Wypowiedzi
-
Być może i Waza nie zostałby królem Polski, ale w takim razie kto po śmierci Zamoyskiego? Jego syn był tak bezbarwny jak angielska pogoda. Żółkiewski? Wprawdzie wyszedł spod ręki Zamoyskiego i w pewnych dziedzinach nawet prześcignął swego preceptora, ale był skończonym regalistą - wszystko dla króla, nawet takiego jak Zygmunt III Waza i wbrew temu, że jednak na tronie moskiewskim wolałby widzieć jego syna Władysława. Wystarczyło, że król nie wyraził zgody i Żółkiewski ustąpił. Poza tym hasło "króla Piasta" zdobyło popularność prawie sto lat później, po wszystkich błędach dynastii Wazów, którzy traktowali tron w Rzeczpospolitej jak odskocznię do odzyskania Szwecji. Równie dobrze mogli marzyć o zdobyciu Wiednia. Tym bardziej po śmierci Zamoyskiego, który władzę przejąłby w wyniku zamachu, bardzo długo szlachta widziałaby zagrożenie swych złotych wolności nie na zewnątrz, a wewnątrz kraju... Może jeszcze gdyby nie rozprawa ze Zborowskimi... Ale też nie bo im wybitniejsza i potężniejsza była jednostka w ogóle szlachty, tym większe podejrzenia i opozycja przeciw niej powstawały... Wyjątkiem był Sobieski, ale ten miał odrobinę szczęścia i zmiażdżył Turków pod Chocimiem w najlepszym dla siebie momencie, ot - rzec by można - miał wyczucie chwili... No i rzecz najważniejsza - skoro Żółkiewski byłby pupilem króla, który zdobył tron w wyniku zamachu stanu, to po śmierci tegoż niewykluczone, że zostałby pozbawiony urzędów i dochodów, a w takim razie musiałby bardziej myśleć o swoim ocaleniu niż o tronie...
A zatem jeśli nie udałoby się bez kolejnego zamachu stanu posadzić na tronie Żółkiewskiego to obawiam się, że jednak mógłby na nim wylądować ponownie Zygmunt Waza jako spokrewniony, wprawdzie po kądzieli, ale jednak z Jagiellonami. Fakt, że stałoby się to kilka lat później nie ma większego znaczenia. Historia być może potoczyłaby się o tyle inaczej, że Zygmuntowi urodziliby się inni synowie, którzy nie doprowadziliby do takiego osłabienia Rzeczpospolitej jak miało to miejsce w istocie...