- 1
- 2
- Następna »
Marta
Supergan-Marwicz
Warszawski
Uniwersytet
Medyczny, asystent
Temat: Mobilność naukowców
Witam.Mam problem - jestem doktorantką, właśnie zmierzam ku końcowi studiów. Szykuje się obrona itepe.
Czy prawdą jest, że moja macierzysta uczelnia przez dwa lata nie może mnie zatrudnić?... Wiem, że wg raportu, o którym piszą m.in. tu: http://wyborcza.pl/1,75478,7526390,Studia_w_Polsce_202... ma być taki zakaz wprowadzony. Czy już jest? Nie mogę znaleźć nic w sieci, a pogłoski krążą i moja szefowa już chce zatrudnić kogoś zamiast mnie... Jest to nieco demotywujące.
Wiecie coś może na ten temat?
Temat: Mobilność naukowców
Zapytaj: http://www.goldenline.pl/arkadiusz-jerzy-stawicki, osoba ta dość intensywnie pracowała nad reformą, albo poczytaj na stronie Ministerstwa ostatnie projekty ustaw.Pomysł wydaje mi się po prostu poroniony, ale w tym zalewie różnych genialnych sposobów, żeby udawać, że coś się reformuje - gdy nie zmienia się kompletnie nic - nawet ten idiotyzm z niezatrudnianiem może być prawdą.
A przyczyn szukania kogoś innego raczej nie upatrywałbym w przepisach, których nie ma a personalnych realiach polskiej nauki.
Marta
Supergan-Marwicz
Warszawski
Uniwersytet
Medyczny, asystent
Temat: Mobilność naukowców
Dziękuję. Zapytałam.Na stronach Ministerstwa nie potrafiłam się dokopać do właściwych informacji, jedynie do śladów po wspomnianym raporcie.
W Zakładzie jest nas dwie w tej sytuacji, utrata nas dwóch to spore braki w kadrze dydaktycznej i tym szefowa się tłumaczyła... Ale ona chyba jedna wie, jaka jest prawda. Jak to szefowa... ;)
Pomysł zmuszania doktorów na wyjazd na post-doc czy po prostu odmówienie mu zatrudnienia jest moim zdaniem absurdalny... Mam niemal 30 lat i rodzinę. Gdzie ja będę się teraz tułać przez dwa lata (zakładając, że chcę wrócić na WUM)? Wyjadę sobie za granicę na dwa lata i zostawię męża i dziecko? Absurd.
Rozwojowi nauki ma sprzyjać przymusowa mobilność? Nie rozumiem. :(
Temat: Mobilność naukowców
Kiedyś, w słusznie minionym ustroju nazywało się to "nakaz pracy". Zsyłało się młodego magistra na wieś, żeby kształcił dzieci... bo nikt nie chciał tam jechać.Teraz też się chce wysyłać w diabły tych, których najłatwiej spławić. Nikt czegoś takiego nie zaproponuje tytularnej profesurze, bo ta go wyśmieje. Młodych można do woli flancować z jednej półki na drugą, bo nic nie znaczą. W statystykach ładnie taka mobilność wygląda, tylko, że nie ma za grosz sensu.
Kiedyś doktorat robiło się 8 lat - był czas i pieniądze na badania, normalne składki ZUS. Można oczywiście było szybciej. Teraz trzeba zrobić w 3-4 lata. Nie ma czasu na nic, na żaden dorobek. Obecna profesura robiła profesury po 20-30 lat, teraz habilitację ma się mieć w kolejne 8 lat, tylko nikt nie powiedział skąd nagle pieniądze na 2-3 razy szybszy rozwój naukowy.
Kiedyś wyjazdy zagraniczne były głównie dla partyjnie ustawionych. Obecnie mają być dla wszystkich, tylko nie wiadomo za co.
PODSTAWOWY JEDNAK PROBLEM TO PEWNOŚĆ ZATRUDNIENIA: Gdyby naukowiec wiedział, że po powrocie czeka na niego stabilna praca, posada, rozwój, granty, itd. a nie polskie naukowe piekiełko to chętnie jeździłby po całym świecie, szczególnie za grantowe pieniądze. Rzecz w tym, że w mętnym systemie polskiej nauki jest może z 5-10% naukowców, którzy sobie bez obaw mogą na taki luksus pozwolić i kilkanaście, którzy mają takie chody, że jeżdzą gdzie chcą i jak chcą choć nic z tego nie wynika.
Michał
C.
...umiarkowanie w
dążeniu do prawdy
nie jest cnotą...
Temat: Mobilność naukowców
powiedz szefowej zeby Cie do jakiejs kolezanki z innej uczelni wyslala a zamiast Ciebie przyjdzie kolezanka z innego miasta. Po 2 latach sie zamienicie. Wkrotce to bedzie juz standardowa praktyka ;/
Krzysztof
P.
badania społeczne i
ewaluacyjne
Temat: Mobilność naukowców
Słyszałem o tych pomsysłach ze stymulowaniem mobilności, ale obecnie jest to jeszcze w fazie projektu.A propos reform... to pasjonuje mnie wizja ministerstwa, dzięi której naukowcy bedą jeździć po całym świecie... tylko ciekawe za co. Jeżeli adiunkt zarabia tyle, co pomocnik murarza na budowie (o pensji asystenta nie wspominając), to reforma mająca na celu stymulowanie do mobilności brzmi jak kiepski żart.
Jeżeli chce się wprowadzać reformy w szkolnictwie wyższym, to niestety trzeba by rozpocząć od pieniędzy. Zmiana miejsca zamieszkania wiąże się ze sporymi kosztami (m.in. z wynajmem mieszkania, bo o kupnie nie ma co mówić, jeżeli naukowcy mieliby się przyzwyczajać do życia na walizkach). Jeśli jeszcze na dodatek młody pracownik naukowy ma rodzinę, to dochodzą utrudnienia związane z pracą żony/męża, zmianą szkoły przez dzieci itd. Oczekiwanie takich wyrzeczeń jedynie dla spełnienia oczekiwań reformatorów, to gruba przesada.
Jeżeli reformę w tym aspekcie uda się wprowadzić w życie, to pewnie faktycznie przyczyni się ona do wzrostu mobilności pracowników, ale z uczelni wyższych do sektora prywatnego, gdzie dostaną znacznie wyższe pieniądze. Na uczelniach zostaną przede wszystkim ci, którzy nie potrafiliby się odnaleźć poza uczelnią.
P.S. Kant całe życie spędził w Królewcu i nie przeszkodziło mu to w zostaniu jednym najwybitniejszych filozofów.Krzysztof P. edytował(a) ten post dnia 23.09.10 o godzinie 23:51
Kamil Nieścioruk geograf-kartograf
Temat: Mobilność naukowców
Gdy ja kończyłem doktoranckie, to jeszcze tak było - nie można było się zatrudnić w jednostce, w której pisało się pracę. Przy czym jednostka nie równa się uczelnia :), zatem inny wydział wchodził w grę.Jeśli o mobilność chodzi... Chętnie bym był mobilny, gdyby chociaż były jakieś oferty pracy. W tej chwili "mobilność" w moim wydaniu ogranicza się do myślenia o wyjechaniu do jakiejkolwiek pracy, niestety.
Michał
C.
...umiarkowanie w
dążeniu do prawdy
nie jest cnotą...
Temat: Mobilność naukowców
Krzysztof P.:
Słyszałem o tych pomsysłach ze stymulowaniem mobilności, ale obecnie jest to jeszcze w fazie projektu.
A propos reform... to pasjonuje mnie wizja ministerstwa, dzięi której naukowcy bedą jeździć po całym świecie... tylko ciekawe za co. Jeżeli adiunkt zarabia tyle, co pomocnik murarza na budowie (o pensji asystenta nie wspominając), to reforma mająca na celu stymulowanie do mobilności brzmi jak kiepski żart.
Dlaetego na post-doca trzeba za granice - za 2-3 tys euro w niemczech to sie rodzine 2+1 da skromnie utrzymac (skromnie nie znaczy ledwo od 1 do 1 tylko zwyczajne zycie bez szalenstw)
W Polsce pensje to oczywiscie smiesznosc nad smiesznosciami w porownaniu do kosztow utrzymania.
Jeżeli chce się wprowadzać reformy w szkolnictwie wyższym, to niestety trzeba by rozpocząć od pieniędzy. Zmiana miejsca zamieszkania wiąże się ze sporymi kosztami (m.in. z wynajmem mieszkania, bo o kupnie nie ma co mówić, jeżeli naukowcy mieliby się przyzwyczajać do życia na walizkach). Jeśli jeszcze na dodatek młody pracownik naukowy ma rodzinę, to dochodzą utrudnienia związane z pracą żony/męża, zmianą szkoły przez dzieci itd. Oczekiwanie takich wyrzeczeń jedynie dla spełnienia oczekiwań reformatorów, to gruba przesada.
Jeżeli reformę w tym aspekcie uda się wprowadzić w życie, to pewnie faktycznie przyczyni się ona do wzrostu mobilności pracowników, ale z uczelni wyższych do sektora prywatnego, gdzie dostaną znacznie wyższe pieniądze. Na uczelniach zostaną przede wszystkim ci, którzy nie potrafiliby się odnaleźć poza uczelnią.
Z jednej strony racja, a z drugiej kurcze no przeciez sami wiedzielismy na co sie piszemy, nikt pistoletu do glowy nie przystawial zeby robic doktorat. Nawet jesli by nie bylo wymogu mobilnosci to i tak nie widze szans na bycie dobrym naukowcem (w dziedzinach typu chemia, biologia, antropologia, archeologia, fizyka, matematyka, psychologia) bez odbywania stazow zagranicznych.
Temat: Mobilność naukowców
Michał C.:
Z jednej strony racja, a z drugiej kurcze no przeciez sami wiedzielismy na co sie piszemy, nikt pistoletu do glowy nie przystawial zeby robic doktorat. Nawet jesli by nie bylo wymogu mobilnosci to i tak nie widze szans na bycie dobrym naukowcem (w dziedzinach typu chemia, biologia, antropologia, archeologia, fizyka, matematyka, psychologia) bez odbywania stazow zagranicznych.
Jest tu kilka problemów: z jednej strony frazesy Pani Minister i geniuszy, którzy to wymyślają bez zapewnienia na to żadnych środków czy realnych rozwiązań. Bo zakaz to żadne rozwiązanie poza dalszym patologizowaniem nauki w układzie koleżeńsko-towarzyskim w polskich realiach.
Z drugiej strony skoro tak Ministerstwo dba o kształcenie magistrów w kierunkach zamawianych, to chyba już czas, żeby doktorzy nie robili za kelnerów lub układaczy kafelek? Czy to po prostu kolejny frazes?
Po trzecie zaś, polscy psycholodzy i matematycy za dużo czytają po angielsku a często nie mają podstaw nawet do realizacji wiedzy z polskich kart i dorobku... zastanawiam mnie też, dlaczego w epoce skypa tak radośnie organizuje się w ciepłych krajach masówki naukowe, z których referaty trafiają jedynie na półki tych, co "byli i pili".
Kamil Nieścioruk geograf-kartograf
Temat: Mobilność naukowców
Jerzy Bielec:
dlaczego w epoce skypa tak radośnie organizuje się w ciepłych krajach masówki naukowe, z których referaty trafiają jedynie na półki tych, co "byli i pili".
Bo przecież mobilność musi być, a co to za mobilność przez skype'a :). A poważnie - przecież mało kto by wtedy się wybierał na taką konferencję z kolejną modyfikacją swojego referatu "o pewnych nowych właściwościach spodni-niewidek" (cytat z pamięci).
Arkadiusz Jerzy
Stawicki
MAK - Metropolia
Akademicka Kielce
Temat: Mobilność naukowców
Witam serdecznie,Jurku, dziękuję za polecenie mojej osoby :) Współpraca przy zmianie niektórych aspektów ustaw i opiniowanie pomysłów znacznie lepiej oddawałoby mój wkład w reformę.
Wracając jednak do meritum - wystarczy prześledzic biografie zdobywców nagród Nobla w zakresie np fizyki, by zobaczyc, że większosc z nich kilka albo nawet kilkanaście razy zmieniała miejsca pracy, uczelnie, miasta, a nawet kraje.
W jaki sposób ktoś, kto zna tylko jeden model zarządzania, tylko jedno środowisko i tylko jeden punkt widzenia może odnieśc sukces?
Będzie miał znacznie trudniej niż ktoś bardziej otwarty na zmiany.
Uzyję siebie jako przykładu: mam 33 lata. Niemal 1/3 spędziłem poza mą ojczyzną. Mieszkałem w 3 stolicach. Władam biegle 3 językami.
Poza krajem pracowałem m.in. jako budowlaniec i ochroniarz, prowadziłem własną firmę konsultingową, wspierałem kilka uczelni w ich otwieraniu się na ludzi z Europy Wschodniej...
Gdyby ktoś zapytał mnie, co mi dała mobilnośc odrzekłbym, że wszystko.
Podróże kształcą. To truizm, ale tak oczywiście oczywisty, że wielu osobom on wprost ucieka podczas kalkulacji...
Osoby, które widziały więcej niż jedno miasto, (ja już nawet nie mówię, że kraj) znają więcej niż jedno miejsce pracy, mają więcej doświadczeń są o wiele bardziej kreatywne i pomysłowe niż ktoś zamknięty w tylko jednym środowisku.
Mają większą skalę porównawczą, są bardziej przebojowe, bardziej otwarte...
Jak to ważne w pracy naukowca czy wykładowcy nie trzeba chyba nikomu powtarzac.
Jerzy często narzeka na układy i skostniały system. Chyba każdy z Was, ludzi nauki, zwłaszcza młodych, zetknął się z nepotyzmem, forsowaniem miernych, ale wiernych, załatwianiem pracy dla osób wciąż z tego samego kręgu...
A teraz wyobraźmy sobie, ze pan profesor nie będzie mógł zatrudnic na swojej uczelni, u siebie w katedrze swojego synalka czy córci, bo będzie on musiał popracowac najpierw na innej uczelni?
Oczywiście, że cynicy powiedzą, że pan profesur załatwi z innym profesurem posadkę dla latorośli.
Może i tak. Ale nawet wtedy ten bachorek zobaczy trochę inne od swojego środowisko i może nauczy się czegoś innego...
A już na koniec - niestety, ale pewności, że ten przepis wejdzie nie ma...
Temat: Mobilność naukowców
Arkadiusz Jerzy Stawicki:
Wracając jednak do meritum - wystarczy prześledzic biografie zdobywców nagród Nobla w zakresie np fizyki, by zobaczyc, że większosc z nich kilka albo nawet kilkanaście razy zmieniała miejsca pracy, uczelnie, miasta, a nawet kraje.
W jaki sposób ktoś, kto zna tylko jeden model zarządzania, tylko jedno środowisko i tylko jeden punkt widzenia może odnieśc sukces?
Będzie miał znacznie trudniej niż ktoś bardziej otwarty na zmiany.
Co ma system zarządzania do nauki? W Polsce maniakalnie zmusza się naukowców do bycia biznesmenami na własnej uczelni. Ja bym chciał poznać tylko jeden model zarządzania - w którym są pieniądze na badania a nie ma ton sprawozdawczości i nie ma ciągłego chodzenia za każdą pierdołą i samemu załatwiania od papieru do drukarki po...
Uzyję siebie jako przykładu: mam 33 lata. Niemal 1/3 spędziłem poza mą ojczyzną. Mieszkałem w 3 stolicach. Władam biegle 3 językami.
Poza krajem pracowałem m.in. jako budowlaniec i ochroniarz, prowadziłem własną firmę konsultingową, wspierałem kilka uczelni w ich otwieraniu się na ludzi z Europy Wschodniej...
Gdyby ktoś zapytał mnie, co mi dała mobilnośc odrzekłbym, że wszystko.
I jeszcze jedno Ci dała: mierzenie wszystkiego sobą jako miarą.
Podróże kształcą. To truizm, ale tak oczywiście oczywisty, że wielu osobom on wprost ucieka podczas kalkulacji...
Podróże kształcą wyłącznie wykształconych. Podobnie jak Internet może służyć do oglądania gołych tyłków jak i może być źródłem wiedzy.
Osoby, które widziały więcej niż jedno miasto, (ja już nawet nie mówię, że kraj) znają więcej niż jedno miejsce pracy, mają więcej doświadczeń są o wiele bardziej kreatywne i pomysłowe niż ktoś zamknięty w tylko jednym środowisku.
Mają większą skalę porównawczą, są bardziej przebojowe, bardziej otwarte...
Jak to ważne w pracy naukowca czy wykładowcy nie trzeba chyba nikomu powtarzac.
Jesteś kawalerem?
Jerzy często narzeka na układy i skostniały system. Chyba każdy z Was, ludzi nauki, zwłaszcza młodych, zetknął się z nepotyzmem, forsowaniem miernych, ale wiernych, załatwianiem pracy dla osób wciąż z tego samego kręgu...
A teraz wyobraźmy sobie, ze pan profesor nie będzie mógł zatrudnic na swojej uczelni, u siebie w katedrze swojego synalka czy córci, bo będzie on musiał popracowac najpierw na innej uczelni?
A co to za problem? Po pierwsze dzięki poprzedniej reformie niedługo będzie o połowe mniej uczelni w Polsce, ale 70% publicznych będzie dumnie nosić nazwę uniwersytetu z przydomkiem, co samo w sobie jest językowym idiotyzmem.
A problem? Synalek iksińskiego będzie zatrudniany przez tatusia kowalskiego a synek kowalskiego przez tatusia iksińskiego - już się tak odbywa w Polsce, tylko między sąsiednimi wydziałami czy zakładami a nie uczelniami.
Za to jak prosto będzie mieć młody naukowiec, który w 3 lata bez środków z MNiSW stanie się wybitnie przygotowanym naukowcem polskim z biletem w cholerę...
Oczywiście, że cynicy powiedzą, że pan profesur załatwi z innym profesurem posadkę dla latorośli.
Może i tak. Ale nawet wtedy ten bachorek zobaczy trochę inne od swojego środowisko i może nauczy się czegoś innego...
Cynicy może tak powiedzą, naiwni odpowiedzą jak Ty. Cóż takiego nauczy się dziecię, które dostało już doktorat? Ma na życie i jeszcze bogatego tatusia na 7 etatach? Gdyby doktoratu nie można było u tatusia robić... ale wiara w to, że administracyjnie da się takie rzeczy w Polsce naprostować jest naiwnością.
A już na koniec - niestety, ale pewności, że ten przepis wejdzie nie ma...
Fajna reforma - nie wiadomo co ma wejść...
Arkadiusz Jerzy
Stawicki
MAK - Metropolia
Akademicka Kielce
Temat: Mobilność naukowców
Jerzy,odnoszę wrażenie, że wszystko sprowadzasz do pieniędzy :)
Uwierz mi, gdyby tak było - nie byłyby potrzebne żadne reformy tylko wycięto by kilkaset hektarów lasu i dorobiono parędziesiąt wagonów z pieniędzmi.
Amerykanie wpakowali w gospodarkę 800 mld $ i wciąż mają kryzys...
A mała Chorwacja - z budżetem po wielokroc mniejszym niż Polska, na dodatek kraj w którym toczyła się niedawno wojna domowa - ma dziś więcej autostrad niż my.
Pomysł, plan, ludzie, determinacja i pieniądze oraz ciężka praca - dopiero w tej kolejności i dobrze wymieszane: działania mogą (ale wcale nie muszą) odnieśc sukces...
Ale odpowiadając na Twoje uwagi:
Jerzy Bielec:
Arkadiusz Jerzy Stawicki:
Wracając jednak do meritum - wystarczy prześledzic biografie zdobywców nagród Nobla w zakresie np fizyki, by zobaczyc, że większosc z nich kilka albo nawet kilkanaście razy zmieniała miejsca pracy, uczelnie, miasta, a nawet kraje.
W jaki sposób ktoś, kto zna tylko jeden model zarządzania, tylko jedno środowisko i tylko jeden punkt widzenia może odnieśc sukces?
Będzie miał znacznie trudniej niż ktoś bardziej otwarty na zmiany.
Co ma system zarządzania do nauki? W Polsce maniakalnie zmusza się naukowców do bycia biznesmenami na własnej uczelni. Ja bym chciał poznać tylko jeden model zarządzania - w którym są pieniądze na badania a nie ma ton sprawozdawczości i nie ma ciągłego chodzenia za każdą pierdołą i samemu załatwiania od papieru do drukarki po...
Zawsze wychwytujesz jedną rzecz i ciągniesz ją zamiast odnieśc się do całości.
Ja podaję te przykłady, żeby pokazac, że mobilnosc przynosi korzysci, bo pozwala poznac nowe (cokolwiek by to nie było - owo zarządzanie, metody badań, ludzie, ale coś, co poszerza dzięki temu temu Twoje horyzonty)
Co do pieniędzy: ile badawczych grantów unijnych pozyskała (lub chociaż próbowała pozyskac) Twoja uczelnia.
Tam są przecież pieniądze na których brak tak narzekasz...
Uzyję siebie jako przykładu: mam 33 lata. Niemal 1/3 spędziłem poza mą ojczyzną. Mieszkałem w 3 stolicach. Władam biegle 3 językami.
Poza krajem pracowałem m.in. jako budowlaniec i ochroniarz, prowadziłem własną firmę konsultingową, wspierałem kilka uczelni w ich otwieraniu się na ludzi z Europy Wschodniej...
Gdyby ktoś zapytał mnie, co mi dała mobilnośc odrzekłbym, że wszystko.
I jeszcze jedno Ci dała: mierzenie wszystkiego sobą jako miarą.
Cóż, albo to przerośnięte ego albo kompleks małego członka - ale tak, mierzę innych własną miarą. Bo skoro ja, bez pleców, znajomości, korepetycji i bogatych rodziców mogłem - to czemu nie mogliby inni?
Podróże kształcą. To truizm, ale tak oczywiście oczywisty, że wielu osobom on wprost ucieka podczas kalkulacji...
Podróże kształcą wyłącznie wykształconych. Podobnie jak Internet może służyć do oglądania gołych tyłków jak i może być źródłem wiedzy.
Tu się zgadzamy. Więc - jeździjmy.
Osoby, które widziały więcej niż jedno miasto, (ja już nawet nie mówię, że kraj) znają więcej niż jedno miejsce pracy, mają więcej doświadczeń są o wiele bardziej kreatywne i pomysłowe niż ktoś zamknięty w tylko jednym środowisku.
Mają większą skalę porównawczą, są bardziej przebojowe, bardziej otwarte...
Jak to ważne w pracy naukowca czy wykładowcy nie trzeba chyba nikomu powtarzac.
Jesteś kawalerem?
Nie. Ale odpowiadając na niedopowiedziane: na Zachodzie jakoś sobie radzą z przenosinami i rodziną. Więc nasi też daliby radę...
Jerzy często narzeka na układy i skostniały system. Chyba każdy z Was, ludzi nauki, zwłaszcza młodych, zetknął się z nepotyzmem, forsowaniem miernych, ale wiernych, załatwianiem pracy dla osób wciąż z tego samego kręgu...
A teraz wyobraźmy sobie, ze pan profesor nie będzie mógł zatrudnic na swojej uczelni, u siebie w katedrze swojego synalka czy córci, bo będzie on musiał popracowac najpierw na innej uczelni?
A co to za problem? Po pierwsze dzięki poprzedniej reformie niedługo będzie o połowe mniej uczelni w Polsce, ale 70% publicznych będzie dumnie nosić nazwę uniwersytetu z przydomkiem, co samo w sobie jest językowym idiotyzmem.
A problem? Synalek iksińskiego będzie zatrudniany przez tatusia kowalskiego a synek kowalskiego przez tatusia iksińskiego - już się tak odbywa w Polsce, tylko między sąsiednimi wydziałami czy zakładami a nie uczelniami.
Za to jak prosto będzie mieć młody naukowiec, który w 3 lata bez środków z MNiSW stanie się wybitnie przygotowanym naukowcem polskim z biletem w cholerę...
Wiesz, z takim podejściem jak Twoje ciągle mieszkalibyśmy w jaskiniach :)
Wszędzie dostrzegasz głównie ciemne strony.
Ja się z wieloma zarzutami zgadzam, ale oprócz tego dostrzegam też możliwości i szanse. Chocby potencjalne.
Jak z w/w przez Ciebie internetem.
Oczywiście, że cynicy powiedzą, że pan profesur załatwi z innym profesurem posadkę dla latorośli.
Może i tak. Ale nawet wtedy ten bachorek zobaczy trochę inne od swojego środowisko i może nauczy się czegoś innego...
Cynicy może tak powiedzą, naiwni odpowiedzą jak Ty. Cóż takiego nauczy się dziecię, które dostało już doktorat? Ma na życie i jeszcze bogatego tatusia na 7 etatach? Gdyby doktoratu nie można było u tatusia robić... ale wiara w to, że administracyjnie da się takie rzeczy w Polsce naprostować jest naiwnością.
Naiwni. Idealiści. Chcący zmiany. Dostrzegający potrzebę reform. Bardziej otwarci. Znający świat. Długa jest lista tych wiedzących, że te zmiany muszą nastąpic...
Wiesz, miałem wspaniałego wykładowcę z filozofii.
Do dziś pamiętam niezwykle mądre słowa:
Drodzy Państwo!
Odkąd pierwsi filozofowie zeszli z drzewa, zawsze narzekali na młodzież i kolejne pokolenia.
I co, proszę państwa? Ano to, że pierwszy filozof mówił te słowa już kilka tysięcy lat temu, a ten swiat wciąż się kręci...
(Cytat z pamięci, więc mam nadzieję, panie profesorze, że pan mi wybaczy pomyłkę, jesli czyta te słowa :)
Pan chyba nie docenia młodego pokolenia. Większośc moich rówieśników na uczelni już wie jak to wygląda na Zachodzie, wie jak dużo trzeba trzeba zmienic i jak bardzo jesteśmy do tyłu.
I ta swiadomośc coraz bardziej narasta...
A już na koniec - niestety, ale pewności, że ten przepis wejdzie nie ma...
Fajna reforma - nie wiadomo co ma wejść...
Fajna. Dopóki bowiem nie wejdzie w życie - a zapowiada się, że będzie to październik 2011 - nic nie jest pewne na 100%.
Nie takie cuda widziano w parlamencie, że "lub czasopisma" przypomnę ;)
Michał
C.
...umiarkowanie w
dążeniu do prawdy
nie jest cnotą...
Temat: Mobilność naukowców
Jerzy Bielec:
Co ma system zarządzania do nauki? W Polsce maniakalnie zmusza się naukowców do bycia biznesmenami na własnej uczelni. Ja bym chciał poznać tylko jeden model zarządzania - w którym są pieniądze na badania a nie ma ton sprawozdawczości i nie ma ciągłego chodzenia za każdą pierdołą i samemu załatwiania od papieru do drukarki po...
Bo naukowiec musi potrafic sie sprzedac. Przestanmy wreszcie pielegnowac mit o jakiejs misji. Gdybysmy mieli misje to nie wkurzalibysmy sie na pensje, tylko z radoscia na kolanach odbierali jalmuzne co miesiac i dodawali: sluze z radoscia...
Ale zgadzam sie ze biurokracja na uczelni to paranoja. Zreszta jak w kazdym innym aspekcie zycia w PL.
I jeszcze jedno Ci dała: mierzenie wszystkiego sobą jako miarą.
Kazdy mierzy wszystko swoja miara, bo wszyscy jestesmy egoistami. Kwestia zdawania sobie z tego sprawy.
Osoby, które widziały więcej niż jedno miasto, (ja już nawet nie mówię, że kraj) znają więcej niż jedno miejsce pracy, mają więcej doświadczeń są o wiele bardziej kreatywne i pomysłowe niż ktoś zamknięty w tylko jednym środowisku.
Mają większą skalę porównawczą, są bardziej przebojowe, bardziej otwarte...
Jak to ważne w pracy naukowca czy wykładowcy nie trzeba chyba nikomu powtarzac.
Jesteś kawalerem?
A co ma do rzeczy bycie kawalerem. To tak jakby przedstawiciel handlowy wkurzal sie ze musi jezdzic w trasy bo ma rodzine. Taka sobie prace wybrales...
A co to za problem? Po pierwsze dzięki poprzedniej reformie niedługo będzie o połowe mniej uczelni w Polsce, ale 70% publicznych będzie dumnie nosić nazwę uniwersytetu z przydomkiem, co samo w sobie jest językowym idiotyzmem.
A problem? Synalek iksińskiego będzie zatrudniany przez tatusia kowalskiego a synek kowalskiego przez tatusia iksińskiego - już się tak odbywa w Polsce, tylko między sąsiednimi wydziałami czy zakładami a nie uczelniami.
Za to jak prosto będzie mieć młody naukowiec, który w 3 lata bez środków z MNiSW stanie się wybitnie przygotowanym naukowcem polskim z biletem w cholerę...
A to akurat bardzo dobrze ze bedzie mniej uczelni wyzszych, ktore zajmuja sie produkcja bezrobotnych z wyzszym. Chociaz Uniwersytet przyrodniczy czy ekonomiczny rzeczywiscie razi po oczach...
Z tym zatrudnianiem tez sie w pelni zgadzam. W reformie sa madre pomysly ale robione od dupy strony przez ludzi, ktorzy podobnie jak wiekszosc kadry w nasyzm kraju utracila kontakt z rzeczywistoscia.
Bez srodkow tez da sie cos zrobic, tyle ze mozna robic lepiej, skuteczniej i z wiekszym polotem majac kase. Sam tego wlasnie doswiadczam - moj doktorat szacuje na jakies 100-120 tys. Z czego powiedzmy ze czesc potrafie wyczarowac, ewentualnie troche obciac koszty (a co tam skoro moglyby byc swietne badania to dzieki wspanialemu ministerstwu i sepieniu pieniedzy zrobie nieco gorsze), ale nadal zostaje mi ok. 65 tys. na analizy molekularne bez ktorych "leze i kwicze". Grant oczywiscie poszedl, ale jak jest z grantami to kazdy chyba wie... Oczywiscie moze uda sie za 2-3 raze, albo z innego programu, tyle ze ja nie moge sobie pozwolic na pol roku czekania az laskawie ktos zrecenzuje 15 stron i przemysli decyzje o przyznaniu pieniedzy. To powinno trwac gora miesiac, szczegolnie przy pieniadzach ktore ida (a jeszcze wieksze pojda) na biurokracje konkursow...
Oczywiście, że cynicy powiedzą, że pan profesur załatwi z innym profesurem posadkę dla latorośli.
Może i tak. Ale nawet wtedy ten bachorek zobaczy trochę inne od swojego środowisko i może nauczy się czegoś innego...
Cynicy może tak powiedzą, naiwni odpowiedzą jak Ty. Cóż takiego nauczy się dziecię, które dostało już doktorat? Ma na życie i jeszcze bogatego tatusia na 7 etatach? Gdyby doktoratu nie można było u tatusia robić... ale wiara w to, że administracyjnie da się takie rzeczy w Polsce naprostować jest naiwnością.
Ale tez nie mierzmy wszystkich 1 miarka. Sa ludzie, ktorzy z pokolenia na pokolenie zajmuja sie nauka i dziadostwa nie robia (patrz rodzina Huxley'ow).
Temat: Mobilność naukowców
"Naukowiec się ma sprzedać". To jedno podejście, drugie pokazuje, że często takie wyprzedaże mają ukryty feler ;-)"Kawaler". Ma to do rzeczy, że wg Pani Minister ktoś ma się przeprowadzać, bo ona taki model nauki sobie wymyśliła. A wg mnie prawny zakaz zatrudniania może być np. sprzeczny z Kodeksem pracy. Kawaler może wręcz lubić skakać z kwiatka na kwiatek, ale jakie naukowe uzasadnienie ma to, że ktoś odbębni 2 lata w innym miejscu? Merytoryczne, naukowo zbadane.
"Mniej bezrobotnych" - akurat polskie bezrobocie w marginalny sposób zależy od koncentracji punktów kształcenia wyższego. Związek jest więcej niż żaden, a rzeczywistość skrzypi w tych stwierdzeniach.
Arkadiusz Jerzy
Stawicki
MAK - Metropolia
Akademicka Kielce
Temat: Mobilność naukowców
Jerzy Bielec:
"Naukowiec się ma sprzedać". To jedno podejście, drugie pokazuje, że często takie wyprzedaże mają ukryty feler ;-)
Naukowiec i wykładowca musi (!) umiec sprzedac i się i to, co ma do zaoferowania. Bo inaczej nie wyobrażam sobie, że ktoś kto nie umie mnie przekonac i porwac będzie w stanie mnie czegoś nauczyc.
Polskie uczelnie mają tysiące wykładowców zwących się naukowcami, którzy nie umieją sprzedac swojej oferty (wiedzy) studentom.
"Kawaler". Ma to do rzeczy, że wg Pani Minister ktoś ma się przeprowadzać, bo ona taki model nauki sobie wymyśliła. A wg mnie prawny zakaz zatrudniania może być np. sprzeczny z Kodeksem pracy. Kawaler może wręcz lubić skakać z kwiatka na kwiatek, ale jakie naukowe uzasadnienie ma to, że ktoś odbębni 2 lata w innym miejscu? Merytoryczne, naukowo zbadane.
Odpowiem swoim cytatem:
(...)na Zachodzie jakoś sobie radzą z przenosinami i rodziną. Więc nasi też daliby radę...(...)
"Mniej bezrobotnych" - akurat polskie bezrobocie w marginalny sposób zależy od koncentracji punktów kształcenia wyższego. Związek jest więcej niż żaden, a rzeczywistość skrzypi w tych stwierdzeniach.
Bardzo ciekawe stwierdzenie. Jurku, moja firma uczestniczyła w pierwszym etapie przenosin produkcji Della do Łodzi. Wiesz co sprawiło, że oczy ich dyrektorów zabłysły najbardziej? Informacja o ulgach ;) Ale na drugim miejscu była informacja o liczbie uczelni i studentów...
Proszę, oszczędź więc mi tak absurdalnych tez, że liczba studentów nie ma wpływu na inwestycje.
Temat: Mobilność naukowców
Arkadiusz Jerzy Stawicki:
Jerzy Bielec:
"Naukowiec się ma sprzedać". To jedno podejście, drugie pokazuje, że często takie wyprzedaże mają ukryty feler ;-)
Naukowiec i wykładowca musi (!) umiec sprzedac i się i to, co ma do zaoferowania. Bo inaczej nie wyobrażam sobie, że ktoś kto nie umie mnie przekonac i porwac będzie w stanie mnie czegoś nauczyc.
Polskie uczelnie mają tysiące wykładowców zwących się naukowcami, którzy nie umieją sprzedac swojej oferty (wiedzy) studentom.
Rozmawiamy o różnych różnościach - co innego dydaktyka, co innego się sprzedawanie, co innego rzetelna wiedza, co innego wiedza potrzebna społecznie lub do rozwoju, itd.
Nash dostał Nobla, mimo, że był chory psychicznie a jego teorie w momencie powołania do życia nie miały żadnej użyteczności praktycznej a po latach wielką. Tak jest też z matematyką - niektóre teorie latami są do nieczego nie przydatne a inne nagle okazują się niezwykle istotne.
Odpowiem swoim cytatem:
(...)na Zachodzie jakoś sobie radzą z przenosinami i rodziną. Więc nasi też daliby radę...(...)
Odpowiedzi na pytanie nie uzyskam jak czytam. Na "Zachodzie" jest inna struktura kosztów utrzymania. W Polsce: 1. Na głowę jest mniej mieszkań na 1000 mieszkańców, 2. Utrzymanie pochłania statystycznie większą część dochodu, 3. Poziom bezrobocia jest relatywnie wyższy.
"Mniej bezrobotnych" - akurat polskie bezrobocie w marginalny sposób zależy od koncentracji punktów kształcenia wyższego. Związek jest więcej niż żaden, a rzeczywistość skrzypi w tych stwierdzeniach.
Bardzo ciekawe stwierdzenie. Jurku, moja firma uczestniczyła w pierwszym etapie przenosin produkcji Della do Łodzi. Wiesz co sprawiło, że oczy ich dyrektorów zabłysły najbardziej? Informacja o ulgach ;) Ale na drugim miejscu była informacja o liczbie uczelni i studentów...
Proszę, oszczędź więc mi tak absurdalnych tez, że liczba studentów nie ma wpływu na inwestycje.
Piszę o KONCENTRACJI. Jak będzie 20 uczelni w Łodzi to będzie lepiej niż gdy będą cztery uczelnie, każda z 5 wydziałami? Czy jedna z 20 wydziałami? Na tym polega obecna koncentracja prowadzona przez MNiSW.
Ale też można stwierdzić co innego, nawiązując do Twoich wywodów, które są w zupełnie innym temacie niż dotychczasowe moje: Dell przeniósł tu produkcję wyłącznie dlatego, że ma dużo taniej siły roboczej i nie musi płacić wysokich podatków. I jest super! Setki absolwentów zamiast patrzeć na ścianę mają kontakt z nową technologią i mogą tanio pracować dla korporacji ;-))
Michał
C.
...umiarkowanie w
dążeniu do prawdy
nie jest cnotą...
Temat: Mobilność naukowców
Jerzy Bielec:
"Naukowiec się ma sprzedać". To jedno podejście, drugie pokazuje, że często takie wyprzedaże mają ukryty feler ;-)
Tak ma sie sprzedawac, a dlaczego w nastepnym poscie.
"Kawaler". Ma to do rzeczy, że wg Pani Minister ktoś ma się przeprowadzać, bo ona taki model nauki sobie wymyśliła. A wg mnie prawny zakaz zatrudniania może być np. sprzeczny z Kodeksem pracy. Kawaler może wręcz lubić skakać z kwiatka na kwiatek, ale jakie naukowe uzasadnienie ma to, że ktoś odbębni 2 lata w innym miejscu? Merytoryczne, naukowo zbadane.
A kodeks pracy to jest to co powoduje wlasnie bezrobocie. A uzasadnienie ma takie, ze: poszerza horyzonty, poznaje inne metody pracy, jesli wyjezdza za granice szkoli jezyki obce, uczy sie wspolpracowac i udowadnia swoja przydatnosc.
"Mniej bezrobotnych" - akurat polskie bezrobocie w marginalny sposób zależy od koncentracji punktów kształcenia wyższego. Związek jest więcej niż żaden, a rzeczywistość skrzypi w tych stwierdzeniach.
Chodzilo mi o bezrobotnych z wyzszym wyksztalceniem. Sorry ale chyba dawno pracy nie skukales. Ot przyklad z zycia wziety. W oczyszczalni sciekow gdzie bylem na stazu widzialem segregator (tak gdzies 7 cm grubosci) podan o przyjecie na staz absolwentow Ochrony Srodowiska. A statysytka bardzo latwo udowodnic ze stosunek plci wynosi 1,5 do 1 (w rzeczywistosci jest to 1,06 do 1). Wiesz dlaczego? bo te wszystkie sondaze, statysyki GUS'y i inne pierdoly sa totalnie oderwane od rzeczywistosci. Jesli w ciagu 5 lat moich studiow odsetek osob z wyzszym wyksztalceniem w PL wzrosl z 7 do 14% to wybacz ale jednak produkcja kolejnych magajstrow ma wplyw na bezrobocie i pensje, bo jest nadprodukcja.
Michał
C.
...umiarkowanie w
dążeniu do prawdy
nie jest cnotą...
Temat: Mobilność naukowców
Jerzy Bielec:
Arkadiusz Jerzy Stawicki:
Jerzy Bielec:
"Naukowiec się ma sprzedać". To jedno podejście, drugie pokazuje, że często takie wyprzedaże mają ukryty feler ;-)
Naukowiec i wykładowca musi (!) umiec sprzedac i się i to, co ma do zaoferowania. Bo inaczej nie wyobrażam sobie, że ktoś kto nie umie mnie przekonac i porwac będzie w stanie mnie czegoś nauczyc.
Polskie uczelnie mają tysiące wykładowców zwących się naukowcami, którzy nie umieją sprzedac swojej oferty (wiedzy) studentom.
Rozmawiamy o różnych różnościach - co innego dydaktyka, co innego się sprzedawanie, co innego rzetelna wiedza, co innego wiedza potrzebna społecznie lub do rozwoju, itd.
Nash dostał Nobla, mimo, że był chory psychicznie a jego teorie w momencie powołania do życia nie miały żadnej użyteczności praktycznej a po latach wielką. Tak jest też z matematyką - niektóre teorie latami są do nieczego nie przydatne a inne nagle okazują się niezwykle istotne.
Pijesz teraz do badan podstawowych. Cos czego status upadl tak nisko ze az sie plakac chce. Przyczyna jest dosc prozaiczna. Rzad sponsoruje badania podstawowe, wiec nie ma sensu sie starac o pieniadze prywatne. Wiadomo tlumaczenie ludziom, ze takie badania przynosza korzysci po 20, 30 a moze i 50 latach. Czasem w ogole. Problem zaczyna sie kiedy rzad tez ma cie w 4 literach, bo socjalizm zrobil ludziom "brainwash" i ludzie chca teraz, natychmiast. Czysty konsumpcjonizm. Po co oszczedzac, skoro mozna wziazc kredyt, ktory beda wnuki splacac. I tu dostajemy mocnego kopa w 4 litery - trzeba wyjsc do ludzi, zaczac sie starac, tlumaczyc, przekonywac. Trzeba sie zaczac sprzedawac, ale to po 100 latach leniuchowania na panstwowym nie przychodzi latwo nieprawdaz?
Temat: Mobilność naukowców
Michał C.:
Chodzilo mi o bezrobotnych z wyzszym wyksztalceniem. Sorry ale chyba dawno pracy nie skukales.
Może byś zaczął czytać ze zrozumieniem, zanim mnie obdarujesz taką uwagą, co? Powolutku przeczytaj o czym ja pisze, potem zastanów się o czym Ty piszesz i spróbuj znaleźć jakikolwiek związek między moim twierdzeniem a Twoim przykładem.
I jeszcze jedno: ochrona środowiska jest wśród kierunków zamawianych w Polsce, co mnie bawi, równie mocno jak wspomniana przy jakiejś innej okazji przeze mnie w tym kontekście biotechnologia. Też produkcja PH dla hurtowni farmaceutycznych.Jerzy Bielec edytował(a) ten post dnia 29.09.10 o godzinie 01:44
