Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie


Obrazek
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki (ur. 1962) – autor tomów poetyckich: „Nenia i inne wiersze” (1990), „Peregrynasz” (1992), „Młodzieniec o wzorowych obyczajach” (1994), „Liber mortuorum” (1997), „Przewodnik dla bezdomnych niezależnie od miejsca zamieszkania” (2000), „Przyczynek do nauki o nieistnieniu” (2003), „Daleko stąd zostawiłem swoje dawne
i niedawne ciało” (2003), „Dzieje rodzin polskich” (2005), „Poezja jako miejsce na ziemi" (2006), „Piosenka o zależnościach i uzależnieniach" (2008). Laureat Nagrody Literackiej im. Barbary Sadowskiej (1995), Nagrody Niemiecko-Polskich Dni Literatury w Dreźnie (1998), Nagrody Literackiej Gdynia (2006, 2009), Hubert Burda Preis (2007), Nagrody "Nike" (2009). Mieszka w Warszawie.

Piosenka utracjusza

powiadają iż teraz sprzedaje chryzantemy
i świeczki pod murami lubelskich cmentarzy
wieczorem przepija wszystko co zmarli
wytargowali dla jego handryczących się chłopców

więc przepuszcza wszystko co zmarli wyciągnęli
od przechodniów (przechodniu nie daj się prosić)
dla jego pewnie zmarłych chłopców choć tylko nieliczni
wierzą dzisiaj w światło które zostawiamy po sobie

wtedy też śpiewa piosenkę na Placu Litewskim
którą tutaj zechcę powtórzyć: „o Leonardo o Leonardo
nie wstydziłeś się chodzić z czerwoną kokardą
we włosach i bawić się ze mną jak z pieskiem”

Waleta

przez pięć kolejnych dni
nie usłyszą o mnie albo będą mówić
jako o umarłym i cieniem moim
bawić się przy świecach

przez pięć kolejnych dni będą opowiadać
jak bardzo byłem nieprzystępny za życia
i że broniłem się przed śmiercią w ciepłych
ramionach starców z Farbiarskiej

to będzie smutna opowieść o chłopcu
ze skradzionym słonecznikiem i szesnastu
tego dnia skradzionych książkach
i o tym jak się ów chłopiec rozmiłował

w słoneczniku gdy przyszła noc
po swoje ziarno

Inskrypcja

na lubelskim cmentarzu
jest tak 26 listopada
1985 roku zmarł młodzieniec
młodzieniec ten miał imię

ze snu a kto
ma imię ze snu
temu się nie dłuży
rozmowa z Panem

Patrz też w tematach: Szpital, Śmierć, Poetyckie newsy, Modlitwa, Moja biblioteka, Pożegnania, ostatnie słowa..., Najpiękniejsze łąkiTen post został edytowany przez Autora dnia 22.10.13 o godzinie 18:55
8.09.2008, 10:53
Jolanta

Jolanta Chrostowska-Sufa Redakcja, korekta,
adiustacja, zlecone
teksty autorskie,
...

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie

Bartosz Muszyński (1974) – poeta i tłumacz. Mieszka w Słupsku.

Poezje:
Języki obce (1999)
Kajmany (2000)
Gwiazdobloki (2001)
Lane Limbo (2002)
meine kleine babylon (2006)


Obrazek


świat. wersja dla początkujących

Świat cały niebezpiecznie
uproszczony – we wnętrzu pustej
prawie paczki papierosów, we wnętrzu
autobusu, który kradnie ci
życie, bo się najpunktualniej w świecie
spóźnia, kiedy i tak zabrakło czasu.

Świat cały wyświetlony
na perełkowym ekranie, cudownie
miękkie fotele, popcorn, cola,
stereo – wszystkie te kusząco obce
wyrazy, które definiujesz, i to
poczucie ruchu w ciemności stop-klatki.

Świat cały zasłyszany
w poczekalni, na kilka minut zanim
wydarzy się śmiertelnie niepotrzebne
zdarzenie, o którym donosi właśnie
jutrzejsza prasa – ten świat ma się nieźle,

a ty?

z tomu Kajmany

wierszyk naiwny

przedszkole, pora powrotów. mała
dziewczynka wręcza ojcu rysunek i – z dumą
- mówi: sama narysowałam, tato. tato
nerwowo patrzy na zegarek (dosyć
udana podróbka Rolexa) i odpowiada:
no, ślicznie. uściskałbym cię,
ale nie mam czasu.


z tomu Lane LimboJolanta Chrostowska-Sufa edytował(a) ten post dnia 09.09.08 o godzinie 19:20
9.09.2008, 19:16
Jolanta

Jolanta Chrostowska-Sufa Redakcja, korekta,
adiustacja, zlecone
teksty autorskie,
...

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie

Agnieszka Lisak
Ma 33 lata, z wykształcenia jest prawnikiem. W 1999 roku dzięki pomocy Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w Krakowie oraz Urzędu Wojewódzkiego ukazał się jej debiutancki tomik wierszy Uliczka do nieba (Baran i Suszczyński). W czerwcu 1999 roku została uhonorowana Stypendium Twórczym Miasta Krakowa. W latach 1996-2002 występowała ze swoją poezją w Piwnicy pod Baranami. W latach 1996–2001 była członkiem Koła Młodych przy Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich – oddział w Krakowie. Jest lureatką 10 ogólnopolskich konkursów literackich.


Obrazek


Oto leżymy obok siebie

Oto leżymy obok siebie
jak dwa upadłe anioły
cali w piórach
z rozdartej poduszki
tak nagrzeszyliśmy
że nawet święty uciekł z obrazka
a cienie przerażone
po angielsku zniknęły o świcie


bo znów wodziłeś mnie na pokuszenie
swoim ciałem
znów nocą odważyliśmy się wtargnąć do raju
by garściami rwać jabłka
znów zgubiliśmy nasze listki figowe

Pamiętnik poety


08.10.2002

Dziś byłam w muzeum
spotkałam Mona Lizę, Zuzannę w kąpieli i Barabasza
Ikarowi co właśnie wpadał do morza
po kryjomu wyrwałam pióro ze skrzydeł
może nim coś napiszę.

22.10.2000

Wczoraj po głowie chodził mi J.K.
gdy zaczęłam o nim myśleć
nie mogłam skończyć aż do rana
- erotyk nie dawał mi zasnąć.


13.11.2000

Dziś byłam w kościele
zaglądałam w pokutujące oczy Magdaleny
odnalazłam w nich siebie
św. Paweł znów groził mi palcem
przez chwile siedziałam z Chrystusem
przy ostatniej wieczerzy.


23.12.2000

Miesiąc temu kupiłam sobie psa
nazywa się Marcel
śni o cielęcych z kością
bez kartek
trzy razy dziennie wyprowadza mnie na spacer
ma dwie lewe łapy
wszystko nimi strąca
i depcze moje wiersze.


17.01.2001.

Dziś w lustrze
oglądałam swoją twarz
zmarszczka zmarszczkę zmarszczką pogania
a w każdej jedna troska.
Znów zapłakałam wierszem.Jolanta Chrostowska-Sufa edytował(a) ten post dnia 09.09.08 o godzinie 23:20
9.09.2008, 22:37
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie


Obrazek
Tadeusz Żurawek (ur.1960) – autor tomików poetyckich: „Iluminacje” (1990), „Wiersze” (1991), „Pobocza” (2008), "Labirynt" (2010), "Dookoła" (2012).
Jego wiersze były drukowane też w chicagowskim miesięczniku "Dwa końce języka" (1994), periodyku "Cała Jaskrawość" (1995), "Almanachu Wałbrzyskim". "Literaturze
i fotografii" (1997), a także prezentowane na antenie Polskiego Radia Wrocław. Stale współpracuje z „Gazetą Pieszycką”. W 2009 roku Nowosolskie Alternatywne Stowarzyszenie Artystów TERMINUS A QUO wystawiło spektakl teatralny pt. „Ta pieśń nie będzie miała końca”, oparty na jego utworach poetyckich.

* * *

daj Gór trochę użyć
na odkupienie win własnych
i tej małej co zawsze mi wierzyła
samotności do oczu nieb niemych
wędrującej - tam inaczej wiatr szumi
ziemia lekka do przejścia dogodniejsza
łagodności Gór daj trochę odczuć
chwili rozumienia gdy wszystko z wszystkim
się zlewa i nic nie jest poza mną
oprócz mnie samego
ptasie loty liścia zieloność
twardość kamienia
nie zwódź nie prowadź do
twarzy tak wielu
bo dość już błądziłem
z tą dziurą obok głowy
z raną zamiast serca

In Memoriam

Marcjanna wśród jesieni
opatrująca chore wiatry
pośród bezsennej nocy
paląc 25 papierosa jak również 32
gdy świt rani powieki
gdy mały ptaszek ćwierka jej imię
gdy fotografia parzy oczy
gdy filozofia jest zgniłą literą
gdy słowa wymykają się chyłkiem
i nie chcą powrócić
w zapachu kawy i tymianku
w smudze błękitnej mgiełki
w tym czym mogłem być
a nigdy nie byłem
na tej brudnej ulicy pod
zawsze obcym niebem
ślepy bardziej niż
kret na emeryturze

nie chcę cię dzielić z nikim
nie chcę cię zapomnieć

Koda

Obudzisz się rano i będzie mgła.
Jak zwykle podejdziesz do okna i
na parapet nasypiesz ziarna.
Skulona staniesz za firanką,
czekając na ptaka.
Jak zwykle, po dwudziestu niepewnych minutach,
przyleci ten sam rudy gołąb i przekrzywiając
komicznie główkę, co zawsze trochę cię
śmieszy, zacznie dzióbkiem zbierać......
Zadowolona pójdziesz potem do sklepu.
Jak zwykle kupisz mleko i bułkę,
wlejesz mleko do miski, nakruszysz bułki
postawisz to na środku korytarza, sama
wtulisz się w ciemny kąt pod schodami.
Kot przybiegnie chyłkiem, wsadzi głodny pysk
do miski i zacznie pośpiesznie chłeptać.
Jak zwykle nie pozwoli ci się pogłaskać,
miłośnie spojrzysz na jego wyprężony ogon,
przegryzając górną wargę.
Te same dzieci w tej samej szkole.
Te same plotki w tym samym od dziesięciu
lat pokoju nauczycielskim.
te same popołudnia z tym samym tępym
bólem głowy, stertą zeszytów, armią
papierosów, litrami kawy lub telewizorem.
Ta sama samotność z tym samym dniem
spowitym szarością.
Jak zwykle noc nie przyniesie ulgi,
a tylko zapomnienie.

z tomiku "Wiersze" 1991

Aspazja

stara kobieta dla której
nikt nigdy nie napisał
żadnego wiersza położyła się
w parku na ławce
wyginając grzbiet w kierunku słońca
niczym wytrawny adept yogi
przez kilka długich upalnych godzin
potrafi zachować niezmienność
swej pozycji
przysiadłem nieopodal niej
na ławce pod rozłożystym dębem
studiując w zapamiętaniu
dzieło Krishnamurtiego mówiące
o przebudzeniu świadomości

z tomiku "Pobocza", 2008

Inne wiersze Tadeusza Żurawka w tematach: Angelologia i dal..., Nasze publikacje, Pocztówki poetyckie, Zaśpiewam ci pieśń, Dotknij mnie..., Przypowieść, Miniatury poetyckie, s. 7, s. 8, Samotność/W labiryncie życia i poezji, Modlitwa, Żydzi, judaizm
i kultura żydowska w poezji
, Wiersze na każdy dzień tygodnia, Człowiek i jego charakter
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 03.04.12 o godzinie 13:57
27.10.2008, 09:44

konto usunięte

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie


Obrazek

Marcin Świetlicki (ur. 1961) – uważany za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli tzw. pokolenia brulionu. Autor tomów poezji: „Zimne kraje” (1992)), „Schizma” (1994), „Zimne kraje 2” (1995), „Berlin” (1995), „37 wierszy o wódce i papierosach” (1996), „Trzecia połowa” (1996, 2005, 2007), „20 niezapomnianych przebojów i 10 kultowych fotografii” (1996), "Zimne kraje 3” (1997), „Stare chłopy prowadzą rowery na techno” (1998), „Pieśni profana” (1998), "Schizma" (1999), „Czynny do odwołania” (2001), „Wiersze wyprane” (2002, 2005, 2007), „49 wierszy o wódce i papierosach” (2004, 2006, 2007), "Trzecia połowa" (2005, 2007), „Muzyka środka” (2006), „Nieoczywiste” (2007)

Świerszcze

Powiedziałem: znam takie miejsce,
gdzie przychodzą umierać koty.
Zapytałem: chcesz je zobaczyć?
Odpowiedziała: nie chcę.

Powiedziałem: jest czyste i ważne.
Powiedziałem: jest jasne i pierwsze.
Zapytałem: chcesz je zobaczyć?
Odpowiedziała: nie chcę.

Powiedziała to w taki sposób,
że musiałem odwrócić się od niej.
Od tamtej pory
powoli
zbliżam się do wyjścia.

Poranna parafia

Podłogi, z płaszcza łóżko, a ze swetra kołdra.
Dumnie sierść zwierząt domowych noszona
na ubraniach człowieczych, uzezwierzęcenie
ładne i delikatne, zwierzenia przezsenne.

Tu jest moja parafia, tu jest mój kontynent.
Pierwsze słońce wbrew starej, czarnej, twardej zimie.
Tu jestem ja, mężczyzna, nie mam już powodu,
by się więcej ukrywać wobec słońca wschodu,

wobec kamienic, wobec kobiet, wobec
tego, do czego trzeba do wieczora dobiec.

Z martwych

Nowe życie wymaga nowych kobiet. Oto
wyobraźnia już tłoczy obrazy pośladków,
klęsk, brudnych nóg i włosów,
piegów, kosmetyków.

Nowe życie i wiele rozmów typu "martwię
się o ciebie", odbytych po to, by sumienie
nasycić, nowe życie, noc wypiera noc, pogrzeb
na wyścigi z pogrzebem.

Kiedyś się zdecyduję, teraz jeżdżę, nie wiem,
wrócę, jeżeli spełni wreszcie się
mój jedyny warunek, skoro prawa nie mam
do stawiania warunków, postawię sam sobie

wódkę, warunek wysłowię, nie usłyszę go.

Jechać

Pięknie Pan Adam Zagajewski powraca do Miasta.
Opiewać piękno. Władysław Majcherek
obraca się. A Miasto jest pojemne bardzo.
Wkrótce przyjadą Wszyscy.

Wszystko, ma się rozumieć, wszystko jak należy.
Wszystko koliście. Są Groby Królewskie,
Noblistki i Nobliści. Więc po to poezja -
pisarz-rezydent i creative writing.

Pięknie Pan Adam Zagajewski potężnieje, pięknie,
w lusterku auta autor. A

skoro się powiedziało)

Inne wiersze Marcina Świetlickiego w tematach:
Nihilizm (papierosy i wódka, zło i brzydota), Cóż jest piękniejszego niż (wysokie) drzewa..., Śmierć,Światło, Magia kina, s. 2, s. 4, W wynajętych pokojach, Poezja kolei żelaznych, Być poetą..., Błędne koła rowerów..., Mój świat, Łaska przebaczenia, Wybory, Wiersze na każdy dzień tygodnia, Ameryka wczoraj i dziś, Dom, Autoportret
w lustrze wiersza
/Imiona w poezji, Wiersze na każdy dzień tygodnia, Dziecko jest chodzącym cudem..., Na falach eteru, czyli poezja i radio, Czynności i zajęcia, poza pisaniem wierszy, s. 1, s. 3, To (nie) jest rozmowa na telefon..., Wiersze jak kartki
z pamiętnika
, Metamorfozy, Homo automobilus..., Wulkany: wewnętrzny żar bierności, Patologia wokół nas/Z wyspy Lesbos i nie tylko..., Kalendarz poetycki na cały rok, s. 16, s. 17
Marek F. edytował(a) ten post dnia 30.01.12 o godzinie 09:57
30.11.2008, 09:43

konto usunięte

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie


Obrazek


Mariusz Parlicki (ur. 1974) – poeta, prozaik i krytyk literacki, absolwent teatrologii na UJ, doktor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki w szkołach wyższych
w Krakowie i Kielcach. Jako poeta debiutował w 1990 r. w „Gazecie Radomskiej”, publikował m. in, w „Magdalence Literackiej”, „Prowincjach Literackich”, „Poezji Nowej”, „Zeszytach Poetyckich”. Wydał tomy wierszy: „Kasyno życia” (1993), „Hamlet współczesny” (1996), „Kij w mrowisko” (1997), „Podszepty chwili” (1997).

Czyżby ucieczka donikąd?

niech Las Ardeński nas osłoni
przed więzieniami miast i państwa
zimnych mrówkowców podłych ulic
i ludzi niech tu nie dopuści
bo im wyrosną kły zawiści
niech Las Ardeński nas otuli
jak matka dzieci gdy zbłąkane
wracają by na jej kolanie
usłyszeć to bezwarunkowe słowo
co znaczy jesteś ważny za to że jesteś
kiedy jesteś
niech Las Ardeński snu i duszy
nie ogołoci mroźny podmuch
niech nie opadnie liść nadziei
i nie pożółknie jak samotność
i niech nie chrzęści pod stopami
jak starość którą depcze życie
niech Las Ardeński nas ocali
to znaczy zbawi zamknie w sobie
przed stadem sępów społeczeństwem
co rwie na strzępy wszystkich wszystko
gdzie Las Ardeński
usechł przysnął
gdzie szukać pytam
gdzie drogowskaz
czy był
czy znajdę
czy pozostał tylko na kartkach
i w marzeniu
co się z nim stało
nie
nic nie mów

Liryk o pewnym ziarenku

to ziarenko
mała złota kuleczka
ciepła nadzieją szczęścia
kiełkuje

pączki
jak zachwyty nad światem
wybuchają
świeżością liścia

to ziarenko
mała złota kuleczka
pęcznieje jak gąbka
oddechem
słowem
gestem

z wodospadu oczu
spija krople spojrzeń

to ziarenko
mała złota kuleczka
wydało kwiat

jeszcze go nie nazwałem
bo jak mam nazwać imię
na wdechu zachwytu

Hamlet spóźniony

od chwili
gdy opuścił w bólach łono matki
uświadamiano go
że jest spóźniony

do żadnej rzeki
nie wstąpił dwa razy
a do niektórych
ani razu

nieustannie przegrywał wyścig
z oszalałym zegarem życia

spóźnione myśli
artykułował w próżnię

miłości zbyt długo nieuświadomione
obracały się przeciw niemu

zmęczenie
wypierało jago zapał

i tylko śmierć
czekała na niego za rogiem

Inne wiersze Mariusza Parlickiego w tematach: Theatrum mundi (teatr świata),
Poezja codzienności, Poeci poetom, Samotność, Trudne pytania, Ta nasza młodość, Łzy, płacz, rozpacz..., S. O. S. dla naszej planety..., O przemijaniu..., Portret (super) męski, Kobiecy portret, Inspiracje, nawiązania i parafrazy poetyckie, W świecie wróżb, zaklęć i sił tajemnych, Wątki szekspirowskie w poezji, Moskaliki, Limeryki, limeryki...
Marek F. edytował(a) ten post dnia 31.01.11 o godzinie 10:43
15.01.2009, 12:46

konto usunięte

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie


Obrazek


Ewa Sonnenberg (ur. 1967) – autorka tomów poezji: „Hazard” 1995 (nagroda
im. Georga Trakla), „Kraina Tysiąca Notesów” 1997, „Planeta” 1997, „Smycz” 2000, „Płonący tramwaj” 2001, 2006, „Lekcja zachwytu” 2004, „Pisane na piasku” (2007).

A propo – biografia

Ponieważ jestem niegrzeczna mam pecha i bunt życiorysu
Ponieważ jestem cacy i piękna mam sprzedać się za pół ceny
Ponieważ jestem od stóp do głów kimś innym mam gdzieś ludzi
Ponieważ jestem grzeczna i nudna mam szczęście
Ponieważ jestem brzydka i głupia mam sławę i przyjaciół
Ponieważ jestem mądra i prawdziwa mam problemy
Ponieważ jestem dziewczynką i kobietą mam wątpliwości
Ponieważ jestem genialna i wielka mam pierdolca
Ponieważ jestem ufna mam sprzątać brudy cywilizacji
Ponieważ jestem wyzwolona mam spierdalać na koniec świata
Ponieważ jestem dobra i kochana mam wrogów
Ponieważ jestem obrażona i smutna mam rację
Ponieważ jestem uległa i pokonana mam paczkę chipsów
Ponieważ jestem chuda i bylejaka mam siebie
Ponieważ nie jestem mam w dupie resztę świata

Strażnik lasu

Byłam w twoim lesie drzewem liściem i delikatną gałązką
przestraszona wiatrem chowałam się w twoich uszach
szorstką korą broniłam wstępu do siebie
zostawiając odległość między drzewami
dzięki mnie mogłeś się po nim swobodnie poruszać
Byłam w tym lesie jedną kroplą słońca jedną kroplą wody
szturchałam nią świat by toczył się dalej
żebyś wiedział jak z bliska wygląda świt jak deszcz
i opowiadał o tym swojemu patrzeniu
byłam zwierzętami spłoszonymi półmrokiem
gniazdem pełnym piskliwych dziobów i skrzydeł
które trzeba nakarmić lub nauczyć lotu
ślimakiem schowanym w muszli zawstydzona twoją obecnością
deformowałam chmury nadsłuchując jak będziesz nazywał te zmiany
i na cokolwiek spojrzałeś mnie widziałeś
wchodziłam ci pod nogi piaszczystą rysą ziemi
i prowadziłam w odkrywanie tylko tobie znane
którąkolwiek drogą poszedłeś ja nią byłam
i tą na skróty i tą wyboistą
wbita igłą sosny w palec twojej stopy
Aż zabłądziłam w ruchliwej hierarchii mrowiska
znalazłeś mnie w kamieniach które podnosiłeś
czyszcząc z błota i kurzu przynosiłeś do domu
zakradałam się sokiem poziomki rozgryzana twoimi zębami
we wszystkim co robiłeś ja w tym byłam
uśmiechem którym obdarzałeś innych
pilnowałam siebie

* * *

Tylko przy tobie
potrafię być nikim
maleć
rzęsą na policzku
podsłuchiwać niespokojną słabość
twojej twarzy

Tylko przy tobie
jak w mysiej norze
kulę się i bezpiecznie
mogę być słaba
pyłem w twoich rękach
przesypywać między czasem

Tylko przy tobie umiem być naga
spoiwem ciepła nieruchomo
godzinami poprzez wcielenia ciebie
kobieta mężczyzna
właściwie wszystko jedno

Tylko przy tobie
chcę płakać wypłakać całą siebie
bo i tak tylko ty
nadasz mi ostateczną formę

* * *

Nie powiem kocham
dotknę
może nawet nie zauważysz
może nawet nie dotknę
prędzej czy później
pewnie już wiesz
dlatego tak przewrotnie
zaglądasz mi w oczy
a potem na zegarek
zrób coś dla mnie
nie wracaj
do domu którego właściwie nie masz
zrób coś dla mnie
po prostu
zostań

Wiersze Ewy Sonnenberg w innych tematach:
Magia kina, Trudne pytania, Portret (super) męski, Modlitwa, Poezja i taniec, Dziecko jest chodzącym cudem..., Buddyzm i kultura Dalekiego Wschodu,
Motyw zwierciadła, lustra i odbicia, Lęk, Autoportret w lustrze wiersza,
W głąb siebie, Drzwi, Smutek, melancholia, nostalgia, Zamknięty echem...
Krzysztof Adamczyk edytował(a) ten post dnia 23.10.09 o godzinie 22:20
23.01.2009, 17:09

konto usunięte

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie

Katarzyna Godlewska (ur. 1980 r.) - autorka tomików wierszy: „Myślałam, że goni mnie życie" (1995 – nominowany do nagrody im. Jacka Bieriezina), "Poza tym nic" (1998), „Jeszcze jedna opowieść” (2001), członkini Klubu Literackiego "Topola"
w Zduńskiej Woli i Związku Literatów Polskich.

GENEVIEVE MIGUEL CHIANDRA

Genevieve zaczęła kochać


ktoś powiedział Genevieve
że jest jedną z wielu

tej nocy Miguel milczał
świat pod nimi dzielił się sam

okna pozamykały usta
broniąc się przed podejrzeniami

Genevieve poroniła
spokój

Miguel opuszcza Genevieve

jej twarz odbija się
ciszą
w pomarszczonym lękiem
lustrze

szkła dotyka
cień
Genevieve stoi daleko
nie podejdzie
tam już jej nie ma
tylko włosy włosów
usta ust

Miguel i Genevieve nie zdążyli

mogli zapomnieć się
nie budzić setki razy
nie szukać porozrzucanej
miłości
pokaleczeni krawędziami

swoich błędów
które
bały się
czegokolwiek ich
nauczyć

* * *

Chiandra widziała ich kiedyś
razem
wszystkie słowa
zachłysnęły się

przedtem
Miguel
zrywał jej
karmin
z ust
dotykali swoich
twarzy
przebudzeniem

* * *

a jednak Genevieve cierpi
Chiandra oblepiła jej dom
pytaniami

ktoś zerwał je
gdy Miguel
wybiegł
przed dom

Z tomiku "Jeszcze jedna opowieść", 2001

Inne wiersze Katarzyny Godlewskiej na naszym forum w tematach:
Motyw zwierciadła, lustra i odbicia, Gdy otworzysz oczy..., Ból, Samotność, Erotyka, Noce bezsenne..., Poetycka garderoba..., Pierzaści bracia mniejsi, Rozstania, Kobiecy portret – AniaAnna B. edytował(a) ten post dnia 17.03.09 o godzinie 22:51
15.03.2009, 12:05

konto usunięte

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie


Obrazek
Przemysław Szubartowicz (ur. 1976) – studiował filozofię na Uniwersytecie Warszawskim. Pracował jako dziennikarz w "Wiadomościach Kulturalnych", "Trybunie" i Polskim Radiu. Publikował swoje teksty w "Lampie i Iskrze Bożej", "Lewą Nogą', "Pracowni", "Dykcji", "Przeglądzie Filozoficznym". Wydał tomiki poetyckie: „Do samotności jest przedmowa” (1994), „Wnętrze kamienia” (1996) i „Wieża z kurzu” (2001).

Lekcja

Zdefiniuj kamień,
rozbierz go –
rozklej.

Poznaj smak światła,
dotknij je –
smakuj.

Dziś już nie warto? Metal pokrył niebo,
Kulą ołowiu stało się powietrze.

Połknij powietrze,
straw je –
porzuć.

Dotknij epoki,
obejmij ją –
omiń.

Dziś już nie warto? Zamiast gwiazd – promienie,
Oddech planety zamienił się w szelest.

Opowiedz szelest,
wyszeptaj go –
wykrzycz.

Zrób wieżę z kurzu,
wejdź na szczyt -
nie wracaj.

Dziś już nie warto? Drzewa rosną w ziemię,
Stal, rosa, kolec zastygają w kamień.

Stań się kamieniem,
rozbierz się -
rozklej.

* * *

                            Magdzie Sapryk

Kiedy wreszcie ujrzeliśmy rozpacz tego świata:
Próżnię umysłów zatrutych szaleństwem,
Bezsenność dusz w rozpękniętych ciałach;

Kiedy spadły na nas wszystkie gwiazdy;
Gdy Bóg już wyśmiał pobojowisko naszej krwi,
A sny opuściły nasze smutne głowy;

I kiedy - wiedząc, że śmierć też jest marna -
Odeszliśmy w bezczucie, by powrócić znów
W najcięższy obłęd kamiennej przeszłości;
Więc kiedy jasność omijała nasze mózgi;
I kiedy żadnej nadziei zmyślić nie mogliśmy
(Zamieszkując mgłę i opar niedomkniętej trumny);

Wówczas - nic o mnie nie wiedząc -
Spojrzałaś ostrzem w stronę galaktyki,
Gdzie spotkały się nasze zmarnowane oczy.

Kucza

To jest szałas na kamiennym zboczu
kamień spękany podmuchami wiatru
To jest dzban wody, a przy dzbanie konie
kute z mosiądzu przetopionych dzwonów

Ty jesteś moja, ja gdzieś obok żyję
uprawiam pustkę w ziemi twego serca
W tobie jest tyle z sierpniowych upałów,
co we mnie skrzydeł ulepionych z wosku

To jest mój szałas na kamiennym zboczu
kamień z litości nie mówi o śmierci
To jest dzban wody, a przy dzbanie konie
kute z zapachu twojej obcej dłoni

z tomiku "Wieża z kurzu", 2001

Inne wiersze Przemysława Szubartowicza w tematach:
Motyw twarzy, Trudne pytania, „Poeci przeklęci”, Pamięć, KrzyżTen post został edytowany przez Autora dnia 21.06.13 o godzinie 05:54
16.09.2009, 16:45

konto usunięte

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie

Roman Honet (ur. 1974) – autor tomików wierszy: „Alicja” (1996), „Pójdziesz synu
do piekła” (1998), „Serce” (2002), „baw się” (2008), „moja” (2008). W latach 1995-2008 był redaktorem pisma literackiego „Studium”, prowadzi zajęcia z pisania kreatywnego w Studium Literacko-Artystycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, mieszka w Krakowie.

alicja po drugiej stronie

soczysty zapach skóry, powiew pór i miesięcy
spalonych zachodami słońca, kiedy chyłkiem
wymykała się z domu – uczennica naiwna
o włosach rudych jak spóźniony wrzesień.
czas dojrzewał na podobieństwo włochatych
pająków: pod powiekami, w zaułkach serca,
przepieniony w skarbnice formaliny.
to, że znalazła się akurat na łagodnym wybrzeżu
holandii było jedynie przypadkiem –
w najlepszym razie umarłaby w kopenhadze
lub gdańsku, miastach mórz i surowych
klimatów. zanosiło się na sroga zimę –
dzieci i młode kobiety przychodziły tu
już tylko po to, by popatrzeć na brudne
fale. wiedziała doskonale, że jutro jej ciało
będzie wyglądać jak zmarznięta oliwka,
owoc cierpki i kruchy w wytrwałej sztuce
przypływów

z oddali dochodziły dziecięce głosy,
poselstwa z krain łaskawych i bez powrotu

kiedy umiera dziecko, kiedy płonie las

kiedy umiera dziecko, wszystkie zwierzęta przychodzą
do jego łóżka i zapalają się gwiazdy,
i wtedy bóg, chciwy bóg, który pragnął porzucić je
w jeszcze większej czeluści bez dna,
cofa swoje chude, sparzone ręce. kiedy
płonie las, widać jego bladego sługę,
ernsta wiecherka, jak wsuwa język w ziarniste jądro pożaru
i wtedy ogień, rudy ogień odbijający się
wśród drzew – gaśnie. wszystko jest
ustalone. pierwsze okrągłe słowa i pierwszy krzyk
przewleczony przez ogorzałe powietrze
i obojętne wpatrywanie się w szpital. święta,
kiedy nadchodzą, są powierzone ciszy,
rok postępuje ostrożnie, po obręczy pór

sara

odmłodniałaś w ciemnościach. znowu masz
dziesięć minut i rzędy szpitalnych świateł
wybuchają nad tobą jak grona nocnych ptaków na magistralach. puch
spływa do krwi i z nacięć w oponie ciała
wydobywa zapach zwarzonego osocza,
odblask cieni i głosów, które nadejdą.
nadejdą? szeptam do ciebie wsłuchany
w ostatni język wysokiego poziomu,
jego rejestry żarliwe jak całowanie umarłej
albo chorego na wieczne rachowanie dat. znowu masz dziesięć minut
i one znikną, saro, nie wypatruj ich,
gdy cię omamią granice układów, cyfr,
poszarzały szum modlitw, tej mowy dawnej

wszyscy tutaj tęsknimy, leo

ślady rąk odciśnięte na piasku, sterta wyblakłych liter
i fotografii. oczy, w których kołysze się
odblask jeziora, kobiety schodzą do wody
i przepadają łagodnie jak ogród światła
o zmierzchu. tyle się wie,
ile zostawiły upływające sezony, era
niemego kina – depesze i telegramy, od których z całą pewnością
zależało czyjeś kruche istnienie. leo,
spalone słońcem historia o kiblu (wszyscy
tutaj tęsknimy, leo). wieczorem
obracamy się w tamtą stronę,
wiatr przesypuje gorący piasek – wątły
i łatwopalny majestat ciała. cień
jest w nas wszystkich.

pochłania nas cień

Inne wiersze tego autora w tematach
Gdy otworzysz oczy... i Zamknięty echem
.Marek F. edytował(a) ten post dnia 23.10.09 o godzinie 12:23
23.10.2009, 12:21

konto usunięte

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie


Obrazek

Maciek Froński – poeta i tłumacz, z wykształcenia prawnik. Autor tomików poezji: „Rozpoznanie Bojem” (2006) i „Poezja spokoju moralnego” (2008).
Tłumaczy poezję z angielskiego (Percy Schelley, John Keats, Herman Melville, Edgar Allan Poe), rosyjskiego, niemieckiego i włoskiego, m. in. w: Przed Petrarką. Antologia trzynastowiecznej poezji włoskiej. Red. Monika Woźniak, Wydawnictwo Collegium Columbinum, Kraków 2005. Własne utwory podpisuje jako Maciek Froński, przekłady jako Maciej Froński.

Klitajmestry tolos

czyli rozmyślania młodego intelektualisty
o moralnych aspektach sikania


Niech mi wybaczy śmiałość archeolog
(Sam zbytnio ganić siebie nie zamierzam),
Bo kiedym wstąpił w Klitajmestry tolos,
Ulżyłem męce swojego pęcherza;
Wokoło było spokojnie i cicho,
Dlatego pewnie uwiodło mnie licho.

A gdym tak sikał, słowem: gdy tak lałem,
Gdym zraszał grobu szacownego mury,
O wielu rzeczach przeróżnych myślałem,
Z kręgu wysokiej - o dziwo! - kultury.
O czym konkretnie - nie pamiętam, nie wiem,
Lecz że wysokiej - tego jestem pewien.

Co dzisiaj sądzę o tamtym wyskoku?
Czy mną prostacka kierowała buta?
Czy mogłem wtedy tak stanąć w rozkroku,
Rozpiąć rozporek i wyciągnąć fiuta?
Wstyd mi? Żałuję? Oto jest pytanie,
Lecz jakże trudno odpowiedzieć na nie.

Bo przecież jednak o czymś rozmyślałem,
Czyn ten w refleksji wprowadził mnie tony,
Może więc jednak nie na darmo szczałem,
Może więc mógłbym zostać rozgrzeszony?
Wszak grób czcigodny nie ucierpiał wcale
I, bez uszczerbku, jak stał, stoi dalej.

Lecz - z drugiej strony - o czynie przeklęty!
O myśli grzeszna! O dniu naznaczony!
Sprofanowałem ten zabytek święty,
Przez tłumy ludzi bezprzykładnie czczony;
Starożytności był duszą i ciałem,
Świątkiem, relikwią - a ja go olałem!

I to nie wszystko - broń mnie Ręka Boża! -
Lałem też w Sardes, w Milecie i w Myrze,
W Irlandii z klifu sikałem do morza,
I w Syrakuzach szczałem, i w Paryżu,
Gdybym więc nieco wytężył fantazję,
Rzekłbym, żem olał Europę i Azję.

Cóż więc mi czynić? Jak odkupię winy?
Bo - żem jest winien - oczywista sprawa!
Przestępstwem były moje grzeszne czyny,
Nie miałem do nich moralnego prawa.
Nemezis, cięcie mi zadaj karzące
Mutylacyjne odzwierciedlające!

Znaczyłoby to rozstanie się z życiem,
Z życiem - bo jakież życie by to było,
Nie mogąc moczem skropić należycie
Miejsc, które olać tak by było miło:
Przeróżne zamki i katedry kruche
Na wieki wieków zostałyby suche.

Więc czy mi wolno cierpieć aż tak srodze?
Czy nie za wielka to odpowiedzialność?
Z kalectwem jeszcze jakoś się pogodzę,
Ale nie sikać? To wręcz niemoralne!
Miejsc pięknych tyle skazywać na suszę
To okrucieństwo! Nie chcę i nie muszę!

Tak więc żałuję tamtego wyskoku,
Nie, żebym miał go za szczególną zbrodnię,
Lecz utraciłem swój wewnętrzny spokój
I łatwość, z jaką rozpinałem spodnie.
Mam tylko prośbę: nie pytajcie, czemu
Nie mogłem innych rozważać problemów.

Cieśla

W Mikuszowicach, w ich krakowskiej
Części – bo wieś ma dwie połowy –
Raz cieśla miejski Piotr Piotrowski
Nad rzeką stawiał kościół nowy.

Dla świętej wznosił go Barbary,
Z suszonych belek – tak, jak trzeba;
Gęstniały w oczach ścian konary
I dach był coraz bliżej nieba.

Cieśla pracował ponad siły:
Dłutem wykrzesać mógłby ogień,
A pociągnięciem każdym piły
Wdawał się w dyskurs z Panem Bogiem.

Drewno kochało jego dotyk
I poddawało mu się z wiarą,
I w dupie miał, że tworzył gotyk,
Choć tak w ogóle był już barok.

Kanał

Nadzieje pokonanych są niezwykle trwałe.
Płyną w gondoli chłopcy podziemnym kanałem,
Lecz kanał meandruje i donikąd wiedzie,
Na próżno wzrok wytęża siedzący na przedzie,
Nic, oprócz jednej lampki, nie rozświetla mroku
I nie ma się co odbić w jego zdrowym oku.
Kamienne korytarze ciągną się bez końca,
Gondolier ma kapelusz, rzekłby kto: od słońca,
Jego cień wydłużony ślizga się po toni.
Mówią, że smród w kanałach – nie czuć żadnej woni.
Dowódca pogwizdując podtrzymuje ducha,
Oddział nie podchwytuje melodii, lecz słucha,
Prócz tego żaden odgłos nie zakłóca ciszy.
Mogłyby się tu szczury gnieździć w jakiejś niszy –
Nie ma. Czekają bodźców wygłodniałe zmysły,
Mogłaby już być Wisła, ale nie ma Wisły.

Sponsor

Gdy się już dorobię, zostanę sponsorem:
Bym się mógł odchamić po pracy wieczorem,
Jakąś se studentkę znajdę w okularach,
Może z doktoranckich, jeśli się postaram?

Małą se mansardę wynajmę niedrogo
I tam się przekonam, jaką moc ma forsa:
Będzie mi dziewczyna czytała „No logo”,
Albo może nawet „Ulissesa” Joyce’a.

Inne utwory Maćka Frońskiego w tematach: Mosty w poezji,
Samobójstwo w wierszach..., Jesień przychodzi za wcześnie...,
Inspiracje, nawiązania i parafrazy poetyckie
.Marek F. edytował(a) ten post dnia 19.12.09 o godzinie 05:28
13.11.2009, 12:39

konto usunięte

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie

Tomasz Kościkiewicz (ur. 1972) – poeta, prozaik, dziennikarz i fotograf,
autor tomików wierszy: „Wyzwalam się każdego dnia...” (1991), „Wiersze”
(1998), „Jestem” (2001).

Kolumbowie 70

My urodzeni nie w czasie
Z zawziętością
Nie chcemy
Wydorośleć
Spijając herbatę
Po spelunach

My urodzeni
Z marzeniami
Wykształtowanymi
Relanium

My obciążeni
Szukamy zdrojów
A mamy rynsztok

My nieprzystosowani
Wykruszamy się
Jak chleb

My zwariowani
Żeby tylko niebiosa
Nas chciały

Biegnę na wzgórze

szybciej
pośpiesz się
Pozwól mi ukraść tę chwilę
Już teraz

To nie boli
odczuć
chcesz wiedzieć
To nie boli

Nie chcesz mnie ranić lecz
czasem leżę martwy
Dopóki nie ożywisz mnie błyskawicą
Dopóki nie zgasisz nienawiści
Zmrażającej dłonie

Jeżeli tylko bym mógł
Oddałbym wszystkie miejsca
Biegłbym tą drogą przed siebie
Przebiegłbym wszystkie schody świata
Wdrapałbym się na wzgórze
Poszedłbym na każdy układ z Bogiem

* * *

Trzymaj mnie mocno w ramionach
Jestem głową zielonej jaszczurki
Gniazdem słowika
Rozchylonymi ustami
Słowem w połowie urwanym
Jestem tym co się boi
Wypuścić z ramion księżyc
Tym
co słuchać nie umie
Jestem ślepcem
Magiem
Jestem łuską smoka

Czuję kroki na trawie
Słyszę jak rośnie kosmos
Widzę czubek własnego nosa
Słyszę jak mnie kochasz

* * *

budzisz się każdego ranka
otoczona dymkiem myśli
nie wyobrażasz sobie
przeszłości
sennie nakładasz makijaż
czasem pomyślisz o życiu
cudach rozkwitających z każdą sekundą
słyszysz tik - tak
swojego zegara
dookoła dookoła
nigdy się nie zatrzymuje
przypomina starych przyjaciół
ich dzieci
nieudane małżeństwa
masz umysł otwarty
wielkie serce
tylko czasem
uciążliwe tik - tak
gdzieś w środku
pogania

Skończ to przedstawienie

jeśli nigdy nie słuchasz wkrótce
otrzymasz na co zasłużyłeś
myślałeś kiedy że możesz się mylić

wszechświat dusz
tak liczne rzeczy których pragniesz
istnieją między tutaj a miejscem
wskazywanym przez uniesioną rękę

miliony kilometrów i godzin
nieustanne pukanie do bram wiedzy
zatruwasz kwiaty
nie mogąc zdecydować się na pożegnanie

skończ to przedstawienie
zatrzyj w pamięci wszystkie ślady
czuję że mogę coś jeszcze z siebie dać
ale patrząc na ciebie już mi się nie chce

życie bez winy
nawet nie zauważyłeś jaki
mur powstał wokół ciebie
jeszcze tutaj jestem
ale nie zostanę
zatrzymaj rzeczy...
zatrzymaj pieniądze...
zatrzymaj wszystko
przerwij wszystko

z wirtualnego tomiku
„Biegnę na wzgórze", 2001


Inne wiersze Tomasza Kościkiewicza w tematach:
Regiony i krainy, Tęsknota, Czym jest wiersz?, Co się poetom śni...?,
Cisza w poezji, Śmierć, Głód, Łaska przebaczenia, Być poetą... - K. A.
Krzysztof Adamczyk edytował(a) ten post dnia 07.01.10 o godzinie 11:49
7.01.2010, 10:23

konto usunięte

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie

Adam Zdrodowski (ur. 1979) – poeta i tłumacz poezji anglojęzycznej, doktorant
w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego, opublikował tomy: „Przygody, etc.” (2005) i „Jesień Zuzanny” (2007). Publikuje w prasie literackiej, m. in. w "Odrze", „Literaturze na Świecie”, „Dwukropku”, tłumaczy poezję m. in. Elizabeth Bishop, Marka Forda, Jamesa Schuylera, Roda Menghama.

Oddech we mgle

Dziewczynka znajduje pod choinką łyżwy.
Cały świat jest lekki jak powietrze,
Ktoś nagle wręcza jej kwiaty,
Jak w reklamie, a zimowy kaszel
Ustępuje. Strzepuje lekko śnieżny pył,
Otwiera usta i urywa w pół słowa.

Pół nocy obracała na języku słowa,
Patrzyła jak księżyc oświetla łyżwy
A stary język zamienia się w pył.
Planowała wysadzić to wszystko w powietrze
I nie śniła. Teraz znów odezwał się kaszel
Jak wspomnienie - wyszła wtedy po kwiaty,

Bo to zawsze miło mieć kwiaty
W pokoju. (Nie moje słowa.)
Śmiech wstrząsa tobą jak kaszel,
Liczysz blizny po cięciu łyżwy.
W dzień wchodzisz jak w rozrzedzone powietrze,
Mgła się rozwiewa jak węglowy pył.

Na miasta opada jasnoszary pył -
W porannym świetle wygląda jak kwiaty,
Które ktoś z ziemi wyrzuca w powietrze
Ku radości przechodniów, bez słowa.
Ale prawdziwą przyjemność dają już tylko łyżwy,
Co ponoć lepiej niż syrop leczą kaszel

I chrypkę. Komuś już tylko kaszel
Się śni i ktoś się budzi widząc, że pył
Opadł. Więc bierze się łyżwy,
Rysuje na lodowisku kwiaty -
One osaczą dziewczynkę lepiej niż słowa,
Co w kłębach pary lecą w powietrze.

Podobno niejeden zachłannie wdychał powietrze
Rankiem po tym, jak minął mu kaszel -
Swój zachwyt próbował zamieniać w słowa
Piosenki. Już sypał na siebie złoty pył
I marzył, że wręczać będą mu kwiaty
Nie wiedząc, że tylko utopi łyżwy.

Słowa go w końcu starły na pył,
Zimne powietrze zaostrzyło kaszel
I w diabły poszły i kwiaty, i łyżwy.

Fantazja

Wcale nie chciałem się zaciągnąć, chciałem tylko figurować. To skończony uśmiech losu, moje dni są z górnej półki, noce są jak pułk ułanów (co to znaczy?), ranki są jak pruski dryl. I kiedy chce się napisać, że wieczory są jak szwadron śmierci, rozbrajająca szczerość łaskocze nas w piętę, pióro nie znajduje dłoni i kartki. Znaleźć słowa, zapachy, smaki, ciągi, tryby, ścieżki, kanały. Jest już jesień, sztylpy i polowy mundur znajdziesz pod stertą liści, na starym poligonie. Ja będę pod konarem rozłożystego dębu, przyczajony jak nieuczciwy znalazca. Będę chciał się pobawić w coś naprawdę cool, ale powtórkę przed maturą zakończyłem na osiemnastym wieku, więc wybieraj: Idzi Blas albo Ignacy Krasicki. Ewentualnie: Batrachomyomachia, pod warunkiem, że to ja będę żabą.

Wiersz (fragmenty nowojorskie)

Przychodzi list - pozostaje nam więc tylko taka pocztowa
teologia negatywna, albo ciut więcej, bo przecież
adresat musiał wierzyć, że jesteśmy ludźmi
majętnymi kiedy wysyłał tę kopertę opatrzoną
napisem "zamiast znaczka ślę buziaczka"? I jeszcze
ten stempel - "opłata pocztowa na miejscu" - jak światła
Pałacu Kultury na ciemnym poszyciu nocnego nieba, jak
gdyby Urząd chciał powiedzieć, że o wszystkim wie,
wszystko kontroluje, trzyma rękę na pulsie
i, niejako z łaski, przyzwala na t a k ą procedurę,
bo to przecież j e s t procedura, jakaś precyzyjnie
zaprogramowana seria kroków, matematyczny
układ powtarzany - with minor variations -
od lat (a Pan Grzegorz Wilczyński użyłby z pewnością
słowa "proceder"). List nie dociera do adresata
za darmo, jak dar, ale na kredyt; bardzo dziwny,
to prawda, ale zawsze. Bo przecież nie ma
tutaj żyrantów (chyba że żyrantem byłby sam Urząd),
a sam kredytobiorca wcale o udzielenie kredytu
nie prosił. List jest, ma się rozumieć, postpaidowy.
Widzę dwie możliwości" pożyczyć lub rozmienić
na drobne. Ta ostatnia chyba lepsza. Tak, bo takie kontakty bywają
przelotne i zapośredniczone. Pismo, poczta, bank. Nieźle
nas urządzają, bez dwóch
zdań. Omiatając niewidzącym wzrokiem budynki
w zatłoczonym centrum miasta dostrzegasz
na markizie sklepu coś na kształt własnego nazwiska,
tyle że jakby w obcej pisowni, wymowa jest
obca. Pod wieczór, kiedy rozmyślasz, melancholijnie
pogryzając cybuch fajki, czujesz się jak badyl
w doniczce z cuchnącym ukorzeniaczem
i - zupełnie nie jak Mistrz Eckhart -
nie pojmujesz "bóstwa" abstrakcyjnie,
ale bardzo dosłownie, jako jurnego starca
z kozią bródką, bardzo konkretnego
jurnego starca z kozią bródką, który uosabia
jakąś nie całkiem określoną, ale zapewne
wszechogarniającą instytucję. It"s no game?
Wszystko jest game, czyli
zwierzyna łowna, a ten mgławicowy
Urząd - z pewnością robi za posokowca bawarskiego.
Game, małe cieplutkie gejzerki sensu,
małe senne gejzery, w których chciałbyś przycupnąć,
zasnąć i śnić (ale jesteś już za duży?) o dziewczynce
z kluczem w dłoni, która już już, zamierza
włożyć ów klucz do zamka i przekręcić,
ale pada na progu, tak jak stała,
ścięta jak trup i zasypia w mgnieniu oka
jak Psyche. Mogłaby być Alicją,
bo przecież aż się chce, aby ktoś,
kto przekracza jakiś próg, przechodzi
skądś dokądś, był właśnie t ą dziewczynką,
ale w twoim śnie jest inaczej. Obecności
jakiejś dziewczynki (Nie-Alicji) można
się jedynie domyślać (coś przypominającego
pończochę w lewym dolnym rogu kadru
na obrazie wyświetlanym w twojej głowie
każe myśleć o kobiecej obecności) ale reszta
jest nierealna/nieczytelna i nieprzedstawialna,
a wszystko razem zmienia się w całkiem niebyłe
kiedy wczesnym rankiem - wypluty
przez wąskie gardło snu - idziesz do pracy. Czy
ja skończę dzisiaj ten wiersz, poszarpany
jak linia brzegowa, dzisiaj, kiedy pomysły
przypływają i odpływają, kołyszą się i znów
napływają, a Warszawa wygląda z balkonu
jak nabiegłe krwią oko sąsiada spod trójki? Nowy
Jork, ja nawet nie byłem w Nowym Jorku i nie
widziałem stalagmitów z ozonu, za to dziś, 23 października,
wiatr, ziąb i coś jak deszcz, grad i śnieg w jednym,
jakiś groźny konglomerat, co atakuje człowieka
bez ostrzeżenia, ze wszystkich stron, jak gdyby
sprzysięgły się przeciw niemu cztery żywioły. Tak więc
wiosny, słodkiej wiosny, nie ma już z nami i, jak się wydaje,
próżno czekać następnej. A co do ognia, ognia
w łóżku, o którym pisał J. S., bardzo dosłownego ognia
in meiner Heimat, etc., to oczywiście chciałbym zapalić się
w zapalniczce, którą zbliżasz do ust, albo być
odpustowym diabełkiem z językiem jak tandetny
płomień albo łatwiutka alegoria zwierzęcych chuci.
Ale na razie śnię błękitny kręgosłup węgorzycy
(a właściwie morski i lekko fosforyzujący) i chmurę
mentolowego dymu. A na dokładkę słoik
kiszonych ogórków.

W co się bawić

Co dziś robić? Może coś sobie uszyć
(czapkę ze ścinków, szalik, ciepłą kołdrę)
albo się ubrać i po prostu ruszyć
w świat, całkiem nagi, jak dziecko bezbronne
lub dziecko uzbrojone w łyżki, noże,
widelce, widelczyki i szklaneczki,
jechać i jechać, i dotrzeć nad morze
(dzień jest pusty, jem śledzie prosto z beczki)

i pragnąć. A jak pragnąć? Pragnąć czule,
myśleć, śnić, nie dojadać i w ogóle.
Już sobie idę, nic nie mam do dodania,
chciałem coś zobaczyć, ktoś ciągle mi zasłaniał –
to dzieci, co stoją w kolejce po owoce
(nie widzę twarzy, skryły się w pomroce),
chłopiec jest z jagodą, dziewczynka z ananasem,
teraz muszę lecieć, bye, bye, tymczasem.

Inny wiersz Adama Zdrodowskiego w temacie Dlaczego piszę?Marta K. edytował(a) ten post dnia 08.01.10 o godzinie 19:40
8.01.2010, 19:33
Michał

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie


Obrazek

Wojciech Kass (ur. 1964) - poeta, eseista. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Jest dyrektorem Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu. Autor książek reportersko-literackich: "Zdarzenia", "Aj, moi dawno umarli" oraz książki eseistycznej "Pęknięte struny pełni. Wokół Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego", nominowanej do Wawrzynu, nagrody literackiej Warmii i Mazur (2005). Wydał tomiki poetyckie: "Do światła" (1999), "Jeleń Thorwaldsena" (2000) - za które otrzymał nagrodę im. Kazimiery Iłłakowiczówny i nagrodę Stowarzyszenia Literackiego w Suwałkach - oraz "Prószenie i pranie" (2002), wybór wierszy w języku polskim i niemieckim "10 Gedichte aus Masurenland" ("10 wierszy z Mazur") (2003), "Przepływ cieni" (2003), "Gwiazda Głóg" (2005), "Wiry i sny" (2008).
Jego wiersze były tłumaczone na języki: niemiecki, angielski, włoski, litewski, czeski, serbski, słoweński i bułgarski.
Uhonorowany nagrodą Nowej Okolicy Poetów za walory intelektualne i artystyczne swojego dorobku poetyckiego.
Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz PEN CLUBU. Odznaczony Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Gwiazda Głóg

Kiedy liście
straciły drzewa
zrywaliśmy gwiazdy
na klęczkach

pod koroną
przekwitłego głogu.

Zapomniałem ci wtedy powiedzieć:

co dotyka samotności
jest miłością.

Gwiazda Głóg
co krwawi
i świeci.

Gwiazda Głóg
co wysycha
i ciemnieje.

Nie ma jej

ani za gorejącą górą
ani tęczą
ani za cytrynową rzeką
ani murem.

Tylko w nas
na dnie serca
obraca się
gwiazda
i dnieje.

19-31 stycznia 2004 r.

----------------
Inne wiersze Wojciecha Kassa w tematach:
Motyw zwierciadła, lustra i odbicia, Listy poetyckie,
Być poetą..., W zamieci słowa..., Wspomnienia,
Czym jest wiersz?, Autoportret w lustrze wiersza,
Motyw dzwonu w poezji
Michał M. edytował(a) ten post dnia 17.02.10 o godzinie 01:32
17.02.2010, 01:30
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie


Obrazek
Maciej Woźniak (ur. 1969) – poeta i krytyk muzyczny, autor tomików wierszy: „Srebrny ołówek” (1998), „Iluminacje. Zaćmienia. Szarość” (2000), „Obie strony Światła” (2003), „Wszystko jest cudze” (2005), „Iluzjon” (2008). Przekłada również poezję z języka angielskiego, m. in. Elibaeth Bishop, Edny St. Vincent Millay, Johna Lennona i Paula McCartney’a. Mieszka w Płocku.

Transmisja

Samo jest nie wystarczy. Zanim straci ważność
trzeba wsunąć je pod obiektyw. Tak zmiąć, żeby weszło
na taśmy I dyskietki. Tak wyprasować,

aż zacznie dobrze leżeć na stronach katalogów
i na ciałach modelek. Nadmiar wytrzeć kursorem, a spod oka
chusteczką. Samo jest to za krótko. Zanim wyparuje

trzeba je zebrać w dystrybutory, potem rozlać
w kanały, w częstotliwości, w witryny. I hermetycznie
zakręcić, inaczej wypada z obiegu. Samo jest

to za mało. Zanim zakrzepnie trzeba
przyłożyć mu całun, jeżeli włókna są miękkie,
jak kurz na półce w warsztacie z zarysem palców taty,

odcisną się w nich miejsca, którymi wypływa na zewnątrz.

Transmisja (II)

świt, kropla między
szybkami, ciemny plusk
na kamieniach, zapach
faszyny, siwe kosmyki
mgły (delikatnie uczeszę
ci włosy), wrzask rybitw,
stado uklejek, jak szpilki
w nowej koszuli, zaciskany
na żyłce ciężarek (ręce będziesz
miał sztywne i białe), znika
głowa perkoza, chłodny
powiew trąca pękaty spławik
(założę ci marynarkę i wsunę
go do kieszeni), obłok
nad Tokarką, zza zakrętu
spalinowy silnik, wraca
głowa perkoza, na trawie
ziarnka kukurydzy (w mankiety
wepnę ci żółte spinki), puch
z topól, kółka po maleńkich
pyszczkach, rzeka i niebo
wolno się rozsuwają, kropla
wypływa, wysycha

Azyl

dla B.

Ciało to ambasada. Ale na nic wszystkie
wymyślne procedury: onet tekel fares,
marlboro vanitatum
i ketonal triste,
dzień jak automat w holu, pełen puszek z żalem,
chociaż monety z oka wolałyby błyszczeć,
wirując w studni życzeń, i tonąć ku chwale
ojczyzny. Znasz jej język: przytulną kołyskę
i skrzypienie biegunów, ssany duży palec,
słodkawe ciepło w ustach. Ale gdy rozkładasz
poprzecieraną mapę, nie ma na niej tylu
miejsc, po których zostały niedomknięte rany,
sny i widoki z okien. Ciało, ambasada,
która politycznego odmawia azylu.
Lecz jeden z urzędników jest skorumpowany.

Sukienka

Nie rozpinaj mnie. Trzeba mnie ubrać w tę lnianą
sukienkę, chyba za wcześnie zdjętą ze sznurka po praniu,
bo wilgotny materiał czyta ciało, jakby bandaż uczył się
kształtu rany. Nie rozsuwaj. Musisz mi zapiąć zamek,
uszko między udami przeciągnąć w górę, do karku,
gdzie mi najbardziej zimno. Nie otwieraj. Zasuń
czarną folię, w której leży ogolona na głowie, skaleczona
najbardziej intymnie lub zabita kamieniami dziewczyna,
nie chcę wiedzieć, kim byłam. Nie rozpinaj. Mnie
trzeba zaszyć, wiotką nicią w ustach, potem żyłką
o mdłym zapachu nylonu, której ścieg rozpuszcza się
w ciepły szron, jak zagrany na skrzypcach. Nie zdejmuj,
ubierz mnie w sukienkę, trochę przetartą, zbielałą
na kostkach, tam gdzie przez płótno prześwituje fosfor.

z tomiku „Iluzjon”, 2008

Inne wiersze Macieja Woźniaka w tematach: W wynajętych pokojach, Świecie nasz, Dar słuchu/
Kobiety ich życia i twórczości, Poezja i muzyka, Narzędzia - przedłużenie człowieka, Poezja
i malarstwo
/Mosty w poezji, Samobójstwo w wierszach..., Poezja codzienności, Głód, Śmierć, Czym jest wiersz?, Magia kina, Spacery poetów/Kalendarz poetycki na cały rok, s. 1, s. 2, s.3, s. 4, s. 5/Noce bezsenne, Kalendarz poetycki na cały rok, s. 6/Najpiękniejsze łąki
.Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 01.10.10 o godzinie 06:17
24.02.2010, 22:45

konto usunięte

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie


Obrazek
Anna A. Tomaszewska (ur. 1968) – autorka tomików: „Wiersze do czytania”
(2005) i „Lokomotywy, wagony, sukienki (2006). Swoje utwory ogłasza też w pismach literackich, m. in. w „Kulturze”, „Akancie”, „Dekadzie Literackiej”, „Nowej Okolicy Poetów”, „Zeszytach Literackich”,„Czasie Kultury”, „Kresie”, „Autografie”. Prezentowała je również w II Programie Polskiego Radia, TVP Kultura oraz w Piwnicy pod Baranami. Jest laureatką wielu ważnych konkursów i nagród literackich.
Mieszka w Warszawie.

* * *

wyjeżdżało się trochę, to tu, to siam; siam na ten przykład
wyjmowało się główki orzechów z zielonych, pachnących otulin,
spieszyć się trzeba było, bo rude kity między liśćmi orzechowca
śmigały do zawodów chętne

również siam, na nowo przeszło się wąwozy wzdłuż gnijących
bukoliści, dotykało się drzew nieżywych, a tak śliskich,
a tak miękkich, tak sczerniałych, że mdłości, zachwyt
i strach w oczach rósł (i zatrzymywał)

pojechało się do Wiśnicza, po śladach pani prezydentowej
deptało, w sali rycerskiej liczyło się niezliczone kwadraty
okienek, wąchało stare mury, z baszty chciało się rzucić,
ale księżyc w pięści zastygł

(nad ranem zajesieniło się lekką rdzą wokół Domu i ust)

Borówna, 2001

Rojenie

Schował ją w tycim domku dla lalek
z motylami w maleńkich oknach na Świat
(i wcale nie przekonywał
o rewolucjach, ewolucjach złotych łańcuchach)

mówiła:
masz złą tylko prawą rękę, tą którą
mnie karmisz (lewą głaszcz mnie, głaszcz)

Pozwalała wymyślać się od świtu do końca
według praschematu - otwórz buzię/zamknij oczy,
zgadzała na najstarszy trick:
używanie wspólnego języka,

ale krwi najpierwszej, nie krzepnącej sherry
- nie pokazała (nie pokażę ci! rój sobie mnie,
rój co noc)

marzec 2003, naiwniaczkom

Mapa

Ciało, którym się opiekowałam leżało w sali numer jeden.
Sala była biała. I ciało było białe. Mówiło do ,mnie „córeńko”.

Rozsznurowywałam troczki szpitalnej koszuli, a ono wypływało
na prześcieradło i niżej, na szare kwadraty podłogi.
Pachniało koniczyną, zbutwiałym drewnem, piwnicznym dołem.

Zanosiłam je do wanny, do emaliowanego brzucha. Pozwalało
wodzie lizać się i lizać, a mnie patrzeć. Odsłaniało tajemnice
starości, zakamarki bieli. Próbowało wypłukać z siebie strach.

Nad ranem, oglądałam jego zarys pod kołdrą, nie miałam odwagi
dotknąć twarzy matki. Obcego przedmiotu, białej mapy.

sierpień 2005, mamie

Zachód wiersz miłosny

Most nad rzeką W. jest srebrzystą wstążką, światła latarń toną
w czarnej wodzie, rzeka biegnie na północ wprost w nasze ramiona,
wplata we włosy dźwięki śmigających aut

Bóg zanurza w morzu czerwoną opuncję (a my ów fakt nazywamy
zachodem), powtarzam w nieskończoność cytując prakuzynki,
zasuszone stryjenki, że kocham, że kocham aż pęka kora drzew

uwalniając krągłe słoje, rozpadają się weki wiśniowych kompotów,
zieleń występuje z brzegów jezior, woda ze studziennych tub,
aż strugi deszczu uchylają drzwi do tajemnych przejść. I wchodzi
śmierć. I ma twój uśmiech.

luty 2007

On

Jest kamieniem, a ja drzewem, drozdem, kosem
tamaryszkiem i tymiankiem,
udaje pana od roślin, cały dzień oznacza żyłki i mchy,
ale mnie nie dotyka, bo jestem różą, głogiem, ostem

Mówi, że składamy się z odwrotów i powrotów,
z peronów, rąk w geście pożegnań, ramion w geście
powitań, dzień dobry, do widzenia, odchodzę,
oto jestem, na nowo, od początku

Wyjeżdża i wraca. Przywozi skrawki chmur

Wczoraj związał moje nadgarstki i kostki nóg,
usiadł dwa metry dalej i patrzył,
powiedział, że tak wyobraża sobie życie ze mną

Teraz śpi, strużka śliny znaczy ścieżkę snu na poduszce,
a mogłabym bielić się i bielić przed nim,
i umierać pod nim, jak nikt

Noc jest wstążką, jest czarną kokardą.

grudzień 2009

Inne wiersze Anny A. Tomaszewskiej w tematach: Starość, Mosty w poezji, Cyrk: tu wzlatuje się i spada.../Dzieciństwo, Poezja kolei żelaznych, s, 3, s. 6, W świecie wróżb, zaklęć i sił tajemnych, Rzeki, potoki, strumienie, Ciało mojego ciała/ Erotyka,
s. 9
, s. 11, Miłość, Czym jest wiersz? Szukanie lata, Jesień przychodzi za wcześnie...,
W zamieci słowa/Ta nasza młodość, Agelologia i dal..., Imiona w poezji, Portret (super) męski, Zaplątani w wirtualnej sieci, Szpital, Na falach eteru, czyli poezja i radio, Spacery poetów, Motyw zwierciadła, lustra i odbicia, Kwiaty, Sierściuchy, Wiersze z podróży,
s. 4
, s. 5 , Dlaczego piszę?, Być poetą, Schyłek miłości, Listy poetyckie, Poezja
i muzyka
, Noce bezsenne..., Dziecko jest chodzącym cudem..., Samobójstwo
w wierszach...
, Regiony i krainy , Klatki schodowe, korytarze, windy...
Anna B. edytował(a) ten post dnia 01.04.11 o godzinie 19:30
2.03.2010, 19:59

konto usunięte

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie


Obrazek
Paweł Sarna (ur. 1977) – poeta i krytyk literacki, redaktor działu krytyki magazynu literackiego „Kursywa”, autor tomików poezji: „Ten i Tamten (z Pawłem Lekszyckim, 2000), „Biały OjczeNasz” (2002), „Czerwony żagiel” (2006), w kwietniu 2010 ma się ukazać kolejny tomik „Poeci na nowy wiek”. Jest też autorem książki krytyczno-
-literackiej „Śląska awangarda. Poeci grupy Kontekst” (2004). Jego wiersze tłumaczono na czeski, chorwacki, słowacki i serbski. Mieszka w Katowicach.

Wszyscy będą ci bliscy

Dalej jest drewniane miasto gdzie domy czekają otwarte.
Którejś nocy kobiety przestaną tkać sieci.
Mężczyźni zwołają się.
I wejdą pomiędzy trawy rozchylając jak uda.
A później gdy zstąpią do rzeki ogłoszą
że skończył się Post.
I wyjdą na brzeg objuczeni.
I śmiać się będą. I będą patroszyć
i wróżyć pomyślność.
A zdobycz największą podniosą wysoko.
Otwartą jak dom
poniosą.
I śpiewając zakopią
pośrodku drogi
którą przejdzie
Wędrowiec.

śpiewając
przekleństwo
bać się będą.

Będą czekać.

Czerwony, czerwony

Dorocie T.

Jest zmierzch czerwony pory suchej. Noc będzie chłodna.
Widziałaś? Chwasty
uwiły swe gniazda. Coraz więcej kamieni -
kamień na kamieniu powija.
A dalej jest komin, stos drewna na opał. Jest ogień.
Wystarczy rozniecić. Są okiennice otwarte,
którym się zatarły zawiasy. Zobaczysz,
jak się rozpędza młyn rzeki. Kamienie
otworzą się i zakwitną.
Od kiedy znów wieje, wreszcie
masz dłuższe włosy. Ta noc

będzie chłodna.
Dom oświetli Ojciec.

I powiedziane jest

Pawłowi Szyckiemu

Na końcu najgorętszej drogi po jakiej ci przyszło się czołgać
napotkasz kobietę która umawiała się z tobą czasem
że od teraz będziecie dla siebie coś znaczyć. I spotkasz
najdalszych krewnych co pławić będą swe dzieci
w blaszanych baliach. I zanim zapytasz czy wierzą
w nawrócenie czarownic i mężów ich i wrednych bękartów
spluną na ciebie a każdy przez lewe ramię.
I zanim powiesz że niedaleko stąd wylała rzeka
na takie miejsce jak tu i takich
odeślą cię skąd przyszedłeś. I będą mieć rację.
I jest napisane: Przez tę granicę nie będziesz przemycał
siebie. I nawet jeśli nie dotyczą cię tutaj żadne obrzędy.
I zaczniesz wierzyć w anioły.
I dowiesz się że dwa spośród wszystkich są miłosierne.
I płochliwy jest Anioł Eutanazji.
I leniwy jest Anioł Anestezji.

z tomiku „Biały OjczeNasz”, 2002

Samotny czerwony żagiel

i gdybym wchodził,
gdzie piołun i grząsko – gdybym się nie bał
to mógłbym pewnie
także nie tęsknić
i swoich zmarłych miałbym
w zieleni i gąszczu
– to miałbym światło
pod stopami nad sobą
żagiel
zrobiony
z twojego żołądka

i wykorzystałbym twoją tęsknotę

by płynąć – gdzie skały ostre jak oset
koszone przez morze
– płynąć szybciej i mógłbym kierować się
twoim głodem

który żołądek pamięta
pamięta i obręcz
mógłbym tę obręcz

przecinać na wodzie
i gdybym jeszcze nie zaznał tęsknoty –
choć byłbym
jak oset
jak oset mocny
– byłbym nikim

bo przecież o tym
śpiewają mosty.

z tomiku „Czerwony żagiel”, 2006

Inne wiersze Pawła Sarny w tematach: Wierność i zdrada, Co się poetom śni...?,
W wynajętych pokojach, Inspiracje, nawiązania i parafrazy poetyckie, Wiersze na
różne pory dnia
, Spacery poetów, Latarnie - symbolika i poetyckie konteksty
.Krzysztof Adamczyk edytował(a) ten post dnia 06.03.10 o godzinie 10:36
6.03.2010, 08:54

konto usunięte

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie


Obrazek
Anna Podczaszy (ur. 1972) – z wykształcenia anglistka, wykłada w Kolegium Języków Obcych w Legnicy, wydała tomiki wierszy: „danc” (2000, nominowany
do Nagrody Nike), „Wte i nazad” (2003), „Mniej, więcej” (2007). Mieszka w Legnicy. Oprócz poezji, uprawia też koszykówkę, jest czołową zawodniczką miejscowej
drużyny żeńskiej „Lew”.

Mam

Mam pokój żółty jak słońce. Jest środek nocy. Ciepło od lata.
(I od)

Mam kwiaty jak wielki, umajony ołtarz.
Odgadują moje myśli, chwiejnie potakują, gdy przejeżdża pociąg
i trzęsą się mury mojego domu.
(Ciarki, dreszcze na samą myśl o)

Mam rzędy książek wiernych jak anioły stróże.
Śpią, czy czuwają – z kartkami złożonymi ja skrzydła? ręce?
(Modlę się o, za)

Mam stół, lampę, fotel et cetera. Mam wszystko. Nawet Boga w sercu.
(Królestwo za, krzyczę.)

Mam skończone szkoły. Zdrowe ręce. Perspektywy, horyzonty, życie całe.
Świat u moich stóp.
(Wiruje, chwieje się, pada.)

Mam na ten świat okno, które otwieram
i wyskakuję – pełna nadziei.

Niewzruszenie

Powalona wierzba rośnie teraz poziomo.
Chciwie wypiłam butelkę wody, od razu całą.
Wszystko w tym roku jest szybsze - mamy maj
a już kwitną lipy, topola otrząsa się z puchu.

Z czarnego kina wyszłam, gdy z ust
bohaterów właśnie się snuł szept, że czasem,
że zdaje się, że pięknie, że sekundy, że tuż tuż,
a jeszcze tyle melodii, które na mnie grają!

Mam miasto jak na dłoni, mogę wróżyć ze strun
przecinających łąkę. Nie ma odwrotu, dobrze.
Te drzewa obojętne są na kształt, pozycję.
Rosną. Niewzruszenie, chętnie.

Mnóstwo

W połowie lipca liście okazują
pewne zmęczenie. Widzisz? To ludzka rzecz -
chorować ukradkiem. Nie, nic się nie dzieje
we mnie
błyskawicznie.

Ale przecież się staje. Rosną we mnie głosy
i mnóstwo rzeczy umiera. Wchłaniamy
się nawzajem i tak jest dobrze,

choć zawsze mogłoby być lepiej.
Już jestem duża, coraz więcej mam
odwagi, by błądzić, by po omacku, tam.

z tomiku „danc”, 2000

Blisko

Potrafisz zabrać? Nic nie mówię.
Jest blisko, będzie bliżej i bliżej.
I jeszcze dalej posuniemy bliskość.
Będziemy krążyć i prosić: zabierz

tą tęsknotę z mojego języka,
powtarzać słowa piosenki, puszczać
na okrągło. Powtarzam: nic nie mówię.
Trzeba, się zdaje, się chronić

przede mną, przede wszystkim.
Co, dodać? Ciche zawody, zachody
słonka, skradające się ciemności,
coraz to celniejsze, wyszukane

słowa, które nie naświetlą filmu,
prostych historii, błędów ani
nie wyjaśnią, ani nie będą ściemniać.
W nich spoczywa mi imię.

(Nie wybrałam cię sama.)
Jest pojemne, może zbyt obszerne.
Może już się zgubiłam, teraz tylko
proszę - na wyciągnięcie ręki -
nie dawaj mi więcej?

z tomiku „Wte i nazad”, 2003

Bardzo przepraszam

Tu miało coś być
napisane, już.
Z nadzieją się otworzyło na kolejnej stronie
a tu pusto i dopiero trzeba
się do roboty brać, w niebo się
wpatrywać, o łaskę boską błagać
kolejnych ludzi, o matko boska!
A oni nam zabierają jedyny dzień
wolny, ten dzień święty powszedni, i,
boże drogi, czy to nie przesada, tak faszerować
wszelkie pustsze miejsca działalnością z fakturami?
Może by się tak odważyć powiedzieć
do wymagającego klienta - spierdalaj (przepraszam).
Ach, lepiej było
tego nie
pisać,
myśleć lepiej nawet.

Pełen

Przecież ten dom jest pełen życia; co krok
leżą jego fragmenty: ręka tu, tam noga,
na samym środku powieka.
Julia ma całą szufladę ciał od lalek: chce jeszcze.
Miało być jeszcze, ale poszło. Przecież ten
dom jest pełen, czego chcesz więcej, kobieto.
Ala ma szafę wypchaną sukniami, chętnie
dołoży jeszcze te dwie, co tam
upadły. Przecież ten dom jest; co
krok leżą płytki, okna, sufity i krawędzie; przestrzenie
płaskie i niepłaskie, nieładne obok ładnych
w bezładzie. Wstałam i patrzę
na siebie
w lustrze.

z tomiku „Mniej, więcej”, 2007

Inne wiersze Anny Podczaszy w tematach: W świecie baśni, legend i mitów,
Poezja liczb, Śmiech, Blask (wysokich) okien, Poezja kolei żelaznych, Wiersze
na różne pory dnia
, Między zyskiem a stratą, Turpizm, Nihilizm (papierosy i wódka, zło i brzydota)
.Anna B. edytował(a) ten post dnia 15.03.10 o godzinie 21:19
15.03.2010, 21:06
Małgorzata

Małgorzata K. artystyczna,muzyczna
"dusza":-)

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie

Małgorzata Wolff
ur. w 1967 r.Z wykształcenia jest pedagogiem specjalnym i nauczycielką jęz.francuskiego.Pracowała jako bibliotekarka,opiekunka dzieci upośledzonych umysłowo,wychowawczyni w Pogotowiu Opiekuńczym,nauczycielka,a także jako dziennikarka w "Gazecie Krakowskiej".Jej wiersze zostały opublikowane w almanachach poetyckivh "Reda" i "Dialog z Panem Bogiem".

BÓG MOCY

A jak ci mówię:
Weż tę górę w swoje ręce
podnieś i przenieś,
to płaczesz,załamujesz dłonie
i mówisz:
Nie mam siły.

A jak ci mówię:
Ścieżką stromą idż,
wdrap się na sam szczyt,
to siadasz i mówisz:
Bolą mnie nogi
życiem obolałe.

A jak ci mówię:
Rozpal ogień
u podnóża góry
i poczuj jego moc,
to mówisz:
Gałęzie są wilgotne,
zapałki się zgubiły,
nie umiem.

A jak ci mówię:
To połóż się i umrzyj teraz!
To błagasz:
Proszę daj mi jeszcze trochę czasu!
A ja pytam ciebie:
Po co ci ten czas?
Żeby go zmarnować?
Dam go komu innemu.
* * *

Muza Uporczywa

ta muza dziwna co tak pod powiekami się rodzi
ciężko
pochodzi prosto z bezsennego fioletu
i wymyślonej czerwieni dotyków
nie chcę jej
a jednak wstaję i piszę
wyłamując sobie palce
wydłubując sobie oko
gryząc język
łzy poukładane równo
na stoliku
zapadają w drzemkę
9.05.2010, 14:25
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Współczesna poezja polska - najmłodsze pokolenie


Obrazek
Karolina Sałdecka (ur. 1983 r.) - absolwentka filologii polskiej i filologii romańskiej
na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Debiutowała w prasie regionalnej.
Należy do grupy „Poeci Za Kratkami”. Autorka tomiku wierszy „Faux pas" (2005). Publikuje na forach internetowych i w prasie, m. in. w "Dekadzie Literackiej", „Twórczości", „Gazecie Wyborczej". Jest doktorantką w Instytucie Literatury Polskiej UMK, pracuje też w fundacji „Pracownia Kultury Współczesnej”. Mieszka w Bydgoszczy.

Pocztówka

W Sydney na jednej ulicy
stoi tramwaj- zwykła atrapa
w środku motorniczy głuchy jak pień
i podkrążone mrokiem świetlówki
jego martwa zaduma
przypomina sen
ciężki jak piersi kobiet
ze składu tanich papierosów
gdzie też ani śladu wiosny lub zmiany
i wiatr nie wieje
ani w twarz ani w plecy
na mojej pocztówce z Sydney

Piszę

czuję jak rośnie we mnie wiersz
nabiera kształtu
nosa uszu brody
jest wewnątrz
jak najgłębiej może być
ostry trzonek słowa
które weszło tam
z bólem
i w bólu
wykona kilka szybkich ruchów
do przodu i do tyłu
znowu nabierze kształtu
mocnego karku i ramion
aż w końcu
spełznie z ciała
by zmieszać się ze śliną
na palcu i w rogu kartki

Czerwiec – lipiec – czerwiec

wieczór chwieje się
jak bezradne zwierzę na miękkich łapach
w popielniczkach zasypiają papierki wokół
kumulowanych uczuć
nie jesteśmy niczym poza
tłumem poluzowanych wcieleń
w spiralnych kolejkach

może właśnie tak ocali nas miasto

Inne wiersze Karoliny Sałdeckiej w tematach: Poezja i fotografia, Szpital,
Ciało mojego ciała/Inspiracje, nawiązania i parafrazy poetyckie
.Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 15.05.10 o godzinie 11:40
15.05.2010, 11:30

Następna dyskusja:

Poezja skandynawska




Przeglądaj dyskusje w tej grupie

Setki wypowiedzi

Zobacz o czym się teraz dyskutuje

Pytania i odpowiedzi

Znajdź odpowiedź na swoje pytanie

Wyślij zaproszenie do