konto usunięte

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Odpowiedziałbym Ci, ale wolę, żebyś nie szedł na szkolenie psychoanalityczne ;D

Dla psychicznego spokoju potraktuję to jako komplement. Rozumiem, że szkoda płodnych umysłów dla (...) Zobacz więcej
27.07.2008, 11:06

konto usunięte

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

A (...) Zobacz więcej
27.07.2008, 11:23

konto usunięte

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

To ani nie komplement, ani nie krytyka :) Po prostu nie jestem zwolennikiem psychoanalizy :) Bliżej mi do Gestaltu, bo w terapii poznawczej, korzysta się z wielu technik Gestaltu.

Ale, żebyś miał czyste sumienie postaram się w skrócie odpowiedzieć na Twoje pytanie. Niech będzie ta przysłowiowa matka, która doprowadza do frustracji potrzeb dziecka. "Pamięć" tej frustracji zachowana jest w nieświadomości. Żeby nie wyszła z tego długa wypowiedź powstaje nam charakter oralny. Teraz osoba z takim charakterem, może sobie ze swoją nieświadomą frustracją radzić na dwa sposoby. Albo cały czas zaspokaja swoje pragnienia, ale po zaspokojeniu nie czuje ulgi; albo zaspokaja pragnienia innych osób, nieświadomie jednak pragnąc, aby to jej potrzeby były zaspokojone.

I teraz trafia taka osoba (np. matka, której dziecko opuściło już rodzinne gniazdko) z depresją do psychoanalityka. Tutaj oczywiście hipotetyzuję (bo przecież nie zawsze syndrom pustego gniazda musi wynikać z charakteru oralnego). Do zrozumienia sposobów kompensacji swoich nieświadomych pragnień, potrzeba uświadomienia sobie dawnych urazów. Dlatego tak powszechna opinia o psychoanalizie mówi, że wracamy do przeżyć z dzieciństwa.
Mam nadzieję, że cały wywód jest w miarę jasny.Andrzej Śliwerski edytował(a) ten post dnia 28.07.08 o godzinie 00:19
28.07.2008, 00:05

konto usunięte

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Andrzej Śliwerski:
To ani nie komplement, ani nie krytyka :) Po prostu nie jestem zwolennikiem psychoanalizy :) Bliżej mi do Gestaltu, bo w terapii poznawczej, korzysta się z wielu technik Gestaltu.

Ale, żebyś miał czyste sumienie postaram się w skrócie odpowiedzieć na Twoje pytanie. Niech będzie ta przysłowiowa matka, która doprowadza do frustracji potrzeb dziecka. "Pamięć" tej frustracji zachowana jest w nieświadomości. Żeby nie wyszła z tego długa wypowiedź powstaje nam charakter oralny. Teraz osoba z takim charakterem, może sobie ze swoją nieświadomą frustracją radzić na dwa sposoby. Albo cały czas zaspokaja swoje pragnienia, ale po zaspokojeniu nie czuje ulgi; albo zaspokaja pragnienia innych osób, nieświadomie jednak pragnąc, aby to jej potrzeby były zaspokojone.

I teraz trafia taka osoba (np. matka, której dziecko opuściło już rodzinne gniazdko) z depresją do psychoanalityka. Tutaj oczywiście hipotetyzuję (bo przecież nie zawsze syndrom pustego gniazda musi wynikać z charakteru oralnego). Do zrozumienia sposobów kompensacji swoich nieświadomych pragnień, potrzeba uświadomienia sobie dawnych urazów. Dlatego tak powszechna opinia o psychoanalizie mówi, że wracamy do przeżyć z dzieciństwa.
Mam nadzieję, że cały wywód jest w miarę jasny.

No ja w miarę zrozumiałem;)
Mam jeszcze jedno pytanie. Znajoma koleżanka (z tego forum zresztą), mówi że gestalt pielęgnuje narcyzm. Klient tak się bardzo zaczyna akceptować, że popada w miłość własną. Prawda to?
28.07.2008, 22:29
Marek

Marek Jaros psycholog -
psychoterapeuta

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Eeeeee? :)
No nie - koleżanka nie ma racji. Przede wszystkim narcyzm nie jest miłością do siebie. W mitologii może i tak było - stąd potoczne rozumienie tego słowa. Ale w psychologii narcyzm to zupełnie inna, zdecydowanie bardziej ponura bajka... A poza tym w gestalcie też się pracuje z narcyzmem - oj i to jak się pracuje... A że znakomita większość psychoterapeutów ma silny rys narcystyczny, to naprawdę jest ciekawie:)

BTW: polecam koleżance (i Tobie) "Humanizowanie narcystycznego stylu" Johnsona. Tam jest wszystko (...) Zobacz więcej
29.07.2008, 00:00

konto usunięte

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Chyba jednak lepiej zacząć od "Style charakteru" Johnsona, bo tam jest wprowadzenie do całej (...) Zobacz więcej
29.07.2008, 12:31
Marek

Marek Jaros psycholog -
psychoterapeuta

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

lepiej:)
29.07.2008, 15:06

konto usunięte

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

hm... kolezanka po prostu woli psychoanalize, co oczywiscie zaznaczyla na samym poczatku wypowiedzi :)

narcyzm i jego istota jest po prostu omawiana na analizie wlasnej, w ramach terapii szkoleniowej u przyszlych terapeutow, m.in. narcyzm, bo oczywiscie terapeuci tez ludzie i swoje ograniczenia posiadaja, i to ile :)

wypowiedz moja nt narcyzmu u np gestaltowcow brala sie tylko i wylacznie z obserwacji kilku, ktorych znalam, i wielkosc ich wielkosciowosci i brak wgladu w te wielkosciowosc powodowala moje zaskoczenie. To tyle, wysnulam wniosek, byc moze bledny, byc moze trafny, nie wiem, ze narcyzm u kazdego terapeuty jest, w wiekszym, mniejszym stopniu, natomiast roznica polega li tylko na przepracowaniu go, oczywiscie na poziomie, ktory umozliwia dana szkola terapeutyczna.

No, to tak z grubsza.

I z uczciwosci swojej powiem, ze nie wiem czy i jak rozni sie narcyzm w ujeciu Gestalt od psychoanalitycznego ujecia.

oczywiscie mit o Narcyzie to rewelacyjny egemplifikator narcyzmu, ale tematu narcyzmu w ujeciu klinicznym i kulturowym nie wyczerpuje.

i ostatnia refleksja - psychoanaliza nie jest dla wszystkich, wiec inne szkoly sa potrzebne, by zaspokoic potrzeby wszystkich potrzebujacych, majacych odwage wybrac sie po pomoc. Nawet wrozki maja swoj wklad w pomoc psych, a nawet w (...) Zobacz więcej
3.08.2008, 22:29
Agnieszka

Agnieszka G. To life, le haim..

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Andrzej Śliwerski:
I teraz trafia taka osoba (np. matka, której dziecko opuściło już rodzinne gniazdko) z depresją do psychoanalityka. Tutaj oczywiście hipotetyzuję (bo przecież nie zawsze syndrom pustego gniazda musi wynikać z charakteru oralnego). Do zrozumienia sposobów kompensacji swoich nieświadomych pragnień, potrzeba uświadomienia sobie dawnych urazów. Dlatego tak powszechna opinia o psychoanalizie mówi, że wracamy do przeżyć z dzieciństwa.
Mam nadzieję, że cały wywód jest w miarę jasny.


No wlasnie i taka osoba u tegoz psychoanalityka przezywa po raz kolejny frustracje z dziecinstwa, znow zero wsparcia, jest ponownie zdana tylko na siebie, na swoje rozumienie i mozliwosci ogarniecia problemu. Im bardziej klasyczne podejscie terapeuty tym wieksza frustracja i osamotnienie. Im glebszy i mniej uswiadomiony problem (np. wczesna faza dziecinstwa, ktorej czlowiek jeszcze nie pamieta swiadomym umyslem) tym trudniej dotrzec do sedna i przepracowac. Klient przezywa te sama traume co w dziecinstwie i jego zadaniem jest samodzielne przepracowanie a analityk moze jedynie sluzyc jako lustro. Moim skromnym zdaniem, im wieksza i bardziej nieuswiadomiona trauma tym wiekszy i glebszy dol, w ktory wpadnie obecnie ta osoba, tym glebiej sie zaburzy ponownie..
Co nas nie zabije to nas wzmocni ale osobiscie sadze, ze sa bardziej humanitarne i praktyczne metody rozwoju i pomagania :) bo nie kazdy ma mozliwosc zaglebic sie w sobie i swojej depresji na kolejnych 5 lat, zeby wyjsc (albo nie) silniejszym i zdrowszym.

Mam hipoteze, ze analiza moze byc skuteczniejsza przy lzejszych zaburzeniach, co Wy na to? Przy w miare silnym ego, ktore moze cos dekonstruowac i skladac na nowo bez zagrozenia totalnym rozpadem osobowosci. Jakos nie czuje, zeby to bylo dobre i skuteczne dla np. psychotyka, ktory analizuje swoje wczesne frustracje w relacji z obiektem... chociaz podobno jest skuteczna w przypadku zaburzen narcystycznych?

Acha i analiza jest za bardzo "w glowie" jak dla mnie. Moze to byc dobre czy latwe dla osob, ktore maja latwosc intelektualizowania tylko czy to nie jest kolejna pulapka? Z miejsca w ktorym teraz jestem bardziej stawiam na polaczenie glowy z cialem i odkrywanie jego ograniczen i powiazan z umyslem. A takie wczesne urazy zostaja czesto wlasnie w ciele. Zalozmy, ze jako niemowle spadles z lozka na glowe i odczuwasz podstawowa nieufnosc do swiata chociaz tego faktu nie pamietasz. A przejawia sie to np. kuleniem w sobie. Tu Gestalt jawi sie jako bardziej calosciowe podejscie. Jak to rozwiazac analitycznie nie mam doprawdy pojecia.

Co do narcyzmu to wrecz spotkalam sie z opinia, ze naprawde dobrze przepracowany jest bardzo rozwijajacy i tworczy i najlepsi terapeuci posiadaja ten rys ;) Moze wiec nie taki narcyzm straszny..zwlaszcza jak sie jest go swiadomym.

Hellinger - no coz, jego metoda jest uprawiana przez rozne osoby i wciaz nie ma badan nt. skutecznosci, stad pewnie ta kontrowersyjnosc.

Rafale - podsumowujac - wierze w psychoanalize jako zasade i lubie myslec w sposob analityczny ale praktyczna nie jest i mam wrazenie, ze bedzie coraz mniej chetnych klientow do pracy ta metoda. Ale moze sie myle? tu musialby sie wypowiedziec praktykujacy analityk ;)
Jesli masz doswiadczenie z obiema drogami to moze zastanow sie co jest blizsze Tobie i z czym bedziesz sie lepiej czul jako terapeuta ;) Bo to co mowimy to i tak tylko nasze opinie.

30 lat - no tak, to prawie emerytura ;)Agnieszka G. edytował(a) ten post dnia 05.08.08 o godzinie 16:33
5.08.2008, 16:31

konto usunięte

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Agnieszka G.:
Klient przezywa te sama traume co w dziecinstwie i jego zadaniem jest samodzielne przepracowanie a analityk moze jedynie sluzyc jako lustro.

Nie chcę tutaj wychodzić na rzecznika psychoanalizy, bo jestem jej przeciwnikiem, ale "terapeuta jak lustro" to kolejny mit podtrzymywany przez tv :) Choć, jakby jakiś terapeuta analityczny tak wykonywał swój zawód, to bym się pewnie nie zdziwił.
Moim skromnym zdaniem, im wieksza i bardziej nieuswiadomiona trauma tym wiekszy i glebszy dol, w ktory wpadnie obecnie ta osoba, tym glebiej sie zaburzy ponownie..

To chyba oczywiste, że im głębiej zakorzeniony jest problem, tym bardziej terapia jest nieprzyjemna dla klienta. Niestety, żadna terapia (niezależnie od stylu i paradygmatu) nie jest przyjemna. Na terapii się płacze, przeżywa ponownie nieprzyjemne rzeczy, mówi się o tym, o czym normalnie by się nie powiedziało. Uważam, że jeśli ktoś przychodzi na terapię po to, żeby było miło i przyjemnie, to myli miejsca.
Mam hipoteze, ze analiza moze byc skuteczniejsza przy lzejszych zaburzeniach, co Wy na to? Przy w miare silnym ego, ktore moze cos dekonstruowac i skladac na nowo bez zagrozenia totalnym rozpadem osobowosci.

Mam hipotezę zupełnie przeciwną do Twojej :) Oczywiście to zależy, co rozumiesz przez słowa "lżejsze zaburzenia". Psychoanaliza jest dobra dla zaburzeń osobowości (chociaż i tak uważam, że są lepsze metody pracy z zaburzeniami osobowości) i w nich jest skuteczna. Natomiast w leczeniu innych zaburzeń, lepsza, skuteczniejsza i szybsza jest terapiia poznawcza. Inne zaburzenia - czyli zaburzenia afektywne i lękowe (z OCD i PTSD włącznie).
Jakos nie czuje, zeby to bylo dobre i skuteczne dla np. psychotyka, ktory analizuje swoje wczesne frustracje w relacji z obiektem... chociaz podobno jest skuteczna w przypadku zaburzen narcystycznych?

Jak ktoś chce leczyć psychotyków jakąkolwiek psychoterapią, to życzę powodzenia! Obecnie można mówić raczej o terapii wspomagającej, która polega na wzmacnianiu umiejtności społecznych i podtrzymywania chęci brania leków.
Rafale - podsumowujac - wierze w psychoanalize jako zasade i lubie myslec w sposob analityczny ale praktyczna nie jest i mam wrazenie, ze bedzie coraz mniej chetnych klientow do pracy ta metoda.

Na klasyczną psychoanalizę pewnie tak, ale teraz większość jej przedstawicieli przerzuciło się na analityczną terapię krótkoterminową. Ja osobiście, żadnej nikomu bym nie polecił!
6.08.2008, 14:12
Agnieszka

Agnieszka G. To life, le haim..

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Andrzej Śliwerski:
Nie chcę tutaj wychodzić na rzecznika psychoanalizy, bo jestem jej przeciwnikiem, ale "terapeuta jak lustro" to kolejny mit podtrzymywany przez tv :) Choć, jakby jakiś terapeuta analityczny tak wykonywał swój zawód, to bym się pewnie nie zdziwił.

No ja wlasnie slyszalam o osobach, ktore maja takie podejscie do pracy z klientem i na tej podstawie sie wypowiadam.
Moim skromnym zdaniem, im wieksza i bardziej nieuswiadomiona trauma tym wiekszy i glebszy dol, w ktory wpadnie obecnie ta osoba, tym glebiej sie zaburzy ponownie..

To chyba oczywiste, że im głębiej zakorzeniony jest problem, tym bardziej terapia jest nieprzyjemna dla klienta. Niestety, żadna terapia (niezależnie od stylu i paradygmatu) nie jest przyjemna. Na terapii się płacze, przeżywa ponownie nieprzyjemne rzeczy, mówi się o tym, o czym normalnie by się nie powiedziało. Uważam, że jeśli ktoś przychodzi na terapię po to, żeby było miło i przyjemnie, to myli miejsca.

Nie, no to chyba oczywiste, ze do terapeuty nie chodzi sie na kawe tylko pracowac nad soba :))) Chodzi mi o to, ze koszty terapii analitycznej czasem moga nie byc wspolmierne do jej efektow. W innych ujeciach, humanistycznych, klient ma przynajmniej wrazenie, ze towarzyszy mu zywy czlowiek a nie automat, ktory go dodatkowo frustruje w tej i tak nielatwej sytuacji przepracowywania czegos.
Mam hipoteze, ze analiza moze byc skuteczniejsza przy lzejszych zaburzeniach, co Wy na to? Przy w miare silnym ego, ktore moze cos dekonstruowac i skladac na nowo bez zagrozenia totalnym rozpadem osobowosci.

Mam hipotezę zupełnie przeciwną do Twojej :) Oczywiście to zależy, co rozumiesz przez słowa "lżejsze zaburzenia". Psychoanaliza jest dobra dla zaburzeń osobowości (chociaż i tak uważam, że są lepsze metody pracy z zaburzeniami osobowości) i w nich jest skuteczna. Natomiast w leczeniu innych zaburzeń, lepsza, skuteczniejsza i szybsza jest terapiia poznawcza. Inne zaburzenia - czyli zaburzenia afektywne i lękowe (z OCD i PTSD włącznie).

Hm... chyba kazdy czlowiek ma czasem sytuacje, w ktorej sie zaburza... np. wspomniany przez Ciebie syndrom pustego gniazda. Czlowiek zyje sobie, funkcjonuje i nagle zdarza sie w zyciu cos trudnego, co konfrontuje go z jakims wewnetrznym problemem.. ale jesli generalnie ma zdrowe ego to sa to raczej sporadyczne i sytuacyjne historie. Wtedy mozna sobie je moim zdaniem analitycznie rozlozyc i zrozumienie pewnie przyniesie poprawe. Za "ciezsze" zaburzenia uwazam np. osobowosc bordeline i psychozy. Czyli cos, co jest raczej na stale wpisane w osobowosc klienta.
Jakos nie czuje, zeby to bylo dobre i skuteczne dla np. psychotyka, ktory analizuje swoje wczesne frustracje w relacji z obiektem... chociaz podobno jest skuteczna w przypadku zaburzen narcystycznych?

Jak ktoś chce leczyć psychotyków jakąkolwiek psychoterapią, to życzę powodzenia! Obecnie można mówić raczej o terapii wspomagającej, która polega na wzmacnianiu umiejtności społecznych i podtrzymywania chęci brania leków.

No wlasnie o tym mowilam w temacie powazniejszych zaburzen. Chociaz sa pewne pomysly jak leczyc psychotykow terapia ale to na inny watek.
7.08.2008, 01:34
Leszek

Leszek Zawlocki coaching, szkolenia,
zarządzanie,
mentoring

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Ciekawa dyskusja. Dorzucę więc parę swoich uwag.

1. Cóż, zacznę od tego, że gestalt wyrósł z psychoanalizy :)
2. Mawiają, że psychoanaliza czy podejście psychodynamiczne jest "głębsze" od terapii gestalt. Może dlatego, że jest Freud był starszy od Perlsa, a może dlatego, że napisali dużo książek o psychoanalizie. Mawiają też, że gestalt jest bardziej "przeżyciowy", może dlatego, że łatwiej skopać materac niż kozetkę?
Ostrożnie z uogólnieniami na temat różnych podejść. Myślę, że współczesny psychoterapeuta będzie sięgał do różnych nurtów. Programy szkół terapeutycznych przewidują przynajmniej porównawcze sięgnięcie do innych podejść.
3. Psychoterapia przypomina mi teologię - różne koncepcje, różne metody, różne odłamy... A w końcu najważniejszy jest cel. Jak chcesz napić się herbaty, to wybór pomiędzy kubkiem a filiżanką jest kwestią wygody i... estetyki.
4. Mam kontakt z terapeutami pracującymi w obydwu konwencjach. Każdy ma swoje racje. Pytanie, czy są skuteczni.
5. Znam pacjentów po analizie i klientów po terapii gestalt. Jednym się poprawiło, innym pogorszyło.
6. Jeden z moich klientów spędził trzy lata "na kozetce". Dużo wiedział o sobie. Naprawdę imponująco dużo. I na nic mu to było, bo nadal czuł się samotny.
7. Inna osoba od lat chodzi na treningi, wrzeszcząc wciąż to samo na matkę symbolizowaną przez poduszkę. I jakoś nie ma dosyć.
8. Zarówno psychoanaliza, jak i gestalt niosą w sobie niebezpieczeństwo bezproduktywnego "uświadamiania sobie" kolejnych ciemnych stron własnej osobowości. Mam szacunek dla obu szkół psychoterapeutycznych - dlatego staram się brać pod uwagę również ich ograniczenia i niewystarczalność.
9. Uważam, iż konkretna terapia jest dla konkretnego człowieka. Tylko, jak rozpoznać, gdzie posłać klienta? Kiedyś mój znajomy zapytał klienta na konsultacji: "- Lubisz grzebać w sobie, analizować i rozmyślać, skąd biorą się Twoje problemy?" "- Tak" "- To na pewno psychoanaliza nie jest dla Ciebie" :)
10. Wiesz Andrzeju, niektórzy (zwłaszcza z NLP czy SFT) niekoniecznie zgodziliby się z Twoim stwierdzeniem, że terapia jest nieprzyjemna. A już na pewno nie z proporcją dotyczącą głębokości problemu i cierpienia.
11. W ogóle co to są "głęboko zakorzenione problemy" albo "lżejsze zaburzenia"? Szczerze powiedziawszy można grzebać coraz głębiej i głębiej - może dlatego podejścia analityczne czy psychodynamiczne są tak ciekawe... Proponuję zamiast pytania "dlaczego robię to, co robię?" zadać pytanie "co mogę zrobić, aby nie robić tego, co robię?". I zamiast wpadania w dół, przejść do działania.
12. Terapie długoterminowe są po prostu mało ekonomiczne. Jeśli klient nie wymaga siedzenia przez kilka lat w gabinecie, a krótsza metoda zapewni mu dobre funkcjonowanie i samopoczucie, to byłoby nieetyczne trzymać go tylko dlatego, że wymaga tego konwencja psychoterapii.
13. Oczywiście nie chcę jednostronnie skreślać kilkuletniego uświadamiania sobie źródeł swoich dolegliwości (bo czasem jest to konieczne), ale życie jest takie krótkie i takie ciekawe... :)

Znacie bajkę o człowieku cierpiącym (...) Zobacz więcej
7.08.2008, 02:07
Marek

Marek Jaros psycholog -
psychoterapeuta

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Ja nie znam - poproszę:)
Pięknie napisane - podpisuję się wszystkimi czterema łapami. Dorzucę jeszcze: ja z kolei znam dwie psychoterapeutki - jedna gestaltystka, druga analityczka. Zdeklarowane i ukorzenione w swych szkołach. No i one spotykają się regularnie na koleżeńskie superwizje. Początkowo miały trudności w dogadaniu się ale jak wytłumaczyły sobie, co znaczą rozmaite terminy (zmora - te same nazwy a chodzi o co innego, chociażby nieszczęsny narcyzm - co szkoła, to troszkę inaczej...) to teraz są niezmiernie zadowolone, choć dalej twardo obstają przy swoim.

Jednk na mój gust zarówno analitycy, jak i gestaltyści mają denerwująca skłonność do przeciągania terapii w nieskończoność ("... uuuu mój drogi, tak ze 3 lata potrzebujesz..." kiedyś usłyszałem :). No czasem inaczej się nie da, ale bez przesady. (...) Zobacz więcej
8.08.2008, 01:15

konto usunięte

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Jednk na mój gust zarówno analitycy, jak i gestaltyści mają denerwująca skłonność do przeciągania terapii w nieskończoność ("... uuuu mój drogi, tak ze 3 lata potrzebujesz..." kiedyś usłyszałem :). No czasem inaczej się nie da, ale bez przesady. Szkoda życia:)


no taaaak, bo nie ma to jak kontynuowanie magicznego myslenia, ktore od setek lat towarzysza czlowiekowi. Od -jak spalę lisc piolunu to bedzie mi lepiej, do-jak powtorze tysiac razy dana rzecz, przejdzie mi zaburzenie. Pewnie, ze moze przejsc, po prostu ktos nie bedzie myl tysiac razy rak, tylko zacznie po tysiac razy sprawdzac drzwi czy zostaly zamkniete...(krotkoterminowa terapia:) )

Napisalam w duzym uproszczeniu i uogolnieniu, ale nie wiem jak tu na forum zobrazowac poglad krocej.

Na zaburzenia jednostki pracowaly cale pokolenia, nie rozumiem dlaczego rozwiazanie problemu mialoby byc przyjemne i szybkie, przeciez zycie takie nie jest. To dopiero jest udawanie samemu przed sobą, że magia dziala.

A jak otrzymales informację, ze potrzebujesz 3 lata terapii, to tylko swiadczy, ze Twoje zaburzenia sa na poziomie zwyklej nerwicy, czyli kanonu zdrowia :))))))To wlasciwie mogl byc komplement, a nie "Szkoda życia:)"

dodam, ze komentarz "szkoda życia" pokazuje, ze nie ma potrzeby poznac siebie, skoro szkoda zycia, mozna zyc byle jak, na plytkim poziomie, bo przeciez na cos glebszego - szkoda zycia. Smutne, prawda? Taka macdonaldyzacja terapii.
8.08.2008, 12:01
Leszek

Leszek Zawlocki coaching, szkolenia,
zarządzanie,
mentoring

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Katarzyna M.:
no taaaak, bo nie ma to jak kontynuowanie magicznego myslenia, ktore od setek lat towarzysza czlowiekowi. Od -jak spalę lisc piolunu to bedzie mi lepiej, do-jak powtorze tysiac razy dana rzecz, przejdzie mi zaburzenie. Pewnie, ze moze przejsc, po prostu ktos nie bedzie myl tysiac razy rak, tylko zacznie po tysiac razy sprawdzac drzwi czy zostaly zamkniete...(krotkoterminowa terapia:)
Terapia krótkoterminowa to taka terapia, która trwa na tyle krótko, na ile jest to konieczne.
Większość klientów, z którymi mam do czynienia lubi grzebać w sobie, w nieskończoność odkrywając coraz to nowe zakamarki swoich mechanizmów psychicznych. To jest ciekawe i wciągające, ponieważ zastępuje szybką zmianę. Szybka zmiana jest możliwa, natomiast nie zawsze klient czy pacjent jest na nią gotowy. Więc dłubią w sobie, ponieważ łatwiej gadać niż robić.
Oczywiście upraszczam sprawę, gdyż są osoby, które powinny przejść dłuższą terapię. Natomiast uważam za nieuczciwość trzymanie kogoś przez kilka lat, tylko dlatego, że wymaga tego "porządna psychoterapia". Czasami mam wrażenie, że dla niektórych osób metoda pracy jst ważniejsza od klienta.

Napisalam w duzym uproszczeniu i uogolnieniu, ale nie wiem jak tu na forum zobrazowac poglad krocej.

Na zaburzenia jednostki pracowaly cale pokolenia, nie rozumiem dlaczego rozwiazanie problemu mialoby byc przyjemne i szybkie, przeciez zycie takie nie jest. To dopiero jest udawanie samemu przed sobą, że magia dziala.
A skąd wniosek, że pracowały całe pokolenia?
Dlaczego rozwiązywanie problemu nie miałoby być przyjemne i szybkie? Skoro życie takie nie jest, to jakie jest?
A jeżeli ktoś udaje przed samym sobą, że magia działa? (I na zasadzie samospełniającej się przepowiedni, rzeczywiście działa?)
:))

Po pierwsze - niektóre problemy powstają szybko. Wystarczy wtedy jedno patologiczne (choć efektywne) działanie, a umysł je generalizuje.
Po drugie - bywają techniki, które są łatwe, szybkie i przyjemne. A że przy okazji działają - rozwiązanie problemu jest możliwe bez bólu. Niektóre szkoły terapeutyczne stoją na stanowisku, że pacjent dostatecznie dużo się już nacierpiał, więc po jaką ch#lerę fundować mu to jeszcze raz na terapii...
Po trzecie - tam, gdzie nie ma profesjonalnej psychoterapii, muszą być substytuty - rytuały, magia, filozofia, etc. I nie wiedzieć czemu, to wszystko jakoś pomaga.

A jak otrzymales informację, ze potrzebujesz 3 lata terapii, to tylko swiadczy, ze Twoje zaburzenia sa na poziomie zwyklej nerwicy, czyli kanonu zdrowia :))))))To wlasciwie mogl byc komplement, a nie "Szkoda życia:)"
Otworzę nową poradnię... Myślę nad hasłami reklamowymi: "Kompleksowa obsługa do końca życia", "Leczymy długo i skutecznie", "Zapraszamy zdrowych i chorych na terapię długoterminową", "Nudzisz się? Skorzystaj z kilku lat terapii!" :)

Jakoś wolę te trzy lata spędzić w inny sposób...

dodam, ze komentarz "szkoda życia" pokazuje, ze nie ma potrzeby poznac siebie, skoro szkoda zycia, mozna zyc byle jak, na plytkim poziomie, bo przeciez na cos glebszego - szkoda zycia. Smutne, prawda? Taka macdonaldyzacja terapii.

terapia = pogłębione życie?

Miałem kiedyś nietypową - jak na coaching - klientkę. Przeszła w życiu tyle traum, że dziwiłem się, iż jeszcze żyje. Od dwudziestu lat była pod opieką psychiatryczną. Brała mnóstwo leków (jak jej wątroba to wytrzymywała?), terapeutów traktowała jako najbliższe osoby. Oprócz głosu czteroletniego dziecka, całej gamy tików i nieadekwatnych zachowań, nie potrafiła jeszcze logicznie budować zdań. Często budowała tak zawiłe zdania, że sama ich nie rozumiała, albo nie kończyła ich.
Zapytałem ją między innymi o dwie rzeczy:
1. Jak wyglądały jej dotychczasowe terapie.
2. Co tak naprawdę przeszkadza jej w życiu.
Odnośnie punktu pierwszego uzyskałem ciekawą odpowiedź (która jak się okazało u innych klientów jest zastraszająco podobna). Otóż wg klientki zadaniem terapeutów jest ją "leczyć", a jej zadaniem jest "chodzić na terapię". Po dopytaniu co dokładnie to oznacza i jak wyglądają spotkania, wniosek był tylko jeden: terapeuci udawali, że ją leczą, a pacjentka robiła tylko to, co jej KAZALI. Po latach doszła do takiej wprawy, że udzielała takich odpowiedzi, jakich oczekiwali terapeuci. Nie sądzę, by ktokolwiek wierzył, że jej terapia ma sens, albo, że może ona lepiej funkcjonować. Właściwie była to opieka paliatywna.
Przy drugim pytaniu okazało się, że praca nad jej bądź co bądź patologiczną rodziną, UTWIERDZIŁO ją tylko w pozycji PACJENTKI, a więc kogoś, kto zmuszony jest cierpliwie otrzymywać pomoc (łac. patientia). Stworzyło się coś w rodzaju błędnego koła: jestem "ze złej" rodziny, więc jestem chora i źle funkcjonuję. Źle funkcjonuję, bo jestem z patologicznej rodziny... Klientka przyzwyczaiła się do tego, przyszyła sobie mocną etykietkę i przestała cokolwiek w swoim życiu zmieniać. Podobnie lekarze i terapeuci - orzekli, że jej stan jest na tyle stabilny, że może brać leki i "JAKOŚ ŻYĆ".
I tutaj zatrzymam się nad tym "jakoś żyć". To jest właśnie coś, na co nie mam zgody. Klientka miała dużo dolegliwości, którymi nikt się nie zajął.
Zacząłem więc pracować z nią inaczej, niż była do tego PRZYZWYCZAJONA. Żadnego gadania, a jeśli już, to tyyyyylkoooo poooowwwooliii i niiiissskiiimmmm głooossseeem. Dwóch sesji potrzeba było, aby przestała niepotrzebnie gadać i zaczęła konstruować krótkie i poprawne zdania. Dalej uczyliśmy się w taki sposób w jaki uczą się (a raczej bawią) dzieci. Akurat mój syn miał coś koło trzech lat, więc byłem na bieżąco :) Uczyliśmy się na nowo oczywistych rzeczy - przywitania się, rozpoznawania godzin na zegarze, picia herbaty, oddychania... Klientka nie bardzo wiedziała o co chodzi (więc tym samym nie mogła być "dobrą pacjentką"). Było jej trudno - nie dlatego, że rozmawialiśmy o jej cierpieniu, ale dlatego, że zaczęła robić coś, czego nie robiła, a więc wprowadzać zmianę. Zmieniała się dosłownie w oczach - całkowicie zmienił się jej głos, jej twarz nabrała innego wyglądu, zniknęło wiele tików, i... zaczęła ziewać (od lat nie mogła spać i brała środki nasenne). Ponieważ zakontraktowany czas był krótki (4 sesje), pożegnaliśmy się. Dostałem od niej ciekawy i pozytywny feedback, który zostawiam dla siebie. Ani słowa nie było o jej dysfunkcjach, o jej patologicznej rodzinie. I myślę, że - poza terapią - dotknęła naprawdę i głęboko swojego życia.

Jeżeli to była mcdonaldyzacja, to warto było zjeść tego hamburgera ;)
9.08.2008, 00:28
Leszek

Leszek Zawlocki coaching, szkolenia,
zarządzanie,
mentoring

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

I pewien dowcip obrazujący różne nurty terapeutyczne:

Był sobie pewien człowiek, cierpiący na encopresis, czyli po prostu mimowolnie robił pod siebie. Ponieważ nie było żadnej fizycznej przyczyny, postanowił iść na psychoterapię.
Najpierw poszedł do psychoanalityka. Przeleżał na kozetce kilka ładnych lat i po tych kilku latach spotkał się ze swoim znajomym.
- Witaj! I jak tam twoja terapia? - zapytał go znajomy.
- Cudownie! - odpowiedział pacjent.
- Już nie srasz pod siebie?
- Słuchaj; srać to sram dalej, ale przynajmniej już wiem dlaczego!

Jako, że mu się spodobało na terapii (wszak analiza jest ciekawa), poszedł na inną - do behawiorysty.
Po tygodniu spotyka się ze swoim znajomym.
- Witaj, jak tam terapia?
- Genialnie! - odpowiedział z euforią.
- Już nie srasz pod siebie?
- Srać, sram dalej, ale używam teraz gumowych gaci!

Ponieważ to - zdaniem niektórych - zbyt powierzchowna forma terapii, poszedł w końcu na trzecią. Na terapię gestalt.
Po kilku miesiącach (bo to jest "średnioterminowa" terapia) spotyka jak zwykle swojego znajomego.
- Witaj! Jak tam twoja nowa terapia?
- Ach fantastycznie!
- Już nie srasz pod siebie?
- Srać, to sram dalej, ale teraz... już się tym nie przejmuję!

(Wyczytałem to w książce J. Bucay'a, "Pozwól, że Ci opowiem". Polecam :)
9.08.2008, 00:38
Marzena

Marzena Jarosz psycholog,
psychoterapeuta w
trakcie szkolenia

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

dobry dowcip :)

Agnieszka
Nie wiem czy sa na ten temat jakieś badania, odnośnie skutecznosci danej terapii w stosunku do konkretnych zaburzen? Sadze, ze niektore osoby psychoanaliza moze bardziej rozwalac niz inne a naprawde czasem szkoda zycia na chodzenie rozwalonym przez pare lat


Takie badania owszem są, i jednoznacznie wskazują na to, że w większości zaburzeń sprawdza się jednak najbardziej poznawczo-behawioralna.

Jestem dopiero studentką, ale zamierzam być psychoterapeutą i osobiście uważam, że najlepiej jest, gdy terapeuta pracuje podejściem.. eklektycznym. Dla mnie akurat podstawą jest poznawczo-behawioralna, ale nie da się nie zauważyć zasług, czy przydatności na przykład systemowych czy innych. Mam wrażenie, że dopiero łącząc różne podejścia i odnosząc je indywidualnie do każdego pacjenta można być naprawdę skutecznym (...) Zobacz więcej
10.08.2008, 00:31
Leszek

Leszek Zawlocki coaching, szkolenia,
zarządzanie,
mentoring

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Marzena Płocha:
Takie badania owszem są, i jednoznacznie wskazują na to, że w większości zaburzeń sprawdza się jednak najbardziej poznawczo-behawioralna.
Może dlatego, że większość klientów chce bardziej rozwiązania problemu (usunięcia nieefektywnych zachowań bądź zmiany sposobów reagowania) niż głębszej pracy nad sobą, zwłaszcza dalekiej i długiej podróży do dzieciństwa.
10.08.2008, 20:54
Marek

Marek Jaros psycholog -
psychoterapeuta

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Katarzyno

Jeżeli spalenie liścia piołunu sprawi, że poczuję się bardziej szczęśliwy to zrobię takie piołunowe ognisko, że hej:) żmudne odkrywanie zakrętów wczesnych relacji z mamą zostawiając innym. Może to jet po prost tak, że jesteśmy (my - ludzie) tak niesamowicie różnorodni, że dla jednych najlepszą droga do szczęśliwości jest głęboka analiza, dla innych wyprostowanie kręgosłupa a dla jeszcze innych kryształ górski w lewej dziurce do nosa i kontakt z białą energią kosmiczną, której tak naprawdę nie ma. I to właśnie jest fantastyczne!

Nie da się wszystkich przyłożyć do jednego wzorca. I już.

Terapia krótkoterminowa zakłada tę różnorodność - patrzysz co działa i robisz to. Przy tym pomysł o zamianie jednych objawów na inne to stary mit. Tak się po prostu nie dzieje. Nie wiem dlaczego. Wiem, że z perspektywy psychodynamicznej to nielogiczne, ale pacjenci najwyraźniej w nosie mają teorię i jak pozbędą się objawu, to nie chcą rozwijać w jego miejsce kolejnych.

No i właściwie o co chodzi z tym zdrowym neurotykiem? Bo skoro jestem zdrowy, to po jaką cholerę mam łazić do terapeuty??? Zawsze mnie to dziwiło :P

Tak czy siak, doceniam przebijające w Twej wypowiedzi współczucie. Co prawda moja niechęć do głebokiego poznania siebie nie wydaje mi się smutna, ale doceniam:) Idę obżerać się (...) Zobacz więcej
11.08.2008, 10:39

konto usunięte

Temat: Terapia psychoanalityczna a gestalt

Leszek Zawlocki:
Marzena Płocha:
Takie badania owszem są, i jednoznacznie wskazują na to, że w większości zaburzeń sprawdza się jednak najbardziej poznawczo-behawioralna.
Może dlatego, że większość klientów chce bardziej rozwiązania problemu (usunięcia nieefektywnych zachowań bądź zmiany sposobów reagowania) niż głębszej pracy nad sobą, zwłaszcza dalekiej i długiej podróży do dzieciństwa.

Swoją wypowiedź opierasz chyba tylko i wyłącznie na stereotypie. Usuwaniem nieefektywnych zachowań zajmowała sie kiedys tylko terapia behawioralna. Terapia poznawczo-behawioralna opiera sie jak najbardziej na glebszej pracy nad soba i czesto zwiazana jest z podroza do dziecinstwa. (Przepraszam ze bez polskich liter, ale pisze na klawiaturze z Maca)
11.08.2008, 23:23



Przeglądaj dyskusje w tej grupie

Setki wypowiedzi

Zobacz o czym się teraz dyskutuje

Pytania i odpowiedzi

Znajdź odpowiedź na swoje pytanie

Wyślij zaproszenie do