- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- Następna »
Marta
K.
nauczyciel
akademicki, Visiting
Professor w
University of...
Temat: Spacery poetów
Krzysztof Kamil BaczyńskiJesienny spacer poetów
Jerzemu K. W.
Drzewa jak rude łby barbarzyńców
wnikały w żyły żółtych rzek.
Biało się kładł popiołem tynku
wtopiony w wodę miasta brzeg.
Szli po dudniącym moście kroków
jak po krawędzi z kruchego szkła,
pod zamyślonym grobem obłoków,
po liściach jak po krwawych łzach.
I mówił pierwszy: "Oto jest pieśń,
która uderza w firmament powiek".
A drugi mówił: "Nie, to jest śmierć,
którą przeczułem w zielonym słowie".
wiersz ten jest też w temacie Jesień przychodzi za wcześnie...Marta K. edytował(a) ten post dnia 23.09.09 o godzinie 16:35
Marta
K.
nauczyciel
akademicki, Visiting
Professor w
University of...
Temat: Spacery poetów
Władysław BroniewskiSpacer prehistoryczny
W przedpotopowym ogrodzie,
jeszcze przed zachodem słońca,
paprocie, paprocie bez końca
odbijają się w jasnej wodzie.
Jest tam ptak, którego nazwy
nie mogę przypomnieć z jakiegoś snu,
i ogromną tęczę znalazły
papugi! papugi!
żeby ją snuć!
Cyklopy na koturnach
przechadzają się po bujnej trawie.
(To nie jest noc Walpurgi,
ale prawie.)
Na Drzewie Wiadomości
Dobrego i Złego
drzemie Wąż (poczciwości
gad, nie robi nic złego).
Ale na Jabłoni,
na okrutnej Jabłoni
(czy z jabłek robią alkohol?)
rośnie, rośnie
groźnie, powoli
okrutne słowo: kocham.
Ryszard Mierzejewski Wolny ptak, poeta
Temat: Spacery poetów
Thomas Hardy*Spacer
Nie chadzałaś w ostatnie miesiące
Na spacery, dawniej nas wiodące
Ścieżką aż do podnóża
Drzewa na szczycie wzgórza;
Byłaś słaba, niezdolna
Do marszu – toteż z wolna
Przywykłem do samotnych wypraw i za bramą
Nie dręczyła mnie myśl, że zostawiam cię samą.
Dziś wybrałem się znów na spacer
I przeszedłem tę co zwykle trasę,
Sam i tym razem; wokół
Objawiała się oku
Znajoma okolica;
W czym więc tkwiła różnica?
Tylko w tym, że gdzieś w głębi kryło się przeczucie
Pustki, jaką zaskoczy mnie pokój, gdy wrócę.
tłum. Stanisław Barańczak
*notka o autorze, inne jego wiersze i linki
w temacie Poezja anglojęzycznaRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 31.12.09 o godzinie 08:55
Jadwiga
Z.
Dyrektor
przedszkola,
nauczyciel
dyplomowany. Poetka
amat...
Temat: Spacery poetów
Leopold StaffPIERWSZA PRZECHADZKA
Żonie
Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
Będziemy stąpać po swych własnych schodach.
Nikt o tym jeszcze nie mówi nikomu,
Lecz wiatr już o tym szepce po ogrodach.
Nie patrz na smutnych tych ruin zwaliska.
Nie płacz. Co prawda, łzy to rzecz niewieścia.
Widzisz: żyjemy, choć śmierć była bliska.
Wyjdźmy z tych pustych ulic na przedmieścia.
Mińmy bezludne tramwajów przystanki...
Nędzna kobieta u bramy wyłomu
Sprzedaje chude, blade obwarzanki....
Będziemy znowu mieszkać w swoim domu.
Wystawy puste i zamknięte sklepy.
Życie się skryło chyba w antypodach.
Z pudłem grzebyków stoi biedak ślepy...
Będziemy stąpać po swych własnych schodach.
Ty drżysz od chłodu. Więc otul się szalem.
Bez nóg, bez ramion, w brunatnej opończy,
Młodzi kalecy siedzą przed szpitalem.
Widzisz już pole. Tu miasto się kończy.
Zwalone leżą dokoła parkany,
Dziecko się bawi gruzem na chodniku,
Kobieta pierze w podwórku łachmany
I kogut zapiał krzykliwie w kurniku.
Kot się pod murem przeciąga leniwo,
Na rogu człowiek rozmawia z człowiekiem....
Znowu w sklepiku zjawi się pieczywo
I znów zabrzęczą rano bańki z mlekiem.
Przejdą dni ciężkie klęski i pogromu
I zapomnimy o ranach i szkodach...
Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
Będziemy stąpać po swych własnych schodach.
Jadwiga
Z.
Dyrektor
przedszkola,
nauczyciel
dyplomowany. Poetka
amat...
Temat: Spacery poetów
Jadwiga ZgliszewskaSPACER PO WĘGROWIE
Spacer od Rynku rozpoczynam:
przy Domu Gdańskim się zatrzymam,
przekroczę progi Bazyliki,
zerknę na stare kamieniczki.
Już Urząd Miejski nieopodal –
tam nasze władze się sadowią.
Kłaniam się Panu Burmistrzowi;
znam Go – odwiedzał nas w przedszkolu.
Wnet okazały Dom Kultury –
to doskonale znane mury,
bo tu występy czasem mamy
oraz bajeczki oglądamy.
Potem jest dalsza okolica,
a tam – najbliższa mi ulica
Jedenastego Listopada,
gdzie iść codziennie mi wypada.
Dlaczego? Bo tam jest przedszkole:
kochane, piękne, bliskie, moje!
I więcej czasu już nie tracę,
bo do przedszkola muszę wracać.
...................................
Zdaję sobie sprawę, że to pewna zuchwałość, ale nie mogłam się powstrzymać od umieszczenia w tym wątku wierszyka, który napisałam swoim przedszkolakom. Cel wiersza - aż nazbyt widoczny! ;-)
Adam
Lizakowski
Poeta, dramaturg,
tłumacz,
fotografik,
obieżyświat
Temat: Spacery poetów
Spacer nad jeziorem MichiganKim byłbym gdybym tutaj nie przyjechał
nie stawiał kroków na piasku
mewom nie zazdrościł skrzydeł
a kamieniowi wewnętrznego spokoju
- myślę spacerując po plaży
z lewej strony jezioro – oko
w głowie wielu marzycieli
głębokie westchnienie
ryb fikających koziołki
jak przedszkolaki na kocu
po prawej stronie ciemny las wieżowców
dżungla wysokich uniesień
żyją w nich tygrysy lwy pytony
wilki w ludzkiej skórze
na samym dole na ścieżkach wydeptanych
przez olbrzymów
urzędnicze mrówki w trampkach
biegają z nosem przy ziemi.
Za chwilę krwawe słońce
utopi się w jeziorze
za chwilę przyklęknę
aby obmyć ręce
za chwilę spotkam kogoś
kogo kocham
we francuskiej café
spaceruję po brzegu jeziora
i nie czuję się rybą ma piasku.
z tomu "Chicago miasto nadziei", 2000Adam Lizakowski edytował(a) ten post dnia 16.12.09 o godzinie 05:34
Marek
F.
właściciel Marfil
Visual Art
Temat: Spacery poetów
Bruno JasieńskiSpacer
Śpiew propellera do słów Heredii,
Kiedyś zgubionych w smaltowej mgle...
Grałem jej jedną z moich komedii
W ekstrapowietrznym tylko-en-deux.
Słońce do głowy biło ekstazą.
Słowa spływały w jeden refrain.
Obserwowała mnie bezwyrazo
Spod tangoszalu przez face-á-main.
Nie wiem, czy brała, com mówił, serio.
(Dwie lekkie linie w kącikach warg...)
Pod nami warczał rytmiczny Bleriot
I wiatr całował błękitny kark
Michał
Maczubski
podróżnik,
fotograf, poeta
Temat: Spacery poetów
Anna AchmatowaSpacer
O wierzch powozu zahaczyłam piórem,
W oczy spojrzałam mu - i serce drgnęło,
Przejęte nagle jakimś dawnym bólem,
Chociaż nieszczęścia przyczyn nie pojęło.
Pod stropem nieba i chmur skłębionych
Wieczór żałością skuty cichą.
I niby tuszem nakreślony
Buloński Lasek ze starych sztychów.
Benzyny woń i bzu aromat,
Spokój, co czujna drga udręką...
On znowu dotknął moich kolan
Prawie nieczułą, obcą ręką.
Maj 1913
przeł. Wanda Grodzieńska
Adam
Lizakowski
Poeta, dramaturg,
tłumacz,
fotografik,
obieżyświat
Temat: Spacery poetów
Szedłem ulicą MichiganSzedłem ulicą Michigan jak dumny uczeń
na ten spacer osobiście przez nią,
panią profesor - życia zaproszony
na ucztę oglądania i podziwiania miasta
profesor - ulica mówi: patrz, słuchaj, ucz się:
słyszałem w wielkim, bogatym hotelu ze złotymi klamkami
na trzydziestym piętrze brzęk zastawy stołowej,
nalewanie herbaty do filiżanek z chińskiej porcelany,
metaliczny dźwięk klucza kas pancernych,
blask deponowanych diamentowych kolii
głosy przedstawianych gości
tak ważnych i sławnych, że wiele gazet
bez pisania o nich żyć by nie mogło,
słyszałem rozpinanie sukien jedwabnych,
usychanie kwiatów w kryształowych wazach,
widziałem twarze ludzi dumnych tak bardzo ważnych
zajętych swoimi sprawami, że śmierć szukała sposobu
jak ich uśmiercić, słów jak ich pożegnać,
dziwiłem się sobie, że wolno mi o tym myśleć
idąc wzdłuż jeziora, większego niż niejedno morze
słyszałem, że Ameryka jest bardzo groźna
nie dlatego, że jest bogata, wspaniała, piękna,
nie dlatego, że ma najlepszą armię na świecie
ale dlatego, że rodzi marzenia i pragnienia,
dlatego, że rodzi nadzieje, dlatego, że jest Ameryką,
i gdyby jej nie było trzeba by było ją wymyślić
albo poszukać jak Atlantydę wypływając na zachód
i dziwiłem się jak mało to wszystko mnie obchodzi.
z tomu "Chicago miasto nadziei", 2000Adam Lizakowski edytował(a) ten post dnia 16.12.09 o godzinie 05:33
Ryszard Mierzejewski Wolny ptak, poeta
Temat: Spacery poetów
Stefan Jurkowski*Spacer
wieczorem od wisły zimny wiatr
zapach miejskich ścieków i gnijących ryb
słońce się toczy po szarej leniwej wodzie mija
mosty latarnie i na brzegu błyszczące domy:
ciemność podchodzi stopniowo ta sama ciemność
skacze mi do oczu pokrywa twarz staje się maską
teraz dopiero mogę na ciebie patrzeć
bo pokazuję tylko stronę ciemności
(jakby to była noc albo śmierć)
reszta – wybacz że nie rozwikłam dziś tej tajemnicy
wracajmy chłód od wisły obejmuje płuca
z tomu „Koło niedomknięte”, 2004
*notka o autorze i linki do innych jego wierszy
w temacie Autoportret w lustrze wierszaRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 04.07.11 o godzinie 08:54
Anna
B.
doradca, Test.
Usługi prawne
Temat: Spacery poetów
Jonasz KoftaSpacer w wielkim mieście
Jest godzina w wielkim mieście
Nocy zmięta bibułka
Wala się po krawężnikach
W zapyziałych zaułkach
Jest godzina w wielkim mieście
Rozcieńczona światłem
Kiedy żyje się niechętnie
Gdy umiera się najłatwiej
Mój stary upiór o tej porze
Szczecina ma na pysku siną
Nikotynowy żółty bożek
Schowany w fiolkę z antygrypiną
Miła, zabrano nam horyzont
I wyleczono nas z błękitu
Pójdziemy, skąd powiało bryzą
Po wąskim, szarym moście świtu
Na drugi brzeg, gdzie serce stanie
Gdzie nie ma przedrzeźniania znaczeń
Miła, nie pytaj mnie, jak żyć
Bo tylko świt
Bo tylko spacer
Marta
K.
nauczyciel
akademicki, Visiting
Professor w
University of...
Temat: Spacery poetów
Vicente HuidobroSpacer
Wiatr bierze księżyc na spacer
I flagi opadają na morze
Stuk puk
Księżyc otwiera drzwi
Wchodzą panie wchodzą panowie
Żagle opadają na morze
I góra obciążona kajdanami
Oczekuje tu w dole na sąd ostateczny
Wiatr bierze oko na spacer
I włosy opadają na morze
Stuk puk
Oko otwiera drzwi
Wchodzą panie wchodzą panowie
Glosy opadają na morze
Jest owad co żyje lat tysiąc
Który zdziera sobie nerwy w życiu
Wiatr bierze serce na spacer
Łzy opadają na morze
Stuk puk
Serce otwiera drzwi
Wchodzą panie wchodzą panowie
Palce opadają na morze
Morze opada w próżnię
Próżnia opada w czas
A ja tropię białe króliki
Na twojej dłoni
przełożył Jerzy NiemojowskiMarta K. edytował(a) ten post dnia 16.12.10 o godzinie 13:53
Krystyna
Bielarczyk
Wędrówki po
górach, rubieżach
poezji i miłości
Temat: Spacery poetów
Spacer jesiennyW jesień idę z tobą
jesiennie, złociście, zamaszyście
stąpamy codziennie
po opadających powoli liściach,
tkam z nich miękki dywan
do naszego domu.
Ty niesiesz drwa do kominka,
musimy jeszcze zdążyć
rozpalić ogień, zanim nadejdą
nieuchronne chłody.
Za oknem siwieją drzewa,
złocą się nasze głowy.
30. 09. 2008
Ryszard Mierzejewski Wolny ptak, poeta
Temat: Spacery poetów
Viktor Fischl*Praskie przechadzki
1.
Na jednej z tysięcy przechadzek
po mieście, z którego odszedłem,
na jednej z tysięcy przechadzek
po mieście, co nigdy nie wyszło ze mnie
widziałem jak Rabbi Loew
wychylony głęboko nad rzekę
z kamiennego mostu czytał
tajemne pismo fal.
Które potrafił czytać tylko on
A może jeszcze garncarze z Kampy
I flisacy z Podskala.
Gęsty miód nocy płynął
w miękkich objęciach brzegów
i toczył się powolnym nurtem
na pozór bezpowrotnie.
Tylko Robbi Loew biegły w cudach –
A może jeszcze latarnicy z nadbrzeża
i czasem samotny rybak
z tych, co łowią gwiazdy na Wełtawie –
potrafił zwrócić nawet list, co odpłynął
i czytać go od nowa.
Długo tak stał na kamiennym moście
wychylony daleko w rzekę.
Tu i ówdzie budził się któryś z ptaków
śpiących na ramionach świętych,
a wiatr rozfalowany lotem jego skrzydeł
przynosił mi szept słów
z jego starych warg szeleszczących
jak topole na Cesarskiej Łące.
Szeptał coś o zburzonych miastach,
o pożarach, o potopach,
o imperiach, z których zostały tylko prochy zmarłych,
ale i coś o dziecku
uratowanym w koszu z sitowia,
o kwieciu wyrastającym z rozpadliny w skale,
o bąbelkach wiosennych pączków,
o ziarnie w glinie pod całunem śniegu,
o czasie dojrzewania i czasie topnienia.
Szedłem potem za nimi uliczkami
o północy ku zegarowi ratusza,
na powitanie pomachał apostołom
jak swoim krewnym
i wydawało mi się, że liczy kamienie bruku.
Niektóre omijał, jakby były święte
i sam, choć niemal się unosił,
nie śmiał na nich położyć stopy.
I znów coś szeptał sam do siebie
o berłach królów przemienionych w kostury,
o chełpliwości olbrzyma, którego uciszył
kamyk z procy w dłoniach pacholęcia,
o zardzewiałych zbrojach umarłych lancknechtów,
o katach dyndających na stryczkach,
ale i coś o bożych młynach,
o wichurach gniewu,
o tęczy po burzy.
Kiedy tak w zdziwieniu przyglądałem się
zegarowi, na którym czas szedł w drugą stronę
on zniknął mi za cmentarnym murem.
Dostrzegłem jeszcze tylko frędzle
tałesu, którego nigdy nie zdejmował.
Błogosławił tym, co zostali przed murem.
Na jednej z tysięcy przechadzek
po mieście, którym chodzę już tylko we śnie,
podniosłem wzrok na zegar
ze wskazówkami rozpiętymi jakby chciały obejmować
a czas na skrzydłach gołębi
wracał do ludzi pod gwiazdami.
2.
Ilekroć szedłem piątą dzielnicą
urzekały mnie sklepy ze starzyzną.
Każda rzecz rozmawiała tu ze swoja śmiercią.
Suknia ślubna, w której brzmi jeszcze echo dawnych szlochów,
mufki, co wyliniały, wyświecone fraki,
sójki, sroki, sokoły, wszystkie wypchane ptaki,
medale z wielkich wojen i skamieniałe kwiaty,
góry znoszonych butów, antyczne aparaty,
gramofon i Carusa bóg wie jak stara płyta,
stosy pocztówek, z których nikt nic już nie odczyta,
parasole i laski, wachlarze upuszczone,
wszystko, co kiedyś było zgubione – znalezione,
akordeony, skrzypce, łyżwy, szafy i ramy,
cylindry, kapelusze z rajerem, z kolibrami,
zwierciadła już bez srebra i surdut połatany,
lorgnony, tabakierki, wydeptane dywany,
i maszyna do szycia, i gorset z tasiemkami,
figurka lwicy z brązu i pierrot z porcelany,
szkatułki i harmonie, krzesła, co niegdyś stały,
starych ciuchów aż nadto na wszystkie karnawały,
gołąbki z alabastru, niezliczone rupiecie,
do czego miały służyć, nigdy się nie dowiecie,
Singer, muszle, kamyki, motyle w puzdrach szklanych,
na wszystkim woń zielników i znów puszczyk wypchany,
pęk pawich piór i wachlarz tak samo zakurzony...
Ten wiersz lepiej już tak, niedokończony...
Czy bym tam zaszedł w południe czy z rana,
za każdym razem ze sklepików
odzywało się echo skarg, leż i potajemnych szlochów.
Ilekroć szedłem piątą dzielnicą,
każda rzecz rozmawiała tu
ze swoją śmiercią.
3.
Niektóre rzeczy zostały, jak były.
Wiem jeszcze, która brama pachnie cynamonem
a która piwem, która majerankiem,
znam balkony, gdzie wciąż w doniczkach rosną
pelargonie i fuksje i wiem, że na pewno
w zaduszki tramwaje na Olszany dalej pachną
gorzkawą wonią chryzantem.
Niektóre miejsca zostały, jak były
i wiem gdzie kwitną akacje, gdzie bzy,
gdzie kroki kochanków idą razem jak rymy.
Zamkowe schody wiodą ku niebiosom
i uwodzą me wiersze by z nimi lekko szły.
Niektórzy faceci zostali, jak byli.
Znów ich spotykam. Rano do pracy
jeżdżą na rowerach drogą obok torów,
a inni pierwszym wagonem wyjeżdżają z zajezdni,
czytają gazety, myślą przy tym swoje
i milczą. I wiedzą, w co wierzyć.
Niektóre rzeczy zostaną, jak były.
4.
Księżna gra na zielonej harfie
a struny naciągnięte z katedralnej wieży
poprzez zbocza parku na powierzchnię rzeki
rozdźwięczą się pod palcami łagodnego wiatru.
Chwilami pieśń się niesie ku wysokiemu niebu,
czasami delikatna kolebie miasto na łonie fal,
a czasem daje rozkaz do ataku
i trąbka dźwięczy od gwiazd do głębin.
A wreszcie dzwonią po całym mieście dzwony,
od Wita do Jakuba, od Mikołaja do Tynu,
i brzmią, brzmią na wszystkie strony świata.
Komuż to dzwonią dziś ze stu wież pogrzebowe dzwony?
tłum. z czeskiego Katarzyna Boruń
*Viktor Fischl (1912-2006) – czeski poeta, prozaik i tłumacz, żydowskiego pochodzenia.
W czasie II wojny światowej przebywał w Londynie, gdzie współpracował z emigracyjnym ministrem spraw zagranicznych Czechosłowacji Janem Masarykiem, w 1949 roku wyemigrował do Izraela i przybrał nazwisko Avigdor Dagan. Do 1977 roku pracował jako dyplomata, m. in. w latach 1961- 1964 był ambasadorem Izraela w Polsce. Po przejściu na emeryturę poświęcił się pracy pisarskiej. Oprócz poezji, pisał opowiadania, powieści, książki dla dzieci, tłumaczył na czeski i hebrajski.
Marta
K.
nauczyciel
akademicki, Visiting
Professor w
University of...
Temat: Spacery poetów
Anna PogonowskaSpacer z białą różą
a jednak na tych polach zakwitają wieżowce
w stokrotne pąki zaszklonych kryjówek
w każdym jest człowiek dwoje troje czworo
wszystkich telewizja zabawia bajkami
muzyka tęczę zwęża i rozciąga
ja biegnę szybko
nie! idę powoli
uszczknęłam białą różę z kwietnej grzędy skweru
w deszcz poobiedni pusto tu i cicho
setki balonów nade mną
nade mną
promień przebija się przez chmurę ciemną
i granatowe dno jej grubo złoci
jest w śnieżnych płatkach drogocenna głębia
że gdy na ławce przysiądę wnet sięgam
po mała chustkę by płakać do woli
z tomu „Wiersze wybrane”, 1987
Ryszard Mierzejewski Wolny ptak, poeta
Temat: Spacery poetów
Laco Novomeský*Przechadzka
Parlament wróbli zasiadł w drzewach,
coś tam się rzeczerzeczerzecze
o spadłym liściu,
a kozy wiecznie me i me sylabizują.
Za kapeluszem babie lato płynie,
wietrzyk zabawia się ze mną w konika,
hi i ho,
po jego drutach lato mi donosi,
że idzie,
już go nie ma.
Wyrostki na ściernisku palą nać i perz,
a nad płomieniem powiewa koszula,
nocna koszula, długa, błękitna, niewinna,
znika ognisku, ziemi, oku.
A ja pod dymu słupem proszę wiersz,
by mi zachował ten obraz wieczorny
i ten wieczorny spokój.
tłum. Józef Waczków
*Laco Novomeský (1904-1976) – słowacki poeta, tłumacz, publicysta i polityk.
Oprócz twórczości własnej, tłumaczył poezję rosyjską, m. in. Borysa Pasternaka.
Marta
K.
nauczyciel
akademicki, Visiting
Professor w
University of...
Temat: Spacery poetów
Wisława SzymborskaSpacer wskrzeszonego
Pan profesor już umarł trzy razy.
Po pierwszej śmierci kazano mu poruszać głową.
Po drugiej śmierci kazano mu siadać.
Po trzeciej - postawiona go nawet na nogi,
podparto grubą zdrową nianią:
Pójdziemy sobie teraz na mały spacerek.
Głęboko uszkodzony po wypadku mózg
i proszę, aż dziw bierze, ile pokonał trudności:
Lewa prawa, jasno ciemno, drzewo trawa, boli jeść.
Dwa plus dwa, profesorze?
Dwa - mówi profesor.
Jest to odpowiedź lepsza od poprzednich.
Boli, trawa, siedzieć, ławka.
A na końcu alei znowu ta stara jak świat,
niejowialna, nierumiana,
trzy razy stąd przepędzana,
podobno niania prawdziwa.
Pan profesor chce do niej
Znów się na wyrywa.
Ryszard Mierzejewski Wolny ptak, poeta
Temat: Spacery poetów
Anna Zelenay*Spacer na twierdzę
Pod gotycką arkadą mostu
wejdziemy w miasto
pochylają się nad nami
gałęzie czarne
skręcone w bolesnym skurczu
do stóp prychnie gniewnie
chryzolitowa fala
Domy zabiegną drogę
wypukłe i ruchliwe
rząd figur wyciągnie ręce
w kamiennym, tragicznym geście
Tylko ty obok
będziesz jak zawsze
cichy
jasny
i nierealny wcale
pójdziemy wyżej i wyżej
nad oliwkową fosę
nad dachy spiętrzone chmurnie
wśród przeźroczystej ciszy
gdzie na ostatnim bastionie
miasto się w dole położy
kornie jak pies najwierniejszy
i będzie przymglone, dalekie
i nawet brzozy odejdą spłoszone
a ty będziesz
najbliższy.
z tomu „Wiersze zebrane”, 1975
*notka o autorce w temacie MiastoRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 06.12.09 o godzinie 12:19
Ryszard Mierzejewski Wolny ptak, poeta
Temat: Spacery poetów
Robert Bly*Przechadzka
Blade drzewo
samotne w styczniowym śniegu.
Pod nim młody pęd
ogryziony do białości przez królika.
Podniósłszy wzrok widzę zagrody farmerskie wśród zarośli.
Posępne sosny
gotowe do zimy, o której wiedziały, że nadejdzie.
I krowy w obórce, nie dbające o to wszystko,
z nosami w aromatycznym sianie.
Na wpół odurzone zapachem, mrok przychodzi do nich jak był przyrzeczony
przez ich zbawcę.
z tomu "This Tree Will Be Here for a Thousand Years", 1979
tłum. Julia Hartwig
*notka o autorze, inne jego wiersze w wersji oryginalnej i linki
do polskich przekładów w temacie Poezja anglojęzyczna
wiersz jest też w temacie A mnie jest szkoda słomianych strzechRyszard Mierzejewski edytował(a) ten post dnia 12.01.12 o godzinie 21:05
Marta
K.
nauczyciel
akademicki, Visiting
Professor w
University of...
Temat: Spacery poetów
Anna PogonowskaSpacer poetów dojrzałych
oj żeby szczerze aby prawdziwie
na tym igliwiu pod dzięciołami
terkoczącymi w jaskrawych piórach
przepadających – gdy tak idziemy
wolnym spacerkiem kuśtykająca
trójka poetów z potrójnym sercem
mocno sfatygowanym
znamy się na grach obywatelskich
na heroicznych kartach się znamy
a i biologię umiemy doić
snoba biust listkiem jasnym umaić
także ze słońcem kwiatów urokiem
umiemy igrać jak myszka z kotkiem
zgrabne trzy myszy chytre gryzonie
pod szklaną misę nieba wsadzone
jad zastrzyknięty w żyłach tęczuje
próba się kończy – czujesz? wciąż czuję
prawda aortą płynie jak w łódce
i ot! już kozła wywinie wkrótce
z tomu „Wiersze zebrane”, 1987
