Bartosz

Bartosz Gorayski specjalista d.s.
reklamy organizator
imprez firmowych ,
i...

Temat: brzoza drzewo człowieka lasu

Ważnym dla przetrwania drzewem jest brzoza . Kilku moich wschodnich przyjaciół tak ceni brzozy że gdy są akurat w lesie zatrzymują się i obejmują je poklepując okazując cichy szacunek ... kiedy pytałem dlaczego ... odpowiadali ... to drzewo życia ... daje coś do picia ... coś do zabicia głodu ... materiał na rozpałkę , naczynia z kory lub drewna o różnych kształtach , obuwie , miotły , dobre drewno do palenia , nawet oleistą substancję zwaną dziegciem który znajdował kilka zastosowań... tego uczyli ich dziadkowie i ojcowie ... postanowiłem nauczyć się czegoś o brzozach ... słuchałem opowieści ... używałem toporka , noża i dłuta by wyczarowywać wspaniałe rzeczy z brzóz ...

To prawdziwy skarb dla survivalowca, drzewo o wielu zastosowaniach i jedno z niewielu z którego wiosną można uzyskać sok do picia w znacznych ilościach, nadający się również do gotowania .
Wczesną wiosną gdy pojawiają się małe pączki na brzozowych gałązkach tuż pod korą zaczyna się dziać coś niezwykłego , stopniowo pojawia się bogaty w cukry i witaminy brzozowy sok .
O jego szczególnych właściwościach mówi się również w środowiskach medycznych , ponieważ jest pomocny przy leczeniu niektórych schorzeń , również nowotworów .
Aby go pozyskać należy w brzozowym pniu wykonać nacięcie. Nacinamy korę odpowiednio głęboko aż do wilgotnej wewnętrznej warstwy zwanej kambium, a w przypadku skrajnego głodu można zdejmować nożem brzozową korę i strugać mokrą warstwę znajdującą się pod nią do jakiegoś naczynia by ją potem ugotować i zjeść jak makaron . Można zebrać garść brzozowego kambium i włożywszy do ust żuć je jak prymkę tytoniu , żucia tego ostatniego nie polecam nikomu. Brzozowa masa do żucia ma przyjemny zapach i delikatny smak w którym można by doszukiwać się aromatu świeżego ogórka lub niezbyt dojrzałego arbuza . Jest lekko chrupiąca i nieco włóknista lecz w miarę upływu czasu na skutek przeżuwania staje się miękka lecz nadal ma przyjemny dla podniebienia smak . Żucie takiej brzozowej prymki dość dobrze pozwala oszukać pragnienie czy nawet pierwszy głód . Jest jeszcze jedna tajemnica , dobrze przeżutą prymkę z brzozowego kambium można wysuszyć i uzyskać w ten sposób drobno utarte włókna których można użyć potem w charakterze rozpałki do hubki .
Ważne jest, aby wybrać brzozę z której wycieka sok o jak najmniej gorzkawym smaku.
Nieco gorzki smak bywa jedynie na samym początku cyklu wegetacyjnego, później staje się coraz smaczniejszy. Lekka gorycz lub nieco drewniany smak nie stanowi problemu, to nie jest szkodliwe, z upływem czasu po paru tygodniach, lub kilkunastu dniach staje się całkiem smaczny, lub nawet słodkawy. Można wtedy zbierać go całymi litrami, o ile przygotuje się odpowiednio dużo sączków, np. w całym zagajniku. Taki sok to cenne źródło witamin i naturalnych cukrów . Najpewniej to właśnie ten brzozowy napój jako pierwszy dostarczał witamin naszym przodkom po jakże ubogiej w te składniki zimowej diecie . Uważam że to wspaniale że możemy korzystać z pradawnej wiedzy naszych przodków na temat sposobów przetrwania i radzenia sobie w dziczy również w naszych czasach . Elementy tej wiedzy jeszcze nie zaginęły , z prostej przyczyny – wciąż są użyteczne .
Dla mnie moment pojawienia się brzozowego soku jest momentem bardzo szczególnym, praktykuję więc pewien związany z tym ceremoniał każdej wiosny. Moment pierwszego napełnienia naczynia jest wyjątkowy, dla mnie człowieka lasu, to oficjalny koniec zimnej pory roku i związanego z nią uśpienia przyrody, a początek wiosny i eksplozji życia w lesie, wszelakich nieistniejących w zimnej porze roku pięknych zapachów oraz kolorów budzącej się do życia przyrody. Wyprawa do brzozowego gaju jest jak wyprawa do kolebki życia w lesie, gdzie zbiera się mistyczna potężna moc dająca zdrowie i siłę po jakże martwej i ubogiej zimie. Z każdym łykiem brzozowego specjału napełnia mnie jakby nowa energia pobudzająca do działania.
Lecz zanim rozpocznę pierwsze spijanie soku muszę wszystko należycie przygotować.
To zaiste niemal szamańska mistyczna ceremonia, lecz wierzę że jest potrzebna człowiekowi lasu.
Starannie wybieram moment kiedy to sok jest już osiągalny i dostatecznie smakowity.
Następnie konstruuję wysoki podest tuż pod wybraną brzozą, następnie układam na nim specjalny blat z odpowiednio przyciętych gałęzi i kładę na nim płat mchu, po to by położone na nim naczynie zyskało stabilność.
Przed podstawieniem naczynia wykonuję odpowiednie nacięcie i czekam aż wypłynie sok. Następnie mocuję poniżej nacięcia sączek za pomocą żywicy.
Sączek wykonuję prawie zawsze z suchego pędu dzikiego bzu, ponieważ rozcięty wzdłuż da się wydrążyć na kształt rynienki, usuwam po prostu jego gąbczasty miąższ. Nadaje się inne drewno lecz trzeba używać dłutka do drążenia rynienki i nie powinno być to drewno z jakiegoś trującego krzewu . Teraz już wystarczy odpowiednio go przyciąć i zamocować.
Zastosowanie wysokiego podestu ma pewne znaczenie, otóż do gromadzącego się w naczyniu soku po pewnym czasie zaczną się licznie schodzić np. chrząszcze, lub czasem może pojawić się jakieś małe zwierzę. Taka porcja napoju to nie lada gradka zwłaszcza jeżeli urządzenie jest pozostawione bez dozoru na jakiś czas.
Kiedy naczynie się napełni, przystępuję do powolnego wypijania soku przez słomkę wykonaną np. z trzciny lub dzikiego bzu, delektując się owym przysmakiem .
Zdarzyć się może iż niekiedy dość spore krople brzozowego soku wpadając do podstawionego naczynia powodować będą rozpryski, zaradzić temu można poprzez ułożenie na naczyniu np. kawałka świerkowej gałązki, co zadziała jak urządzenie przechwytujące. Krople soku i tak ściekną po igliwiu do naczynia, ale już bez rozprysków.
Przekonałem się że naczynia wykonane z drewna tzw. dłubanki lub skrobane wypalanki nadają napojowi specyficznego niepowtarzalnego smaku , jedynego w swoim rodzaju . Lubię takie spore drewniane kubki i korytka .
Po zakończeniu zbiorów należy oczywiście wszystko uprzątnąć .
Ważne jest by nie zostawiać dziury w brzozowym pniu , ja zawsze staram się starannie zakleić otwór używając choćby ciepłej elastycznej sosnowej żywicy . Jeśli wywiercamy jakiś otwór w brzozowym pniu lub wydłubujemy go za pomocą dłutka , to w tak powstały otwór da się później wbić kołek który szczelnie zamknie otwór . Taki drewniany kołek powinno się wystrugać ze świeżego drewna i starannie wbić go np. płaską stroną głowni toporka . Jeżeli kołek zbyt wystaje , to trzeba sięgnąć go kieszeni po nasz uniwersalny scyzoryk i użyć piły by dociąć kołek niemal na równo z pniem . Taki zabieg zabezpiecza drzewo przed różnymi infekcjami i grzybami . Wyciekający stale brzozowy sok zawiera cukry , które sprzyjają rozwojowi różnych pleśni ponieważ po pewnym czasie następuje fermentacja .

Co jeszcze można uzyskać z brzozy ? Można wykorzystać jej białą korę, złuszczające się z czasem kawałki kory są łatwe do oderwania, i stanowią doskonałą wręcz rozpałkę. Skrobana nożem brzozowa kora po białej stronie złuszcza się w drobne kłaczki i bardzo łatwo ją zapalić nie tylko jedną zapałką ale i iskrą z ,,fabrycznego,, krzesiwa .
Ma ona wielką zaletę, a mianowicie pali się nawet wtedy kiedy jest wilgotna. Dzieje się tak dzięki zawartym w niej substancjom żywicznym, więc zawsze warto zbierać korę z brzóz do rozpalania ognisk o każdej porze roku. Związane ze sobą w pęk świeże gałązki brzozy stanowią dobrą miotłę przydatną do zamiatania obozowiska . Ociosane młode brzózki stanowią dobry materiał na łuk dzięki swojej elastyczności i włóknistej strukturze .
Zaawansowani survivalowcy wykonują naczynia z brzozowej kory , odpowiednio ją formując ponieważ przypomina ona tekturę, uprzednio starannie ją zdjąwszy przy pomocy noża. Lecz nowicjusze powinni dać raczej brzozom spokój i bez potrzeby nie obdzierać ich z kory, to wymaga bowiem wielkiej wprawy i doświadczenia.
Niewątpliwą ciekawostką dotyczącą naczyń wykonanych z brzozowej kory jest to , że nadają się również do tego , by można było zagrzać w nich wodę , wstawiając takie naczynie w żar paleniska.
Naczynie się nie zapali o ile nie ogarną go płomienie i nie sięgną powyżej poziomu wody . Można zapobiec zapaleniu się naczynia zaginając je , i formując je tak , by do wewnątrz skierowana została biała kora . Przed przystąpieniem do formowania takiego naczynia warto jest oczyścić przy pomocy noża powierzchnię takiej kory z łuszczących się białych kawałków , ostrożnie by nie zrobić żadnej dziury. Brzozowa kora jest bardziej podatna na gięcie jeżeli uprzednio namoczy się ją w wodzie i podgrzeje przy ognisku. Można odpowiedni jej kawałek gotować przez pewien czas w wodzie w celu zmiękczenia , co znacznie ułatwi późniejsze formowanie .
Kawałek brzozowej kory wycięty i następnie okrojony nożem do wymiarów kartki z zeszytu , nadaje się do prowadzenia na nim zapisków np. przy pomocy kawałka węgla drzewnego .
Wracając jeszcze do opowieści o zbiorach brzozowego soku , dodać muszę iż czasem zdarzyć się może że zbierać go przyjdzie w chłodny jeszcze dzień . Zatem i zebrany brzozowy sok będzie zimny , więc łatwo będzie nabawić się za jego pomocą np. bólu gardła jak i za sprawą picia każdego innego zimnego napoju . Kiedy zdarza mi się że zbieram brzozowy sok właśnie w chłodny dzień , zawsze najpierw zaczynam swoje poczynania od rozpalenia ogniska i zrobienia kuchni polowej , czyli wieszaka na menażkę . Pierwszą porcję soku kosztuję i gdy jej smak przypadnie mi do gustu zawieszam nad ogniem w odpowiednim naczyniu . Bardzo ważne jest , by takiego płynu nie zagotować a jedynie podgrzać ponieważ zawarte w nim witaminy mogły by ulec zniszczeniu na skutek obróbki termicznej . Do napoju można dodać drobno pokrojone sosnowe igliwie by otzymać wonny napar , rodzaj herbatki wzbogaconej w witaminy . Ma specyficzny posmak ale można go polubić . Bywa chłodno taka pogoda często się zdarza wczesną wiosną i nie warto ulec złudzeniu że już jest ciepło . Słońce zachodzi czasem za chmury i robi się chłodniej . Spotkałem się także z określeniem przenikliwej pogody , co najpewniej oznacza ułudę ciepła spowodowaną tym że Słońce często się pojawia pomimo trochę zachmurzonego nieba . Nie zmienia to jednak faktu iż wciąż jest ostre jakby trochę górskie powietrze i chłodna ziemia . Do tego wszystkiego może dojść jeszcze wszechobecna wilgoć jako pozostałość po wiosennych roztopach . Leśna ściółka z wierzchu może być sucha , ale tuż pod nią jest przecież zimna i wilgotna gleba .
Noszenie drewna i doglądanie zbiorów brzozowego soku może trochę znużyć , więc warto usiąść i trochę wypocząć , rozejrzeć się wokół , powdychać głęboko leśne świeże powietrze i spokojnie napić się ciepłego życiodajnego brzozowego specjału

Dla mnie to także chwila na refleksję , wyciszenie się i zastanowienie się nad tym co może przynieść nowy sezon . Rozmyślam nad tym czego nie zdołałem z różnych przyczyn dokonać i planuję jak powrócić do owych zamierzeń . Człowiek lasu powinien rozmyślać nad swoimi poczynaniami i planować je zgodnie z odwiecznym zwyczajem uwzględniającym aktualną porę roku i związane z nią możliwości . Prawa natury dyktują poniekąd co można pozyskać z otaczającego nas świata , a na co trzeba jeszcze zaczekać . Tak więc wiosna to dobra pora na zbiory brzozowego soku , zbieranie wyśmienitych młodych pokrzyw i innych jadalnych roślin , które o tej porze roku są najsmaczniejsze i delikatne . Pierwsze ciepłe dni przynoszą ożywienie w przyrodzie , ale sztuką jest umiejętność obserwowania tego wszystkiego . Zaiste nie lada umiejętnością jest przenikanie do świata przyrody , czerpanie z niej życiowej energii i jakby zlewanie się z otoczeniem by nagle gdy dostrzeże się pierwszego motyla dostrzec magię sztuki przetrwania , w której to można odnaleźć także elementy filozoficzne . Trudno o brak refleksji i przemyśleń gdy patrzy się na otaczający nas świat z punktu widzenia leśnego człowieka . Zdradzę wam jedną z moim zdaniem najtrafniejszych myśli jakie zdołałem zapisać w chwili mojego leśnego zadumania, gdy siedząc pod kwitnącym akurat sporym krzewem patrzyłem na jego białe płatki kwiatów które poniesione podmuchem wiatru umykały w zarośla . Porównałem owe płatki kwiatu niesione wiatrem do istnień ludzkich począwszy od początku ich życia gdy są jeszcze małymi pączkami , poprzez moment ich wzrostu i kwitnienia w kwiatostanie , i dalej gdy pewnego dnia odrywają się i opuszczają kwiatostan . Wiele kwiatostanów na wielu gałązkach symbolizowało pewne odmienności , różne miejsca zamieszkiwania , pochodzenia , pewną odległość i nieznajomość . I oto wiatr ponosi płatki , wiatr to symbol kolei losów jakże różnych dla każdego i prawie kompletnie nie przewidywalnych . Aż tu nagle gdzieś w połowie drogi do ziemi dwa płatki spotykają się i przez parę chwil szybują razem . Może to symbol związków między ludźmi , a może i innymi istotami , nie można przewidzieć jak długo poszybują połączone razem i kiedy się rozdzielą , kiedy i który płatek spadnie pierwszy na ziemię i jak długo jeszcze ten drugi pozostanie w powietrzu ?. Czy spotka jeszcze jakiś inny płatek ?, a może już nie i także zacznie swoje podejście do lądowania , ale czy będzie ono majestatyczne i powolne czy szybkie jakby płatek chciał już szybko dołączyć do swojego towarzysza . To właśnie jest nie przewidywalne , bo nie przewidywalna jest natura człowiek nie ma nad nią władzy , są jednak tacy którzy się z tym nie zgodzą , ale nad czym mieli by mieć władzę ?. Chyba jedynie nad pilotem do telewizora . Uważam , że żeby żyć w świecie przyrody trzeba nauczyć się sztuki rozumienia otaczającego nas świata i okazywać szacunek dla niego , w tym przypadku szacunek i pokorna postawa to jak uwicie gniazda , wygodnego i bezpiecznego .
Pisałem o kwiatach i ich płatkach bo wiem jak ulotne może być piękno i życie . Wiem jak może potoczyć się los tych którzy w pewnych momentach dokonali wyborów nie zawsze trafnych lub z jakiś powodów wyborów zaniechali . Ulotność i przemijanie to jedno z praw natury , więc nie wolno czekać i należy uczyć się pięknego świata przyrody poprzez doświadczanie kontaktu z nim . Trzeba czerpać pełnymi garściami radość życia dopóki jest zapał i siła.
Wiosna to czas kwitnienia i wzrostu życia w przyrodzie , a człowiek lasu powinien nauczyć się czerpać z tego ową potężną siłę i zdrowie . Wyjdźcie na szlak bo wciąż jeszcze możecie , życzę wszystkim wielkiej zachłanności w poznawaniu otaczającego nas świata . Znacznie we wszystkim może pomóc umiejętność cieszenia się nawet drobnymi rzeczami , tym że widzi się wokół latające owady , tym że można znaleźć piękny okaz grzyba lub można czerpać radość z możliwości wygrzewania się na oświetlonej Słońcem polanie .
Ważne jest także by cieszyć się wszystkim tym co mamy , nawet jeżeli nie mamy wiele .Bartosz Gorayski edytował(a) ten post dnia 03.01.08 o godzinie 20:49
3.01.2008, 20:43
Jerzy

Jerzy B. always lead don't
follow

Temat: brzoza drzewo człowieka lasu

Uła.. no toś panie dorzucił (...) Zobacz więcej
3.01.2008, 22:00

konto usunięte

Temat: brzoza drzewo człowieka lasu

Jerzy Bielecki:
Uła.. no toś panie dorzucił do ognia..

Ale za to interesujaco.
3.01.2008, 22:42
Jerzy

Jerzy B. always lead don't
follow

Temat: brzoza drzewo człowieka lasu

przeca nie mówię (...) Zobacz więcej
3.01.2008, 22:47

konto usunięte

Temat: brzoza drzewo człowieka lasu

Jerzy Bielecki:
przeca nie mówię że nie ;)

A ja nie twierdze ze tak. Tak tylko wiesz jak to tak zabrzmialo :]
3.01.2008, 23:12
Przemysław

Przemysław F. Survivalowa
przyjemność
fotografii

Temat: brzoza drzewo człowieka lasu

Kolega Bartosz przywalił tu piękną prozą....
długo to czytałem, podobał mi się styl chociaż mało treści i temat taki już kiedyś stworzyłem ;).

Ale kolega ma dar i powinien takie ładne opowiadanka "z leśnego życia" pisywać :)

a jeśli chodzi o brzozę to planuję na wiosnę nauczyć się (...) Zobacz więcej
4.01.2008, 10:40
Bartosz

Bartosz Gorayski specjalista d.s.
reklamy organizator
imprez firmowych ,
i...

Temat: brzoza drzewo człowieka lasu

... kiedyś widziałem takie butki ... wyplecione z brzozowych pasków ... do tego tradycyjna onucka z materiału ... takich też (...) Zobacz więcej
4.01.2008, 22:25
Bartosz

Bartosz Gorayski specjalista d.s.
reklamy organizator
imprez firmowych ,
i...

Temat: brzoza drzewo człowieka lasu

... tak się rozpisałem , coś ostatnio mnie naszło , fajnie jest czasem zająć się czymś innym , ja postanowiłem powspominać ... a czy tam ,,treści ,, jest mało kolega Przemysław pewnie ma rację -)... chodzi o wspomnienie opowieść ... widziałem że kolega Przemysław lubi fotografować to bardzo dobrze ... np. indianie wierzyli że fotka to coś magicznego ,jest w niej zaklęta chwila ,coś tak ulotnego przecież , fajne podejście ... podobnie jest ze wspomnieniami tymi fajnymi zwłaszcza , a bogaty jest ten kto je zapamiętuje ...
... nie załączamy fotek przecież a szkoda ... moje opowieści były by barwniejsze innych także ... fajnie jeśli się o czymś opowiada i można (...) Zobacz więcej
4.01.2008, 22:41
Przemysław

Przemysław F. Survivalowa
przyjemność
fotografii

Temat: brzoza drzewo człowieka lasu

tak, lubię fotografować i uważam to za dużo ciekawsze niż filmowanie, wlaśnie tak zatrzymuje się chwilę.....lub (...) Zobacz więcej
5.01.2008, 09:45
Bartosz

Bartosz Gorayski specjalista d.s.
reklamy organizator
imprez firmowych ,
i...

Temat: brzoza drzewo człowieka lasu

.... no to dobrze .... -)Bartosz Gorayski edytował(a) ten post dnia 05.01.08 o godzinie 13:44
5.01.2008, 13:32
Bartosz

Bartosz Gorayski specjalista d.s.
reklamy organizator
imprez firmowych ,
i...

Temat: brzoza drzewo człowieka lasu

Bartosz Gorayski:
... ja też lubię fotografować ... i ludzi których uważam za ważnych ... powinno się robić dużo fotek ... fotki z różnych miejsc ... chwil ... doskonale to kolega ujął ... zatrzymać chile ... -) i nie zawsze chodzi tu o ładne widoki ... ale i o emocje , uczucia , chwile w których coś się przeżywa ...
5.01.2008, 13:42

konto usunięte

Temat: brzoza drzewo człowieka lasu

Bartosz Gorayski:
... kiedyś widziałem takie butki ... wyplecione z brzozowych pasków ... do tego tradycyjna onucka z materiału ... takich też nie robiłem ...
Chciałbym kiedyś wykombinować sobie zacny plecaczek z pasów kory brzozowej (lub łyka) : Kołchozowy plecak
Kiedy w autobusie podmiejskim jego twardy róg boleśnie wciska wam się w pierś albo w bok nie kłóćcie się, lecz dobrze mu się przypatrzcie, temu plecionemu z łyka koszowi na szerokim starganym brezentowym pasie. Do miasta wożą w nim mleko, ser, pomidory za siebie i za dwie sąsiadki, z miasta pół setki długich bułek na trzy rodziny.
Jest pojemny, trwały i tani, ten babski plecak, nie mogą się z nim równać jego różnokolorowi sportowi bracia z kieszonkami i błyszczącymi sprzączkami. Mieści taki ciężar, że nawet przez waciak nie wytrzymuje nawykłe chłopskie ramię wpijania się jego pasa.
Dlatego też wymyśliły baby taką modę: zarzucają łubiankę na plecy, a pas przeciągają sobie przez głowę. Wtedy ciężar rozkłada się równomiernie na oba ramiona i piersi.
Bracia! Nie mówię: przymierzcie taki koszyczek do pleców. Ale jeżeli was potrącili weźcie taksówkę.

Aleksander Sołżenicyn
20.05.2008, 14:41



Przeglądaj dyskusje w tej grupie

Setki wypowiedzi

Zobacz o czym się teraz dyskutuje

Pytania i odpowiedzi

Znajdź odpowiedź na swoje pytanie

Wyślij zaproszenie do