konto usunięte

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Ruiny

I


Mury z oknem wyrąbanym w niebie,
A niżej, w polu, brama,
Sama i dla siebie,
Polnym chyba służąca konikom
Lub słońcu, gdyby z rana tędy się rozprysło...
Brama znikąd – donikąd
Albo z przeszłości w przyszłość...

II

Pod trzonem zamku, człowieczego dzieła,
Murowanego ciała,
Które Przyroda zmasakrowała
Ostro, skaliście, straszliwie,
Stoją wędrowcy
W milczącym podziwie...
Oto mur, modre oko, oto baszta zwalona:
Tak piękne, jak Natura. Bo to już Ona.

III

Stara cegła,
W stanie nekrozy,
Strugą ku łąkom zbiegła - - -
Tu czas przystanął u mety
I chwieje się na wietrze
Soczewka skabiozy,
Jak w ażurach rozluźniony ametyst...

wiersz ten znajduje się też w temacie częściowo pokrywającym się
z zakresem tego tematu: Mury, ściany, granice


Brama

Brama, zabita gwoździem,
Nie służy już więcej.
W rdzawych wiszą zawiasach
Gałganki pajęcze.
W ciemni szmatek łzy rosy bieleją matowo.

....................................................................

Ta brama,
Choć z a b i t a,
Lecz tęskni za tobą.Elwira Styczyńska edytował(a) ten post dnia 22.08.09 o godzinie 08:46
28.07.2009, 13:07
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz i
krytyk literacki,
wolny ptak

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Nikos Chadzinikolau

Dom


Na zadymionych ścianach wiszą jeszcze papryki
zardzewiałe jak czas.
Trzy gwoździe sterczą bez miłości.
Inaczej byłyby pogięte.
Obramowania okien na pojedynczych zawiasach
zgrzytają jak zęby psów.
Pod oknem leży rozbita skarbonka.
Dobrze mówił ojciec:
Ludziom bez pieniędzy niepotrzebne skarbonki.

Dom wyrzekł się swojego nieba.

Tyle tu kamieni.
A jednak śmierci nie mogę podziwiać.

wiersz jest też w temacie Dom

Ruiny pałacu Antygonosa Gonatasa

W ukropie słońca słonecznieje ptak,
jaszczurki zdobią potrzaskane kolumny.
Cień platanu maleje jak dźwięk fletu.
Zatrzymujemy się w sali trzynastej
z barwną mozaiką roślinną,
syn gładzi twarz driady,
żona mierzy szerokość meandra.
Na kamieniach tronu króla Macedonii
zagadki Sfinksa,
z którymi trzeba odejść.

Vergina, lipiec 1978

wiersz jest też w temacie Poezja i architektura
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 28.07.09 o godzinie 14:29
28.07.2009, 14:28
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz i
krytyk literacki,
wolny ptak

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Pierre Reverdy*

Doskonała ruina


Zgubiłem sekret który mi przekazano
Nie wiem już co mam robić

Przez chwilę pomyślałem że nie to szkodzi
Teraz nic nie pasuje
Oto mężczyzna bez stóp który chciałby pobiec
Oto kobieta bez głowy która chciałaby mówić
Oto dziecko które ma jedynie oczy do wypłakania

Jednak widziałem cię jak odjeżdżałeś
Trąbka zagrała
Już byłeś daleko
Tłum krzyczał
Ale ty się nie odwróciłeś

Czeka nas długa droga krok po kroku
Pójdziemy nią razem

tłum. Kazimierz Brakoniecki

*notka o autorze, inne jego wiersze w oryginale i linki
do polskich przekładów w temacie W języku Baudelaire'a
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 02.05.11 o godzinie 19:09
28.07.2009, 14:30
Luiza

Luiza Karaban dziennikarz, mgr
filologii polskiej

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Bronisława Ostrowska: Ruiny

Lipcowego południa polne zamyślenie:
Powietrze szafirowe, drgające spiekotą,
Po polach żółciejące bujnych zbóż kiścienie
I łubinów rozkwitłych gorejące złoto.

Od różowych koniczyn wiatry idą słodkie,
W pszczelnych migotach brzęczą białe pasy gryki,
Słania się łanem szumnym kłosie życia wiotkie
Wśród bezustannej, dzwonnej, świerszczowej muzyki.

Zda się jakieś słoneczne, płomieniste święto
Twórczym weselem ziemię kwitnącą okala.
Barwne przydroża dyszą tymianem i miętą.
Po łąkach traw nagrzanych przelewa się fala.

A tam wysoko nad kwitnącą ziemią
Białe ruiny cicho w słońcu drzemią
I niby żagle śnieżne i tęskniące
Świecą,wieczyście zapatrzone w słońce.

Odwieczny klasztor, co się wali w gruz:
Cele na błękit ruiną rozwarte;
Widma wdrzewione w pnie płaczących brzóz
Nad mogiłami odprawują wartę...

I cicha wielkość przeminionych dni
Na rudych szczyrach i dziewannach śni,
I głowy świętych stroi kurzu tęczą
W chórze, gdzie echa jak organy jęczą.

Pośród zwalonych,długich korytarzy,
Gdzie się sznur mniszek w cieniu murów snuł,
Jak fresk tajemny zaświatowych twarzy,
Dziś buja gęstwa naniesionych ziół.

Śród popękanych, sypiących się głazów,
Syczących pieśnią modlitewnych ech -
Płynie upojony, południowy dech
Piołunów gorzkich, tymianu i ślazów.

A słońce z góry jak monstrancja złota
W zbitych witrażach (...) Zobacz więcej
28.07.2009, 14:57

konto usunięte

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Czesław Miłosz

W Warszawie


Co czynisz na gruzach katedry
Świętego Jana, poeto,
W ten ciepły, wiosenny dzień?

Co myślisz tutaj, gdzie wiatr
Od Wisły wiejąc rozwiewa
Czerwony pył rumowiska?

Przysięgałeś, że nigdy nie będziesz
Płaczką żałobną.
Przysięgałeś, że nigdy nie dotkniesz
Ran wielkich swego narodu,
Aby nie zmienić ich w świętość,
Przeklętą świętość, co ściga
Przez dalsze wieki potomnych.

Ale ten płacz Antygony,
Co szuka swojego brata,
To jest zaiste nad miarę
Wytrzymałości. A serce
To kamień, w którym jak owad
Zamknięta jest ciemna miłość
Najnieszczęśliwszej ziemi.

Nie chciałem kochać tak,
Nie było to moim zamiarem.
Nie chciałem litować się tak,
Nie było to moim zamiarem.
Moje pióro jest lżejsze
Niż pióro kolibra. To brzemię
Nie jest na moje siły.
Jakże mam mieszkać w tym kraju,

Gdzie noga potrąca o kości
Nie pogrzebane najbliższych?
Słyszę głosy, widzę uśmiechy. Nie mogę
Nic napisać, bo pięcioro rąk
Chwyta mi moje pióro
I każe pisać ich dzieje,
Dzieje ich życia i śmierci.
Czyż na to jestem stworzony,
By zostać płaczką żałobną?
Ja chcę opiewać festyny,
Radosne gaje, do których
Wprowadzał mnie Szekspir. Zostawcie
Poetom chwilę radości,
Bo zginie wasz świat.

Szaleństwo tak żyć bez uśmiechu
I dwa powtarzać wyrazy
Zwrócone do was, umarli,
Do was, których udziałem
Miało być wesele
Czynów myśli i ciała, pieśni, uczt.
Dwa ocalone wyrazy:
Prawda i sprawiedliwość.

Kraków, 1945

z tomu "Ocalenie", 1945
Marek Filipowicz edytował(a) ten post dnia 28.07.09 o godzinie 15:53
28.07.2009, 15:53
Krystyna

Krystyna Bielarczyk Wędrówki po górach,
rubieżach poezji i
miłości

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Beata Pawlikowska

Ruiny Zamku


Przygarbione ciężarem przeszłości
Puste ciszą i zapomnieniem
Szepczą wiatrem lub krzyczą echem
Płacząc deszczem

Wydrapane ze wszystkich okien
Mrużą puste swe oczodoły
Wyglądają za wspomnieniami
Płacząc deszczem

Dotykają ścian okruchami
Które niższe są z każdym rokiem
Coraz bardziej kurczą się w sobie
Płacząc deszczem

Aż przepadną w wieków zamęcie
Jak balami karmione salony
Tylko wzgórze kiedyś je wspomni
Płacząc deszczem
28.07.2009, 21:29

konto usunięte

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Lady Godiva i jeździec Apokalipsy


Te ruiny to dawne Coventry
Zmiażdżone w „Blitzach”...

Główną, starą ulicą,
Którą niegdyś w piękności swej nagiej,
Stworzonej dla pocałunków,
Przejeżdżała Lady Godiva
Na koniku siwym jak perła,

Snuł się, oklep na szkapie, z kosą i w całunie,
Jeździec Apokalipsy,
Grożąc dzisiaj każdemu, od żebraka do Earla...

Lecz miasto – jak i wówczas na wielbioną Godivę,
Z rozmysłem nie zwróciło nań uwagi.
Nie spojrzało. Na gruzach nieszczęsnych kominków
Trwało, tyłem do śmierci, ignorując straty,

I gdzie kto mógł, tam smażył baraninę i „chipsy”,
Pamiętając niezłomnie o godzinach herbaty...
29.07.2009, 11:32

konto usunięte

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Krzysztof Kamil Baczyński

Wyroki


Basi D.

Nic gruzy. Dwułodygą wyrośniem,
dwugłosem zielonym światła,
podobni chmurom i sośnie,
kwiatom płynącym na tratwach,
gdy rzeka wilgocią śliska
jest tonem świata - kołyska.

Nic ciemność. Przez nią przepłyniem,
a ręce na niej promień
w błogosławionym czynie,
w żyjącym gromie,
bo i z krzemienia się śpiewa
wieczność rosnąca - drzewa.

Nic gruzy. Ale ująć
powietrze: tam formy rosną
z guseł i zaklęć - kołując -
coraz to bliższe. Mocno
w ręce spadają - nieznane,
czasem - niedokonane.

I tak się trzeba im zaprzeć
w ziemię i wiatr, w świetlistość,
by deszczem pocisków lecąc
opadły w dłonie - czysto.
A w ich ulewie rosnąć,
ptakiem, człowiekiem i sosną.

dn. 28 XII 41 r.
29.07.2009, 18:33
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz i
krytyk literacki,
wolny ptak

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

André Frénaud*

Do łaski


Nad moimi gruzami
wiecznie ziębiącymi
niewinne pogłosy
na ciemnej arenie
gdzie się borykałem
bez żadnego wybiegu
nagle objawiona
może zabłąkana
siła oddalona
sam nie wiem dla kogo
nie wiem w której stronie

Uchodząca czasowi
rozbłysk bez wspólnictwa
w powolnych swoich skrętach
Niedola i męstwo
gleba moja naga
wybranka bez przymusu
równa memu pragnieniu
ona jest tajemnicą
i świeci się wyżej
śpiewu który błaga
śpiewu który oskarża
ponad moim głosem

Do jutra moi martwi
w bezustannym zimnie
jakim było wczoraj
i jakim jest dzisiaj
stające się życie
Poprzez moje serce
i wszystkie symbole
gdzie znalazł spełnienie
Duch wzniósł się wysoko
pośród swych bojowań

Twierdzę bez dowodu
Przeciwne mam zdanie
Mało się to liczy

Nie ma ojcowizny
Żaden z pergaminów
nie dał mi pewności
Uwierzyłem w łaskę
Postawiłem na nią
Starczy nią odetchnąć
by ją umiłować

Ilem razy wzywał
nie zyskawszy znaku
ile próżnych wysiłków

I jaka zaciekłość
co wszystko odrzuca
by wszystko podźwignąć
duszę rozpromieni?

Fawor najwyższy
skoro nagrodzenie
nie jest zasłużone
ani też nieszczęście

Czy się w niej uniosłem?
Nie mam już ciężaru
Łaskę wyśpiewuję
choćby trwała tylko
dzięki mej miłości.

z tomu „Il n'y a pas de paradis”, 1962

tłum. Artur Międzyrzecki

*notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
do polskich przekładów w temacie W języku Baudelaire'a
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 04.01.12 o godzinie 15:09
30.07.2009, 12:15
Krystyna

Krystyna Bielarczyk Wędrówki po górach,
rubieżach poezji i
miłości

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Leopold Staff

RUINY PALATYNU


Smętek niewysłowiony
pogody ruin bezwiednych
Sercem moim owładnął,
gdym o zachodzie dziś wstąpił
W twój przez ziemię zazdrosną
pożarty pałac, Auguście.
Dane-ć było, co jeno
najnieliczniejszym przypadło.
W boskim życia udziale:
szczyt osiągnąłeś potęgi
I na ziemi okręgu
stanąłeś stopą wszechwładną.
W karle z kości słoniowej
siedząc wyniośle, dzierżyłeś
Wodze świata całego.
Jednego zdobyć nie mogłeś,
Czego nikt nie zdobędzie:
dzieła trwałości i trwania.
W mocy najwyższej poczuciu
darmoś się trudził dla sławy,
Dumnej płyty nagrobnej,
nad którą żądza pamięci
Całe życie pracuje.
Czyny twe płaskorzeźbione
Starły z niej ciche podeszwy
wieków w wytrwałym pochodzie,
A twe imię, co miało
rozbrzmiewać chwałą spiżową,
Znane jeno zbłąkanym
w gruzy kochankom milczenia.
Aby zaćmić, cokolwiek
było przed tobą i będzie,
Wzniosłeś budowli rząd pyszny
jak bruzda czoła twojego
Lub ruch ręki wielmożny,
co wciąż po nowe triumfy
Na śmierć rzucał zaciężne
orły marsowych legionów.
Gmachy twe dzisiaj pod ziemią,
chociaż wyziory w sklepieniach
Ten-ci sam ukazują
błękit spokojny, a zieleń
Bujna niemych ogrodów,
co się rozsiadły na górze,
Zwiesza W głębie zamarłe
ziół obojętną ciekawość.
W pomrok twej biblioteki,
przez otwór stropu okrągły,
Blada róża złotawa
rzuca w głąb płatki więdnące,
W które czas, współpracownik
każdego dzieła ludzkiego,
Mającego dopiero
w ruinie wieczne skończenie,
Większą mądrość wpisuje,
niż w karty twych pergaminów
Zaginionych wpisali
czczeni przez ciebie mędrcowie.
Pod cyprysem, co ciemny
ruinie w niebie panuje,
Ozłocony wieczornym
słońcem, co wszystkim zachodzi,
Niewidoma Sybilla
próżno wyczytać się stara
Z księgi - w której stulecia
pozacierały już znaki -
Imię twoje i prawdę,
którą byś, dzisiaj zbudzony,
Sam też może usłyszał
w skwirze zmierzchowych jaskółek
- Nie o tobie, Auguście,
ach, nie o tobie świegocą! -
I, raz wtóry trud mając
podjąć, poniechałbyś dzieła,
Myśląc, o czym bogdajby
nigdy nie myśleć tworzącym:
Niechaj nie trwa ni chwilę,
co być wieczyste nie może.
30.07.2009, 15:52
Michał

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Leopold Staff

W ruinach świątyni


Czym zbłądził między swojej świątyni kolumny,
Którym czołom czas stary odebrał trud daremny
Dźwigania nad mną pował pod niebo Hellady?
Kto wwiódł mnie tu szyderczo, abym, gniewny, blady,
Na gruzach swej świątyni, padłej w chwastów sploty,
Czuł - zbudzony - przedwieczną boskość swej istoty,
A stał tak bez wielkości, godnej mieć świątnicę?
Jakie me boskie imię było? Jakie lice?
Nie pomnę już. Zbyt długo musiałem pić z Lety.
I nie wiem, jakie gaje i świętych gór grzbiety
Dźwigały me posągi tam, gdzie dziś przeciwne
Losy niepamięci szczepią gaje oliwne,
Nie wiem, kto z nieśmiertelnych był mi tajnym wrogiem,
Gdym był swych snów pogańskich strąconym dziś bogiem.

z tomu "Gałąź kwitnąca"
30.07.2009, 23:25
Michał

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Leopold Staff

Na ruinie


Woda wiedziała więcej o nas niż my sami:
Że to ostatnia nasza schadzka pod drzewami
Wysokimi nad rzeką, która w wolnym biegu
Fal odbijała nasze postacie na brzegu,
Siedzące w ostatniego słońca bladym błysku,
Na chwastami obrosłym świątyni zwalisku.
W głębokim bezprzeczuciu słuchaliśmy ciszy
Szumu drzew, w którym dusza zadumana słyszy,
Za czym tęskni, jak w chmurach płynących wysoko
Wszystkich kształtów dopatrzy się marzące oko.
Lecz woda znała przyszłość, jawiąc nam rozlewne
Odbicia nasze, zmienne i chwili niepewne,
Zwierciedląc usta nasze w swej ciemnej głębinie,
Złączone w pocałunku pierwszym - na ruinie.

z tomu "Gałąź kwitnąca"
30.07.2009, 23:26
Jolanta

Jolanta Chrostowska-Sufa Redakcja, korekta,
adiustacja, zlecone
teksty autorskie,
...

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Adam Mickiewicz

Ruiny zamku w Bałakławie




Te zamki, połamane w zwaliska bez ładu,

Zdobiły cię i strzegły, o niewdzięczny Krymie!

Dzisiaj sterczą na górach jak czaszki olbrzymie,

W nich gad mieszka lub człowiek podlejszy od gadu.



Szczeblujmy na wieżycę, szukam herbów śladu;

Jest i napis, tu może bohatera imię,

Co było wojsk postrachem, w zapomnieniu drzymie,

Obwinione jak robak liściem winogradu.



Tu Grek dłutował w murach ateńskie ozdoby,

Stąd Italczyk Mongołom narzucał żelaza

I mekkański przybylec nucił pieśń namaza.



Dziś sępy czarnym skrzydłem oblatują groby,

Jak w mieście, które całkiem wybije zaraza,

Wiecznie z baszt powiewają chorągwie żałoby.

Sonety krymskie 1826
1.08.2009, 08:32
Krystyna

Krystyna Bielarczyk Wędrówki po górach,
rubieżach poezji i
miłości

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Hafiz

Widzę w ruinach magów


Widzę w ruinach magów
światło mojego Pana,
pomyśl, zastanów się tylko,
w jakich mrokach je widzę.

Nie pysznij się nade mną,
królu ziemskich pielgrzymów —
ty dom Pana tylko widzisz,
ja Pana samego widzę.

Chcę znaleźć skarbnicę piżma
w warkoczach bogiń cudownych,
lecz prawa myśl mi powiada,
że błędnie ten Kathaj widzę.

Żar w sercu, łzy jak strumienie,
smutki wieczorne i ranne —
wszystko przez to, że wasze
miłosne wejrzenia widzę.

Co chwila na sennej mej drodze
uderza mnie obraz twej twarzy,
i komu by można powiedzieć,
co w tajemnicy tej widzę?

Nikt takich cudów nie widział
w piżmie chotańskim czy chińskim,
jakie o każdym świcie
w porannym powiewie ja widzę.

O, przyjaciele Hafiza,
nie miejcie mu za złe tych złudzeń,
bo ja przecież oczyma
waszych przyjaciół je widzę.

Przełożył Władysław DulębaKrystyna Bielarczyk edytował(a) ten post dnia 19.08.09 o godzinie 22:16
19.08.2009, 22:15
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz i
krytyk literacki,
wolny ptak

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Andrzej Bieły

Opustoszały dworek


Opustoszały dworek.
Chruśniak zmarniał wyraźnie.
Tęsknie wspominam minione:
„Ach, gdzieżeście – przodkowie przyjaźni?”

Z szczelin kamiennych, widome
sterczą mchy jak polipy.
Wiekowe lipy
Szumią nad domem.

Liść wiatrem goniony,
tęskniąc za ładem wczorajszym,
krąży pod oknem zamglonym
zburzonej baszty.

Jakże starł się wygięty sierp
śród bielejących tkliwie lilii –
roztrzaskany herb
szlacheckich familii.

Minione – jak dym ...
I tak przykro.
Kawka ochrypła
nad smutkiem pastwi się mym.

Popatrzę w okno –
zegar z chińczykiem z porcelany.
W kącie płótno –
zając węglem narysowany.

Kurz na meblach w stylowej sali,
zwierciadła w pokrowcach, tkaniny...
I w dal odejdziesz... A w dali –
Równiny, równiny.

Stogów rząd złoty
na równin rozległych wiorstach.
I niebiosa...
Jestem samotny.

Słucham z tęsknotą,
życiem dawnym owiany,
jak wiatr szepce coś liściom złotym,
jak wali w urwane ramy.

czerwiec 1903
Sieriebrianyj Kołodież

tłum. Joanna Salamon
26.08.2009, 13:29
Zofia

Zofia H. Życie jest poezją,
poezja-życiem.

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Wanda Malinowska

W huku bomb


I

Warkot samolotu wplątał we włosy
niezliczone śmigła.
Wywlókł z posłania.
Szyb ostre odłamki
pokrajały huk -
I cicho zawaliła się na nią
stroma ściana nocy...
Rankiem spod gruzów wydobyty trup...

II

Gwoździe syren do podłogi przybiły kolana.
Modlitewny gest rąk ściany podpierał -
Nadsłuchiwanie, czarne nadsłuchiwanie -
I uszy zmiażdżył hukiem nadlatujący giez.
Noc strzaskaną rozkopał ranek.
Samotnie wsród gruzów sterczał modlitewny gest.

III

Widzenie klaustrofoba

Leżę wgnieciona w łóżko paraliżem,
huk bomb wrzaskiem podsycany.
Szumiącymi skokami sadzi pożar.
Pochylają się nade mną zolbrzymiałe twarze
i uciekają z tętentem.
Okryta dymem sam na sam z płomieniem,
ja jak zawsze czekam.
On nareszcie podchodzi...
Przed tym obrazem serce ucieka
tysiącem wyciągniętych charcich skoków.

IV

Widzenie kalustrofoba

Gruzy ludzkich ciał oblane płomieniem krwi...
Przy tej niezmiernej ruinie
płonące gruzy domów są misterną architekturą.
Rozbiórka zburzonych domów nie trwała długo.

Szybko przebrzmiały kroki żałobnego marsza.
Ale nigdy nie dokona zapomnienie
rozbiórki gruzów czerwonego mięsa.
Straszna, rosnąca, rozmnażająca się w duszy ruina.

1944

***

Walą się na mnie gruzy.
Rośnie ruina w nieskończoność...
Ze szczytu przez niebo strącona
spada cegła i oczy oszalałe miażdży!
Tak lekko, miękko przykrywa
ogromny płatek sadzy.

1944 (?)

Kwiat ruin

Odcięto jutro! Jednym celnym ciosem.
Odcięto jutro! Więc dzisiaj pęcznieje.
Wgryźć się w nie! Wessać! Wplątać się we włosy!
Wrosnąć w nie dzikim, zachłannym szalejem!

1939

w "Wiersze", 1987r.

Informacje o autorce oraz inne wiersze w :"Łzy, płacz, rozpacz...,"Miłość","Autoportret w lustrze wiersza","Śmierć"Zofia M. edytował(a) ten post dnia 14.09.09 o godzinie 23:46
14.09.2009, 23:11
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz i
krytyk literacki,
wolny ptak

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Laco Novomeský*

Rysunek z wycieczki


Zmurszały na wzgórzu zamek tonie w nudzie,
jak my u stóp jego na leśnym rozstaju.
Piękna biała pani tędy już nie pójdzie
i już jej nie porwie rycerz z obcych krajów.

Dawno już utracił świetność swoją zamek,
można iść spokojnie pod mury i wieże.
Inne już porządki, inne rządy mamy,
z bram już nie wypadną najemni żołnierze.

W pustej baszcie hula swobodnie wichrzysko,
oczy strzelnic w dawne czasy zapatrzone.
Spoglądam, jak inni, ma to rumowisko,
widzę zęby stare, zżółkłe, wyszczerbione.

tłum. Antoni Brosz

*notka o autorze w temacie Spacery poetów
wiersz jest też w temacie Wędrówki po śladach historii
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 29.09.09 o godzinie 09:45
29.09.2009, 09:44

konto usunięte

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Blaise Cendrars

Ruina hiszpańska


Nawa skonstruowana jest w stylu hiszpańskim XVIII wieku
W wielu miejscach widoczne są rysy
Wilgotne sklepienie jest białe od saletry i nosi jeszcze ślady złoceń
Promienie latarni ukazują w kącie pokryty pleśnią obraz
To Czarna Matka Boska
Wysokie mchy i grzyby jadowicie pręgowane kropkowane
usiane perłami pokrywają posadzkę sanatorium
Jest także dzwon z łacińskimi napisami

przełożyła Julia Hartwig
5.10.2009, 20:32

konto usunięte

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Mieczysław Jastrun

Ruiny katedry Świętego Jana


Gdy się po piętrach gruzów wspinam
Na szczyt katedry obalonej,
Narodzin krzyk, nie śmierci dzwony
Z przepaści słyszę. Czy stworzenia
Nowy się dzisiaj dzień zaczyna?
Buduje z błysków warg, z milczenia,
Z kropel ulewy, co się zmienia
W burzę świetlistą – i godzina
Staje, wychodzi czas z obiegu,
Niebo pod nogi rzuca burza,
Kości zrastają się na nowo,
Z chaosu ziemia się wynurza
I słychać chrzęst, stworzenia słowo,
Na tym kamiennym śmierci brzegu.

Jak gdyby się na nowo zrastał
Kościół Świętego Jana, grób,
Który dziś leży nam u stóp
W pustyni umarłego miasta.
Jak gdyby wspinał się i rósł,
Sklepienia łączył, spajał łuki
Ponad zwaliska, cegły, gruz,
Porozrywany dziś na sztuki,
Wstawał jak dzień z przepaści gróz.

Zniszczenia i tworzenia dzieło
W ten jeden dzień, jak w dźwięk stopione,
Jak gdyby to, co dziś się wszczęło,
Na zawsze miało być złączone.
Jak gdyby po żelaza burzy
Miała przyjść burza serc karząca
I sprawiedliwa – tu gdzie żużel
I popiół także z ludzkich serc.
Dzień z jadowitych warg wysącza
Światło, przy którym blednie śmierć.

To już nie gruzy katedralne,
Płaczące skamieniałym psalmem,
Głazy wrzeszczące stromą śmierć,
Walące się w pożodze ściany,
Jak je w widzeniu obłąkanym
Ujrzał poeta – ale pieśń
Stworzenia, z ruin powstająca,
Kopuła z blasku i błękitu,
Odbudowana znów od szczytu,
Powietrze hymnem szturmująca.

Już pobojowisk niepamiętna –
Czytam ją z każdej nowej twarzy,
Poznaję w zgiełku godzin, w gwarze.
Żadna mi rzecz nieobojętna:

Ten wiatr, co gdy gałązką chwieje,
Jak dziecko, czy się roześmieje,
Czy gdy zapłacze – nie pamięta;
Ten błysk, co złoci liść klonowy,
Ta jesień, która nie zasmuca,
Choć drzewo do stóp drzewa zrzuca;
Ten kamień, który ma nadzieję.
I cóż, ze w porę tak surową
Poetów opuszczają słowa,
Gdy słowo pierwsze mówią dzieje.

1945

z tomu „Rzecz ludzka”, 1946


Obrazek
Ruiny katedry Św. Jana w Warszawie, 1945

wiersz ten jest też w temacie Warszawa w poezji
Marta K. edytował(a) ten post dnia 07.12.09 o godzinie 16:21
19.11.2009, 18:36
Ryszard

Ryszard Mierzejewski poeta, tłumacz i
krytyk literacki,
wolny ptak

Temat: Ruiny - dosłownie i w przenośni

Derek Mahon

Nie używana szopa w okręgu Wexford

Niech nie zapomną o nas, bezsilnych duszach pośród asfodeli

Seferis “Mythistorema”

J. G. Farrelowi

Nawet dzisiaj są miejsca, gdzie może wyrosnąć myśl –
Peruwiańskie kopalnie, wyrobiska pozostawione
Żmudnemu zegarowi kondensacji,
Schwytanemu na zawsze echu i trzepotowi
Dzikich kwiatów w szybie windy,
Indiańskie palisady, gdzie tańczy wiatr
I drzwiami trzaskają z mniejszą pewnością siebie,
Szczeliny wapienne obok beczek z pomarszczoną deszczówką,
Zakątki, gdzie psy zagrzebują kości;
I w nie używanej szopie w okręgu Wexford,

W głębi posesji spalonego hotelu,
Wśród wanien i umywalek
Tysiąc grzybów ciśnie się do dziurki od klucza.
To jedyna gwiazda na ich firmamencie,
A może ramka gwiazdy z gwiazdą pośrodku.
Cóż mogą robić, jeśli nie pożądać?
Po tylu dniach po drugiej stronie rododendronów,
Ze światem tańczącym walca w swojej niecce chmury,
Nauczyły się cierpliwości i ciszy
Słuchając gderania gawronów w wysokim lesie.

Czekały na nas w fetorze
Roślinnego potu od czasów wojny domowej,
Od czasu, kiedy żwir zachrzęścił pod oddalającymi się
Na zawsze nogami wywłaszczonego mikologa.
Nie wrócił nigdy, i od tamtej pory światło
Jest dziurką od klucza, delikatnie rdzewiejącą po deszczu.
Pająki snuły przędzę, muchy osypała pleśń,
A one, być może raz dziennie, słyszały coś –
Strużkę odpadającego tynku, krzyk znikąd
Lub ciężarówkę, zmieniającą bieg na końcu zaułka.

Zdarzały się śmierci, blade ciała płatami
Pokrywały ziemię, która je żywiła;
I koszmary nocne, ze śmierci i groźnego
Dominium stęchłego powietrza i zjełczałej wilgoci.
Te bliżej drzwi rosły w siłę –
Więcej przestrzeni! Więcej miejsca!
Reszta, przyćmiona w półmroku rozpadających się
Sprzętów i rozbitych doniczek, spragniona
Oswobodzenia, czekała tak długo
Że został po niej tylko ten gest.

Pół wieku, bez odwiedzających, w ciemności –
Żałosne przygotowania do rozbicia zamka
I skrzypnięcia zawiasów. Magowie, księżycowe marki,
Upudrowani więźniowie starego reżimu,
O błoniastych gardłach, na łodygach jak tryfidy, wyniszczeni suszą
I bezsennością. Jedynie cień krzyku na widok
Plutonu egzekucyjnego naszych fleszy, którymi je budzimy
Wskazuje, że w ich gorączkowych kształtach jest jeszcze życie.
Teraz to miękkie pożywienie robaków, co przerosło naturę,
Podnosi kruche głowy, pełne powagi i dobrej wiary.

Widzicie, błagają nas na swój bezgłośny sposób,
Żebyśmy coś zrobili, mówili w ich imieniu
Albo przynajmniej nie zamykali z powrotem drzwi.
Zgubieni ludzie Treblinki i Pompei!
„Ocalcie nas, ocalcie – zdają się mówić –
niech bóg nie porzuca nas
którzy zaszliśmy tak daleko w ciemności i bólu.
Przed nimi także było życie.
Ty, ze swym światłomierzem i luźnym planem podróży,
Niech nasze naiwne trudy nie pójdą na marne!”

tłum. Piotr Sommer

w wersji oryginalnej pt. „A Disused Shed in Co. Wexford”
w temacie Poezja anglojęzyczna
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 05.12.09 o godzinie 21:43
4.12.2009, 14:52

Następna dyskusja:

Dzisiaj NAGInamy BAR ... do...




Przeglądaj dyskusje w tej grupie

Setki wypowiedzi

Zobacz o czym się teraz dyskutuje

Pytania i odpowiedzi

Znajdź odpowiedź na swoje pytanie

Wyślij zaproszenie do