Krzysztof Adamczyk nauczyciel języka
angielskiego

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Za tydzień miliony ludzi na całym świecie zaczną się pasjonować kolejnymi igrzyskami letniej olimpiady sportowej - XXIX Olimpiady w Pekinie, wydarzenia niewątpliwie najważniejszego w życiu sportowym, ale doniosłego też z uwagi na swoje znaczenie w biznesie, polityce, mass mediach i innych dziedzinach życia społecznego. Poezja towarzyszy nie tylko olimpiadom, ale w ogóle sportowi, już od czasów starożytnych.
A ile sportu w poezji i odwrotnie – poezji w sporcie będziemy się mogli przekonać, prezentując w tym miejscu zarówno własne, jak i innych autorów wiersze o sporcie.
W gatunku „poezji sportowej” – jeśli wolno użyć takiego określenia – mamy swojego klasyka. Kazimierz Wierzyński – Skamandryta otrzymał w 1928 roku prestiżową nagrodę – złoty medal w konkursie literackim IX Olimpiady w Amsterdamie za swój, wydany rok wcześniej, tomik „Laur olimpijski”. Tomik ten rozsławił nazwisko polskiego poety na całym świecie, przetłumaczony został na wiele języków, w tym na tak dla nas osobliwe, jak: bułgarski, nowogrecki, łaciński, hebrajski i japoński.
Zapraszam serdecznie nie tylko do czytania, ale też do pisania na zaproponowany tu temat. Będzie to z pewnością miłe dopełnienie przeżyć i emocji, jakich dostarczać nam będą na ekranach telewizorów sportowcy w swojej pięknej i głęboko humanitarnej walce o medale.

Kazimierz Wierzyński

Skok o tyczce


Już odbił się, już płynie! Boską równowagą
Rozpina się na drzewcu i wieje jak flagą,
Dolata do poprzeczki i nagłym trzepotem
Przerzuca się, jak gdyby był ptakiem i kotem.

Zatrzymajcie go w locie, niech w górze zastygnie,
Niech w tył odrzuci tyczkę, niepotrzebną dzwignię,
Niech tak trwa, niech tak wisi, owinięty chmurą,
Rozpylony w powietrzu, leciutki jak pióro.

Nie opadnie na siłach, nie osłabnie w pędzie,
Jeszcze wyżej się wzniesie nad wszystkie krawędzie.
Odpowie nam z wysoka, odkrzyknie się echem,
Że leci prosto w niebo, jest naszym oddechem.

z tomu „Laur olimpijski”, 1927Krzysztof Adamczyk edytował(a) ten post dnia 29.05.10 o godzinie 09:57
1.08.2008, 11:28

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Samotność maratończyka

Szary, mglisty poranek,
już czas, pora wstać.
Nie zawsze robię to z ochotą,
nie zawsze rozpiera energia,
chęć do życia pełnią sił,
ale podnoszę się systematycznie
ze snu, aby biec, aby biec przed siebie
długą trasą maratonu.

Niekiedy spotykam innych
samotników biegu,
pozdrawiamy się podniesioną
prawą dłonią,
biegniemy razem, rozmawiamy,
rozumiemy się
jak starzy dobrzy przyjaciele,
ale przychodzi
czas rozstania, nasze drogi
rozchodzą się,
a my nadal biegniemy, każdy swoją
długą trasą maratonu.

Czasami ktoś przy drodze
dopinguje,
robi się weselej i raźniej.
Jednak większość trasy pokonuję
w samotności,
zabłąkany we własne myśli
i wspomnienia.
Powłóczystym krokiem odmierzam
kilometry,
dziesiątki, setki kilometrów
na swojej
długiej trasie maratonu.

Wiem, że mogę nie dobiec. Moim
rywalem nie są inni
biegacze, ale mój organizm.
Z nim się zmagam, walczę,
pokonuję go,
bądź też przegrywam.

Oddycham powoli i miarowo,
odrywam od rozgrzanego asfaltu
ciężkie jak ołów stopy,
po raz setny przełykam
ślinę w zaschniętym gardle,
wierzchem dłoni ocieram
twarz z potu,
zaciskam zęby z bólu,
który utkwił w boku i uciska.

I biegnę,
biegnę przez moje minuty,
godziny, dni, tygodnie,
miesiące i lata.
Biegnę przez jedyne dane
przez Boga
życie moją długą trasą
maratonu.

23. 07. 2007


Obrazek
Na trasie IX Międzynarodowego Maratonu Pokoju,
Warszawa, 27 września 1987 r.
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 27.09.11 o godzinie 07:44
1.08.2008, 15:22

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Marian Grześczak

Stadiony


Stadiony.
Wielkie wieńce z betonu
na ozdobę miast.
Gigantyczne ule,
z ulnicami dla kibiców.
San Siro.
Camp Nou.
Olimpiąue.
Old Trafford.
Arena.
Maracana.
Ile szczodrego brzęczenia
dałyście uszom kibiców.
Największa Pasieka Świata.
Ulnica.
A my tu gdzieś pod Ząbkami,
z Dolcanami,
z Wichrami,
z Huraganami,
pod Wołominem się młócimy
mazowieckimi kłonicami.

Smutek szatni piłkarzy

Opocone ciała piłkarzy.
Koszulki wiszą złachane
jak wyskubane gęsi.
Ochraniacze pod skarpetami
i czerwone buty
czynią z piłkarzy dziwacznych
statystów nieudanej opery.

Ale nikt i nic nie śpiewa,
słychać tylko uspokojone
pulsowanie krwi i ból mięśni,
w które się w czasie meczu
wgryzały tępe zęby tepów.

A trzeba jeszcze ciału
zostawić miejsca na siniaki
drugiej połowy spotkania,
przecięte wargi, obitą głowę,
kopnięte kolano.

Mak się sieje, bo trener
usiadł wśród zawodników
i też nie mówi nic,
tylko patrzy,
a to jest tak,
jakby wołał ze studni.

Druga połowa
zaczęła się w zielonym śpiewie.
Trudno to powtórzyć.

Kto nie uwierzy,
niech sobie obejrzy mecz na filmie,
a potem wywabi piłkę
i jeszcze raz obejrzy.

Zadowolone zwycięstwo
chodziło od piłkarza do piłkarza
i podawało mu rękę.


Boksołota

On mię,
ja go.
On mię. On mię.
Ja go.
On mię, mię, mię.
Ja,
gong.

Ja,
go, go, go, go.
On mię.
Ja,
go, go, go, go.
On,
gong.

On mię.
On mię.
Mię, mię, mię.
On mię.
Ja go
w ja ja.

On bęc.

Otylianka

Mąciturkus, Kręciwoda.
Wodnonośna, Wonnopłynna.
Otylianka, Śmiejooka.
Brewośmiejka, Krnąbrnowłosa.
Czułobiorcza, Miękkokocia.
Okośmiejka, Otylianka.
Słodkowodna. Ptakolotna.
Chwałonośna. Wodopływka.
Pływkowoda. Otylianka.
Mąciserce. Mąciturkus.
Widnooka. Patrzyoka.

W turkusowej sukience,
w otylijnej urodzie,
plusk,
plask,
plusk,
mąciserce na wodzie.

Otylianka.

Anegdota omigowa

Rzucę ją chyba,
pomyślał oszczep
o niezbyt szczupłej
oszczepniczce.
Jednak po pierwszym oszczepnięciu
zmienił zdanie,
stając się nagle
coraz mniej rozrzutny.


Wiersze pochodzą z ostatniego tomiku poety,
który ukazał się na rynku księgarskim w czerwcu b. r.
– Marian Grześczak: Nike niosąca blask. PIW, Warszawa 2008.



Obrazek
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 29.05.10 o godzinie 00:52
6.08.2008, 13:29

Krzysztof Adamczyk nauczyciel języka
angielskiego

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Kazimierz Wierzyński

100 M.


Każdy muskuł się zwinął w kłębek, jak sprężyna.
I na cięciwie ciała niecierpliwie drży.
Motor serca już w uszach walić mi zaczyna.
Gotowe! Starter, strzelać! Raz – dwa – trzy!

Ach – stopy już poderwał alarmowy sygnał.
Klin powietrza się w gardło aż do bólu wbił,
Galop ruchu mnie podniósł, ogień z piersi wygnał
I z wszystkich żył pompuje coraz więcej sił.

Burza kroków mych teraz zniszczy się, rozgniecie,
Milionem razów zgnębi, nim dojdziesz do stu.
Przestrzeni nienawistna rozpięta na mecie
Białym pasmem, co krzyczy, że to jest już tu.

Ostatnim jeszcze susem dopaść cię drapieżnie.
Z taśmą na piersiach poczuć się lekkim, jak puch.
I z uśmiechem cię w sercu pomieścić, jak bieżnię,
Jak treść twą tajemniczą, nieustanny ruch.

Dyskobol

Rzut mój w rozwartej zaczyna się dłoni,
Rzut mój się kończy nie wiadomo gdzie,
Dysk, niby dukat połyskliwy, dzwoni
Poza światami, za metami, w mgle.

Dysk mój upada na ziemię i dźwięczy,
I znów się zrywa i wykreśla łuk,
To serce skute w złocistej obręczy
Tętni i bije i przyspiesza stuk.

Z placów na place, jak pstrąg, się przerzuca,
Jak lotne przęsło, jak skaczący most,
Rzut który światom wyolbrzymia płuca,
Który wymierza gwiazdom wielkim wzrost.

Rzut, który miarę wytkniętą już przerósł,
Minął granice i wzbił się, jak duch,
Rzut ten mam w dłoni – dyskobol i heros,
Ja, który wszczynam niewstrzymany ruch.

z tomu „Laur olimpijski”, 1927Krzysztof Adamczyk edytował(a) ten post dnia 29.05.10 o godzinie 09:58
14.08.2008, 16:38

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Kazimierz Wierzyński

Nurmi


Krok mój jest marszem tanecznym, krok mój jak serce uderza,
Jestem zegarem oddechu, płynę w powietrzu , jak wieża.

Rytm mój zespala się ze mną, dźwięczącą bije w nią stopą,
Biegnę przez świat naokoło. Ameryką i Europą.

Ruch mój za ruchem nastaje, w ruchome koło się zmienia,
Jestem zegarem wysiłku, jestem rekordem natchnienia.

Skokiem przesadzam trybuny, mijam krzyczące stadiony,
Niesie mnie wiatr moich skrzydeł, wiatr wielki i niezmożony.

Skanduję tempo i wzmagam, przechodzę już do finiszu,
Powiedzcie tym tłumom ludzi – niech zmilkną, niech się uciszą.

Nie chcę żadnego zwycięstwa, nie chcę ich braw ani krzyku,
Chcę przerwać taśmę i spocząć na starym greckim pomniku.

z tomu "Laur olimpijski", 1927

Obrazek
Paavo Nurmi – fiński biegacz długodystansowy,
jeden z najlepszych sportowców w historii światowej
lekkoatletyki, 9-krotny mistrz olimpijski
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 29.05.10 o godzinie 01:00
14.08.2008, 20:15

Krzysztof Adamczyk nauczyciel języka
angielskiego

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Kazimierz Wierzyński

Match footballowy


Oto tu jest największe Colosseum świata,
Tu serce żądz i życia bije najwymowniej,
Tu tajemny sens wiąże i entuzjazm brata
Milion ludzi na wielkiej rozsiadłych widowni.

Zamora wsparty w bramce o szczyt Pirenejów,
Piękniejszy niż Don Juan, obciśnięty w swetrze,
Jak dumny król, w chaosie center i wolejów,
Śledzi kulę świetlistą, prującą powietrze.

Z Uralu w bój posłaną, jak z lufy moździerza,
Trzyma w oczach i więzi, a gdy kula spada,
Jak pająk się nad dziuplą bramki rozczapierza,
Jak krzak wystrzela w niebo, człowiek-barykada.

Pocisk skacze kozłami od miasta do miasta,
Z jednej strony jest Moskwa, z drugiej Barcelona,
Już steruje ku siatce, już spod stóp wyrasta,
Trybuny tracą oddech, cały stadion kona.

I pokażcie mi teraz – gdzie, w jakich teatrach
Milion widzów wystrzeli takim wielkim głosem:
Zamora, lecąc w górę, jak żagiel na wiatrach,
Za Atlantyk wybija piłkę jednym ciosem!

Widownia oszalała, krzyczy, bije brawo,
Półkole trybun płonie niczym aureola,
I jak wielka tęsknota za zwycięską sławą
Tętni okrzyk stadionu: gola, gola, gola!

z tomu "Laur olimpijski", 1927Krzysztof Adamczyk edytował(a) ten post dnia 29.05.10 o godzinie 09:59
14.09.2008, 14:51

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Dzisiaj, 28 września 2008 roku, odbył się w Warszawie - jak co roku od 30 już lat w ostatnią niedzielę września - Flora Maraton Warszawski, znany kiedyś pn. Międzynarodowy Maraton Pokoju. Jako były maratończyk, kilkukrotny uczestnik tego biegu, czułem moralny obowiązek, aby oddać cześć wszystkim biegnącym dzisiaj na tym morderczym klasycznym dystansie 42 km 195 m, a przede wszystkim - nieodżałowanej pamięci red. Tomaszowi Hopferowi - znakomitemu dziennikarzowi, prezenterowi telewizyjnemu, propagatorowi sportu i twórcy tej największej kiedyś masowej imprezy biegowej w Polsce.

Maraton Warszawski

Pamięci Tomasza Hopfera

W dni szare
beznadziejne i smutne
podobne do bezgwiezdnej nocy
miałeś pomysł chęci i siły
zapalić
olimpijski ogień
nie dla sławnych mistrzów
i czempionów
stadionów i światowych bieżni
ale dla wszystkich którzy
tylko chcieli
biec
biec przed siebie
w tłumie sobie podobnych
biec nie po sławę zaszczyty
i medale
ale tylko biec
biec przed siebie radośnie
mierzyć się
z sobą
z własnymi siłami smakować
swój pot
na morderczej trasie
czuć radość i euforię z pokonywania
zmęczenia
i własnych słabości.

To było twoje wielkie
zwycięstwo
i wszystkich porwanych twoim
entuzjazmem i wiarą
to był dla wielu
sposób na przetrwanie
tych dni szarych
beznadziejnych i smutnych
zdjęcie ciemnej kotary
z nieba
aby ujrzeć gwiazdy
poczuć
ciepło olimpijskiego ognia
na własnym ciele
smak walki i zwycięstwa
radość życia
niby nic wielkiego
a tak wiele.


Obrazek
Na mecie X Międzynarodowego Maratonu Pokoju,
Warszawa, 25 września 1988 r.
Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 27.09.11 o godzinie 07:47
28.09.2008, 22:45

Michał M. powoli zmierzam do
celu

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Ryszard M.:

Maraton Warszawski

Pamięci Tomasza Hopfera

Piękny hołd dla niezwykłego człowieka, sportowca, współtwórcy Studio 2, pomysłodawcy i twórcy Maratonu w stolicy...
Poprzedni Twój wiersz (Samotność maratończyka) dopełnia atmosferę biegu, widzianą oczami uczestnika...
Gratuluję obu wierszy. I rzecz jasna, zaskoczyłeś mnie kolejnym "odkryciem".
28.09.2008, 23:00

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Dziękuję Michale za poczytanie i przychylny komentarz.
Jeśli kogoś zainteresowała tematyka maratońska w poezji, odsyłam do pięknego poematu Jarosława Iwaszkiewicza pt. "Na bieg maratoński" w temacie Oda.Ryszard M. edytował(a) ten post dnia 30.09.08 o godzinie 19:01
30.09.2008, 19:00

Krystyna Bielarczyk Wędrówki po górach,
rubieżach poezji i
miłości

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Leopold Staff

GRA W PIŁKĘ


W ogrodzie, gdzie drzew szczyty złoci słońca schyłek
Różowiąc nienaganny, czysty błękit włoski,
Dziewczęta w białych szatach, wśród śmiechów beztroski,
Rozbawione rzucają krągłe śnieżki piłek.-

Białe kule szybują bez wahań i myłek,
A letni wiatr, dziewczęcych kształtów rzeźbiarz boski,
Grę ciał ujawnia, którym, jak nimfom z pogłoski
Zamierzchłych bajek znanym, obcy jest wysiłek.

Zda się, że marmurowych dryjad lud wesoły
Ożył nagle, rzuciwszy kamienne cokoły,
I wskrzesił na chwil kilka cudowny sen grecki.

A lubieżny, zbudzony z snu sylen zdradziecki
Oklaskuje je, skryty w poplątane bluszcze,
Gdzie fontanna, spadając, jak oklaski pluszcze...Krystyna Bielarczyk edytował(a) ten post dnia 30.09.08 o godzinie 19:29
30.09.2008, 19:16

Marek F. właściciel Marfil
Visual Art

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

William Carlos Williams

Na meczu baseballowym


Tłum kibiców na meczu
porusza – każdego tak samo –

duch bezużyteczności,
który sprawia im radość –

wszystkie te podniecające
szczegóły pogoni

i ucieczki, czyli błąd, czyjś
przebłysk geniuszu –

wszystko bez celu, poza
jednym: wieczystym pięknem –

Rozbity na szczegóły, tłum
jest więc piękny

i przed tym właśnie
trzeba ostrzegać,

oddając cześć, stawiać opór –
Jest żywy, pełen jadu,

uśmiecha się groźnie,
jego słowa tną –

Wystrojona kobieta z matką
pojmuje to –

Żyd pojmuje to od razu – tę
śmiercionośność i grozę –

To Inkwizycja,
Rewolucja

To czyste piękno,
które żyje

w nich dzień w dzień
bezczynnie –

To
potęga ich twarzy

Jest lato, zrównanie dnia z nocą,
tłum

wiwatuje, tłum się śmieje
rozbity na szczegóły

trwale, na serio,
bez udziału myśli

przełożył Stanisław Barańczak

wersja oryginalna pt. „The Crowd At The Ball Game”
w temacie Poezja anglojęzyczna

Tutaj: notka o autorze, inne jego wiersze
i linki do polskich przekładów
Marek F. edytował(a) ten post dnia 30.12.11 o godzinie 10:27
6.10.2008, 11:16

Marek F. właściciel Marfil
Visual Art

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Józefa Ślusarczyk-Latos

Lot ognia


Skoczek
długo modlił się
na szczycie Olimpu
słuchając szeptu bogów
aż uniosła go przestrzeń
na skrzydłach feniksa
przy dźwiękach organów
i poszybował święty ogień
jak gołębica
między galaktyki
zapalił śnieg
w nocnym Lillehammer
na znak pokoju
a nad górami tańczył Apollo
z Ateną w fioletowej sukni
(daleko śmiał się Jowisz)
i stała się radość
aż zamilkły na chwilę strzały
w mieście dawnych Igrzysk
i płonie jasność
opasując Ziemię
28.10.2008, 17:36

Krystyna Bielarczyk Wędrówki po górach,
rubieżach poezji i
miłości

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Włodzimierz Wysocki

Skok wzwyż


Wybicie, skok - i niech to piorun trzaśnie,
trybuny w śmiech, a ja przełykam łzę -
i znów strącone głupie dwa dwanaście,
poprzeczka leży smętnie obok mnie.

Słowo daję, że rzucę ten sport,
mówię wam, że żaden to zysk;
jedną krótką chwileczkę trwa wzlot,
potem spada się prosto na pysk.

Lecz zakazany owoc zwycięstwa zjem
i sławę wytarmoszę za kark jak psa -
każdy z lewej nogi wybija się,
z prawej zaś wybijam się nogi ja.

Przyjemnie jest dokopać leżącemu,
takiego to i dobić nam nie żal -
mój trener rzecz ocenił po swojemu;
człowieku, to ma być skok wzwyż, nie w dal.

Toż hańba, powiedział i wstyd,
ty słyszałeś, palancie, ten gwizd?
To po kiego się wpychasz na szczyt,
skoro ciągle zlatujesz na pysk?

A ja tam robię swoje i swoje wiem,
i sławe wytarmoszę za kark, jak psa -
niech każdy sobie z lewej wybija się,
z prawej zaś wybijam sie nogi ja.

Mój rywal właśnie przeszedł dwa szesnaście,
w przestworza poszybował tak jak ptak,
a u mnie to parszywe dwa dwanaście -
trenera za sekundę trafi szlag.

Powiedział, że zaciągnie mnie w kąt
i z rozkoszą da w mordę mi tam,
żebym wiedział, że prawa to błąd,
i że z lewej - jak wszyscy - wybijać się mam.

Lecz choćbym skakać miał do sądnego dnia,
nie zmienię swego zdania w materii tej,
skakać z prawej nogi mam prawo ja,
lewa nie ma prawa zastąpić jej.

Kibicom śmiech na ustach nagle gaśnie,
mój trener resztki włosów z głowy rwie -
wybicie, wzlot - przeszedłem dwa dwanaście,
i prawa noga nie zawiodła mnie!

Czasem trudno udżwignąć swój krzyż,
ale w życiu przeważnie tak jest -
gdy ja tutaj uprawiam skok wzwyż,
żona z innym uprawia gdzieś seks....

Lecz zakazany owoc zwycięstwa jem,
i wytargałem sławę
za kark jak psa -
z lewej niech wybija się ten, kto chce,
a prawej zaś wybijam się nogi ja.

tłumaczenie Michał JagiełłoKrystyna B. edytował(a) ten post dnia 15.11.08 o godzinie 11:28
15.11.2008, 10:59

Krystyna Bielarczyk Wędrówki po górach,
rubieżach poezji i
miłości

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Włodzimierz Wysocki

Piosenka o sentymentalnym bokserze


I cios, i zwód, i cios, i ot -
Baris Budkiejew, Kursk,
Punktuje, cios za ciosem, wciąż
I goni z rogu w róg.

I znowu: lewy, prawy sierp -
Umknąłem Bóg wie gdzie,
Znów cios, o deski tłukę łbem
I robi mi się źle,

Budkiejew zaś sądził, Gdy walił mnie w twarz,
Że żyć - to jest to! Że żyć - trzeba tak.

Gdy leżę, słyszę, liczą: "...sześć..."
Ziomkowie ronią łzy,
Powstaję, unik, klincz, zwód, sierp,
Binokle mi stłukł i

Nieprawda, że na koniec gry
Odkładam resztę sił,
Od dziecka nie potrafię jakoś
W twarz człowieka bić,

Budkiejew zaś sądził, Gdy krew szła mi z warg,
Że żyć - to jest to! Że żyć - trzeba tak.

A z trybun ryk, a z trybun gwizd:
"Daj mu, tchórzowi, boks",
Budkiejew do mnie, ja do lin,
On trzyma mnie, ja go,

Lecz przeszedł, wszak spod Kurska chłop,
Jak czołg, jak Kurski Łuk!
I mówię mu: "Nie forsuj rąk,
odpocznij, nabierz tchu",

Lecz on nie dosłyszał, On myślał, by prać,
Bo żyć - to jest to! Bo żyć - trzeba tak.

Znów cios, nieustępliwy czort!
Dać by go w KGB...
Boks nie rozmowa, to jest sport
Odważnych itd.

I tak się zmachał, tak się spruł,
Że padł jak flak na ring,
A sędzia rękę w górę wzniósł,
Tę, co nie chciała bić,

A on leżał sądząc, że żyć trzeba tak,
Komu tak, temu tak, no a innym -niekoniecznie...

tłumaczenie Dominik KsięskiKrystyna B. edytował(a) ten post dnia 23.11.08 o godzinie 10:12
21.11.2008, 17:17

Krystyna Bielarczyk Wędrówki po górach,
rubieżach poezji i
miłości

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Włodzimierz Wysocki

Gimnastyka poranna


Wdech głęboki, ręce szerzej,
i nie spieszyć się: trzy, cztery!
Z animuszem, gracją i plastyką.
O, ogólnie wzmacniająca,
rano świetnie wzbudzająca,
oczywiście, jeśli żyjesz, gimnastyka.

Drodzy Państwo, w swych mieszkaniach
proszę kłaść się na dywanach,
wykonywać nowe polecenia.
Przywykniecie do nowości
- o nie, żadnych wpływów obcych! -
wdech głęboki, aż do zatracenia!

Tak się szerzy w całym świecie
grypy wirus, czyż nie wiecie?
Ilość zachorowań rośnie, miłe Panie!
Jeśliś cherlak, kropka, koniec.
Ażeby zachować zdrowie
stosujemy rano - no co? - nacieranie!

Dla zmęczonych też jest rada:
wstawaj, siadaj, wstawaj, siadaj...
Już nie straszna dla nas Antarktyka!
Prezes Akademii Nauk
mawiał: koniak oraz kawa
to najlepsza sportu profilaktyka.

Hej! Rozmowy zabronione!
Więcej skłonów, więcej skłonów...
No, nie bądźcie smutni, zasępieni.
Jeśli spać nie możesz, myślisz...
to zastosuj zimny prysznic,
lub przynajmniej posiedź... na basenie!

Żadne wieści złe nie straszne!
Zaczynamy bieg na hasło.
W miejscu wszyscy drepczemy z ochotą!
Słońce ponad biegnącymi,
pierwsi już są ostatnimi!
Oh, jak wszystkich nas ten bieg jednoczy!

1968
Tłumaczenie Paweł Orkisz
15.12.2008, 16:46

Krystyna Bielarczyk Wędrówki po górach,
rubieżach poezji i
miłości

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Dyskobol


Tłum widzów. On spokojnym wzrokiem metę mierzy - -
wyprostował się, ramion wiązanie natężył,
głowę wzniósł, stopy w ziemię wrył, nogi naprężył,
w ręce trzyma dysk krągły - - wstał pierwszy z szermierzy.

Jeszcze chwila - kołysze dysk, zanim uderzy -
wysunął lewe ramię, biodra, zda się, zwężył,
na prawej nodze całym ciężarem zaciężył -
rzuci - i laur zdobędzie znów na skronie świeży.

Na jego marmurowe, nagie, smukłe ciało,
oliwą namaszczone, złotawe, błyszczące:
pada greckie, promienne, uśmiechnięte słońce.

Przygiął się - dysk w stalowych palców ścisnął kleszcze - -
kobietom w białych piersiach serce bić przestało,
a boskie uda słodkie wstrząsają im dreszcze.
22.12.2008, 22:03

Krzysztof Adamczyk nauczyciel języka
angielskiego

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Bohdan Zadura

Nadmierny apetyt


Nad morzami pod gwiazdami
Leci Marek z piłkarzami

Na półkulę drugą leci
Argentyńskie poznać dzieci

Na stadionie w Mar del Plata
Będą też mistrzostwa świata

Bramkę strzela na stadionie
Wszystkie dzieci klaszczą w dłonie

Nikt Markowi nie dorówna
Wygra wygra Marek Mundial

Sędzia patrzy na zegarek
Królem strzelców został Marek

Na stadionie już dla niego
Brzmi Mazurek Dąbrowskiego

Po mistrzostwach zaś z powrotem
Mknie do mamy samolotem

Nad morzami pod gwiazdami
Lotem wraca z medalami
28.01.2009, 14:51

Krystyna Bielarczyk Wędrówki po górach,
rubieżach poezji i
miłości

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Włodzimierz Wysocki

Piosenka o prawoskrzydłowym


Piłka na aucie - to przerwana gra,
Sekunda ciszy na boisku i w eterze.
Oni systemem grają 4-4-2,
Lecz żaden system nam zwycięstwa nie odbierze.

Ich napastnik jak sprinter do bramki się rwie,
Prawe skrzydło boiska to jego królestwo, -
Jestem lewym obrońcą i to jest mój pech,
Bo nie mogę z nim sobie pogadać po męsku.

Piłka na aucie - to przerwana gra,
Sekunda ciszy na boisku i w eterze.
Oni systemem grają 4-4-2,
Lecz żaden system nam zwycięstwa nie odbierze.

Zdobył bramkę napastnik. Na więcej go stać.
Bardzo chciałbym na swojej napotkać go drodze,
Ale jestem w rezerwie, a on będzie grać,
Chociaż miałby na jednej posuwać się nodze.

Piłka na aucie - to przerwana gra,
Sekunda ciszy na boisku i w eterze.
Oni systemem grają 4-4-2,
Lecz żaden system nam zwycięstwa nie odbierze.

Ale wkrótce w pułapkę mą trafi i ten
I o sile mych pięści się zdąży przekonać, -
Nie posłucham trenera, osiągnę swój cel,
Choćby nawet do kadry mnie miał nie powołać.

Piłka na aucie - to przerwana gra,
Sekunda ciszy na boisku i w eterze.
Oni systemem grają 4-4-2,
Lecz żaden system nam zwycięstwa nie odbierze.

Ja na niego poczekam po meczu. I cóż...
Żaden trener czy sędzia go już nie obroni.
Ławka dla rezerwowych nie grozi mi już, -
Znowu trafię na lawę, lecz dla oskarżonych.

Piłka na aucie - to przerwana gra,
Sekunda ciszy na boisku i w eterze.
Oni systemem grają 4-4-2,
Lecz żaden system nam zwycięstwa nie odbierze.

1968
Tłumaczenie Marlena Zimna
31.01.2009, 22:59

Marek F. właściciel Marfil
Visual Art

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Bohdan Drozdowski

Miotacz


Żelazna kula na uwięzi z drutu
martwa u stopy, palce na uchwycie;
jak Dawid z procą – gotowy do rzutu
szukasz Goliata – w turnieju o życie.
Stoi za tobą rywal, śledzi bacznie
każdy twój muskuł, każdy ruch powieki –
wiruj i ciskaj! Rzut ma być daleki –
zaraz on stanie – walka się zacznie.

Tyczkarz

Tak ją dzierżysz, jak gdybyś pragnął niebo przebić,
że się chmurzy nad tobą w tę chwilę skupienia.
Deszcz mżyć poczyna, jaskółka się zniża,
samolot rzęzi w mgłach z palonej miedzi –
nad prawami tej ziemi; ta w nas to docenia,
cośmy zdolni pokonać w sobie i dokoła.
Skaczmy przez te poprzeczki, co powyżej czoła...

Dyskobol

Ważysz w dłoniach ten krążek i wymierzasz przestrzeń,
jakby od tego rzutu zależał los świata –
wahasz się, schylasz, zamykasz powietrze
w klatce żeber, gdzie serce pośpieszniej kołata,
czynisz obrót dokoła osi twego ciała –
świat nabiera rozpędu jak na karuzeli –
puszczasz dysk! – Ostrym łukiem nad darnią wystrzelił –
rekord! Centymetr lepiej! W centymetrze chwała...

z tomu "Wiersze", 1980Marek F. edytował(a) ten post dnia 24.01.10 o godzinie 15:18
1.02.2009, 14:42

Ryszard Mierzejewski poeta i tłumacz,
wolny ptak

Temat: Sport w poezji - poezja w sporcie

Jarosław Iwaszkiewicz

Na bieg maratoński


Radujcie się!
Nasze jest zwycięstwo!


Strofa pierwsza

Wy, na najpiękniejszych stadionach Europy zgromadzeni,
wy najpiękniejsi, czujący w mięśniach piękno wasze i piękno waszych krajów,
Wy, wyhodowani szumem Niagary i pluskiem oceanów, karmieni
winem i chlebem pozłocistej Francji, odziani wełną zielonych wysp Erynu,
wyhodowani, wykołysani szumem mórz i motorów, upojeni szlakami fal i niebios,
wsłuchani w ciszę Alp i szum lodowcowych wodospadów,
zatrzymujący się pod łukami zrujnowanych akweduktów,
słuchający gitary i mandoliny, rozbrzmiewających po
dolinach, pełnych strzelistych topoli,
wy, ze stepów argentyńskich i puszcz brazylijskich,
wy, którzy biegniecie drogą greckiego żołnierza, który padł krzycząc:
Radujcie się! Nasze jest zwycięstwo!
Pamiętajcie dobiegając do mety, aby wznieść ten sam okrzyk.
A odkrzyknie wam cały świat!
Kiedy tak oto widzę was biegnących – teraz, kiedy jeszcze nie biegniecie
i kiedy schowani w swoich muszlach jeszcze jesteście nie znani,
przyszli zwycięzcy spod Maratonu,
i kiedy jesteście jak motyle w powijakach jedwabnych kokonów,
i kiedy myślicie tylko o sobie,
ja myślę za was – widzę już w słońcu i tryumfie
wasze uśmiechnięte twarze.

Antystrofa pierwsza

Ale kiedy widzę tak wasze młodzieńcze oblicza wynurzające się w przyszłości,
Widzę także i tych, którzy do mety nie dobiegli.
Biegli jak na skrzydłach,
ale na spotkanie śmierci.
Śmierć ich była okrutna i żałosna, i samotna, hańbiąca i beznadziejna,
padali na wznak i na twarz i nie zamkniętym okiem patrzyli w niebo,
i zwartymi garściami ściskali ten sam żółty piasek,
jakim wysypane są wasze bieżnie...
I nikt nie pamięta, że bieżnie waszych najpiękniejszych w Europie stadionów
posypane są piaskiem pomieszanym z krwią,
i nikt nie chce wiedzieć, że w tym piasku drzemią
kawałki połamanych mieczów i bagnetów, łuski wystrzelonych pocisków,
z których narodzić się mogą całe miecze i bagnety,
całe wstążki naboi, cala śmierć i całe zniszczenie.
Zakopano je głęboko pod piaskiem waszych stadionów,
Abyście biegnąc nie zranili nogi.

Strofa druga

Widzę. Widzę was. Jak stado gołębi
wypuszczone z gołębnika, biegniecie co żywo, podnosząc lekko stopy,
odziani w białe i lekkie stroje,
i stopy mając uskrzydlone jak bóg, który dusze do Hadesu odwoził,
abyście nie zawadzali o ciernie na drodze.
Daleka droga z Maratonu do Aten.
I pachnie w drodze tymianek i cząbry, rumianek i macierzanka,
i cykady cykają w grobowcu Atrydów.
Wieńce różane i wieńce laurowe wiją kobiety schowane w gyneceum,
dla was są to wieńce, wieńce radości, i płatki kwiatów spadają na drogę
z Maratonu do Aten.
I źródła, nad którymi czuwają nimfy i platany, szemrzą po drodze
i na rozstajach wapienne cysterny, w których woda mogłaby omyć wasze rany.
Ale wy będziecie ranni.
To nic, że na drodze z Maratonu do Aten – padają w tej chwili ranni wasi bracia,
wy nie będziecie ranni.
Sfotografują was reporterzy,
jak lecicie – wasz lot gołębi zostanie uwieczniony na taśmie
i wasze lekko wznoszące się stopy, które nie zgniotą
świerszczących koników polnych,
ani nie przycisną wonnej macierzanki,
ani nie trafią na ostre kamienie,
ani nie zakrwawią się
na drodze dalekiej z Maratonu do Aten.

Antystrofa druga

„Słuchaj mnie, synu od pęt zwalniającego Zeusa”,
jak ci opowiem o tych, których Zeus od pęt nie uwolnił,
ale uczynił to, z pochodnią w dół odwróconą, w niebieskiej szacie, Tanatos.
Słuchaj mnie, synu sprawiedliwie sadzącego Zeusa,
opowiem, jak biegli w milczeniu ci, których na zawsze pamiętam.
Słuchaj mnie, synu laurem wieńczącego Zeusa,
Jak ci opowiem o laurach nie więdnących nigdy.
Może twój wieniec wyrzucony na popielisko spali się
jak szata dawnej tanecznicy,
może twoja opaska,
o! Zwycięzco biegu maratońskiego, zwiąże kapelusz starego pastucha
lub ozdobi gniazdo usłane przez wrzaskliwe sikory, ale ich laur,
ich krwią zbroczona opaska
na wieki żyją w sercu moim
i w sercu narodu.

Strofa trzecia

A wy, cienie, z którymi obcuję, jak gdyby przewiózł mnie już na drugą stronę Acheronu posłaniec bogów o stopie lekkiej jak stopa biegacza maratońskiego!
Chodźcie do mnie,
wzywam was, mleko wylewając do misy
i mieszając je z krwią ofiarnego koźlęcia, jak to czynili wszyscy,
którzy odwiedzali podziemia:
Odyseusz, który się wybrał na koniec świata, tam, gdzie już barwy nie istnieją,
i Orfeusz, który zapomniał, że już tam się nie kocha i nawet nie pamięta,
i Wergiliusz, wielkości szukał, a znalazł tylko ubogą stajenkę,
i ostatni ze śmiertelnych, który brodził po kostki w błocie krwi i grzechu,
i którego wieniec laurowy
Beatrycze u stóp słonecznych kręgów wszechświata złożyła.
Wzywam was, przybądźcie do poety.
Oto jest noc i cieniem powlokła się ziemia,
i serce poety na wszystko pamiętne
przypomina...

Antystrofa trzecia

Oto biegniesz ty, Karolu, jak młody bóg zbudowany,
w stroju białym, w którym polewałeś kwiaty na wysokiej górze,
nad naszą rzeką, palcem wskazujesz na ranę w twojej piersi smagłej,
zadaną przez siepaczy w ciemnym więzieniu,
w gorący letni dzień pełny śpiewu ptaków.

Oto przybiegasz, jak cień w roju płatków śniegu ty, Stanisławie,
którego krew, na poły wyczerpana strzykawkami morderców,
jeszcze była dość czerwona,
aby zabarwić gęste płaty śniegu,
który padał w tym dniu, kiedy cię zamordowano.

Oto nadchodzisz piękny, podobny do Aresa, smukły jak topola, Juliuszu,
któryś mi oddał wiersze, żonę i córeczkę,
abym się nimi opiekował,
zanim ty nie wstaniesz z mogiły,
zanim nie wyjdziesz z kościoła,
w którym kula ugodziła cię w środek czoła.

Oto i ty, Krzysztofie, i nasza przechadzka
na wczesną wiosnę po ciemnym, naszym lesie,
i staw przejrzystą wodą patrzy na niebo,
i niebo przeźroczyste odbłyśnięte w stawie,
i wiersze nasze szeptem mówione nawzajem,
jak wątłe dwa motyle, co przespały zimę,
lecą ku niebu, ku czystym obłokom,
błyszcząc przez chwilę, aby zaraz zniknąć...

I twój duch także, miły Aleksandrze,
od dawna śmierć okropną w murach getta przeczuwający,
uśmiecha się –
i przebacza i mnie, i wszystkim innym, że cię za strasznym murem zostawili.

I jeszcze, jeszcze
tłumy biegną umarłych, z którymi obcuję,
mają przy stopach skrzydła gołębie
i rany w piersiach,
i w szyi,
i w głowie,
i krwią spłynięci przychodzą spragnieni do misy mleka,
i chcą stać się ciałem,
i żyć,
i mścić się,
i kochać, i nienawidzić...

A jest ich więcej od was, o! Biegacze.

Epodos

Jeżeli wy, którzy biegniecie
(długa jest droga z Maratonu do Aten),
jeżeli wy, którzy biegniecie,
spotkacie w drodze te wszystkie postacie, które jak
chmura gołębi ponad wami lecą,
i które się mieszają z wami jak wojska anielskie,
tak że nie rozpoznasz, kto żywy, a kto jest umarły,
jeżeli wy
poczujecie na sobie ich rękę łaskawą,
jeżeli w sercu poczujecie ich serce,
a w głosie ich głos,
pamiętajcie zawołać u mety, jak żołnierz ateński:
- Radujcie się, bracia! Nasze jest zwycięstwo!

Z tomu „Ody olimpijskie”, 1948

Ze względu na wyróżniki gatunku literackiego
utwór ten znajduje się też w temacie Oda - R. M.Ryszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 29.05.10 o godzinie 01:04
20.02.2009, 21:57



Przeglądaj dyskusje w tej grupie

Setki wypowiedzi

Zobacz o czym się teraz dyskutuje

Pytania i odpowiedzi

Znajdź odpowiedź na swoje pytanie

Wyślij zaproszenie do