Agata

Agata
Rakfalska-Vallic
elli
Psycholog,
Psychoterapeuta,
Coach

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Witajcie,

Ostatnio na zajęciach rozmawialiśmy o skuteczności psychoterapii. Najnowsze badania (źródeł nie znam. zna je mój wykładowca;) pokazały, iż we wszelkiego rodzaju podejściach terapeutycznych na pierwszy plan wysuwały się oczekiwania pacjenta co do efektów terapii, oczekiwania wobec terapeuty i ogólne jego nastawienie.

W mojej pracy terapeutycznej, zaczęłam ostatnio zwracać uwagę na świadomość pacjenta co do oczekiwanych rezultatów i ogólnej znajomości psychoterapii.
np. zadając pytanie " Dlaczego zdecydował się Pan przyjść, właśnie do MNIE?"

otrzymuję różne odpowiedzi, z których wyciągam wnioski:
- " Przyszłam do Pani ,ponieważ poleciła mi Panią moja znajoma, której Pani pomogła" - Mogę więc założyć, iż nowa klientka jest zmotywowana do pracy i ma nadzieje, że również jej mogę pomóc
- " Znalazłam Pani nazwisko w Panoramie Firm (np.) albo wybrałąm Panią, bo Pani gabinet jest blisko mojego miejsca zamieszkania. " - wtedy wiem, że wybór mnie był bardziej przypadkowy, mniej przemyślany. Muszę więc pracować więcej nad motywacją klienta do zmiany, wykorzystać czasami jego opór wobec zmian, a także podnieść jego oczekiwania.

Powiedzcie, jak wy pracujecie ze swoimi pacjentami.
Czy wg was oczekiwania pacjenta można korzystnie wykorzystać w procesie terapeutycznym?
(...) Zobacz więcej
24.10.2010, 11:54
Jacek

Jacek W. social media
manager, redaktor

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Agata Rakfalska-Vallicelli:
Powiedzcie, jak wy pracujecie ze swoimi pacjentami.
Czy wg was oczekiwania pacjenta można korzystnie wykorzystać w procesie terapeutycznym?
pozdrawiam
Agata


Co to znaczy "korzystnie wykorzystać w procesie terapeutycznym"? To jakaś wątpliwość co do tego, czy to po co przychodzi klient do terapeuty ma jakiekolwiek znaczenie?

Dla mnie to jest podstawa pracy terapeutycznej: to klient najlepiej wie czego chce, po co mu psychoterapia (czy inna forma pomocy psychologicznej) to on ustala cel do, którego zmierzamy (i ewentualnie modyfikuje go po drodze, lub wyznacza kolejne)

Mam wrażenie, że zahaczamy tutaj o obszar pozycji terapeuty względem klienta; jeżeli terapeuta widziany jest jako "wiedzący lepiej, widzący więcej", to faktycznie możemy rozmawiać o oporze (i przełamywaniu go poprzez jakiś terapeutyczny odpowiednik łomu albo innego narzędzia), motywowaniu do zmiany, czy nawet ( o zgrozo!) "podnoszeniu jego oczekiwań" - bo wtedy klient widziany jest jako ten, który sam nie wie co jest dla niego dobre i użyteczne.

Moje nastawienie jest takie, że jeżeli już ktoś się zdecyduje przyjść do gabinetu, poświęcić godzinę czasu oraz swoje mniej lub bardziej ciężko zarobione pieniądze to jakiś tam poziom motywacji ma. No i też potrafi w jakiś sposób zdefiniować to czego ode mnie potrzebuje. Po mojej stronie jest wtedy uzgodnienie wspólnej definicji problemu oraz oczekiwanego rezultatu (tego jak on jest widziany, po czym zostanie rozpoznany fakt jego osiągnięcia). To "wspólne" z całą mocą podkreślam. W moim myśleniu nie ma również czegoś takiego jak opór i jego przełamywanie. Bo to przerzucanie odpowiedzialności na klienta za to, że nie chce być taki jaki by tego oczekiwał terapeuta (ten wiedzący) W danej chwili klient ma określoną gotowość na tempo pracy i zakres wprowadzanych zmian. Nie widzę żadnego uzasadnienia dla tego abym miał tego nie uszanować i cokolwiek mu ze swojej pozycji eksperta narzucać.

Generalnie wszystko rozbija się o to jak widzimy pozycję terapeuty, cel terapii oraz w jakich terminach opisujemy klienta:-)
24.10.2010, 13:51
Piotr

Piotr Szczotka Można żyć w ciągłym
napięciu. Ale po co?

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Opowiem wam historię, no może po części terapeutyczną:

- Na bardzo poważnym kongresie zapytano światowej klasy specjalistę jaki ma wpływ na terapię oczekiwanie samego pacjenta, a jak to się ma do warsztatu terapeutycznego, profesjonalisty i tego co się jemu wydaje za najsłuszniejsze. Odpowiedział tak:

- Zapytano kiedyś aktora który uważany jest za najlepszego jeźdźca wszech czasów, jak to się dzieje, iż tak wspaniale nie tylko jeździ konno, ale i pięknie się na koniu prezentuje?

Po namyśle dziennikarzowi odpowiedział tak:
- Tak na prawdę to ja nie potrafię jeździć konno. Uśmiechając się doda, kiedyś jeden sąsiad koniuszy, opowiedział mi jak mam problem rozwiązać. Po prostu wsiadaj na konia w miarę możliwości naprowadź go a potem wyczuj jego tempo i udawaj przed kamerami tak iż stanowicie jedno, koń, kowboj na prerii przy zachodzie słońca, a kamerzyści i reżyser to kupią.

Widzi pan, tajemnica w tym, że ja nie potrafię tak jeździć jak się panu wydaje, ale nauczyłem się wyczuwać konia i jeździć tak, aby wszyscy przed kamerą myśleli że to moja zasługa.

Ale w rzeczywistości to koń mnie prowadzi.

Uwaga! Jakakolwiek dalsza analogia: pacjent- terapeuta, koń-jeździec całkiem (...) Zobacz więcej
24.10.2010, 16:16
Agata

Agata
Rakfalska-Vallic
elli
Psycholog,
Psychoterapeuta,
Coach

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Widzi pan, tajemnica w tym, że ja nie potrafię tak jeździć jak się panu wydaje, ale nauczyłem się wyczuwać konia i jeździć tak, aby wszyscy przed kamerą myśleli że to moja zasługa.

Ale w rzeczywistości to koń mnie prowadzi.

Uwaga! Jakakolwiek dalsza analogia: pacjent- terapeuta, koń-jeździec całkiem przypadkowa:)

Przypomina mi się historia, którą opowiedział M. Erickson.
O zagubionym koniu, który "samodzielnie" poprowadził przypadkowego jeźdzca do jego właściciela. Wystarczy pozwolić,aby koń (...) Zobacz więcej
24.10.2010, 16:28
Agata

Agata
Rakfalska-Vallic
elli
Psycholog,
Psychoterapeuta,
Coach

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Jacek W.:
Agata Rakfalska-Vallicelli:
Powiedzcie, jak wy pracujecie ze swoimi pacjentami.
Czy wg was oczekiwania pacjenta można korzystnie wykorzystać w procesie terapeutycznym?
pozdrawiam
Agata


Co to znaczy "korzystnie wykorzystać w procesie terapeutycznym"? To jakaś wątpliwość co do tego, czy to po co przychodzi klient do terapeuty ma jakiekolwiek znaczenie?

Witaj Jacku!
Może niezbyt zgrabnie zadałam pytanie. Oczywiście oczekiwania pacjenta są podstawą. Pytam: Czy wg was rzeczywiście oczekiwania pacjenta wobec rezultatów pomocy psychologicznej są najważniejsze?

Dla mnie to jest podstawa pracy terapeutycznej: to klient najlepiej wie czego chce, po co mu psychoterapia (czy inna forma pomocy psychologicznej) to on ustala cel do, którego zmierzamy (i ewentualnie modyfikuje go po drodze, lub wyznacza kolejne)
Zgadzam się.

Mam wrażenie, że zahaczamy tutaj o obszar pozycji terapeuty względem klienta; jeżeli terapeuta widziany jest jako "wiedzący lepiej, widzący więcej", to faktycznie możemy rozmawiać o oporze (i przełamywaniu go poprzez jakiś terapeutyczny odpowiednik łomu albo innego narzędzia), motywowaniu do zmiany, czy nawet ( o zgrozo!) "podnoszeniu jego oczekiwań" - bo wtedy klient widziany jest jako ten, który sam nie wie co jest dla niego dobre i użyteczne.

Jeżeli dobrze rozumiem, to twoja pozycja w pracy z pacjentami jest zawsze one-down (gdzie pacjent wie lepiej czego chce i kieruje procesem). My w pracy terapeutycznej zmieniamy pozycję wobec pacjenta; czasami jest to one-down, ale czasami także one-up (tzn. iż terapeuta jest bardziej dyrektywny i jawi się jako ekspert). Wszystko zależy od problemu, z jakim przychodzi pacjent.

Jeśli dobrze zrozumiałam, to piszesz, iż jeżeli terapeuta 'wie lepiej i więcej" i jawi się jako ekspert, to pojawia się OPÓR pacjenta. Nie wiem, jakie masz stanowisko wobec kwestii oporu, ale wg mnie nie można jednoznaczne stwierdzić, iż zależy on jedynie od pozycji terapeuty względem pacjenta.
Jak radzisz sobie z pacjentkami z zaburzeniami odżywiania (u którym opór wobec zmiany jest ewidentny, gdzie często mają one zbyt dużo drugorzędnych korzyści, aby zmienić patologiczny plan rzeczy), czy z pacjentami obsesyjno-kompulsywnymi, którzy "chcą, ale nie mogą", którzy chcą wyjść z problemu, ale nie mogą ( to też jest rodzaj oporu).
Sam Milton Erickson wykorzystywał w swojej pracy opór pacjenta, a nie go przełamywał bądź omijał.

Moje nastawienie jest takie, że jeżeli już ktoś się zdecyduje przyjść do gabinetu, poświęcić godzinę czasu oraz swoje mniej lub bardziej ciężko zarobione pieniądze to jakiś tam poziom motywacji ma. No i też potrafi w jakiś sposób zdefiniować to czego ode mnie potrzebuje. Po mojej stronie jest wtedy uzgodnienie wspólnej definicji problemu oraz oczekiwanego rezultatu (tego jak on jest widziany, po czym zostanie rozpoznany fakt jego osiągnięcia). To "wspólne" z całą mocą podkreślam.

Zgadzam się.

W moim myśleniu nie ma również czegoś takiego jak
opór i jego przełamywanie. Bo to przerzucanie odpowiedzialności na klienta za to, że nie chce być taki jaki by tego oczekiwał terapeuta (ten wiedzący) W danej chwili klient ma określoną gotowość na tempo pracy i zakres wprowadzanych zmian. Nie widzę żadnego uzasadnienia dla tego abym miał tego nie uszanować i cokolwiek mu ze swojej pozycji eksperta narzucać.

Nie pisałam o przełamywaniu oporu, ale jego WYKORZYSTANIU w terapii. To zupełnie coś innego. Opór jako zasób, a nie przeszkoda. Zależy od umiejętności terapeuty jak go wykorzysta w pracy z pacjentem.

Czyli uważasz, iż nie ma pacjentów, którzy przejawiają opór wobec zmian, lecz wina leży po stronie terapeuty.
Terapeuta = NIE EKSPERT
ZAWSZE???
Jeśli pacjent przychodzi do psychoterapeuty, to z założenia traktuje go jako eksperta w swojej dziedzinie, który pomoże mu rozwiązać problem.

Generalnie wszystko rozbija się o to jak widzimy pozycję terapeuty, cel terapii oraz w jakich terminach opisujemy klienta:-)

Wg mnie, pozycja terapeuty względem pacjenta może się zmieniać, właśnie w zależności od celu terapii i problemu, z jakim przychodzi pacjent.

W jakich terminach opisujesz klienta?
pozdrawiam:)
24.10.2010, 16:57
Jacek

Jacek W. social media
manager, redaktor

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Agata Rakfalska-Vallicelli:
Witaj Jacku!
Może niezbyt zgrabnie zadałam pytanie. Oczywiście oczekiwania pacjenta są podstawą. Pytam: Czy wg was rzeczywiście oczekiwania pacjenta wobec rezultatów pomocy psychologicznej są najważniejsze?

Tak, dla mnie oczekiwania pacjenta są najważniejsze. Po co prowadzić terapię w przypadku innej odpowiedzi na to pytanie?


Jeżeli dobrze rozumiem, to twoja pozycja w pracy z pacjentami jest zawsze one-down (gdzie pacjent wie lepiej czego chce i kieruje procesem). My w pracy terapeutycznej zmieniamy pozycję wobec pacjenta; czasami jest to one-down, ale czasami także one-up (tzn. iż terapeuta jest bardziej dyrektywny i jawi się jako ekspert). Wszystko zależy od problemu, z jakim przychodzi pacjent.

To co opisujesz jawi mi się jako przesunięcie środka ciężkości na klienta (tak rozumiem to kierowanie procesem) Ja zaś mam na myśli współpracę, tzn dbanie o to aby ta odpowiedzialność za to co się dzieje na sesji była rozłożona mniej-więcej po połowie. Wychodzę zawsze od uznania podmiotowości pacjenta i traktowaniu go jako eksperta od samego siebie. Ja mogę być ekspertem od prowadzenia rozmowy, stwarzania ku temu jak najlepszych warunków etc - ale to wszystko. O sobie najwięcej wie sam klient - zaś terapeuta ma za zadanie pomóc mu dotrzeć do tej wiedzy o sobie, tak aby jak najlepiej (dla klienta) mógł ją wykorzystać.


Jeśli dobrze zrozumiałam, to piszesz, iż jeżeli terapeuta 'wie lepiej i więcej" i jawi się jako ekspert, to pojawia się OPÓR pacjenta. Nie wiem, jakie masz stanowisko wobec kwestii oporu, ale wg mnie nie można jednoznaczne stwierdzić, iż zależy on jedynie od pozycji terapeuty względem pacjenta.

W swojej pracy w ogóle nie używam pojęcia "opór" Powtarzam: to doskonały sposób na wytłumaczenie sobie, dlaczego ten klient się nie zachowuje tak jakbym ja chciał i co tego w nim jest, że moje genialne terapeutyczne metody nijak na niego nie działają. To krzywdzące dla klienta, odbierające mu podmiotowość i windujące terapeutę hen, hen wysoko. To co Ty nazywasz oporem, dla mnie jest komunikatem. Może on być dwojakiego rodzaju (upraszczając) a) nie potrzebuje tego teraz b) Twoje pytania, metody są dla mnie nieużyteczne, nie chce ich. I to ja mam sobie z tym poradzić, adekwatnie do kontekstu, na ten komunikat odpowiedzieć. Możesz to nazwać pracą z oporem, dla mnie jednak to pojęcie ma głęboką negatywną konotację i jest nieużyteczne a wręcz szkodliwe.

Jak radzisz sobie z pacjentkami z zaburzeniami odżywiania (u którym opór wobec zmiany jest ewidentny, gdzie często mają one zbyt dużo drugorzędnych korzyści, aby zmienić patologiczny plan rzeczy), czy z pacjentami obsesyjno-kompulsywnymi, którzy "chcą, ale nie mogą", którzy chcą wyjść z problemu, ale nie mogą ( to też jest rodzaj oporu).
Sam Milton Erickson wykorzystywał w swojej pracy opór pacjenta, a nie go przełamywał bądź omijał.

Każdy objaw jest użyteczny do czegoś, w kontekście jakim się pojawia. Nie zawsze jest tak, że (paradoksalnie) dobrym wyjściem jest się jego pozbycie - ze względu na te wtórne korzyści. I choćby terapeuta nie wiem jak się napocił to one nie znikną. Czasem nie można niczego innego zaoferować klientowi jak przyjrzenie się tym korzyściom. Przy kłopotach z odżywianiem czy obsesyjno-kompulsywnych ważna jest praca z całym systemem rodzinnym. Bo, takie mam wrażenie, indywidualnie to jednak za mało. Ale nie zawsze oczywiście.


Nie pisałam o przełamywaniu oporu, ale jego WYKORZYSTANIU w terapii. To zupełnie coś innego. Opór jako zasób, a nie przeszkoda. Zależy od umiejętności terapeuty jak go wykorzysta w pracy z pacjentem.

Ok, tylko dlaczego to trzeba nazywać oporem? No i co implikuje takie ujęcie tego zjawiska
Czyli uważasz, iż nie ma pacjentów, którzy przejawiają opór wobec zmian, lecz wina leży po stronie terapeuty.
Terapeuta = NIE EKSPERT
ZAWSZE???
Jeśli pacjent przychodzi do psychoterapeuty, to z założenia traktuje go jako eksperta w swojej dziedzinie, który pomoże mu rozwiązać problem.

Ja rozumiem, że są terapeuci, którzy wchodzą w rolę ekspertów i klienci którzy tego oczekują. I super. Jeśli to działa, to wspaniale. Mój rys osobowościowy (albo zaburzenie tejże ;-) ) sprawia, że w roli eksperta czuje się źle i jestem po prostu zupełnie niewiarygodny (nawet dla siebie samego) Moim zdaniem wtedy kiedy terapeuta rezygnuje z roli eksperta umożliwia klientowi rozwijanie własnego poczucia sprawstwa, kompetencji i wewnętrznej siły. 90 procent klientów którzy do mnie trafiają, to przychodzą właśnie z takim wyobrażeniem. Swoim sposobem pracy proponuje im coś innego, oddaje im odpowiedzialność za siebie, i większości są z tego zadowoleni. Bo czują się ważni, istotni, dorośli, no i co najważniejsze to co oni wiedzą o sobie, okazuje się być istotne. Wtedy kiedy terapeuta nie jest ekspertem, klient może opisywać siebie, swoje funkcjonowanie, we własnym języku a nie w takim jaki jest najbliższy terapeucie.

Od samego początku życia otaczają nas eksperci. Na początku to są rodzice, potem nauczyciele, wreszcie pracodawcy. Ekspert zazwyczaj ocenia, gani i mówi jak ma być. Nawet jeśli ten jeden konkretny ekspert tego nie robi, to może wywierać poczucie bycia ocenianym z samej swojej pozycji. Nie widzę powodu aby psychoterapeuta miał się wpisywać w ten korowód życiowych ekspertów. Dla mnie psychoterapia ma przywracać i budować podmiotowość i "eksperckość" od samego siebie.

Żeby nie było że jestem taki mądry i genialny: kiedyś pewien klient pożegnał się ze mną słowami: że on sporo u mnie skorzystał ale ma wrażenie że wygłaszam za mało "komentarzy psychologicznych" i on pójdzie do innego terapeuty. I tak może być. Niektórzy potrzebują ekspertów od samych siebie. Na całe szczęście na psychoterapeutycznym poletku panuje spora różnorodność:-)

Wg mnie, pozycja terapeuty względem pacjenta może się zmieniać, właśnie w zależności od celu terapii i problemu, z jakim przychodzi pacjent.

Częściowo się zgadzam; jednak są pewne założenia bazowe: one wynikają z tego jak widzisz klienta: ja go widzę jako osobę z zasobami, sukcesami, ze zdolnością do radzenia sobie w różnych sytuacjach. Tylko akurat, w danej chwili, w pewnym impasie i kłopocie. To implikuje z kolei to, że pozycja "wiedzącego lepiej" względem niego będzie dla mnie trudno dostępna.

W jakich terminach opisujesz klienta?

Myślę, że już na to odpowiedziałem ale dodam jeszcze jedno: klient nigdy, w moim rozumieniu, nie jest jakimś bytem osobnym. Jest elementem systemu. I czegokolwiek trudnego doświadcza, do tego systemu należy się odwołać aby być dla niego użytecznym.
24.10.2010, 18:33
Agata

Agata
Rakfalska-Vallic
elli
Psycholog,
Psychoterapeuta,
Coach

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Jacku!
Dzięki za takie szczegółowy opis pracy z pacjentami i twoje rozumienie terapii, pacjenta i wzajemnej relacji.
Widzę, że pracujemy w różnych podejściach i nasze założenia są odmienne.

Pojęcie oporu istnieje w historii psychologii od wielu dziesięcioleci, pisze się na ten temat wiele książek. Możesz zmieniać konotację lingwistyczną, ale mi chodziło o sam rdzeń. Jeśli nazywamy to komunikatem, albo oporem, musimy sobie jakoś z tym radzić. I o tą kwestię mi chodziło.

Uważam również, iż pozycja terapeuty względem pacjenta może być zmienna (one-up albo one-down), co nie umniejsza podmiotowości pacjenta i szacunku wobec niego. Bycie ekspertem nie oznacza dla mnie narzucania własnego języka czy swoich racji, bądź odbieranie podmiotowości pacjentowi. Nigdy.
Chodzi o elastyczność terapeuty i umiejętność dostosowania się do oczekiwań pacjenta i celu terapii.

W wielu kwestiach się z Tobą zgadzam.
Uważam jednak, iż dalsza dyskusja jest bezowocna, gdyż każdy chce pokazać swój model pracy. Najważniejsze, że potrafimy pomagać innym, ulżyć ich cierpieniom, oddać odpowiedzialność za własne życie w ich ręce.

ps. Czy zdajesz sobie sprawę, iż pisząc w taki profesjonalny i potwierdzający doświadczenie sposób, potwierdzać, iż jesteś ekspertem w swojej dziedzinie.
Jak wolisz, ekspertem od prowadzenia rozmowy i stwarzania warunków.

Pozdrawiam, :)
24.10.2010, 22:57
Jacek

Jacek W. social media
manager, redaktor

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Agata Rakfalska-Vallicelli:

Pojęcie oporu istnieje w historii psychologii od wielu dziesięcioleci, pisze się na ten temat wiele książek. Możesz zmieniać konotację lingwistyczną, ale mi chodziło o sam rdzeń. Jeśli nazywamy to komunikatem, albo oporem, musimy sobie jakoś z tym radzić. I o tą kwestię mi chodziło.

W moim rozumieniu to JAK coś nazwiesz ma olbrzymie znaczenie.
Uważam również, iż pozycja terapeuty względem pacjenta może być zmienna (one-up albo one-down), co nie umniejsza podmiotowości pacjenta i szacunku wobec niego. Bycie ekspertem nie oznacza dla mnie narzucania własnego języka czy swoich racji, bądź odbieranie podmiotowości pacjentowi. Nigdy.
Chodzi o elastyczność terapeuty i umiejętność dostosowania się do oczekiwań pacjenta i celu terapii.

No i tu się nie zgodzę. Bycie ekspertem to odebranie czegoś klientowi. Zawsze. Jakby się nad tym głębiej zastanowić: to co takiego uprawnia nas do bycia ekspertami? Wiedza psychologiczno - psychoterapeutyczna? Iluś tam klientów którzy się przez nasze profesjonalne życie przewinęło? Ja nie znajduje na to przekonującego wyjaśnienia. Za każdym rogiem czai się na mnie pytanie: "SKĄD TO WIESZ?" :-)


W wielu kwestiach się z Tobą zgadzam.
Uważam jednak, iż dalsza dyskusja jest bezowocna, gdyż każdy chce pokazać swój model pracy. Najważniejsze, że potrafimy pomagać innym, ulżyć ich cierpieniom, oddać odpowiedzialność za własne życie w ich ręce.

Tak jest :)

ps. Czy zdajesz sobie sprawę, iż pisząc w taki profesjonalny i potwierdzający doświadczenie sposób, potwierdzać, iż jesteś ekspertem w swojej dziedzinie.
Jak wolisz, ekspertem od prowadzenia rozmowy i stwarzania warunków.

Ale to zupełnie inne konteksty. Tu się mogę powymądrzać, i spróbować pokazać jaki jestem wspaniały ;-) Gabinet, klient, to zupełnie inna para kaloszy
Pozdrawiam, :)

Ja również :)
24.10.2010, 23:34
Michał

Michał Świeboda psychoterapeuta

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Witam,

"Może niezbyt zgrabnie zadałam pytanie. Oczywiście oczekiwania pacjenta są podstawą. Pytam: Czy wg was rzeczywiście oczekiwania pacjenta wobec rezultatów pomocy psychologicznej są najważniejsze?"

Jak ja miałbym się to tego odnieść to oczekiwania pacjenta są czymś co sprawia, że pacjent zjawia się u specjalisty i prosi o pomoc. Moje doświadczenie jest takie, że te oczekiwania wobec tego co ma przynieść psychoterapia są ważne, ale nie zawsze. Zdarza się, że oczekiwania klienta, lub sposób ich sformułowania mogą być w jakimś stopniu szkodliwe. Np. oczekiwanie, że pacjent chciałby sie dowiedzieć co ma zrobić, czy zmienić aby jego dzieci były grzeczne. A to, że dzieci będą grzeczne nie zawsze jest dobre dla dzieci. Problem tu moze być zupełnie innej natury dotyczący rodziców. Czasem pacjenci oczekują, że np. nie będzie już im tak smutno. A praca, aby nie odczuwać emocji, albo je w jakiś sposób stłumić też może nie być najlepszym pomysłem.

Myśle sobie, że w oczekiwaniach pacjenta jest zawarte źródło cierpienia i kierunek rozwiązania, ale warto spojrzeć, jaka motywacja stoi za tymi oczekiwaniami, czy też jaki bardziej globalny, czy rezultat tego (...) Zobacz więcej
26.10.2010, 10:53

konto usunięte

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Ja (pewnie z braku wiedzy) nie do końca potrafię zaufać psychoterapeutom. Ich narzędziem są przecież słowa. Tylko słowa. "Będzie lepiej" , "weź się w garść" Wiem, wiem są też terapie... Polecono mi CBT ale to wciąz tylko słowa. Chciałabym uwierzyć ale wciąz łatwiej mi łykać tabletki szczęścia... (...) Zobacz więcej
24.11.2010, 01:34
Agata

Agata
Rakfalska-Vallic
elli
Psycholog,
Psychoterapeuta,
Coach

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Iwona Woźniak:
Ja (pewnie z braku wiedzy) nie do końca potrafię zaufać psychoterapeutom. Ich narzędziem są przecież słowa. Tylko słowa. "Będzie lepiej" , "weź się w garść" Wiem, wiem są też terapie... Polecono mi CBT ale to wciąz tylko słowa. Chciałabym uwierzyć ale wciąz łatwiej mi łykać tabletki szczęścia... Nie wiem ..

"A słowo ciałem się stało...."
Moc słów może być ogromna - zależy od tego, kto i jak je stosuje.

Przykłady o których piszesz "Weź się w garść", "Będzie lepiej" bardziej świadczą o niekompetencji psychologa, niż o nieskuteczności działania terapii.

Wiele słów zmieniło bieg historii. Np. "I have a dream" wypowiadane przez M.L. Kinga, czy "nie pytaj co państwo może zrobić dla ciebie, ale co ty możesz zrobić dla państwa", itd.

Zawsze możesz sięgnać po metody, w których ciało jest narzędziem terapeutycznym.
pozdrawiam :)
24.11.2010, 09:10
Michał

Michał Świeboda psychoterapeuta

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Iwona Woźniak:
Ja (pewnie z braku wiedzy) nie do końca potrafię zaufać psychoterapeutom. Ich narzędziem są przecież słowa. Tylko słowa. "Będzie lepiej" , "weź się w garść" Wiem, wiem są też terapie... Polecono mi CBT ale to wciąz tylko słowa. Chciałabym uwierzyć ale wciąz łatwiej mi łykać tabletki szczęścia... Nie wiem ..

Witam, psychoterapia to nie tylko słowa, często elemetem terapi jest doświadczenie, przeżycie czegoś ważnego. Ja w swojej pracy integruje różne modalności psychoterapeutyczne i wierze, że słowa pomagają, ale tylko w części i że prawdziwą zmianę często przynosi doświadczenie na poziomie ciała i wielu psychoterapeutów tak pracuje. A co do tabletek to indywidualny wybór, wielu osobom pomagają i nie czują, żeby jeszcze czegoś więcej potrzebowali.
ps. tego typu słów "będzie lepiej", "weź się w garść" nie usłyszy się raczej od żadnego psychoterapeuty.

Pozdrawiam
24.11.2010, 09:42
Magdalena

Magdalena Szymczyk inspektor, urząd

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

nie potrafię sprecyzować swoich oczekiwań

jestem w totalnym dołku, mam problem zeby utrzymać sę przy życiu, nie daje rady

czy zatem nie mam szans na (...) Zobacz więcej
18.03.2011, 21:11

konto usunięte

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Magdalena Szymczyk:
nie potrafię sprecyzować swoich oczekiwań

jestem w totalnym dołku, mam problem zeby utrzymać sę przy życiu, nie daje rady

czy zatem nie mam szans na powodzenie terapi ???

Zdaje się, że właśnie sprecyzowałaś oczekiwania, chcesz wyjść z dołka, chcesz utrzymać się przy życiu, chcesz dawać radę. To bardzo konkretne oczekiwania na początku...
19.03.2011, 18:49
Roman

Roman Z. import/export

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Agata Rakfalska-Vallicelli:
Witajcie,
Nie jestem terapeutą .Znam się na ludziach z powodu wykonywanej pracy i hobby
Ostatnio na zajęciach rozmawialiśmy o skuteczności psychoterapii. Najnowsze badania (źródeł nie znam. zna je mój wykładowca;) pokazały, iż we wszelkiego rodzaju podejściach terapeutycznych na pierwszy plan wysuwały się oczekiwania pacjenta co do efektów terapii, oczekiwania wobec terapeuty i ogólne jego nastawienie.

W mojej pracy terapeutycznej, zaczęłam ostatnio zwracać uwagę na świadomość pacjenta co do oczekiwanych rezultatów i ogólnej znajomości psychoterapii.
np. zadając pytanie " Dlaczego zdecydował się Pan przyjść, właśnie do MNIE?"
otrzymuję różne odpowiedzi, z których wyciągam wnioski:
- " Przyszłam do Pani ,ponieważ poleciła mi Panią moja znajoma, której Pani pomogła" - Mogę więc założyć, iż nowa klientka jest zmotywowana do pracy i ma nadzieje, że również jej mogę pomóc
- " Znalazłam Pani nazwisko w Panoramie Firm (np.) albo wybrałąm Panią, bo Pani gabinet jest blisko mojego miejsca zamieszkania. " - wtedy wiem, że wybór mnie był bardziej przypadkowy, mniej przemyślany. Muszę więc pracować więcej nad motywacją klienta do zmiany, wykorzystać czasami jego opór wobec zmian, a także podnieść jego oczekiwania.

Powiedzcie, jak wy pracujecie ze swoimi pacjentami.
Czy wg was oczekiwania pacjenta można korzystnie wykorzystać w procesie terapeutycznym?
pozdrawiam
Agata

Agato
Podejście do pacjenta ,który jest z Panoramy Firm,lub miał blisko(neutralne nastawienie) jest o wiele
prostsze moim zdaniem niż do pacjenta z polecenia(wysokie nastawienie)
Zobacz taki prosty przykład :
Idziesz na imprezę z nastawieniem(oczekiwaniem ) zerowym-neutralnym. Jeżeli na tej imprezce jest fajnie
zaczynasz mieć chęć do zabawy i motywację.
Z drugiej strony wysokie nastawianie(oczekiwanie) że będzie fajnie, powoduje duży poziom rozczarowania jeżeli wchodzisz na imprezę na której nie jest tak jak oczekiwaliśmy.
To samo dzieje się z Pacjentami.
ps.
Jak chodzę na imprezy zawsze jest fajnie jak idę z neutralnym nastawieniem
Pozdrawiam ciepło
28.03.2011, 13:01
Ryszard

Ryszard N. właściciel,
terapeuta, Gabinet
Wsparcia Zdrowia
Psychicznego

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

A ja jak chodze na imprezę z fajnym nastawieniem, to bawie sie super, nawet jesli brakuje kanapek i sala do tańca ciasna:)? Może jestem zaburzony...:)?

Ktos inny pewnie bawi sie najlepiej wtedy, jak miał wczesniej doła i
niechetnie udal sie na imprezę, a na niej walsnie odzyskuje cheć do życia.
Chyba zbyt Pan upraszcza złożonosc funkcjonowania człowieka.
To, jak kto sie bawi na imprezie jest uwarunkowane podejrzewam wieloma czynnikami, a nie jedynie nastawieniem czy oczekiwaniem, a porównanie imprezy do sesji psychoterapeutycznej odbieram jako niezbyt celne w kontekście oczekiwań pacjenta wobec psychoterapii (...) Zobacz więcej
28.03.2011, 18:13
Joanna

Joanna Chełmicka INSTYTUT EFT/ trener
/ terapeuta
/właściciel

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Ryszard Niklas:
a porównanie imprezy do sesji psychoterapeutycznej odbieram jako niezbyt celne w kontekście oczekiwań pacjenta wobec psychoterapii i psychoterapeuty.

Chyba, że dobra zabawa na imprezie będzie jednym ze wskaźników skuteczności terapii ;)
28.03.2011, 19:03
Roman

Roman Z. import/export

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Ryszard Niklas:
A ja jak chodze na imprezę z fajnym nastawieniem, to bawie sie super, nawet jesli brakuje kanapek i sala do tańca ciasna:)? Może jestem zaburzony...:)?
Ktos inny pewnie bawi sie najlepiej wtedy, jak miał wczesniej doła i
niechetnie udal sie na imprezę, a na niej walsnie odzyskuje cheć do życia.
I tu właśnie potwierdziłeś moja wcześniejszą wypowiedz.Tylko punkt odniesienia jest inny.
Chyba zbyt Pan upraszcza złożonosc funkcjonowania człowieka.
Jest złożony tylko nie wszędzie.Są miejsca gdzie można upraszczać.Mamy tendencje do komplikowania sobie wszystkiego koncentrując się na problemie.Może warto popatrzeć na rozwiązania.
To, jak kto sie bawi na imprezie jest uwarunkowane podejrzewam wieloma czynnikami, a nie jedynie nastawieniem czy oczekiwaniem, a porównanie imprezy do sesji psychoterapeutycznej odbieram jako niezbyt celne w kontekście oczekiwań pacjenta wobec psychoterapii i psychoterapeuty.
Ryszard własnie w innym temacie rozmawiamy też na temat pokory i niewiedzy,Prawda?
Czytając między wierszami czuje że Twoje ostatnie 2 zdania mocno wyrażają to że my(psychoterapeuci)wiemy najlepiej.
Ps
Jesteś nielicznym rozmówcą z którym można sobie pogadać.
Mam jeszcze takie Pytanie.
Czy istnieją luźne spotkania Twojej grupy zawodowej gdzie taki człowiek jak ja może sobie porozmawiać face to face i wymienić się wiedzą?
29.03.2011, 10:40
Ryszard

Ryszard N. właściciel,
terapeuta, Gabinet
Wsparcia Zdrowia
Psychicznego

Temat: Oczekiwania pacjenta wobec efektów terapii.

Sorry Roman, ale chyba jednak mnie przeceniłeś. Nie nadążam za twoim tokiem i (...) Zobacz więcej
29.03.2011, 20:26



Przeglądaj dyskusje w tej grupie

Setki wypowiedzi

Zobacz o czym się teraz dyskutuje

Pytania i odpowiedzi

Znajdź odpowiedź na swoje pytanie

Wyślij zaproszenie do