Michał

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

ks. Jan Twardowski

Trzy Królowe


- Jestem żoną króla Baltazara -
pani Baltazarowa mówiła. -
Stale miałam z mężem kłopoty.
Baltazarku - wołałam - śniadanie!
A on patrzył w niebo jak w order złoty.
Podałam mu mleko w dzbanuszku
hojną serdeczną ręką.
Przyniosłam pięć jajek na miękko.
Nie dotknął chleba, mleka;
od śniadania do gwiazdy uciekał.
Wyruszył w noc ciemną, głęboką,
pojechał za gwiazdą wysoką.
Czekam wciąż ze śniadaniem,
ze szczypiorkiem, marchewką,
rumianą chleba przylepką.

- Jestem żoną Kaspra -
królowa Kasprowa mówiła. -
Mój mąż był niepodobny do innych.
Kotem, psem się nie cieszył,
tylko za gwiazdą się spieszył.
Tak szybko, że zapomniał
gdzie sandał, która godzina.
Choć kasłał jak chora owieczka,
pojechał w letnich majteczkach.
Jedzie przez wielkie pustynie
- zapomniał szalika na szyję.
Zanim go uczczą pomnikiem,
czekam na niego z szalikiem.

- Jestem żona króla Melchiora -
królowa Melchiorowa mówiła -
mój mąż wciąż myślał o podróży.
Nie spał, oka nie zmrużył.
Miał łóżko z kołdrą, poduszką,
lecz nie mógł zasnąć w łóżku.
Patrzył w niebo, gwiazdy rachował.
Mężu, najdroższy panie,
czekam z lekarstwem na spanie.

Trzej Mędrcy w świat wyruszyli.
Anioł wieńczy każdemu głowę.
Ze śniadaniem, szalikiem, tabletką na spanie
do dziś jeszcze czekają królowie.

z tomu "Jak tęcza co sobą nie zajmuje miejsca", 1999Michał M. edytował(a) ten post dnia 03.01.10 o godzinie 21:48
3.01.2010, 21:28
Michał

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

Krzysztof Kamil Baczyński

Ballada o trzech królach


Tajemnicę przesypując w sobie
jak w zamkniętej kadzi ziarno,
jechali trzej królowie
przez ziemię rudą i skwarną.

Wielbłąd kołysał jak maszt,
a piasek podobny do wody;
i myślał król: "Jestem młody,
a nie minął mnie wielki czas.

I zobaczę w purpurze rubinów
ogień, siły magiczny blask;
może stanę się mocniejszy od czynów
przez ten jeden, jedyny raz".

Tygrys prężył siłę jak wąż,
mięśnie w puchu grały jak harfa.
Na tygrysie jechał drugi mąż,
siwą grzywę w zamyśleniu szarpał.

"Teraz - myślał - po latach tylu,
gdy zobaczę, jak płomienie cudu drżą,
moje czary skarbów mi uchylą,
moje wróżby nabiegną krwią.

Ziemia pełna jak złoty orzech,
pęknie na niej skorupy głaz,
usta jaskiń diamentowych otworzy
przez ten jeden, jedyny raz."

Trzeci król na rybie
wielkiej jak wyspa jechał
przez stepy podobne szybie
błękitnej pod wiatru miechem.

Nucił: "Po latach stu
kwiat początku i końca ogień
w jedno koło związanych nut
gdy zobaczę, sam się stanę Bogiem.

W suche liście moich ciemnych ksiąg
spłynie mądrość odwiecznych gwiazd
i osiądzie w misie moich rąk
przez ten jeden, jedyny raz".

A w pałacach na lądach zielonych,
co jak sukno wzburzonej fali,
mieli króle trzej błękitne dzwony,
w których serca swe na co dzień chowali.

A tak śpiesznie biegli, że w pośpiechu
wzięli tylko myśli pełne grzechu.

Więc uklękli trzej królowie zadziwieni,
jak trzy słupy złocistego pyłu,
nie widząc, że się serca trzy po ziemi
wlokły z nimi jak psy smutne z tyłu.

I spojrzeli nagle wszyscy trzej,
gdzie dzieciątko jak kropla światła,
i ujrzeli, jak w pękniętych zwierciadłach,
w sobie - czarny, huczący lej.

I poczuli nagle serca trzy,
co jak pięści stężały od żalu.

Więc już w wielkim pokoju wracali,
kołysani przez zwierzęta jak przez sny.

Wielbłąd z wolna huśtał jak maszt;
tygrys cicho jak morze mruczał;
ryba smugą powietrza szła.

I płynęło, i szumiało w nich jak ruczaj.
Powracali, pośpieszali z wysokości
trzej królowie nauczeni miłości.

9.III.44 r.
3.01.2010, 21:34
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

Thomas Stearns Eliot


Podróż trzech Króli

„Mroźna to była wyprawa;
Najgorsza pora roku
Na podróż, zwłaszcza tak długą:
Drogi tonące w śniegu i lodowaty wiatr,
Najokrutniejsza zima.”*

Rozdrażnione wielbłądy, pokaleczone, zbolałe,
Kładły się w mokrym śniegu.
I było nam czasem żal
Letnich pałaców na wzgórzu, osłonecznionych tarasów,
I jedwabistych dziewcząt roznoszących napoje.
Poganiacze wielbłądów klęli i złorzeczyli,
Żądali napitku, kobiet, przepadali bez wieści,
Nocne ogniska gasły, nie było gdzie się schronić;
A miasta były wrogie, mieszkańcy nieprzyjaźni,
Wioski brudne i chytre, za wszystko żądano złota.
Ciężka to była próba.
Wędrowaliśmy w końcu już tylko w ciągu nocy,
Śpiąc byle gdzie i płytko,
I słysząc w sobie głos, który powtarzał w kółko:
To jest czyste szaleństwo.

Aż któregoś poranka, śniegi mając za sobą, zjechaliśmy w dolinę,
Łagodną, żyzną, wionącą zapachem wielu roślin,
Gdzie nad strumieniem stał młyn i młócił kołem ciemność,
A dalej, pod niskim niebem, wznosiły się trzy drzewa,
I stary, siwy koń biegł łąką, galopem, w dal.
Stanęliśmy przed gospodą porosłą liśćmi wina;
W otworze drzwi sześć rąk rzucało raz po raz kośćmi i zgarniało srebrniki,
Stopy zaś uderzały w puste bukłaki po winie.
Nikt jednak tam nic nie wiedział; ruszyliśmy więc dalej
I dopiero pod wieczór, prawie w ostatniej chwili,
Trafiliśmy w to miejsce – można powiedzieć – właściwe.

Pamiętam, było to dawno;
Dziś bym postąpiłbym tak samo, tylko trzeba zapytać
Trzeba zapytać
O to: czy cała ta droga nas wiodła
Do Narodzin czy Śmierci? Że były to Narodziny, to nie ulega kwestii,
Mieliśmy na to dowody. Bywałem świadkiem narodzin i byłem też świadkiem śmierci,
I było dla mnie jasne, że są to różne rzeczy; jednak te narodziny
Były dla nas konaniem, ciężkim jak Śmierć, śmierć nasza.
Wróciliśmy do siebie, do naszych starych Królestw,
Ale w tym dawnym obrządku jakoś nam już nieswojo,
Obco wśród tego tłumu zapatrzonego w swe bóstwa.
Rad byłbym innej śmierci.

1927

tłum. z angielskiego Antoni Libera

w wersji oryginalnej pt. "The Journey Of The Magi"
w temacie Poezja anglojęzyczna

*Pierwszych pięć wersetów objętych cudzysłowem pochodzi z homilii Lancelota Andrewsa, angielskiego biskupa z Winchester z przełomu XVI i XVII wieku, wygłoszonej w 1622 roku,
na cztery lata przed jego śmiercią.
Ten post został edytowany przez Autora dnia 06.01.14 o godzinie 10:07
3.01.2010, 22:15
Michał

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

Ten sam wiersz T.S. Eliota, ale w innym tłumaczeniu.
Myślę, że ciekawe będzie porównanie. Miłej lektury - M.M.


Thomas Stearns Eliot

Wędrówka Trzech Króli


"Mróz przenikał do szpiku kości,
Najgorsza pora roku
Na podróż, tak długą podróż:
Drogi w głębokim śniegu, lodowaty wiatr,
Martwy środek zimy".


Wielbłądy w strupach i otarciach, krnąbrne,
Kładły się w topniejącym śniegu.
Były chwile, że żałowaliśmy
Letnich pałaców na wzgórzach, tarasów
I dziewcząt w jedwabiach, roznoszących sorbet.
Wielbłądnicy klęli i złorzeczyli,
Uciekali, żądali trunków i kobiet;
I gasnące ogniska, brak schronień,
Wrogie miasta, nieprzyjazne osiedla
I wsie brudne, biorące wysokie opłaty:
Trudny był dla nas ów czas.
W końcu jechaliśmy już tylko nocą,
Zasypiając i budząc się co chwila,
Wśród głosów, które w uszach nam śpiewały,
Że nasz trud jest szaleństwem.

Aż o świcie zjechaliśmy do łagodnej doliny,
W zapach wilgotnych roślin, pod linią śniegów,
Z rwącym strumieniem - nad nim młyn roztrącał ciemność,
Trzy drzewa na niskim nieboskłonie
I stary biały koń galopujący w dal po błoniu.
Potem przybyliśmy do karczmy z liśćmi winorośli nad bramą,
Sześć dłoni w drzwiach otwartych grało w kości o srebrniki,
Stopy kopały puste bukłaki po winie;
Lecz nie było tam dobrej nowiny, więc jechaliśmy dalej
Aby przybyć wieczorem - w ostatniej chwili
Znajdując miejsce, można rzec, odpowiednie.

Wszystko to było dawno, lecz dobrze pamiętam,
I uczyniłbym to jeszcze raz; ale ustalmy
To ustalmy
To: Czy droga wiodła nas do Narodzin,
Czy do Śmierci? To były Narodziny - oczywiście,
Mieliśmy dowód, niewątpliwy. Widziałem narodziny i śmierć,
Lecz sądziłem, że różnią się. Te Narodziny były dla nas
Ciężką i gorzką agonią, jak Śmierć, nasza śmierć.
Wróciliśmy do swych ziem, dawnych Królestw,
Lecz nie jest nam już łatwo, wśród praw starej wiary,
Z ludem dziś obcym, wielbiącym swych bogów.
Chętnie bym przyjął inną śmierć.

przeł. Krzysztof Boczkowski

Wiersz w oryginale, pt. "The Journey Of The Magi",
w temacie Poezja anglojęzyczna- M.M.
Michał M. edytował(a) ten post dnia 03.01.10 o godzinie 22:59
3.01.2010, 22:35
Michał

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

Leopold Staff

Patrzyli z oczu ogromną dziwotą...


Patrzyli z oczu ogromną dziwotą
Pasterze — owiec porzuciwszy straże —
O, trzej królowie! gdyście Panu w darze
Przynieśli mirrę, kadzidło i złoto.

Lecz, o Melchiorze, Kasprze, Baltazarze!
Tajnej mądrości słynęliście cnotą
I z swych uczonych ksiąg doszliście oto,
Że się w Betlejem cud boski ukaże.

Cóż to wielkiego, Magowie ze Wschodu,
Żeście odkryli, po roku podróży,
Pana na sianie, między bydłem, gnojem,

Gdy ja, bez gwiazdy szczególnej przewodu
Znalazłem Boga — błądząc wiele dłużej —
W jeszcze podlejszej stajni: w sercu swojem.

z tomu "Ucho igielne", 1927
6.01.2010, 19:25
Michał

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

Krystyna Konarska-Łosiowa

Trzej Królowie


Tęsknili w noce gwiazdami przetkane,
Co niby złote oka wielkiej sieci
Wciągały duszę w konstelacyj zamęt.

Śnili - potęgę mocniejszą od śmierci
Miłość nad wszystko - własnych praw niepomną,
Mądrość, jak morze bez kresu - ogromną.

I szli, jechali - przez pustynne piaski
Dary swe niosąc - owoce rozmyślań,
I zawsze gwiazdy wiodły ich swym blaskiem.

A gdy musieli głów majestat schylać,
Aby przestąpić próg malutkiej stajni,
Pojęli, że są w pełni wysłuchani.

Że tu - gdzie drżąca na sianie dziecina,
Wszystko się kończy - i wszystko zaczyna.
6.01.2010, 22:19
Małgorzata

Małgorzata K. artystyczna,muzyczna
"dusza":-)

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

KAZIMIERA IŁŁAKOWICZÓWNA

[b]A cóż to przywieżli[/b

A cóż to przywieżli Mędrcy ze Wschodu,
królowie,panowie wielkiego rodu?

Z dobrawoli,szczerym sercem,szczerą ochotą
dla Jezusa wonną mirrę,kadzidło,złoto.

A na czym królowie ci przyjechali?
A cóż to nad nimi w niebie się pali?

Przyjechali na wielbłądach z strusimi pióry,
najjaśniejsza z gwiazd im w drodze świeciła z góry!

A gdzież to Dzieciątko z nieba zesłane,
przez gwiazdę i mędrców długo szukane?

Dzieciąteczkośmy znależli śród suchych liści,
w białym śniegu,pod tarniną-całą w okiści.

Cherubiny Mu służyły przez ten dzień cały,
archanioły w złotych zbrojach na straży stały.

Pastuszkowie z wsi pobliskich doń nie przybiegli,
pastuszkowie w obcej ziemi od miecza legli!...
5.01.2011, 22:02
Małgorzata

Małgorzata K. artystyczna,muzyczna
"dusza":-)

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

Maria Kruger

Trzej Królowie

Szli śnieżną drogą,
przedzierali się przez zaspę
oni-Trzej Królowie:
Melchior,Baltazar i Kacper.

Wiatr zimny dął
hen,hen-od północnej strony,
więc musieli trzymać
zmarzniętymi rękami korony.

I nieśli ze sobą
w czerwonych tobołeczkach
przeróżne dary
dla Niego-dla Dzieciąteczka.

Melchior niósł mirrę,
której żeście nigdy nie widzieli,
Kacper-kadzidło,co pachnie
w kościele każdej niedzieli.

A kiedy trzeci
tobołka zawartość ukazał-
szczerozłote serce
trzyma na dłoni-Baltazar.
5.01.2011, 22:14
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

William Butler Yeats*

Trzej Królowie


I w tej chwili, i zawsze mogę ujrzeć ich w wyobraźni:
W barwnych i sztywnych szatach, bladzi, nienasyceni,
Majaczą w głębiach nieba, sędziwi i niewyraźni,
Z twarzami podobnymi do deszczem spłukanych kamieni,
Z szyszakami ze srebra unoszącymi się w górze,
Z oczyma, co wciąż patrzą, krwawym Kalwarii cierniem
Nie nasycone – patrzą, aby raz jeszcze ujrzeć
Na bydlęcym klepisku niepojęte misterium.

tłum. z angielskiego Stanisław Barańczak


Obrazek
Sandro Botticelli „Pokłon Trzech Króli”, 1475

wiersz jest też w temacie Poezja i malarstwo

*notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
Ten post został edytowany przez Autora dnia 06.01.14 o godzinie 10:17
6.01.2011, 08:28
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

Thomas Stearns Eliot*

Podróż Trzech Króli


„Przez całą drogę dokuczliwy ziąb;
Nie można było wybrać gorszej pory
Na podróż, i to podróż aż tak długą:
Zaspy na drogach, lodowate wichry,
Najmroźniejszy czas zimy”. Wielbłądy,
Z otartymi nogami, odparzoną skórą,
Nie chciały słuchać, kładły się w tającym śniegu.
Bywały chwile, że szkoda nam było
Letnich pałaców na stokach wzgórz, z tarasami,
Jedwabnych dziewcząt przynoszących tace z sorbetem.
Do tego wielbłądnicy: przekleństwa, sarkania,
Ucieczki, domaganie się trunków i kobiet;
Noce pod gołym niebem, przy gasnących co chwila ogniskach,
Po drodze wrogie miasta, niechętne osiedla,
Brudne wsie, gdzie żądano kroci za byle śmieć:
Mozolna była ta podróż.
Pod jej koniec woleliśmy nawet jechać nocą,
Śpiąc parę minut i znowu się budząc,
A w uszach jakieś głosy śpiewały nam nieprzerwanie,
Że wszystko to jest szaleństwem.

Aż któregoś dnia, o świcie, droga zniosła nas w łagodną dolinę
Poniżej linii śniegów, wilgotną, pełną zielonych woni,
Z wartkim strumieniem, młynem, co rozpraszał turkotliwie mrok,
Trzema drzewami na nawisłym nisko niebie.
Na łące koń, stary, siwy, spłoszył się i odbiegł galopem.
Trafiliśmy do gospody z liśćmi winorośli nad drzwiami:
Przy otwartych drzwiach sześć dłoni grało w kości o garść srebrników,
Stopy trącały puste bukłaki po winie.
Nikt nam jednak nie umiał nic powiedzieć, ruszyliśmy więc dalej
I przybyli pod wieczór, znajdując w ostatniej chwili
To miejsce: miejsce, można by rzec, nasycenia.

Wszystko to dawna przeszłość; ale pamiętam wszystko
I chętnie bym przeżył od nowa, byle tylko ustalić
Jedno, ustalić
To: czy coś wiodło nas tak daleko, abyśmy u mety ujrzeli
Narodziny czy Śmierć? Narodziny z pewnością się dokonały,
Mieliśmy niewątpliwe dowody. Widywałem już narodziny i śmierć
Wcześniej, lecz wydawały mi się czymś innym; te Narodziny
Były nam ciężką, nieznośną męczarnią, jak Śmierć, jak własne konanie.
Wróciliśmy w nasze strony, każdy do swego Królestwa,
Ale nie ma już dla nas spokoju tu, gdzie rządzą prawa dawnej wiary
I lud, dzisiaj nam obcy, trzyma się kurczowo swoich bożków.
Rad byłbym, gdyby przyszła jeszcze jedna śmierć.

tłum. Stanisław Barańczak

wersja oryginalna pt. „The Journey of the Magi” w temacie
Poezja anglojęzyczna

Dwa inne przekłady: Antoniego Libery pod tym samym tytułem
i Krzysztofa Boczkowskiego pt. "Wędrówka Trzech Króli" wyżej w tym temacie.



Obrazek
Peter Paul Rubens „Pokłon Trzech Króli”, 1624

Wiersz jest też w temacie Poezja i malarstwo

*notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
do polskich przekłądów w temacie Poezja anglojęzyczna
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 03.01.12 o godzinie 11:38
6.01.2011, 10:40
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

André Frénaud*

     
Trzej Królowie


                                              Antoniemu Giacometti

Czy będziemy iść naprzód tak szybko jak gwiazda?
Czy podróż ta nie trwała dostatecznie długo?
Czy uda się w końcu zagubić
ten blask pośród księżyca i zwierząt
który tak jest cierpliwy?

Haftował śnieg powrotu kraje
kwiatami zgniecionymi gdzie się gubi pamięć.
Nowi podróżni wychodzili zza drzew jak drwale
i przyłączyli się do naszej drużyny.
Żyd tułacz szedł z trudem, ranny, wyszydzony.
Futra okrywały czarnego króla śmiertelnie chorego.

Pasterz głodu jest z nami,
jego błękitne oczy oświetlają płaszcz z obierzyn
i oszalałe stado uwięzionych dzieci.

Szliśmy oglądać radość, wierzyliśmy w to,
radość świata zrodzoną w jednym z domów tutaj.
Tak było na początku.
Teraz o tym milczymy.
Szliśmy aby wyzwolić promienny grobowiec
znaczony krzyżem, pochodniami w lesie.

Kraj jest niebezpieczny, zamki
wynurzają się za nami.
Nic było ognia w kominkach zajazdów. O świcie
granice ustępowały pod ciosami.
Dłonie nasze które łamały burze piasku
podziurawiła szarańcza i boję się nocy.

Ci którzy nas czekali w wietrze drogi
zniechęcili się i chór obraca się przeciwko nam.
Przez zamknięte o świcie przedmieścia, przez kraje bez miłości,
dążymy zmieszani ze wszystkim i rozłączeni,
pod ciężkimi powiekami nadziei.
Strach dyszał jak strudzony koń.

Przybędziemy za późno, rzeź się już zaczęła
i niewiniątka leżały wśród traw.
Codziennie wzburzamy wodę w kałużach
i wrzawa słabła, wrzawa zmarłych bez pomocy,
tych co tak bardzo wierzyli w nasz pośpiech.

Kadzidło zgniło w szkatułkach ze słoniowej kości
i złoto skwasiło nasze serca jak mleko.
Młoda dziewczyna którą trzymaliśmy w arce,
bowiem promienisty był uśmiech jej twarzy,
oddała się żołnierzom.

Jesteśmy zabłąkani. Od początku podróży
przysyłano nam fałszywe raporty.
Nie było drogi, nie było także światła.

Tylko kłos zloty wyszedł z naszych snów,
ciężar naszego upadku nie umiał go rozwinąć.
I szliśmy dalej sarkając na siebie
wszyscy trzej skłóceni, jak może być skłócony
ktoś z samym sobą.
I świat marzył przez nasze wędrowanie
w trawach niziny.
A oni mieli nadzieję, lecz my zmyliliśmy drogę.

Zbłąkani w brokatach czasu, ciężkich meandrach
ożywionych uśmiechem Dziecka,
rycerze w pogoni za uciekającym narodzeniem przyszłości
która prowadzi nas jak poganiacz wołów;
przeklinam tę przygodę, chciałbym wrócić
do domu mego i platanu
aby pić wodę ze studni której księżyc nie mąci,
abym się odnalazł na mych tarasach zawsze takich samych
w nieporuszonym chłodzie mego cienia.

Lecz nie mogę się uleczyć od niedorzecznego wołania.

Styczeń - luty 1941

z tomu „Les Rois mages”, 1943

tłum. z francuskiego Zbigniew Herbert

*notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
do polskich przekładów w temacie W języku Baudelaire'a
Ten post został edytowany przez Autora dnia 06.01.14 o godzinie 10:30
4.01.2012, 17:11
Małgorzata

Małgorzata K. artystyczna,muzyczna
"dusza":-)

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

EWA SZELBURG-ZAREMBINA

Trzej Króle jechali

Trzej Króle jechali
Jezuska szukali.
Zobaczyli zamek,
W bramę zastukali:
-Otwieraj się zamku
wspaniały,królewski!
Pewnie gości w tobie
Jezusek Niebieski!-
Wyszedł sam marszałek
przed bramę zamkową,
spojrzał na Trzech Króli
i pokiwał głową:
-Zamorscy Królowie,
jedźcie szukać dalej,
nie ma tu Jezuska
wśród zamkowych sali.
-Jak jechać to jechać!-
Trzej Królowie westchnęli.
Napotkali pałac
i znów przystanęli:
-Pałacowy sługo,
Otwieraj nam wrota,
Prowadź,kędy Dziecię
W kolebce ze złota!-
Klaśnie stary sługa
rękami obiema:
-Zamorscy Królowie,
tu Jezuska nie ma!-
Nie było w pałacu,
nie było we dworze,
-może Go znajdziemy
u chłopa w komorze?-
Pojechali Króle
do bielonej chaty.
-Czy jest tu Syn Boży
odziany w szkarłaty?-
Wyszedł sam gospodarz,
kłania się,jak umie.
-Nie ma tu Dzieciątka
w izbie ni na gumnie.-
Zmartwili się Króle,
bo już i noc bliska.
Patrzą,a tu gwiazda
nad stajenką błyska.
Widzą Trzej Królowie
wyraźny znak Boży.
Więc Melchior najstarszy
drzwi stajni otworzył.
Ledwie i otworzył,
upadł na kolana,
bo zobaczył Dziecię
na wiązeczce siana.
Nie miał ci Syn Boży
szat z pereł i złota.
Leżał nagusieńki
jak ludzka sierota.
Pojęli cud świata
zamorscy mocarze
i padli przed żłóbkiem
na królewskie twarze.
Z darami świętymi
złożyli Mu skrzynie,
uwielbili Boga
w maluśkiej Dziecinie.
4.01.2012, 18:09
Małgorzata

Małgorzata K. artystyczna,muzyczna
"dusza":-)

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

ks.JAN TWARDOWSKI

Wiersz dla dzieci o mędrcach

przybyli mędrcy
plackiem padli
złożyli dary
odjechali

wół miał pretensje:
powinni zaraz wziąć Jezusa
ukryć
ratować Go przed wrogiem
przed panem diabłem i Herodem

Kasprze Melchiorze Baltazarze
wół dyskutował tupał szurał

puknij się w głowę rzekł osiołek
bo przecież Matka Boska czuwa
4.01.2012, 18:14
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Trzej Królowie przychodzą z darami...

Nils Ferlin

Maria


Nie przestraszyłam się pasterzy chmary
ale szarości trzech królów
moje gardło zasznurowały mary
w obliczu złota i aloesu.

Tak przyjazne były ich oczy
i choć nie było w nich ironii
uczepiłam się w tej szopie mrocznej
mojego małżonka twardej dłoni.

Nawiedził mnie sen
widzenie – ogromnie niejasne śniłam
że trzęsłam się cała jak w febrze
choć tak szczęśliwą matką byłam.

Czy szczęście może lśnić w boleści
i wybuchać płaczem radości
wszystko skrycie w sercu pomieścić
i zapamiętać dla potomności?

z tomu „Får jag lämna några blommor”, 1998

tłum. ze szwedzkiego Ryszard Mierzejewski

Wiersz jest też w temacie Poezja i malarstwo



Obrazek
Trzej Królowie – średniowieczny fresk w kościele w Dannemora,
koło Uppsali w Szwecji
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.01.12 o godzinie 10:43
6.01.2012, 10:05

Następna dyskusja:

Trzej królowie




Zobacz dyskusje w grupie Ludzie wiersze piszą...

Aktualne tematy

Zobacz o czym się teraz dyskutuje

Problemy i porady

Znajdź odpowiedzi na swoje pytania

Wyślij zaproszenie do