Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Samotność maratończyka

Szary, mglisty poranek, już czas na ciebie,
pora wstać. Nie zawsze robisz to z ochotą,
nie zawsze rozpiera cię energia,
chęć do życia pełnią sił, ale podnosisz się
systematycznie ze snu, aby biec,
aby biec przed siebie długą trasą maratonu.

Niekiedy spotykasz innych samotników.
Pozdrawiacie się, podnosząc prawą dłoń.
Biegniemy jakiś czas razem, rozmawiacie,
rozumiecie się jak starzy dobrzy przyjaciele,
ale przychodzi czas rozstania, wasze drogi
rozchodzą się, a wy nadal biegniecie
każdy swoją, długą trasą maratonu.

Zdarza się, że ktoś dopinguje cię na drodze.
Robi się wtedy weselej i raźniej.
Jednak większość trasy pokonujesz
w samotności, zabłąkany w swoje myśli
i wspomnienia. Powłóczystym krokiem
odmierzasz setki kilometrów na swojej
długiej trasie maratonu.

Chociaż znasz długość trasy, wiesz że
możesz nie dobiec do mety. Twoim rywalem
nie są inni biegacze, ale twój własny organizm.
Z nim się zmagam, walczysz, pokonujesz go,
bądź - niestety - przegrywasz.

Oddycham powoli i miarowo.
Odrywam od rozgrzanego asfaltu
ciężkie jak ołów stopy. Przełykam ślinę
po raz setny w zaschniętym gardle.
Wierzchem dłoni ocieram twarz zalaną potem.
Zaciskam zęby z bólu, który utkwił w boku
i uciska.

I biegnę, biegnę przez moje minuty,
godziny, dni, tygodnie, miesiące i lata.
Biegnę samotnie przez jedyne
dane mi przez Boga życie
moją długą trasą maratonu.

21. 07. 2007


Obrazek
Na trasie IX Międzynarodowego Maratonu Pokoju,
Warszawa, 27 września 1987 r.
Ten post został edytowany przez Autora dnia 15.07.13 o godzinie 06:25
1.08.2008, 15:22
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Marian Grześczak

Stadiony


Stadiony.
Wielkie wieńce z betonu
na ozdobę miast.
Gigantyczne ule,
z ulnicami dla kibiców.
San Siro.
Camp Nou.
Olimpiąue.
Old Trafford.
Arena.
Maracana.
Ile szczodrego brzęczenia
dałyście uszom kibiców.
Największa Pasieka Świata.
Ulnica.
A my tu gdzieś pod Ząbkami,
z Dolcanami,
z Wichrami,
z Huraganami,
pod Wołominem się młócimy
mazowieckimi kłonicami.

Smutek szatni piłkarzy

Opocone ciała piłkarzy.
Koszulki wiszą złachane
jak wyskubane gęsi.
Ochraniacze pod skarpetami
i czerwone buty
czynią z piłkarzy dziwacznych
statystów nieudanej opery.

Ale nikt i nic nie śpiewa,
słychać tylko uspokojone
pulsowanie krwi i ból mięśni,
w które się w czasie meczu
wgryzały tępe zęby tepów.

A trzeba jeszcze ciału
zostawić miejsca na siniaki
drugiej połowy spotkania,
przecięte wargi, obitą głowę,
kopnięte kolano.

Mak się sieje, bo trener
usiadł wśród zawodników
i też nie mówi nic,
tylko patrzy,
a to jest tak,
jakby wołał ze studni.

Druga połowa
zaczęła się w zielonym śpiewie.
Trudno to powtórzyć.

Kto nie uwierzy,
niech sobie obejrzy mecz na filmie,
a potem wywabi piłkę
i jeszcze raz obejrzy.

Zadowolone zwycięstwo
chodziło od piłkarza do piłkarza
i podawało mu rękę.


Boksołota

On mię,
ja go.
On mię. On mię.
Ja go.
On mię, mię, mię.
Ja,
gong.

Ja,
go, go, go, go.
On mię.
Ja,
go, go, go, go.
On,
gong.

On mię.
On mię.
Mię, mię, mię.
On mię.
Ja go
w ja ja.

On bęc.

Otylianka

Mąciturkus, Kręciwoda.
Wodnonośna, Wonnopłynna.
Otylianka, Śmiejooka.
Brewośmiejka, Krnąbrnowłosa.
Czułobiorcza, Miękkokocia.
Okośmiejka, Otylianka.
Słodkowodna. Ptakolotna.
Chwałonośna. Wodopływka.
Pływkowoda. Otylianka.
Mąciserce. Mąciturkus.
Widnooka. Patrzyoka.

W turkusowej sukience,
w otylijnej urodzie,
plusk,
plask,
plusk,
mąciserce na wodzie.

Otylianka.

Anegdota omigowa

Rzucę ją chyba,
pomyślał oszczep
o niezbyt szczupłej
oszczepniczce.
Jednak po pierwszym oszczepnięciu
zmienił zdanie,
stając się nagle
coraz mniej rozrzutny.


Wiersze pochodzą z ostatniego tomiku poety,
który ukazał się na rynku księgarskim w czerwcu b. r.
– Marian Grześczak: Nike niosąca blask. PIW, Warszawa 2008.



Obrazek
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 29.05.10 o godzinie 00:52
6.08.2008, 13:29
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Kazimierz Wierzyński

Nurmi


Krok mój jest marszem tanecznym, krok mój jak serce uderza,
Jestem zegarem oddechu, płynę w powietrzu , jak wieża.

Rytm mój zespala się ze mną, dźwięczącą bije w nią stopą,
Biegnę przez świat naokoło. Ameryką i Europą.

Ruch mój za ruchem nastaje, w ruchome koło się zmienia,
Jestem zegarem wysiłku, jestem rekordem natchnienia.

Skokiem przesadzam trybuny, mijam krzyczące stadiony,
Niesie mnie wiatr moich skrzydeł, wiatr wielki i niezmożony.

Skanduję tempo i wzmagam, przechodzę już do finiszu,
Powiedzcie tym tłumom ludzi – niech zmilkną, niech się uciszą.

Nie chcę żadnego zwycięstwa, nie chcę ich braw ani krzyku,
Chcę przerwać taśmę i spocząć na starym greckim pomniku.

z tomu "Laur olimpijski", 1927

Obrazek
Paavo Nurmi – fiński biegacz długodystansowy,
jeden z najlepszych sportowców w historii światowej
lekkoatletyki, 9-krotny mistrz olimpijski
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 29.05.10 o godzinie 01:00
14.08.2008, 20:15
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Dzisiaj, 28 września 2008 roku, odbył się w Warszawie - jak co roku od 30 już lat w ostatnią niedzielę września - Flora Maraton Warszawski, znany kiedyś pn. Międzynarodowy Maraton Pokoju. Jako były maratończyk, kilkukrotny uczestnik tego biegu, czułem moralny obowiązek, aby oddać cześć wszystkim biegnącym dzisiaj na tym morderczym klasycznym dystansie 42 km 195 m, a przede wszystkim - nieodżałowanej pamięci red. Tomaszowi Hopferowi - znakomitemu dziennikarzowi, prezenterowi telewizyjnemu, propagatorowi sportu i twórcy tej największej kiedyś masowej imprezy biegowej w Polsce.

Maraton Warszawski
        
             
                       Pamięci Tomasza Hopfera

W dni szare
beznadziejne i smutne
podobne do bezgwiezdnej nocy
miałeś pomysł chęci i siły
zapalić
olimpijski ogień
nie dla sławnych mistrzów
i czempionów
stadionów i światowych bieżni
ale dla wszystkich którzy
tylko chcieli
biec
biec przed siebie
w tłumie sobie podobnych
biec nie po sławę zaszczyty
i medale
ale tylko biec
biec przed siebie radośnie
mierzyć się
z sobą
z własnymi siłami smakować
swój pot
na morderczej trasie
czuć radość i euforię z pokonywania
zmęczenia
i własnych słabości.

To było twoje wielkie
zwycięstwo
i wszystkich porwanych twoim
entuzjazmem i wiarą
to był dla wielu
sposób na przetrwanie
tych dni szarych
beznadziejnych i smutnych
zdjęcie ciemnej kotary
z nieba
aby ujrzeć gwiazdy
poczuć
ciepło olimpijskiego ognia
na własnym ciele
smak walki i zwycięstwa
radość życia
niby nic wielkiego
a tak wiele.


Obrazek
Na mecie X Międzynarodowego Maratonu Pokoju,
Warszawa, 25 września 1988 r.
Ten post został edytowany przez Autora dnia 15.07.13 o godzinie 06:40
28.09.2008, 22:45
Michał

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Ryszard M.:

Maraton Warszawski

Pamięci Tomasza Hopfera

Piękny hołd dla niezwykłego człowieka, sportowca, współtwórcy Studio 2, pomysłodawcy i twórcy Maratonu w stolicy...
Poprzedni Twój wiersz (Samotność maratończyka) dopełnia atmosferę biegu, widzianą oczami uczestnika...
Gratuluję obu wierszy. I rzecz jasna, zaskoczyłeś mnie kolejnym "odkryciem".
28.09.2008, 23:00
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Dziękuję Michale za poczytanie i przychylny komentarz.
Jeśli kogoś zainteresowała tematyka maratońska w poezji, odsyłam do pięknego poematu Jarosława Iwaszkiewicza pt. "Na bieg maratoński" w temacie Oda.Ryszard M. edytował(a) ten post dnia 30.09.08 o godzinie 19:01
30.09.2008, 19:00
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Jarosław Iwaszkiewicz

Na bieg maratoński


Radujcie się!
Nasze jest zwycięstwo!


Strofa pierwsza

Wy, na najpiękniejszych stadionach Europy zgromadzeni,
wy najpiękniejsi, czujący w mięśniach piękno wasze i piękno waszych krajów,
Wy, wyhodowani szumem Niagary i pluskiem oceanów, karmieni
winem i chlebem pozłocistej Francji, odziani wełną zielonych wysp Erynu,
wyhodowani, wykołysani szumem mórz i motorów, upojeni szlakami fal i niebios,
wsłuchani w ciszę Alp i szum lodowcowych wodospadów,
zatrzymujący się pod łukami zrujnowanych akweduktów,
słuchający gitary i mandoliny, rozbrzmiewających po
dolinach, pełnych strzelistych topoli,
wy, ze stepów argentyńskich i puszcz brazylijskich,
wy, którzy biegniecie drogą greckiego żołnierza, który padł krzycząc:
Radujcie się! Nasze jest zwycięstwo!
Pamiętajcie dobiegając do mety, aby wznieść ten sam okrzyk.
A odkrzyknie wam cały świat!
Kiedy tak oto widzę was biegnących – teraz, kiedy jeszcze nie biegniecie
i kiedy schowani w swoich muszlach jeszcze jesteście nie znani,
przyszli zwycięzcy spod Maratonu,
i kiedy jesteście jak motyle w powijakach jedwabnych kokonów,
i kiedy myślicie tylko o sobie,
ja myślę za was – widzę już w słońcu i tryumfie
wasze uśmiechnięte twarze.

Antystrofa pierwsza

Ale kiedy widzę tak wasze młodzieńcze oblicza wynurzające się w przyszłości,
Widzę także i tych, którzy do mety nie dobiegli.
Biegli jak na skrzydłach,
ale na spotkanie śmierci.
Śmierć ich była okrutna i żałosna, i samotna, hańbiąca i beznadziejna,
padali na wznak i na twarz i nie zamkniętym okiem patrzyli w niebo,
i zwartymi garściami ściskali ten sam żółty piasek,
jakim wysypane są wasze bieżnie...
I nikt nie pamięta, że bieżnie waszych najpiękniejszych w Europie stadionów
posypane są piaskiem pomieszanym z krwią,
i nikt nie chce wiedzieć, że w tym piasku drzemią
kawałki połamanych mieczów i bagnetów, łuski wystrzelonych pocisków,
z których narodzić się mogą całe miecze i bagnety,
całe wstążki naboi, cala śmierć i całe zniszczenie.
Zakopano je głęboko pod piaskiem waszych stadionów,
Abyście biegnąc nie zranili nogi.

Strofa druga

Widzę. Widzę was. Jak stado gołębi
wypuszczone z gołębnika, biegniecie co żywo, podnosząc lekko stopy,
odziani w białe i lekkie stroje,
i stopy mając uskrzydlone jak bóg, który dusze do Hadesu odwoził,
abyście nie zawadzali o ciernie na drodze.
Daleka droga z Maratonu do Aten.
I pachnie w drodze tymianek i cząbry, rumianek i macierzanka,
i cykady cykają w grobowcu Atrydów.
Wieńce różane i wieńce laurowe wiją kobiety schowane w gyneceum,
dla was są to wieńce, wieńce radości, i płatki kwiatów spadają na drogę
z Maratonu do Aten.
I źródła, nad którymi czuwają nimfy i platany, szemrzą po drodze
i na rozstajach wapienne cysterny, w których woda mogłaby omyć wasze rany.
Ale wy będziecie ranni.
To nic, że na drodze z Maratonu do Aten – padają w tej chwili ranni wasi bracia,
wy nie będziecie ranni.
Sfotografują was reporterzy,
jak lecicie – wasz lot gołębi zostanie uwieczniony na taśmie
i wasze lekko wznoszące się stopy, które nie zgniotą
świerszczących koników polnych,
ani nie przycisną wonnej macierzanki,
ani nie trafią na ostre kamienie,
ani nie zakrwawią się
na drodze dalekiej z Maratonu do Aten.

Antystrofa druga

„Słuchaj mnie, synu od pęt zwalniającego Zeusa”,
jak ci opowiem o tych, których Zeus od pęt nie uwolnił,
ale uczynił to, z pochodnią w dół odwróconą, w niebieskiej szacie, Tanatos.
Słuchaj mnie, synu sprawiedliwie sadzącego Zeusa,
opowiem, jak biegli w milczeniu ci, których na zawsze pamiętam.
Słuchaj mnie, synu laurem wieńczącego Zeusa,
Jak ci opowiem o laurach nie więdnących nigdy.
Może twój wieniec wyrzucony na popielisko spali się
jak szata dawnej tanecznicy,
może twoja opaska,
o! Zwycięzco biegu maratońskiego, zwiąże kapelusz starego pastucha
lub ozdobi gniazdo usłane przez wrzaskliwe sikory, ale ich laur,
ich krwią zbroczona opaska
na wieki żyją w sercu moim
i w sercu narodu.

Strofa trzecia

A wy, cienie, z którymi obcuję, jak gdyby przewiózł mnie już na drugą stronę Acheronu posłaniec bogów o stopie lekkiej jak stopa biegacza maratońskiego!
Chodźcie do mnie,
wzywam was, mleko wylewając do misy
i mieszając je z krwią ofiarnego koźlęcia, jak to czynili wszyscy,
którzy odwiedzali podziemia:
Odyseusz, który się wybrał na koniec świata, tam, gdzie już barwy nie istnieją,
i Orfeusz, który zapomniał, że już tam się nie kocha i nawet nie pamięta,
i Wergiliusz, wielkości szukał, a znalazł tylko ubogą stajenkę,
i ostatni ze śmiertelnych, który brodził po kostki w błocie krwi i grzechu,
i którego wieniec laurowy
Beatrycze u stóp słonecznych kręgów wszechświata złożyła.
Wzywam was, przybądźcie do poety.
Oto jest noc i cieniem powlokła się ziemia,
i serce poety na wszystko pamiętne
przypomina...

Antystrofa trzecia

Oto biegniesz ty, Karolu, jak młody bóg zbudowany,
w stroju białym, w którym polewałeś kwiaty na wysokiej górze,
nad naszą rzeką, palcem wskazujesz na ranę w twojej piersi smagłej,
zadaną przez siepaczy w ciemnym więzieniu,
w gorący letni dzień pełny śpiewu ptaków.

Oto przybiegasz, jak cień w roju płatków śniegu ty, Stanisławie,
którego krew, na poły wyczerpana strzykawkami morderców,
jeszcze była dość czerwona,
aby zabarwić gęste płaty śniegu,
który padał w tym dniu, kiedy cię zamordowano.

Oto nadchodzisz piękny, podobny do Aresa, smukły jak topola, Juliuszu,
któryś mi oddał wiersze, żonę i córeczkę,
abym się nimi opiekował,
zanim ty nie wstaniesz z mogiły,
zanim nie wyjdziesz z kościoła,
w którym kula ugodziła cię w środek czoła.

Oto i ty, Krzysztofie, i nasza przechadzka
na wczesną wiosnę po ciemnym, naszym lesie,
i staw przejrzystą wodą patrzy na niebo,
i niebo przeźroczyste odbłyśnięte w stawie,
i wiersze nasze szeptem mówione nawzajem,
jak wątłe dwa motyle, co przespały zimę,
lecą ku niebu, ku czystym obłokom,
błyszcząc przez chwilę, aby zaraz zniknąć...

I twój duch także, miły Aleksandrze,
od dawna śmierć okropną w murach getta przeczuwający,
uśmiecha się –
i przebacza i mnie, i wszystkim innym, że cię za strasznym murem zostawili.

I jeszcze, jeszcze
tłumy biegną umarłych, z którymi obcuję,
mają przy stopach skrzydła gołębie
i rany w piersiach,
i w szyi,
i w głowie,
i krwią spłynięci przychodzą spragnieni do misy mleka,
i chcą stać się ciałem,
i żyć,
i mścić się,
i kochać, i nienawidzić...

A jest ich więcej od was, o! Biegacze.

Epodos

Jeżeli wy, którzy biegniecie
(długa jest droga z Maratonu do Aten),
jeżeli wy, którzy biegniecie,
spotkacie w drodze te wszystkie postacie, które jak
chmura gołębi ponad wami lecą,
i które się mieszają z wami jak wojska anielskie,
tak że nie rozpoznasz, kto żywy, a kto jest umarły,
jeżeli wy
poczujecie na sobie ich rękę łaskawą,
jeżeli w sercu poczujecie ich serce,
a w głosie ich głos,
pamiętajcie zawołać u mety, jak żołnierz ateński:
- Radujcie się, bracia! Nasze jest zwycięstwo!

Z tomu „Ody olimpijskie”, 1948

Ze względu na wyróżniki gatunku literackiego
utwór ten znajduje się też w temacie Oda - R. M.Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 29.05.10 o godzinie 01:04
20.02.2009, 21:57
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Yusef Komunyakaa

Slam, dunk & hook


Szybkie kontry. Dwutakty. W trampkach
Z insygniami Merkurego
Przechytrzaliśmy manewry
Złych aniołów. Tylko świst
Gorących sznurków jakby jedwab,
Z trzech metrów. W kolistym
Labiryncie stworzonym
Z naszych ciał potrafiliśmy trwać
Prawie wiecznie, zatrzymani
W pół skoku jak potwory z książek.
Wysoka nuta zawisła w powietrzu
Na długą sekundę. Od
Obręczy. Śrubowaliśmy
W górę & pakowaliśmy piłki, co rozsadzały
Czaszkę nadziejom & dobrym
Intencjom. Chudzi jak tyczki, same ręce
& stopy… sprężysty rytm.
Byliśmy metafizyczni, kiedy dziewczyny
Kibicowały nam na bocznych liniach.
Plątaliśmy się upadając,
Mięśnie jak jasny motor,
Dwa mignięcia do metalowej obręczy
Przybitej do dębu.
Kiedy Sonny‘emu umarła mama,
Grał bez przerwy cały dzień, tak ostro,
Że tablica połamała się w drzazgi.
Lśniąc od potu,
Obracaliśmy piłkę
Na opuszkach palców. Pech
Czekał już na nas, miarowo
Bijąc pałką w dłoń.
Parę kozłów, podanie
& lot niczym krogulec.
Dwutakty. Szybkie kontry.
Zaskakiwały nas nasze własne
Ruchy. Nasze ciała kręciły się
Wokół osi z kości & wiary,
Przez liryczny węzeł
Radości, & wiedzieliśmy, że jesteśmy
Piękni & niebezpieczni.

2001

tłum. Katarzyna Jakubiak

w wersji oryginalnej pt. "Slam, Dunk, & Hook"
w temacie Poezja anglojęzyczna
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 28.10.09 o godzinie 18:44
6.07.2009, 18:52
Jadwiga

Jadwiga Z. Dyrektor
przedszkola,
nauczyciel
dyplomowany. Poetka
amat...

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Wczoraj na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver odbył się turniej w skokach narciarskich na wielkiej skoczni, gdzie nasz skoczek wszech czasów - Adam Małysz - zdobył drugi srebrny medal. Dzisiejszej nocy napisałam "w hołdzie" poniższy wiersz.

Jadwiga Zgliszewska


* * *


Leć nam Adaś leć
pośród gór się snuje
od lat skandowane
leci wraz z Adamem

jak nasz polski heros
wznosi się do niebios
pod sklepieniem skalnym
krzyczy w nas nadzieja
jeszcze jeszcze dalej!

w czasie mrozów srogich
i śnieżnej zamieci
od lat każdy sezon
leci Adaś leci

aby polskie serca
mogły wznieśc się w dumie
równym biciem zwarte
po udanym starcie
i wytwornym locie
skoki z galanterią
wieńczy telemarkiem

i chociaż mu złota
nie stało w Vancouver
Adaś naszą chlubą
narodową dumą!

srebrny Adaś srebrny
dwakroć kruszec dzierży
a my swoje wiemy
i tak jest najlepszy!

w naszych duszach polskich
ze spiżu odlany
od dawna ma pomnik
czcionką zapisany
oczywiście złotą
co głosi na wieki
że ponad chmurami
po wsze czasy leci...


Obrazek


Umieszczony jest również w wątku "Wiersz na taki dzień jak dzisiaj".
21.02.2010, 20:20
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Douglas Dunn

Sportowcy


Swołocz, mają szybkie samochody i pieniądze
I zabierają cudze żony na tenisa.

Są zawsze obok, rozśmieszają nas
Na przyjęciach, w pubach, Żyją dla wyczynu.

Sprawdzają się w rozrywce. Przyjdzie i na nich pora.
Zwykły człowiek pokona ich w ulubionych grach,

Ktoś zamorduje ich w sypialni,
Ich samochody będą sprasowane w kostki szmelcu.

tłum. Piotr Sommer
7.06.2010, 21:09
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Craig Raine

Dzień sportów w parku


Namiot nadyma się i wzdycha,
jak biała, brudna koszula Guliwera,

irytują go kołki i sznury -
a potem zanika wiatr, lecz wcześniej

dzieci w biegu na sto jardów
dyszą i trzepocą jak ptaki,

lecąc w dół ku drgającej taśmie.
Niezgrabny to wdzięk – trampki jak suflety,

camembertowy plusz dziecięcych podkoszulek,
czystość wyprasowanych spodenek.

Chwilowe wagary od czasu,
emeryt szykuje sobie skręta,

dwie drżące dłonie unoszą bibułkę
do drżącego języka -

kiepski flecista ochrypłych tonów,
jego łaciaty kundel dyszy jak irys,

bo nie kręci się wiatraczek
koniczyny. Gorący oddech sierpnia.

Drzewa pękają na skwarki.
Nadciąga helikopter i młóci niebo.

Dziś wieczór olbrzym jest zamknięty -
na bramie huśta się kłódka,

huśta się i ssie swoje paluszki u stóp.

z tomu „The Onion, Memory”, 1978

tłum. Jerzy Jarniewicz

wersja oryginalna pt. „Sport Day in the Park”
w temacie Poezja anglojęzyczna
9.07.2011, 15:10
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Oddvar Rakeng*

Diego Maradona

(argentyński bóg futbolu, u którego
wykryto środek dopingujący — efedrynę)


Maradona
twoja droga
dobiega końca
twoje strzały
i twoja boskość
leżą pogrzebane

Maradona
ten świat
jest w błędzie
a twoja
mistrzowska gra
krwawi

Maradona
twoi przyjaciele
rozpaczają
nad tyranią
nieubłaganych
reguł

Maradona
twój „one touch"
i uśmiech
będziemy pamiętać
jako szczegół
zapewniający harmonię

Maradona
wróć
będziemy czekać
kiedy nastroisz
symfonię nóg
w taktyce ataku

Maradona
sprawiedliwość
nastąpi chociaż FIFA-y
rozdziawione szczęki
wrzeszczą
„go away"

Maradona
świat spada
z zawiasów
kiedy taką wielkość
wysyła się na złom
za butelkę sprayu

Maradona
twoi przyjaciele
ja i drużyna Drilla**
nigdy nie zażyliśmy
kropelki
efedryny

Maradona
jesteśmy przyjaciółmi
nie rozdzielaj nas
większość jest
tak po prostu
„na zawsze twoja"

Maradona
twoja droga
dobiega końca
twoje strzały
i twoja boskość
leżą pogrzebane

Maradona
ten świat
jest w błędzie
a twoja
mistrzowska gra
krwawi

Z tomu „Paparazzi. Dikt”, 2009

tłum. z norweskiego Ewa Jarvoll Nilsen



Obrazek

*notka o autorze, inne jego wiersze w oryginale i linki
do polskich przekładów w temacie Poezja skandynawska

**Egil Roger Olsen „Drillo" - ur. 22 kwietnia 1942 roku w Fredrikstadzie - popularny trener piłkarski, były norweski piłkarz, były reprezentant kraju. Od 2009 roku jest selekcjonerem reprezentacji Norwegii, a w 2010 został ponownie trenerem reprezentacji norweskiej. - przyp. polskiego wydawcy w: Paparazzi. Wiersze. Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2011, s. 81.
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 24.08.11 o godzinie 12:22
24.08.2011, 12:20
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Maraton

                        Pamięci Jana Adamczyka -
                        - maratończyka i przyjaciela


Biegliśmy blisko siebie w tym
osobliwym wielobarwnym tłumie
każdy z nas z innych lat
innych środowisk i zawodów
każdy ze swoim bagażem doświadczeń
i celów każdy z nas inny
choć tak samo
samotny

Byłeś starszy szybszy bardziej
doświadczony
minąłeś mnie mimo przyjaźni
o co nie mam żalu bo
rozumiem że
każdy maratończyk jest zawsze
i do końca samotny

Każdy biegnie swoją
wytyczoną
trasą
ma swoje tempo
swój oddech swój puls i

swój rekord życiowy


Obrazek
Przed startem do III Maratonu po Ziemi Gorzowskiej
Gorzów Wielkopolski, 30 sierpnia 1987 r.

Wiersz jest też w temacie
Treny, epitafia i inne wiersze o tematyce żałobnej
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 14.04.13 o godzinie 04:54
27.09.2011, 07:18
Cezary

Cezary Lipka Poeta, publicysta

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Przedstawiam swój najnowszy wiersz ,,Łzy Li Qian''. Wczoraj umieściłem go w temacie ,,Przegrana i klęska''. Nazwisko bohaterki jest teraz zapisane poprawnie, w tekście małe poprawki.

Łzy Li Qian

Twoje skośne oczy Li
Nie kłamią
Zalane są łzami
Nie tak przyznasz
Wyglądać miały
Twoje urodziny

Głowa do góry Li
Świat się na sporcie nie kończy
Czeka na ciebie inna nagroda
Szkoda tylko że to nie ja
Zostanę ojcem twoich dzieci

Pięknie mówisz po polsku Li
Wszyscy cię tu kochają
Jesteś jedną z nas

Zobacz Li
Zza chmur wychodzi słońce
Ono zaświeci także dla ciebie

Głowa do góry Li
Głowa do góry!Cezary Lipka edytował(a) ten post dnia 06.08.12 o godzinie 20:54
6.08.2012, 20:51
Dariusz

Dariusz Guzik
Marketing/Reklama/Pu
blic Relations/Media

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Moja twórczość fraszkowa:

"Już za cztery lata..."

Dobiegły końca igrzyska
Czy euforią Polska tryska?
Czy sport w naszym zacnym kraju
Wpadł w szpony sztuki Bonsaju?
Bo jak drzewo, jak krzew lniany
Jest zminiaturyzowany!

Sport to teraz temat śliski
Gdy na Polski patrzę bliskich!
Polak, Węgier – dwa bratanki
Prawda to, czy obiecanki?
Taki bowiem Węgierzyna
Osiem złotych krążków trzyma
Sreber cztery, brązów pięć
To bratanek, czy już zięć?

Czesi także pokazali
Że na igrzyskach nie spali
I choć ich kraj jak Ustrzyki
Lepsze od nas te pepiki.
Co to pepik – pyta dusza?
Czytaj Surosza Mariusza!
On w swej książce, w swej twórczości
O jego pisze wielkości!

Skupmy się jednak na sobie
Ja to teraz Wam tu zrobię.
Tak, wiem, żeśmy pesymiści
Nie wierzymy, że się ziści
Cel zbyt wcześnie ustalony
Bo nasz sport jest już spalony.
Nie bawmy się jednak w beksów
Nabawimy się kompleksów!

Zamiast tego? Pozytywy!
Nasz Majewski długogrzywy
Z zacną chustą na swym czole
Znów obrócił złoto w kole!
Włodarczyk też zakręciła
I w srebrze do nas wróciła!
O naszej wyniosłej randze
Mówi jeszcze złoto w sztandze!

Niech zazdroszczą nam Bahamy
Bo dwa złote krążki mamy!
Tacy choćby Austriacy
Z Brytanii wrócą na tarczy.
Choć marne to pocieszenie
Proszę Was na zakończenie:
Niech nam nadzieja nie pryska
Wkrótce znów będą Igrzyska!

Więcej mojej twórczości można znaleźć na facebooku: http://facebook/guzikaprawda Zapraszam:)
13.08.2012, 23:58
Cezary

Cezary Lipka Poeta, publicysta

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

W moim debiutanckim tomiku wierszy (Gloria victis, ADAM, Warszawa 2005) umieściłem wiersz pt. Ostatniemu z wielkich. Jak myślicie, o kim opowiada?

Ostatniemu z wielkich

Dla ciebie był bieg
Najwznioślejszą formą
Wyrażenia siebie
Swoich tęsknot marzeń
Wtedy byłeś sobą
Z tobą byłem ja

Dziwny niepojęty
Broniłeś się stale
Przed upływem czasu
A choć i on biegł
Zawsze szybszy byłeś
Ty zbierałeś laury

Przypominam sobie
To zdziwienie ludzi
Nie wartych tej sztuki
Gdy ty wbrew wszystkiemu
Zostawiałeś w tyle
Tych co nic nie czuli

Jak wielka jest radość
Wstąpić na arenę
Szczęścia i goryczy
Tylko ty wiedziałeś
Pragnąłeś być szybszym
Od własnego cienia

Wzbiłeś się wysoko
Tam gdzie gęste chmury
Kryją szczyt Olimpu
Złoty krążek podium hymn
Na ustach wszystkich
Czyż można więcej
Oczekiwać jeszcze ?

Szary dzień tęsknota
Za powrotem do świata
Walki i uporu
A ty znikasz nagle
Do widzenia powiem
Dawne czasy wspomnę

Nie żal to odchodzić
Gdy sukces uśmierza
Ból przebytej drogi ?
- Nie - gdyż szczęściem było
Wstąpić na piedestał sławy
Aby już nigdy z niego
(...) Zobacz więcej
16.08.2012, 22:43
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

John Updike
         
         
Były gracz koszykówki


Pearl Avenue biegnie obok wielu wyższych szkół,
Zakręty torów tramwajowych i przystanki, skróty drogi
Zanim jest szansa minąć dwa bloki
Przy Placu Pułkownika McComsky'ego. Garaż Bertha
Jest na rogu w kierunku zachodnim, a tam,
Przez większość dni znajdziesz Flicka Webba, który
                 pomaga na zewnątrz Berthowi.

Flick góruje między idiotycznymi pompami -
Pięcioma na stronie, w staroświeckim stylu,
Których gumowe kolanka zwisają luźno i nisko.
Nozdrza jednego są jak dwa S, a oczy
Jak E i O. A inny przykuca, bez głowy
Przy wszystkich pozostałych w stylu piłki nożnej.

Kiedyś Flick grał w drużynie wyższej szkoły, The Wizard.
Był dobry: faktycznie, najlepszy. W roku 46
Nawrzucał trzysta dziewięćdziesiąt punktów.
Wciąż rekord powiatu. Piłka kochała Flicka.
Widziałem go kiedyś zmęczonego w jakimś sportowym
Motelu, miał wtedy trzydzieści dziewięć czy czterdzieści lat.
Jego ręce wyglądały jak dzikie ptaki.

Nie wyuczył się nigdy żadnego zawodu, sprzedaje tylko gaz.
Sprawdza olej i zmienia mieszkania. Czasami,
Jak sztukmistrz, drybluje dętką.
Ale większość z nas tak czy owak go pamięta.
Jego ręce są precyzyjne i nerwowe na uchwycie klucza.
Chociaż nie ma to znaczenia, że na uchwycie klucza.

Po pracy łazi wokół Mae's Luncheonette.
Szary smar rodzaj spirali, gra w pinball.
Pali te cienkie papierosy, opiekuńcze cytrynowe fosforany.
Rzadko odzywa się do May, kiwa tylko głową
Za jej twarzą w stronę jasnych wiwatujących rzędów
Necco Wafers, Nibs i Juju Beads.

z tomu „The Carpentered Hen and Other Tame Creatures”, 1958

tłum. z angielskiego Ryszard Mierzejewski

Wersja oryginalna pt. „Ex-Basketball Player” w temacie
Poezja anglojęzyczna
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 07.05.13 o godzinie 19:54
7.05.2013, 19:46

Następna dyskusja:

Poezjomalowanie. Poezja ko...




Przeglądaj dyskusje w tej grupie

Setki wypowiedzi

Zobacz o czym się teraz dyskutuje

Pytania i odpowiedzi

Znajdź odpowiedź na swoje pytanie

Wyślij zaproszenie do