Advertisement

Stwórz profil

Musisz wpisać swoje imię
Musisz wpisać swoje nazwisko
Musisz wpisać poprawny e-mail
Musisz wpisać hasło (min. 8 znaków)
Musisz zaakceptować regulamin

Jacek Donda Business Analyst,
Sydney

Temat: Melbourne...

Witajcie,

Przepraszam wszystkich zainteresowanych (znaczy tych co w ogóle zauważyli ;) za tę przedłużającą się chwilę milczenia. Ostatnio mam bardzo dużo pracy i odwrotnie proporcjonalnie czasu. Przy okazji, tak na marginesie, powiem tylko, że po raz pierwszy byliśmy w Melbourne (aż wstyd sie przyznać), ale na miejscu okazało się, że absolutnie nic nie straciliśmy. Nie wiem jak Wasze, ale moje pierwsze wrażenie było cholernie rozczarowujące. No ale to oczywiście kwestia osobnicza, jak zawsze, dlatego bardzo chętnie "wysłuchałbym" Waszych opini i relacji z pobytu w M.

Pozdr.
J.

PS. Magda, bardzo dziękuję za podtrzymywanie resztek życia „na grupie”.
4.04.2008, 08:30

Magda Biskup Będzie tak jak
sobie wymyśliłam

Temat: Melbourne...

bylam w melboune 3 razy - raz turystycznie i dwa razy na delegacji. te delegacyjne wizyty utwierdzly mnie w przekonaniu, ze korki wcale nie sa tam mniejsze niz w sydney (znajomi z melboune probowali mnie przekonac ze u nich nie ma korkow). wizyte turystyczna wspominam ok ale bez opadu szczeki. duze miasto z szerszymi niz w sydnej ulicami ;) na pewno jesli ktos przyjezdza do australii na wakacje i moze zobaczyc tylko albo sydney albo melboune to powinien wybrac sydney. po pierwsze pogoda prawie na pewno bedzie lepsza, a po drugie, umowmy sie, ze pod wzgledem lokalizacji i atrakcji melbourne jednak jest w tyle...
4.04.2008, 13:08

Marzene Siedlecka konsultant, Ozlife

Temat: Melbourne...

Przykro mi Jacku ze Melbourne cie rozczarowalo, ja mieszkalam w Sydney (ponad 2 lata) ale od kilku lat jestem w Melbourne. Moje spostrzezenia sa dosc rozne od Twoich i Magdy. No ale ...
Transport - Melbourne bije Sydney na glowe. Nie tylko pod wzgledem cenowym ale tez zasiegu networku. Melbourne ma tramwaje ktore odciazaja system i zrecznie lacza caly transpot w jedna wielka "pajeczyne". Sydney bardziej przypomina mi przetloczony Londyn. Wybierasz transport publiczny, czujesz sie jak sardynka, wybierasz samochod , przygotuj sie na korki 2 razy wieksze niz w Melbourne. Zjazd z mostu ANZAC moze ci zajac godzine.
Entertainment - jak wiadomo australijczycy kochaja sport, a gdzie znajduje sie najwiekszy i najbardziej nowoczesny stadion w Melbourne.
Telstra Dome -56,000 miejsc. Melbourne ma The Melbourne Cup, oraz the Australian Grand Prix, no i MCG. Restauracje, Vue De Monde, jest w Melbourne ;), co prawda nie jest to moj styl, wole bardziej "wyluzowana" atmosfere ale chodzi mi o to ze Melbourne nie tylko ma wspaniale produkty (porownywalne tylko do Tasmanskich) ale i wysmienitych szefow. No i dostepnych dla wszystkich a nie tylko dla tych z wypchanymi portfelami i turystow z Japoni, co wyczuwa sie w Sydney. Crown casino jest 10 razy wieksze od sydnes star casino. . Klubow, koncertow i festiwali w obu miastach nie brakuje takze nie ma co sie wdawac w dyskusje.
Atrakcje turystyczne - no tak przeciez Sydney to "bridge and oprah house". A reszta... Najwieksze karaluchy na swiecie.
Pogoda -W ostatnich 3 miesiacach Melbourne mialo 700 godzin slonca, Sydney mialo 600. Melbourne mialo 24 days of rain. Sydney 40. Dane do sprawdzenia w biurze metreologicznym.
Oba miasta maja swoje plusy i minusy, ja jak narazie jestem w Melbourne....
8.04.2008, 10:01

Jacek Donda Business Analyst,
Sydney

Temat: Melbourne...

Brawo Marzena, bardzo dziękuję za Twój głos i oczywiście gorąco zachęcam innych do wzięcia udziału w polemice.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym choć „częściowo” nie odniósł się do tego co napisałaś.

Masz rację, Melbourne i Sydney to dwa bardzo różne od siebie miasta. Naszym błędem były oczekiwania z jakimi przyjechaliśmy do M. - spodziewaliśmy się zobaczyć drugie, bardziej „elegantsze” i zdecydowanie europejskie Sydney. Nic z tych rzeczy. Znaczy jest eleganckie i (północno) europejskie, ale przy tym potwornie małe, a miejscami także ubogie. Ja naprawdę się poczułem jakbym odwiedzał Warszawę, Kraków albo Wrocław. O porównaniach do Nowego Yorku przez grzeczność nie wspomnę, bo jedyne co łączy te dwa miasta to żółte taksówki i dorożki na ulicach. Jednak najbardziej uderzający jest fakt, że S. i M. dzieli „tylko” pół milona mieszkańców.

Wchodząc w detale, to jeśli chodzi o transport publiczny, zgadzam się, Sydney, ma gigantyczne zaległości i o od dawna niezrealizowane (jakże ambitne) plany rozwoju. Same ceny i rodzaje biletów oraz udogodnienia dla pasażerów zdecydowanie przemawiaja na korzyść M., szczególnie jak się je porówna z wieloletnimi i bezowocnymi pracami nad wprowadzeniem wspólnego biletu w S. Z drugiej jednak strony, gdybym był bardzo złośliwy, to bym powiedział, że w M. problemów z transportem publicznym nie ma z jednego prostego powodu - bo wszędzie można dojść na piechotę albo dojechać rowerem.

Jeśli chodzi o sieć drogową - nie znam lepiej skomunikowanego miasta niż Sydney - sieć tuneli i dróg szbkiego ruchu przecinających centrum jak również sama obwodnica Sydney pozwalają dostać się wszędzie w napradę krótkim czasie. Oczywiście w porach porannego i wieczornego szczytu jest inaczej, pewnie tak jak w wszędzie.

Sport - zgoda jeśli chodzi o wydarzenia. Może kiedyś uda się ściągnąć F1 z M. do S. tak jak kiedyś z A. do M. Reszta jest nietykalna. Jednak samymi stadionami S. na pewno nie ustępuje, a sam Olympic Park to poprostu perełka.
W tym miejscu muszę przyznać, że dla mnie największą atrakcją podczas pobytu w M. była wycieczka z przewodnikiem po Rod Laver Arena, na której są rozgrywane mecze Australian Open. Naprawdę warto.

Restauracje - ilością miejsc i różnorodnością kuchni S. zdecydowanie bije M. na głowę. Zdecydowanie gorzej jest z jakością, ale to po prostu efekt skali. Jeszcze a propos restauracji i wyluzowanej atmosfery, to gdzie w M. można znaleźć tę, obecną np. w Newtown, no bo chyba nie na Brunswick Street.

Rozrywki, Crown Casino i deptak nad Yarrą - my odnieśliśmy wrażenie, że gdyby nie kasyno, to byłoby tam jeszcze bardziej przygnębiająco. Podczas jednego popołudnia, siedząc w jakiejś knajpce na Southbank Promenade, doszliśmy do wniosku, że ta część miasta to kopia Darling Harbour, tyle że, w mocno okrojonym wydaniu, trochę jak lokalna wersja McDonalds’a na Białorusi (wybacz proszę to oczywiście przesadzone porównanie). Moim zdaniem mieszkańcy i turyści zwyczajnie nie mają co ze sobą zrobić w M. wieczorową porą w zw. z czym snują się tam i z powrotem po promenadzie. Pewnie się mylę, ale moim zdaniem w M. funkcjonuje właśnie tylko ten jeden nieszczęsny deptak nad Yarrą i ze cztery ulice w centrum (głównie Swanstone). Taki stan rzeczy automatycznie powoduje straszny tłok w kanjpach i na chodniku i jakże złudne wrażenie, że miasto tętni życiem.

Atrakcje turystyczne - hmmmm, za słowo komentarza niech posłuży poniższe zdjęcie jedynej plaży (i to ZATOKOWEJ!!!) w M. Dla porównania w S jest ich prawie 50 z czego 25 nad oceanem.


Obrazek


Sami zobaczcie, czyż Chałupy nie są bardziej urokliwe niż St. Kilda? O surfowaniu nawet nie wspomnę.

Aaaa no i moje ulubione porównanie - pogoda - przyznaję, że w tym roku nie było lata w S (jest za to piękna jesień). Faktem też jest, że deszczu u Was jak na lekarstwo, co niestety skutkuje tym, że cała Wiktoria, a także M. wyglądają jak jeden wielki spalony słońcem step akermański. W samym M. sytuacja jest do tego stopnia dramatyczna, że ciśnienie wody w hotelu przypominało to obserwowane latem w pijalni zdrojowej w Kudowie czy Szczawnie, dodatkowo, miejskie fonatanny działają tylko po 2 godziny dziennie z powodu water restrictions.
Jednak jeśli weźmie sie pod uwagę wieloletnie statystyki, to niestety wyłania się z nich obraz zimnego, wiecznie zachmurzonego i mokrego miasta, o którym sami mieszkańcy mówią, że ma cztery pory roku w jeden dzień. Przyznasz mi chyba racje, że zimniej i bardziej kapryśnie jest chyba tylko w Hobart.

Średnia roczna temperatura:
S. 22C max / 13C min
M. 19.8C max / 10C min
Suma rocznych opadów:
S. 1217mm
M. 650mm
Ilość dni zachmurzonych w roku
S. 113
M. 179
Ilość dni deszczowych w roku
S. 138
M. 146

Ostatni notowany opad śniegu w city:
M. w 1986r.
S. w 1830r.

Marzena i jeszcze pytanie do Ciebie - jak czesto zdarza się Wam skrobanie szyb w zimie?

Na korzyść M. na pewno przemawiają kwestie zawodowe, mieszkaniowe, zarobkowei i cenowe (czy ktoś pamięta, kiedy w S. płaciło się 60c za godzinę parkowania w mieście?). Samo miasto na pewno jest dużo bardziej przyjazne swoim mieszkańcom niż S. Także architektura M. jest bardziej dystyngowana, ciekawsza, co nie zawsze oznacza ładniejsza (ale to oczywiście kwestia gustu), czego najlepszym przykładem jest słynny Federation Square. Zresztą często miałem wrażenie, że M. chce się wyróżnić z tłumu pod każdym względem, czesto uciekając się do przesadnych udziwnień (vide hook turns).

Polecałbym to miasto każdemu, kto chciałby poczuć się trochę jak w Polsce lub Europie (północnej), albo zwyczajnie tym którzy nie chcą zrywać więzów ze starym kontynentem. Także tym, lubiącym jesienno-zimową nostalgię (czytaj: depresję) łapaną podczas szurania nogami po żółtych liściach w opustoszałym parku.
Zdecydowanie odradzam alergikom.

Podsumowując, M. z każdym dniem (wraz z opadajacymi oczekiwaniami), stopniowo nabierało uroku i powoli przekonywało nas do siebie. To miasto ma wielki i niezaprzeczalny potencjał oraz nieodkryty (jeszcze) czar. I chyba dobrze, że nigdy nie będzie drugim Sydney, bo dzięki temu wszyscy mamy to co najwazniejsze - wybór.

Pozdr.
J.

PS. Jak zwykle przepraszam wszystkich urażonych, chyba znowu mnie poniosło ;)
9.04.2008, 06:14

Temat: Melbourne...

Witam szanownych mieszkancow Sydnejowa.
Przypadkiem trafilem na ten watek sprzed lat i postanowilem wtracic swoje 3 grosze.
Ja akurat jestem w odwrotnej sytuacji do Was mieszkając na co dzień w Melbourne i odwiedzając Sydney od święta. Taka sytuacja powoduje oczywiscie spaczenie sądów i pewnie lepiej wypowiedziałbym się gdyby dane mi było pomieszkać w S. choć pare miesiecy.

Przyznaje Wam racje w jednym: gdybym mial do Australii przyjechac tylko na 3 dni i musial wybrac S. czy M. to turystycznie wybralbym S. Chocby po to aby przejsc sie kolo Opery i z pokladu promu do Manly obejrzec sobie port. Port Jackson z mostem i Operą to klasa absolutnie światowa.

Boję się jednak, że na tym jednym fakcie przewagi S. się kończą. Absolutnie nie zgadzam się, że w M. "atrakcje" są gorszej próby. Architektonicznie nawet City w M. jest ładniejsze niż sydnejskie.

Plaże:
Zdjęcie zrobione plaży w St Kildzie w pochmurny dzień ma czegoś dowodzić? Chyba jedynie tego, że mało udało się zobaczyć. Trzeba było pojechać kilka km dalej, np. tu:

Obrazek
.
Morze w M. jest zimniejsze i sezon krótszy. Poza tym jest całkiem ok.

Komunikacja:
Komunikacja miejska jest w M. kiepska, ale nie aż tak jak w S. To tyle.
Drogi w M. są w znacznie lepszym stanie niz w S.
Poza tym liczne i głębokie zatoki w S. mimo wszystkich mostów strasznie utrudniają wasze miasto komunikacyjnie.

Woda:
Wody w M. nie brakuje, to ciśnienie w kranie wynika chyba tylko z tego, że jakiś kiepski hotel miales.

Restauracje:
Że w S. jest więcej? Liczyles? Moze jest więcej tych będących pułapkami na turystów. Prawdziwych dobrych restauracji jest w M. tyle, że życia mi nie starczy żeby choć 10% z tego odwiedzić. Stosunek ceny do jakości w M. jest znacznie lepszy.

Podsumowując:
Jeśli przyjeżdżasz do AU na 3 dni to wybierz Sydney. Jeśli od 4 dni w górę to Melbourne :P.

Pozdrawiam ciepło.

Przemo
20.08.2010, 05:03

Jacek Donda Business Analyst,
Sydney

Temat: Melbourne...

Przemysław P.:

Podsumowując:
Jeśli przyjeżdżasz do AU na 3 dni to wybierz Sydney. Jeśli od 4 dni w górę to Melbourne :P.

Pozdrawiam ciepło.

Przemo


Przemek, no nareszcie! Długo kazałeś czekać na swoje "trzy grosze";)

Dobre kilka lat minęło od naszego spotkania w Sydney. Jak pamietam, nie uciekłeś wtedy do Melbourne po 3 dniach. Co więcej, byłeś tutaj z całą rodziną ponad tydzień (!!!) i bynajmniej nie wydawaliście się być niezadowoleni z pobytu :)

A tak poważnie, to muszę przyznać że Twój wpis skłonił mnie do głębszej refleksji. Pisząc swoje komentarze ponad dwa lata temu, kompletnie pominąłem jedną bardzo istotną cechę charakteryzującą Sydney - Zabójczy Magnetyzm tego miasta.

Jak sam zauważyłeś, na Sydney warto przeznaczyć maksymalnie 3 dni. Niestety, ku rozpaczy mojej i innych jego mieszkańców, większość odwiedzających podobnie jak Ty i Twoi bliscy, zostaje tu na dłużej, a znaczna część (o zgrozo!) na zawsze. W rezultacie, od jakiegoś czasu Sydney kompletnie nie radzi sobie z tym niekontrolowanym napływem nowych mieszkańców.

W związku z powyższym, jestem Ci niezmiernie wdzięczny za Twój blog gloryfikujący życie w Melbourne oraz ten jakże cenny wpis ilustrowany zdjęciem, którego nie powstydziłoby się nawet Sydney. Możesz być pewny, że wszelkie następne komentarze promujące Melbourne będą zawsze bardzo mile widziane "na grupie" Sydney.

A na zakończenie polecam Ci dwa ciekawe artykuły z dzisiejszej prasy:

Pierwszy przybliży Ci poprawiającą się, ale wciąż tragiczną sytuację "hydrologiczną" w Melbourne. To tak apropos ciśnienia wody w kranach.
http://theage.com.au/victoria/state-government-eases-m...

Drugi, bardzo tendencyjny i niepoprawny politycznie, prezentuje Melbourne, a po części i Sydney, jako "pasożytnicze twory" na zdrowym ciele (zachodnio)australijskiej gospodarki. Jak zawsze najlepsze są komentarze pod artykułem.
http://www.smh.com.au/opinion/politics/the-yarra-monst...

Pozdr.
J.

PS. A tak już zupełnie na marginesie, to myślę że z Twoimi "skrajnie prawicowymi" poglądami (sam je tak określiłeś na swoim blogu), musi Ci być bardzo ciężko żyć w mieście i stanie, w których zdecydowaną większość zdobyła w sobotę Labor Party. Jedynym ukojeniem w takiej chwili jest pewnie wspomnienie fantastycznego wyniku Jarosława Kaczyńskiego w Melbourne, który podobnie jak Jego śp. brat 5 lat temu, zdobył niedawno ok 60% głosów ;)
23.08.2010, 15:46

Temat: Melbourne...

Jacek,
Zaskoczę Cię może, ale to nie pierwszy raz byłem w Sydney przez tydzień :).
To jest piękne miasto i zawsze z chęcią tam wracam. To że M. jest w sumie w dłuszym pobycie ciekawsze w niczym nie przeszkadza.

Nie bardzo rozumiem o co chodzi z tą wodą. Faktycznie w zbiornikach dla M. było mało, bo mieliśmy okres suszy. Sydney wyszło z suszy o jeden sezon wcześniej, ale niektórzy powinni wciąż pamiętać restrykcje na zużycie wody również w S. Poza tym obecne zbiorniki wodne planowano na miasto 2 milionowe, a nie cztero. Ten problem jest już jednak powoli rozwiązywany.

To jednak w żaden sposób nie przenosi się na ciśnienie w kranach, ani na jakość wody. Woda w Melbourne jest genialna.

Nie bardzo też rozumiem ten magnetyzm. Od dłuższego czasu populacja w M. rośnie szybciej niż w S. Moim jednak zdaniem nie magnetyzm jest tutaj winien, ale pragmatyzm. Jeszcze 4 lata temu w M. można było kupić całkiem sensowny dom w sensownej dzielnicy. Gdybyśmy zamieszkali w S. to musielibyśmy chyba szukać nieruchomości w Wollongong. Ostatnio jednak ceny w M. nadrobiły większość dystansu i trudno już mówić o jakiejkolwiek dostępności.
Teraz większą imigrację do M. niż do S. chyba faktycznie można tłumaczyć magnetyzmem ;).
Drugi, bardzo tendencyjny i niepoprawny politycznie, prezentuje Melbourne, a po części i Sydney, jako "pasożytnicze twory" na zdrowym ciele (zachodnio)australijskiej gospodarki. Jak zawsze najlepsze są komentarze pod artykułem.
http://www.smh.com.au/opinion/politics/the-yarra-monst...

Tak, teoria, że zielone obrzeża kontynentu są tylko pasożytniczą przystawką do zdrowego ciała pustyni jest ciekawa. Tak na poważnie to nie wiem dlaczego Perth rości sobie większe prawa do dochodów z kopalin? Bo ma bliżej? Może oddzielenie większej częśći WA jako osobnego terytorium by pomogło?
PS. A tak już zupełnie na marginesie, to myślę że z Twoimi "skrajnie prawicowymi" poglądami (sam je tak określiłeś na swoim blogu), musi Ci być bardzo ciężko żyć w mieście i stanie, w których zdecydowaną większość zdobyła w sobotę Labor Party. Jedynym ukojeniem w takiej chwili jest pewnie wspomnienie fantastycznego wyniku Jarosława Kaczyńskiego w Melbourne, który podobnie jak Jego śp. brat 5 lat temu, zdobył niedawno ok 60% głosów ;)

Dwie sprawy.
Wynik wyborów w AU mnie załamuje, bo jasno wskazuje, że wyborcy są debilami. QLD zagłosowało przeciw Labor, bo są źli za utrącenie "swojego" Rudda. NSW przesunęło się do Liberals, bo nigdy nie ufa komuś z M.
Natomiast w VIC mamy wyraźny swing do Labor: bo Julia jest "swoja". To nie ma nic wspólnego z "prawicowością".

Co zaś do JK to z niego prawica jak z koziej dupy trąba. PIS jawnie odwołuje się do tradycji piłsudczykowskiej, czyli zbliżonej do PPS, tyle że podlanej teraz tradycyjnym sosem a la Rydzyk. To że napisalem, że lubię JK nie znaczy, że go popieram, ale że nie robi na mnie wrażenia propaganda anypisowska. Jozefa Oleksego tez lubie ;), chociaż prawicowy nie jest.
Wynik JK w Melbourne to odzwierciedlenie większej obecności "starej" Polonii w VIC niż w NSW. Poza tym to tylko sto-parę głosów.

Podrawiam,

Przemek
24.08.2010, 02:45



Wyślij zaproszenie do