Marcin

Marcin Nowak Rynki zagraniczne

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

O. Jan Mirosław Bereza OSB

DIALOG Z BUDDYZMEM W POLSCE

http://lubin.benedyktyni.pl/przeczytaj/buddyzm.shtm

Początki buddyzmu w Polsce sięgają połowy lat 70-tych. Latem 1975 roku przyjechał do Polski nauczyciel buddyzmu-zen Philip Kapleau z USA i poprowadził pierwsze w Polsce seśsin zen, które zakończyło się ceremonią dziukai, w czasie której ok. 20 osób przyjęło buddyjskie wskazania i stało się w ten sposób formalnie buddystami. O dialogu chrześcijaństwa z buddyzmem w Polsce niewiele pisano, niewiele też było okazji, aby chrześcijanie mogli spotkać się z autentycznymi przedstawicielami tej starożytnej religii. Kilka jednak spotkań zasługuje na uwagę. Poniższe informacje z konieczności mają dość osobisty charakter.

Pieniężno

Prawdopodobnie najwcześniej dzieła dialogu z religiami niechrześcijańskimi podjęli się werbiści w ramach Pieniężniejskich Spotkań z religiami. W 1985 roku odbyło się spotkanie poświęcone islamowi, w latach następnych judaizmowi, karaimom i hinduistom. W kwietniu 1987 roku odbyły się Dni buddyjskie. Spotkania organizował i prowadził ks. Eugeniusz Śliwka. Materiały z sesji naukowej poświęconej buddyzmowi zostały wydane przez Muzeum Misyjno-Etnograficzne Seminarium Duchownego Księży Werbistów, Pieniężno 1990 r.

Tyniec – Lubiń

Jedno z ważniejszych spotkań odbyło się w dniach 25 i 26 października 1987 roku w klasztorze benedyktynów w Tyńcu pod hasłem: W duchu Asyżu. Benedyktyni gościli w tym czasie patriarchę koreańskiej szkoły zen czogie mistrza Seung Sahna i rosiego Kwonga Chinczyka z USA, mistrza buddyzmu zen z tradycji japońskiej. Spotkanie było nie tyko okazją do wymiany myśli ale także do wspólnej medytacji. Buddyści uczestniczyli w modlitwach i posiłkach wspólnoty benedyktyńskiej, kilku zaś mnichów i kilkudziesięciu gości (księży i świeckich) uczestniczyło w buddyjskich śpiewach i recytacjach.

Po spotkaniu w Tyńcu pojechaliśmy do Częstochowy. W kaplicy Czarnej Madonny przywitał nas biskup częstochowski, który w tym czasie wręczał kopie obrazu delegacjom z różnych parafii. Rosi Kwong wraz z towarzyszącymi mu buddystami oddali głęboki (do samej ziemi) pokłon przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Również i rosi Kwong otrzymał od Ojców Paulinów wizerunek Czarnej Madonny, który umieścił w swym centrum zen w Kalifornii. Tego samego dnia odbyło się jeszcze spotkanie w Falenicy w Centrum buddyzmu zen koreańskiego szkoły Kwan Um a dnia następnego w podziemiach kościoła przy ul. Żytniej w Warszawie. Razem z nami była też Margarita Biezgłasnaja mniszka z tradycji buddyzmu tybetańskiego

W latach następnych rosi Kwong kilkakrotnie odwiedzał klasztor benedyktynów w Lubiniu uczestnicząc w modlitwach, pracy i posiłkach mnichów. Dla zainteresowanych (duchownych i świeckich) prowadził sesje medytacyjne.

Warszawa - Kościół na ul. Żytniej

Oprócz wspomnianego wyżej spotkania odbyło się szereg spotkań w kościele przy ul. Żytniej w duchu dialogu międzyreligijnego. Prowadził je ks. Wojciech Czarnkowski. Tutaj też zaczynali swą pieszą pielgrzymkę po Europie buddyjscy mnisi pokoju. Pielgrzymowali z Warszawy do Londynu. W czasie drogi recytowali swe sutry mówiące o pokoju. W Polsce zatrzymywali się głównie w na plebaniach. Spotkałem się z nimi także w Poznaniu. Nocowali na plebani przy kościele na Osiedlu Warszawskim. W kościele na Żytniej odbyło się też spotkanie z Dalajlamą w czasie jego pobytu w Polsce w 1993 roku.

Światowy Dzień Modlitw o Pokój

Najważniejszym wydarzeniem na płaszczyźnie dialogu międzyreligijnego w Polsce był Światowy Dzień Modlitw o Pokój w Warszawie. 1. Września 1989 roku w rocznicę wybuchu II wojny światowej na zaproszenie Prymasa Polski kardynała Józefa Glempa i włoskiej Wspólnoty św. Idziego przybyli do Warszawy i spotkali się na placu Zamkowym przedstawiciele chrześcijaństwa, buddyzmu, hinduizmu, islamu, judaizmu, dżinizmu, zoroastryzmu i sintoizmu aby dać świadectwo wspólnemu zaangażowaniu się religii świata na rzecz pokoju. Nie byli sobie obcy spotykali się już wcześniej m. in. w 1986 w Asyżu czy w 1987 na górze Hiei niedaleko Kyoto. Również w Warszawie był obecny i przemawiał główny kapłan szkoły Tendai z klasztoru buddyjskiego na górze Hiei 90-letni Etai Yamada. Mówił o swoich przeżyciach z okresu II wojny światowej i o mocy i znaczeniu modlitwy. Wiele serdecznych słów wypowiedział pod adresem Polaków i Papież Jana Pawła II. Innym ważnym przedstawicielem buddyzmu był w Warszawie rosi Tairyu Furukawa, który w Japonii wybudował świątynie im Alberta Schweitzera z którą związanych jest trzech buddystów, trzech chrześcijan i jeden muzułmanin.

Spotkanie transmitowane było przez polską telewizję. Pisał o nim szerzej ojciec Jarosław Różański OMI w Misyjnych Drogach (styczeń - marzec /1990).

Riviera - Remont

W Warszawie także w dniach od 9 do10 grudnia 1989 roku odbyło się też międzyreligijne spotkanie w klubie studenckim Riviera-Remont pod hasłem „Cały świat jest jednym kwiatem”. Spotkanie rozpoczęło się mszą świętą w podziemiach kościoła Zbawiciela w Warszawie. W spotkaniu brali udział buddyści, hinduiści i chrześcijanie.

Fundacja Aśram Anavim Ekumeniczny Klasztor sztuki

W 1994 roku medale im. Anny Kamieńskiej , przyznawane przez Gdańskie Duszpasterstwo środowisk twórczych otrzymali Nina Smolarz i Janusz Bogucki twórcy Fundacji Aśram Anavim. Zorganizowali oni wiele ciekawych przedsięwzięcie artystycznych w duchu międzyreligijnego dialogu, które nazywali łączeniem podzielonego i poszerzaniem wyobraźni. M. in. W grudniu 1993 roku zorganizowali szereg spotkań z cyklu Wieczerza czyli Widzialne i Niewidzialne. Jednym z nich byłą procesja w Laskach. W pochodzie ze świecami spotkali się przedstawiciele różnych wyznań chrześcijańskich z wyznawcami judaizmu, islamu, buddyzmu i hinduizmu. Na leśnej polanie w kręgu ołtarzy przedstawiciele różnych grup religijnych modlili się o pokój w naszych sercach i na całym świecie.

Kościół św. Krzyża

24 września 1999 w ramach Międzynarodowego Kongresu Dialog i Uniwersalizm odbyło się międzyreligijne spotkanie, w którym uczestniczyli ks. prof. Andrzej Woźnicki z Uniwersytetu San Francisco, ojciec Laurence Freeman, benedyktyn z Londynu, Jacek Kryg (taolista), biskup Tranda (Kościł reformowany), Lama z Butamu i ojciec Jan Bereza. Spotkanie było tęż okazją do molitwy o rozwój dialogu w Polsce i na świecie.

Kraków – Jezuici

Inne ważne spotkanie odbyło się 19 maja 1991 roku w klasztorze Jezuitów w Krakowie. Brali w nim udział mnisi z tradycji buddyzmu korańskiego; Mu Deung Sunim, Mu Sang Sunim i Seung Sahn, patriarcha szkoły czogie. Materiały z sesji wydała drukiem Szkoła Zen Kwan Um w Polsce (Warszawa ul. Małowiejska 22/24).

Oświęcim - Spotkanie z Dalajlamą

W maju 1993 roku przebywał w Polsce Tenzin Ghyatso XIV Dalajlama Tybetu. Przebywał m. in. Na terenie byłego obozu zagłady w Oświęcimiu. Towarzyszył mu rosi Kwong, co miało szczególnie symboliczne znaczenie, gdyż rosi jest z pochodzenia Chińczykiem. Dalajlama i rosi Kwong ukazywali światu, że Chińczycy i Tybetańczycy mogą żyć w przyjaźni, mimo niezliczonych zbrodni ludobójstwa, jakich dokonano w Tybecie. Wizyta w Oświęcimiu była także okazją do modlitwy o pokój z przedstawicielami różnych religii. W swym wystąpieniu Dalajlama podkreślił, że naturą człowieka jest łagodność oraz dobro i szczególnie w miejscach gdzie dokonano wielu zbrodni powinniśmy zastanawiać się jak przekształcać ludzką energię. Dalajlama wierzy w przywrócenie pokoju w swojej ojczyźnie. Na pytanie: „Skąd bierze się jego optymizm?” - odpowiedział: „Jako osoba wierząca, jestem przekonany, że bez względu na to, jak wielkie jest zło, prawda zawsze zwycięża”. W czasie spotkania spytałem Dalajlamę o owoce dialogu międzyreligijnego dla mnichów tybetańskich. Dalajlama odpowiedział: „Zawsze uważałem, że rzeczą niezwykle ważną jest zbliżenie się do siebie różnych religii. Nie chodzi tu o zbliżenie na płaszczyźnie intelektualnej lecz duchowej. Od kilkunastu lat – jak ojciec wie – prowadzony jest między klasztorami Program duchowej Wymiany Wschód – Zachód. T wymiana – jak mi się wydaje dała obustronne korzyści. Obie religie bardziej się do siebie zbliżyły, bardziej zrozumiały, a im więcej się rozumie, tym większy jest szacunek dla innej religii i tego z pewnością nauczyli się mnisi i mniszki. (...) Najważniejszą rzeczą jakiej mogliśmy się nauczyć od braci chrześcijańskich jest wasze zaangażowanie w życie społeczeństwa i na rzecz społeczeństwa, zwłaszcza na płaszczyźnie oświaty i opieki zdrowotnej. Buddyzm z reguły, poza Japonią, nie pełnił takiej roli. Sądzę, ze jest to bardzo ważne i tego zdążyliśmy się nauczyć.”

Medytacje - Dawanie świadectwa

W połowie listopada 99 r. na terenie byłego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu odbyło się już po czwarty międzynarodowe i międzyreligijne spotkanie medytacyjne: DAWANIE ŚWIADECTWA (The Auschwitz Bearning Witness Retreat).

Część spotkań odbywała się w CENTRUM DIALOGU, o którym mówił Ojciec Święty Jan Paweł II w Wiedniu w 1988 roku: „Spośród wielorakich inicjatyw, jakie w duchu Soboru podejmowane są dzisiaj na rzecz dialogu żydowsko-chrześcijańskiego, pragnę wskazać na powstający w Polsce ośrodek informacji, wychowania, spotkań i modlitwy. Ma on służyć badaniom nad Shoach oraz nad martyrologią narodu polskiego i innych narodów europejskich w okresie narodowego socjalizmu, a także duchowej konfrontacji z tymi problemami. Należy sobie życzyć, aby przyniósł obfite owoce i mógł stanowić wzór również dla innych narodów”.

Medytacyjne spotkania w Oświęcimiu zorganizowano z inspiracji rosiego Tetsugena Glassmana z Nowego Jorku. Co roku bierze w nich udział ponad sto osób z różnych krajów, środowisk i różnych religii - Amerykanie, Niemcy, Polacy, Żydzi, Francuzi, Szwajcarzy, Holendrzy, Belgowie, Włosi; rabini, kapłani chrześcijańscy różnych obrządków, buddyjscy mnisi i nauczyciele oraz suficki imam.

Codziennie rano chodziliśmy z Oświęcimia do Brzezinki, aby medytować na rampie kolejowej, gdzie przed laty segregowano ludzi na śmierć. Recytowaliśmy imiona pomordowanych, śpiewaliśmy Kaddisz (żydowskie modlitwy żałobne). Odmawiane były także w różnych miejscach modlitwy innych tradycji religijnych.

Majdanek

Również na terenie byłego obozu zagłady n Majdanku odbywały się spotkania w duchu międzyreligijnego dialogu. Jednym z nich była sesja naukowa pod hasłem: „Religie o Drogach Pokoju i Bezdrożach Wojny”. Zorganizowana została w dniach 14 i 15 listopada 1994 roku przez państwowe Muzeum na Majdanku oraz Światową Konferencję Religie świata dla Pokoju (World Conference on Religion and Peace). Pisał o niej autor programu ideowego, dr Eugeniusz Sakowicz w Collectanea Theologica (65/1995/ nr 2).



Wymieniłem tu tylko oficjalne spotkania. Trudno jednak pisać o tych nieformalnych, osobistych kontaktach czy przyjaźniach, które są często ważniejsze dla dialogu gdyż wypływają z potrzeby serca i dają możliwość bardziej bezpośredniego wzajemnego poznania.

[ Jan Mirosław Bereza OSB, Lubiń ]

http://lubin.benedyktyni.pl/przeczytaj/buddyzm.shtm
12.08.2007, 20:29
Marcin

Marcin Nowak Rynki zagraniczne

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

O. Jan Mirosław Bereza OSB

Dialog międzyreligijny w kościele u progu III tysiąclecia

http://lubin.benedyktyni.pl/przeczytaj/dialog.shtm

„Żadna kultura nie może przeżyć, jeśli stara się być jedyną i wykluczającą inne” - napisał Jan Paweł II w księdze pamiątkowej przy mauzoleum Mahatmy Gandhiego w czasie swej pielgrzymki do Indii w listopadzie 1999 roku. Na spotkaniu z przedstawicielami religii Indii Papież zaś powiedział: „Wolność religijna jest sercem wszystkich praw człowieka. Jest ona niepodważalne do tego stopnia, że powinno być szanowane prawo poszczególnych ludzi do zmiany religii, jeśli im to nakazuje ich własne sumienie”. W podpisanej w Indiach adhortacji posynodalnej Ecclesiam in Asia napisał: ”Azja jest kolebką największych religii świata: judaizmu, chrześcijaństwa, islamu i hinduizmu. Jest miejscem narodzin wielu innych tradycji duchowych, jak buddyzm, taoizm, konfucjanizm, zoroastryzm, dżajnizm, sikhizm i sintoizm. (...) Kościół żywi głęboki szacunek dla tych tradycji i stara się nawiązać szczery dialog z ich wyznawcami”.

Droga do takiej postawy wobec innych religii i kultur była długa. Przypomnijmy tu chociażby sprawę tego, co dziś nazywamy inkulturacją i co zapoczątkowali już jezuici m. in. na Makao na początku XVIII w. Jezuici zezwolili chrześcijanom na sprawowanie kultu przodków nadając mu nową, chrześcijańską interpretację. Dominikanie uznali to za herezję. Papież Klemens XI zgodził się z zarzutami i wysłał swego legata aby zbadał sprawę na miejscu. Papieski wysłannik wydał dekret potępiający praktyki chińskich chrześcijan. Trzymający stronę jezuitów biskup Makao nie przyjął jednak dekretu. Decyzji biskupa zaś sprzeciwili się augustianie i dominikanie. Wtedy biskup nałożył na ich kościoły interdykt, legat papieski znów podważył interdykt biskupa i kazał wywiesić swoje obwieszczenie, które gubernator Makao kazał zdjąć. Gdy żołnierze gubernatora próbowali je zdjąć z kościoła dominikanów wybiegł tłum wiernych i zaatakowali żołnierzy bambusowymi pałkami. Wspomagali ich przy tym sami dominikańscy zakonnicy. Po kilku dniach dopiero żołnierze opanowali sytuację. Walki te przegrali właściwie wszyscy chrześcijanie, których zaczęto przedstawiać jako barbarzyńców, wrogów i mądrości chińskiej.

Podstawy teologiczne dla międzyreligijnego dialogu w Kościele katolickim dał Sobór Watykański II w Deklaracji o stosunku Kościola do religii niechrześcijańskich, Nostra aetate. Dekret o dzialalności misyjnej Kościola, Ad gentes divinitus, wprowadzał międzyreligijny dialog na jak najbardziej praktyczną płaszczyznę i zalecał, aby instytuty zakonne zastanawiały się uważnie: "w jaki sposób ascetyczne i kontemplacyjne tradycje, których nasiona Bóg niekiedy złożył w starożytnych kulturach jeszcze przed głoszeniem Ewangelii, można by przejąć do zakonnego życia chrześcijańskiego". Wiele lat później Papież Jan Paweł II w przemówieniu do uczestników plenarnego posiedzenia Sekretariatu ds. Niechrześcijan powiedział: "Jest rzeczą możliwą, że każdy będąc w zgodzie z własną wiarą, ubogaca się wzajemnie poprzez wymianę duchowych doświadczeń i dzielenie się formami modlitwy, które są drogami spotkania z Bogiem ...". Na posiedzeniu zaś Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego, w kwietniu 1990 roku powiedział: "Dialog jest nie tyle jakąś ideą do studiowania, co sposobem życia w pozytywnym odniesieniu do drugich. Stąd ważne jest, abyście doszli do poznania i zrozumienia poprzez osobisty kontakt i doświadczenie religijnych przekonań innych ludzi. Takie wzajemne spotkanie może rzeczywiście wzbogacić wszystkich, którzy w nim uczestniczą".

Trudno podchodzić do dialogu kultur i religii bez odniesienia do życia monastycznego gdyż duchowość wczesnych reguł monastycznych jest w znacznej mierze identyczna z duchowością pierwotnego Kościoła. z drugiej strony, zgodnie z tym, co pisał w 1973 roku kardynał Sergio Pignedoli: ”mnich jest podstawowym gatunkiem homo religiosus wszystkich czasów i służy za punkt odniesienia, tak samo dla chrześcijan jak i dla niechrześcijan. Istnienie monastycyzmu w samym sercu Kościoła katolickiego jest samo w sobie pomostem łączącym wszystkie religie”. Zapewne też z tego powodu benedyktyni byli wielokrotnie zachęcani przez Stolicę Apostolską do podjęcia dialogu z mnichami innych tradycji religijnych. Dziś widzimy wyraźnie, że religie mimo wielu różnic filozoficznych, doktrynalnych czy obrzędowych, na płaszczyźnie życia monastycznego i życia kontemplacyjnego wykazują zadziwiające podobieństwa i dialog międzyreligijny na płaszczyźnie monastycznej staje się najbardziej owocny.

Reguła św. Benedykta

W Kościele zachodnim Reguła świętego Benedykta jest jedyną regułą monastyczną. Jej wartość tkwi nie tyle w oryginalności w stosunku do wcześniejszych reguł ile w całościowej syntezie różnorodnych doświadczeń chrześcijańskiego życia monastycznego zarówno Wschodu jak i Zachodu. Chociaż święty Benedykt nie opuszcza terenów północnej Italii to jednak w swej nauce scala najbardziej wartościowe źródła tradycji pochodzącej z Egiptu, Syrii, greckiej Azji Mniejszej, północnej Afryki, południowej Galii i Jury. Benedykt pozostaje pod dużym wpływem Jana Kasjana. Podróżował on przez czternaście lat przebywając wśród mnichów Egiptu, Palestyny, Syrii i Mezopotamii. W Rozmowach i Instytucjach, których czytanie zleca święty Benedykt dwukrotnie w swej Regule Jan Kasjan propaguje duchowość egipską ale zaleca dostosowanie jej do warunków klimatycznych Zachodu. Św. Benedykt czyni podobnie. Ceni duchowość chrześcijańskiego Wschodu choć dokonuje istotnego przesunięcia akcentów zastępując ostre ćwiczenia ascetyczne propagowane na Wschodzie bezinteresowną pracą fizyczną – „aby we wszystkim Bóg był uwielbiony (1 P 4,11)”. Św. Benedykt jest tu zgodny z nauką Ojców Jurajskich. W ich Żywotach czytamy: ”W żadnym wypadku, powodowani niestosowną pychą, nie chcemy usuwać tych ustaw, jakie wydał święty Bazyli, biskup stolicy Kapadocji, święci ojcowie Lerynu, a także św. Pachomiusz, dawny opat Syryjczyków (!), a w czasach nowszych czcigodny Kasjan. Wprawdzie codziennie czytamy ich reguły, to jednak pragniemy stosować się do niniejszej reguły, uwzględniając klimat i warunki pracy. Przedkładamy tę Regułę (zapewne chodzi tu o Regułę Mistrza) nad owe ze Wschodu, ponieważ, uwzględniając temperament Galów, skuteczniej i łatwiej może być ona wprowadzona w życie”.

Widzimy, że Regule św. Benedykta jak i inne chrześcijańskie reguły monastyczne od początku czerpały z różnych tradycji i ceniły nawet te, których nie stosowały w praktyce. Wydaje się, że takie podejście do różnych tradycji owocuje również współcześnie, chociaż pojęcia Wschodu i Zachodu obejmują znacznie szerszy obszar geograficzny i większą różnorodność kultur. Problem dostosowania Reguły św. Benedykta pojawił się na nowo w obecnym stuleciu gdy powstawały fundacje benedyktyńskich klasztorów w Indiach i Chinach.

Ewangelizacja i dialog

Najważniejszym „eksperymentem” w dziele inkulturacji okazał się benedyktyński aśram Saccidananda w Shantivanam w Indiach, w którym chrześcijańscy mnisi żyją na wzór indyjskich sanjasinów. Założyli go dwaj benedyktyni francuscy: ojciec Henri Le Saux OSB i Jules Monchanin OSB a spopularyzował ojciec Bede Griffiths. Chciałbym dziś przybliżyć wam dzieło ojca Monchanina. Opublikował niewiele pism, w związku z tym nie był tak znany jak jego następca ojciec Bede Griffiths OSB cam. Wydaje się jednak, że nikt nie zrobił tak wiele jak on dla rozwoju nowej teologii i nowej, praktycznej metody ewangelizacji, opartej na międzyreligijnym dialogu i wymianie duchowej. Śledząc jego zmagania w budowaniu chrześcijaństwa na gruncie kultury indyjskiej możemy zapewne dotknąć wielu problemów, które pojawiają się i dziś w dziele inkulturacji. Musimy przy tym pamiętać, że ojciec Monchanin żył w okresie, w którym nieśmiałe początki międzyreligijnego dialogu nie otrzymywały wsparcia zarówno ze strony hierarchii jak i wiernych. Było to przecież dwadzieścia lat przed ogłoszeniem przez Sobór Watykański II Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich, Nostra aetate i Dekretu o działalności misyjnej Kościoła, Ad gentes divinitus, gdzie zalecano, aby instytuty zakonne zastanawiały się uważnie: "w jaki sposób ascetyczne i kontemplacyjne tradycje, których nasiona Bóg niekiedy złożył w starożytnych kulturach jeszcze przed głoszeniem Ewangelii, możnaby przejąć do zakonnego życia chrześcijańskiego".

Inkulturacja jako „wcielenie”

Centralnym terminem dla ojca Monchanina w opisie teologii duchowości misyjnej (te dwa pojęcia są dla niego nierozłączne) jest "wcielenie", które prowadzi nas ku tajemnicy Boga, Świętej Trójcy i ku ludzkiej rzeczywistości, w której natura i kultura nierozłącznie się przeplatają. ”Wcielenie” wskazuje na proces i cel przebóstwienia, określony jako "rzeczywisty i substancjalny udział w życiu Boga Trójjednego". Proces ten rozpoczyna się wraz z przyjęciem do Kościoła jako Mistycznego Ciała, prowadzi do spotkania z Wcielonym Słowem i ostatecznie wprowadza w życie Trójcy Świętej. Monchanin nazywa to Chrystusowym punktem.

W praktyce ewangelizacji ojciec Monchanin używa terminu „wcielenie” w odniesieniu do wyrażenia wspólnej ludzkiej natury w każdej religijnej kulturze, i to zarówno w odniesieniu do krajów islamu, Indii jak i Chin. Powołanie misjonarza (w możliwie najszerszym sensie) realizuje się poprzez pełne wcielenie w (językową, artystyczną, filozoficzną, religijną) kulturę ludzi, do których został posłany. "Nie jest możliwe – pisze ojciec Monchanin - zestawienie osobistej religijności z misyjnym doświadczeniem. Apostolat, który zmierza w kierunku rozwoju Kościoła, musi być zakorzeniony w jego tajemnicy, w której Chrystus wzrasta do pełni ludzkiej dojrzałości". Wzrost liczby członków Kościoła i jego rozprzestrzenienie się w świecie staje się pozornym rozwojem jeśli proces ten nie przebiega w łączności z wewnętrznym rozwojem Chrześcijańskiego Ciała (Chrystusa żyjącego w Jego członkach) poprzez i w życiu społecznym, kulturowym i religijnym ludzi, dla których sprawowany jest apostolat. "Mistyczne Ciało Chrystusa [...] nie osiągnie swej pełnej jedności dopóki nie zintegruje w sobie każdego człowieka, każdej cywilizacji, każdej epoki historycznej... Bez tego pragnienia powszechności, Kościół przestałby być sobą i zredukował by się do poziomu sekty."

Monchanin zakłada wprawdzie pozytywną naturę wszystkich cywilizacji i epok, ale także w pełni dostrzega wymiar ludzkiej niedoli i grzeszności. Jest przekonany że jak przedwieczne Słowo zstąpiło w ludzką rzeczywistość, nie wyłączając z niej możliwości grzechu, tak Kościół zstępuje w pełną rzeczywistość każdej kultury, nie wyłączając tego, co skarzone jest zepsuciem i błędem (w przeciwnym razie, mielibyśmy doketyczną eklezjologię). Jest to konsekwencja Chrystusowej kenozy i paschalnej tajemnicy.

Przed wyjazdem do Indii Monchanin pragnął nawiązać kontakt z hinduskimi intelektualistami. Nie myślał jednak o nawracaniu elit, które później nawróciłyby "masy", ale raczej szukał ich towarzystwa, aby uformować w sobie "indyjski umysł". Jego zdaniem - "Wszystko rozpoczyna się od umysłu: formowanie w sobie indyjskiej duszy, myślenie według indyjskiego sposobu myślenia, prowadzi do nawrócenia...”.

Jego pragnieniem było, aby Indie mogły któregoś dnia stać się całkowicie chrześcijańskie i uważał, że gdyby tego nie pragnął, nie byłby chrześcijaninem. Ale to pragnienie nie miało nic wspólnego z prozelityzmem, ponieważ był jednocześnie przekonany, że musi bezgranicznie szanować sumienie każdego człowieka. ”To nie misjonarz dokonuje nawrócenia, ale Duch Boży. Muszę tylko pozwolić, aby Jego działanie pogłębiło się we mnie, abym mógł ponownie przemyśleć chrześcijaństwo jako człowiek Indii i ponownie przemyśleć Indie jako chrześcijanin. Celem jest przebóstwienie nie tylko poszczególnych mieszkańców Indii, ale całej ich cywilizacji." Misjonarz powinien zatem zostać przeniknięty myślą indyjską, aby móc ponownie przemyśleć chrześcijaństwo dla Indii. Wtedy również jego rozumienie chrześcijańskiej wiary będzie wzrastać, wraz ze zrozumieniem Indii.

Medytacja jako droga inkulturacji

Monchanin był człowiekiem kontemplacji, dlatego potrafił zrozumieć prawdziwy sens kontemplacji w hinduizmie, wyrażonej w systemie praktyk jogi. Jego uwagi odnośnie niebezpieczeństw praktyki pozostawały często w całkowitej zgodności z ostrzeżeniami starożytnych indyjskich tekstów i prawdziwych guru. Monchanin sugeruje, że powinna zostać wypracowana "chrześcijańska joga"; której celem byłoby nie tyle zatopienie się w przedmiocie medytacji, co pozwolenie przedmiotowi, aby stał się czystym symbolem, do czasu zatopienia się w Bogu. Uważał także, że nauka Ewergiusza z Pontu bliska jest doświadczeniu jogi.

W notatkach zatytułowanych - Duchowość Indii, definiuje on jogę jako "praktykę ascezy ciała i umysłu, opanowanie zmysłów, wyobraźni i myśli; wyrzeczenia się wszystkiego, co nie istotne, co nie jest Jaźnią; w końcu, w szczytowym punkcie koncentracji, joga wymaga wyrzeczenia się siebie, w obliczu zaledwie dostrzeżonej pełni". Tak pojęta joga prowadzi do medytacji, która "wypełnia pustkę pomiędzy słowami dzielonymi z innymi ludźmi, a samotnością ciszy dzielonej z Bogiem - jest to jednak samotność zanurzona w obcowaniu świętych. Inicjuje ona proces powolnego przenikania - całej naszej natury, myśli, uczuć, nawet naszej podświadomości - tajemnicą Chrystusa i Kościoła.

Monchanin powraca do jogi objaśniając problem "ciemnej nocy" św. Jana od Krzyża: „Koncentracja i samoogołocenie prowadzi do biernego stanu, do wyzbycia się ‘nie –ja’, a następnie i samego ‘ja’ - wyzbycia się posiadania, a następnie wyzbycia się istnienia jako formy posiadania. Ta bramińska i buddyjska mistyka negacji: czy nie wyznacza ona progu lub nawet wejścia w tę noc? Zostaje zburzony całokształt rzeczy, istnień, struktury osobowości, a negacja odnosząca się do samego Absolutu wydaje się być projekcją, stanu w którym obecność Absolutu jest postrzegana tylko w formie jego nieobecności. Poza tak pojętą pustką, Indie przeczuwają pełnię: sat-cit-ananda (byt-świadomość-szczęśliwość) - a buddyzm potrójne urzeczywistnienie przemiany, błogości i istoty". Zatem każdy kto poddaje się rygorom prawdziwej jogi przechodzi przez całkowite samoogołocenie, które otwiera go na mistyczne doświadczenie Absolutu, który przez chrześcijan może być rozpoznany jako Trójca Święta.

W 1948 roku Monchanin ponownie podejmuje problem "chrześcijańskiej jogi". Przytacza dziesięć argumentów przeciw tej idei a także pięć na jej korzyść. W "adogmatyzmie" jogi widzi zarówno aspekt pozytywny jak i negatywny, z jednej strony może on prowadzić do obojętności na prawdę i jej teologiczne ujęcia, z drugiej - gwarantuje możliwość rozdzielenia praktyki jogi od doktryn i rytuałów hinduizmu. Jednak – jego zdaniem - joga w swej istocie nie może zostać odłączona od indyjskiej cywilizacji jako całości, jest to także argumentem za wypracowaniem „chrześcijańskiej jogi”. Monchanin dodaje bardzo stanowczo: "Jeśli [joga] nie zostanie schrystianizowana, wtedy cały istotny aspekt wcielenia Indii, umknie Chrystusowi".

Tak radykalne postawienie problemu jogi – zdaniem ojca Thomasa Mathusa OSB – sugeruje, że Monchanin próbuje nie tylko przezwyciężyć swe własne wątpliwości, ale także odpowiedzieć na zarzuty chrześcijańskich misjonarzy, odnośnie wszystkich kierunków jogi. Wydaje się być przekonanym, że chrześcijanin, przepojony głębokim duchem wiary i pełnym przylgnięciem do Chrystusa, będzie potrafił bezpiecznie pokonać pułapki pojawiające się na ścieżkach jogi. Nie oznacza to, że Monchanin nie bagatelizuje niebezpieczeństwa praktyki jogi. W notatkach z 1952 roku wylicza ich cztery rodzaje: filozoficzne, psychologiczne, moralne i duchowe. Są to „klasyczne” powtarzane do dziś argumenty przeciwników jogi takie jak: niebezpieczeństwo ulegania sugestii guru i autosugestii, niebezpieczeństwo narcyzmu, pelagianizmu, czy monizmu, który nie pozostawia miejsca na braterską miłość - agape. Powyższe określenia ukazują nam, że wielu zachodnich badaczy ma trudności w przezwyciężaniu zachodnich kategorii myślenia w określaniu tego, co uważają za "błędy" indyjskiego systemu filozoficznego. „Zachowując wszelki szacunek - pisze ojciec Thomas Mathus - osoba, która krytycznie, ale rzetelnie studiowała różne systemy jogi nie może nie skrytykować Monchanina za to, że pozwolił swemu "greckiemu" czy nawet "kartezjańskiemu" nastawieniu umysłu, wziąć górę nad rzetelnym historycznym osądem.”

Monchanin w zarysie eseju zatytułowanym Problems du yoga chretien, (pochodzącym z 1952 lub 1953 roku) podkreśla, że joga jest metodą, a nie doktryną i że nie jest w swej istocie specyficznie hinduistyczna, co ułatwia „wcielenie” metod jogi w duchowość chrześcijańską. Z drugiej jednak strony jest tak ważnym elementem cywilizacji indyjskiej, że odmowa jej „chrystianizacji” jest równoznaczna z odmową chrystianizacji samych Indii innymi słowy, pełna inkulturacja indyjskiego chrześcijaństwa zakłada integrację jogi z chrześcijańską duchowością.

Monchanin dąży do odsłonięcia pierwotnego punktu czy pierwotnej filozofii a więc tej formy jogi, która poprzedza wszelką historyczną krystalizację. Łączył on jednak jogę z filozofią sankhja, jako jej pierwotną filozofią. Dzisiejsze badania ukazują jogę jako wcześniejszą w stosunku do sankhji, co gwarantuje chrześcijańskim teologom znacznie większą swobodę w adaptacji jogi niż sądził Monchanin.

W późniejszym okresie, zarówno sam ojciec Monchanin jak i inni badacze dostrzegają możliwość pokonania niektórych trudności związanych z adaptacją jogi poprzez posłużenie się innym modelem jogi niż joga Patańdżalego. Ojciec Thomas Mathus OSB cam, który praktykuje jogę od 25 lat sugeruje, aby posłużyć się tu koncepcją jogi kaszmirskiej szkoły Trika, a szczególnie pismami Abhinavagupty.

Pod koniec 1956 roku na konferencji w Madrasie, w której uczestniczyli także ojciec Ojciec Bede Griffiths i ks. Raimon Panikkar, Jules Monchanin wygłosił swój ostatni odczyt zatytułowany Dążenie do Absolutu i traktowany przez wielu jako jego testament. Monchanin dokonał w nim porównania tradycji mistycznych chrześcijaństwa i hinduizmu ukazując, że także w tradycji hinduskiej istnieje autentyczne doświadczenie mistyczne. Mówił wtedy: "Stoimy w obliczu dwóch problemów, gdy próbujemy porównać przez analogię i przeciwstawienia chrześcijański mistycyzm z mistycyzmem hinduskim. Czy wedyjska wizja istnienia sat, stanowi wyzwanie dla naszej post-arystotelesowskiej ontologii? Analogicznie, czy mistyczne doświadczenie nie jest wezwaniem, w Trójcy Jedynej Boskiej Istoty, aby rozpatrzyć na nowo naszą ideę esse?... Dialog pomiędzy hinduskim mistycyzmem a mistycyzmem chrześcijańskim musi odbywać się na tym samym metafizycznym i teologicznym poziomie: tylko taki dialog może rozbić mur".

Jego ostatnie słowa pozwalają nam określić dalszy kierunek jego poszukiwań dialogu z kulturami i religiami Indii, jeśliby żył dłużej. Wydaje się jednak, że są także ważnym wskazaniem dla nas wszystkich.

"Aktualnie, naszym zadaniem jest utrzymanie wszystkich drzwi otwartych w cierpliwym oczekiwaniu i z teologiczną nadzieją, na czas, w którym nastąpi adwent Indii, aby urzeczywistniona została pełnia Kościoła i pełnia Indii. Pamiętajmy, w tym długim czuwaniu, że bardzo często amor intrat ubi intellectus ad ostium – Miłość może wejść, podczas gdy intelekt zmuszony jest do stania u drzwi.”

ZAKOŃCZENIE

W roku 1984 Sekretariat ds. nie-chrześcijan opublikował dokument: Postawa Kościoła katolickiego w stosunku do wyznawców innych religii, Uwagi dotyczące dialogu i misji. Przypominał on słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, iż „jest rzeczą możliwą, że każdy będąc w zgodzie z własną wiarą, ubogaca się wzajemnie poprzez wymianę duchowych doświadczeń i dzielenie się formami modlitwy, które są drogami spotkania z Bogiem". „Dialog religijny – czytamy w dokumencie – prowadzi w naturalny sposób do przedstawienia innym ludziom zasad swojej wiary i nie zatrzymuje się przed różnicami – czasami bardzo głębokimi – ale poddaje się z uniżeniem i zaufaniem Bogu, który większy jest niż nasze serce (1 J 3,20). W ten sposób chrześcijanin ma okazję ofiarować innemu człowiekowi możliwość poznania wartości Ewangelii, opierając się na własnych doświadczeniach”.

W roku 1993 w ramach benedyktyńskiej komisji do spraw dialogu międzyreligijnego (Commission Internationale pour le Dialogue Interreligieux Monstique) i przy współpracy Papieskiej Rady do Dialogu międzyreligijnego powstał dokument Kontemplacja i Dialog Międzyreligijny, który stworzono w oparciu o doświadczenia katolickich mnichów i mniszek praktykujących od wielu lat wschodnie formy medytacji takie, jak joga czy zen.

Wydaje się, że tych wszystkich dokumentach, tak ważnych dla duchowej wymiany i dialogu kultur i religii doświadczenia ojca Monchanin nie były obojętne a co jemu, 50 lat temu, wydawało się niemożliwe, dziś dla wielu mnichów jest codzienną praktyką.

[ Jan Mirosław Bereza OSB, Lubiń ]

http://lubin.benedyktyni.pl/przeczytaj/dialog.shtm
12.08.2007, 20:31
Leszek

Leszek Zawlocki coaching, szkolenia,
zarządzanie,
mentoring

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Tutaj fragment trzeciego rozdziału mojej magisterki:
http://www.metta.pl/articles.php?id=154
http://www.metta.pl/articles.php?id=155
20.12.2007, 14:17
Beata

Beata K. odkryć źródło w
sobie :)

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Fajnie, że te informacje udostępniliście. W wolnej chwili poczytam o tym, bo jestem bardzo tym tematem (...) Zobacz więcej
21.12.2007, 12:42
Leszek

Leszek Zawlocki coaching, szkolenia,
zarządzanie,
mentoring

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Teraz, po kilku latach inaczej bym to napisał. Ale com napisał, napisałem :) (...) Zobacz więcej
21.12.2007, 14:02
Przemysław

Przemysław S. Business Unit
Controller

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

tylko w tej pracy w sumie to wiecej jest o podejsciu Papieza do tematu, niz o podejsciu buddyzmu? szczegolnie patrzac (...) Zobacz więcej
23.12.2007, 16:43
Leszek

Leszek Zawlocki coaching, szkolenia,
zarządzanie,
mentoring

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Zgadza się. Praca była pisana na (...) Zobacz więcej
24.12.2007, 14:42

konto usunięte

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Polecam książeczkę dr. Yutang Lina pt. Przekraczając Próg Wyzwolenia. Wstęp do niej napisał J. Św. XIV Dalaj Lama.

Jest to bardzo ciekawa analiza porównawcza Chrześcijaństwa i Buddyzmu, wraz z omówieniem zaskakująco błędnych opinii wyrażonych na temat Buddyzmu przez Jana Pawła II w książce Przekraczając Próg Nadziei.

Yutang Lin jest absolwentem filozofii National University of Taiwan oraz doktorem logiki i metodologii nauk na Uniwesytecie Kalifornijskim w Berkley. Napisał i wydał własnym sumptem ok. stu książek po chińsku i angielsku. Bezpłatnie wysyła je każdemu, kto o to poprosi.

Strona autora: http://yogichen.org

W wydaniu które posiadam, jest adnotacja, że celem otrzymania bezpłatnego egzemplarza książki należy skontaktować się z Panem Maciejem "Magurą" Góralskim.. natalia . edytował(a) ten post dnia 18.01.08 o godzinie 10:48
17.01.2008, 16:01

konto usunięte

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Przemysław S.:
tylko w tej pracy w sumie to wiecej jest o podejsciu Papieza do tematu, niz o podejsciu buddyzmu? szczegolnie patrzac po bibliografii?
Wiele widac po asortymencie przyjaciół papiezy
JP2 wielokrotnie i serdecznie spotykał się z np Dalaj Lamą
B16 nie zechciał go nawet przyjąć, pomimo, że Tezin Gyatso ma dość zbieżne poglądy z obecnym papą - uważa, że buddyzm nie powinien rozprzestrzeniać się na Zachodzie
1.02.2008, 11:55
Beata

Beata K. odkryć źródło w
sobie :)

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Wiele widac po asortymencie przyjaciół papiezy
JP2 wielokrotnie i serdecznie spotykał się z np Dalaj Lamą
B16 nie zechciał go nawet przyjąć, pomimo, że Tezin Gyatso ma dość zbieżne poglądy z obecnym papą - uważa, że buddyzm nie powinien rozprzestrzeniać się na Zachodzie

a propos poglądów DalajLamy na temat rozprzestrzeniania się buddyzmy na zachodzie

Miałam ostatnio przez ponad rok dość intensywny kontakt z "buddystami z zachodu" i niestety często słyszałam wśród nich negatywne opinie o chrześcijaństwie, żeby nie powiedzieć pogardliwe. Pewnie nie wszyscy tak myślą, ale jednak pewna część buddystów, tak. Rozmawiałam też z jednym z polskich nauczycieli buddyzmu, chyba dość wysokim rangą. I muszę przyznać, że on akurat wyraził się pozytywnie o chrześcijaństwie w rozmowie ze mną. Inni często budują swoją tożsamość na zasadzie negacji chrześcijaństwa. Zostają buddystami, ponieważ są rozczarowani chrześcijaństwem. O tym właśnie pisał Dalajlama. Niebezpieczne jest według niego dokonywanie konwersji na inną religię, zamiast pogłębiać (...) Zobacz więcej
1.02.2008, 20:16
Beata

Beata K. odkryć źródło w
sobie :)

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

JPII, BXVI i oczywiście Dalajlama i paru autorów buddyjskich "rdzennych Tybetańczyków" jest zwolennikami dialogu buddyzmu i chrześcijaństwa oraz współpracy w kwestiach pomocy ubogim, ekologii itp a także uczenia się od siebie nawzajem i szacunku wobec siebie.
Czytałam wypowiedź jednego z buddystów, że od chrześcijan mogą się uczyć troski o ubogich i chorych. Nie jestem pewna ale właśnie chyba Dalaj Lama tak się wyraził w jednej (...) Zobacz więcej
1.02.2008, 20:24

konto usunięte

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Dokładnie w swojej autobiografii, DL przyznał samokrytycznie, że chrześcijanie intensywniej organizują pomoc potrzebującym, od rozgadanych na temat współczucia buddystów.
Traktuje tę wypowiedź jako swoiste otrzeźwienie przed popadaniem w bezkrytyczność wobec własnej ściezki.
Osobiście mam o jeden problem mniej. Nie musiałem dla buddyzmu "zdradzać" ideowych korzeni, wywodząc się z ateistycznych rodziców.
Stąd kiełkując na dość nietolerancyjnym gruncie katolckiej prowincji, mogłem sie o pozytywistycznej pracy nad tolerancją i dialogiem (...) Zobacz więcej
4.02.2008, 10:15
Beata

Beata K. odkryć źródło w
sobie :)

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Oleg Pawliszcze:
Dokładnie w swojej autobiografii, DL przyznał samokrytycznie, że chrześcijanie intensywniej organizują pomoc potrzebującym, od rozgadanych na temat współczucia buddystów.
Traktuje tę wypowiedź jako swoiste otrzeźwienie przed popadaniem w bezkrytyczność wobec własnej ściezki.
Osobiście mam o jeden problem mniej. Nie musiałem dla buddyzmu "zdradzać" ideowych korzeni, wywodząc się z ateistycznych rodziców.
Stąd kiełkując na dość nietolerancyjnym gruncie katolckiej prowincji, mogłem sie o pozytywistycznej pracy nad tolerancją i dialogiem wiele nauczyć:)

Ja jestem katoliczką i to z dużego miasta. Moi rodzice są katolikami ale też ludźmi otwartymi i tolerancyjnymi i duchu takich wartości mnie wychowali. Przez kilka lat poszukiwałam swojej ścieżki, przyglądałam się różnym duchowościom, aby w końcu wybrać właśnie katolicyzm, religię, w której wyrosłam, ale do której ja akurat musiałam dorosnąć :-) aby to był wybór świadomy w miarę. Te moje poszukiwania spowodowały duży szacunek do innych duchowości i niejakie zrozumienie i dużą ciekawość. Zdaję sobie też sprawę, że taka postawa nie jest dość powszechna wśród katolików w Polsce, ale to się zmienia, mam nadzieję :-) !
4.02.2008, 13:13

konto usunięte

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Ja jestem katoliczką i to z dużego miasta. Moi rodzice są katolikami ale też ludźmi otwartymi i tolerancyjnymi i duchu takich wartości mnie wychowali. Przez kilka lat poszukiwałam swojej ścieżki, przyglądałam się różnym duchowościom, aby w końcu wybrać właśnie katolicyzm, religię, w której wyrosłam, ale do której ja akurat musiałam dorosnąć :-) aby to był wybór świadomy w miarę. Te moje poszukiwania spowodowały duży szacunek do innych duchowości i niejakie zrozumienie i dużą ciekawość. Zdaję sobie też sprawę, że taka postawa nie jest dość powszechna wśród katolików w Polsce, ale to się zmienia, mam nadzieję :-) !
Wierz mi, ludzi takich jak Twoja rodzina nosiłem na rękach ilekroć udawało mi się ich spotkać, co w latach 80-tych nie było tak powszechne jak dziś.
Mimo to, nie czułem się dyskryminowany, czy uciskany przez społeczeństwo.
Silniej dostało mi się od samych równieśników, dzieci, które, jak wiadomo, powtarzają bezkrytycznie i bez upiekszeń tendencje rodziców.
Dziś jestem im wdzięczny za 80% mojej dzisiejszej siły charakteru i umiejętności dostrzegania człowieka za jego wrogością:)
To, że nie ma we mnie żółci uważam (...) Zobacz więcej
4.02.2008, 15:29
Beata

Beata K. odkryć źródło w
sobie :)

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

No to Ci gratuluję szczerze. Cieszę się, że o tym napisałeś, bo to mi przywraca trochę wiarę w polskich buddystów ostatnio nadwątloną niestety przez negatywne doświadczenia, o których trochę było wyżej. Miałam takie ambiwalentne uczucia. Zobaczyłam buddyzm, jego cenne idee np nieprzywiązywanie do koncepcji naszego ego i zobaczyłam konkretne postawy konkretnych buddystów, którzy tej nauce swoją postawą zaprzeczali i o ile to pierwsze spostreżenie mnie zachwyciło to drugie wywołało niechęć. Wiem oczywiście, że na podstawie kilku spostrzeżeń nie można robić uogólnień. A raczej próbować pytać i szukać dalej....
Zresztą podobnie patrząc na niektórych moich współwyznawców wstydzę się chyba jeszcze bardziej (...) Zobacz więcej
4.02.2008, 23:49

konto usunięte

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Wiesz, w jakie by drogi nie kierować stopy, zawsze podążający są ludźmi. Ideały, wzorce ścieżek są ich celami i motywacjami, niekoniecznie umiejętnie i zręcznie wyrażanymi na etapie punktu startowego:)
Krytyka jest formą podbudowania w nich samych przekonania, że dobrze wybrali, zwłaszcza, że w Polsce wielu z nich oddało dla buddyzmu chrześcijaństwo i nie umieją dokonać rozwodu inaczej, jak gniewem.
Dojrzałość jest efektem długotrwałej praktyki, czego wszystkim życzę.
Raczej nie chce mi się juz mysleć zbiorową odpowiedzialnością partyjną podczas dysput międzyreligijnych. Lubię założenie, że ludzie wybierają wiarę (jesli ją wybierają) z pobudek tak indywidualnych, że trudno w opisaniu tych dróg stosować stadne charakterystyki.
Jesli jednak wyznanie grupuje wiekszą ilość luda, to prawo wielkich liczb zaczyna niezawodnie działać, potegując wszystkie zady i walety zebranych w grupie członków (z przeproszeniem).
Nie ma tez nic złegow tym, że ludzie smieją się z rzeczy, których "świętość" sama siebie obronić nie potrafi. To wzmacnia rozsądek, byleby było sprawiedliwe. Ale nie popieram zasiewania wątpliwości w umysłach początkujących za wszelką cenę i nie popieram misjonarstwa (które niestety przebija w wypowiedziach wszystkich wyznań, poza oficjalnymi komunikatami o wzajemnej miłości)Oleg Pawliszcze edytował(a) ten post dnia 05.02.08 o godzinie 11:25
5.02.2008, 11:25
Beata

Beata K. odkryć źródło w
sobie :)

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Oleg Pawliszcze:
Wiesz, w jakie by drogi nie kierować stopy, zawsze podążający są ludźmi. Ideały, wzorce ścieżek są ich celami i motywacjami, niekoniecznie umiejętnie i zręcznie wyrażanymi na etapie punktu startowego:)
tak
Krytyka jest formą podbudowania w nich samych przekonania, że dobrze wybrali, zwłaszcza, że w Polsce wielu z nich oddało dla buddyzmu chrześcijaństwo i nie umieją dokonać rozwodu inaczej, jak gniewem.
albo pogardą co pewnie też jest formą gniewu tylko nie wyrażaną wprost
Dojrzałość jest efektem długotrwałej praktyki, czego wszystkim życzę.
Raczej nie chce mi się juz mysleć zbiorową odpowiedzialnością partyjną podczas dysput międzyreligijnych. Lubię założenie, że ludzie wybierają wiarę (jesli ją wybierają) z pobudek tak indywidualnych, że trudno w opisaniu tych dróg stosować stadne charakterystyki.

Ciekawe spostrzeżenie, może to moje myślenie, takie bardziej kolektywne (wolę słowo wspólnotowe, bo słowa typu partia, kolektyw mają u nas złe konotacje :-) ), ale może jest to raczej specyfika chrześcijaństwa, że jest ono bardziej wspólnotowe, podczas gdy buddyzm większy nacisk kładzie na indywidualny rozwój, chociaż sanga jest ważna również w buddyzmie a indywidualne zbawienie ważne jest w chrześcijaństwie, myślę, że to kwestia rozłożenia akcentów ?!
5.02.2008, 13:29

konto usunięte

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Fakt, że mizerność społecznej myśli buddyjskiej w porównaniu do chrzesciajńskich dokonań bierze się z faktu, ze sangha rozumiana jest raczej jak narzędzie rozwoju, niż dobro samo w sobie.
Nie potrafię tego porównać do wspólnotowości w rozumieniu biblijnym, mam na to zbyt małe doświadczenie w tej własnie wspólnotowości, bo Biblie udało mi się przestudiować.
Co do pogardy - znów intensywniej stosują ją Ci, co próbują silniej przekonać siebie, że nie zbłądzili. Stosowaliby ją również, gdyby nawrócili się na wiarę jezusową z buddyzmu. Bardziej przyjąłbym, że płynie ona z tłumionego lęku, który nie chce się sprawdzać w trafności wyboru, niż w gniewie, który jest wykwitem już u tych, co w swym przekonaniu sie rozczarowali.
Tak czy siak, to dowód niedojrzałości, a ta, jak nazwa wskazuje - znika w miare dojrzewania. Tyle, że proces ten u wielu (...) Zobacz więcej
5.02.2008, 13:44
Beata

Beata K. odkryć źródło w
sobie :)

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Oleg Pawliszcze:
Fakt, że mizerność społecznej myśli buddyjskiej w porównaniu do chrzesciajńskich dokonań bierze się z faktu, ze sangha rozumiana jest raczej jak narzędzie rozwoju, niż dobro samo w sobie.
Faktycznie pojęcie wspólnoty czyli grupy ludzi jest bardzo istotne w chrześcijaństwie. I faktycznie jest to wartość sama w sobie, ale nie jest nadrzędna w stosunku do człowieka. W całej Biblii człowiek jest traktowany jako podmiot, partner w dialogu, występuje w relacji z Innym.
Nie potrafię tego porównać do wspólnotowości w rozumieniu biblijnym, mam na to zbyt małe doświadczenie w tej własnie wspólnotowości, bo Biblie udało mi się przestudiować.
Chrystus bardzo wyraźnie dążył do uformowania grupy ludzi, którzy mieli wspierać się w rozwoju, taką wspólnotę, chciał aby towarzyszyli mu aby go dobrze poznali i zrozumieli. I to było priorytetem aby troszczyli się o siebie i wszystkich wokół.
Co do pogardy - znów intensywniej stosują ją Ci, co próbują silniej przekonać siebie, że nie zbłądzili. Stosowaliby ją również, gdyby nawrócili się na wiarę jezusową z buddyzmu. Bardziej przyjąłbym, że płynie ona z tłumionego lęku, który nie chce się sprawdzać w trafności wyboru, niż w gniewie, który jest wykwitem już u tych, co w swym przekonaniu sie rozczarowali.
To prawda. Chyba pogarda bierze się w ogóle z tego, że ktoś zbyt mocno przywiązał się do swojej tożsamości chrześcijanina czy buddysty itp, oczywiście nieświadomie. I może faktycznie boi się poddać konfrontacji. Co więcej może nawet boi się tego lęku.
Czy dobrze to rozumiem? Czy możesz rozwinąć tą myśl, że pogarda wynika z tłumionego lęku. Pewnie tak jest, ale w tym zdaniu jest zbyt duży przeskok myślowy jak dla mojego analitycznego ścisłego umysłu :-)
B.
5.02.2008, 15:50

konto usunięte

Temat: DIALOG CHRZEśCIJAńSTWA Z BUDDYZMEM W POLSCE

Ponieważ rozpatrywanie różnic w rozumieniu wspólnotowości u uczniów Jezusa i Siddharty to osobny temat, skoncentruje się na psychologicznym zjawisku pogardy roboczej, objawianej przy dysputach światopoglądowych.
Wydaje mi sie, że pogarda to nawet za mocne słowo.
Tę postawę okresliłbym bardziej jak "wiemwszystkolepiejską" nieco sakrkastyczną wywyższalność.
To dość łatwo kojarzalne jest z procesem, w którym wystepuje brak pewności co do zrozumienia nauk, czasem nawet przy ich dość dogłębnym intelektualnym przetrawieniu, jednak bez organicznego osadzenia w nich, bez przeniknięcia do sfery pewności, zjednoczenia z naukami.
Brak pewności motywuje lek, że inni wiedzą lepiej.
Z drugiej strony jest szczera wola, by jednak móc ufać sobie i swym wyborom, czasem połączona z awersją do dotychczasowej drogi, może ze względu na niewłaściwe zrozumienie, może ze względu na opuszczenie jej pod wpływem niewłaściwych nauczycieli, różnie.
A lęk ów, będąc podporą tej wywyższalności jest tłumiony celowo, bo zbyt ogniście objawiany zbyt oczywiście odsłania słabość młodej postawy neofity, który nie wie często, że ma prawo do niewiedzy i słabości, zwłaszcza na (...) Zobacz więcej
5.02.2008, 16:22

Następna dyskusja:

Dialog publiczny z Mistrzem...




Zobacz dyskusje w grupie Zen - medytacja w życiu codziennym

Aktualne tematy

Zobacz o czym się teraz dyskutuje

Problemy i porady

Znajdź odpowiedzi na swoje pytania

Wyślij zaproszenie do