Wypowiedzi
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy Klub Ojców
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy Centrum Rozwiązań Menedżerskich SA
-
Kochani. Dziękuje wszystkim, którzy zechcieli się wypowiedzieć w założonej przeze mnie grupie. Ale czas ją zamknąć. Powstała, jako wyraz sprzeciwu wobec niedemokratycznych prób powołania stowarzyszenia infobrokerów, ale także z olbrzymiej chęci uczestniczenia w budowie organizacji zrzeszających przedstawicieli nowego, bardzo potrzebnego zawodu. Nadal uważam, że infobrokerzy są w luksusowej sytuacji, kiedy nie ma prawdziwej konkurencji a jest olbrzymia potrzeba wspólnej edukacji społecznej w zakresie popularyzacji nowych usług. Ale trafiłem próżnie, ścianę, milczenie. Ci, którzy coś zrobili w stronę stowarzyszenia ( chwała im za to) potraktowali mnie jak wroga, który nie wiadomo, jakie ma niecne cele. Inni – jak to w naszym społeczeństwie – milczeli. Schyliłem głowę przed tymi, którzy „coś” zrobili, ale to nic nie dało. Oferowałem wiedzę, sprawność, zaangażowanie i dużo dobrych akuszerskich emocji. W zamian dostałem trojana, który poczynił niepowetowane szkody. To mnie nie złamało. Życzliwi podpowiadali mi prosty sposób jak prawie samemu założyć stowarzyszenie. Ale to byłoby fałszywe, fasadowe a ja się brzydzę takich rzeczy. 5 października zeszłego roku przyszedł na świat mój syn – Mieszko. Priorytety musiały ulec zmianie. Opiekuje się synem na tyle, że nie stać mnie czasowo na organizowanie stowarzyszenia. Póki co … Natomiast o ile przyzwoici ludzie się za to zabiorą a statut będzie demokratyczny – chętnie się zaangażuje, na tyle na ile będę mógł. Jedno jest pewne – bez określenia reguł zamiast wspólnego budowania rynku ( niezbędnego) trzeba będzie długie lata naprawiać, co zostanie zepsute przez plotkę, niewiarygodnych usługodawców, i niezadowolonych Klientów. Artur Kubanik
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy Givers Gain a programy UE
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy Wygraj z GoldenLine
-
Moderator 'Profeo" postawił grupę w stan likwidacji.Nieporadny właściciel grupy i jeszcze jedna jałowa osoba ochoczo temu przyklasneli...
Napisałem do członków grupy (tamtej) list.
Oto jego treść:
Szanowny infobrokerze lub sympatyku!
Po ludzku zwyczajnie martwi mnie sytuacja w polskim infobrokerstwie. Kolejna inicjatywa (grupa) upada. Podobno za dużo ich. Niech by było nawet i 10 ale jeżeli są nieaktywne – no to rzeczywiście nie ma sensu. Ale dlaczego tak się dzieje? Dlaczego ludzie są nieaktywni a tacy jak ja – którzy chcą zrobić coś dla wspólnego dobra – są torpedowani. Najłatwiej to wychodzi na forum Infobrokerów – pustki, brak postów, te które są świadczą o indolencji ( przesuwanie terminu wlanego zgromadzenia). Robie wpis opisujący cała sytuację z deklaracją, że chce pomóc. MAM WOLĘ, ENTUZjazm, DOŚWIADCZENIA, UMIEJĘTNOŚCI i …. wartość bezcenną – czas. I co się dzieje? Nikt nie wyciąga do mnie ręki, nawet nikt nie polemizuje ze mną! Po prostu mój post się WYCINA!
To niezbyt eleganckie ale musze siebie zacytować w związku z ta kastracją:
< Pryncypia, ale też realia…>
Kiedy parę miesięcy temu pojawił się Kubanik i zaczął pisać o powołaniu Stowarzyszenia Infobrokerów w Polsce rozpętała się burza. A kto ja? A jaki mam dorobek? A dlaczego nie szanuje dotychczasowych inicjatyw? Dlaczego podważam to, co już zostało zrobione (np. propozycja statutu). Burza ta jednak okazała się falowaniem w szklance wody pośród bezmiaru wód polskiej nie-aktywności społecznej.
Poprosiłem o spotkanie z jedną z liderek infobrokerstwa, żeby wyjaśnić, co i jak. Odejść od kąsania, szarpania nogawek poprzez zgryźliwe komentarzyki a przejść do tego, co możemy RAZEM. Zostałem przyjęty aż przez 3 panie (taki stosunek mi odpowiada). Spotkanie było w połowie lipca i na nim się dowiedziałem, że właśnie minął termin zgłaszania uwag do statutu. Jakby specjalnie, żebym nie mógł się wypowiedzieć… Teraz po wielu tygodniach od tego spotkania zatarły mi się wszystkie szczegóły, zostało wrażenie, jakie rzeczy nas dzieliły. Paradoksalnie ja człowiek 50+, skażony komunizmem i PRL-em wyrastałem na wielkiego demokratę i liberała, który chce organizacji (Infobrokerów) otwartej, demokratycznej. Po drugiej stronie miałem panie 20+ (nieudolny komplement), które chciały stowarzyszenia zamkniętego, towarzystwa wzajemnej adoracji, organizacji zamkniętej przed jakimiś studencikami, którzy ośmielają się coś mówić o infobrokerstwie i nawet brać jakieś zlecenia. Przyznaje się, że psychicznie poległem, kiedy powiedziałem, że napiszę o tym spotkaniu w swoich forach, bo jestem to winien ludziom, którzy mi ZAUFALI i dopisali się do swoich grup. Wtedy usłyszałem od Liderki, że ona chciałaby to „sprawozdanie” przeczytać przed opublikowaniem w necie. RATUNKU!
To ja ze szwagrem (Mleczko) walczyłem z upiorami sytemu qwazi totalitarnego, a tutaj osoba, która co najmniej 2/3 życia spędziła w tz. wolnej Polsce, chce być moim CENZOREM.
Całkiem się jednak nie załamałem tylko po powrocie do domu zacząłem pracować nad statutem Infobrokerów. Zaproponowany projekt raził mnie niesłychanie. Od razu napiszę, że czepialskość nie jest moją cechą charakteru, bo np. w powołanej niedawno „bratniej’ Izbie coachingu w statucie nie znalazłem żadnych punktów, z którymi jako demokrata i liberał nie mógłbym się zgodzić (polecam lekturę). Uwagi do statutu napisałem, rozesłałem do wszystkich uczestników krakowskiego spotkania klęski w czerwcu br. i…. nic. Dostałem dwie kulturalne odpowiedzi, że dziękują za przesłanie dokumentu, reszta nawet nie zaszczyciła mnie listelem. W swoim materiale pisałem, że mogę jeszcze popracować nad statutem, ale muszę wiedzieć czy to ma sens ( czy będzie brane pod uwagę). Tak, więc to milczenie jest odpowiedzią, że żadna myśl statutowa, jeżeli nie pochodzi z Krakowa lub Gdańska nie ma szans u ludzi, którzy nieudolnie zabrali się za powoływanie Stowarzyszenia…
Postanowiłem wstrzymać się z wszelkimi dalszymi działaniami, bo znienawidziłbym etykietkę „rozbijaki”, którą zapewne by mi przyklejono. Stowarzyszenie jeszcze nie powstało a tu proszę; „odkrywca ameryki” (ksywa przypisana mi przez Polską Gwiazdę Infobrokerstwa, przy okazji Panie Stencal nie nazywam się Kubaniak) jątrzy, powołuje konkurencje, i Bóg wie, jakie jeszcze niecne czyny mogłyby być mi przypisane.
Termin kolejnego spotkania założycielskiego (stowarzyszenia) był wyznaczony na 4 września. Nie doczekałem się (oczywiście?) zaproszenia. Z forum Infobrokerów dowiedziałem się, że wyznaczane są kolejne terminy i miejsca, a następnie odraczane. Dlaczego tak się dzieje? Nie jestem godny, żeby mieć informacje na ten temat – więc może sami zapytajcie.
Od początku uważałem idee powołania Stowarzyszenia Infobrokerów za wspaniałą. Mój idealizm pchał do mojej głowy myśli o koleżeńskiej grupie zawodowej mającej jeden cel – rozwój i dobre imię branży. Od początku cieszyłem się z tego, że są warunki, żeby stworzyć prężną grupę zawodową, która wiele dobrego w niesie do polskiej rzeczywistości. A te warunki wg mnie polegają na tym, że póki co trudno mówić o konkurencji w tej branży (miejsca starczy dla wszystkich) natomiast można i trzeba i to nie tylko mówić o BUDOWIE TEGO RYNKU. Człowiek wiele wieków NIE WIEDZIAŁ, że z czegoś może korzystać, bo takiego produktu NIE BYŁO. Nie było koła, czcionek, roweru, samochodu, samolotu czy lodówki. Tak samo jest w Polsce ( również na świecie) z Infobrokeringiem. Ludzie nie wiedzą, że mogliby korzystać z takich usług i to zarówno na poziomie pojedynczego, prywatnego człowieka jak
i zarządu olbrzymiej korporacji. Właściwie wiec, tych, którym miła jest idea rozwoju branży infobrokerstwa WSZYSTKO ŁĄCZY. A jednak nie…o czym świadczą reakcje na „moje odkrycie ameryki” i publiczne pojawienie się przy sprawach Stowarzyszenia in spe.
Mamy więc sytuację taką: ja czuje się przystopowany; powtarzam nie chciałbym dostać łatki rozbijaki.
Ludzie, którzy zabrali się za stworzenie Stowarzyszenia dalej grzęzną w niemożności.
PYTAM, WIĘC CO ROBIĆ?
Od razu mówię; nie kieruje się osobistą ambicją. Nie marzy mi się funkcja prezesa, bo są zapewne godniejsi ode mnie. Nie należę do AIIP, nie mam „papierów” infobroker, nie mam zgody swoich klientów na „pochwalenie”, co dla nich robiłem. Natomiast bez zakłamania i fałszywej skromności, napiszę, ż interesuje mnie rola – nazwijmy to – dyrektora zarządzającego Stowarzyszeniem. Czyli szefa aparatu wykonawczego dla demokratycznie wybranych władz stowarzyszenia, w tym zarządu. Ci, którzy naprawdę zajmują się infobrokerstwem nie porzucą swoich biznesów. Ja jestem akurat w takim momencie życia zawodowego, że mogę się w Stowarzyszenie Infobrokerów zaangażować w pełni. Tworzyłem już organizacje samorządowej dużej grupy zawodowej od zera – mam wiec doświadczenia. Prawie dekadę pracowałem w gospodarce – znam realia zarówno dużych, ogólnokrajowych firm jak
i średnich biznesów. Tyle tylko, że musielibyśmy się zgodzić, co do pryncypiów (np. statutu)
i musiałbym wiedzieć, że będę się cieszył wsparciem całego środowiska. Jestem elastyczny; wszystkie tematy mogą podlegać dyskusji. Ale trzeba dyskutować a nie gryźć się po kostkach.
Jestem szansą dla Stowarzyszenia, stowarzyszenie jest szansą dla mnie.
Nie udało się w czerwcu w Krakowie, nie udało się we wrześniu
w Warszawie.
Ja proponuje, że uda się na początku grudnia w …Tarnowie. Miasto prawie w centralnej Polsce, tranzytowe. A ja zajmę się całą sprawą organizacyjną i częściowo merytoryczną. Co Państwo na to?
Bardzo Cię proszę o wypowiedz: Jesteś ze mną? Mam zacząć działać? Czy mam sobie dać spokój?
Milczenie będzie zabójcze dla mnie – więc proszę nie rób mi tego.
Proszę też o przesłanie swoich namiarów: moje: skype: artur.kubanik, GG:4496172
infobroker.kubanik@gmail.com, +48 661866027
Artur Kubanik
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy Psychologia Perswazji
-
Bardzo chętnie zapoznam się z tym narzędziem. Coś takiego na pewno bardzo jest potrzebne. Czy oprócz informacji które znajdę na stronach ( m.in. http://www.intraout.pl) masz do przekazania jeszcze jakieś ważne informacje w tej dziedzinie?
-
W innym wątku odpowiedział mi Tadeusz. Pozwalam sobie Was poinformować o tym, ponieważ Tadeusz przytoczył pracę niekwestionowanego autorytetu polskiego infobrokeringu dr Tadeusza Wojewódzkiego. Nie widzę żeby Pan Doktor publicznie zabierał głos w sprawach mającego powstać Stowarzyszenia. Myślę, ż eto jeden z powodów błądzenia…
Tadeusz OrlenkoTworzenie rynku
PROSUMENTA - w
oparciu o
Network TwentyOne e-alliance
Witaj Artur
Dziękuję za biuletyn.
- Nie znam całego zamieszania wokół sprawy i burzy, jaka rozpętała się wokół Stowarzyszenia Infobrokerów w Polsce, ale tak jak Ci już wcześniej wspominałem, będę wspierał każde Twoje działania i ludzi, którzy chcą cokolwiek zmienić w naszym pięknym kraju.
- Myślę, że uda Ci się na początku grudnia w …Tarnowie pogodzić interesy Stowarzyszenia Infobrokerów w Polsce, czego z całego serca życzę Tobie i nam wszystkim klientom powodzenia.
Pozdrawiam
Tadeusz :)
Co to jest infobrokerstwo?
Napisał dr Tadeusz Wojewódzki Monday, 14 November 2005
Infobrokerstwo - to interdyscyplinarna dziedzina wiedzy, na którą składają się teoretyczne i praktyczne doświadczenia związane z autoryzacją, pozyskiwaniem oraz udostępnianiem informacji oraz wiedzy (I/W), w warunkach gwałtownego rozwoju technologii teleinformatycznych, a szczególnie internetu.
Infobrokerstwo – obejmuje interdyscyplinarną wiedzę z zakresu nauk humanistycznych, zwłaszcza bibliotekoznawstwa, metodologii nauk, naukoznawstwa, prakseologii, historii nauki, socjologii, psychologii, filozofii, komunikacji społecznej, zarządzania wiedzą, itd., jak i nauk przyrodniczych oraz technicznych -szczególnie informatyki.
Infobrokerstwo - jako wiedza- obejmuje wszystkie te dyscypliny naukowe, które zajmują się danymi, informacją, wiedzą. W specyficznym dla siebie, interdyscyplinarnym podejściu traktuje przedmiot swojego zainteresowania możliwie jak najbardziej wszechstronnie, odpowiadając na pytania o poznawcze oraz praktyczne uwarunkowania procesów technologii treści.
Infobrokerstwo - odpowiada ponadto na pytania o skuteczne metody pozyskiwania treści istotnych dla odbiorcy; o jej cechy metodologiczne, naukoznawcze, prakseologiczne oraz procedury związane z technologią treści- istotne z punktu widzenia organizacji, a przede wszystkim określonych typów stanowisk pracy.
Infobrokerstwo jest ponadto wiedzą o procesach związanych z obecnością treści w organizacji. Łączy się to często -z jednej strony- z problematyką wiedzy ukrytej, optymalizowaniem zasobów wiedzy pracowniczej, stymulowaniem procedur wsparcia stanowisk pracy adekwatna technologią treści, konieczną do prawidłowego ich funkcjonowania, a z drugiej strony- z problematyką jakości (ISO), pracą zespołów projektowych (PRINCE2, PMI itp.), problematyką optymalizacji procesów edukacyjnych, dotyczących indywidualnych uwarunkowań stanowisk pracy, działaniami na rzecz koncentracji uwagi pracownika- jako wartości czy atmosfery w środowisku pracy.
Infobrokerstwo - jako kierunek studiów- przygotowuje specjalistów dysponujących wiedzą oraz umiejętnościami niezbędnymi do aktywnego udziału we wszelkich procesach związanych z technologią treści, pozostających w bezpośrednim związku z efektywnością pracy organizacji. Istotnym elementem studiów infobrokerskich jest praca w zespołach projektowych. Adepci tego kierunku studiów posiadają zagwarantowany stały dostęp do wspólnej bazy treści- pomocnej w realizacji bieżących zadań infobrokerskich. Dzięki temu są oni w stanie zapewniać wspieranie np.:
- procesom aplikacyjnym o fundusze unijne,
- liderom organizacji w wewnętrznych i zewnętrznych zadaniach harmonogramu dnia;
- procesom jakości;
- kreowaniu i realizacji indywidualnych ścieżek kariery;
- monitorowaniu i realizacji stanowiskowych potrzeb w zakresie I/W itd.
Cechą wyróżniającą ten obszar wiedzy jest fakt, że stanowi ona składową tzw. kapitału intelektualnego (nazywanego zasobami ludzkimi). Kapitał intelektualny w nowoczesnym społeczeństwie -Społeczeństwie Informacyjnym- (inaczej: Społeczeństwie Wiedzy) postrzegany jest jako decydujący o wartości organizacji, o jej rynkowej pozycji, szansach rozwojowych, perspektywach.
Z metodologicznego i naukoznawczego punktu widzenia Infobrokerstwo Systemowe postrzegane jest przeze mnie jako wiedza analogiczna do metodyk pracy zespołów projektowych typu np. PRINCE2, a nie jako odrębna dyscyplina naukowa.
Z punktu widzenia nowoczesnej organizacji Infobrokerstwo Systemowe postrzegane być winno jako jeden z podstawowych modułów edukacji pracowniczej, wspierający procesy związane z technologią treści, od których zależy bezwględnie skuteczność organizacji w dobie społeczeństwa informacyjnego.
-
W innej grupie zaczepiła mnie Ewa. Pozwalam sobie Was poinformować o tym, ponieważ chce żebyście wiedzieli O CO MI CHODZI. (art.)
Ewa Miller
analityk
‘Jesteś pewien, że na infobrokerstwie można zarobić miliony, Arturze - czy tylko wklejasz swoje żale wszędzie, jak leci? :-) ‘
Moja odpowiedź:
Ewo;
na WSZYSTKIM MOŻNA ZAROBIĆ MILIONY : na ziemniakach, dropsach, soli i infobrokerstwie.
Na wszystkim można też stracić, albo po prostu nie zyskać.
Na infobrokerstwie w Polsce stracić nie można. Można nie zyskać, albo zyskać ale nie od razu. I o to właśnie walczę: żeby jak najwcześniej zacząć zyskiwać. Nie ja - Artur Kubanik - ale całe środowisko obecnych i przyszłych infobrokerów a przede wszystkim ich Klientów. Może jestem idealistą, twierdząc, że mamy wspaniałą sytuację kiedy MOŻNA I TRZEBA zapomnieć o konkurencji i zabrać się za WSPÓLNĄ budowę rynku. Może jestem głupim idealistą, twierdząc, że osoby mieniące się infobrokerami na pewno nie mają takich zgubnych myśli, że w swoich tajemnych komnatach pozyskali przepis na przerabianie ołowiu na złoto i przede wszystkim trzeba strzec tajemnicy tej alchemii. W ten sposób na infobrokerstwie w Polsce będzie można zarabiać za 10, 15 20 lat... A dlaczego mnie to tak obchodzi? Otóż moje pokolenie zna smak braku demokracji i wolności. To już mamy. Teraz jest kwestia urządzenia tej demokracji. I uważam, że jak każdy ma swojego lekarza, dentystę czy niektórzy księdza tak tez powinien mieć "swojego" infobrokera, albo raczej swoich infobrokerów. Żeby nie zgubić się w tej demokracji i wolności. O ile oczywiście ktoś nie chce się gubić.
Wiec Ewo - nie wylewam swych żali - ja WALCZĘ! :)
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy Psychologia biznesu.
-
Pryncypia, ale też realia…
Kiedy parę miesięcy temu pojawił się Kubanik i zaczął pisać
o powołaniu Stowarzyszenia Infobrokerów w Polsce rozpętała się burza. A kto ja? A jaki mam dorobek? A dlaczego nie szanuje dotychczasowych inicjatyw? Dlaczego podważam to, co już zostało zrobione (np. propozycja statutu). Burza ta jednak okazała się falowaniem w szklance wody pośród bezmiaru wód polskiej nie-aktywności społecznej.
Poprosiłem o spotkanie z jedną z liderek infobrokerstwa, żeby wyjaśnić, co i jak. Odejść od kąsania, szarpania nogawek poprzez zgryźliwe komentarzyki a przejść do tego, co możemy RAZEM. Zostałem przyjęty aż przez 3 panie (taki stosunek mi odpowiada). Spotkanie było w połowie lipca i na nim się dowiedziałem, że właśnie minął termin zgłaszania uwag do statutu. Jakby specjalnie, żebym nie mógł się wypowiedzieć… Teraz po wielu tygodniach od tego spotkania zatarły mi się wszystkie szczegóły, zostało wrażenie, jakie rzeczy nas dzieliły. Paradoksalnie ja człowiek 50+, skażony komunizmem i PRL-em wyrastałem na wielkiego demokratę i liberała, który chce organizacji (Infobrokerów) otwartej, demokratycznej. Po drugiej stronie miałem panie 20+ (nieudolny komplement), które chciały stowarzyszenia zamkniętego, towarzystwa wzajemnej adoracji, organizacji zamkniętej przed jakimiś studencikami, którzy ośmielają się coś mówić o infobrokerstwie i nawet brać jakieś zlecenia. Przyznaje się, że psychicznie poległem, kiedy powiedziałem, że napiszę o tym spotkaniu w swoich forach, bo jestem to winien ludziom, którzy mi ZAUFALI i dopisali się do swoich grup. Wtedy usłyszałem od Liderki, że ona chciałaby to „sprawozdanie” przeczytać przed opublikowaniem w necie. RATUNKU!
To ja ze szwagrem (Mleczko) walczyłem z upiorami sytemu qwazi totalitarnemu, a tutaj osoba, która co najmniej 2/3 życia spędziła w tz. wolnej Polsce, chce być moim CENZOREM.
Całkiem się jednak nie załamałem tylko po powrocie do domu zacząłem pracować nad statutem Infobrokerów. Zaproponowany projekt raził mnie niesłychanie. Od razu napiszę, że czepialskość nie jest moją cechą charakteru, bo np. w powołanej niedawno „bratniej’ Izbie coachingu w statucie nie znalazłem żadnych punktów, z którymi jako demokrata i liberał nie mógłbym się zgodzić (polecam lekturę). Uwagi do statutu napisałem, rozesłałem do wszystkich uczestników krakowskiego spotkania klęski w czerwcu br. i…. nic. Dostałem dwie kulturalne odpowiedzi, że dziękują za przesłanie dokumentu, reszta nawet nie zaszczyciła mnie listelem. W swoim materiale pisałem, że mogę jeszcze popracować nad statutem, ale muszę wiedzieć czy to ma sens ( czy będzie brane pod uwagę). Tak, więc to milczenie jest odpowiedzią, że żadna myśl statutowa, jeżeli nie pochodzi z Krakowa lub Gdańska nie ma szans u ludzi, którzy nieudolnie zabrali się za powoływanie Stowarzyszenia…
Postanowiłem wstrzymać się z wszelkimi dalszymi działaniami, bo znienawidziłbym etykietkę „rozbijaki”, którą zapewne by mi przyklejono. Stowarzyszenie jeszcze nie powstało a tu proszę; „odkrywca ameryki” (ksywa przypisana mi przez Polską Gwiazdę Infobrokerstwa, przy okazji Panie Stencal nie nazywam się Kubaniak) jątrzy, powołuje konkurencje, i Bóg wie, jakie jeszcze niecne czyny mogłyby być mi przypisane.
Termin kolejnego spotkania założycielskiego (stowarzyszenia) był wyznaczony na 4 września. Nie doczekałem się (oczywiście?) zaproszenia. Z forum Infobrokerów dowiedziałem się, że wyznaczane są kolejne terminy i miejsca, a następnie odraczane. Dlaczego tak się dzieje? Nie jestem godny, żeby mieć informacje na ten temat – więc może sami zapytajcie.
Od początku uważałem idee powołania Stowarzyszenia Infobrokerów za wspaniałą. Mój idealizm pchał do mojej głowy myśli o koleżeńskiej grupie zawodowej mającej jeden cel – rozwój i dobre imię branży. Od początku cieszyłem się z tego, że są warunki, żeby stworzyć prężną grupę zawodową, która wiele dobrego w niesie do polskiej rzeczywistości. A te warunki wg mnie polegają na tym, że póki co trudno mówić o konkurencji w tej branży (miejsca starczy dla wszystkich) natomiast można i trzeba i to nie tylko mówić o BUDOWIE TEGO RYNKU. Człowiek wiele wieków NIE WIEDZIAŁ, że z czegoś może korzystać, bo takiego produktu NIE BYŁO. Nie było koła, czcionek, roweru, samochodu, samolotu czy lodówki. Tak samo jest w Polsce ( również na świecie) z Infobrokeringiem. Ludzie nie wiedzą, że mogliby korzystać z takich usług i to zarówno na poziomie pojedynczego, prywatnego człowieka jak
i zarządu olbrzymiej korporacji. Właściwie wiec, tych, którym miła jest idea rozwoju branży infobrokerstwa WSZYSTKO ŁĄCZY. A jednak nie…o czym świadczą reakcje na „moje odkrycie ameryki” i publiczne pojawienie się przy sprawach Stowarzyszenia in spe.
Mamy więc sytuację taką: ja czuje się przystopowany; powtarzam nie chciałbym dostać łatki rozbijaki.
Ludzie, którzy zabrali się za stworzenie Stowarzyszenia dalej grzęzną w niemożności.
PYTAM, WIĘC CO ROBIĆ?
Od razu mówię; nie kieruje się osobistą ambicją. Nie marzy mi się funkcja prezesa, bo są zapewne godniejsi ode mnie. Nie należę do AIIP, nie mam „papierów” infobroker, nie mam zgody swoich klientów na „pochwalenie”, co dla nich robiłem. Natomiast bez zakłamania i fałszywej skromności, napiszę, ż interesuje mnie rola – nazwijmy to – dyrektora zarządzającego Stowarzyszeniem. Czyli szefa aparatu wykonawczego dla demokratycznie wybranych władz stowarzyszenia, w tym zarządu. Ci, którzy naprawdę zajmują się infobrokerstwem nie porzucą swoich biznesów. Ja jestem akurat w takim momencie życia zawodowego, że mogę się w Stowarzyszenie Infobrokerów zaangażować w pełni. Tworzyłem już organizacje samorządowej dużej grupy zawodowej od zera – mam wiec doświadczenia. Prawie dekadę pracowałem w gospodarce – znam realia zarówno dużych, ogólnokrajowych firm jak
i średnich biznesów. Tyle tylko, że musielibyśmy się zgodzić, co do pryncypiów (np. statutu)
i musiałbym wiedzieć, że będę się cieszył wsparciem całego środowiska. Jestem elastyczny; wszystkie tematy mogą podlegać dyskusji. Ale trzeba dyskutować a nie gryźć się po kostkach.
Jestem szansą dla Stowarzyszenia, stowarzyszenie jest szansą dla mnie.
Nie udało się w czerwcu w Krakowie, nie udało się we wrześniu
w Warszawie.
Ja proponuje, że uda się na początku grudnia w …Tarnowie. Miasto prawie w centralnej Polsce, tranzytowe. A ja zajmę się całą sprawą organizacyjną i częściowo merytoryczną. Co Państwo na to?
Artur Kubanik
Zapraszam do grupy Cyberian. Stowarzyszenie Infobrokerów w Polsce
-
Pryncypia, ale też realia…
Kiedy parę miesięcy temu pojawił się Kubanik i zaczął pisać
o powołaniu Stowarzyszenia Infobrokerów w Polsce rozpętała się burza. A kto ja? A jaki mam dorobek? A dlaczego nie szanuje dotychczasowych inicjatyw? Dlaczego podważam to, co już zostało zrobione (np. propozycja statutu). Burza ta jednak okazała się falowaniem w szklance wody pośród bezmiaru wód polskiej nie-aktywności społecznej.
Poprosiłem o spotkanie z jedną z liderek infobrokerstwa, żeby wyjaśnić, co i jak. Odejść od kąsania, szarpania nogawek poprzez zgryźliwe komentarzyki a przejść do tego, co możemy RAZEM. Zostałem przyjęty aż przez 3 panie (taki stosunek mi odpowiada). Spotkanie było w połowie lipca i na nim się dowiedziałem, że właśnie minął termin zgłaszania uwag do statutu. Jakby specjalnie, żebym nie mógł się wypowiedzieć… Teraz po wielu tygodniach od tego spotkania zatarły mi się wszystkie szczegóły, zostało wrażenie, jakie rzeczy nas dzieliły. Paradoksalnie ja człowiek 50+, skażony komunizmem i PRL-em wyrastałem na wielkiego demokratę i liberała, który chce organizacji (Infobrokerów) otwartej, demokratycznej. Po drugiej stronie miałem panie 20+ (nieudolny komplement), które chciały stowarzyszenia zamkniętego, towarzystwa wzajemnej adoracji, organizacji zamkniętej przed jakimiś studencikami, którzy ośmielają się coś mówić o infobrokerstwie i nawet brać jakieś zlecenia. Przyznaje się, że psychicznie poległem, kiedy powiedziałem, że napiszę o tym spotkaniu w swoich forach, bo jestem to winien ludziom, którzy mi ZAUFALI i dopisali się do swoich grup. Wtedy usłyszałem od Liderki, że ona chciałaby to „sprawozdanie” przeczytać przed opublikowaniem w necie. RATUNKU!
To ja ze szwagrem (Mleczko) walczyłem z upiorami sytemu qwazi totalitarnemu, a tutaj osoba, która co najmniej 2/3 życia spędziła w tz. wolnej Polsce, chce być moim CENZOREM.
Całkiem się jednak nie załamałem tylko po powrocie do domu zacząłem pracować nad statutem Infobrokerów. Zaproponowany projekt raził mnie niesłychanie. Od razu napiszę, że czepialskość nie jest moją cechą charakteru, bo np. w powołanej niedawno „bratniej’ Izbie coachingu w statucie nie znalazłem żadnych punktów, z którymi jako demokrata i liberał nie mógłbym się zgodzić (polecam lekturę). Uwagi do statutu napisałem, rozesłałem do wszystkich uczestników krakowskiego spotkania klęski w czerwcu br. i…. nic. Dostałem dwie kulturalne odpowiedzi, że dziękują za przesłanie dokumentu, reszta nawet nie zaszczyciła mnie listelem. W swoim materiale pisałem, że mogę jeszcze popracować nad statutem, ale muszę wiedzieć czy to ma sens ( czy będzie brane pod uwagę). Tak, więc to milczenie jest odpowiedzią, że żadna myśl statutowa, jeżeli nie pochodzi z Krakowa lub Gdańska nie ma szans u ludzi, którzy nieudolnie zabrali się za powoływanie Stowarzyszenia…
Postanowiłem wstrzymać się z wszelkimi dalszymi działaniami, bo znienawidziłbym etykietkę „rozbijaki”, którą zapewne by mi przyklejono. Stowarzyszenie jeszcze nie powstało a tu proszę; „odkrywca ameryki” (ksywa przypisana mi przez Polską Gwiazdę Infobrokerstwa, przy okazji Panie Stencal nie nazywam się Kubaniak) jątrzy, powołuje konkurencje, i Bóg wie, jakie jeszcze niecne czyny mogłyby być mi przypisane.
Termin kolejnego spotkania założycielskiego (stowarzyszenia) był wyznaczony na 4 września. Nie doczekałem się (oczywiście?) zaproszenia. Z forum Infobrokerów dowiedziałem się, że wyznaczane są kolejne terminy i miejsca, a następnie odraczane. Dlaczego tak się dzieje? Nie jestem godny, żeby mieć informacje na ten temat – więc może sami zapytajcie.
Od początku uważałem idee powołania Stowarzyszenia Infobrokerów za wspaniałą. Mój idealizm pchał do mojej głowy myśli o koleżeńskiej grupie zawodowej mającej jeden cel – rozwój i dobre imię branży. Od początku cieszyłem się z tego, że są warunki, żeby stworzyć prężną grupę zawodową, która wiele dobrego w niesie do polskiej rzeczywistości. A te warunki wg mnie polegają na tym, że póki co trudno mówić o konkurencji w tej branży (miejsca starczy dla wszystkich) natomiast można i trzeba i to nie tylko mówić o BUDOWIE TEGO RYNKU. Człowiek wiele wieków NIE WIEDZIAŁ, że z czegoś może korzystać, bo takiego produktu NIE BYŁO. Nie było koła, czcionek, roweru, samochodu, samolotu czy lodówki. Tak samo jest w Polsce ( również na świecie) z Infobrokeringiem. Ludzie nie wiedzą, że mogliby korzystać z takich usług i to zarówno na poziomie pojedynczego, prywatnego człowieka jak
i zarządu olbrzymiej korporacji. Właściwie wiec, tych, którym miła jest idea rozwoju branży infobrokerstwa WSZYSTKO ŁĄCZY. A jednak nie…o czym świadczą reakcje na „moje odkrycie ameryki” i publiczne pojawienie się przy sprawach Stowarzyszenia in spe.
Mamy więc sytuację taką: ja czuje się przystopowany; powtarzam nie chciałbym dostać łatki rozbijaki.
Ludzie, którzy zabrali się za stworzenie Stowarzyszenia dalej grzęzną w niemożności.
PYTAM, WIĘC CO ROBIĆ?
Od razu mówię; nie kieruje się osobistą ambicją. Nie marzy mi się funkcja prezesa, bo są zapewne godniejsi ode mnie. Nie należę do AIIP, nie mam „papierów” infobroker, nie mam zgody swoich klientów na „pochwalenie”, co dla nich robiłem. Natomiast bez zakłamania i fałszywej skromności, napiszę, ż interesuje mnie rola – nazwijmy to – dyrektora zarządzającego Stowarzyszeniem. Czyli szefa aparatu wykonawczego dla demokratycznie wybranych władz stowarzyszenia, w tym zarządu. Ci, którzy naprawdę zajmują się infobrokerstwem nie porzucą swoich biznesów. Ja jestem akurat w takim momencie życia zawodowego, że mogę się w Stowarzyszenie Infobrokerów zaangażować w pełni. Tworzyłem już organizacje samorządowej dużej grupy zawodowej od zera – mam wiec doświadczenia. Prawie dekadę pracowałem w gospodarce – znam realia zarówno dużych, ogólnokrajowych firm jak
i średnich biznesów. Tyle tylko, że musielibyśmy się zgodzić, co do pryncypiów (np. statutu)
i musiałbym wiedzieć, że będę się cieszył wsparciem całego środowiska. Jestem elastyczny; wszystkie tematy mogą podlegać dyskusji. Ale trzeba dyskutować a nie gryźć się po kostkach.
Jestem szansą dla Stowarzyszenia, stowarzyszenie jest szansą dla mnie.
Nie udało się w czerwcu w Krakowie, nie udało się we wrześniu
w Warszawie.
Ja proponuje, że uda się na początku grudnia w …Tarnowie. Miasto prawie w centralnej Polsce, tranzytowe. A ja zajmę się całą sprawą organizacyjną i częściowo merytoryczną. Co Państwo na to?
Artur Kubanik
Zapraszam do grupy Cyberian. Stowarzyszenie Infobrokerów w Polsce
-
Pryncypia, ale też realia…
Kiedy parę miesięcy temu pojawił się Kubanik i zaczął pisać
o powołaniu Stowarzyszenia Infobrokerów w Polsce rozpętała się burza. A kto ja? A jaki mam dorobek? A dlaczego nie szanuje dotychczasowych inicjatyw? Dlaczego podważam to, co już zostało zrobione (np. propozycja statutu). Burza ta jednak okazała się falowaniem w szklance wody pośród bezmiaru wód polskiej nie-aktywności społecznej.
Poprosiłem o spotkanie z jedną z liderek infobrokerstwa, żeby wyjaśnić, co i jak. Odejść od kąsania, szarpania nogawek poprzez zgryźliwe komentarzyki a przejść do tego, co możemy RAZEM. Zostałem przyjęty aż przez 3 panie (taki stosunek mi odpowiada). Spotkanie było w połowie lipca i na nim się dowiedziałem, że właśnie minął termin zgłaszania uwag do statutu. Jakby specjalnie, żebym nie mógł się wypowiedzieć… Teraz po wielu tygodniach od tego spotkania zatarły mi się wszystkie szczegóły, zostało wrażenie, jakie rzeczy nas dzieliły. Paradoksalnie ja człowiek 50+, skażony komunizmem i PRL-em wyrastałem na wielkiego demokratę i liberała, który chce organizacji (Infobrokerów) otwartej, demokratycznej. Po drugiej stronie miałem panie 20+ (nieudolny komplement), które chciały stowarzyszenia zamkniętego, towarzystwa wzajemnej adoracji, organizacji zamkniętej przed jakimiś studencikami, którzy ośmielają się coś mówić o infobrokerstwie i nawet brać jakieś zlecenia. Przyznaje się, że psychicznie poległem, kiedy powiedziałem, że napiszę o tym spotkaniu w swoich forach, bo jestem to winien ludziom, którzy mi ZAUFALI i dopisali się do swoich grup. Wtedy usłyszałem od Liderki, że ona chciałaby to „sprawozdanie” przeczytać przed opublikowaniem w necie. RATUNKU!
To ja ze szwagrem (Mleczko) walczyłem z upiorami sytemu qwazi totalitarnemu, a tutaj osoba, która co najmniej 2/3 życia spędziła w tz. wolnej Polsce, chce być moim CENZOREM.
Całkiem się jednak nie załamałem tylko po powrocie do domu zacząłem pracować nad statutem Infobrokerów. Zaproponowany projekt raził mnie niesłychanie. Od razu napiszę, że czepialskość nie jest moją cechą charakteru, bo np. w powołanej niedawno „bratniej’ Izbie coachingu w statucie nie znalazłem żadnych punktów, z którymi jako demokrata i liberał nie mógłbym się zgodzić (polecam lekturę). Uwagi do statutu napisałem, rozesłałem do wszystkich uczestników krakowskiego spotkania klęski w czerwcu br. i…. nic. Dostałem dwie kulturalne odpowiedzi, że dziękują za przesłanie dokumentu, reszta nawet nie zaszczyciła mnie listelem. W swoim materiale pisałem, że mogę jeszcze popracować nad statutem, ale muszę wiedzieć czy to ma sens ( czy będzie brane pod uwagę). Tak, więc to milczenie jest odpowiedzią, że żadna myśl statutowa, jeżeli nie pochodzi z Krakowa lub Gdańska nie ma szans u ludzi, którzy nieudolnie zabrali się za powoływanie Stowarzyszenia…
Postanowiłem wstrzymać się z wszelkimi dalszymi działaniami, bo znienawidziłbym etykietkę „rozbijaki”, którą zapewne by mi przyklejono. Stowarzyszenie jeszcze nie powstało a tu proszę; „odkrywca ameryki” (ksywa przypisana mi przez Polską Gwiazdę Infobrokerstwa, przy okazji Panie Stencal nie nazywam się Kubaniak) jątrzy, powołuje konkurencje, i Bóg wie, jakie jeszcze niecne czyny mogłyby być mi przypisane.
Termin kolejnego spotkania założycielskiego (stowarzyszenia) był wyznaczony na 4 września. Nie doczekałem się (oczywiście?) zaproszenia. Z forum Infobrokerów dowiedziałem się, że wyznaczane są kolejne terminy i miejsca, a następnie odraczane. Dlaczego tak się dzieje? Nie jestem godny, żeby mieć informacje na ten temat – więc może sami zapytajcie.
Od początku uważałem idee powołania Stowarzyszenia Infobrokerów za wspaniałą. Mój idealizm pchał do mojej głowy myśli o koleżeńskiej grupie zawodowej mającej jeden cel – rozwój i dobre imię branży. Od początku cieszyłem się z tego, że są warunki, żeby stworzyć prężną grupę zawodową, która wiele dobrego w niesie do polskiej rzeczywistości. A te warunki wg mnie polegają na tym, że póki co trudno mówić o konkurencji w tej branży (miejsca starczy dla wszystkich) natomiast można i trzeba i to nie tylko mówić o BUDOWIE TEGO RYNKU. Człowiek wiele wieków NIE WIEDZIAŁ, że z czegoś może korzystać, bo takiego produktu NIE BYŁO. Nie było koła, czcionek, roweru, samochodu, samolotu czy lodówki. Tak samo jest w Polsce ( również na świecie) z Infobrokeringiem. Ludzie nie wiedzą, że mogliby korzystać z takich usług i to zarówno na poziomie pojedynczego, prywatnego człowieka jak
i zarządu olbrzymiej korporacji. Właściwie wiec, tych, którym miła jest idea rozwoju branży infobrokerstwa WSZYSTKO ŁĄCZY. A jednak nie…o czym świadczą reakcje na „moje odkrycie ameryki” i publiczne pojawienie się przy sprawach Stowarzyszenia in spe.
Mamy więc sytuację taką: ja czuje się przystopowany; powtarzam nie chciałbym dostać łatki rozbijaki.
Ludzie, którzy zabrali się za stworzenie Stowarzyszenia dalej grzęzną w niemożności.
PYTAM, WIĘC CO ROBIĆ?
Od razu mówię; nie kieruje się osobistą ambicją. Nie marzy mi się funkcja prezesa, bo są zapewne godniejsi ode mnie. Nie należę do AIIP, nie mam „papierów” infobroker, nie mam zgody swoich klientów na „pochwalenie”, co dla nich robiłem. Natomiast bez zakłamania i fałszywej skromności, napiszę, ż interesuje mnie rola – nazwijmy to – dyrektora zarządzającego Stowarzyszeniem. Czyli szefa aparatu wykonawczego dla demokratycznie wybranych władz stowarzyszenia, w tym zarządu. Ci, którzy naprawdę zajmują się infobrokerstwem nie porzucą swoich biznesów. Ja jestem akurat w takim momencie życia zawodowego, że mogę się w Stowarzyszenie Infobrokerów zaangażować w pełni. Tworzyłem już organizacje samorządowej dużej grupy zawodowej od zera – mam wiec doświadczenia. Prawie dekadę pracowałem w gospodarce – znam realia zarówno dużych, ogólnokrajowych firm jak
i średnich biznesów. Tyle tylko, że musielibyśmy się zgodzić, co do pryncypiów (np. statutu)
i musiałbym wiedzieć, że będę się cieszył wsparciem całego środowiska. Jestem elastyczny; wszystkie tematy mogą podlegać dyskusji. Ale trzeba dyskutować a nie gryźć się po kostkach.
Jestem szansą dla Stowarzyszenia, stowarzyszenie jest szansą dla mnie.
Nie udało się w czerwcu w Krakowie, nie udało się we wrześniu
w Warszawie.
Ja proponuje, że uda się na początku grudnia w …Tarnowie. Miasto prawie w centralnej Polsce, tranzytowe. A ja zajmę się całą sprawą organizacyjną i częściowo merytoryczną. Co Państwo na to?
Artur Kubanik
Zapraszam do grupy Cyberian. Stowarzyszenie Infobrokerów w Polsce
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy Praca w mediach
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy b2b BUSINESS OFFSHORE
-
Pryncypia, ale też realia…
Kiedy parę miesięcy temu pojawił się Kubanik i zaczął pisać
o powołaniu Stowarzyszenia Infobrokerów w Polsce rozpętała się burza. A kto ja? A jaki mam dorobek? A dlaczego nie szanuje dotychczasowych inicjatyw? Dlaczego podważam to, co już zostało zrobione (np. propozycja statutu). Burza ta jednak okazała się falowaniem w szklance wody pośród bezmiaru wód polskiej nie-aktywności społecznej.
Poprosiłem o spotkanie z jedną z liderek infobrokerstwa, żeby wyjaśnić, co i jak. Odejść od kąsania, szarpania nogawek poprzez zgryźliwe komentarzyki a przejść do tego, co możemy RAZEM. Zostałem przyjęty aż przez 3 panie (taki stosunek mi odpowiada). Spotkanie było w połowie lipca i na nim się dowiedziałem, że właśnie minął termin zgłaszania uwag do statutu. Jakby specjalnie, żebym nie mógł się wypowiedzieć… Teraz po wielu tygodniach od tego spotkania zatarły mi się wszystkie szczegóły, zostało wrażenie, jakie rzeczy nas dzieliły. Paradoksalnie ja człowiek 50+, skażony komunizmem i PRL-em wyrastałem na wielkiego demokratę i liberała, który chce organizacji (Infobrokerów) otwartej, demokratycznej. Po drugiej stronie miałem panie 20+ (nieudolny komplement), które chciały stowarzyszenia zamkniętego, towarzystwa wzajemnej adoracji, organizacji zamkniętej przed jakimiś studencikami, którzy ośmielają się coś mówić o infobrokerstwie i nawet brać jakieś zlecenia. Przyznaje się, że psychicznie poległem, kiedy powiedziałem, że napiszę o tym spotkaniu w swoich forach, bo jestem to winien ludziom, którzy mi ZAUFALI i dopisali się do swoich grup. Wtedy usłyszałem od Liderki, że ona chciałaby to „sprawozdanie” przeczytać przed opublikowaniem w necie. RATUNKU!
To ja ze szwagrem (Mleczko) walczyłem z upiorami sytemu qwazi totalitarnemu, a tutaj osoba, która co najmniej 2/3 życia spędziła w tz. wolnej Polsce, chce być moim CENZOREM.
Całkiem się jednak nie załamałem tylko po powrocie do domu zacząłem pracować nad statutem Infobrokerów. Zaproponowany projekt raził mnie niesłychanie. Od razu napiszę, że czepialskość nie jest moją cechą charakteru, bo np. w powołanej niedawno „bratniej’ Izbie coachingu w statucie nie znalazłem żadnych punktów, z którymi jako demokrata i liberał nie mógłbym się zgodzić (polecam lekturę). Uwagi do statutu napisałem, rozesłałem do wszystkich uczestników krakowskiego spotkania klęski w czerwcu br. i…. nic. Dostałem dwie kulturalne odpowiedzi, że dziękują za przesłanie dokumentu, reszta nawet nie zaszczyciła mnie listelem. W swoim materiale pisałem, że mogę jeszcze popracować nad statutem, ale muszę wiedzieć czy to ma sens ( czy będzie brane pod uwagę). Tak, więc to milczenie jest odpowiedzią, że żadna myśl statutowa, jeżeli nie pochodzi z Krakowa lub Gdańska nie ma szans u ludzi, którzy nieudolnie zabrali się za powoływanie Stowarzyszenia…
Postanowiłem wstrzymać się z wszelkimi dalszymi działaniami, bo znienawidziłbym etykietkę „rozbijaki”, którą zapewne by mi przyklejono. Stowarzyszenie jeszcze nie powstało a tu proszę; „odkrywca ameryki” (ksywa przypisana mi przez Polską Gwiazdę Infobrokerstwa, przy okazji Panie Stencal nie nazywam się Kubaniak) jątrzy, powołuje konkurencje, i Bóg wie, jakie jeszcze niecne czyny mogłyby być mi przypisane.
Termin kolejnego spotkania założycielskiego (stowarzyszenia) był wyznaczony na 4 września. Nie doczekałem się (oczywiście?) zaproszenia. Z forum Infobrokerów dowiedziałem się, że wyznaczane są kolejne terminy i miejsca, a następnie odraczane. Dlaczego tak się dzieje? Nie jestem godny, żeby mieć informacje na ten temat – więc może sami zapytajcie.
Od początku uważałem idee powołania Stowarzyszenia Infobrokerów za wspaniałą. Mój idealizm pchał do mojej głowy myśli o koleżeńskiej grupie zawodowej mającej jeden cel – rozwój i dobre imię branży. Od początku cieszyłem się z tego, że są warunki, żeby stworzyć prężną grupę zawodową, która wiele dobrego w niesie do polskiej rzeczywistości. A te warunki wg mnie polegają na tym, że póki co trudno mówić o konkurencji w tej branży (miejsca starczy dla wszystkich) natomiast można i trzeba i to nie tylko mówić o BUDOWIE TEGO RYNKU. Człowiek wiele wieków NIE WIEDZIAŁ, że z czegoś może korzystać, bo takiego produktu NIE BYŁO. Nie było koła, czcionek, roweru, samochodu, samolotu czy lodówki. Tak samo jest w Polsce ( również na świecie) z Infobrokeringiem. Ludzie nie wiedzą, że mogliby korzystać z takich usług i to zarówno na poziomie pojedynczego, prywatnego człowieka jak
i zarządu olbrzymiej korporacji. Właściwie wiec, tych, którym miła jest idea rozwoju branży infobrokerstwa WSZYSTKO ŁĄCZY. A jednak nie…o czym świadczą reakcje na „moje odkrycie ameryki” i publiczne pojawienie się przy sprawach Stowarzyszenia in spe.
Mamy więc sytuację taką: ja czuje się przystopowany; powtarzam nie chciałbym dostać łatki rozbijaki.
Ludzie, którzy zabrali się za stworzenie Stowarzyszenia dalej grzęzną w niemożności.
PYTAM, WIĘC CO ROBIĆ?
Od razu mówię; nie kieruje się osobistą ambicją. Nie marzy mi się funkcja prezesa, bo są zapewne godniejsi ode mnie. Nie należę do AIIP, nie mam „papierów” infobroker, nie mam zgody swoich klientów na „pochwalenie”, co dla nich robiłem. Natomiast bez zakłamania i fałszywej skromności, napiszę, ż interesuje mnie rola – nazwijmy to – dyrektora zarządzającego Stowarzyszeniem. Czyli szefa aparatu wykonawczego dla demokratycznie wybranych władz stowarzyszenia, w tym zarządu. Ci, którzy naprawdę zajmują się infobrokerstwem nie porzucą swoich biznesów. Ja jestem akurat w takim momencie życia zawodowego, że mogę się w Stowarzyszenie Infobrokerów zaangażować w pełni. Tworzyłem już organizacje samorządowej dużej grupy zawodowej od zera – mam wiec doświadczenia. Prawie dekadę pracowałem w gospodarce – znam realia zarówno dużych, ogólnokrajowych firm jak
i średnich biznesów. Tyle tylko, że musielibyśmy się zgodzić, co do pryncypiów (np. statutu)
i musiałbym wiedzieć, że będę się cieszył wsparciem całego środowiska. Jestem elastyczny; wszystkie tematy mogą podlegać dyskusji. Ale trzeba dyskutować a nie gryźć się po kostkach.
Jestem szansą dla Stowarzyszenia, stowarzyszenie jest szansą dla mnie.
Nie udało się w czerwcu w Krakowie, nie udało się we wrześniu
w Warszawie.
Ja proponuje, że uda się na początku grudnia w …Tarnowie. Miasto prawie w centralnej Polsce, tranzytowe. A ja zajmę się całą sprawą organizacyjną i częściowo merytoryczną. Co Państwo na to?
Artur Kubanik
Zapraszam do grupy Cyberian. Stowarzyszenie Infobrokerów w Polsce
-
Pryncypia, ale też realia…
Kiedy parę miesięcy temu pojawił się Kubanik i zaczął pisać
o powołaniu Stowarzyszenia Infobrokerów w Polsce rozpętała się burza. A kto ja? A jaki mam dorobek? A dlaczego nie szanuje dotychczasowych inicjatyw? Dlaczego podważam to, co już zostało zrobione (np. propozycja statutu). Burza ta jednak okazała się falowaniem w szklance wody pośród bezmiaru wód polskiej nie-aktywności społecznej.
Poprosiłem o spotkanie z jedną z liderek infobrokerstwa, żeby wyjaśnić, co i jak. Odejść od kąsania, szarpania nogawek poprzez zgryźliwe komentarzyki a przejść do tego, co możemy RAZEM. Zostałem przyjęty aż przez 3 panie (taki stosunek mi odpowiada). Spotkanie było w połowie lipca i na nim się dowiedziałem, że właśnie minął termin zgłaszania uwag do statutu. Jakby specjalnie, żebym nie mógł się wypowiedzieć… Teraz po wielu tygodniach od tego spotkania zatarły mi się wszystkie szczegóły, zostało wrażenie, jakie rzeczy nas dzieliły. Paradoksalnie ja człowiek 50+, skażony komunizmem i PRL-em wyrastałem na wielkiego demokratę i liberała, który chce organizacji (Infobrokerów) otwartej, demokratycznej. Po drugiej stronie miałem panie 20+ (nieudolny komplement), które chciały stowarzyszenia zamkniętego, towarzystwa wzajemnej adoracji, organizacji zamkniętej przed jakimiś studencikami, którzy ośmielają się coś mówić o infobrokerstwie i nawet brać jakieś zlecenia. Przyznaje się, że psychicznie poległem, kiedy powiedziałem, że napiszę o tym spotkaniu w swoich forach, bo jestem to winien ludziom, którzy mi ZAUFALI i dopisali się do swoich grup. Wtedy usłyszałem od Liderki, że ona chciałaby to „sprawozdanie” przeczytać przed opublikowaniem w necie. RATUNKU!
To ja ze szwagrem (Mleczko) walczyłem z upiorami sytemu qwazi totalitarnemu, a tutaj osoba, która co najmniej 2/3 życia spędziła w tz. wolnej Polsce, chce być moim CENZOREM.
Całkiem się jednak nie załamałem tylko po powrocie do domu zacząłem pracować nad statutem Infobrokerów. Zaproponowany projekt raził mnie niesłychanie. Od razu napiszę, że czepialskość nie jest moją cechą charakteru, bo np. w powołanej niedawno „bratniej’ Izbie coachingu w statucie nie znalazłem żadnych punktów, z którymi jako demokrata i liberał nie mógłbym się zgodzić (polecam lekturę). Uwagi do statutu napisałem, rozesłałem do wszystkich uczestników krakowskiego spotkania klęski w czerwcu br. i…. nic. Dostałem dwie kulturalne odpowiedzi, że dziękują za przesłanie dokumentu, reszta nawet nie zaszczyciła mnie listelem. W swoim materiale pisałem, że mogę jeszcze popracować nad statutem, ale muszę wiedzieć czy to ma sens ( czy będzie brane pod uwagę). Tak, więc to milczenie jest odpowiedzią, że żadna myśl statutowa, jeżeli nie pochodzi z Krakowa lub Gdańska nie ma szans u ludzi, którzy nieudolnie zabrali się za powoływanie Stowarzyszenia…
Postanowiłem wstrzymać się z wszelkimi dalszymi działaniami, bo znienawidziłbym etykietkę „rozbijaki”, którą zapewne by mi przyklejono. Stowarzyszenie jeszcze nie powstało a tu proszę; „odkrywca ameryki” (ksywa przypisana mi przez Polską Gwiazdę Infobrokerstwa, przy okazji Panie Stencal nie nazywam się Kubaniak) jątrzy, powołuje konkurencje, i Bóg wie, jakie jeszcze niecne czyny mogłyby być mi przypisane.
Termin kolejnego spotkania założycielskiego (stowarzyszenia) był wyznaczony na 4 września. Nie doczekałem się (oczywiście?) zaproszenia. Z forum Infobrokerów dowiedziałem się, że wyznaczane są kolejne terminy i miejsca, a następnie odraczane. Dlaczego tak się dzieje? Nie jestem godny, żeby mieć informacje na ten temat – więc może sami zapytajcie.
Od początku uważałem idee powołania Stowarzyszenia Infobrokerów za wspaniałą. Mój idealizm pchał do mojej głowy myśli o koleżeńskiej grupie zawodowej mającej jeden cel – rozwój i dobre imię branży. Od początku cieszyłem się z tego, że są warunki, żeby stworzyć prężną grupę zawodową, która wiele dobrego w niesie do polskiej rzeczywistości. A te warunki wg mnie polegają na tym, że póki co trudno mówić o konkurencji w tej branży (miejsca starczy dla wszystkich) natomiast można i trzeba i to nie tylko mówić o BUDOWIE TEGO RYNKU. Człowiek wiele wieków NIE WIEDZIAŁ, że z czegoś może korzystać, bo takiego produktu NIE BYŁO. Nie było koła, czcionek, roweru, samochodu, samolotu czy lodówki. Tak samo jest w Polsce ( również na świecie) z Infobrokeringiem. Ludzie nie wiedzą, że mogliby korzystać z takich usług i to zarówno na poziomie pojedynczego, prywatnego człowieka jak
i zarządu olbrzymiej korporacji. Właściwie wiec, tych, którym miła jest idea rozwoju branży infobrokerstwa WSZYSTKO ŁĄCZY. A jednak nie…o czym świadczą reakcje na „moje odkrycie ameryki” i publiczne pojawienie się przy sprawach Stowarzyszenia in spe.
Mamy więc sytuację taką: ja czuje się przystopowany; powtarzam nie chciałbym dostać łatki rozbijaki.
Ludzie, którzy zabrali się za stworzenie Stowarzyszenia dalej grzęzną w niemożności.
PYTAM, WIĘC CO ROBIĆ?
Od razu mówię; nie kieruje się osobistą ambicją. Nie marzy mi się funkcja prezesa, bo są zapewne godniejsi ode mnie. Nie należę do AIIP, nie mam „papierów” infobroker, nie mam zgody swoich klientów na „pochwalenie”, co dla nich robiłem. Natomiast bez zakłamania i fałszywej skromności, napiszę, ż interesuje mnie rola – nazwijmy to – dyrektora zarządzającego Stowarzyszeniem. Czyli szefa aparatu wykonawczego dla demokratycznie wybranych władz stowarzyszenia, w tym zarządu. Ci, którzy naprawdę zajmują się infobrokerstwem nie porzucą swoich biznesów. Ja jestem akurat w takim momencie życia zawodowego, że mogę się w Stowarzyszenie Infobrokerów zaangażować w pełni. Tworzyłem już organizacje samorządowej dużej grupy zawodowej od zera – mam wiec doświadczenia. Prawie dekadę pracowałem w gospodarce – znam realia zarówno dużych, ogólnokrajowych firm jak
i średnich biznesów. Tyle tylko, że musielibyśmy się zgodzić, co do pryncypiów (np. statutu)
i musiałbym wiedzieć, że będę się cieszył wsparciem całego środowiska. Jestem elastyczny; wszystkie tematy mogą podlegać dyskusji. Ale trzeba dyskutować a nie gryźć się po kostkach.
Jestem szansą dla Stowarzyszenia, stowarzyszenie jest szansą dla mnie.
Nie udało się w czerwcu w Krakowie, nie udało się we wrześniu
w Warszawie.
Ja proponuje, że uda się na początku grudnia w …Tarnowie. Miasto prawie w centralnej Polsce, tranzytowe. A ja zajmę się całą sprawą organizacyjną i częściowo merytoryczną. Co Państwo na to?
Artur Kubanik
Zapraszam do grupy Cyberian. Stowarzyszenie Infobrokerów w Polsce
-
Pryncypia, ale też realia…
Kiedy parę miesięcy temu pojawił się Kubanik i zaczął pisać
o powołaniu Stowarzyszenia Infobrokerów w Polsce rozpętała się burza. A kto ja? A jaki mam dorobek? A dlaczego nie szanuje dotychczasowych inicjatyw? Dlaczego podważam to, co już zostało zrobione (np. propozycja statutu). Burza ta jednak okazała się falowaniem w szklance wody pośród bezmiaru wód polskiej nie-aktywności społecznej.
Poprosiłem o spotkanie z jedną z liderek infobrokerstwa, żeby wyjaśnić, co i jak. Odejść od kąsania, szarpania nogawek poprzez zgryźliwe komentarzyki a przejść do tego, co możemy RAZEM. Zostałem przyjęty aż przez 3 panie (taki stosunek mi odpowiada). Spotkanie było w połowie lipca i na nim się dowiedziałem, że właśnie minął termin zgłaszania uwag do statutu. Jakby specjalnie, żebym nie mógł się wypowiedzieć… Teraz po wielu tygodniach od tego spotkania zatarły mi się wszystkie szczegóły, zostało wrażenie, jakie rzeczy nas dzieliły. Paradoksalnie ja człowiek 50+, skażony komunizmem i PRL-em wyrastałem na wielkiego demokratę i liberała, który chce organizacji (Infobrokerów) otwartej, demokratycznej. Po drugiej stronie miałem panie 20+ (nieudolny komplement), które chciały stowarzyszenia zamkniętego, towarzystwa wzajemnej adoracji, organizacji zamkniętej przed jakimiś studencikami, którzy ośmielają się coś mówić o infobrokerstwie i nawet brać jakieś zlecenia. Przyznaje się, że psychicznie poległem, kiedy powiedziałem, że napiszę o tym spotkaniu w swoich forach, bo jestem to winien ludziom, którzy mi ZAUFALI i dopisali się do swoich grup. Wtedy usłyszałem od Liderki, że ona chciałaby to „sprawozdanie” przeczytać przed opublikowaniem w necie. RATUNKU!
To ja ze szwagrem (Mleczko) walczyłem z upiorami sytemu qwazi totalitarnemu, a tutaj osoba, która co najmniej 2/3 życia spędziła w tz. wolnej Polsce, chce być moim CENZOREM.
Całkiem się jednak nie załamałem tylko po powrocie do domu zacząłem pracować nad statutem Infobrokerów. Zaproponowany projekt raził mnie niesłychanie. Od razu napiszę, że czepialskość nie jest moją cechą charakteru, bo np. w powołanej niedawno „bratniej’ Izbie coachingu w statucie nie znalazłem żadnych punktów, z którymi jako demokrata i liberał nie mógłbym się zgodzić (polecam lekturę). Uwagi do statutu napisałem, rozesłałem do wszystkich uczestników krakowskiego spotkania klęski w czerwcu br. i…. nic. Dostałem dwie kulturalne odpowiedzi, że dziękują za przesłanie dokumentu, reszta nawet nie zaszczyciła mnie listelem. W swoim materiale pisałem, że mogę jeszcze popracować nad statutem, ale muszę wiedzieć czy to ma sens ( czy będzie brane pod uwagę). Tak, więc to milczenie jest odpowiedzią, że żadna myśl statutowa, jeżeli nie pochodzi z Krakowa lub Gdańska nie ma szans u ludzi, którzy nieudolnie zabrali się za powoływanie Stowarzyszenia…
Postanowiłem wstrzymać się z wszelkimi dalszymi działaniami, bo znienawidziłbym etykietkę „rozbijaki”, którą zapewne by mi przyklejono. Stowarzyszenie jeszcze nie powstało a tu proszę; „odkrywca ameryki” (ksywa przypisana mi przez Polską Gwiazdę Infobrokerstwa, przy okazji Panie Stencal nie nazywam się Kubaniak) jątrzy, powołuje konkurencje, i Bóg wie, jakie jeszcze niecne czyny mogłyby być mi przypisane.
Termin kolejnego spotkania założycielskiego (stowarzyszenia) był wyznaczony na 4 września. Nie doczekałem się (oczywiście?) zaproszenia. Z forum Infobrokerów dowiedziałem się, że wyznaczane są kolejne terminy i miejsca, a następnie odraczane. Dlaczego tak się dzieje? Nie jestem godny, żeby mieć informacje na ten temat – więc może sami zapytajcie.
Od początku uważałem idee powołania Stowarzyszenia Infobrokerów za wspaniałą. Mój idealizm pchał do mojej głowy myśli o koleżeńskiej grupie zawodowej mającej jeden cel – rozwój i dobre imię branży. Od początku cieszyłem się z tego, że są warunki, żeby stworzyć prężną grupę zawodową, która wiele dobrego w niesie do polskiej rzeczywistości. A te warunki wg mnie polegają na tym, że póki co trudno mówić o konkurencji w tej branży (miejsca starczy dla wszystkich) natomiast można i trzeba i to nie tylko mówić o BUDOWIE TEGO RYNKU. Człowiek wiele wieków NIE WIEDZIAŁ, że z czegoś może korzystać, bo takiego produktu NIE BYŁO. Nie było koła, czcionek, roweru, samochodu, samolotu czy lodówki. Tak samo jest w Polsce ( również na świecie) z Infobrokeringiem. Ludzie nie wiedzą, że mogliby korzystać z takich usług i to zarówno na poziomie pojedynczego, prywatnego człowieka jak
i zarządu olbrzymiej korporacji. Właściwie wiec, tych, którym miła jest idea rozwoju branży infobrokerstwa WSZYSTKO ŁĄCZY. A jednak nie…o czym świadczą reakcje na „moje odkrycie ameryki” i publiczne pojawienie się przy sprawach Stowarzyszenia in spe.
Mamy więc sytuację taką: ja czuje się przystopowany; powtarzam nie chciałbym dostać łatki rozbijaki.
Ludzie, którzy zabrali się za stworzenie Stowarzyszenia dalej grzęzną w niemożności.
PYTAM, WIĘC CO ROBIĆ?
Od razu mówię; nie kieruje się osobistą ambicją. Nie marzy mi się funkcja prezesa, bo są zapewne godniejsi ode mnie. Nie należę do AIIP, nie mam „papierów” infobroker, nie mam zgody swoich klientów na „pochwalenie”, co dla nich robiłem. Natomiast bez zakłamania i fałszywej skromności, napiszę, ż interesuje mnie rola – nazwijmy to – dyrektora zarządzającego Stowarzyszeniem. Czyli szefa aparatu wykonawczego dla demokratycznie wybranych władz stowarzyszenia, w tym zarządu. Ci, którzy naprawdę zajmują się infobrokerstwem nie porzucą swoich biznesów. Ja jestem akurat w takim momencie życia zawodowego, że mogę się w Stowarzyszenie Infobrokerów zaangażować w pełni. Tworzyłem już organizacje samorządowej dużej grupy zawodowej od zera – mam wiec doświadczenia. Prawie dekadę pracowałem w gospodarce – znam realia zarówno dużych, ogólnokrajowych firm jak
i średnich biznesów. Tyle tylko, że musielibyśmy się zgodzić, co do pryncypiów (np. statutu)
i musiałbym wiedzieć, że będę się cieszył wsparciem całego środowiska. Jestem elastyczny; wszystkie tematy mogą podlegać dyskusji. Ale trzeba dyskutować a nie gryźć się po kostkach.
Jestem szansą dla Stowarzyszenia, stowarzyszenie jest szansą dla mnie.
Nie udało się w czerwcu w Krakowie, nie udało się we wrześniu
w Warszawie.
Ja proponuje, że uda się na początku grudnia w …Tarnowie. Miasto prawie w centralnej Polsce, tranzytowe. A ja zajmę się całą sprawą organizacyjną i częściowo merytoryczną. Co Państwo na to?
Artur Kubanik
Zapraszam do grupy Cyberian. Stowarzyszenie Infobrokerów w Polsce
-
Aby mieć możliwość przeczytania tego posta musisz być członkiem grupy Freelancer
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- Następna »