Stwórz profil

Musisz wpisać swoje imię
Musisz wpisać swoje nazwisko
Musisz wpisać poprawny e-mail
Musisz wpisać hasło (min. 8 znaków)
Musisz zaakceptować regulamin

Subwertywnie na spóźniony początek...

Tomasz Ł.open-minded |
creative director |
copywriter |

Temat: Subwertywnie na spóźniony początek...

Faktycznie grupa istnieje długo. A w zasadzie istnieje z nazwy,ale w sensie nawiązania więzi, wymiany doświadczeń nic się nie wydarzyło. Wcale nie oznacza to jednak nic złego.

Powinienem pewnie napisać coś jeszcze w stylu "Herzlich willkommen" lub coś w ten deseń, ale nie wiem czy nie za późno.

Każdy inaczej postrzega kulturę popularną i taka jest pewnie zaleta tego zjawiska. Są wielcy fani widzący w niej kulturę spontaniczną i wyzwalającą tak jednostki jak i społeczności, są też - dla równowagi - jej krytycy widzący w niej uproszczone przedłużenie kultury masowej, nazywający ją "kulturą huby i raka". Możemy sobie zresztą teoretyzować w nieskończoność. Myśląc o tej grupie widzę tu przestrzeń dla wypowiedzi wszystkich, którzy tylko mają coś wartościowego do powiedzenia.

Tak czy inaczej, postanowiłem się z wami jedną z refleksji na temat kultury popularnej podzielić, a w zasadzie zapytać Was o najciekawsze - waszym zdaniem - przykłady zjawiska, które określamy subvertisingiem.

Nie ukrywam, że stosunkowo niewiele powstaje ciekawych „sytuacji”, które uznać możemy jako subwertywne w naszej rodzimej kulturze, zwłaszcza kiedy spojrzymy na to przez pryzmat zachodu, gdzie dyskurs ten wpisuje się to od lat mocno w przestrzeń publiczną

Sam przytoczę 3 dosyć ciekawe (choć zbliżone treściowo)przykłady. Zachęcam Was jednocześnie do dyskusji.

Akcja vlepkarska "I chuj".


Obrazek


Może pamiętacie jak z 5 lat temu, w 7 największych miastach polskich, oklejono vlepką z takim podpisem miejskie billboardy. Anonimowi twórcy mówili wówczas: "Naszym celem nie jest zniszczenie tych billboardów (nie zrywamy ich ani nie zaklejamy całkowicie). Akcja jest swoistym hapenningiem, mającym na celu zwrócenie uwagi społeczeństwa na indoktrynację reklamową, której są biernie poddawani codziennie na ulicach. Interesuje nas szczególnie wspomniana interakcja pomiędzy treścią billboardu i naszym napisem oraz reakcje ich odbiorców”.


Obrazek


Możemy różnie to odbierać, mnie się tam bardzo podoba. Najbardziej chyba bawi to, że na określenie "Outdoor 2.0" nie musieliśmy długo czekać. Zatem fajnie jest kiedy jest interakcyjnie, możesz coś zmieniać, nadawać nowy sens.

Różnica jest jednak jedna, że dąży się raczej do kontrolowania "uniwersum znaczeń" niż do jego spontanicznego poszerzania. Najlepszym przykładem jest chyba zjawisko User-generated content. Jako przykład niech posłuży mBank, który zorganizował konkurs, w którym reklamy tworzyli sami konsumenci. „Nie musisz wierzyć cudzej reklamie! Sam zrób reklamę dla mBanku" - zachęcano.

„Efekt AXE”

Kolejne dwa przykłady powinny wszystkim jeszcze pozostawać mniej lub bardziej w pamięci. Wychodzicie sobie z Dworca Centralnego i napotykacie świeżutki billboard Axe, na którym czytamy: ""Gówno jest zjadliwe. Efekt Axe".


Obrazek


Sens tego sugestywnego "tuningu" tłumaczy jeden z portali graficiarskich: "Billboard "Gówno jest jadalne", [...], to sprzeciw wobec seksistowskim reklamom, w których firma Axe się specjalizuje. Trudno zapomnieć kampanię, w ramach której pojawiły się w mieście hasła z prymitywnym, seksualnym podtekstem: "Maturzystki lubią zaliczać", "Pielęgniarki nie odchodzą od łóżek pacjentów" itd. W najnowszej kampanii Axe kobiety poszukiwane są listem gończym za "bezprawne rewizje osobiste mężczyzn". Pod wpływem dezodorantu "dziewczynki - jak czytamy na plakatach - stają się niegrzeczne".

Oceńcie sami. Jedno na pewno nie ulega kwestii, mianowicie fakt wywoływania w ten sposób publicznej debaty (na jakże ważny temat), pobudzania przestrzeni publicznej, wreszcie wskazywania, że tak naprawdę miasto nie jest i być nie powinno tylko zaprogramowaną przestrzenią reklamową.

„Zawód żołnierz…”

Ostatni przykład z tego lata. Oto Wojsko Polskie wyrusza na podbój mediów. Wypala kampanię „społeczną”, mającą zachęcać do wstępowania w swoje szeregi. Pierwszy "flight" przeszedł chyba bez większego echa (może dlatego, że billboard wisiał głównie po wsi i w miastach do 10 000). Mowa o kampanii "Zawód żołnierz: od zawsze atrakcyjny".


Obrazek


Sierpniowa odsłona "Zawód żołnierz: dołącz do najlepszych" uderzyła także w największe miasta Polski.


Obrazek


Można sobie postawić rzecz jasna pytanie: za czyje pieniądze lub inne, podobne. Pewnie równie ciekawym pytaniem będzie zastanowienie się nad samą estetyką tej kampanii. Ale najważniejszym jakie przychodzi mi do głowy do pytanie o etykę kampanii, którą prowadzi instytucja zaangażowana w konflikt zbrojny w Iraku i Afganistanie. Nie ukrywam, że ucieszyła mnie szybko zawiązana koalicja wokół tego typu kampanii.

Na stronie:

http://www.wykop.pl/ramka/86756/prowokacyjne-reklamy-w...

możecie sobie wydrukować i podziałać. W wersji mini mini można wątek jeszcze bardziej "wykopać". Ale czy wtedy spać będziemy lepiej?

See You!Tomasz Ł. edytował(a) ten post dnia 03.02.09 o godzinie 21:57
23.08.2008, 21:45

Grzegorz Dominik Stunżaedukatormedialny.pl

Temat: Subwertywnie na spóźniony początek...

Partyzantka przytoczona powyżej to działania bardzo ciekawe. W Gdańsku obserwowałem kiedyś również pełne bilbordy wklejane przez tutejszą grupę, nawiązywały m.in. do wojny w Czeczenii.

Partyzantka tego rodzaju jest potrzebna. Bo albo możemy się bronić przed manipulacyjnymi i natarczywymi przekazami np. wyłączając kanały medialne (ale wszystkich się nie da), albo możemy odzyskiwać przestrzeń publiczną, zawłaszczoną bez naszej zgody, działając pod osłoną nocy i zmieniając znaczenia.

Wojny w ten sposób nie da się wygrać, ale dzięki podobnym akcjom nie da się również ludzi zupełnie ugłupić, uzwyczajniając wszędobylską reklamę. Z partyzantką, zwłaszcza bezkrwawą, która skłania do myślenia i krytyki, nie da się wygrać. I o to chodzi, i o to chodzi...
28.08.2008, 09:18

Julia B.Copywriting, PR,
Marketing.

Temat: Subwertywnie na spóźniony początek...

Hmmm... przede wszystkim to nie subwertywne a SUBWERSYWNE... warto sprawdzić zanim się użyje. Polecam kisążkę Łukasza Rondudy na ten temat.
21.12.2009, 21:57

Tomasz Ł.open-minded |
creative director |
copywriter |

Temat: Subwertywnie na spóźniony początek...

Ciekawa uwaga.

Generalnie może lekko zaczepna, ale ciekawa.

Zdaje się, że powinienem użyć oryginalnego, anglojęzycznego terminu "subvertising", a nie próbując je na siłę spolszczyć. Bo w końcu subwersja to jedno, a reklama drugie i trudno - znając zbitek pojęć angielskich - wykombinować polski odpowiednik.

Jak Pani dobrze się przyjrzy, można dojrzeć spore różnice pomiędzy subwersją czy subwersywnością - rozumianymi tak na gruncie socjologii jak i sztuk wizualnych - a subvertisingiem, referującym ściśle do działań skupionych wokół "gromienia reklam", niewiele mającym wspólnego ze sztuką par excellence, a raczej z dobrze rozumianym działaniem publicznym i obywatelskim.

A książka Łukasza Rondudy poświęcona jest faktycznie "sztukom medialnym", próżno tam poszukiwać przykładów subvertisingu.

Na ten temat polecam choćby artykuł Wojciecha Orlińskiego:

http://wyborcza.pl/1,75248,1986315.html

Pozdrawiam,Tomasz Ł. edytował(a) ten post dnia 04.01.10 o godzinie 21:40
4.01.2010, 21:31



Wyślij zaproszenie do