Temat: Wiersze z podróży

wars poetica

w warsie pachnie kiełbasa
samotni pasażerowie
zajmują stoliki
byle dalej od siebie
plastykowymi tackami
wyznaczają tereny
chwilowej prywatności

pomiędzy nimi poeta
jak posłaniec bogów
na czworakach zbiera
rozsypane wiersze
wyszarpuje spod butów
kartki (...) Zobacz więcej
15.07.2008, 10:27
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Wiersze z podróży

Łukasz B.:
wars poetica

w warsie pachnie kiełbasa
samotni pasażerowie
zajmują stoliki

/.../

Kiedyś Rudi Szubert przy akompaniamencie "Wałów Jagiellońskich" śpiewał: "Wars wita nas...", a ja w tym wakacyjno-podróżniczo-kulinarnym nastroju witam nowego Kolegę w naszej grupie. Twój wiersz, Łukaszu, rozjaśnił zachmurzone dzisiaj niebo nad moją głową. Podoba mi się ta wars poetica, zapachniało pięknie nie tylko kiełbasą
i musztardą, ale dobrą poezją, napisaną z jakże bliskim mi, subtelnym, nieco autoironicznym, poczuciem humoru. Pozdrawiam - Ryszard.Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 14.11.09 o godzinie 14:15
15.07.2008, 11:29

Temat: Wiersze z podróży

Dziekuję za ciepłe przyjęcie :) Tym bardziej, że jestem tu nowy :)
Pozdrawiam również - Łukasz

Kiedyś Rudi Szubert przy akompaniamencie "Wałów Jagiellońskich" śpiewał: "Wars wita nas...", a ja w tym wakacyjno-podróżniczo-kulinarnym nastroju witam nowego Kolegę w naszej grupie. Twój wiersz, Łukaszu, rozjaśnił zachmurzone dzisiaj niebo nad moją głową. Podoba mi się ta wars poetica, zapachniało pięknie nie tylko kiełbasą
i musztardą, ale dobrą poezją, napisaną z jakże bliskim mi, subtelnym, nieco autoironicznym, poczuciem humoru. Pozdrawiam - Ryszard.Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 15.07.08 o godzinie 11:31
15.07.2008, 11:36

Temat: Wiersze z podróży

*** [pożegnania pocałunki]

pożegnania pocałunki…
pełen peron rozstań
to tylko próba przed podróżą
z której próżno czekać
kartki czy esemesa

przytulają się,
jak morfinę dozują żal
uśmiechem aktywują samotność
na tydzień... na dwa… (...) Zobacz więcej
15.07.2008, 12:31

Temat: Wiersze z podróży

Bardzo mi miło, że się podobają. Wśród niewielu wierszy jakie w ogóle napisałem, mam sporo z podróży, bo w podróży jakoś mi się dłuży (i wymyśla lub pisze). A podrózuję co najmiej dwa razy w tygodniu (w całkiem prozaicznym celu: do pracy), więc ta proporcja podróżnych czy wręcz kolejowych wierszy (das Zuggedicht) ma zupełnie racjonalne wytłumaczenie.

oto kolejny w całkiem innym stylu:

to widzę
co tydzień
to tak to to tak
jesieni znak
zmierzchu znak
smak
i jakiś brak
i dal
żal
za
a może po
po kimś
po ciąg
zdarzeń ciąg
pamięć rąk
róży pąk
pociągŁukasz B. edytował(a) ten post dnia 17.07.08 o godzinie 08:35
17.07.2008, 08:34
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Wiersze z podróży

Marek Grechuta

Wokół zaczarowany świat (Wenecja)


Od morza wieje siwy wiatr kołyszą się gondole
Stary srebrzystobrody świat rozstawił główne role
Piazzo San Marco Ratusz - arkady klawiatura
Tycjan El Greco gubi łzy - milczy architektura

Wenecja - mgła

Ulice wymyślono tak by zmieścił się przechodzień
We dwoje tylko - szerszy trakt to już płynąć po wodzie
Okno otwarte nie wie co warkotu nawałnica
Zamknięte tylko po to, bo na dwoje - ulica

Wenecja - mgła

Labirynt mgły labirynt słów i labirynt lazurów
Zmienił się w rzekę ulic rów - podwoił wzniosłość murów
Nie dość Wenecji było mgły wśród błękitów nad głową
Teraz odpływa tak jak sny przez żalu jedno słowo

Wenecja -

Wokół zaczarowany świat (Wenecja) -
- słowa, muzyka i wykonanie: Marek Grechuta
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 08.08.08 o godzinie 06:36
7.08.2008, 20:13
Michał

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Wiersze z podróży

Ryszard Mierzejewski:
Marek Grechuta

Wokół zaczarowany świat (Wenecja)

Ryszardzie, bezcenny Twój wkład w popularyzację poezji wyjątkowej, subtelnej i owianej mgłą Krakowa, dziękuję.
7.08.2008, 20:50

konto usunięte

Temat: Wiersze z podróży

Cyprian Kamil Norwid

Z POKŁADU MARGUERITY
WYPŁYWAJĄCEJ DZIŚ DO NEW-YORK


Londyn, 1852, decembra, godzina 10 rano

I
Cokolwiek słońca w żaglach się prześwieca,
Omuska maszty lub na fale s-pryska;
Mgły nikną niby zasłona kobieca,
Obłoki widać za nią jak zwaliska!...

II
"Czemu zwaliska? i czemu zasłona?
"Czemu niewieścia...?" - krytyk niech już pyta
I niech oskarża muzę, że zmącona
W harmonii-pojęć-swoich ta kobiéta -

III
Ja, nie wiem... widzę, i rzecz kreślę smutno,
Jakbym był jednym z ciągnących żurawi,
Co cień swój wiodą przez masztowe-płótno,

Nie myśląc, czy stąd obraz się zostawi!...

IV
Ja nie wiem... końca, nigdy nie wiem może,
Lecz...

(tu mi przerwał sternik)

...szczęść wam Boże...Marta Konarska edytował(a) ten post dnia 30.08.08 o godzinie 10:04
30.08.2008, 10:03

konto usunięte

Temat: Wiersze z podróży

Jarosław Iwaszkiewicz

Florencja w deszczu


Arturowi Międzyrzeckiemu

W płaszczu deszczu
Santa Maria del Fiore
powiedziała mi:
jeszcze cię nie zabiorę
Patrz jak tulipan mój w wodzie się pluszcze
jak się różowe dachówki łuszczą
na mojej śpiewnej kopule
jak krople padają czule
szeleszczą szepcą i gwarzą
nad twoją wzniesioną twarzą
niedowarzony wieszczu

Ty nie wiesz ile tak trwam już
oblicz choć palców nie starczy
i wciąż w dół obrócona
różowa moja korona
i krok twój młodzieńczy i starczy
w mym cieniu chwiał się i mijał

Jestem jak kwiat w tym tumanie
Santa Maria
del Fiore
wyrastam z miasta jak wezwanie
jak hasło jak hymn jak instrument
i nie mów że wszystko przemija
to nie jest żaden argument
bo liczba we mnie zaklęta
jest wieczna
jest święta
20.09.2008, 09:56
Magdalena

Magdalena F. International
Department Team
Manager

Temat: Wiersze z podróży

Poznani przypadkiem,
W odległej krainie,
Nad rzeką topiąc się w słońcu.

Szli uśmiechnięci,
Zapatrzeni w siebie
Widząc cel na drogi końcu.

Na moście stali
W objęciach miłości
Zapatrzeni tylko na siebie.

Trzymając dłoń w dłoni
Patrząc w oczy
Czuli, że są dziś w niebie.

W Lyonie nad rzeką
Widzieli siebie
Tam życie swoje zaczęli.

Spacerując razem
Z uśmiechem na twarzy,
Tej pięknej (...) Zobacz więcej
20.09.2008, 11:39
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Wiersze z podróży

Magdo, właściwie o czym jest Twój wiersz? O tym, że jakiś dwoje ludzi się spotkało, przypadło sobie do gustu i spacerowali sobie potem, bo było im ze sobą dobrze. Wybacz, ale to historia bardzo banalna, jakich miliony i na miliony sposobów opisana już w literaturze. Nic nowego i ciekawego tu nie wnosisz, a sposób, w jaki to opisujesz, z użyciem rymów: słońcu/końcu, siebie/niebie i zaczęli/niedzieli, kwalifikuje raczej ten utwór do kategorii tekstów muzyki pop, bez większych ambicji literackich.
W tych ostatnich jednak nikt nie zwraca uwagi na tekst, bo głównym ich walorem jest prosta, rytmiczna i łatwo wpadająca w ucho melodia. Tutaj mamy zaś goły tekst,
który - niestety - piękny nie jest, chociaż z ładnych i subtelnych słów zbudowany.Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 20.09.08 o godzinie 17:34
20.09.2008, 17:33

konto usunięte

Temat: Wiersze z podróży

Krzysztof Kamil Baczyński

Podróże


Czytamy szeroką przestrzeń
liczoną w głębokość spojrzeń
morza dalekie, obłe dźwięczą metalem światła
gdy nagle w horyzoncie przepuk linii dojrzę.
Z brzęczącej blachy morza wypełzną niedbale
powolne, gęste wyspy
obok przejdą bielą
ciepłym rozlewem ulic pierząc roje palem
słońce na białe ciepło w zębach osad mieląc.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

W portach które pływają po wypukłym morzu
zmierzch w wieczornych gospodach pachnie cierpko winem
(przez łzy szyb słychać w dali przechodzące góry)
powoli oczy ciężkie jak skrzydła rozwinę:
mury wygrzane w słońcu - białe szorstkie koty.
Przeciągają wzdłuż winnic grzbiety skwaru - rtęcią
i morze się ugina drętwe ciepłym złotem
(pękają akordy barw zmierzchem zwilgając jak parą)
a kiedy błękit świtem wzejdzie w przestrzeń
miasto wyleje rzeką szeroką do morza.
Odpłynę wiotkim statkiem w szerokie ramiona
horyzont pęknie jak szklana obroża
pożegnają mnie ciszą gęstych drętwych zmierzchów
iluminacje światła jak ostatni pożar.
Aż strącony burzami z szorstkich liści palmy
zapędzony nocami w ślepy, cichy atol
wycharczę czarną perłę konający nurek
i błękit tylko
w zmierzchach wchłonie mnie jak zator...

I. 39 r.
13.10.2008, 13:00
Michał

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Wiersze z podróży

Jarosław Iwaszkiewicz

* * *

Nie rzucam monet do fontanny Trevi
czy to skutkuje nikt na pewno nie wie

nie lubię tego Neptuna z pałacu
co się rozpycha na malutkim placu

a plac jak salon i dziw nawet bierze
że niedzielami stoją tu żołnierze

wszystko jest takie jak z gipsu i sztuczne
skały pod wodą jak zwierzęta juczne

przy samym brzegu pieni się tu piana
zaczerpnij dłonią - ma pewnie szampana
smak ta f o n t a n n a
19.10.2008, 15:52
Jolanta

Jolanta Chrostowska-Sufa Redakcja, korekta,
adiustacja, zlecone
teksty autorskie,
...

Temat: Wiersze z podróży

Charles Baudelaire

Podróż na Cyterę


Serce moje z radości jak ptak trzepotało,
Polatując swobodnie nad olinowania.
Jak anioł, kiedy słońcem pijany się słania,
Statek niósł się pod niebem, co lazurowiało.

Co to za wyspa smutna i czarna? - Cytera,
Brzmi odpowiedź, ubogi kraik pod Helladą,
Ale to rozsławione w pieśniach Eldorado,
Co starym kawalerom ramiona otwiera.

- Wyspo słodkich tajemnic i wielkich świąt serca!
Wśród fal twych się unosi jak wonna żywica
I umysły miłością, tęsknotą nasyca
Świetlany duch antycznej Wenus, dusz przezierca.

Czczony przez wszystkie ludy, w mirtach unurzany,
Kwiecący się ostrowie piękny, gdzie westchnienia
Serc rozpłomieniających się od uwielbienia
Wzlatują jak wonności nad ogród różany

Lub pełne wiecznych gruchań gołębie zapały!
- Cytera dziś to ziemi jałowej strzęp dziki,
Pustka skał rozdzierana przez zwierzęce krzyki.
Wypatrzyłem jednakże obiekt niebywały!

Nie myślę o świątyni za drzew kępą ciemną,
Gdzie szła młoda kapłanka, kwiaty kochająca,
A habit jej zwiewała bryza dmuchająca
Chłodząc ciało palone gorączką tajemną;

Lecz nieomal ścinając przybrzeżne ostrzyce
Spłoszyły właśnie ptactwo nasze białe żagle
I słup o trzech ramionach ujrzeliśmy nagle -
Jak cyprys na tle nieba czarną szubienicę.

Tu ciało na postronku od ptasich chmar puchło:
Drapieżniki z wściekłością rwały swój żer zgniły,
Dziobami plugawymi jak nożami biły
W to krwawiące ranami tysięcznymi truchło;

Z oczu zostały dziury, rozmiękł brzuch pękaty
I lały się po udach jelit sprute zwoje:
Stęchłymi frykasami sycąc dzioby swoje
Do cna wykastrowały trupa jego katy.

U stóp wznosiło pyski czworonogów stado
I łażąc w krąg, oprawcom zazdrościło szczerze;
Pośrodku poruszało się największe zwierzę
Niczym rozkazodawca wraz z przyboczną radą.

Synu tej wyspy, cicho znosiłeś zniewagi,
Zwrócony ku pięknemu rodzimemu niebu,
Dla twych win odmówiono ci nawet pogrzebu,
A niesławą okryty, zawisnąłeś nagi.

Śmieszny wisielcze, twoje rany i mnie pieką!
Na widok zwisłych kończyn, ich chybotliwości,
Poczułem, że podchodzą mi pod krtań, jak mdłości,
Nagle odwilgłe bóle wielką żółci rzeką;

Poczułem kły i dzioby zgrai nieprzebranej
Również na sobie, drogi biedaku z Cytery,
Bom ujrzał dni, gdy kruki i czarne pantery
Chciały przed laty zadać mi śmiertelne rany...

Choć morze błękitniało w jaśnieniu podniebnym,
Dla mnie się krwią i czernią zasnuła toń cała
W chwili, gdy mi Cytera serce pogrzebała
W tej strasznej alegorii jak w całunie zgrzebnym.

Cóż miałaś dla mnie, Wenus? - Na tle firmamentu
Mój zwisły w symbolicznej pętli obraz nagi...
O, dodawaj mi, Panie, siły i odwagi,
Bym patrzał na me serce i ciało bez wstrętu.

tłum. Józef Waczków
27.10.2008, 11:40
Małgorzata

Małgorzata B. Ale to już było.....

Temat: Wiersze z podróży

CZESŁAW MIŁOSZ

Pielgrzymując
Oby zapach tymianku i lawendy towarzyszył nam w drodze
Do tej prowincji, która nie wie jak jest szczęśliwa,
Bo została wybrana i nawiedzona,
Sama jedna pośród wielu zakątków ziemi.

Dążyliśmy do miejsca, ale nie wiodły tam znaki.
Aż wyjawiło siebie w pasterskiej dolinie,
Między górami jak sprzed początku pamięci,
Nad wąską rzeką szumiącą u groty.

Oby został z nami smak wina i mięsiwa,
Tak jak ucztowaliśmy na polanach,
Szukając, nie znajdując, zbierając wieści,
Jasnością dnia pocieszeni.

Łagodne góry i dzwonki stad
O wszystkim co utracone niech przypominają,
Bo już widzieliśmy i pokochaliśmy
Świat, który trwa jedno mgnienie.

1976
14.01.2009, 23:39
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Wiersze z podróży

Iwan Bunin*

Wenecja


Osiem lat, odkąd w Wenecji nie byłem...
Za każdym razem, kiedy mijam dworzec
I staję na przystani, fascynuje
Cisza Wenecji, a zmysły odurza
Orzeźwiający morski wiew kanałów.
Te łódki, barki i ten oleisty
Blask wody, opromienionej światłami,
A nad nią wznoszą się niskie frontony,
Do brudnej kości słoniowej podobne;
Wieczór południa błękitnieje w górze,
Wilgotny, słotny, ale napełniony
Łagodnym, z lila odmianą, błękitem -
Przyjemnie było wszystko ujrzeć znowu.

Minęło osiem lat... Spałem w znajomym
Od dawna, niskim pokoju, pod białym
Sufitem, w barwne malowanym kwiaty:
Dzwon usłyszałem z rana - melodyjny
I dźwięczny, ale nie nas wzywający;
Ten czysto brzmiący głos osamotniony
Głosem przeszłego życia jest, po którym
Jedynie samo piękno pozostało!
A potem słońce różowe ukośnie
Zajrzało do wąziutkiego zaułka,
Odblaskiem odbijając się od domu,
Od przeciwległej ściany - a ja znowu
Radosną bliskość morza i wolności
Odczułem, kiedy ujrzałem nad dachem,
Nad kołyszącą się w wietrze bielizną
Strzępy obłoków biało-fioletowe
W turkusie nieba wilgotnym i płynnym.
Po chwili wbiegła na dach lekkim krokiem
I zdejmowała bieliznę śpiewając
Smukła dziewczyna z odsłoniętą głową"
Kształtna i zwinna... A ja przypomniałem
I Capri, i Gracjellę Lamartine'a...
Choć byłem wtedy o osiem lat młodszy,
Ale nie sercem, nie, wcale nie sercem!

W południe koło Marka, co się jakby
Patriarchą Syrii i Smyrny wydawał,
Słońce się w jasnej uśmiechając mgiełce
Już oślepiało macicą perłową.
Mury pałacu dożów przygrzewało
I plac i gruchające i kipiące
Szaroniebieskie gołębie, co ziarna
Dziobały w ciżbie hojnych cudzoziemców.
Wszystko lśni: buty, kapelusze, laski,
Oczy zmrużone, błyskające zęby;
Kobiety, wiosnę przypominające
Jasnymi sukienkami, otworzyły
Jedwabne parasolki, by jedwabiem
Twarz opromienić... Usiadłem w galerii,
O dziennik poprosiłem i o kawę,
I nad czymś zamyśliłem się... Kto młody,
Ten wie, co kocha. A my już nie wiemy -
Kochamy cały świat... A w dal bezmierną,
W dal - za kanały, za płasko leżące
I jaśniejące w mętnym blasku miasto,
Za Adriatyku zielone Laguny,
W błękitną przestrzeń - spoglądał z kolumny
Skrzydlaty Lew. Gdy niebo jest pogodne,
On widzi na południu Apeniny,
A na szarawej północy potrójne
Fale Alp, co błyskają nad błękitem
Platyną swoich lodowców garbatych.

Wieczorem - mlecznoszara mgły zasłona,
Nieprzenikniona jak dym. I puszyście
W niej zielenieją światełka, słupami
Smukłe latarnie odrzucają cienie.
I kanał Wielki czernieje żałobnie
W rozsypce świateł mgliście-purpurowych.
Marek jest ciężki i stary. W zaułkach
Błocko, brud. Ludzie chodzą samym środkiem -
W operze jakby. I upojnie pachną
Mocne cygara. I jakoś przytulnie
W jasnych podcieniach, gdzie szumią i błyszczą
Kawiarnie i wystawy. Tu Anglicy
Kupują żonom kunsztowne koronki
I książki o chropawych twardych kartkach
W oprawie ze złocistą ligaturą,
O grubych klamrach. Za mną niespodzianie
Dziewczyna się zatrzymała, trącając
Mnie dłonią w ramię - do mnie się nieśmiało
I smutnie uśmiechała: "Mi d'un soldo!" -
Szepnęła. Długo siedziałem w tawernie
I długo wspominałem jej gorące,
Piękne spojrzenie, promieniste rzęsy
I jej łachmany. To Arabka chyba?

O pierwszej w nocy wyszedłem. Wilgotnie,
Ale łagodnie, ciepło. Na piazetcie
Mokre kamienie. Tkliwie pachnie morzem,
Chłodno i mokro zawiewa od śliskich
Ciemnych zaułków, świeżością arbuza -
Z kanału. W jasnym niebie nad piazettą
Na wprost posągów papieskich, na froncie
Kościoła - blady przesuwa się księżyc:
To połyskuje, to za dymem taje,
Za mgłą jesienną, która wstaje z morza.
"Enrico, czyś nie zasnął?" - On bezdźwięcznie
Na światło wyprowadza księżycowe
Długi i czarny katafalk gondoli.
Ledwie nachyla postać - i wyrasta
Stojąc na rufie... Myśmy potem długo
Płynęli w wąskich korytarzach ulic,
Wzdłuż ciężkich murów, wzniesionych wysoko...

W tych korytarzach stoją barki z drzewem
I barki z solą - one tu nocują.
A pod murami - stopnie schodów, pale
W pleśni i śluzie. A nad wszystkim - niebo,
Niebieska wstęga w drobnych bladych gwiazdach.
Wenecja śpi o północy - być może
Tylko w spelunkach złodziei, pijaków
Za dworcem świecą szpary w okiennicach
I głuche słychać za nimi okrzyki,
I śmiech porywczy, kłótnie, uderzenia
Pięścią w stoliki i stoły, zalane
Marsałą i wermutem. Ile czaru
W tym późnym, w tym odurzającym życiu
Pijaków, prostytutek, marynarzy!
Ale "Amato, amo, Desdemona!" -
Mówi Enrico w pełnym pasji śpiewie
I może być, że ktoś tę pieśń usłyszy,
Ktoś kto tu mieszka w tym ciemnym domostwie -
Dusza, co kocha... I za ogrodzeniem
Widzę ogródek; na czystym tle niebios
Nagie i jakby przezroczyste drzewa,
Które szkłem błyszczą, i zapachniał ogród
Winem i miodem... Winny zapach liści
Delikatniejszy jest niż wiosny zapach.
Młodość brutalna, zazdrosna i chciwa,
Młodość nie dozna szczęścia w tym, że widzi
Srebrzyste łzy na rzęsach Desdemony,
Innego kochającej...

Oto jasne
Wyjście w niebiosa, w blask wody, księżyca!
Witajże niebo i księżycu jasny,
Gro barw lustrzanych wód i delikatna,
Błękitna mgło, gdzie bajką się wydają
Jakby dalekie domy i kościoły!
Witajcie również północne przestworza
Złotych i omdlewających wybrzeży,
Światła ekspresu ledwie widocznego,
Biegnące złotym rzędem po lagunach
Ku południowi!

30 sierpnia 1913

tłum. Leopold Lewin

*notka o autorze, inne jego wiersze w oryginale i linki do polskich
przekładów w temacie Стихи – czyli w języku Puszkina
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 23.05.11 o godzinie 14:35
19.01.2009, 00:13

konto usunięte

Temat: Wiersze z podróży

Bohdan Zadura*

Budapeszt


pamiętam
jak jechałem dwójką
od mostu Wolności
do mostu Małgorzaty
czterdziestoletni

patrzyłem na ludzi
siedzących przy białych
stolikach na białych
krzesłach
i czułem
że tam jest
prawdziwe życie

pamiętam
jak siedziałem
przy białym stoliku
na białym krześle
piłem espresso
i jadłem lody
czterdziestoletni

patrzyłem na ludzi
jadących tramwajem
od mostu Wolności
do mostu Małgorzaty
i czułem
że tam w tramwaju jest
prawdziwe życie


*notka o autorze i linki do innych jego wierszy
w temacie Autoportret w lustrze wiersza
Ten post został edytowany przez Autora dnia 31.08.13 o godzinie 10:24
28.01.2009, 14:57
Zofia

Zofia Szydzik wolna jak wiatr -
emerytura

Temat: Wiersze z podróży

Szymborska Wisława

Z nieodbytej wyprawy w Himalaje

Aha, więc to są Himalaje. Góry w biegu na Księżyc.
Chwila startu utrwalona na rozprutym nagle niebie.
Pustynia chmur przebita. Uderzenie w nic.
Echo - biała niemowa. Cisza.
Yeti, niżej jest środa, abecadło, chleb
i dwa a dwa to cztery, i topnieje śnieg.
Jast czerwone jabłuszko przekrojone na krzyż.
Yeti, nie tylko zbrodnie są u nas możliwe.
Yeti, nie wszystkie słowa skazują na śmierć.
Dziedziczymy nadzieję, dar zapominania.
Zobaczysz, jak rodzimy dzieci na ruinach.
Yeti, Szekspira mamy.
Yeti, na skrzypcach gramy.
Yeti o zmroku zapalamy światło.
Tu - ni księżyc, ni ziemia i łzy zamarzają.
O Yeti Półtwardowski, zastanów się, wróć!
Tak w czterech ścianach lawin wołam do Yeti,
przytupujac dla rozgrzewki na śniegu wiecznym.

Z tomiku - Wołanie do Yeti - 1957Zofia Szydzik edytował(a) ten post dnia 31.01.09 o godzinie 11:46
28.01.2009, 20:12
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Wiersze z podróży

Robert Bly*

Jadąc przez Ohio

I.


Spaliśmy tej nocy w Delaware, Ohio:
Wspaniały, senny kraj.
Kraj dębów, owiec i łąk.
Spaliśmy w wielkim, białym domu turystycznym,
Gdzie leżały ma stole zeszyty „National Geographic”.

II.

Na północ od Columbus ogarnia mnie leniwa radość:
Powolna i mulista rzeka,
Białe stodoły pochylone ku ziemi,
Topole z pniami malowanymi na biało
I domy, na których szczycie wznoszą się obserwatoria
Jakby Ohio było wybrzeżem wdów
Patrzącym na niebezpieczny Atlantyk.

III.

Teraz jedziemy na północ, mijamy białe cmentarze
Tak malownicze w porannym powietrzu.
Przez cały ranek miałem poczucie śmierci;
Jestem pełen miłości i kocham ten senny kraj.
Któregoś dnia tu wrócę i znów zamieszkam
Na tej odrętwiałej ziemi, gdzie urodził się Harding.

z tomu "Silence in the Snowy Fields", 1962

tłum. Julia Hartwig

*notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 13.01.12 o godzinie 11:19
27.03.2009, 12:51

konto usunięte

Temat: Wiersze z podróży

Maria Korusiewicz

Sen o Troi – dla Kasi


Ten mały kamyk, białawy i okrągły
z żółtym środkiem i błyszczącymi płytkami kwarcu
leży, wiem to na pewno, w smudze światła
pod schodami błękitnej kamieniczki na Lone Mountain.
I wiem, jak układają się liście na 16 mili drogi do San Rafael,

tam gdzie wysiadł nasz stateczny ciemnobordowy Ford.
(Grubawy policjant zajrzał pod maskę i poradził nam wziąć taksówkę)
I ten rysunek pęknięć na zielonej poręczy przy schodkach
przed małym domkiem w Carmelu –
rano wisiały na niej wielkie, zimne krople, ślady nocnej mgły znad oceanu.

Kiedyś, może raz, a może dwa byłam pewna, że znam istotę rzeczy,
mroczne ziarno światła, ale to słodkie przerażenie
umykało nam przy najmniejszym ruchu i ;
nawet gdy zaciskałam kciuki i
liczyłam cicho do dziesięciu wracało do mnie tylko nikłe tykanie
zegara w twojej białej kuchni Więc pozwól mi usiąść przy tobie, droga Kasiu,
i będziemy mówić o Gurdżijewie i wędrówce dusz
i tych delikatnych kwiatuszkach, które rysowałaś ostatnio

I o gatunkach kawy. Ty jak zwykle nad podwójną latte,
ja, parząc się czekoladowym cappucino,
za otwartymi na oścież drzwiami paruje w słońcu twój ogród róż
I co dalej? Co dalej? Codzienne zmywanie naczyń, rytuał telefonów i dzwonków
wieczorny serial w telewizji.
Nakarmić świnki morskie, pościerać kurze, odróżnić
dobro od zła i jeszcze od tego co zostanie.
Widzę cię, jak ostrożnie domalowujesz jeszcze jeden
kwiat rumianku, jeszcze jeden listek na białym kartoniku,
(potem naklejają to na setki tysięcy buteleczek
najlepszy szampon od Mili Valey do Chin)
pędzel muska powierzchnię wody...
I to wszystko? Tak było i będzie? Więc jeszcze
wywietrzyć pokój przed snem, zgasić światło w holu,
przesunąć delikatnie palcem po zielonej poręczy, tam,
przed tamtym domkiem w Carmelu, przy Casanovą Street,
i jeszcze pomyśleć
jak bezchmurne musiało być niebo
jak błękitne nad Troją
w dzień
kiedy upadła
4.04.2009, 09:30



Zobacz dyskusje w grupie Ludzie wiersze piszą...

Aktualne tematy

Zobacz o czym się teraz dyskutuje

Problemy i porady

Znajdź odpowiedzi na swoje pytania

Wyślij zaproszenie do