koszty, zaczyna zwalniać pracowników.
— Obsługa kredytu nas dobijała. Aby uspokoić bank, musiałam dodatkowo zabezpieczyć kredyt hipoteką na domu moim i moich rodziców. Niestety, po pewnym czasie bank nie wytrzymał i wypowiedział nam kredyt. Obecnie trwa licytacja majątku naszej firmy. Pod młotek ma pójść wszystko, łącznie z naszym domem. Moi rodzice tego nie przeżyją. Jestem na krawędzi samobójstwa — tragizuje Danuta Danisz.
Miasto umywa ręce
Prezydent Gdyni Wojciech Szczurek odmówił rozmowy z reporterką Polsatu na temat nieudanej inwestycji przy ul. Bosmańskiej i kłopotów, w jakie wpadła firma PBR Barlinek. Jolanta Grajtar, rzeczniczka gdyńskiego urzędu miasta, stwierdziła, że miasto nie zlecało ani w jakikolwiek sposób nie finansowało budowy osiedla.
— Inwestorem była spółka Techbud- Dom, która podpisała umowę na jego realizację z PBR w Barlinku. PBR podpisało umowę w ramach swojego ryzyka biznesowego. Miasto nie zamawiało żadnych robót u PBR Barlinek — stwierdza Jolanta Grajtar.
Informuje, że obecnie miasto prowadzi sprzedaż terenu z niedokończoną budową. Nie zamierza oferować kupcowi praw do kontynuowania budowy. — Prawdopodobnie skutkować to będzie rozbiórką przez nabywcę obiektów przy ul. Bosmańskiej — mówi rzeczniczka Gdyni.
PBR Barlinek chciałoby walczyć w sądzie, ale nie ma na to pieniędzy.
— Musielibyśmy wyłożyć około 100 tys. zł na wniesienie sprawy do sądu. Nie mamy ich. Znaleźliśmy się w śmiertelnej pułapce — kończy swą opowieść Danuta Danisz. Dwie próby ugodowego załatwienia sprawy się nie powiodły.
>>>
Ale nie tak bardzo zaskakujący..
Historia lubelskiego Pasażu Victoria nie jest tak bardzo inna...
Teorie są dwie
- projekty deweloperskie podlegają normalnym prawom opieszałej biurokracji (95% opóźnionych o ponad pół roku)
- lokalni kacykowie, gdy już "dopadną frajera", który wyłożył dobre parę złotych, zaczynają go szantażować...
która gdzie jest prawdziwa, to inna historia..
To co mnie interesuje najbardziej, to rekomendacja,
że podpisanie kontraktu z jednoznacznymi klauzulami
- mediacyjną
i (!!!!)
- arbitrażową
chroniło by dość skutecznie dewelopera przed szantażem i opieszałością...
(efekty samych mediacji zależą od dobrej woli, więc potrzebny jest skuteczny straszak w postaci szybkiego, skutecznego arbitrażu..)
P.
-
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy Trenerzy Biznesu/Szkolenia "miękkie"
-
Dr Paweł J. Dąbrowski
AIMM, RODC, SBSSF
http://kreatywne-strategie.pl
Email: paweljdabrowski@gmail.com
Tel: [48] 503 004 277
Kreatywne strategie
Holistyczny Instytut
Przedsiębiorczości i Negocjacji
Propozycje systemowych i organizacyjnych rozwiązań
w kwestii sporów gospodarczych
Streszczenie: Jak wskazują dane Ministerstwa Sprawiedliwości, efektowność sądownictwa w Polsce nadal jest niska, a liczba niezałatwionych spraw rośnie. Rośnie również czas ich załatwiania. Sytuacja ta nie sprzyja budowaniu kapitału społecznego, tak potrzebnego do przyśpieszenia, a nawet utrzymania dalszego rozwoju, gdyż nierzetelne podmioty gospodarcze i instytucje skutecznie chowają się za murem nieskutecznego wymiaru sprawiedliwości. Troska o podniesienie efektywności sądownictwa, stanowiące barierę konkurencyjności, a w szczególności rozwoju kooperacji pomiędzy przedsiębiorstwami różnych krajów Unii Europejskiej, znalazło wyraz w dyrektywie nr 52 Komisji Europejskiej z 2008.
Niestety, niewiele w Polsce w tej kwestii zrobiono.
Do mediacji trafia mniej niż jeden promil sądowych spraw gospodarczych, przy niezwykle niskiej skuteczność (poniżej 20%), podczas gdy na świecie wskaźnik ten waha się pomiędzy 30% a 70%. Na przyczyny tego stanu rzeczy, który nie może być zmieniony za pomocą samych reklam telewizyjnych, składają się zarówno kwestie prawne jak i organizacyjne. Istotnym problemem jest tu rozdrobnienie oferty mediacyjnej, nie pozwalającej na skuteczne promowanie klauzul mediacyjnych w Polsce, a tym bardziej w całej Europie.
Przedłożona propozycja zmierza do kompleksowego rozwiązania problemu na poziomie kraju i proponuje rozwiązanie wspólne dla wszystkich krajów, a przynajmniej pracodawców Unii Europejskiej. Proponujemy:
• utworzenia sieci mediacji afiliowanej przy BusinessEurope
• ogólnopolskiej sieci mediacji (i ew. arbitrażu) w biznesie
• podjęcie działań na rzecz utworzenia polskiej sieci centrów mediacji
• podjęcie zdecydowanej akcji na rzecz urynkowienia absurdalnych stawek obowiązujących dla mediacji sądowych
1. Przesłanki.
1.1 Możliwość skutecznego dochodzenia swych praw, jak i bezpieczeństwo realizacji kontraktów jest jednym z fundamentów rozwoju gospodarczego. O ile niska efektywność ochrony prawnej przedsiębiorców jest problemem wielu krajów Europy, to jest on szczególnie dotkliwy w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw działających poza granicami swojego kraju. Stanowi to istotną barierę rzeczywistej integracji gospodarczej krajów Unii Europejskiej uniemożliwiając podnoszenie konkurencyjności innowacyjnych przedsiębiorstw przez szybkie osiąganie skali działania porównywalnej z firmami japońskimi czy amerykańskimi.
1.2 Brak możliwości szybkiego i skutecznego dochodzenia swoich praw w istniejącym systemie gospodarczo-prawnym daje nieuczciwym i nierzetelnym firmom i instytucjom możliwość „schowania się” za nieefektywnością sądów. W tej sytuacji wielu poszkodowanych rezygnuje z dochodzenia słusznych roszczeń, a nierzetelne firmy, czy skorumpowane instytucje mogą bezkarnie żerować na słabszych podmiotach.
Sytuacja ta pogłębia problem niskiego kapitału społecznego; jak pokazały znane badania profesora Czapińskiego Polska pod względem zaufania społecznego lokuje się najniżej ze wszystkich krajów europejskich, nawet za Grecją .
1.3 Efektywność sądownictwa w Polsce, mimo sukcesu e-sądu, nie poprawia się. Jak podaje Ministerstwo Sprawiedliwości w roku 2010 „W sprawach gospodarczych w sądach rejonowych nastąpił znaczny wzrost wpływu spraw - o 8,8% /../. Załatwiono 962 tys. spraw (o 8,9% więcej niż w 2009 roku), ale liczba ta była niższa niż wpływ w 2010r. co oznacza brak opanowania wpływu (98,84), a w konsekwencji wzrost liczby spraw niezałatwionych (o 16,9%)” (podkreślenie PJD).
1.4 Do mediacji trafia mniej niż jeden promil spraw gospodarczych w sądach polskich (jedynie 846 na 1 026 000). Towarzyszy temu przy niezwykle niski poziom skuteczności (około 20%) , podczas gdy na świecie wskaźnik ten waha się pomiędzy 30% a 70% . Podobnie źle jest w Polsce z mediacjami z zakresu prawa pracy – tam szansa na pozytywne rozstrzygnięcie wahała się od 6,5% do 15,2%. Ale nie jest to jednak jedynie „problem kulturowy”, albowiem statystyka umorzeń w sprawach karnych za lata 2004-2010 mówi o przedziale 75,0% do 87,6% (tamże).
2. Problemy i rozwiązania
2.1 Problemy instytucjonalne i wizerunkowe
Przyczynami istniejącego stanu rzeczy są - po pierwsze - brak znaczących instytucji (tak w Polsce jak i w skali europejskiej), które mogłyby być łatwo zaakceptowane przez firmy z różnych regionów Polski, czy z różnych krajów dla transakcji międzynarodowych. Jest co prawda wiele ośrodków mediacji, tak w Polsce, jak i w Europie; wiele z nich o znaczącym dorobku. W Polsce za znaczące można uznać co najmniej 20 ośrodków, w Europie (na proporcjonalnie większą skalę) – około trzydziestu. Jednakże żaden z nich nie może być uważany za „powszechnie uznany”, co dawałoby szansę na łatwe wpisanie klauzul mediacyjnych i arbitrażowych do kontraktów.
Proponujemy dwojakie rozwiązanie osobno na każdy z wymienionych rynków.
Obszar współpracy międzynarodowej: dla skutecznej realizacji dyrektywy Komisji Europejskiej potrzebne jest coś więcej, niż tylko działania na poziomie poszczególnych krajów. Potrzebna jest więc ogólnoeuropejska sieć mediacji (może i arbitrażu), którą wszystkie organizacje zrzeszone w BusinessEurope mogłyby zarekomendować swoim członkom. W ten sposób można by osiągnąć potrzebną „masę krytyczną”, która urealniłaby ideę mediacji (i arbitrażu) dla małych i średnich firm, dla których koszty procesowania się za granicą byłyby nieprzezwyciężalnie wysokie. (BUSINESSEUROPE nie ma mediacji, ani ADR w swojej ofercie )
Obszar relacji polskich podmiotów gospodarczych: jest w tej kilka słabo (lub wcale) działających ośrodków mediacji. Wydaje się jednak, że by przełamać barierę świadomości, obniżyć koszty transakcyjne i urealniać dostęp do mediatorów potrzebna byłaby sieć ogólnopolska z grupą afiliowanych mediatorów w regionalnych ośrodkach. Mając na uwadze spory średniej, lub niewielkiej wartości, gdy siedziba obu stron znajduje się poza Warszawą, wydaje się mało opłacalne sprowadzanie mediatora z Warszawy. (Oczywiście, strony mogą woleć mieć mediatora z zewnątrz, i taka możliwość byłaby im zapewniona.)
2.2. Problem wynagrodzeń w przypadku mediacji sądowych
Obecne stawki mediacji z nakazu sądowego są absurdalnie niskie. Jak stanowi rozporządzenie ministra sprawiedliwości z dnia 30 listopada 2005 r., „W sprawach o prawa majątkowe wynagrodzenie mediatora wynosi 1 % wartości przedmiotu sporu, jednak nie mniej niż 30 złotych i nie więcej niż 1.000 złotych za całość postępowania mediacyjnego”. Jeśli sobie wyobrazimy skomplikowany przypadek mediacji w sporze między udziałowcami, między firmami, które w pewnych obszarach są konkurentami, a podjęły współpracę (i doszło do konfliktu w innym) to łatwo zobaczyć skalę trudności i poziom wymagań stawianych mediatorowi. Jeśli dodać do tego fakt, że takie mediacje ciągnąć się mogą kilka tygodni, nawet miesięcy (co i tak jest nieporównanie szybciej od procesów sądowych), jak i fakt, że w przypadku zupełnie nieskomplikowanej sprawy, jaką jest ściąganie należności koszt postępowania sądowego w Polsce szacuje się na 12% wartości należności łatwo dostrzec absurdalność obowiązującego rozwiązania.
Dyrektywa Komisji Europejskiej 2008/52/EC postulowała „stworzenie warunków, w których mediacje obywać się będą w sposób efektywny, bezstronny i kompetentny”. To zalecenie nie jest przez Polskę realizowane. Obecne uwarunkowania, jak powiedział jeden z ekspertów, uczestników konferencji dotyczącej mediacji, zorganizowanej w ramach Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości 2011 prowadzą do sytuacji w której „prowadzenie mediacji jest tylko dla hobbystów”.
Wydaje się, że sensowne rozwiązania są dwa:
- pozostawić wysokość stawek mediacyjnych rynkowi, w tym przypadku ew. rekomendacjom stowarzyszeń i ośrodków mediacji; lub
- przyjąć stawki wynikające z warunków rynkowych, tj. stawek płaconych za pracę wymagającą porównywalnych kompetencji.
Przypomnijmy w tym kontekście, że wspomniana Dyrektywa Komisji Europejskiej rekomenduje „rozwiązania mogą polegać na uwzględnieniu mechanizmów rynkowych”.
Ze względów praktycznych i prawnych, wynikających z tego, że rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości jest skutkiem delegacji ustawy, celowe wydaje się:
a) Wystąpienie do Ministra Sprawiedliwości o wyznaczenie w/w wynagrodzeń na poziomie rynkowym.
Zwrócić tu należy uwagę, że spory gospodarcze, o znacznym stopniu skomplikowania znajdują się „w jednym worku” rozporządzenia ze sporami małżeńskimi. Te, choć bywają szalenie obciążające emocjonalnie rzadko miewają taki poziom komplikacji i nie wymagają tak wielostronnych kompetencji jak mediacje w biznesie. Ze względów praktycznych należałoby te dwa obszary wyraźnie rozdzielić. Jest to o tyle zasadne, że Ustawa z dn. 28 lipca 2005 precyzowała: „ Minister Sprawiedliwości określi, w drodze rozporządzenia, wysokość wynagrodzenia mediatora za prowadzenie postępowania mediacyjnego wszczętego na podstawie skierowania sądu /../ biorąc pod uwagę rodzaj sprawy i wartość przedmiotu sporu oraz niezbędne wydatki związane z prowadzeniem mediacji.";
b) Doprowadzenie do inicjatywy ustawodawczej prowadzącej do urynkowienia wynagrodzeń mediatorów.Paweł Józef Dąbrowski edytował(a) ten post dnia 16.01.12 o godzinie 19:07
-
Z fascynacją i przerażeniem oglądam program „Państwo w Państwie”. W ostatnią niedzielę 11 grudnia (Polsat, 19.30), oglądać mogliśmy przypadek firmy „Irene”; urzędnik Transportowego Dozoru Technicznego, działając w oparciu o skargę klienta na jakość wyrobu (której charakter, w sposób zadziwiający zmienia się w miarę upływu czasu) jednym faksem zamyka produkcję wyrobu, jakoby stwarzającego zagrożenie. W efekcie jedna urzędnicza decyzja, oparta o nie udowodniony zarzut pozbawia przedsiębiorcę (i jego pracowników) miejsca pracy i środków do życia.
Słusznie narzeka się w programie na urzędnicze błędy i przerost biurokracji. Ale umykać zdaje się najważniejszy, kluczowy element, na którym warto by się skupić.
Praktyka stosowanego w Polsce prawa czyni z urzędnika prokuratora, sędziego i kata w jednym, a z przedsiębiorcy pod-człowieka, któremu nie przysługuje fundamentalne prawo demokracji – prawo domniemania niewinności.
Nie jestem prawnikiem, nie wiem, jak to należy zmienić. Ale wiem, że nie można dłużej akceptować sytuacji, gdy na skutek urzędniczego kaprysu, na podstawie nieudowodnionego zarzutu ktoś może pozbawić przedsiębiorcę i jego pracowników źródła utrzymania. ( A może niekoniecznie muszą to być zmiany w prawie, może wystarczą decyzje kierowników resortów)?
Przedsiębiorcy nie powinni być wykluczeni z zasięgu fundamentalne zasada państwa prawa, że nikt nie może być ukarany, dopóki nie udowodni mu się winy przed obiektywnie działającym sądem.
Powiedzmy to wyraźnie: nie chodzi o to, by tropić takie, czy inne błędy urzędnicze, czy nadużycia władzy. Mówienie o karaniu urzędników za złe decyzje też jest wołaniem o łapanie wiatru w polu. Chodzi o to, by zmieniać system, w którym jedna ze stron posiada absolutną władzę, umożliwiającą zniszczenie jednym ruchem dorobku całego życia. Taka absolutna władza korumpuje absolutnie, i stwarza przeraźliwie szerokie pole do nadużyć.
Ale.. żeby nie była to zbyt łatwa promocja programu: wkurza mnie ciężko redaktor Talkowski, gdy radośnie życzy poszkodowanym wysokich odszkodowań ze strony Państwa. Te pieniądze nie zostaną wyjęte z kieszeni przepłacanych urzędasów; one zostaną wyjęte z kieszeni nas wszystkich…
Paweł J. Dąbrowski
http://kreatywne-strategie.pl
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy BAZA TRENERÓW
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy BAZA TRENERÓW
-
na początek:
>
3. 1. ZAWÓD MEDIATORA wykonują:
a) mediator sądowy,
b) mediator w sporach zbiorowych,
c) mediator w oświacie
........
mam tu definicję przez:
- tryb powołania - p. a)
- obszar działania b) i c)
--
sorki, to nie jest spójne logicznie, a co najważniejsze nie daje pokrycia całości obszarów problemowych..
wreszcie..
czy jest potrzebna "ustawa o zawodzie"?
P.
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy BAZA TRENERÓW
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy GEW 2011 zespół kordynacyjny
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy GEW 2011 zespół kordynacyjny
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy GEW 2011 zespół kordynacyjny
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy GEW 2011 zespół kordynacyjny
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy GEW 2011 zespół kordynacyjny
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy GEW 2011 zespół kordynacyjny
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy GEW 2011 zespół kordynacyjny
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- Następna »